Miała nadzieję na jakąś radę? Lub coś w ten deseń? Ze strony przyjaciółki, ale domyślała się, że ta może jej nie pomóc. Nie rozumiała o co z tym chodziło tak samo jak i ruda, więc Szkar nie mogła mieć jej tego za złe. Wręcz rozumiała jej niepewność i zmieszanie, bo sama właśnie tak się czuła. Co by zrobiła gdyby ktoś rzucił jej w pysk takimi słowami? Zapewne zakłopotałaby się i pogubiła jak Wiewiórka! Chciała jednakże dojść do tego o co chodziło w tamtej chwili, więc kontynuowała temat. Na początek jednak machnęła ogonem niepewnie, zbierając myśli. - Nie miałam. Naprawdę było to dziwne i... ja nawet nie wiem czy to jakaś choroba, coś normalnego czy ma związek z zauroczeniem! Nie wiem! - Powiedziała głośniej, z mocno zdesperowanym głosem. Nie martwiła się, nie bała, ale była w tej chwili strasznie pomiędzy krzykiem z niewiedzy a śmiechem, że obie mogą być tak bardzo niedoinformowane. Jakby nie patrzeć - było to przytłaczające, ale ciekawe i zabawne zarazem. - Ale chyba nie powinnam się tym martwić? Skoro było tylko raz? - Rzuciła niepewnie drugiej rudej kotce, siedzącej na tle skał otulonych przez światło zachodzącego słońca.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Och, Wiewiórka naprawdę chciała pomóc przyjaciółce. Jednoznacznie potwierdzić, bądź też zaprzeczyć jej przypuszczeniom. Ale, co miała jej powiedzieć, gdy sama nigdy nie doświadczyła tego w stosunku do innego kota? Czy to było normalne? Jeśli tak, to co oznaczało? Chorobę? Nah, raczej nie. Ruda co prawda nie znała się na chorobach, no bo medykiem w żadnym stopniu nie była, aczkolwiek objawy chorób chyba... Chyba objawiają się dłużej? Bo, inaczej w legowisku medyka, w tym dla chorych kotów, nikt by nie przebywał, prawda? A przynajmniej nie tak długo, jak niektóre koty mogą przebywać. Sama, gdy miała popękane opuszki musiała siedzieć parę wschodów słońca w lecznicy. Więc, jeśli nie choroba...? Uniosła wzrok na Szkarłatną, albowiem wcześniej miała go skierowanego na swoje łapki, tak, żeby w spokoju się nad tym namyślić i nie musieć patrzeć na kotkę.
- Wydaje mi się, że to nie choroba. Możesz... Możesz mieć rację z tym zauroczeniem, chyba? - palnęła więc. Uch, chciała być pomocna, pomóc jej jakoś, wytłumaczyć te uczucia, czy coś, ale kompletnie się na tym nie znała! Nigdy nie przeprowadziła z nikim takiej rozmowy, z nikim, kto mógłby się na tym znać, więc kompletnie nie wiedziała czym może się objawiać zauroczenie, no! Skuliła więc delikatnie uszka, okazując tym samym to, że kompletnie nie była pewna tego, co powiedziała, czy tego, co zaraz powie. - W sumie, nie widzę innego wyjścia, bo... Bo to nie było tak, że w jakikolwiek sposób... No, czułaś przed nią strach, prawda...? Zresztą, wtedy raczej oblewa cię zimny pot, aniżeli gorąc... Um, no, a kiedy myślisz o kimś kogo kochasz, czy... No nie wiem, bardzo lubisz, to wtedy ci cieplutko na sercu, prawda? - wymamrotała. To była dla niej najbardziej logiczna opcja; że faktycznie Szkarłatną na widok ów samotniczki coś wzięło. Może zauroczenie, może nie do końca, ale na pewno... Coś. Na pytanie czy powinna się tym martwić tylko niezgrabnie się uśmiechnęła, delikatnie kręcąc głową - skoro było to raz, to raczej nie.
Na przytaknięcie, choć niepewne, odnośnie zauroczenia Szkarłatnej aż zrobiło się dziwnie gorąco i słabo. Ona? Coś czuć? Już wtedy? Do kogoś kogo nie zna? Ale to przecież tak głupie! Niemożliwe wręcz. Przecież miłość powstaje gdy... gdy koty się znają, tak? Przyjaźnią, lubią, spędzają czas. A takie coś? Pewnie... pewnie po prostu źle im się wydawało. Po jakiejś chwili, kilku uderzeń serca, ruda zaśmiała się z lekka i zaprzeczyła sobie sama głową. Potem spojrzała na przyjaciółkę, która kontynuowała, a Szkarłatka skupiła się na jej słowach. Może jednak ma rację? Może powie coś, co jednak naprostuje sytuację?
