Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Stój!
Głos, który Wysoka z całą pewnością znała, niósł się z drugiej strony rzeki, tam gdzie nie było już nawet granic z Klanem Rzeki, niósł się od miejsca, gdzie pojawiały się jakieś znaki Wichru, ale bliżej było mu chyba do Grzmiącej Ścieżki, niż czegokolwiek innego. Tak czy inaczej głos, czy raczej jego właściciel, bez wątpienia znajdował się na Ziemiach Niczyich, bez wątpienia znajdował się za rzeką, i bez wątpienia nie znajdował się blisko granicy z Klanem, z którego został wygnany. W chwili, w której terminatorka była zaś w stanie dostrzec właściciela owego głosu, ten gramolił się w zabawny sposób w górę od rowu goniąc młodą, oszalałą kuropatwę, która nie wiedziała chyba co ze sobą zrobić i uciekła na oślep.
- Masz być moim jedzeniem, a nie jedzeniem dla potwora! No stój mówię! – rzucił Toń, który bardziej niż zły był po prostu rozbawiony tym, co się tutaj działo. Wygramolił się w końcu z rowu i zatrzymał się na skraju Grzmiącej Ścieżki, którą prędko uważnie zlustrował, była jednak zdecydowanie spokojna, nie było tutaj chociażby śladu potwora, jego zapachu czy wrzasku, nic nie pędziło w jego stronę i w stronę ptaka, który jak oszalały biegł po jezdni kierując się wprost do legowiska goniącego go kota.
- Aha! – krzyknął jeszcze Kłapouchy, co Wysoka znajdująca się w dole i nieco na lewo od niego mogła słyszeć już bardzo przytłumione, a następnie jej dawny nauczyciel śmignął na drugą stronę Grzmiącej Ścieżki, gdzie po chwili dało się słyszeć jakąś szarpaninę i tumult, a potem coś na kształt zadowolonego zawołania świadczącego o tym, że Toń złapał kuropatwę nad wodą po drugiej stronie, już w swoim własnym domu tak naprawdę. Dookoła zapanowała zaraz całkowita cisza, a po Grzmiącej Ścieżce nie przemieszczał się ani jeden potwór.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Gdy sobie uświadomiła, jak daleko wyszła... Nagle do jej uszu dobiegł głos. Bardzo znajomy, z pewnością go znała. Otworzyła szerzej ślepia, w pierwszym odruchu spinając ze strachu mięśnie przez niespodziewany dźwięk, a chwilę potem marszcząc lekko pysk w zastanowieniu. Znała go. Ale ostatnio słyszała go tyle księżyców temu... Ruda kotka znieruchomiała, kierując uszy na wszystkie strony świata, oczekując ponownego zawołania... I je usłyszała. Wnioskując po szeleście piór i tego, że rozlegały się jeszcze inne kroki niż te należące do Tonącego Słońca to... Bury kocur polował. A raczej gonił zwierzynę. Skuliła się nieco, obserwując całe zamieszanie i to, jak były rzeczniak po prostu... Tak o przekroczył sobie Grzmiącą Ścieżkę. Pomimo spokojnej pory i braku jakichkolwiek potworów, Wysoka za bardzo nie była przekonana, czy może ją przekroczyć. Przełknęła ślinę, kierując się powoli w tamtą stronę, a przed nią stała jeszcze jedna przeszkoda do pokonania, zanim zmierzy się ze strachem... Rów. W którym było coś na dnie, a z czym terminatorka za bardzo nie chciała mieć kontaktu, dlatego zeszła najniżej jak mogła, aby niezgrabnie przeskoczyć dzielącą ją odległość od drugiego brzegu i wyłonić się po drugiej stronie. Wyprostowała się, rozglądając dookoła i próbując uspokoić oddech niby po mało męczącym zadaniu, ale... Jednak się zmęczyła. Nie miała wyrobionych mięśni przez księżyce, przy których nikt się nią nie interesował, a jej jedyną aktywnością fizyczną było... Łowienie ryb. Co śmieszniejsze: dowiedziała się, jak to robić od burego kocura, którego Świetlik zdecydował się wyrzucić z klanu, bo... Powody. Nie rozumiała kompletnie tej sytuacji. I nie rozumiała tego, dlaczego jego miejsce zajęła taka osoba, jak... Omszały Kamyk. Ruda zdecydowanie lepiej by się czuła, gdyby mistrzynią została któraś z jej sióstr, bo zarówno Poziomka, jak i Zwiewna ukończyły trening. Ale nie miała na tyle odwagi, aby iść do czarnego jak najbardziej przerażająca noc kocura i poprosić o zmianę. O... Jakąkolwiek zmianę. Okrzyk zwycięstwa świadczył o tym, że Toń złapał swoją ofiarę i... Chyba nie będzie mu przeszkadzać, jak do niego dołączy? Oczywiście nie chciała od niego jedzenia... W końcu była jedynie terminatorką, to obowiązkiem córki Paprociowego Kwiatu było polowanie i zapewnienie pożywienia innym kotom.
