Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Pożara nie dało się tak łatwo obrazić, więc o to Kornik akurat nie musiał się martwić. Nie mówiąc już o tym, że Bukowa Kora był kocurem twardym z charakteru i jakby co to potrafił się sam bronić, przed zarzutami czarnego wojownika. Zaśmiał się głośno na słowa kolegi. On sam... nie odczuwał tego aż tak bardzo. Może dlatego, że bury kocur był jego ojcem, przez co ich relacja wyglądała zwyczajnie trochę inaczej, a może dlatego, że po prostu się przyzwyczaił do stylu bycia ojca. No i Pożarowi nie przeszkadzał wysiłek, bieganie po terenach, długie patrole i szybkie tempo. Wręcz przeciwnie, korzystał z takich rzeczy jako dodatkowego wyrobienia sobie kondycji. xxx - Sam jakoś nigdy nie zwróciłem na to aż takiej uwagi, chyba się przyzwyczaiłem! Poza tym od kiedy Mysi Krok nie żyje to chyba jeszcze bardziej skupił się na obowiązkach... wiesz, musiał się czymś zając - powiedział, wzruszając barkami. A przynajmniej tak mu się wydawało, bo raczej nie rozmawiał o tym z ojcem. Był to dosyć... niewygodny temat, a Pożar miał mało niewygodnych tematów. Nie chciał wprowadzać krępującej atmosfery między sobą i Bukową Korą. Ojciec się trzymał po śmierci partnerki w miarę dobrze i zielonooki nie chciał tego psuć. xxx - Ale to chyba i tak nic w porównaniu z twoją matką. Ona to wygląda na taką, co najchętniej sama by wszystko w Klanie zrobiła. Ciekawe jak to wyglądało, jak była młoda - pomyślał. Niestety Pożar był zbyt młody, by wiedzieć, jak zachowywała się popielata przywódczyni gdy jeszcze była w kwiecie wieku a nie wyglądała jak zeszłoroczna, rozdeptana purchawka.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Kornik nie miał pojęcia jakie relacje z ojcem i opinię na jego miał Pożar, więc cała ta historyjka mogła być wkroczeniem na cienką taflę lodu. Wojownik już dawno zauważył, że kontakty z rodziną bywały drażliwym tematem. Jednak terminator kolejny raz wykazał się wyluzowaniem i tylko zaśmiał się na jego słowa. - Jak tak dalej pójdzie to zostanie prawdziwym postrachem terminatorów i młodych wojowników, mówię ci! Przetrwanie patrolu z Bukową Korą będzie testem na bycie twardzielem! - Parsknął rozbawiony. Nie drążył wątku, czy zachowanie wojownika było spowodowane śmiercią Mysiego Kroku, czy też wcześniej miał już podobne ciągoty. Nie znał go wcześniej toteż nie wiedział, czy wcześniej tyle samo uwagi poświęcał obowiązkom. Tak czy siak nie miał najlżejszego charakterku. - Od kiedy pamiętam taka była! I z tego co wiem zawsze mocno angażowała się w sprawy i obowiązki wobec Klanu! Ale wiesz, opowiadano mi, że trochę nie miała wyjścia, bo kiedy ona i wujek Świetlik byli jeszcze młodzi wiele starszych wojowników zginęło i kiedy Świetlikowa Gwiazda został przywódcą musieli przejąć ciężar opieki nad Klanem! I nie mieli za wiele pomocy ze strony doświadczonych kotów! - Kornikowy Konar dość mętnie znał historię Klanu, bo gdy jeszcze Świetlikowa Gwiazda i Pierzaste Serce żyli nie bardzo się nią interesował. Teraz było już za późno żeby dopytać o szczegóły, które mu umknęły, ale co nieco potrafił posklejać do kupy z bladych wspomnień historyjek na dobranoc.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
xxx - Nie zdziwiłbym się, jakby Czerwona Gwiazda faktycznie coś takiego wymyśliła i testowała terminatorów poprzez Bukową Korę - odpowiedział rozbawionym tonem przyłączając się do żartu Kornikowego Konara. Cóż, jego zdaniem w żaden sposób nie obrażali burego wojownika, więc nie było w jego mniemaniu problemu. W zasadzie to w jakiś pokrętny sposób chyba go nawet chwalili, czyż nie? Że jest takim silnym, twardym wojownikiem i tak dalej. Czy cośtam. Cechy prawdziwego wojownika bla bla bla. xxx - Ach tak - mruknął, słuchając słów Kornika. Niewiele wiedział na ten temat, niestety, a chętnie by się dowiedział. Gorzej, że czarny kocur nie przykładał wagi do tego typu rzeczy przez co pociągnięcie akurat jego za język nie byłoby zbyt skuteczne, niestety. Musiał znaleźć jakiś inny cel, ale tym zajmie się później. Nie wiedział zupełnie, jak wyglądała młodość obecnej przywódczyni i jak nią została. Nie wiedział jeszcze, co dokładnie myślał na ten temat,musiał się chłodno zastanowić i na pewno nie zamierzał tego robić podczas rozmowy z pomarańczowookim. Ale... to mógł być powód dla którego była taka stanowcza i nie miała problemu z rozstawianiem kotów po kątach. Hm. xxx - Kiedy Czerwona Gwiazda została przywódczynią? Dawno temu? - Miał wrażenie, że Kolczasta Mordka i Pierzaste Serce mu coś wspominały na ten temat. Wcześniej przywódcą był Świetlikowa Gwiazda, brat Czerwonej Gwiazdy...