No... niekoniecznie. Wiewiórczy Skok tak samo jak i Szkarłatny Zachód nie miała bladego pojęcia, ale to w żaden sposób nie szkodziło ani jednej ani drugiej rudej. Jak jednak widać Wiewiórka też potrafiła się jakoś domyśleć, coś wymyślić w głowie jak powinno wyglądać zauroczenie. W końcu potrafiła opisać swoje wyobrażenia jak powinno to wyglądać, tak? Tygrysia ruda oczywiście zgadzała się z jej słowami, ale nie umiała jednak pogodzić się z tą wizją. Choć potem myślała przez jakiś o kotce, którą spotkała, to jednak minęło jej po jakimś czasie i było całkowicie spokojnie, pusto od czegokolwiek. A może po prostu jej się zdawało? Może sobie to wymyśliła? Uhhhh. W końcu i młodsza Wojowniczka się odezwała. - Pewnie masz rację, a przynajmniej brzmi to logicznie. Chyba... chyba po prostu wrzucę to w zapomnienie. Bo po co o tym myśleć, prawda? - Powiedziała, już widocznie radośniejsza niż zakłopotana. - Nie ma co się zastanawiać. Może... to było to... ale... już tego nie ma! Więc- - Nie dokończyła myśli, ale jednoznacznie oznaczało to, że po prostu nie ma sensu dalej o tym rozmawiać. O dziwo na ich rozmowie dość szybko przyszła dość późnawa pora, a nawet by się nie wydawało. Ruda więc szybko trzepnęła ogonem i rzuciła do drugiej - Zbliża się noc, a ja mam na głowie jeszcze czuwanie... Chyba musiałabym już iść i choć trochę odpocząć przed tym. - Uśmiechnęła się szerzej i przytuliła polikiem do polika Wiewiórki. Przy niej tez czuła się dobrze. Może nawet trochę inaczej niż przy innych. Nie było to co prawda to co czuła przy tamtej kotce, nie było to tak nagłe, ale... może podobne? Skierowała się w końcu łebkiem do zejścia ze skał i poczęła zeskakiwanie. Miała nadzieję na to, że dołączy do niej za chwilę przyjaciółka i wrócą razem do obozu. Jeśli jednak została, to ruda wróciła sama.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wiewiórka mogła tylko domyślać się, co się tam wydarzyło, mimo to starała się jakoś pomóc rudej. Bo nikt nie powiedział od razu, że to na pewno było zauroczenie - to mogło być cokolwiek, od chwilowego poczucia się gorzej, do choroby (co, według Wiewiórki jednak mimo wszystko było najmniej prawdopodobne), a kończąc na właściwie nie wiadomo czym. Czy można było tak zareagować na nieznanego sobie kota? Starsza wojowniczka sądziła zawsze podobnie jak Szkarłat - że to się rozwija najpierw w przyjaźń, a dopiero potem, z czasem, w coś więcej, a potem się już kocha i aw, kwiatki i motylki, kociaki, aw, aw, takie sprawy, no.
Więc pomimo iż usilnie próbowała pomóc przyjaciółce jakoś to wyjaśnić i miała jakieś tam domysły, to jednak nie była w całości pewna - jej ostatnie słowa były trochę spontaniczne, ale im dłużej o tym myślała, tym wydawało jej się to bardziej oczywiste - gdy widziała koty, które kochała, bądź byli jej przyjaciółmi było jej cieplej na sercu, ponieważ ich kochała. W swój pokręcony sposób. Ale, czy takie coś mogło się rozwinąć, gdy Szkarłatny Zachód nie znała tej kotki? Gdy zobaczyła ją na granicy po raz pierwszy?
- Będziesz o tym myśleć, gdy jeszcze kiedyś na nią trafisz - przytaknęła w końcu niepewnie, stwierdzając, że nie wymyśli nic lepszego niż to, co powiedziała. Bo kto wie, może to jednak jakaś choroba, która ma objawy, które nie są widoczne gołym okiem? Huh, istniały takie? No, może istniały, ale ona, jako wojowniczka, która ze światem medycyny miała tyle wspólnego, ile koty z jedzeniem roślin, kompletnie się na tym nie znała, no. - Może spytaj kogoś, kto się na tym bardziej zna? - zaproponowała po chwili ciszy, niepewnie, ciszej niż wcześniej, zerkając na córkę Płonącego Świtu.
Po chwili zaś młodsza oznajmiła, że będzie się zbierać, bo czeka na nią jeszcze czuwanie. No tak! Faktycznie, Wióra tak się zagadała, że kompletnie zapomniała, że kotka jeszcze będzie musiała w nocy czuwać. Więc, faktycznie musiała trochę wypocząć przed tym ważnym wydarzeniem!