Podeszła do Grzmiącej Ścieżki, pięć razy oglądając się w lewo, pięć razy w prawo... I jeszcze raz dla pewności w lewo. Nie słyszała jednak żadnego ryku, który by świadczył o tym, że coś się zbliża... Czyli... Mogła przejść? Niepewnie postawiła jedną łapę na szorstkim podłożu, jeszcze raz rozglądając się... Po czym przemknęła na drugą stronę, odczuwając ból przez strukturę ścieżki. Gdyby po niej biegła... Prawdopodobnie poraniłaby sobie łapy, a kolejnego spotkania z Łososiową Łuską wolałaby uniknąć... Ale może rany same by się zagoiły? W sumie to... Nie miała żadnych obowiązków, mogła całe dnie przesiadywać w swojej kryjówce i dbać o to, żeby nie nadwyrężać opuszek przez chodzenie... A jeść też w takim wypadku nie musiała, chociaż nie wiedziała, jakby się dla niej skończył kolejny dzień głodówki. Być może już by się nią nikt nie musiał wtedy przejmować? Problem by zniknął tak, jak się pojawił, a nie obciążał kolejne koty, które nie miały czasu ani ochoty się użerać z taką osobą, jak Badylarka. Stanęła w końcu po drugiej stronie, z głośno bijącym sercem przez chwilę wpatrując się w glebę, nie dowierzając, ze to zrobiła. Pokonała Grzmiącą Ścieżkę! Ale... To nie koniec wyzwania, które przed sobą postawiła. Wyprostowała się, rozglądając czujnym spojrzeniem dookoła w poszukiwaniu znajomej sylwetki, chcąc... Co właściwie chcąc? Spotkać się z nim? Porozmawiać? Zobaczyć, czy... Czy rzeczywiście żyje?
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Żył, a jakże, żył i miał się całkiem dobrze. Wszyscy chyba zakładali, że po odejściu z Klanu zniknie, przepadnie i umrze, bo sam sobie nie poradzi, a tymczasem miał właściwie wszystko, co chciał. Radził sobie dość dobrze, był naszykowany na Porę Nagich Drzew - jego nora była już wymoszczona samymi ciepłymi utensyliami, zabezpieczona od wiatru, miała jamę na zioła i jamę na pożywienie, miała nawet coś w rodzaju przedsionka, a kocur wiedział doskonale, że gdyby tylko nieco się postarał, mógłby przedostać się dalej, do kolejnych jamek, jakie kiedyś wykopały króliki. Nie miał nic przeciwko temu, żeby grzebać się w ziemi, żeby szukać bezpieczeństwa między korzeniami krzewów rosnących nad jego głową. Generalnie - nie miał nic przeciwko takiemu życiu, doskonaleniu go i poznawaniu nowych rzeczy. Był poza tym zbyt optymistyczną jednostką, żeby przejmować się deszczem, opadającymi liśćmi, częściową samotnością, czy wygnaniem za Grzmiącą Ścieżkę. Gwizdał na wiele rzeczy i dumnie nosił uniesioną głowę czując, że szczęście może znaleźć tuż za rogiem, bo dlaczego by właściwie nie?