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Wyszczerzył zębiska i wypuścił spomiędzy nich syczący śmiech. - Aż dziwne, że jeszcze nie wymyśliła żadnego morderczego testu dla przyszłych wojowników! Jakieś bieganie bez ustanku wkoło granic od jednego wschodu słońca do drugiego, albo stanie nocą po kolana w wodzie w czasie pory nagich drzew... - Kontynuował fantazje, trochę odpuszczając Bukowej Korze. Naprawdę spodziewał się, że matka będzie rządzić znacznie twardszą łapą, ale najwyraźniej księżyce władzy wujka Świetlika nauczyły ją jak zachować równowagę. A może Klan Rzeki był zwyczajnie tak potulny, że nie musiała zawieszać nad nim bata? W sumie nawet się zdziwił, że jemu tak łatwo poszło zostanie wojownikiem i popielata przywódczyni nie chciała bardziej sprawdzać lub szlifować jego umiejętności. Był na to przygotowany od czasu, gdy musiała go uczyć porządnie chodzić. - Wcale nie tak dawno! Urodziła nas jak była jeszcze zastępczynią, a wujek Świetlik umarł jak byłem młodym terminatorem, może nawet w twoim wieku? Uczestniczyłem nawet w wyprawie po jej życia, wiesz?- Poinformował Pożara, nie rezygnując z suszenia zębów. Cóż, może nie znał wszystkich szczegółów historii Klanu, ale jego wiedza nie była aż tak bardzo mierna.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Cieszył się, że Czerwona Gwiazda nie zrzuca im na barki dodatkowych obowiązków w celu czystego zaznaczenia swojej dominacji nad terminatorami. Dawanie im jeszcze jakiś głupich testów potrzebnych do zakończenia treningu przegło by pałkę goryczy w mniemaniu Pożara. Dlatego też nie skomentował wypowiedzi czarnego kocura i zamiast tego skupił się na drugim temacie, o którym ten mówił. Zastrzygł zainteresowany uszami i wbił w Kornika zaciekawione spojrzenie swoich intensywnie zielonych oczu. xxx - Byłeś z Czerwoną Gwiazdą na jej wyprawie po życia? Jak było? Jak taka wyprawa wygląda? Spotkałeś kogoś z Gwiezdnego Klanu? - zapytał go, żywo zainteresowany. Jako kot który nie wierzył w Gwiezdny Klan cała ta farsa wydawała mu się srogą bujdą na resorach, dlatego tak bardzo był ciekaw tego, jak to wyglądało z punktu widzenia Kornika. I co się działo podczas takiej wyprawy, bo, szczerze powiedziawszy, to nie miał pojęcia. Nie wiedział, jak takie przedsięwzięcie wygląda, gdzie się idzie i co się podczas niego robi, a Kornik w zasadzie sam mu się podał na tacy jako źródło informacji.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Kornik, będąc zawsze pozytywnie nastawionym, uważałby takie testy za coś zabawnego. Jednak oprócz tego, nie miał on problemów z uginaniem karku pod władzą. Nie podważał autorytetów, rozkazów słuchał raczej bez wahania i co najwyżej trochę sobie na nie pomarudził. Był typem lekkoducha, ale nie buntownika. Dlatego w sumie nie robiło mu, czy ktoś się afiszował z dominacją, czy też nie. - W sumie taka wyprawa to nic specjalnie wyjątkowego, wygląda jak taki patrol, tylko poza tereny Klanu. Trzeba dojść do Szepczącej Sadzawki, czyli miejsca spotkań z Gwiezdnymi, która mieści się spory kawałek za terenami Klanu Wichru i Grzmiącą Ścieżką, która obok ich granicy przebiega. Był z nami jeszcze jakiś wojownik, Ciemne Niebo, czy jakoś tak... Jak wracaliśmy to spadła na niego gałąź i go zabiła, wyobrażasz sobie jaki pech? No, a wracając do wyprawy, to my niestety nie śniliśmy z Gwiezdny Klanem, tylko matka, a my czuwaliśmy by nic jej nie zaatakowało, bo przecież była wtedy całkiem bezbronna! Szkoda, bo zawsze chciałem spotkać Gwiezdnego, ale mam jeszcze na to trochę czasu! - Zreferował Pożarowi z niegasnącym entuzjazmem. Nie trzeba go było zachęcać do mówienia i z przyjemnością odpowiadał na każde zadane pytanie. Zresztą, jeżeli mowa o Gwiezdnych, on był ich szczerym wyznawcą, nawet jak żaden mu się nie ukazał. Po prostu wierzył i już.