Mistrz: Wydmowy Wiatr ( Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: A może partnerka?
Mgiełka to mała puszysta, lecz krótkowłosa kotka o ładnej srebrnej sierści z czarnymi klasycznymi pręgami.
Futro jest krótkie i lekko odstające od ciała. Długi ogon zaokrąglony przy końcu. Szczupła sylwetka i długie łapy. Porusza się szybkim lecz delikatnym krokiem.
Okrągła głowa z zaokrąglonymi na końcu uszami. Kotka posiada duże okrągłe zielone oczy o dość szerokim rozstawieniu. W jej spojrzeniu widać ciekawość. Pyszczek zakończony różowym trójkątnym nosem.
W skrócie cała mama
Mgiełka to ciekawska, lecz rozważna kotka o pogodnym charakterze. Bardzo opiekuńcza w stosunku do swojego brata. Pilnuje go jak własnego ogona. Jest niecierpliwa i niezdarna. Kotka jest miła dla innych kotów, lecz czasami bywa nieśmiała.
Zębata Łapa [KC] Płatek [KG]
Zmrużyłam zielone ślepia próbując przypomnieć sobie czy obie kotki mówiły mi o Śnieżnym Sercu. Raczej nie, ale przypomnieć sobie teraz dokładnie to nie potrafiłam. Tak czy siak ucieszyłam się, że biała kotka zna moje terminatorki i do tego Śnieżka przyczyniła się do jej treningu poprzez nauki.
- nie masz nikogo? Jak to możliwe? Jesteś przecieź taka śliczna i do tego taka kochana z charakteru! - nie na żarty się zdziwiłam - jak tam twoje rodzeństwo? Radzą sobie? - zapytałam. Najbardziej chodziło mi tutaj o Wschoda. Wiedziałam, że był bardzo zżyty z Deszczem. Chociaż znałam go głównie z widzenia i zamieniłam z nim tylko parę zdań to i tak martwiłam się jak on to znosi - A ty jak sobie radzisz? - spytałam, bo o nią też się martwiłam.
=Ik n o wtheRAINlike~t h e~C L O U D SknowtheSKY= ..........Is p e a ktobirdsANDtellthemWHEREto~f l y~ =IS I N GthesongsthatYOUhearo nthebreeze= ...............IwritethenamesOFtheR O C K Sandthetrees =Oh,youfool,t h e r eareR U L E SIamCOMINGforyou= ..........DARKNESSbringse v i lthings,oh,theRECKONING ~ B E G I N S~
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
- A tak. Nikomu się jeszcze nie spodobałam. A bynajmniej mi nikt. -. Odrzekła biała. No może nie licząc Komarzej Łapy z czasów terminatorskich. Ale on już zdążył zaginąć. I córka Zroszonego Listka przestała cokolwiek do niego czuć. - Cóż, ze Wschodem jest nienajlepiej. Cały czas jest dość... Dziwny. Zwłaszcza kiedy do naszego grona dołączyła Pustułka. Wschód bardzo mocno załamał się po śmierci Deszczyka. - odpowiedziała. - Ja jakoś sobie radzę. Ściślej mówiąc chyba najlepiej z naszej trójki rodzeństwa. - nie była jej łatwo. Jakoś musiała sobie radzić. Bynajmniej nowy terminator podniósł ją na duchu.
Mistrz: Wydmowy Wiatr ( Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: A może partnerka?
Mgiełka to mała puszysta, lecz krótkowłosa kotka o ładnej srebrnej sierści z czarnymi klasycznymi pręgami.
Futro jest krótkie i lekko odstające od ciała. Długi ogon zaokrąglony przy końcu. Szczupła sylwetka i długie łapy. Porusza się szybkim lecz delikatnym krokiem.
Okrągła głowa z zaokrąglonymi na końcu uszami. Kotka posiada duże okrągłe zielone oczy o dość szerokim rozstawieniu. W jej spojrzeniu widać ciekawość. Pyszczek zakończony różowym trójkątnym nosem.
