Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
No cóż, żadnego zajączka w pobliżu niestety nie było, więc Pustułka musiała obejść się smakiem na tego zwierzaka. Za to był ptaszek! Takie ładny o z rudym brzuszkiem. Zanim jeszcze kotka go zauważyła, mogła wyczuć w powietrzu zapach rudzika. siedział sobie na ziemi, wydziobując ostatnie resztki pokarmu. Córka Brudnego Kamienia musiała się nieco pośpieszyć, jeśli chciała go złapać, ale jednocześnie zachować wszystkie zasady polowania, o których się nauczyła. Ptak był zwrócony do niej bowiem tyłem
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Rudzikowy zapach wpadł do narządu węchu i wskazał kierunek. Nie było czasu do stracenia, był odwrócony tyłem. Ciężar na tylne łapy które zgina wraz z przednimi, wzrok pod siebie. Ogon, grzbiet i głowa na jednej spójnej lini, oddech ściszony, poruszanie się pod wiatr. Odpowiednie schowanie swojego ciałka w trawie, i gotowe. Wysunęła szybko pazury i wykonała skok. Teraz powinno się udać, rzecz jasna dlatego że tym razem zapamiętała wszystko. Podczas susu jej ślepia lśniły radośnie. Musi się udać, chociaż tym razem!
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Tym razem Pustułka pamiętała o każdej zasadzie, jaką powinna zastosować. Rudzik nawet nie miał pojęcia, o czającym się na niego szylkretke. Dopiero kiedy było już za późno, kotka złapała go w swoje szpony i natychmiast pozbawiając życia. Pierwsze prawdziwe polowanie córki Brudnego Kamienia, można uznać za zaliczone!
Zachód wyszła powoli z cienia, jak te koty z Ciemnego Lasu, przechadzające się wśród żywych, ukrytych w mrokach tego świata. Zielone oczy kocicy spojrzały w stronę zdobyczy szylkretki. Rudzik. Jak na złość, czy jej brat nie mógł dać jej spokoju nawet tutaj!? Gwiezdni co wy robicie, dając jej przed sobą martwego rudzika. Machnęła biczowatym ogonem, po czym kiwnęła głową.
- To koniec nauki - po czym ponownie skierowała się tym razem w stronę obozu. W końcu trzeba się było wyspać i obmyślić, kogo by tutaj zamordować, aby nie wściec się jeszcze bardziej. Piękne to ona sny miała, serio.
[zt] :3
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Szybko chwyciła ptaka w kły i ruszyła za Zachód. Czyli.. zostanie wojowniczką! Spełniła już wszystkie wymagania, i jest gotowa. Krew rudzika spływała delikatnie po jej pysku gdy przypadkiem zbyt mocno go przygryzła. Ale to specialnie nie będzie innym przeszkadzało w jego konsumpcji. Odwróciła na chwilę wzrok na czekoladową kotkę o orientalnej budowie. Była winna jej przysługę. Musi powiadomić Czerwię o tym jak terminatorka jej pomogła, inaczej zje ją sumienie. Ale teraz czeka na nową rangę. Z radością.
-Dziękuje.-miauknęła tylko ponuro. Teraz tylko na tyle było ją stać.
Z/t
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
Tym razem młodego wojownika poniosło na szczyt formacji skalnej będącej naturalną granicą ich obozu. Powrócił z dnia treningu ze swoją terminatorką i zamierzał nieco odpocząć, dopóki nie przyjdzie pora na wieczorny patrol - a jakie do tego lepsze miejsce niż skalne zbocze z wieloma półkami i wybojami które dawały gdzieniegdzie schronienie przed popołudniowym słońcem i nie były mocno nagrzane?
Przeciągnął się, by następnie przysiąść na jednej z ocienionych skałek, i spojrzał na dół, obserwując z wyższej perspektywy aktywności toczące się w obozie. Powracający ze zwierzyną patrol łowczy, bardziej ciepłolubnych wojowników wygrzewających się na niższych skałkach, a tych mniej - chowających się gdzieś w zacienionych zakątkach. Dopisująca pogoda nie wszystkim przypadała do gustu...
