Spodziewał się, że pójdzie to o wiele lepiej: wcale tak nie było. To jedna wielka katastrofa. Gdyby nawet walczył u boku innego kota, to jakoś by to przebolał, ale Bawełniana Nić? Już słyszał jej obelgi pod swoim adresem przez nieudane ataki na to białe zwierzę. Poczuł niemiłe ukłucie bólu i smutku. Chciał się przydać w tej sytuacji, a jeszcze wyszło na to, że z jego winy, Bawełna została ranna. Gdyby się przyłożył do tego, to może wyszło i by inaczej. Pewnie jak wrócą do obozu, to Bawełniana Nić nie będzie sobie szczędzić w opowiastkach na temat czarnego kocura. Czuł się skończony, ale również zawiedziony swoją postawą. Dalej nawet nie próbował atakować łabędzia, gdyż samo zwierzę było już ledwo żywe, a Bawełniana Nić pełna furii, którą przelała na ptaszysko. Jeszcze by po drodze Węgorzowe Gardło tak załatwiła za jego ciapowatość. Może by było lepiej jakby mnie to ptaszysko dobiło. Przecież mnie ze skóry obedrze jak wrócimy do obozu!
Chociaż, jeśli teraz nie zaatakuje, Bawełniana Nić tym bardziej go utopi za taką bezczynność. Raz się żyje! Znowu postanowił rzucić się na ptaka, tym razem skacząc na jego tułów, aby go przytrzymać. Niech Bawełna w spokoju go wykończy bez większych szkód.
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Atak Bawełnianej Nici: Krytyczny!(150%) ⟶ (27 - 17)*1,5 ⟶ 15
Atak Węgorzowego Gardła: Udany, ale łabądź umarł już po ataku Bawełny więc bez obliczeń
Łabądz zdał sobie sprawę, że jest w bardzo krytycznej sytuacji. Jeszcze chwila i albo zostanie zabity, albo się wykrwawi. Po prostu się poddał. Odsunął kawałek do tyłu i skulił się niczym przestraszone kocie. Bawełniana Nić bez problemu trafiła w gardło drapieżnego ptaka. To były ostatnie uderzenia serca ptaszyska. Po tym ataku padł już martwy. Węgorz także skoczył na białe zwierzę, lecz to jego koleżanka z Klanu Rzeki zabiła łabędzia w tym samym czasie. Wylądował więc razem z ptakiem na ziemi, bo biały przeciwnik opadł na ziemię bez życia. Byli już bezpieczni. Przynajmniej na ten moment gdy pokonali drapieżnika.
Bawełniana Nić: lvl: 3 | S: 11 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 41-2 = 39/70 | W: 43-3 = 40/50
➛przerzuty : 0/2
➛ rana 1. stopnia: spory siniak pomiędzy uszami
➛ rana 2. stopnia: oderwany mały kawałek lewego ucha (do końca walki -2hp na turę)
Łabądź: S: 9(19) | Zr: 4(13) | Sz: 2(9) | HP: 4-1-1-1-15= -14/40 | W: 21/30
➛ celność obniżona o dwa 2/2
➛ statystyki zmniejszone o połowę z powodu spadku hp do 1/4
➛ statystyki zr i sz obniżone ze względu na walkę 2:1
➛ rana 1. stopnia: głębokie zadrapanie na policzku (krwawi -1 hp na turę)
➛ rana 0. stopnia: nacięte pazurem pióro
➛ rana 1. stopnia: głębokie zadrapanie na szyi (krwawi -1 hp na turę)
➛ rana 0. stopnia: malutki siniaczek na klatce piersiowej
➛ rana 1. stopnia: ugryzienie na szyi (krwawi -1 hp na turę)
[ Łabądz ded ]
+ 5 exp dla Węgorzowego Gardła
+ 30 exp dla Bawełnianej Nici
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Jej ataki były idealne. Kiedy machała łapami, uderzając raz po raz ciało łabędzia, czuła jak adrenalina rośnie w jej żyłach z każdą sekundą. Czuła się dobrze, walcząc z przeciwnikiem, którego sama osłabiła, a następnie wykończyła na tyle, że czekała go już tylko śmierć. Wgryzła się w szyję, tak mocno, by ptaszysko poczuło to już pośmiertnie, czując metaliczny smak krwi w pysku. Podniosła głowę, widząc martwego łabędzia. Sterta kupa gówna, która myślała, że może się z nią mierzyć. Bawełniana Nić poczuła, że naprawdę jest silna. Naprawdę ma moc, silnie uderzając i wprowadzając ataki, a także mądrze podstawiając każdy kolejny krok. Splunęła