Mistrz: top ten anime betrayals Płeć: kotka Matka: Chabrowy Pąk Ojciec: Szemrzący Potok Partner: chaotic gay
A cóż to za niemiłosiernie chude, kanciaste stworzenie? Prawda jest taka, że Bławatek - wbrew temu, co mogłoby sugerować jej imię - zupełnie nie przypomina pięknego i delikatnego kwiatuszka. Już widać, że łapy koteczki będą raczej szczudłowate i nieproporcjonalnie długie w porównaniu do reszty ciała. Ogon ma za to dość krótki, biczowaty, poruszający się bez ustanku, jakby koteczka zamierzała go użyć jako śmigiełka i odlecieć hen, w nieznane. Bławatek to dokładne odbicie Szemrzącego Potoka, tylko że w Chaberkowych kolorach. Dlatego Bławatek jest w znacznej części biała, pokryta intensywnie rudymi plamami tylko na głowie, mordce, łapach, gdzieś w dolnej części grzbietu i na ogonie. Oczy natomiast wkrótce utracą swoją idealnie ciemnoniebieską barwę, żeby nabrać zielonkawego połysku - turkus, śladem matki.
Co to, co robi i czy mogę to zjeść to trzy główne frazy które ulatują z jej pyska od momentu, w którym nauczyła się je wymawiać. Nieskażona angstem optymistka, patrząca na życie przez metaforyczne różowe okulary. Tryska wręcz pozytywną energią wszędzie dookoła, brudu i skazy świata albo nie zauważając, albo zwyczajnie ignorując, żeby nie psuć sobie humoru. Swoją obecność manifestuje otoczeniu głośno i wyraźnie, przeważnie z łobuzerskim błyskiem w oku. Hej ho przygodo, jak to mówią, bo Bławatek nie usiedzi w miejscu dłużej niż na parę sekund, wierci się nawet jak śpi i je, tak jakby miała nieustannie włączony tryb wibracji. A skoro już jesteśmy przy jedzeniu - im więcej tym lepiej. Co prawda córka Chabrowego Pąka wiecznie wygląda, jakby przymierała głodem, ale to wina szybkiego metabolizmu niż faktycznie skromnej diety. Prawdę mówiąc - jest w stanie pochłonąć żarełka za czterech rosłych chłopa, oblizać się i jeszcze poprosić o dokładkę. W końcu bycie żywym sreberkiem jest męczące, a skądś trzeba brać te nieprzerwane pokłady energii, prawda?
- Eee... to dobrze dla ciebie. - odpowiedziała, lekko zbita z tropu faktem, że Kłapouchy znał jej babcię. A ona kojarzyła ją tak średniawo. Przypał. Otrząsnęła się jednak z tego bardzo szybko, spychając ten wątek poboczny na właściwe tory i wysyłając wesołym turkotem lokomotywy daleko poza granice swojej świadomości. W końcu nie przyszła tu żeby rozmawiać z nim o swojej nieżywej babci! Nie miała co prawda konkretnego planu O CZYM przyszła rozmawiać, żadnego planu wydarzeń ani listy do odpykania, ale GDYBY miała, to rozmowa o babci na pewno nie byłaby na szczycie.
- Ja też tak myślałam, a tu widzisz. Ostatni braciszek na placu boju. Ale... cieszę się, że został. - wzruszyła leciutko ramionami. - I nie, er. W sumie tooo... nie sprawdzam krzaków. On już jest chyba za stary na takie czołganie się między gałęziami. - stwierdziła uszczypliwie, z wesołym błyskiem w turkusowych oczach. Świetlikowa Gwiazda, powszechnie znany emeryt. - Jeszcze by mu jakaś kostka w grzbiecie wypadła i o, nieszczęście. I ta jego parchata siostra by się posadziła na tej skale. Ha tfu. - splunęła na przypadkową, Gwiezdnym ducha winną trawkę. Z dwojga złego wolała mendę poznaną i oswojoną, z którą czasem dało się dogadać, ba, poplotkować... niż takiego głupiego pustaka jak Czerwony Mak. Nie wiedziała skąd się kocięta biorą i nie umie ich wychować, więc jak może zarządzać Klanem? Parsk.