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wiewiórka od zawsze lubiła podziwiać świat z wysokości. Może nie jakiejś zatrważająco dużej, ponieważ miała lekki lęk wysokości, ale uwielbiała wskakiwać na jakieś niskie gałęzie drzew, czy różne głazy.
Nic więc dziwnego w tym, że gdy tylko wróciła z polowania, na którym była zaraz po treningu z Żądlącą Łapą, gdy odłożyła już zdobycze na stosie, postanowiła rozłożyć się gdzieś na nieznacznej wysokości i odpocząć po ciężkim dniu. Ostatnimi czasy bywało wręcz nieznośnie gorąco, chociaż pręgowana wojowniczka nie mogła specjalnie narzekać; w końcu miała krótkie futerko, a nie długie, jak niektóre koty. Tym to dopiero współczuła! Jeśli jej było gorąco, to co musieli czuć tamci? Za cel obrała sobie błyszczące głazy, na których powinno być w miarę chłodno. Zaczęła się więc niespiesznie wspinać, coraz wyżej i wyżej, dostrzegając, że na ów głazach czuje się o wiele pewniej, aniżeli na gałęziach drzew. Tam musiała się mocno trzymać, coby nie spaść, a tutaj miała dość spore pole do popisu, o ile nie podejdzie do krawędzi. Że też nigdy nie wspięła się tutaj wcześniej tak wysoko! Wtem, gdy już brała się do kolejnego skoku w górę, zauważyła w cieniu sylwetkę jakiegoś kota. Na moment zamarła w przysiadzie, gotowa już wybić się w górę. Zawahała się na moment, niepewnie machając rudym ogonkiem na boki. Miała właśnie wewnętrzną kłótnię sama ze sobą, by się przywitać, czy może jednak uciec. Zdecydowała się jednak na to pierwsze. Wszak próbowała się wreszcie przekonać do częstszego kontaktu z współklanowiczami. Ruszyła więc w stronę kocura, siadając zaraz obok i uśmiechając się niepewnie.
- Cześć - rzuciła na powitanie, kiwając mu łbem. Jeśli się nie myliła, a na pewno nie, był to Burzowe Niebo, z którym już dwukrotnie miała przyjemność dzielić ceremonię; najpierw tą na terminatora, dość pechową, a później również tą na wojownika. - Gorąco dzisiaj, prawda? - palnęła, ażeby jakoś zacząć rozmowę. Co prawda nie był to błyskotliwy temat, ale wojowniczka musiała się jakoś rozgrzać.
Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
Chcąc nie chcąc, usłyszał czyjeś skoki sugerujące że zbliża się w do niego jakiś klanowicz. Zerknął w stronę dźwięku, przekonując się że na Głazy wspinała się również ruda wojowniczka, mianowana na tej samej ceremonii co on, Wiewiórczy Skok. Też pewnie wracała z treningu ze swoją terminatorką, jeśli miałby zgadywać.
I ona go widać zauważyła, na chwilę zatrzymując na nim wzrok. Wszystko zapowiadało się na to że zdobędzie towarzysza rozmowy - nie żeby mu to przeszkadzało, Wiewiórczy Skok wydawała mu się przyjemną osobą, chociaż jedyne ich bliższe spotkanie było na pogrzebie jego pradziadka, gdy jedno z kociąt Kosowej wyraźnie potrzebowało uspokojenia - i ona zdecydowała się mu w tym dopomóc.
-Cześć! - Odpowiedział wesoło na jej przywitanie, uśmiechając się lekko. Nie mógł nie poczuć się z lekka rozbawionym na komentarz o temperaturze - jeśli krótkowłosym kotom już to doskwierało to chyba było na prawdę źle, a nie tylko jemu z faktu bycia ciemno umaszczonym mopem!