prosto na dziób drapieżnika, mając ochotę jeszcze na niego nasrać, tak, by pokazać jak bardzo beznadziejny i nic nie warty był. A potem spojrzała na Węgorza, a cały jej zwycięski humor prysł. - Nadajesz się, by leżeć tam razem z nim. Nie wiem, czy poza klanem zapomniało ci się jak wymachiwać łapami, ale najwyraźniej tak. Gdyby nie ja, leżałbyś tu martwy - syknęła do niego, wyraźnie obwiniając za nic nie robienie. Gówno zrobił. Raz go drasnął, raz uniknął jego ataku, ale to tyle. To przez niego miała teraz rozwalone ucho, które piekło jak diabli i tylko cudem udało jej się nie pokazać, jak wielki w tym momencie odczuwała ból. A Węgorzowemu Gardłu nie stało się nic. Jak zwykle, głupi ma tak wielkie, cholerne szczęście, że tylko pozazdrościć. Nie głupoty, szczęścia. - Idę do medyka. Nigdy więcej nie proś mnie o wspólne polowanie czy łowienie ryb - spiorunowała go wzrokiem, mówiąc oschle i śmiertelnie poważnie. Nie zamierzała już nigdy wychodzić z tym baranem gdziekolwiek. W zasadzie, to idealnie by było, gdyby się w końcu od niej odpieprzył. Byłoby łatwiej. Podeszła do łabędzia, wyrywając z jego głowy dwa śnieżnobiałe piórka. To jej pierwsze morderstwo, warto zadbać o jakieś trofeum. Strzepnęła ogonem, następnie oddalając się w stronę obozu. Teraz musiała tylko zaczepić jedną z medycznych łap, nie dbając już o to, co stanie się z Węgorzem. I czy zamierza jakoś zakopać to, co ONA zabiła.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Ponieważ kocur się zgodził, by iść na polowanie na ryby od razu, Wiewiórka ruszyła do wyjścia z obozu, a następnie ruszyła drogą nad rzekę, po drodze strzygąc uważnie uszami i rozglądając się. Co prawda, nadal byli blisko rzecznego obozu, ale tu szczególnie wolała zachować czujność, nie dlatego, że była z dala od kota, który mógłby im jak coś pomóc z jakimś drapieżnikiem, a właśnie dlatego, że byli blisko samego obozu, gdzie każdy lis mógł być potencjalnym niebezpieczeństwem dla kociąt, szczególnie takich, które nie miałyby ochoty siedzieć na tyłku w kociarni, a wolałyby iść na wojnę z wojownikami. A nie każdego takiego malca pewnie dałoby się przypilnować.
W każdym razie, gdy już pilnie się rozejrzała, zwróciła spojrzenie na powrót w stronę Kwitnącej Łapy.
- Więc... Póki idziemy, pomyślałam, że... trochę ci wytłumaczę jak to dokładnie wygląda... łowienie w sensie. I... Hm, zacznijmy od tego, że dużą część czasu... zajmuje siedzenie. Dosłownie. Musisz przysiąść nad brzegiem rzeki, czy innego... zbiornika wodnego, tak... i czekać. Zanurzasz łapę, bądź ogon w wodzie... a ryby najczęściej... podpływają, ciekawe tego, co to jest w ich wodzie, a wtedy czekasz na odpowiedni moment i... uderzasz w nie łapą, by wyrzucić je na brzeg, a następnie szybko dobić, by nie wróciły do wody... Um, ważne jest, żeby... nie rzucać cienia na wodę. I ciche oddychanie, bycie niemal w całkowitym bezruchu, bo... to jednak trochę widać i czuć i słychać - wytłumaczyła, a następnie przerwała, dając kocurowi zapoznać się z informacjami i, cóż, czas na ewentualne pytania, jeśli powiedziała coś niejasno.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Szedł za wojowniczką ufnie. Był przekonany, że z nią nic mu się nie stanie, a poza tym on też ma cztery łapy i mógłby pomóc, mimo iż nie miał jeszcze nauki walki. To chyba nie jest trudne? Takie bronienie się powinno być wręcz nawet odruchowe, prawda? Nawet jeśli nie byłoby w tym wielkiej finezji czy techniki to ważna była skuteczność. Jednak nie miał jeszcze wyuczonego instynktu, który sprawiłby, że Kwitnąca Łapa zwracałby uwagę na takie rzeczy jak na przykład ona teraz.