Teraz był w pełni zadowolony, kiedy z jego pyska zwisała wspaniała zdobycz, a on czuł, jak rozgrzane po pogoni ma wszystkie mięśnie. Jego ślepia zdawały się błyszczeć miliardami gwiazd, cały aż emanował energią, która była chyba w tej chwili całkowicie niepowstrzymana. Poruszył uszami, kiedy usłyszał jakieś kroki i zaczął prędko węszyć w poszukiwaniu właściciela owych uderzeń łapami, aż w końcu dostrzegł nikogo innego, a Wysoką, która dość niespodziewanie pojawiła się po jego stronie Grzmiącej Ścieżki. Aż z wrażenia upuścił na łapy dopiero co upolowane ptaszysko, zastrzygł jeszcze raz uszami i poczuł, jak serce mocno mu bije, bo oto jego dawna podopieczna zdecydowała się na tak śmiały krok! Nie spodziewał się, że Wysoka kiedykolwiek zjawi się pod jego nowym domem, ale musiał przyznać, że jej obecność niesamowicie go uradowała, poza tym był z niej niesamowicie dumny, w końcu przełamała swój lęk i oto znajdowała się teraz blisko niego, mogli porozmawiać i nie było z tym najmniejszego problemu.
- Wysoka! - zawołał ją więc radośnie, nachylił się po upolowanego ptaka i radośnie ruszył truchtem w stronę kocicy, by następnie wyciągnąć do niej głowę, jakby chciał trącić ją nosem w geście powitania. - 'ies'ę siem, sze ciem wisę - rzucił z pełnym wciąż pyskiem. - I zama pochonaś Szczeszkę! Hestem z ciebie dufny! - dodał entuzjastycznie, nadal niemalże eksplodując nieopisanym wręcz optymizmem.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Wysoka… Nie wiedziała, czego ma się spodziewać. Przecież… Klan zapewniał ochronę i jedzenie i… Praktycznie wszystko, co potrzeba do życia. A tymczasem tereny wolne… Tam trzeba było się samemu pilnować. A życie przecież było pełne niebezpieczeństw… Obserwowała kocura, jak łapie zwierzynę oraz cieszy się przez krótką chwilę zwycięstwem, w głębi duszy uspokojona, że bury kocur był cały i zdrowy. Tonące Słońce nawet nie wiedział, jak w głębi duszy cieszyła się z tego niespodziewanego spotkania, który pobudził w niej tyle pozytywnych emocji, których od bardzo długiego czasu nie doświadczyła. Tym razem nie cofnęła się przed dotykiem, uspokajając wcześniej negatywny strach, który kazał jej odskoczyć i nie pozwolić na dotykanie jej, przez co jedynie delikatnie wycofała głowę, a na pysku pojawił się szeroki uśmiech. Radość w oczach na moment przykryła strach i wieczne czuwanie, czy aby na pewno jej nic nie grozi.
- T… T-Tak… Tak! – odpowiedziała, najpierw niepewnie, a chwilę później podnosząc nieco głos z cichego na… Można powiedzieć nieco mniej cichy. Sama pokonała Grzmiącą Ścieżkę! I nic jej nie przejechało, chociaż nie było to zbyt miłe uczucie, jak szorstka powierzchnia drażniła delikatne opuszki łap. Przeniosła wzrok chwilowo na zwierzynę, by potem ponownie przenieść go na pysk rozmówcy, nieco onieśmielona swoimi śmiałymi gestami. Ale starała się od jakiegoś czasu pracować nad sobą i powoli iść ku lepszemu.
- J-Jak s-sobie r-radzisz – zapytała dawnego mistrza, próbując zaczepić się o jakiś temat. I to sama się odważyła pierwsza to zrobić. Każdy krok poczyniony w stronę… Lepszego jutra sprawiał, że Wysoka stawała się coraz bardziej odważniejsza, powoli wychodziła z marazmu, jaki wpadła w pewnym momencie i wychodziła na prostą.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Zapewniał, zapewniał! Ale do pewnego czasu i do pewnego stopnia. Oczywiście, że Toń doceniał to, iż inne koty o niego dbały, pamiętały o nim i nie kazały mu spędzać całego dnia na polowaniu, ale kiedy był sam, doceniał niesamowitą wolność. Polował, kiedy chciał i potrzebował, szukał ziół, jeśli miał taki kaprys, zaglądał na wrzosowiska i jeszcze dalej, gdy uznał, że nudzi się w swej bezpiecznej norze. Okolice jego leża zawsze były wyraźnie oznaczone, a inni samotnicy najczęściej respektowali jego prawa. Nie było ich zresztą, wbrew pozorom, aż tak wielu, jak przypuszczały Klany. Być może część odeszła dalej, a może po prostu umieli się świetnie unikać. On wybrał miejsce blisko Krzywuchy licząc na jej pomoc w kryzysowych sytuacjach, a jednocześnie mając wrażenie, że powinien nieco pomagać kocicy, która okazała się całkiem podoba do Łososia. Jakby zagubiona w rzeczywistości i samotności. A Toń nawet ją polubił.