-Nie da się ukryć! Miałem wrażenie że się ugotuję, zwłaszcza kiedy Mknącej Łapie chciało się biegać na treningu! - Zaśmiał się pogodnie.
-Kto by pomyślał że zatęsknię za porą nagich drzew! - dodał. W przeciwieństwie do Wiewiórki nie czuł się specjalnie skrępowany rozmową z rówieśniczką nawet jeśli za dobrze się nie znali. Byli w podobnym wieku i z podobnym doświadczeniem, oraz w jednym klanie, nie miał powodów by traktować ją inaczej niż przyjażnie.
-Ale trzeba to jakoś przeżyć, nie? Żądląca Łapa też pewnie nie daje ci dużo spokoju, jeśli jest na treningu taką samą kulką energii jak w obozie? - Zapytał pogodnym tonem, uśmiechając się przyjaźnie. Nie zazdrościł Wiewiórce, jeśli o przydział terminatorów chodzi, choć też nie trafił mu się najspokojniejszy terminator... to jednak Mknąca przynajmniej miała tendencję do słuchania co się do niej mówi... czas jeszcze pokaże czy do zapamiętywania tego na dłużej również!
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
- Och, ja również. Musiałam biegać cały dzień za Żądlącą Łapą, a potem wpadłam na super pomysł, żeby jeszcze popolować chwilę, zanim wrócę do obozu - rzuciła, owijając łapy ogonem, żeby poczuć się odrobinę pewnie. Owszem, z rówieśnikami rozmawiało się jej o wiele lepiej, niż ze starszymi od siebie wojownikami, czy młodszymi kociakami. Przy wojownikach nie wiedziała do końca jak się zachowywać, ponieważ byli od niej starsi, mądrzejsi... No i w ogóle! Z rówieśnikami nie miała aż tak wielkiego problemu, jednak często miała problem z zaczęciem rozmowy, bądź rozwinięciem jakiegoś nowego tematu. Dlatego teraz palnęła z tą pogodą. Bo nie wiedziała o czym innym mogłaby zagadać. No i było to dla niej dość uniwersalne pytanie; jakby kot nie interesował się rozmową z nią tylko by coś burknął i nie powiedział nic więcej, dlatego jej uśmiech się poszerzył, gdy kocur jej odpowiedział i jeszcze dodał coś od siebie. - Ja może nie do końca tęsknię za porą nagich drzew, ponieważ przez moje krótkie futerko jest mi trochę zimno, aczkolwiek chętnie cofnęłabym się do pory nowych liści, kiedy nie było jeszcze aż tak gorąco - mruknęła po chwili. Owszem, pora nagich drzew kojarzyła się jej dobrze, chociażby dlatego że wtedy spadł śnieg, i było dużo fajnych zabaw z nim związanych, jak chociażby bitwa na śnieżki, czy tarzanie się w nim, ale było wtedy zimno i często wracała do chruśniaka przemoczona, a Ognistopręga i jej ciotka przeżywały wtedy niemały zawał, gdy ją widziały. Jednak potem całą noc trzęsła się jak galareta, nie ważne jak mocno przylgnęła do ciała rodzicielki.
- O tak, jest olbrzymią kulą nierozładowanej energii - mruknęła, kuląc nieco uszy. - Zamiast stanąć na chwilę i mnie posłuchać, to cały czas biega w kółko. Chciałam jej ostatnio wyłożyć teorię, to mnie wyśmiała, zwyzywała od nudziar i zaczęła uciekać - mruknęła ciszej, przypominając sobie pierwszy trening z kremową kotką. Lubiła Żądlącą, nie mogła powiedzieć że nie, ale miała z nią niewielki problem. Ich charaktery różniły się od siebie diametralnie, a Wiewióra, jako ta ze słabszym, nie mogła dużo zrobić, jeśli chodzi o podporządkowanie sobie terminatorki. - A... Jak ci idzie z Mknącą Łapą? - rzuciła po chwili, by nieco zmienić temat. Kojarzyła kotkę, ponieważ spotkały się raz, gdy Mknąca była jeszcze Nurtem. I, pomimo początku znajomości, chyba udało im się w jakiś sposób... Zaprzyjaźnić?
Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
Wydał z siebie krótki odgłos rozbawienia. Młoda wojowniczka nie dawała sobie forów, jeśli po treningu jeszcze poszła zapolować. On sam zapolował jeszcze na treningu, razem z młodą, żeby jakoś pożytkować czas - nie żeby udało mu się zmusić Mknącą do siedzenia i słuchania dłuższych wykładów kiedy byli poza obozem.
-W sumie racja. Aż się nie chce wierzyć że ci tam - Skomentował, unosząc końcówkę ogona i wskazując na niższe partie skał gdzie wygrzewali się Ślimacza Muszla i Leśna Jagoda, w pewnym oddaleniu od siebie
-Aktualnie lubią takie temperatury! - Dokończył, z lekkim niedowierzaniem w głosie. Co prawda obaj wojownicy byli krótkowłosymi kotami, no ale, bez przesady!
Wysłuchał kolejnych słów wojowniczki z których wynikało... że nie miała najłatwiejszego życia ze swoją terminatorką. Przy takim zachowaniu entuzjazm Mknącej brzmiał zdecydowanie mniej ekstremalnie! Choć relacja z jego własną terminatorką również zaczęła się nieco wyboiście, przynajmniej nie musiał znosić młodzików psioczących na jego metody nauczania, i wyzywających od nudziarzy. Musiał jednak przyznać, że mogłoby tak się zdarzyć gdyby wcześniej Ćma nie ostrzegła go o temperamencie Nurt i nie dała mu tym wskazówek jak do niej podejść.
-Cóż... na początku wydawała się rozczarowana że nie dostała wiesz... jakiegoś bardziej doświadczonego i szanowanego w klanie mistrza, Jak Czerwona Gwiazda czy Ognistopręga. Ale mam nadzieję że dałem radę rozwiać jej wątpliwości co do tego, czy dam radę nauczyć ją tego czego potrzebuje by zostać wojownikiem... chciała by ukończyć trening jako pierwsza ze swojego rodzeństwa! - Odpowiedział pogodnie, mimowolnie uśmiechając się ciepło na myśl o młodej i jej ambicjach.
-Ale zaczęliśmy trening od polowania. Nie sądzę by udało mi się w ogóle zatrzymać ją w miejscu na tyle by ze zrozumieniem wysłuchała całej teorii bycia wojownikiem... raz jak próbowałem zaczęła patrzeć na mnie takim niepojętnym wzrokiem, jakby zamknęła sobie uszy! - Zaśmiał się lekko.
-Myślę że dużo lepiej przyjmuje krótkie informacje przekazane przy okazji robienia czegoś w praktyce, więc tak staram się jej to przekazywać. Chociaż na pewno przyjdzie czas że będę musiał przepytać ją z rzeczy które powinna zapamiętać. Nie chciałbym żeby później się okazało, że to co mówiłem wpadło jednym uchem a wypadło drugim! - Dodał. Może taka strategia pomogłaby również Wiewiórczej, jeśli Żądełko jest chociaż trochę podobna do Mknącej? Chociaż po tym jak raz po ceremonii ją spotkał, wydawała się mu znacznie bardziej uparta i zakręcona od jego terminatorki. Mknąca była energiczna, ale była też inteligentna i ambitna. Zależało jej na gładkim przebiegu treningu tak samo jak jemu...