Słuchał jej uważnie, w końcu była to wiedza, która przyda mu się już bardzo, ale to bardzo niedługo. Nie chciał przegapić żadnej informacji. Chociaż im dalej brnęli w te instrukcje tym okazywały się one nudniejsze niż przypuszczał... siedzenie i czekanie nie było zajęciem najbardziej pasjonującym na świecie. Wręcz przeciwnie. No, ale trzeba to będzie przeżyć. Dla Klanu Rzeki i nabierania doświadczenia. Dla nauczenia się czegoś nowego. Przynajmniej nie będzie musiał się wstydzić tego, że niczego jeszcze nie umie. Może nawet będzie mógł pochwalić się Płotkowemu Potokowi, że on już łowić potrafi? Pewnie będzie zadowolona, że ma mniej roboty niż myślała.
-Nie rzucać cienia na wodę? W jaki sposób? -zapytał się, przekręcając lekko głowę- No i czy mocno trzeba tę rybę uderzyć, żeby wyleciała z wody?
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Dla Wiewiórki łowienie ryb absolutnie nie było nudne. Lubiła to. Posiedzieć nad wodą, wsłuchać się w jej szum, śpiew ptaków na drzewach, czy przysiadających po drugiej stronie rzeki, żeby się napić, albo samemu złowić jakąś rybę, cykanie świerszczy, gdy robiło się już ciemno w trzcinach, albo kwakanie jakiejś kaczki, która się tam schowała ze swoimi dziećmi. Dodatkowo, nie trzeba było kręcić się po całym lesie i nasłuchiwać, czy czasami gdzieś coś nie przysiadło, no i miało się większą szansę powodzenia, bo... cóż, ruda wojowniczka miała to do siebie, że była dość niezdarna i czasami potrafiła zepsuć skradanie się do zwierzyny, bo na przykład, hm, zapomniała sprawdzić jak wieje wiatr, albo nadepnęła jakąś gałązkę, tak zwyczajnie, bo nie patrzyła pod łapy, albo się poślizgnęła - zapominała też czasem o ważnych zasadach polowania, gdy tak skupiała się na swoim celu - potrafiła czasem skradać się do wiewiórki bez przeniesienia ciężaru ciała, czy do królika bez spłycenia oddechu. Tak już miała... za to łowienie przyswoiła sobie od razu. Wystarczyło tylko zwrócić uwagę, czy nie rzuca cienia, a także... dosłownie być w bezruchu, poruszać tylko gałkami ocznymi na boki, i możliwie niczym innym. Było to przyjemne doświadczenie. Faktycznie, mogło się wydawać nudne, acz... Wiewiórce to nie przeszkadzało. Zazwyczaj nie była cierpliwa, ale lubiła obserwować. I nasłuchiwać. A siedzenie nad rzeką i słuchanie odgłosów dookoła było przyjemne.
- Musisz kontrolować jak pada twój cień, tak, żeby ustawić się w taki sposób, by padał, hm... jakoś na bok, czy za ciebie, ale nie na taflę wody - doprecyzowała. Miała nadzieję, że takie wyjaśnienia, nim nie podejdą do wody i mu tego nie pokaże, póki co wystarczą. - Tak, trzeba... dość mocno zamachnąć się łapą. By mieć pewność, że... złapiesz rybę pazurami, wyciągniesz ją na brzeg, a nie tylko... nie wiem, przepchniesz? - odpowiedziała, kiwając głową. Trzeba było włożyć w to sporo siły, szczególnie, gdy okazywało się, że ryba która podpłynęła była trochę większa niż jakaś malutka płotka. - Zaraz zresztą zobaczysz - dodała, wskazując ogonem rzekę płynącą już zaraz przed nimi. Dało się już ją wyraźnie wyczuć, usłyszeć, a nawet zobaczyć plusk niedaleko brzegu, który zwiastował, że właśnie tam są ryby. Albo chociaż jedna.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Może gdyby los Kwitnącej Łapy ułożył się inaczej to może też chętnie siedziałby bez ruchu nad wodą, wypatrując ryb, które wpadną w jego łapy, jednak w tej chwili -a może i nawet w tej rzeczywistości- nie było to możliwe. Nie dość, że wydawało się mu to nudne to jeszcze w jego niedoświadczonej główce wydawało mu się, że nie przyniesie to jakiś większych efektów niż zwykłe polowanie, a z jego charatkerem to właśnie celował w coś co mogłoby przynieść Klanowi jak najwięcej dobra i pomocy. Chociaż musiał przyznać, że z tego co powiedziała mu wojowniczka to łowienie brzmiało dość prosto. Uważasz na cień, przyciągasz ryby łapą czy ogonem, a potem mocno wyrzucasz je z wody. Jak na razie trzy proste kroki. Aż mogłyby się one wydawać zbyt proste.