- I nigdy nie myślałam, że mi kogokolwiek dadzą. No wiesz. Spójrz na mnie, czy ci wyglądam na mistrza? - zarechotała cicho, kręcąc z lekka biczowatym ogonem. - I yy... przerobiłyśmy już polowanie, muszę ją czasem pilnować, bo lubi się szwędać na granice, a te z Klanem Gromu takie niebezpieczne... ale poza tym jest w porządku. A co u ciebie? Mieszkasz... - zmrużyła oczy, rozglądając się dookoła krytycznie jak perfekcyjna pani domu na łowach - ...ee, tutaj?
we don'tneednoe d u c a t i o n! we don'tn e e dno thoughtcontrol !!!HEY!:'//TEACHERS! ⌊LEAVETHEKIDSALONE⌋
>:Pall in all it's justanotherbrickin the wall :'// >:P all in all you're just anotherbrickin the wall
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń wzruszył lekko barkami, bo naprawdę nie było tutaj o czym mówić, ot, taka po prostu wzmianka. On sam zresztą wychodził z założenia, że skoro się już spotkali, to faktycznie w innych celach niż dyskusje o innych kotach. Chciał wiedzieć, co u niej, ewentualnie co dzieje się w Klanie, na nieco szerzej pojętą skalę. Ciekaw był, czy nie wybuchła jakaś kolejna awantura lub coś podobnego, zastanawiał się, jak ona się trzyma i czy na pewno wszystko w porządku, ale biorąc pod uwagę jej radosny nastrój stwierdził, że niemalże z całą pewnością radzi sobie doskonale i nie daje wchodzić na głowę. To go cieszyło. Bardzo. Liczył na to, że jego przyjaciółka poradzi sobie z wszelkimi przeciwnościami losu i pójdzie dzielnie na przód.
- Nie wątpię, że się cieszysz. Po Osice i Jaśmin pewnie nie ma żadnego śladu? - zapytał jeszcze celowo pomijając Chmielograba, bo nie sądził, żeby Bartek była ciekawa, co dzieje się z tym jej bratem. Chyba że w formie ostrzeżenia, ale teraz rozmawiali jednak o czymś zupełnie innym. Zaśmiał się cicho, na jej uwagę dotycząca Świetlika i poruszył nieznacznie uszami. - Ile on ma właściwie księżyców? Mam tylko nadzieję, że jednak przeżyje siostrę... Czerwia nadal jest, cóż, taka? - rzucił jeszcze, a jego zielone ślepia błysnęły nieznacznie, bo cieszył się, że jego przyjaciółka podchodzi tak, a nie inaczej do kwestii władzy w Klanie Rzeki. Widać była nadal silna i mocno niezależna i pewnie nic nie było w stanie jej powstrzymać przed działaniem na własną łapę.
- Trochę na to jesteś za chuda, ale ostatecznie ujdzie - rzucił nieco zaczepnie przymykając z rozbawieniem oczy, a następnie nastawił znowu uszy, bo podała mu informację, o jakiej nie miał pojęcia. -Niebezpiecznie? Co się dzieje? A ja tak, mieszkam tutaj, konkretniej w tych króliczych norach o tam, urządziłem sobie kilku komorowe lokum, ciepłe i bezpieczne, mam na własność trochę wrzosowisk i tę oto Dziką Plażę. Czyż nie zacnie? - odparł jakby nieco dumny ze swoich włości, chociaż był to bardziej żart niż cokolwiek innego.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Minęło już sporo czasu, od jego spotkania z Lawendą, ale pamiętał o złożonej jej obietnicy. Kiedy mógł zachodził w okolice granic Klanu Wichru i w końcu pewnego dnia spostrzegł swoją znajomą, którą radośnie zawołał i się z nią przywitał czując, że serce mocniej mu bije. W końcu mieli całkiem idealny dzień na tę wyprawę, jaką opisał jej w samych superlatywach. Wciąż jeszcze królowała Pora Nagich Drzew, śnieg zalegał w okolicy, było dostatecznie chłodno, ale nie tak potwornie zimno, by nie móc się nigdzie ruszyć, na dokładkę właśnie zaczęło świecić słońce, więc cała okolica wyglądała niczym z jakiejś niesamowitej bajki. I właśnie o to mu chodziło, by Lawenda zobaczyła jezioro i jego okolice w czasie, gdy skuwa je lód, gdy wszystko wygląda, jakby aż lśniło i było tak czarowne, że Toń mógł patrzeć na całą tę okolicę właściwie w nieskończoność mając wrażenie, że może żywić się jedynie pięknem tego, co go otaczało.