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Cóż, Wiewióra nie należała do takich, którzy czasami odpuszczali sobie polowanie z różnych przyczyn. A ponieważ przy okazji treningu nie mogła spuścić Żądełka z oka, nawet żeby polować równolegle z nią, to uznała, że najsensowniej będzie coś złapać, gdy będzie wracać. Puściła więc narwaną kotkę przodem, a sama poszła wolniej, rozglądając się za zwierzyną. Wiedziała, że potem nie będzie chciało się jej już ruszać z obozu, szczególnie, że trening skończyły trochę później niż zwykle.
Obejrzała się w stronę, którą Burzowe Niebo wskazywał ogonem, by dostrzec wylegujące się w słońcu koty. Spojrzała na nie z niedowierzaniem.
- Nawet mi, jako krótkowłosej byłoby za gorąco, by leżeć w słońcu! - miauknęła ze szczerym zdziwieniem. Co prawda, mogło być tak, że po prostu się zgrzała i teraz było jej nieco cieplej, ale wierzyła, iż na pewno, niezależnie od niczego, długo by na tym słońcu nie wytrzymała, mimo wszystko. Czasem lubiła się rozłożyć w słońcu, ale później szybko uciekała do cienia.
Wysłuchała kocura na temat jego przygód z Mknącą Łapą i powoli kiwnęła głową, pokazując że wszystko dotarło. Brzmiało to strasznie podobnie do tego, co przeżywała ze swoją terminatorką. Gdzieś w połowie jego wykładu doszło do niej, że mogłaby spróbować podobny sposób nauki w stosunku do Żądlącej Łapy. Wcześniej chciała trochę na siłę wmusić w nią teorię, co oczywiście średnio jej wyszło. Niemniej jednak, Wiewióra nie czuła się jeszcze pewnie jako czyiś mistrz, toteż starała się zacząć od najprostszych rzeczy. Przynajmniej dla niej, do wykładania. Bo na pewno łatwiej jej było cały czas mówić, przykładowo o kodeksie, granicach, czy innych klanach, aniżeli uczyć kotkę polowania, czy walki, albo łowienia, czy pływania. Chciała też ten trening przeprowadzić mniej więcej tak, jak przebiegał jej trening. Żeby czuć się pewniej. Teraz jednak wiedziała, że musi zmienić taktykę. Przeprowadzić ten trening bardziej aktywnie; może zacząć właśnie od polowania, albo łowienia, a potem, stopniowo wykładać teorię. Ponieważ Żądląca kompletnie nie wyglądała na taką, co by interesowała się takim kodeksem, czy innymi klanami z teorii.
- Jeśli jest taka ambitna, to na pewno da radę! - mruknęła na wspomnienie o tym, że kotka chce ukończyć trening jako pierwsza z rodzeństwa. Na chwilę się zacięła, jakby poważnie myślała o tym, co chce powiedzieć. - Poza tym, ma nad sobą mistrza, który osiągnął dokładnie to, czego ona pragnie. Więc niewątpliwie jej pomoże - miauknęła szybko, odwracając wzrok na obóz i wpatrując się w niego uparcie.
- Pozwolę sobie wykorzystać twoje metody, jeśli mogę - mruknęła po chwili, znów odwracając wzrok na niebieskiego i uśmiechając się delikatnie, wzrokiem prosząc o pozwolenie.
Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
To też była jakaś ewentualność - że biegając za rozbieganymi terminatorami i zwierzyną zagrzali się bardziej niż wracający z rutynowych patrolów po granicach starsi wojownicy, przez co wydawało im się że jest dwa razy tak gorąco jak faktycznie... chociaż z jego sierścią, pewnie i nicnierobienie by nie uchroniło przed uczuciem bycia na skraju przegrzania.
Wzruszył barkami spoglądając w dół na dwójkę wojowników. Jak chcą się smażyć, to proszę bardzo! On jednak sobie daruje.