-Okej... chyba rozumiem -pokiwał głową kiedy usłyszał odpowiedź wojowniczki na swoje pytania. Następnie spojrzał na rzekę, którą jego towarzyszka wskazała ogonem. Nie dało się jej przegapić. Zauważył też ten plusk, który zwiastował, że w tej rzecze znajduje się coś więcej niż tylko piach, kamienie i woda. Coś żywego.
Kwitnąca Łapa ostrożnie podszedł do brzegu, stanął niedaleko i wyciągnął szyję, żeby zajrzeć dalej. Nie chciał wpaść do wody dlatego uważał, żeby nie poślizgnąć się nigdzie na ziemi, którą cały czas moczy rzeka przerywająca ją na części. Patrzył czy w tym plusku mógłby coś wypatrzeć.
-Tutaj będziemy łowić? - zapytał kontrolnie, dalej wpatrując się w niesforną taflę wody.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Dla Wiewiórki polowanie było trochę mniej opłacalne niż łowienie. Trzeba było chodzić po całym lesie i nie miało się pewności, że coś się znajdzie, a co dopiero - złapie. Jasne, łowienie też nie dawało gwarancji, ale przynajmniej siedziało się w jednym miejscu, a nie chodziło w kółko jak idiota, a to już jakiś plus, prawda?
Zastrzygła uszami na pytanie terminatora, a następnie potaknęła, spoglądając w wodę. Tutaj było całkiem sporo ryb, dodatkowo, było blisko obozu, więc miejsce niemal perfekcyjne. Nie znała się co prawda na życiu i zwyczajach ryb, ale możliwe było, że w tych trzcinach zwyczajnie się chowały i spały, podobnie jak wszelkie kaczki, które często stamtąd wypływały, a potem znów się tam chowały.
- Myślę, że jest to miejsce, w którym spokojnie będziesz mógł poćwiczyć w praktyce - oznajmiła, przysiadając na brzegu, ale w lekkim oddaleniu, by nie przeszkadzać Kwitnącej Łapie. - Co powiesz na to, żeby spróbować? - zaproponowała, łebkiem wskazując wodę, w której co jakiś czas widać było łebek jakiejś ryby, górną płetwę, czy bąbelki, świadczące o tym, że faktycznie coś tam pływa. - Dodatkowo może te kaczki nas zagłuszą - dodała, z lekkim rozbawieniem, zerkając w stronę rodziny kaczek, która siedziała na przeciwległym brzegu.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa zerknął na swoją towarzyszkę kiedy już zadecydował, że starczy tego bezproduktywnego wpatrywania się w wodę. Trzeba było przyznać, że to wszystko było dość hipnotyzujące. Żyjątka w wodzie, migocząca tafla wody, dźwięki otoczenia. Aż możnaby zapomnieć po co się tutaj przyszło. Jednak Kwiat nie mógł zapomnieć. Nie po to tutaj przyszedł, nie żeby siedzieć i podziwiać piękno przyrody na terenie Klanu Rzeki, chociaż musiał przyznać, że nawet jemu ciężko było się tutaj teraz skupić w stu procentach. Jemu, kujonowi, który chce być idealny we wszystkim. Nie chciał się do tego przyznawać, ale w głębi duszy musiał.
-Chętnie spróbuję -powiedział już bardziej entuzjastycznie kiedy usłyszał... w sumie to takie prawie zezwolenie na działanie, jeśli nie faktyczne całkowite zezwolenie. W końcu wojowniczka zdradziła mu już teoretyczne tajniki łowienia po drodze, więc nawet nie musiał czekać aż ona mu pokaże. Potem spojrzał jeszcze na kaczki siedzące na przeciwległym brzegu- Może... -odparł i uśmiechnął się na tę myśl.
A potem znów spojrzał na wodę, jednak tym razem miał już cel. Musiał zdobyć rybę. Kwitnąca Łapa włożył łapę do wody tak jak mówiła wcześniej kotka gdy mu tłumaczyła i starał się siedzieć jak najbardziej nieruchomo tylko potrafił, wypatrując dogodnej okazji na wyrzucenie ryby z wody. Czekał aż coś podpłynie. Miał nadzieję, że coś podpłynie...