W skrócie cała mama
Mgiełka to ciekawska, lecz rozważna kotka o pogodnym charakterze. Bardzo opiekuńcza w stosunku do swojego brata. Pilnuje go jak własnego ogona. Jest niecierpliwa i niezdarna. Kotka jest miła dla innych kotów, lecz czasami bywa nieśmiała.
Zębata Łapa [KC] Płatek [KG]
- przyjdzie odpowiednia pora - miauknęłam tylko i polizałam białą po uchu, aby ją pocieszyć. Partner lub partnerka przyjdą w odpowiednim czasie. Zawsze wierzyłam w to, że miłość wcześniej czy później sama przyjdzie. Jeśli o mnie chodzi w moim sercu nadal pozostawała cząstka miłości do Deszczowej Łapy. Wiedziałam jednak, że kiedyś będzie trzeba zwolnić miejsce komuś innemu. Właściwie to już dawno powinnam to zrobić, ale nie mogłam tak łatwo o nim zapomnieć - tak, więc zrozumiałam, że Wschodowi po jego śmierci musi być ciężko. Zdawałam sobie sprawę, że takie rany goją się bardzo długo - Wschód jest silny, poradzi sobie, a Deszczyk nadal jest z nami - miauknęłam, delikatnie się uśmiechając. Liznęłam też jeszcze raz białą, tym razem w nos - Pustułka również sobie poradzi. Gdybym tylko mogła wam jakoś pomóc... - usiadłam i spojrzałam na swoje łapy. Byłam dla nich taka bezużyteczna - to mnie bolało. Ich ból mnie bolał.
=Ik n o wtheRAINlike~t h e~C L O U D SknowtheSKY= ..........Is p e a ktobirdsANDtellthemWHEREto~f l y~ =IS I N GthesongsthatYOUhearo nthebreeze= ...............IwritethenamesOFtheR O C K Sandthetrees =Oh,youfool,t h e r eareR U L E SIamCOMINGforyou= ..........DARKNESSbringse v i lthings,oh,theRECKONING ~ B E G I N S~
Nie czuła się komfortowo i długo wzbraniała się przed tym, by to zrobić. W końcu jednak uznała, że musi. Musi mieć w życiu jakiś cel, którym nie będzie pilnowanie swoich kociąt, bo jak dotąd szło jej to tragicznie. Zdecydowała się więc odnaleźć Bogatkę. Poszukać córki, która zaginęła tak dawno. Zdawała sobie sprawę z tego, że może być już za późno, że kotka jej nienawidzi za to, że nie szukała jej wcześniej, że nie będzie chciała wrócić do "domu", albo spotkała ojca i została przez niego zmanipulowana, tak jak niegdyś Jaskółka. Nie dowie się jednak niczego, jeśli chociażby nie spróbuje. Dlatego po wielu miesiącach rozpaczy po stracie syna, po wielu wątpliwościach, zdecydowała się to zrobić. Zbliżyć się do granicy jednego z klanów i oczekiwać nadejścia kogoś, kto być może będzie w stanie pomóc jej w odnalezieniu Bogatki. Nie ufała tym kotom. Czuła uraz, a na samą myśl o spotkaniu z którymś z nich przechodziły ją dreszcze. Nie była jednak już dłużej tą starą, strachliwą sobą. Nie tak bardzo. Obiecała sobie coś i zamierzała tego dotrzymać.
Usiadła więc przed miejscem, w którym zapach był najsilniejszy i czekała, mając nadzieję, że nie przekroczyła granicy. To było ostatnie, czego chciała.
Bursztyn
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Cóż, Wschód ostatnimi czasy, jak to on, włóczył się samotnie po rzecznych terenach. Szukał miejsca poza obozem, który dla niego był po prostu skupiskiem kotów, a poza tym też misą pełną niewygodnych wspomnień. Te wszystkie pogrzeby, ciała zakopane niedaleko, a teraz zeżarte przez robale, te spotkania miłe i trochę mniej, wszystkie szczęśliwe chwile przekreślone albo przez zdechnięcie niektórych kotów, albo przez ucieczki godne tchórza. I nie chodziło tylko o Śnieżną. Wschód chyba gdzieś w głębi siebie, mimo nienawiści do ojca, nadal czuł, że musi się starać, by pewnego dnia Brudny Kamień mu powiedział, że żałuje tego, jak się zachował, a Wschód mógłby napluć mu prosto w pysk. Tymczasem kocur po prostu zniknął, rozpłynął się. To potrafił doskonale.