- Będziemy musieli przejść przez Grzmiącą Ścieżkę, ale jest ostatnio bardzo spokojna, nie ma się czego obawiać, jestem pewien. A w okolicach mojego legowiska jest teraz naprawdę niesamowicie pięknie! Jestem pewien, że ci się tam spodoba. Odprowadzę cię potem, żebyś nie musiała sama uważać na potwory - powiedział, gdy już się z nią przywitał i posłał jej szeroki, ciepły uśmiech. Zdawało się, że kocur nieco drży z ekscytacji, tak bardzo chciał, żeby się im udała ta wycieczka i miał nadzieję, że Lawenda ją doceni, że faktycznie będzie jej się tam podobało. Na pewno miała sporo obowiązków jako wojownik, a taka odskocznia była czymś, co mogłoby sprawić jej dodatkową przyjemność. Och, no i mógł sobie z nią porozmawiać, co również było ciekawym doświadczeniem!
- Co u ciebie słychać? Czy masz wielu terminatorów? - zapytał jeszcze, bo chciał się dowiedzieć, czym się zajmuje kocica, czy faktycznie uczy kolejne kociaki, które szykują się do tego, by zostać wojownikami Klanu Wichru. Miał również nadzieję, że Lawenda jest nadal taka radosna jak wtedy, gdy się poznali, i że w jej rodzinie nie dzieje się tak źle jak w Cieniu.
//Lawenda
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawenda wybrała się na samotny patrol. Dawno nie miała takiej okazji. Od ostatniej ceremonii, jej dzień wypełniają treningi. Oczywiście jest fantastycznie i niebieska kotka kocha swoją rolę mentorki, jednak od czasu do czasu musi sobie trochę odsapnąć. Łapki same doprowadziły ją na granicę przy Grzmiącej Ścieżce. Nagle usłyszała znajomy głos i i spojrzała w stronę źródła dźwięku. Wtedy jej szmaragdowe oczy dostrzegły znajomego kota. Co za niespodzianka! Lawendowy Kwiat szybko pobiegła do Tonącego Słońca się przywitać. Miała wrażenie, że nie widziała go całe wieki, bo w sumie taka jest prawda. Dużo księżyców minęło od ich ostatniej rozmowy. Gdy niebieska kotka usłyszała, że mają iść na wyprawę podskoczyła z radości. Uśmiechnęła się promiennie do Tonącego Słońca i nie mogła się doczekać przekroczenia tej przerażającej Grzmiącej Ścieżki. Chciała wiedzieć jak wygląda świat po drugiej stronie. Czy jest równie piękny jak tereny Klanu Wichru? A może jest tam coś, wyjątkowego , coś czego nigdy nie widziała? - Grzmiącą Ścieżkę?- przełknęła głośno ślinę. Niby wie, że tego nie uniknie, a jednak na jej nazwę córce Czyżyka włosy stają dęba. - Dziękuje ci! Jesteś kochany!- powiedziała podekscytowana. Miło jej się zrobiło, jak usłyszała, że Toń odprowadzi ją bezpiecznie na granice. Teraz nie musi się niczego obawiać. Jest pod bardzo dobrą opieką. Zresztą ciekawość poznania świata zawsze będzie silniejsza niż strach. - U mnie wszystko w porządku. Poznałam wiele wspaniałych kotów, nawet udało mi się porozmawiać ze Lśniącą Sadzawką! Dowiedziałam się od niej o medykamentach, które nie są ziołami! Jest to miód, o którym rozmawialiśmy, pajęczyna i mysia żółć, która jest na kleszcze! Mam trzech terminatorów. Dla mnie jest to spora ilość ale przecież niektórzy mają znacznie więcej, także różnie to można interpretować. A ty byłeś mentorem? I opowiedz mi jeszcze, co u ciebie ciekawego słychać! - rozgadała się Lawenda. Jak się poznali niebieska kotka była świeżo mianowaną wojowniczką z jednym terminatorem , a teraz ma pod opieką trzech! Tyle się w życiu Lawendy pozmieniało, że ma o czym opowiadać, ale musi też dać szansę przyjacielowi na wypowiedzenie się jak mu życie mija. Ciekawiła ją jeszcze kwestia czy Tonące Słońca zanim został wygnany miał jakiś podopiecznych. Może zdążył jakiegoś wyszkolić?