- Jasne, idź odpoczywać, może nie wygląda, ale to naprawdę męczące nie móc przez noc zmrużyć oka! - rzuciła, uśmiechając się chytrze - jak dobrze, że ona miała to za sobą, ha! Otarła się czołem o bok szyi kotki, gdy ta się o nią otarła. - Miłego odpoczynku, a potem czuwania! - mruknęła na odchodne, po czym odprowadziła rudą wzrokiem, a następnie zerknęła w niebo i westchnęła.
Została tak jeszcze jakiś czas, rozmyślając nad tym, o czym przed chwilą rozmawiała ze świeżo mianowaną wojowniczką, aż w końcu nie zaczęła ją od tych rozmyślań boleć głowa, po czym wróciła do obozu.
Mistrz: Wiewiórczy Skok / brak Płeć: kocur Matka: Mysi Krok[*] Ojciec: Bukowa Kora Partner: Lol nope
Jako dorosły kocur nie powalał wielkością. Był dość przeciętnego wzrostu, a jego sylwetka należała bardziej do smukłych niż mocno umięśnionych. Oczy nie doświadczyły wybarwienia, a futro pozostało czarne, długie i miękkie, choć już nie odstawało tak mocno.
Od czasów kocięcych charakter Wieczora ulegał wielu zmianom. Wpierw załamanie spowodowane śmiercią matki, a potem nie zostaniem wybranym na terminatora medyka. A gdy będąc już terminatorem zakochał się w nieodpowiednim kocie i został odrzucony, jego zdrowie psychiczne jeszcze bardziej się pogorszyło. Do umysłu kocura zaczęło wkradać się szaleństwo, przez które usiłował się okaleczyć, aż w ostateczności uciekł z klanu. Kompletna samotność i bycie zdanym tylko na siebie pozwoliły z czasem na ustabilizowanie swojego wnętrza i częściową poprawę. Syn Mysiego Kroku coraz rzadziej odczuwał rozpacz, ból i pustkę. Stał się bardziej beztroski, a nutka szaleństwa dodawała mu brawury, przez co czasem podejmował się ryzykownych działań, choć nigdy nie robił tego w formie zachowań autoagresywnych. Dzięki samotności pozbył się stresu związanego z presją, iż musi być użyteczny dla innych, co uświadomiło go, że nie czuł się najlepiej w klanie. Jednakże tęsknota za rodzeństwem i przyjaciółmi co jakiś czas prowadziła jego łapy na granicę z Klanem Rzeki.
Pietruszkowa Łapa [C], Świerkowa Łapa [Gr]
Pierwsze z złocistych promieni dopiero zaczynały pojawiać się na horyzoncie. Panował wszechogarniający półmrok. Okolica dopiero budziła się do życia, gdy czarna kula futra wytoczyła się z obozu. Ostrożnie minęła przysypiającego wartownika i ruszyła przed siebie. Szedł powoli z uwagą obserwując otoczenie. W końcu po raz pierwszy wyszedł poza ściany obozu. Nie planował tego robić, jednakże niemożność znalezienia spokoju wewnątrz jego granic popchnęła kociaka do wymarszu. Gdzie by nie poszedł, to albo ktoś już tam był, albo ktoś go znajdywał i próbował rozmawiać. Co za utrapienie! Miał niecałe 3 księżyce, toteż świat wydawał mu się o wiele większy niż dla wojowników. Skręcił w prawo i spacerował wzdłuż roślinności okalającej schronienie Rzeczniaków, kierując się do widocznych z daleka skał. Patrząc na ich położenie, kocurek doszedł do hipotezy, że istnieje prawdopodobieństwo, iż to są te same kamienie, co Mroźna Skała.
Kiedy tylko do nich doszedł, obwąchał ich podnóże, wpuszczając w nozdrza symfonię nieznanych zapachów. Ich różnorodność uderzyła w niego już w momencie wystawienia łebka poza Ciemny Szlak. Jednakże teraz, gdy znajdował się od niego daleko, stały się one wyraźniejsze dla świadomości Wieczoru. Syn Mysiego Kroku spróbował po kolei wdrapać się na skały. Intrygowało go, co zobaczy z samego szczytu. Tereny Klanu Rzeki? A może też i pozostałych klanów? Albo cały świat! Niestety ku jego rozczarowaniu wspinaczka nie szła mu zbyt dobrze. Nie miał jeszcze zbyt silnych łap, a na dodatek był za mały. Sfrustrowany mordował wzrokiem pierwszy głaz, na który chciał wejść. Skierował uszy do tyłu i zaczął bić ogonem na boki.