Oj, już on się postara, żeby Mknąca dała radę! W końcu nie chciał zawieść młodej kotki i pozwolić żeby jej siostry pierwsze zgarnęły awans. Chociaż nie bardzo mógł cokolwiek poradzić na kwestię wieku i tego że Czerwona Gwiazda mimo ukończenia treningu, raczej nie mianuje Nurt na wojownika dopóki nie osiągnie przynajmniej 12 księżyców, to mógł dać młodej chociaż tyle, aby została wyróżniona, podobnie jak jego przyjaciel, Ważka, za ukończenie treningu przed tym czasem! Dopóki była chętna do nauki i stawiania się na treningi, nie wątpił w możliwość osiągnięcia tego.
Nie mógł zaprzeczyć że przywołanie przez Wiewiórkę faktu, że on również ukończył trening jako pierwszy z rodzeństwa, połechtało mu trochę ego. Choć fakt faktem, Wiewiórka wcale nie była w tym od niego różna, jeśli dobrze się orientował.
-Ty również możesz się tym pochwalić! - Miauknął wesoło, jednak wojowniczka z jakiegoś powodu szybko odwróciła wzrok w stronę obozu i wyglądała jakby wahała się żeby coś powiedzieć. Gdy jednak w końcu mruknęła ponownie, powracając wzrokiem w jego kierunku, potwierdzająco przytaknął.
-Jasne! Mam nadzieję że z Żądełkiem też się sprawdzą. - Odpowiedział odwzajemniając ciepło uśmiech kotki.
-Ja sam miałem szczęście, że Ćmi Zmierzch, która miała z Nurt nauki, powiedziała mi co nieco czego mogę się po niej spodziewać. - Przyznał, pogodnie, ale również z jakby ulgą w głosie. Zawsze cudzy wgląd w sprawę mógł okazać się pomocny, więc wymiana doświadczeniami była jak najbardziej dobrym pomysłem. Wziął głęboki wdech i zamilknął na chwilę, unosząc lekko podbródek, gdy przyjemny powiew wiatru lekko rozruszał powietrze wokół nich, na chwilę ochładzając generalną temperaturę w cieniu skalnej półki pod którą się skryli, by umożliwić wiatrowi dokładniejsze owianie jego sylwetki. Trochę ochłody nie zaszkodzi!
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Uśmiechnęła się delikatnie, słysząc jego następne słowa. To prawda, mogła się tym poszczycić, jednakże... Wolałaby żeby był jakiś kot z jej miotu, który miałby ceremonię wcześniej, bądź tego samego dnia. Po pierwsze, czułaby się trochę pewniej, mając przy sobie kogoś bliskiego w tamtym momencie, a po drugie... Cóż, nadal strasznie przeżywała to, że ich nie ma.
- Niby tak... Ale nie miałam dużo kotów do rywalizowania o to - rzuciła po prostu, spuszczając wzrok na swoje łapy, na których mocniej zacisnęła owinięty o nie ogon. Czy powinna już przejść nad tym do porządku dziennego? Owszem. Ale nie potrafiła.
Uśmiechnęła się radośniej, przekrzywiając delikatnie głowę i mrucząc podziękowania. Sama nie potrafiła sobie dać rady z terminatorką, a takie rady sporo jej pomagały. Wcześniej próbowała się czegoś dowiedzieć od swojej mistrzyni, a teraz jeszcze miała do kompletu rady Burzy, właściwie czuła się teraz więcej niż gotowa, by sprostać następnym treningom. Miała tylko nadzieję, iż nie zawiedzie się od razu.
- Ja właściwie o Żądełku nie wiem nic - mruknęła, wzruszając bezradnie barkami. - Sama o sobie dużo nie mówi, powiedziała mi tylko imiona swojego rodzeństwa, ale o nich również nic nie wiem. Tak naprawdę, w ogóle jej nie kojarzę! Nie znam jej rodziców, rodzeństwa, nic o niej nie wiem, toteż kompletnie nie byłam w stanie się przygotować na te treningi - dodała po chwili. - Chciałabym, by mi też ktoś o niej opowiedział - mruknęła na koniec, ciężko wzdychając.