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń cieszył się niesamowicie z tego spotkania. Polubił Lawendę, kiedy rozmawiali pierwszy raz i teraz nie mógł się już doczekać, o czym znowu mu opowie, co się u niej zmieniło i czy aby na pewno jest szczęśliwa. Widząc jednak jej uśmiech i entuzjazm kocur porzucił nieprzyjemne rozmyślania na temat stanu Klanu Wichru dochodząc do wniosku, że nawet jeśli nie wszystko jest tam idealne, to z całą pewnością koty tam żyjące są przynajmniej zadowolone z własnej egzystencji. To zaś spowodowało, że w jakimś sensie śmiesznouchy nieco się uspokoił, po rewelacjach Owcy i spotkaniu Perły miał bowiem poczucie, że z Klanami dzieje się coś niedobrego i niepokojącego, a przecież nie o to w tym wszystkim chodziło. Z całą pewnością nie o gnębienie, poniżanie i nadużywanie władzy, co robiły koty zamieszkujące Cień i Rzekę. Nie chciał jednak dyskutować o tym z Lawendą, w końcu przyszedł tutaj z nadzieją, że zabierze ją na wspaniałą wyprawę i sprawi jej, a przy okazji sobie, prawdziwą przyjemność.
- To nic wielkiego, a wolałbym być pewien, że cała i zdrowa dotrzesz z powrotem na wasze ziemie. Nie chciałbym, żeby potem Lśniąca wyrwała mi uszy albo coś podobnego - odpowiedział uśmiechając się do niej ciepło i wskazując jej jednocześnie najbezpieczniejszą, najwygodniejszą drogę w stronę Grzmiącej Ścieżki, którą będą musieli przebyć. Sam przechodził po niej już wielokrotnie i był wyczulony na wiele sygnałów, które być może innym nie mówiły zbyt wiele, wiedział również, że trzeba będzie drogę pokonać tym razem bardziej susami, niż normalnymi krokami z uwagi na zalegający tam śnieg, o czym powiadomił Lawendę. Potem zaś zamienił się w słuch uśmiechając się coraz bardziej promiennie i rzucając jej co jakiś czas ukradkowe spojrzenia.