Nagle zastrzygł uszami i kierowany intuicją, odwrócił się o 180 stopni, jeżąc sierść i sycząc. Zdawało mu się, że coś usłyszał.
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Usłyszał. Warkot.
U podnóży Błyszczących Głazów stała wielka, popielata kocica, wpatrująca się gniewnie w Wieczora, odsłaniając swoje ostre kły. Zjeżyła futro na karku po czym skoczyła w kierunku Wieczora, chwyciła go za kark i odciągnęła z kamieni, puszczając pod swoje łapy. xx - Ty mały mysi bobku - wycedziła, i gdyby syn Mysiego Kroku wiedział, jak wygląda i brzmi czajnik w którym właśnie gotowała się woda, gotowa do bulgotania, to do tego można by było porównać gotową do wybuchu przywódczynię. Jej ogniste oczy płonęły a źrenice były tylko cienkimi szparkami, gdy jej ogon szybko majtał z jednej strony na drugą. Kawałek dalej stał Lisi Ogon, z którym to właśnie Czerwona Gwiazda wracała z patrolu o świcie i byli na drodze do Ciemnego Szlaku, przechodząc od strony Błyszczących Głazów. xx - Co tu 'obisz? - Syknęła, w gruncie rzeczy to nie bardzo interesując się odpowiedzią - Kocięta nie mogą wychodzić z obozu. Wydaje ci się, ze ciebie to nie dotyczy? - Położyła uszy po sobie.
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Rabarbar nie miał jakiejś większej ochoty na spanie, dlatego gdy wydawało mu się, że widzi napuszoną, czarną kulkę futra wychodzącą z obozu, postanowił pójść tym tropem. Niestety, jak się okazało, wychodzącą osobą był Wieczór, który teraz aktualnie był w potrzasku - bowiem dyktatura Klanu Rzeki przyłapała go na gorącym uczynku.
Widząc co się dzieje i czując, że Wieczór może wyjść z tego z dosyć pokaźną traumą, coś podkusiło go, aby włączyć się do akcji. - Dobry wieczór! Jakieś nocne spacery, Gwiazdo? - zagaił wesoło, po czym udał, że właśnie zauważył Wieczora - Ooooojej. Ojej. Wieczór, myślę że wiesz, że kociakom nie wolno wychodzić z Obozu? - pocmokał z udawanym niezadowoleniem, po czym stanął obok niego, jakby mając pewność, że Czerwona Gwiazda go nie capnie - Jak rozumiem, przywódczynio, dałaś mu już lekcję, że złamał zasady, prawda? - powiedział, patrząc na postawę i wyraz pyska przywódczyni. Zdecydowanie dała mu już traumę. - Jeśli pozwolisz, to zadbam, aby ten kociak trafił tam, gdzie powinien. Do kociarni. - dodał, jakby zgadując, że Gwiazda nie ufa mu nawet w takiej wiedzy - A przy okazji opowiem mu o konsekwencjach tego, co mogło by się stać, gdybyś go nie przyłapała. - powiedział uprzejmie, jakby mając nadzieję, że pozwoli im odejść. Być może Czerwona Gwiazda zapomniała o tym, lecz Wieczór niedawno stracił matkę. Z tej dwójki na pewno Rabarbar jest lepszy do porad terapeutycznych.
Mistrz: Wiewiórczy Skok / brak Płeć: kocur Matka: Mysi Krok[*] Ojciec: Bukowa Kora Partner: Lol nope
Jako dorosły kocur nie powalał wielkością. Był dość przeciętnego wzrostu, a jego sylwetka należała bardziej do smukłych niż mocno umięśnionych. Oczy nie doświadczyły wybarwienia, a futro pozostało czarne, długie i miękkie, choć już nie odstawało tak mocno.
Od czasów kocięcych charakter Wieczora ulegał wielu zmianom. Wpierw załamanie spowodowane śmiercią matki, a potem nie zostaniem wybranym na terminatora medyka. A gdy będąc już terminatorem zakochał się w nieodpowiednim kocie i został odrzucony, jego zdrowie psychiczne jeszcze bardziej się pogorszyło. Do umysłu kocura zaczęło wkradać się szaleństwo, przez które usiłował się okaleczyć, aż w ostateczności uciekł z klanu. Kompletna samotność i bycie zdanym tylko na siebie pozwoliły z czasem na ustabilizowanie swojego wnętrza i częściową poprawę. Syn Mysiego Kroku coraz rzadziej odczuwał rozpacz, ból i pustkę. Stał się bardziej beztroski, a nutka szaleństwa dodawała mu brawury, przez co czasem podejmował się ryzykownych działań, choć nigdy nie robił tego w formie zachowań autoagresywnych. Dzięki samotności pozbył się stresu związanego z presją, iż musi być użyteczny dla innych, co uświadomiło go, że nie czuł się najlepiej w klanie. Jednakże tęsknota za rodzeństwem i przyjaciółmi co jakiś czas prowadziła jego łapy na granicę z Klanem Rzeki.