- Widzisz! Jesteś naprawdę bardzo dzielna i świetnie sobie poradziłaś – zakomunikował z szerokim uśmiechem i spojrzał na swoją sporą zdobycz, która teraz znajdowała się już u jego łap i podsunął ją w stronę swojej dawnej uczennicy. Nadal dzielił się jedzeniem, w końcu tereny łowieckie miał spore, a sam czasami nie byłby w stanie przejść tego, co akurat wpadło w jego szpony. Zresztą, czy nie lepiej być po prostu miłym dla innych? Uważał, że takie zachowanie tylko może mu pomóc zjednać sobie koty, co było dla niego niesamowicie ważne. Wysoką zaś bardzo lubił i miał nadzieję, że idzie na przód. Teraz pokazała coś na kształt pazurów, a Toń ucieszył się, że nieco podniosła głowę. Wierzył, że jej się uda!
- Całkiem dobrze! Mam spore i wygodne legowisko, nikt mnie nie niepokoi, blisko do wody i ryb, a tam, o, mieszka Krzywucha, więc nie jest wcale tak źle, jak można by sądzić. A poza tym widziałem tyle niesamowitych rzeczy! A jak u ciebie? Kto teraz cię szkoli? – zapytał przyjaźnie mając nadzieję, że Wysoka nie będzie robiła z tego wszystkiego jakiejś wielkiej tajemnicy, a poza tym licząc na to, że zdoła jednak wciągnąć koteczkę w rozmowę, bo ta zdawała się być nieco bardziej otwarta niż wtedy, gdy musiał odejść z Klanu.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, czując niespodziewanie rozchodzące się ciepło w jej klatce piersiowej. Udało jej się. Była na tyle odważna, żeby przekroczyć Grzmiącą Ścieżkę, chociaż nikt jej nie pokazywał, jak to zrobić i większość pewno stroniła od przechodzenia przez nią. Osiągnęła coś naprawdę wyjątkowego! Spojrzała na podsuwaną zdobycz przez Tonia, a następnie pytająco i nieco zdziwiona na niego. Ona... Przecież była klanowym kotem. Pomimo, że jadła na samym końcu albo dopiero wtedy, kiedy zapolowała to cały czas stos był uzupełniany, a bury kocur... No, nie miał czegoś takiego jak stos.
- Dz-Dziękuję... A-A ty n-nie chcesz? - zapytała cicho, patrząc na biedne, zabite stworzenie. Ofiara była bardzo... Duża. Zbyt duża na mały żołądek Wysokiej, nie zje na pewno całości. Ale zawsze mogą zjeść razem, prawda? Szczególnie, że bury kocur nie musiał już jej dokarmiać, bo jej sierść nieco odzyskała blask, a żebra nie przebijały się przez skórę aż tak bardzo. Owszem, nadal była szczupła i o delikatnej budowie, chociaż wysoka, ale zdecydowanie nie była już na skraju padnięcia z głodu.
- K-Kto to K-Krzywucha? - zapytała się cicho, podnosząc nieśmiało wzrok znad ptaka. Nie znała tego imienia, ale sądząc po tym, że jest jednoczłonowe to prawdopodobnie to samotnik... I to taki czystej krwi, a nie wyrzucony z klanu.