-O, to wspaniale! I co, Lśniąca chyba nie jest wcale taka straszna, prawda? O mysiej żółci nie wiedziałem! Patrz, teraz ty masz większe doświadczenie niż ja. Podzielisz się ze mną tą tajemnicą? - zapytał niemalże promieniejąc i nie mogąc się doczekać, co ma na ten temat do powiedzenia Lawenda. Potem wydał z siebie westchnięcie sugerujące zadowolenie, a może i zachwyt. - Trzech terminatorów! Opowiedz mi o nich, proszę! Pewnie musisz poświęcać im naprawdę sporo czasu? A ja... Tak, zdążyłem być mistrzem i spotkałem nawet później swoją byłą terminatorkę, mam nadzieję, że dzisiaj jest już wojownikiem i dobrze jej się wiedzie. Wysoka Łapa, tak została nazwana, być może kiedyś spotkałaś ją na granicy? - powiedział i ton jego głosu stał się nieco melancholijny, zaraz jednak otrząsnął się, bo nie chciał za bardzo wracać do tego etapu, żałował, że nie zdołał wyszkolić Wysokiej, że nie zdołał jej prawdziwie pomóc, że nie zrobił dla niej wszystkiego, co zrobić mógł. Teraz jednak nie miał kogo szkolić i nieco mu to doskwierało, było to bowiem ciekawe, całkiem przyjemne doświadczenie. - Wiedziałaś, że walczyłem razem z Lśniącą na waszej granicy z grupą szczurów? - zapytał więc tajemniczo, tak modulując głos, by brzmieć jeszcze bardziej sekretnie, a jednocześnie bohatersko, co nieco go rozbawiło, ale jednocześnie w jakimś sensie mu się podobało. W tym czasie podeszli już do Rowu, a on pokazał Lawendzie, jak najlepiej go pokonać, po czym przysiadł wygodnie przy Grzmiącej Ścieżce.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Córka Mknącego Ptaka zaśmiała się na słowa Tonącego Słońca. Zgadzała się z nim, że Lśniąca Sadzawka nie byłaby zadowolona jakby musiała ją składać do kupy i do tego jeszcze z powodu jej nieostrożności. Wystarczy, że ma do czynienia z różnymi chorobami, jeszcze by jej brakowało rannego pacjenta po wypadku. Niebieska kotka całkowicie zaufała przyjacielowi, gdy ten prowadził ją najbezpieczniejszą ścieżką. Rzeczywiście chwilowo nie było powodów do obaw. Nawet nie było słychać żadnych potworów, co oznacza, że tak jak mówił Toń, rzadko się pojawiają. Lawenda obejrzała się jeszcze za siebie. Chyba nikt nie zauważy jej nieobecności? Zresztą każdy powinien mieć prawo, co jakiś czas się trochę zrelaksować. Następnie Lawendowy Kwiat spojrzała na Toń i odwzajemniła jego uśmiech. Dziś Lawenda bierze urlop, wróci późno i tyle w temacie. - Prawda! Miałeś absolutną racje! Szczerze nie wiedziałam, że jest ona taka rozmowna! Na każde pytanie odpowiadała i wszystko mi wytłumaczyła, ale wyraz jej pyszczka zawsze pozostawał taki sam- powiedziała śmiejąc się. Dla niej jest to zabawne, że nie ważne o czym rozmawia się ze Lśniącą, jej mina pozostaje zawsze taka sama- poważna. Nie wyraża ona żadnych emocji i przez to ciężko ją rozgryźć. Ciekawe jak z brakiem mimiki radzą sobie jej terminatorzy? - Bez przesady, tylko dowiedziałam się, że trzeba przeciąć woreczek z żółcią i wylać jego zawartość na mech. Następnie przykłada się go do kleszczy, które się duszą i same odpadają - powiedziała lekko rumieniąc się. Za dużo nie poszerzyła swojej wiedzy, dowiedziała się raptem o jednej rzeczy więc ciężko jej przyznać, że ma większe doświadczenie niż Toń. - Pierwszą moją terminatorką jest Górska Łapa. Ma ona dużo energii, jest wesoła i pełna entuzjazmu. Właściwie jest podobna do mnie tylko mniej mówi. Została nam już tylko walka i skończymy trening. Drugim podopiecznym, którego otrzymałam to Mleczna Łapa. Jest on małomówny i nieśmiały. Na pierwszym treningu doszło między nami do małego nieporozumienia ale to przez stres. Teraz jest wszystko w porządku. Na ostatniej ceremonii został mi przydzielony Sucha Łapa, mój