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Dwójka rzeczniaków pojawiła się przy Trzcinowym Brodzie. Słońce świeciło w najbardziej okazały sposób, niezakryte żadnymi chmurami. Woda, na którą spoglądali ślicznie migotała pod wpływem słońca. Była całkowicie bezpieczna i płytka, dzięki czemu stanowiło idealne miejsce na naukę praktyki czegoś tak podstawowego jak łapanie ryb. No bo kto ich nie lubił, co nie?
Najwyraźniej jednak te nie lubiły Kwitnącej Łapy, żadna nie chciała pojawić się przy terminatorze. Ich silny, rybi zapach unosił się w powietrzu, jednak była to jedyna oznaka tego, że rzeczywiście tutaj są. Łowienie było jedną z tych rzeczy, na którą trzeba mieć cały koszyk cierpliwości, może za chwilę pojawi się coś, co usatysfakcjonuje kocura?
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wiewiórka przysiadła nieco z tyłu, obniżając się na łapach, żeby móc widzieć co robi Kwitnąca Łapa i w razie potrzeby trochę mu podpowiedzieć, gdyby robił coś nie tak. Póki co wszystko było w porządku... oprócz tego, że w sumie żadna rybka nie podpływała. Cóż, zdarzało się i tak, łowienie ryb to często był sprawdzian wytrzymałości i cierpliwości, szczególnie w Porze Nagich Drzew, kiedy od łapy biło niewyobrażalne zimno, a żadna ryba nie podpływała dłuższy czas.
Musieli widocznie poczekać. Złocisty wzrok kocicy utkwiony był w wodzie, i póki co milczała, co Kwitnąca Łapa mógł wziąć za zwykłe nieme powiedzenie "czekamy", bo póki co nie widziała żadnego błędu, zbytniego pochylenia się, niczego, co mogłoby sprawić, że ryby nie przypływały z konkretnego powodu.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
U Kwitnącej Łapy z cierpliwością było raczej ciężko, ale jeszcze czara się nie przelała. Było na to zdecydowanie za wcześnie, w końcu dopiero zaczęli. Pręgowany kocur wpatrywał się intensywnie w wodę przez jakiś czas, jednak kiedy nic nie przypłynęło spojrzał na swoją towarzyszkę, żeby zobaczyć czy ma może dla niego jakąś radę. Może zna jakiś sposób, żeby ryby przypłynęły szybciej? Nawet jedna. Jednak kiedy zobaczył, że ta nie odezwała się i tylko wpatrywała się w wodę uznał, że raczej nie ma takiego czegoś jak magiczna przynęta na ryby, która przyciągnęłaby je do niego. Tak więc i on spojrzał się na wodę dalej trzymając w niej łapę i czekając. Nieświadomie zaczął poruszać też delikatnie palcami z niecierpliwości i częściowo w zamyśleniu. Kiedy coś przypłynie? pomyślał.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Jeśli Kwitnąca Łapa miał problem z cierpliwością to źle zrobił wybierając się na ryby. Tutaj było to szczególne ważne, oczekiwanie na swoją ofiarę było w tej zabawie najbardziej ekscytujące, jednak irytujące jednocześnie. Niestety. Wpatrując się intensywnie w wodę nie pomógł rybom ośmielić się by pojawił się na widoku, wręcz przeciwnie - dalej nie było ani nic widać, ani słychać. Kwitnąca Łapa miał pecha, zmuszony był... poczekać.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wiewiórka lekko przestąpiła z łapy na łapę, jednak zrobiła to nadwyraz cicho. Nie chciała wszak spłoszyć zwierzyny Kwitnącej Łapy, szczególnie, że ten dopiero po raz pierwszy próbował swoich sił w łowieniu. Jak widać jednak, ryby postanowiły pobawić się z kocurem, bowiem nadal żadna nie przypłynęła. Kotka rzuciła terminatorowi krótkie spojrzenie, acz po chwili znów odwróciła wzrok w stronę rzeki. Miała nadzieję, że niedługo faktycznie coś przypłynie, bo inaczej trochę, no, słabo.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa zmarszczył brwi i westchnął najciszej jak tylko potrafił. Niby w tym momencie nie mógł zrobić niczego poza czekaniem, ale czy na pewno?
-Długo jeszcze? -zapytał się szeptem wojowniczki, która trwała przy nim, starając się żeby nie był to szept zbyt głośny- Nie da się tego jakoś przyspieszyć czy coś? Jakoś te ryby zachęcić?
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)