- Um... P-Po t-twoim o-odejściu m-miała mnie sz-szkolić O-Omszały K-Kamyk... A-Ale n-nie p-pojawiła s-się na t-treningu... A-A p-potem m-mój t-trening p-przejął Ś-Świetlikowa G-Gwiazda - odpowiedziała na jego pytanie, kątem oka spoglądając na reakcję dawnego mistrza. Zmiany mistrzów wyraźnie odbijały się w tamtym czasie na Wysokiej i całe szczęście, że wtedy nie zdecydowała się na wędrówki za tereny klanu. Wyglądała jak siedem nieszczęść i prawdopodobnie zbudziłaby niepokój w kocurze, który się o nią chyba nadal martwił... A przynajmniej ruda kotka odnosiła takie wrażenie.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Jedz, jedz, dla mnie też starczy, a w okolicy jest w końcu zwierzyna właściwie tylko dla mnie – powiedział ciepło i mrugnął do niej mając nadzieję, że Wysoka za bardzo się nim nie martwi. Nie chciał, żeby do tego radosnego uśmiechu, jaki przed chwilą mu zaserwowała, dołączyła niepewność, strach albo nieufność. Czuł, że młoda ma się już lepiej, a komplementy i zachęty z jego strony z całą pewnością były obecnie bardzo dobrze widziane. Podobało mu się to, że poszła za nim, chociaż przecież nie musiała, że zdobyła się na odwagę i przebyła Grzmiącą Ścieżkę, co nie należało do najłatwiejszych rzeczy pod słońcem, a wiele kotów, nawet dorosłych, nigdy na coś podobnego się nie zdobyło.
Nachylił się, by oderwać sobie kawałek mięsa z upolowanego ptaka i nastawił uszu, gdy zadawała mu kolejne pytanie. Skinął łbem w stronę Samotnej Wierzby widocznej teraz z daleka, jakby to miało coś więcej wyjaśniać, a następnie przełknął przeżute pożywienia i ślinę, oblizał się i udzielił jej wyjaśnień.
- Wiekowa kocica, która zna się na ziołach, jest właściwie medykiem, ale nie jest najprzyjemniejsza… Chociaż przypomina nieco Łososia i Jeżynę, ale zdaje się, że za ryby jakie jej przynoszę nawet mnie toleruje – zakomunikował nieco rozbawiony tym, na razie, jednostronnym barterem. Był jednak dla Krzywuchy miły i miał nadzieję, że nie potraktuje go źle, jeśli kiedykolwiek będzie musiał sięgnąć po jej wiedzę.
- Omszała była w Klanie? – zapytał wyraźnie zdziwiony, bo pamiętał ją jak przez mgłę, raz była, a zaraz znowu jej nie było, znikała gdzieś, Gwiezdny Klan wie gdzie i nie dało się z nią w ogóle porozmawiać. Drgnął lekko na imię Świetlika, bo obawiał się, że ten może nakłaść Wysokiej jakiś strasznych głupot do głowy, które uważał za święte prawdy. – I jak się z tym wszystkim masz? Jak się czujesz na treningach? – zapytał spokojnie. – Przykro mi, że tak wyszło. Chętnie nauczyłbym cię jeszcze wielu rzeczy – dodał nagle, dość impulsywnie i uśmiechnął się do niej ciepło. Nie kłamał.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Przytaknęła powoli głową, po czym równie powoli zabrała się za jedzenie. Można by było powiedzieć, że trochę niepewnie, z pewnymi wyrzutami sumienia... W końcu, były rzeczniak musiał na wszystko polować sam. Pewno się namęczył aby wytropić taki smakowity kąsek, a że ruda przyszła właśnie w takim momencie... To nie mógł postąpić inaczej. Przecież był Tonącym Słońcem, prawda? Przełknęła parę gryzów, słuchając opowieści o tym, kim jest Krzywucha, przytakując głową. Może i na wyprawie było wspomniane o kocicy, która zna się na tutejszych medykamentach... Ale Wysoka Łapa wtedy miała zupełnie inne myśli na głowie. Takie jak śmierć matki czy próba uznania za dom terenów, których w ogóle nie znała. Kiedy bury pokazał jej, w którym kierunku się do niej dostać, śledziła jego wzrok, wpatrując się chwilę w tamtym kierunku, próbując jak najdokładniej zapamiętać tamto miejsce. Kto wie... Może kiedyś się jej ta wiedza przyda?
- Uhm - przytaknęła głową przy cichym, twierdzącym mruknięciu, kiedy miała kęs ptaka w pysku, a jednocześnie czuła, że musi odpowiedzieć na to pytanie. Cóż... Wysoka sama zbyt często jej nie widziała. Tylko dwa razy. Raz na ceremonii, a drugi raz przy Czterech Dębach, kiedy dała pokaz tego, kim naprawdę jest i jaki stosunek ma do swojej terminatorki. Zacisnęła mordkę, zawisając nad martwym ciałem zwierzyny, kiedy przypomniała sobie tamten moment, po czym wzięła powolny oddech i urwała kolejny kawałek.