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Pożar natomiast ze samej swojej natury był typem buntownika, po prostu doskonale się maskował i ukrywał to, co naprawdę myśli. Był w tym bardzo dobry i zależało mu na tym, żeby to się nie zmieniło. Wiedział, że gdyby to, co faktycznie uważa wyszło na jaw, skomplikowałoby mu to naprawdę wiele aspektów życia, których nie chciał komplikować. Mogło się wydawać, że nic złego nie może się stać - przecież nikt by go z Klanu za coś takiego nie wyrzucił, przynajmniej tak długo aż nie zrobiłby czegoś okropnego. Jednakże tutaj dochodziło wiele innych aspektów, takich jak zaufanie, relacje z rodziną i przyjaciółmi, prędkość treningu, wyciąganie informacji. Nie miał ochoty na to, by to wszystko tak po prostu poświęcić w celu afiszowania swojego buntu dla buntu. Był na to zbyt ostrożny i zbyt bystry, dlatego czekał i obserwował, zastanawiając się, czy kiedyś nabierze to większego znaczenia, niż ma teraz. xxx- I... ona tak po prostu spała? - uniósł lekko jedną brew, spoglądając na Kornika - W sensie podeszła do tej sadzawki, położyła się i spała, po czym obudziła się już z dziewięcioma życiami? - Brzmiało to, no, dosyć nieprawdopodobnie, a uszach Pożara w dodatku mocno absurdalnie i jeszcze bardziej podważyło jego wiarę w dosłownie cokolwiek, o ile jakąkolwiek wiarę miał. xxx - Dlaczego chcesz spotkać kogoś z Gwiezdnego Klanu? - zapytał zaciekawiony, już dużo weselszym tonem. On sam nie chciał. Ale może dlatego nie chciał, bo nie wierzył, że istnieją jacykolwiek Gwiezdni, więc jak mógłby chcieć spotkać coś, czego nie było?
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Natomiast Kornik był za mało bystry by dostrzec prawdziwą naturę Pożara i jego sceptyczność wobec wielu Klanowych doktryn, które dla niego stanowiły nieodłączną i oczywistą część Klanowego życia. Kompletnie się różnili chociażby w poglądach na Gwiezdny Klan - syn Czerwonego Maku wierzył niezachwianie, natomiast terminator uważał to za stek bzdur. - No mniej więcej, a co chciałbyś innego? Sadzawka nie zamarzła mimo, że był środek Pory Nagich Drzew i ledwo matka dotknęła jej powierzchni to osunęła się na ziemię jak nieprzytomna! Śniła z Gwiezdnym Klanem i w tym śnie otrzymała od nich dziewięć żyć. -Miauknął wesoło wojownik, jakby w ogóle nie zauważył uniesionej w niedowierzaniu brwi burasa. Nie zastanawiał się nad wiarygodnością tej historii - przedstawiał tylko fakty. Dla niego jednym z nich było to, że Czerwona Gwiazda otrzymała dziewięć żyć w darze od przodków. - Bo zawsze to mi się wydawało odlotowe! Spotkać kogoś, kto od dawna żyje na Srebrnej Skórce! A po za tym, tak czasem zwyczajnie za nimi tęsknie. - Miauknął szczerze, mając oczywiście wujka Świetlika, ciocię Pierzak i Śliwkę. Był ciągle trochę zły na siebie, że nie udało mu się wrócić do Klanu na czas i nie zdążył pożegnać Pierzastego Serca.