Cieszyła się mimo to, że mogła się komuś na ten temat wygadać. Wcześniej rozmawiała o tym tylko z Wydmą, i pobieżnie z mamą, ale to zanim w ogóle zaczęła trening z terminatorką. Ale to były bliskie dla niej osoby, z którymi spędziła pierwsze 14 księżyców życia, toteż była to zupełnie inna sytuacja, niż rozmowa z kotem, którego prawie nie znała, chyba że z widzenie, i z którym wcześniej nie rozmawiała.
Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
Zaobserwował jak kotka posmutniała, na wspomnienie o jej rodzeństwie... no tak... ona również kogoś straciła. Bo była córką Ognistopręgiej... kiedy był jeszcze terminatorem Burzowe Niebo dowiedział się od zastępczyni że straciła część kociąt. Na chwilę i na jego pysku pojawił się wyraz zadumy... wiedział jak to jest stracić rodzeństwo... ale czy przeżywał to równie mocno co ruda kotka? Może... ona potrafiła bardziej kochać swoich braci i siostry... pośród jego braci zawsze były konflikty, a jego jedyna pozostała w klanie siostra również gdzieś zniknęła... ale tak jak mówiła mu Czerwona Gwiazda, starał się tego nie rozpamiętywać. To nawet nie tak że miał pewność że zginęła. Może gdzieś tam jest, może chciała się od nich oddalić... po śmierci taty i dziadka pokłócili się I możliwe... że nikt nie wyszedł z propozycją rozejmu na czas. Może to ich wina... ale co mu to da, jeśli będzie się tym obarczał? Był teraz wojownikiem, musiał służyć klanowi jak mógł a nie myśleć co mógłby zrobić inaczej.
-Tęsknisz za swoim rodzeństwem... tym które zniknęło. - Stwierdził, bardziej niż zapytał, bo po jej reakcji powiedzenie tego w formie pytania byłoby dość głupie. Nie winił ją o to, i miał empatię w głosie, ale wiedział, że kiedyś kotka będzie musiała się z tym pogodzić tak jak on musiał.
Wstał i podszedł bliżej kotki, ocierając się przyjaźnie o jej bok, jakby chciał ją pocieszyć.
-Rozumiem... ale w klanie... czasem tak się zdarza. Nie wszyscy bliscy zawsze będą z nami, jak bardzo by nie chcieli - Powtórzył to, czego sam przez terminatorskie księżyce musiał się nauczyć, i co również teraz było mu powtórzone.
-Próbowałaś zapytać ją, tak wprost, skąd pochodzi? Czego oczekuje, kim chce być? Ją chyba przyniosła moja ciocia, Pusta Łapa, kiedy Czerwona Gwiazda przyprowadziła ją do klanu... ale nie mówiła mi że jest moją rodziną. Może jest znajdą? - Zaczął teoretyzować ze strzępków informacji jakie posiadał. A jeśli była znajdą... tym bardziej musiała się dużo nauczyć o życiu w klanie na treningu... mogła nie mieć takiej wewnętrznej ambicji jak urodzone w klanie koty, by być lojalnym, silnym wojownikiem który przekłada klan nad swoje potrzeby...
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Oczywistym było, że każdy kiedyś kogoś stracił. Czy to rodzeństwo, czy któregoś z rodziców, a może nawet dziadków, jednak Wiewióra przeżywała to niesamowicie. Gdy była kocięciem to właśnie z rodzeństwem spędzała najwięcej czasu. Ponieważ bała się chodzić samotnie i zwiedzać cały obóz. Dlatego nic dziwnego, że była do rodzeństwa niezwykle przywiązana. Podobnie jak do rodziców. Chociaż bardziej do mamy, ponieważ taty często przy niej nie było. A później, nagle, bez zapowiedzi, wszyscy poznikali. I została sama. Z mamą, ciotką, oraz jedną siostrą. No, był jeszcze Żołądź, ale on trafił do lecznicy, więc jakby go nie było.