siostrzeniec. Jest sympatyczny i miły ale z nim dopiero zaczęłam trening więc ciężko coś więcej o nim powiedzieć. Oj, tak. Cały dzień mam wypełniony ale to dobrze, przynajmniej się nie nudzę- opowiadała radośnie. Fajnie jest wychwalać swoich terminatorów i jacy oni są wyjątkowi. Co, prawda Lawendowy Kwiat skłamała w sprawie Wilczomlecza. Nie chciała przyznać, że od urodzenia nie potrafi mówić, przez co, nigdy nie zostanie mentorem. Nie chce go traktować jako gorszego kota. Dla niej jest po prostu dużym, cichym i nieśmiałym Mleczną Łapą, do którego się bardzo przywiązała. Niebieskiej kotce było przykro, że Tonące Słońce nie wyszkolił terminatora. Nie mógł zobaczyć jak przysięga przed całym Klanem i zostaje wspaniałym wojownikiem. Na pytanie kocurka córka Czyżykowego Głosu pokiwała przecząco głową. Akurat od ich ostatniej rozmowy nie miała okazji rozmawiać z żadnym Rzeczniakiem. Jedynie poznała Liściastą Łapę z Gromu. - Nie! Opowiadaj!- ożywiła się Lawendowy Kwiat. Przygodą z Lśniącą? Koniecznie musi jej wysłuchać. Zwłaszcza, że Toń powiedział to w taki tajemniczy sposób, jakby to miał to być jakiś sekret. Lawenda uśmiechnęła się i w jej oczach można było dostrzec błysk. Podobało jej się, że pozna tajemnice Medyczki. Oczywiście nikomu nic nie powie, zachowa to dla siebie. Po chwili jej oczom ukazał się Rów. Niebieska kotka postępowała zgodnie z instrukcjami Tonącego Słońca. Tak jak on przysiadła przy Grzmiącej Ścieżce. Serce zaczęło jej bić jak oszalałe. W oczach dało się zauważyć przerażenie, jednak Lawenda starała się zachować spokój i opanowanie. - Będę dzielna! Dam radę!- powtarzała sobie w myślach.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń podejrzewał, że jeśli Lawenda zniknie na trochę z terenów Klanu Wichru nie stanie się nic złego, tym bardziej, że będzie cały czas przy niej, a następnie odprowadzi ją do domu. Był pewien, że jej nieobecności nie spostrzegą nawet pozostali członkowie jej rodziny, a ona w tym czasie - jak miał nadzieję - będzie się całkiem dobrze bawiła w jego towarzystwie. Mieli sobie na pewno sporo do opowiedzenia, a że oboje byli kotami otwartymi i radosnymi, kocur zakładał, że być może na ziemiach niczyich pokuszą się nawet o jakąś niemądrą zabawę w śniegu, czy coś podobnego. Cieszył się niepomiernie, że Lawenda nadaje na podobnych do niego falach, że jest w stanie się z nią porozumiewać. Na dokładkę nie dopytywała o szczegóły jego dawnego życia, nie obawiała się go i nie kwestionowała tego, co mówił. Być może dałoby się określić to jako swoistą naiwność, ale Toń w ogóle nie myślał o tym w tych kategoriach, był na to bowiem zbyt ciepły i optymistyczny, a poza tym, w jakimś sensie, dobry.
- Może musi być taka poważna, bo jest medykiem? Wiesz, Łosoś też się nie uśmiecha, a jeśli już, to robi to bardzo rzadko - powiedział z namysłem, jednocześnie mrugając do Lawendy, jakby chciał jej dać znać, że nieco sobie żartuje, chociaż w jakimś tam stopniu uważał, że takie coś jest całkiem prawdopodobne. - O! Muszę to koniecznie zapamiętać, a jak znajdziemy jakąś mysz, może pokażesz mi, jak się to robi - dodał zaraz podekscytowany, a jego oczy zabłyszczały, bowiem taka informacja wydawała mu się niesamowicie przydatna. Z jakiegoś powodu spodobało mu się również to, że dzięki jego słowom Lawenda przełamała się i postanowiła porozmawiać z Lśniącą, co chyba było jej małym marzeniem. Nie wiedział do końca dlaczego, ale w jakimś sensie był z tego powodu dumny. - Widzisz, teraz możesz sobie poradzić z niektórymi problemami na gorąco - stwierdził radośnie nim kocica przeszła do opisywania swoich terminatorów, o których słuchał uważnie dostrzegając, jakie to dla niej ważne.