Dość niespodziewanie rozmowę dwóch kocurów przerwała Owocowa Gałązka, prosząc o pomoc w przeniesieniu do obozu zwierzyny, którą upolowała. Głośno chwaląc obfite i udane łowy wojowniczki, Kornik skoczył jej na ratunek, zachęcając do tego Pożara. Do obozu wrócili już z zatkanymi piszczkami pyszczkami.
zt ~
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Pożar był z natury urodzonym sceptykiem. Niczego nie traktował za pewnik, a przynajmniej tak długo, jak nie przekonał się na własne oczy, lub, cóż, na własnej skórze. Chyba odrobinę za dużo myślał, co prowadziło, że wątpił w większość rzeczy. Sam jednak nie czuł się z tym źle i nie uważał tego za nieprawidłowe, więc nie robił też niczego by to zmienić. xxx - Mhm, niezwykłe. Zazdroszczę, ze miałeś szansę z nią pójść na tę wyprawę - powiedział, w gruncie rzeczy to szczerze. Nie wierzył w Gwiezdny Klan ani tę całą bzdurę z dziewięcioma życiami, ale bardzo chętnie byłby świadkiem tego wszystkiego. Był ciekawski i był pewien, że mógłby wiele rzeczy wyciągnąć z takiej wyprawy... no i chciałby zobaczyć tę całą Sadzawkę na własne oczy.
Gdy podeszła do nich Owocowa Gałązka, sam również wstał i z uśmiechem pomógł jej pozbierać upolowaną zwierzynę, biorąc w pysk chudego królika i nornicę, po czym ruszył z dwójką wojowników w kierunku obozu, ciesząc się, że jeszcze nie zaczęło padać.
//zt
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Skrzące Słowo, choć swój trening skończył już jakiś czas temu, w dalszym ciągu ćwiczył samodzielnie, chcąc się rozwijać, chcąc stawać się lepszym. Czasem były to treningi wytrzymałościowe, polegające na przebiegnięciu jak najdłuższego dystansu bez przerwy, a czasem były to treningi siłowe, na przykład polegające na wspinaniu się na drzewa z jak najmniejszą pomocą tylnych łap, aby wyrobić sobie mięśnie w przednich kończynach. Czasem wypadał też "dzień nóg", kiedy to tylne łapy były trenowane, ale to nie było dzisiaj. Dzisiaj wojownik ćwiczył przednie łapki, korzystając z pobliskich drzew.
Trening trwał już jakiś czas, toteż na jego futrze widać było błyszczące kropelki potu. Nie powstrzymywało go to przed dalszymi ćwiczeniami, więc jeśli ktoś akurat tędy przechodził, dostrzec mógł syna Bukowej Kory podciągającego się na jednej z wyższych gałęzi, by móc na niej usiąść i chwilkę odpocząć. Jego zazwyczaj błyszczące i ułożone futro było "przylizane" do ciała, przez co jego dość niemałe mięśnie były jeszcze lepiej widoczne niż normalnie, co dla niektórych mogło być całkiem przyjemnym widokiem.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Płotka również skończyła trening, ale zdecydowanie później niż skra. Poza tym jej trening nie był aż tak intensywny, jak kocura, bo Płotka zdążyła przerobić polowanie i walkę, więc pozostał jej tylko kodeks, na którym nie było ani grama wysiłku. Chyba że liczyć łażenie po granicach w celu powtórzenia wiedzy i urozmaicenia se jakoś czasu. Tak więc młoda kotka weszła do obozu i pierwsze co zobaczyła to dziwnie błyszczące futro... kota? Czy kocie futro może tak błyszczeć? Zainteresowana tą sytuacją przyjrzała się dokładniej i rozpoznała w tym futrze jednego z wojowników. Skra! Jak zwykle zupełnie nie kojarzyła, jak brzmiał drugi człon jego imienia, ale miała nadzieję, że nikomu to nie będzie przeszkadzać.