Pietruszkowa Łapa [C], Świerkowa Łapa [Gr]
Wszystko działo się bardzo szybko. Wieczór nie zdążył zareagować, nim został schwytany i rzucony pod łapy przywódczyni. Ledwie się podniósł na równie nóżki, gdy nagle został okrzyczany, a kiedy chciał już odpowiedzieć, przybył dobrze mu znany rudy terminator.
- Tak, wiem - odparł cicho Rabarbarowi, speszony całą sytuacją. Wgramolił się między łapy starszego. Otoczony znajomym zapachem, kojarzącym mu się z ciepłem, poczuł się nieco bezpieczniejszy. Na kolejne słowa kocura, przytakiwał łebkiem. Nie chciał się bardziej narażać przywódczyni, zdawała się być zbyt przerażająca. To nią matki w żłobkach powinny straszyć kociaki, a nie lisami i borsukami. Zadrżał na wspomnienie kłów kocicy.
-P-po-p-p-proszę R-r-r-rab-b-b-ba-ba-ba-ba-ba-ba-ro-ro-ro-ro-wą Ła-ła-ła-ła-pę, b-b-b-by m-m-mnie w-w-w-wszyssstkiego na-nauczył - miauknął do dymiącego złością wielkiego szarego potwora. Nie potrafił jeszcze uspokoić się na tyle, aby powstrzymać jąkanie. Pragnął znaleźć się już z dala od Czerwonej Gwiazdy, jedynie w obecności rudego przyjaciela. Przy niej nie czuł się bezpieczny, ani odrobinę.
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Gdy Rabarbarowa Łapa zbliżył się do niej, oderwała swój miażdżący wzrok od Wieczora i wbiła go w Rabarbarową Łapę. xx - N i e - wycedziła powoli, tak, by jej głos odpowiednio ociekał soczystą wściekłością - Niby dlaczego to masz być ty? Od kiedy jesteś jedną z matek? Albo opiekunów kociąt Mysiego K'oku? Albo chociaż wojownikiem? - zrobiła krok w stronę Rabarbarowej Łapy, marszcząc groźnie nos i po raz kolejny ukazując kły - Ty, 'aba'ba'owa Łapo, w'ócisz natychmiast do obozu, albo po'ozmawiam z Wysoką Falą i nie wyściubisz nosa z obozu bez jej nadzo'u az do swojej ce'emonii na wojownika. A Wieczó' idzie ze mną do Bukowej Ko'y. Jego ojciec o tym usłyszy i to on zdecyduje, jaka ka'a mu się nalezy. Czy to jest z'ozumiałe? Bo jeśli będę musiała cokolwiek z tego któ'emukolwiek z was powta'zać - zgrzytnęła niebezpiecznie zębami - to Wieczó' będzie we większych ta'apatach, niz jest, a ty wpadniesz w ta'apaty, 'aba'ba'owa Łapo - powiedziała, przysuwając się jeszcze do rudego terminatora, na wypadek, jakby wpadło mu do głowy odwrócić wzrok od jej pomarańczowych ślepiów. - Lisi Ogonie, idź z 'aba'ba'ową Łapą do obozu. Ja wezmę syna Mysiego K'oku.
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Rabarbar odchylił się lekko po tej wypowiedzi niewątpliwie ociekającej jadem, po czym zasmucił się bardzo.
Zerknął na dół, na ewidentnie przerażonego kociaka, niejako współczując mu przyszłej przejażdżki z groźną przywódczynią Klanu Rzeki. No nieźle.
Właściwie, nie zdążył nawet nic zrobić, a dostał ochrzan. Okropnie nie fair. Bo, co, bo jest kocurem a nie Rzeczną Amazonką? - Oczywiście, słowo-prawo-sama mądrość, zrobimy jak każesz, tak dalej. Jedynie oferowałem swoje usługi. Chciałem tylko być miły... - powiedział smutno. Jego pyszczek w kształcie podkówki był już klasyczną miną na każdym spotkaniu z Przywódczynią. Ona potrzebuje jakiegoś masażu na stres czy coś. Nie żeby się zgłaszał do tego. Nie zgłasza się. Nie chce umrzeć.
Zwrócił się do Wieczora: - Spotkamy się kiedy indziej w Obozie, dobrze? Musisz teraz iść z Przywódczynią. - najdelikatniej jak mógł popchnął łapką Wieczora ku Czerwonej Gwieździe. Niech Gwiezdni mają go w opiece.