Podniosła smutno wzrok na kocura, gdy ten stwierdził to, co właśnie czuła i kiwnęła niepewnie głową. Wiedziała, że nie powinna tak reagować, szczególnie przy nim, w końcu on też stracił dużą część swojej rodziny, i to na swojej ceremonii na terminatora. Wciąż miała przed oczami jak Burza i jego rodzeństwo siedzą przy ciele swojego dziadka, a tu nagle wnoszą również ich ojca. Poczuła, jak oczy napełniają się jej łzami, ale mrugnęła szybko parę razy.
- Wybacz, nie chciałam wylatywać z takimi pesymistycznymi zachowaniami - rzuciła, podnosząc jeden kącik ust i mruknęła cicho, gdy kocur się o nią otarł, ponieważ trochę podniosło ją to na duchu. - Wiem... Wiem - rzuciła cicho, drugi wyraz jeszcze ciszej. Podniosła łebek do góry, zerkając na niebo, praktycznie pozbawione chmur. Ciekawiła się ile członków jej rodziny już tam czeka.
- Nie, nie pytałam. Myślałam, że jest urodzona w klanie, a ja jestem ignorantką, że jej nigdy nie widziałam - rzuciła, otwierając nieco szerzej oczy. Żądląca była kiedyś samotnikiem? Znajdą? Spojrzała ponownie na swoje łapki. Cóż, tego się nie spodziewała. Poczuła na sobie nagle niesamowity ciężar. Kotka nie wspomniała o tym, że miała jakieś nauki, powiedziała jej tylko o paru rzeczach, których nauczyła ją mama. Poczuła nagle, jak kręci się jej w głowie, więc nieco rozszerzyła przednie łapki i pochyliła się do przodu, jakby usilnie starając się zachować równowagę. Wiedziała, że nie jest gotowa na terminatora. I to takiego terminatora, którego... Będzie musiała nauczyć wszystkiego od nowa. Dosłownie wszystkiego, ponieważ jeśli kotka faktycznie urodziła się poza klanem... To... Westchnęła ciężko.
- Będzie zabawnie - rzuciła po chwili, przymykając oczy.
Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
-W porządku. To normalne że za nimi tęsknisz. Ja też... czasem tęsknię za tatą i dziadkiem. Ale wiem że nie chcieliby żebym się wiecznie smucił. - Westchnął, choć nie brzmiał do końca smutno. Teraz myśl o tym że jego rodzina patrzyła na niego z gwiezdnego klanu, na to jak podniósł się po tej tragedii na swojej pierwszej ceremonii i został wojownikiem mając ledwie 12 księżyców, dodawała mu otuchy. Na pewno byli dumni.
-Porozmawiaj z nią. - Poradził jej. -Nawet jeśli miałaby cię przeciągnąć przez pół terenów zanim znajdzie miejsce w którym wygodnie będzie jej się rozmawiało. - Dodał, już pogodniejszym tonem, nagle obserwując jednak niepokojącą reakcję kotki, jakby miała zasłabnąć i się przewrócić, ledwo się trzymając.
-Ej, ej, wszystko w porządku? - Zapytał z przejęciem w głosie pochylając się razem z kotką gotowy w razie potrzeby ją podtrzymać gdyby miała zasłabnąć.
-Coś ci jest? - Dodał kolejne pytanie, zaniepokojony jej nagłą utratą sił... Może była chora? Czy też informacja o tym że jej terminatorka mogła być znajdą aż tak ciężko się na niej odbiła? Może być zabawnie... nie wiedział czy młoda wojowniczka chciała powiedzieć to w optymistycznym tonie... ale na pewno najłatwiej nie będzie. Czerwona Gwiazda raczej nie dała by jej takiej terminatorki, gdyby nie wierzyła że Wiewiórcza sobie poradzi. W końcu nie popełniałaby raczej tych samych błędów... co przywódczyni za czasów kiedy ona sama była mianowana na terminatora.