- Hej skra! - Krzyknęła do kocura, jeszcze będąc na dole obozu. Następnie szybko wypatrzyła drzewo, przez które kocur zapewne się wspinał, by dotrzeć do gałęzi, na której siedział. Następnie sama wlazła na owo drzewo, lecz zamiast jakoś dziwnie ćwiczyć przednie łapki, po prostu wspięła się niczym normalny kot. Gdy dotarła do wysokości, na której znajdowała się gałąź z kocurem, wskoczyła na nią.
- Mogę ci mówić Skra? A poza tym fajne mięśnie. Często ćwiczysz? - Dodała, jakby było to oczywiste, niż jeżeli mówiłaby komplement do ładnie zbudowanego i przystojnego kocura. W sumie nigdy wcześniej nie widziała tego, co syn Bukowej Kory ma pod tą warstwą puchu. Jest o co być zazdrosnym, ale zapewne to wynik częstych ćwiczeń... Płotka by wymiękła po pierwszych trzech próbach wspięcia się na drzewo...
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Płotkowa Łapa z pewnością nie mogła wejść do obozu, bo miejsce, w którym przebywał Skrzące Słowo znajdowało się przy granicy z Szarymi Brzozami, czyli właściwie po drugiej stronie terenów, z dala od obozu, ale mniejsza o to.
Kocur, po wspięciu się na gałąź w celu odpoczynku, usiadł na niej, dysząc. Zamierzał chwilę odsapnąć, doprowadzić się do porządku i wrócić do obozu, by tam zająć się kolejnymi obowiązkami. Nie lubił ćwiczyć w obozie. Był dla niego zbyt ciasny i czuł, że mógłby być tam stale obserwowany, a akurat podczas trenowania wolał być sam. Na terenach przeważnie nikogo nie spotykał, a jeśli już to był sprawnie omijany i nawet o tym nie wiedział, zatem zdecydowanie bardziej mu taki obrót spraw odpowiadał.
Zdziwił się więc, gdy usłyszał z dołu drzewa swoje imię, ale nie to wojownicze, a kocięce, podczas gdy głos ten był dla niego całkowicie nieznajomy. Spojrzał w dół, a jego oczom ukazała się Płotkowa Łapa - kotka, którą kojarzył jeszcze z czasów, gdy był terminatorem. Nie znał jej i nie wiedział, czy w ogóle zamienił z nią kiedykolwiek słowo poza krótkim przywitaniem, ale starał się znać imiona większości klanowiczów i córka Wydmowego Wiatru nie była wyjątkiem. Nie podobało mu się co prawda zwracanie do niego niepełnym imieniem, bo nie byli ze sobą na tyle blisko, ale nic nie powiedział, przynajmniej z początku, a jedynie kiwnął głową na przywitanie i zaczął się troszkę doprowadzać do porządku, gdy terminatorka zaczęła się do niego wspinać. Po treningu nie był specjalnie... "wyjściowy".
— Wolałbym, byś zwracała się do mnie: "Skrzące Słowo", Płotkowa Łapo — odpowiedział, przerywając toaletę, nieco zdyszanym głosem. Tylko co zdążył przez tę chwilą ogarnąć to jego, dalej nie wypadało się kąpać w czyiś towarzystwie. — Dziękuję. Staram się ćwiczyć codziennie — dodał, ciesząc się, że ktoś zauważył rzeźbę, nad którą tak ciężko pracował. W gruncie rzeczy uważał się za dość atrakcyjnego młodzieńca, głównie ze względu na swoją wypracowaną sylwetkę i lubił, gdy kotki się za nim oglądały. Nie po to tyle ćwiczył, ale zdecydowanie był to miły i łechtający ego dodatek zwłaszcza dla niego - kocura, który w przyszłości zamierzał wybrać sobie spośród dostępnych (oczywiście młodszych, bo taki był jego idealny obraz rodziny) kocic partnerkę, która zdoła urodzić mu dużo zdrowych kociąt. Chciał mieć spośród czego wybierać, więc oczywistym było, że chciał mieć powodzenie.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
//aaa wybacz! Nie wiem co mi się ubzdurało, że to obóż |D. Uznajmy, że tego nie było
Skrzące słowo. Super przynajmniej nie będzie musiała się kompromitować nieznaniem jego drugiego członu, a z drugiej... Trochę szkoda, że nie pozwolił jej przejść od razu do skróconej wersji, alee kto wie, może kiedy się lepiej poznają. Jeszcze będzie mogła mu mówić po kocięcemu, zobaczy!