Po usłyszeniu kolejnej groźby westchnął smutno i minął Czerwoną Gwiazdę, by udać się do Obozu. Odwrócił się jeszcze do Wieczora, by posłać mu ciepły uśmiech. Ameno. Będzie źle.
Odwrócił się i skierował kroki ku Obozu, mijając miniona Przywódczyni. Lecz zanim odszedł, powiedział jeszcze nadąsany: - Mogłem urodzić się kotką, może wtedy nie byłbym dyskryminowany... - powiedział z udawaną urazą i czmychnął, zanim znalazłby się w terenie rażenia starej kocurzycy.
Mistrz: Wiewiórczy Skok / brak Płeć: kocur Matka: Mysi Krok[*] Ojciec: Bukowa Kora Partner: Lol nope
Jako dorosły kocur nie powalał wielkością. Był dość przeciętnego wzrostu, a jego sylwetka należała bardziej do smukłych niż mocno umięśnionych. Oczy nie doświadczyły wybarwienia, a futro pozostało czarne, długie i miękkie, choć już nie odstawało tak mocno.
Od czasów kocięcych charakter Wieczora ulegał wielu zmianom. Wpierw załamanie spowodowane śmiercią matki, a potem nie zostaniem wybranym na terminatora medyka. A gdy będąc już terminatorem zakochał się w nieodpowiednim kocie i został odrzucony, jego zdrowie psychiczne jeszcze bardziej się pogorszyło. Do umysłu kocura zaczęło wkradać się szaleństwo, przez które usiłował się okaleczyć, aż w ostateczności uciekł z klanu. Kompletna samotność i bycie zdanym tylko na siebie pozwoliły z czasem na ustabilizowanie swojego wnętrza i częściową poprawę. Syn Mysiego Kroku coraz rzadziej odczuwał rozpacz, ból i pustkę. Stał się bardziej beztroski, a nutka szaleństwa dodawała mu brawury, przez co czasem podejmował się ryzykownych działań, choć nigdy nie robił tego w formie zachowań autoagresywnych. Dzięki samotności pozbył się stresu związanego z presją, iż musi być użyteczny dla innych, co uświadomiło go, że nie czuł się najlepiej w klanie. Jednakże tęsknota za rodzeństwem i przyjaciółmi co jakiś czas prowadziła jego łapy na granicę z Klanem Rzeki.
Pietruszkowa Łapa [C], Świerkowa Łapa [Gr]
Wieczór rozszerzył oczy i spojrzał z przerażeniem na Rabarbar. Nie chciał iść z przywódczynią. Nie chciał być z nią sam na sam. Nie widział w niej ani krztyny troski, miłości i dobra jego matki. Szybko uczepił się łapy terminatora, zanim ten ruszył.
- Nie zostawiaj mnie z nią! Nie zostawiaj mnie z tym potworem! - kwilił żałośnie. A gdy mimo to kocur odszedł w stronę obozu, kociak pogrążając się jeszcze bardziej, pisnął głośniej, zalewając się łzami. - Nie odchodź, jak mama! Nie chcę znowu być sam! - Kiedy to nic nie dało, czarne kocię skuliło się, kurcząc się prawie o połowę. Położył uszy po sobie i patrzył z przerażeniem w przywódczynię. I co z nim teraz będzie? Zabierze go do żłobka i już nigdy nie pozwoli zostać terminatorem? A może każe Bukowej Korze go wziąć i wyrzuci ich oboje z klanu? Obie opcje były równie straszne i uniemożliwiały mu zostanie medykiem. Przepraszam mamo, chyba nie dam rady spełnić złożonej obietnicy. W ostatnim akcie desperacji syn Mysiego Kroku wyskoczył i sprintem ruszył za Rabarbarem. Miał cień nadziei, że Gwiezdny Klan zlituje się nad nim i uda mu się jakimś cudem uciec przed Czerwoną Gwiazdą.