Wschód szedł więc właściwie bez celu. Było chłodno, a z zachmurzonego nieba w pewnym momencie zaczął siąpić drobniutki, ale lodowaty deszcz. Dla kocura, którego głównym pożywieniem były ryby, a dzięki nim sierść pokryła się nieco wodoodpornym tłuszczem taki deszczyk nie był niczym złym. Pochylił jednak pysk, by uchronić oczy.
Niedaleko siebie zobaczył kopiec ziemi, a dalej jeszcze jeden. A więc zawędrował aż na Kretowisko, no okej. I tak do obozu mu się nie spieszyło. Spiął mięśnie i doskoczył do najbliższego kopca, po czym rozwalił go jednym machnięciem łapy. Ta chwilowa agresja w pokręcony sposób polepszyła jego humor, więc skoczył na następny kopiec, stając na nim wszystkimi czterema łapami i wdeptując go do ziemi. Głupie krety pewnie zastanawiały się, co się dzieje. I tak za niedługo pojawią się nowe kopce, co to dla nich za różnica?
Jaskółka czekała. Czekała, aż zjawi się najpewniej jeden z patroli, albo po prostu ktoś spacerujący, by móc zapytać się o Bogatkę. By móc dowiedzieć, czy jej ukochana córeczka nie była może widziana gdzieś w pobliżu, a jeśli tak, to czy wiadomo w którą stronę poszła.
Czekała już troszkę, gdy w oddali ujrzała rudo-białą sylwetkę. Nie zamierzała nikogo wołać i ubiegać się o uwagę. Jeśli jego celem jest podejście do granicy, to do niej podejdzie. Nie będzie mu przeszkadzała. Przyglądała się więc z jaką pasją Bursztynowy Wschód niszczy kopce kretów i zastanawiała się, cóż takiego się stało, że musi się tak wyładować.
Mimowolnie jej mięśnie się spięły. Przez moment przeszło jej przez myśl, że kocur mógłby spróbować wyżyć się na niej, ale... na pewno tak nie będzie. Przecież lada moment może zjawić się tutaj patrol. Mógłby mieć problemy z tego tytułu, prawda?
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Wschód poprawił sobie nieco humor tym niszczeniem kopców. Niestety żadne ze stworzeń nie wylazły na zewnątrz, by zobaczyć cóż to się stało. Tchórze. Wschód i tak nie liczył na to, że któreś ot tak wpadnie mu w łapy. Zachował się może nieco niedojrzale jak na swój wiek, ale nikt go przecież nie widział... Prawda?
Podniósł łeb i rozejrzał się, najpierw po terenach klanu, jednak nie zauważył żadnej sylwetki. Już miał odetchnąć z ulgą, kiedy jeszcze odruchowo spojrzał w stronę granicy z Szarymi Brzozami, a na tle drzew dostrzegł jasny, srebrzysty kształt, ale dopiero po paru uderzeniach serca uzmysłowił sobie, że ten kształt to kot! I to taki, którego nie znał!
Jego sierść na grzbiecie uniosła się, tak jak sierść na ogonie, który górował nad sylwetką kocura. To był intruz, niewątpliwie, tylko co robił po tej stronie granic? Kolejna zagubiona duszyczka wracająca do klanu? Czerwona Gwiazda nie powinna mieć litości dla takich.
- Hej, ty! - rzucił, ruszając w stronę nieznajomego, a raczej nieznajomej, co podpowiedział mu zapach, który po pewnym czasie doleciał do jego nozdrzy. Przy okazji nie wyczuł na futrze kotki zapachu żadnego z klanów. Cudem odnaleziona czy po prostu samotnik? Pieszczoszkiem chyba nie była, bo Wschód nie widział obroży na jej szyi, jednak jej sierść wyglądała dość nietypowo.