- Okej Skrzące Słowo - Dodała przyjaźnie, poprawiając skróconą wersję jego imienia na pełną. Ten drugi człon... Był śmieszny, ale w dobrym tego słowa znaczeniu! Nigdy podobnego nie słyszała. Brzmiał poetycko i jakby za chwile miałyby mu z pyska wylatywać jakieś skry. Może to jakieś odniesienie do mądrości, którą niesie w słowach? Kto wie. - Jak chcesz, to możesz mi mówić po prostu Płotka, ale nie zmuszam. - zaproponowała. Przyzwyczaiła się już, że wszyscy nazywali ją niczym rybka, a ten terminatorski człon "łapa" psuł cały urok z jej pysznego imienia. A nawet gdyby to po staniu się wojownikiem, zapewne i tak wolałaby swoje kocięce imie. No chyba że Czerwia wymyśliłaby dla niej coś tak niesamowitego, że zwaliłoby każdego z nóg, ale w to wątpiła. Bo niby co można wymyślić wspaniałego z członem od ryby?
- Widać efekty, mi by się tak dzień w dzień nie chciało... - pochwaliła krótko, posyłając ciepły uśmiech. Lubiła rzucać komplementami w rozmówcę, bo wtedy łatwiej było nawiązać z nimi jakąś więź, oraz druga strona była z tego szczęśliwa! Poza tym... Rzeczywiście było widać efekty. Gdyby taki Karp czy inna rybka z rodzeństwa została oblana wodą, zapewne byłoby widać wciąż tylko futerko i zero mięśni, a Skra to zupełnie co innego. Może na Płotce nie robiło to dokładnie takiego wrażenia, jaki by kocur planował, alee wciąż była pełna podziwu. Jej by się osobiście nie chciało tylu czasu spędzić na treningu. Wolała gadać z innymi czy obijać się w obozie. Choociaż podczas rozmowy przenosiła na krótko wzrok z oczu kocura na widoczne mięśnie, a szczególnie przednich łap.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
- I tak by mi się nie chciało. Czasem lubię spacerować poza obozem, ale taki prawdziwy trening nie jest dla mnie. - dodała. Ćwiczenie w deszczu byłoby... Głupie. Podzielała zdanie kocura co do tego, że przez jeden taki trening można by było łatwo wylądować w królikarni, ale wciąż była pełna podziwu! Oraz trochę zazdrosna o te widoczne efekty, ale to szczegół.
Jak już mowa o przyglądaniu się, to chętnie by zobaczyła te napięte mięśnie kocura, ale nie wpadło jej do głowy, by o to po prosić, oraz... By to dziwnie zabrzmiało "Ej napniesz dla mnie mięśnie?" Takie pytanie w ogóle by nie pasowało do kotki. Chociaż coś jeszcze dostrzegła ciekawego na ciele kocura, a mianowicie bliznę na szyi i udzie. Mimo że były częściowo zakryte przez puch otulający Skrę to i tak dało się je zauważyć. Płotka bardzo by chciała mieć jakieś blizny! By to świadczyło o jej niesamowitości i tym, że mierzyła się z jakimś silnym przeciwnikiem! Czemu Skra miał tak wiele fajnych cech, jakich kotka nie miała?
- A te blizny, gdzie je zdobyłeś? O ile można wiedzieć i nie kryje się za nimi jakaś ściśle tajna historia. - dodała ostrożnie, wskazując pyskiem na tę ranę na szyi. Nie chciała wyjść na jakąś nachalną, czy pytającą o każdy skrawek życia, ale... Zaciekawiła ją historia zdobycia tych artefaktów. Może walczył z lisem? Właśnie! Przecież mistrzyni jej opowiadała, jak walczyła z lisem u boku Skry. Chętnie by wysłuchała ponownie tej historii, o ile jest to właśnie pamiątka z tej walki.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g