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Olała bzdury wylewające się z pyska Rabarbarowej Łapy. Drażniło ją słuchanie tak wielu zbędnych słów które artykułował terminator, więc po prostu skupiła całą swoją uwagę na Wieczorze, dając tylko znać ogonem Lisiemu Ogonowi, by odprowadził Rabarbarową Łapę do obozu. Gdy dostrzegła, że syn Mysiego Kroku rzuca się do ucieczki, zrobiła sus za nim i załapała go za luźną skórę na karku. Sama miała ósemkę kociąt i robiła to wielokrotnie, więc chwyciła go sprawnie i delikatnie, nie robiąc mu żadnej krzywdy. xx - Uszpokhuj sję - powiedziała przez jego futro, stojąc obok Błyszczących Głazów. Maluch był od niej o wiele, wiele wolniejszy, w dodatku ona była znacznie większa, i jej jeden długi sus to było jego wiele. Mając trzy księżyce ciężko było jej uciec. Łapała ryby, króliki, zające, szczury, łasice i ptaki, schwytanie małego uciekiniera nie było dla niej żadnym problemem. xx - Co tu 'obiłeś? Tu nie jest bezpiecznie - powiedziała, odkładając go w powrotem pod swoje łapy. Ogólnie rzecz biorąc, to miała w głowie bardzo nieprzyjemne skojarzenie, którego z całych sił próbowała się pozbyć.
Chaber.
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Mistrz: Wiewiórczy Skok / brak Płeć: kocur Matka: Mysi Krok[*] Ojciec: Bukowa Kora Partner: Lol nope
Jako dorosły kocur nie powalał wielkością. Był dość przeciętnego wzrostu, a jego sylwetka należała bardziej do smukłych niż mocno umięśnionych. Oczy nie doświadczyły wybarwienia, a futro pozostało czarne, długie i miękkie, choć już nie odstawało tak mocno.
Od czasów kocięcych charakter Wieczora ulegał wielu zmianom. Wpierw załamanie spowodowane śmiercią matki, a potem nie zostaniem wybranym na terminatora medyka. A gdy będąc już terminatorem zakochał się w nieodpowiednim kocie i został odrzucony, jego zdrowie psychiczne jeszcze bardziej się pogorszyło. Do umysłu kocura zaczęło wkradać się szaleństwo, przez które usiłował się okaleczyć, aż w ostateczności uciekł z klanu. Kompletna samotność i bycie zdanym tylko na siebie pozwoliły z czasem na ustabilizowanie swojego wnętrza i częściową poprawę. Syn Mysiego Kroku coraz rzadziej odczuwał rozpacz, ból i pustkę. Stał się bardziej beztroski, a nutka szaleństwa dodawała mu brawury, przez co czasem podejmował się ryzykownych działań, choć nigdy nie robił tego w formie zachowań autoagresywnych. Dzięki samotności pozbył się stresu związanego z presją, iż musi być użyteczny dla innych, co uświadomiło go, że nie czuł się najlepiej w klanie. Jednakże tęsknota za rodzeństwem i przyjaciółmi co jakiś czas prowadziła jego łapy na granicę z Klanem Rzeki.
Pietruszkowa Łapa [C], Świerkowa Łapa [Gr]
Gdy został położony ponownie na ziemi, skulił się znowu, aby opanować drżenie ciała. Trochę mu to jednak zajęło, nim uspokoił się na tyle, by móc rozmawiać. Jednak gdy to nastąpiło, pochylił przed przywódczynią głowę.
- Przepraszam - miauknął cicho. Miał nadzieję, że nie uraził jej wyzywaniem od potworów. Było mu teraz strasznie głupio.
- Um... Ja... ja pop prostu chciałem pobyć sam przez chwilę. - zamilknął, nie wiedząc, czy być szczerym i powiedzieć wszystko, czy zachować to dla siebie. Podniósł łebek i spojrzał kocicy w oczy. Trudno, najwyżej uzna go za nieudacznika. Westchnął głośno i kontynuował - Bo... bo ja jeszcze nie pogodziłem się z odejściem mamy. I... i przeszkadza mi to, jak wszyscy w obozie są radośni. No bo przecież ona umarł! A... a oni już o niej zapomnieli, nawet moje rodzeństwo - pazurkiem grzebał w ziemi z zakłopotaniem - Próbowałem chować się w obozie, by pobyć sam, ale ciągle albo na kogoś wpadałem, albo ktoś mnie znajdował i zagadywał lub mówił, jaki jestem biedny. Nie chcę współczucia, chcę po prostu samemu poradzić sobie z swoimi uczuciami. To tyle. Nie miałem złych intencji wychodząc z obozu. Starałem się być ostrożny. - Gdy skończył, ponownie pochylił głowę i zamknął oczy, oczekując zbesztania. Pewnie zawiódł srogo nie tylko Czerwoną Gwiazdę, ale i ojca oraz martwą Mysi Krok. Już sama ta świadomość mocno go bolała i wystarczyłaby jako przestroga przed ponownymi wycieczkami.