- Ś-Świetlikowa G-Gwiazda mi p-pomaga... N-Nauczył mnie p-polować... T-To więcej n-niż z-zrobiła O-Omszały K-Kamyk... - powiedziała, ściszając głos na koniec, jakby miała za złe swojej dawnej mistrzyni, że... Nawet nie spróbowała. Ruda jak nad tym myślała to coraz więcej różnych szczegółów dostrzegała... Być może nawet i kotka o dość nietypowym jak na Rzeczniaka umaszczeniu celowo jej unikała? Może to problemy nie leżały w terminatorce... Tylko w jej mistrzyni?
- J-Ja... U-Umiem tylko t-to, co m-mnie n-nauczyłeś... I-I polować... - powiedziała, jako odpowiedź na jego propozycję, podnosząc przy tym wzrok i posyłając buremu kocurowi delikatny uśmiech. Chciała się czegoś nauczyć... Bo bycie terminatorem, który w wieku ponad dwudziestu księżyców umie jedynie polować to taki trochę wstyd.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Namęczył się, to prawda, ale nie umiał również nie podzielić się z nią posiłkiem. Uważał, że skoro przybyła już do niego w gościnę, a on akurat zamierzał raczyć się ptaszyskiem, to nie wypadało mu pożerać go samego, tym bardziej jeśli Wysoka była głodna, a podejrzewał, że tak właśnie może być, skoro nie była do tej pory zbyt otwartą jednostką i pewnie nie biegała na polowania co chwila. Nie miał również nic przeciwko temu, żeby ofiarować jej cokolwiek od siebie, bo w końcu uważał ją za bardzo ważną jednostkę w swoim życiu, a jej wycofanie, lęk i niepewność tylko mocniej utwierdzały go w przekonaniu, że powinien jakoś o nią zadbać, mieć ją w swej opiece, pod swymi skrzydłami, chociażby z daleka.
- Pewnie nie chcesz o niej rozmawiać? – zapytał dając jej możliwość wybrnięcia z tej sytuacji jak tylko będzie chciała. Chociaż ciekaw był, jak postrzegała swoją rzekomą mentorkę i co takiego ta zrobiła, że widać Wysoka nie miała w stosunku do niej zbyt dobrego nastawienia. Skrzywdziła ją jakoś? Oby nie! Tego z całą pewnością Toń by nie zniósł, bo nie lubił przemocy, czy to fizycznej, czy to psychicznej, a tę widział już w pewnych miejscach. Czy może raczej widział jej skutki.
- Uhm. A chciałabyś, żebym ci coś jeszcze pokazał? Albo coś opowiedział? Śmiało! I tak nie mam z kim dzielić się swoją wiedzą, więc bardzo chętnie pokażę ci to czy tamto – zakomunikował z ciepłym uśmiechem nie chcąc wchodzić w jakieś dysputy na temat Świetlika. Nie podobało mu się to, że ten kocur uczy czegokolwiek Wysoką, ale liczył na to, że nie wtłoczy jej do głowy swoich bezsensownych przekonań. O tym jednakże mógł dyskutować z Jeżyną albo kimś jej pokroju, nie zaś ze swą dawną terminatorką, której nie chciał przypadkiem wyrządzić żadnej krzywdy.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz Płeć: Kocur Matka: Bagno Ojciec: who dis Partner: sb is watchin me
Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
Polowanie. Rzecz tak zwyczajna, a zarazem tak porażająco inna, odrębna od tego, co wcześniej wydawało mu się kompletnie nijakie, powtarzalne. Nie, żeby nadal nie była to konieczna część dnia, chodzi tu bardziej o inny wydźwięk tego zajęcia. Teraz... nie było stosu, ostatniej deski ratunku, gdyby polowanie poszło nie tak. Nie było klanu do wykarmienia. Był tylko on, Śliska, i nadzieja na to, że tym razem się poszczęści i nie będą głodować.
Nie było Klanu, nie było stosu. Były ich własne organizmy, które nikną i wiotczeją od braku pokarmu. Był również brak możliwości na drugą szansę, na krzyk, który być może usłyszy jakiś inny wojownik. Byli sami. A także inne, tak samo wygłodniałe, pozbawione stosu i Klanu koty, gotowe im wydrzeć zdobycz, choćby i z ich własnym życiem włącznie.