- To tereny Klanu Rzeki. - przystanął na dwie długości ogona przed srebrną kotką. Cały czas spojrzenie bursztynowych oczu było wlepione w jej sylwetkę, a cała postawa dumna. Jeśli byłaby kocurem, rudy pewnie od razu wyciągnąłby pazury i zamanifestował obcemu, by stąd spadał, jednak do kocic potrafił się odnosić nieco łagodniej.
Czy spodziewała się, że kocur w końcu ją dostrzeże? Być może. Liczyła jednak, że ten zdąży odejść bez zauważania jej, pochłonięty swoim... zajęciem, a zamiast tego dane jej będzie rozmawiać z kimś przyjemniejszym. Jakąś kotką, na przykład. Niestety, nie było jej to dane, a rudzielec, który nie wydawał się być najmilszym kotem w całym lesie, zbliżał się do niej wielkimi krokami. Walczyła ze sobą, by nie uciec, czując jak oblewa ją strach, ale nie zrobiła tego. Walczyła dzielnie, starając się siedzieć jak najbardziej wyprostowana, by emanować pewnością siebie. Nawet jeśli w środku czuła się mniejsza, niż jednoksiężycowe kocię.
Odchrząknęła.
— Wiem. Dlatego siedzę przy granicy — oznajmiła, mając nadzieję, że zgodnie z prawdą. Nie przeszła tam, gdzie zapach był silniejszy. Siedziała tutaj, gdzie był on odczuwalny, ale nie na tyle mocno, by móc śmiało stwierdzić, że to też jest część terenów. Zresztą, gdyby się pomyliła, to pewnie nie rozmawialiby teraz tak "miło", tylko już leżałaby martwa w rowie, czy coś.
— Szukam kogoś. Mógłbyś mi pomóc?
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Pf, z tej dwójki kotów to zdecydowanie Wschód był tym bardziej pewnym siebie. W końcu znajdował się na własnym terenie, poza tym był dobrze odżywiony dzięki klanowemu składzikowi i swoim umiejętnością, a nieznajoma kotka była od niego mniejsza.
Przechylił nieco łeb, kiedy jakże elokwentnie kocica odparła. Oho, a więc wiedziała o tym, że żyją tu klany i nie obchodzą się zbyt miło z nieznajomymi? I bardzo dobrze, że miała taką świadomość. Bo owszem, znajdowała się przy granicy, ale po tej właściwej dla siebie stronie, inaczej rudy kocur na pewno by jej to uświadomił.
- Zależy. - mruknął, zastanawiając się, kogóż to kotka szuka i co on mógłby zrobić. Jeśli szukała jakiegoś rzeczniaka, to na pewno najpierw syn Zroszonej najpierw chciałby poznać szczegóły, dlaczego akurat tego rzeczniaka? - Kogo szukasz?
Kolejny jakże miły i sympatyczny kocur, mmm. Jaskółka potrzebowała chwilki, by przeanalizować dokładnie w głowie, czy w ogóle ma ochotę z nim dalej rozmawiać, skoro był równie przyjemny, co ten przy granicy klanu Cienia i po dłuższym zastanowieniu doszła do wniosku, że nie. Nie miała w sobie na tyle odwagi, by dyskutować z takimi osobnikami i najlepiej będzie się po prostu wycofać i wrócić tu kiedy indziej by trafić na kogoś innego, najlepiej milszego.
Ale z drugiej strony... Bogatka mogła być gdzieś niedaleko. Mogła jej teraz potrzebować. Zagryzła policzek.
— Córki. Ma futro podobne do mnie, tylko bardziej beżowe, niż srebrne. Może była widziana w okolicy?
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
A żebyś wiedziała, waćpanno, że Wschód był niezwykle miły i sympatyczny, a także nad wyraz towarzyski, jednak głównie chodziło tutaj jak na razie o kotki, które należały do Rzeki... Albo wykazały nim cień zainteresowania, jak parę kocic z Klanu Wichru. Na razie jednak srebrna zachowywała się, jakby zaraz chciała stąd zwiać, ale naprawdę czegoś chciała się dowiedzieć. To proszę, zamieniam się w słuch.