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Czerwona Gwiazda spotkała się w życiu z dużo gorszymi obrazami niż potwór, więc też się zbytnio nie przejęła. Dlatego też czekała w spokoju, aż panikujący Wieczór się trochę opanuje. xx- To, ze sta'asz się być ost'ozny, niczego nie zmienia. Poza obozem jest niebezpiecznie. Kocięta z niego nie wychodzą nie dlatego, ze chcemy je siłą t'zymać w obozie, a dlatego, ze poza nim w kazdej chwili moze was coś po p'ostu 'ozsza'pać na st'zępy. Widziałeś, jak szybko cię złapałam? Lis z'obiłby to samo. Psy są nawet o wiele szybsze ode mnie, one 'zucałyby tobą jak kulką z mchu. Sowa albo jast'ząb mogą cię po'wać w powiet'ze. Szczu'y, jeśli jest ich kilka, mogą cię zag'yźć i za'azić, one często p'zenoszą infekcje na swoich zębach. Gdybyś się wspiął na Błyszczące Głazy i spadł, to byś się cały połamał albo sk'ęcił sobie ka'k. Chcesz, zeby Bukowa Ko'a poza pa'tkne'ką st'acił jeszcze syna? A moze wydaje ci się, ze z jakiegoś powodu zasady obowiązują wszystkich, tylko nie ciebie? Masz siedzieć w obozie nie po to, bo wszyscy chcemy aku'at z'obić ci na złość, ale dlatego, ze twoje zd'owie i zycie jest duzo wazniejsze od twojego widzimisię. Mam nadzieję, ze to do ciebie dota'ło - powiedziała lodowatym tonem, patrząc z góry na Wieczora. Jej ogon w dalszym ciągu majtał w irytacji z jednego boku na drugi, ale przywódczyni postawiła już położone wcześniej uszy a jej nos trochę przestał się marszczyć. xx - Poza tym... wiesz, ja i tak zachowałam się duzo go'zej niz ty po śmie'ci mojej matki. Wcale nie jestem zdziwiona, ze chciałeś pobyć t'ochę sam. - powiedziała, już łagodniejszym tonem.
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Mistrz: Wiewiórczy Skok / brak Płeć: kocur Matka: Mysi Krok[*] Ojciec: Bukowa Kora Partner: Lol nope
Jako dorosły kocur nie powalał wielkością. Był dość przeciętnego wzrostu, a jego sylwetka należała bardziej do smukłych niż mocno umięśnionych. Oczy nie doświadczyły wybarwienia, a futro pozostało czarne, długie i miękkie, choć już nie odstawało tak mocno.
Od czasów kocięcych charakter Wieczora ulegał wielu zmianom. Wpierw załamanie spowodowane śmiercią matki, a potem nie zostaniem wybranym na terminatora medyka. A gdy będąc już terminatorem zakochał się w nieodpowiednim kocie i został odrzucony, jego zdrowie psychiczne jeszcze bardziej się pogorszyło. Do umysłu kocura zaczęło wkradać się szaleństwo, przez które usiłował się okaleczyć, aż w ostateczności uciekł z klanu. Kompletna samotność i bycie zdanym tylko na siebie pozwoliły z czasem na ustabilizowanie swojego wnętrza i częściową poprawę. Syn Mysiego Kroku coraz rzadziej odczuwał rozpacz, ból i pustkę. Stał się bardziej beztroski, a nutka szaleństwa dodawała mu brawury, przez co czasem podejmował się ryzykownych działań, choć nigdy nie robił tego w formie zachowań autoagresywnych. Dzięki samotności pozbył się stresu związanego z presją, iż musi być użyteczny dla innych, co uświadomiło go, że nie czuł się najlepiej w klanie. Jednakże tęsknota za rodzeństwem i przyjaciółmi co jakiś czas prowadziła jego łapy na granicę z Klanem Rzeki.
Pietruszkowa Łapa [C], Świerkowa Łapa [Gr]
- Nie, nie uważam, aby mnie nie obowiązywały. Przepraszam... Dotarło do mnie i już się to nie powtórzy - ponownie spojrzał w oczy kocicy, jakby chcąc jej pokazać szczerość i obietnicę widniejące w jego ślepkach. Na kolejne słowa przywódczyni zdziwił się. Przekręcił głowę, jak to miał w zwyczaju, gdy coś go zainteresowało i wlepił w starą wojowniczkę ciekawski wzrok.
- A co zrobiłaś? - zapytał. Bardzo chciał poznać historię Gwiazdy oraz to jaka była w młodości. Może kiedyś była też miła i piękna, jak jego matka? Może to wydarzenia z przeszłości uczyniły ją dobrym materiałem na postrach kocięcych łobuziaków. Poprawił swoją pozycję, wyprostował się i owinął puchaty ogonek wokół łapek. Wystraszony kłębek futra jakby wyparował, a na jego miejscu znalazło się ciekawskie stworzonko, wyczekujące historii starszego o niesamowitych przygodach wielkich wojowników.