Burczało mu w brzuchu. Jeszcze zanim zaczął.
To zły znak.
Skinął głową w stronę siostry, mówiąc jej tym samym, że ich własną, pozbawioną szlachetności członka klanu rutynę czas zacząć. Odetchnął, starając się ze wszystkich sił zapomnieć o ścisku pod mostkiem, i zanurkował w trawie.
//ślizg i mg
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Nie umiała polować i teraz tak jak wcześniej z Klanem Rzeki, tak teraz z Perłową Muszlą żyła kradną jej jedzenie, którym nie powinna się dzielić z córką Ciemniejacego Nieba. Nic nie umie. I musi się dziś tego nauczyć. Nie tylko polowania, nie. Również walki. Jedyne co z walki znała, to parę słabych miejsc i tyle. Z praktyki tylko coś łeb na szyję z Sztormową Łapą. Więc dziś się to zmieni. Albo zmieni w ten sposób, że już nic nie będzie musiała jeść. Czyli nie żyć.
Dziś chciała rozpocząć od walki... Więc szukała dla siebie przeciwnika. Ale żeby jedzenie nie uciekło, była przygotowana. Szła pod wiatr i najciszej jak mogła. Rozgladala się.
//mg please
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
A Tygrys wybrał się ze swoją koleżanką. Kiedy jeszcze należał do klanu, poznał ją i może nawet trochę polubił? Bili się wtedy, on był jeszcze głupszy niż teraz. Chociaż czy da się bardziej? Okazało się, że Ostrężyna także nie należy już do klanu. Kiedy spotkali się niedawno, opowiadali sobie jak to jest. W pewnym momencie pręgua zapytał o polowanie. Teraz nadszedł ten czas. On szedł obok niej, niezdarnie na ugiętych łapach, z ciężarem ciała przesuniętym na tył, a głowę miał wyrównaną z grzbietem, tak samo jak ogon, który nie mógł sobie wisieć. Ściszyl oddech i patrzał pod łapy z nadzieją, że coś zobaczy. Mu tam wisiało czy spotkają przeciwnika czy zwierzynę. Dawno nie jadł, był Chudy i chętnie coś by przekąsił.
/Jezu, gniot ;-;
religion is a breeding grond when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪ teeth as sharp as cathedral spires • slowly
• sinking
• in
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Głód z całą pewnością był doskonałym motywatorem do podjęcia jakichś działań w celu napełnienia brzucha. Dwójka byłych rzeczniaków wyruszyła więc, wspólnie przeczesując tereny przy Topiołkach. Tygrys miał niewiele szczęścia - nie udało mu się wyniuchać niczego, musiał więc iść dalej mając nadzieję na to, że uda mu się coś wytropić. Ostrężyna natomiast wyczuła wątły zapach... czegoś. Gdy jednak ruszyła za nim okazało się, że była to zasuszona, od dawna już martwa żaba, która nie przetrwała gwałtownie zmieniającej się pogody pory nagich drzew. Prócz suchej skóry i kości nie było jednak w tym truchle niczego, więc musiała szukać dalej.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Ah. Nic ciekawego. To... przydałoby się iść dalej? Nie zje przecież skóry żaby. Niby jest głodna, ale chyba nie aż tak... Nie zatrzymała się nawet przed pozostałością żaby. Szła dalej, najciszej jak mogła, starała się nie wychylać, więc głowę i ogon schowała na linii z grzbietem. Łapy nadal miała ugięte. I szła dalej, pod wiatr. By wszystkie zapachy móc poczuć.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Nie znalazł nic... Zawiódł się szybko, bo uznał, że zwierzyna już pouciekała i nie ma czego łapać. Nie wiedział jednak jak jest z Ostrężyną i w sumie gdyby nie ona, to przestałby już polować. Ubzdurał sobie, że ona ma już pełno zwierzyny i pewnie śmieje się z niego jaki to jest tępy. Nie chciał przegrać! Musiał coś upolować! Z nową nadzieją ruszył przed siebie. Szedł pod wiatr, na ugietych łapach, bo w sumie tylko to potrafił dobrze. Nie myślał co by było gdyby spotkał drapieżnika. Pokona go! Bo jest silny. Najsilniejszy.
religion is a breeding grond when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪ teeth as sharp as cathedral spires • slowly
• sinking
• in