Przekrzywił lekko łeb, gdy usłyszał pytanie kocicy. Oj, szukała córki? W sumie trochę przykre. W momencie, gdy Bezik i Kwaśny zaginęli, Zroszony Listek niespecjalnie się garnęła do poszukiwań. Wschodowi autentycznie gdzieś w głębi, ale naprawdę głębi duszy zrobiło się przykro, i prawie wbrew sobie pomyślał, że fajnie by było, jakby córeczka kiedyś się znalazła.
- Nie kojarzę, by ktokolwiek opowiadał o spotkaniu jakiejkolwiek kotki, a już szczególnie o tak... Osobliwym wyglądzie. Przykro mi. - szybko zmierzył kocicę wzrokiem. Mówił prawdę, bo nikt nie mówił o znalezieniu takiej koleżanki na granicy.
Westchnęła cicho. Sama nie wiedziała, czego się spodziewała. Sama prosiła swoje dzieci, żeby trzymały się od klanów jak najdalej, więc dlaczego Bogatka miałaby w tych rejonach być? Z drugiej jednak strony, liczyła na to, że córka się zgubiła i trafiła w te okolice przypadkiem, a także została przez kogoś zauważona, o czym całym klan został poinformowany. Niestety, szanse na coś takiego były dość małe i nic dziwnego, że wyobrażenia samotniczki nie miały nic wspólnego z rzeczywistością.
— W takim razie dziękuję. Pójdę już — mruknęła w zasadzie od niechcenia, po czym wstała i z opuszczoną głową ruszyła w stronę swojej nory, o ile kocur nie zdecydował się jej zatrzymać z jakiegoś powodu.
zt, unless.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Nie odezwał się już, po prostu skinął głową, kiedy kotka stwierdziła, że sobie już pójdzie, i obserwował ją, aż nie zniknęła za linią drzew. Zastanowił się, czy nie obiecać, że wyśle tą córkę, jeśli ją spotka, do kocicy, czy nie zapytać jej o imię, ale w końcu zrezygnował. Skoro wygląda tak samo, czyli jasna w dziwne ciapki, to na pewno by ją rozpoznał; zresztą, prawdopodobieństwo że to on trafi na kolejną ciekawie wyglądającą kotkę było nikłe. Po prostu więc odwrócił się i ruszył przed siebie, zapominając o całej sprawie. A przynajmniej starając się zapomnieć, bo jeszcze przez parę chwil myślał o tej niebrzydkiej nieznajomej.
Pora Nagich Drzew czy nie, swoje obowiązki trzeba spełnić, a przy okazji złapać też coś dla siebie. Wschód mimo tego, że odsunął się nieco od klanu, nadal wykonywał swoje obowiązki. Chodził na patrole, pomagał przy pracach porządkowych w obozie, ale najczęściej chodził na polowania, szczególnie samotne. Tak samo było i teraz.
Na rejon swoich poszukiwań wybrał kretowisko, bo kto wie, może akurat z któregoś kopca wyjrzy czarna łebka? A przy okazji w okolicy może znajdzie inne smakowite kąski.
Przyjął więc pozycję łowiecką i zaczął poruszać się pod wiatr, ostrożnie stawiając łapy, starając się wszystkimi zmysłami objąć okolicę, by cokolwiek znaleźć.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Czarnego łepka wystającego z kopca na pewno wojownik nie ujrzał. O ile w ogóle coś ujrzał. Na polowanie wybrał stosunkowo dobry moment - panował lekki, acz niezbyt mocny chłód i świeciło słońce. To nie oznacza jednak, że od razu coś znajdzie. Szczęście nie sprzyjało mu już na samym początku, ponieważ nie znalazł jakiejś zwierzyny do upolowania. Ot, szara, zwyczajna okolica, a wokół cisza i spokój. Musi więc szukać dalej.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------