Opowiadała o każdym z takim zapałem, że Toń nie miał najmniejszych nawet wątpliwości, że Lawenda kocha bycie mistrzynią. Doskonale zatem składało się, że przywódczyni Klanu Wichru była skłonna obdarowywać ją kolejnymi uczniami, których ta mogła prowadzić po trudnej i zawiłej drodze do bycia wojownikiem. Skoro zaś była taka pozytywna, taka ciepła i radosna, to zapewne nie miała z tym większych problemów. Podejrzewał, że pomimo początkowych trudności, jej terminatorzy się do niej przekonywali, przywiązywali i chętnie jej wysłuchiwali, co było sporym plusem.
- Chyba ich wszystkich bardzo lubisz! Myślisz, że któryś zostanie wkrótce wojownikiem, czy na to jeszcze jest za wczas? Chciałabyś mieć więcej uczniów? A może zajmujesz się szkoleniem kociąt? - zarzucił ją zatem pytaniami, mniej więcej wtedy, gdy znaleźli się przy Grzmiącej Ścieżce i na chwilę zamilkł. Postanowił odpowiedzieć na jej pytanie, gdy znajdą się po drugiej stronie drogi Dwunożnych. - Dasz radę! - powiedział jeszcze w formie dodania otuchy swej towarzyszce, a gdy był całkowicie pewien, że są bezpieczni, dał pierwszego susa pokazując jej tym samym, jak przebyć Grzmiącą Ścieżkę, wskazał jej właściwą drogę, a potem poczekał na nią po stronie Ziem Niczyich, gdzie uśmiechnął się do Lawendy promiennie.
- I już! Widzisz, wszystko poszło dobrze, możemy iść dalej - obwieścił starannie obierając kierunek i wskazując jej przejście, które wiodło w okolicę jego legowiska i Dzikiej Plaży. - A jeśli chodzi o szczury... Poszedłem spotkać się z Lśniącą, bo już dawno umówiliśmy się, ze razem poszukamy ziół. Wszystko szło całkiem dobrze, a tu nagle spod krzaka wypada na mnie sześć szczurów, które chyba nie miały zbyt dobrej celności albo niedowidziały, a może oczy miały rozstawione na boki, bo na całe szczęście nie zrobiły nam zbyt wiele krzywdy! A Lśniąca pobiegła potem po medykamenty do obozu i zrobiła mi opatrunek, przy okazji nauczyła, jak się to robi i czego się używa na takie pogryzienia, jakie wtedy miałem. E, draśnięcie! Na łapie, bądźmy dokładni.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Wypowiedź Tonącego Słońca ma sens. Może Medycy muszą być poważni żeby byli wiarygodni? Dzięki temu wyglądają na opanowanych i ogólnie na profesjonalistów. Skoro Łososiowa Łuska zachowuje się podobnie to coś w tym musi być. Gdy Toń do niej mrugnął Lawenda zastanawiała się czy mówił naprawdę czy to był tylko żart. Najlepiej uznać, że prawda leży po środku. Na kolejne słowa przyjaciela Lawenda spuściła głowę i popatrzyła w ziemię. Musi niestety rozczarować Tonące Słońce. Wzięła głęboki oddech i lekko uśmiechnęła się. - Lśniąca Sadzawka tylko mi o tym powiedziała, praktycznie tego nie robiłam... ale nie zaszkodzi spróbować! - zaczęła niepewnie, jednak później dokończyła zdanie z charakterystyczną dla niej wesołością. Przecież mogą znaleźć mysz, rozpruć ją za pomocą pazura i znaleźć żółć. Wykonanie wydaje się bardzo łatwe, tylko Lawenda nie ma pojęcia gdzie ona się znajduje. Nie posiada wiedzy, gdzie umiejscowiony w ciele jest pęcherzyk żółciowy, a w nim cenna substancja. Zna lokalizacje podstawowych narządów, takich jak serce, płuca, żołądek ale pęcherzyk żółciowy? - Niby tak, ale nie wiadomo jak to wyjdzie w praktyce, czy przypadkiem nie dam się ponieść emocją- zaśmiała się. Niebieska kotka nie może przewidzieć swojego zachowania, ponieważ jeszcze nie była postawiona przed taką sytuacją. Czy zachowa zimną krew czy spanikuje? Może kiedyś uda jej się odpowiedzieć na to pytanie. Jedno jest pewne, Lawendowy Kwiat bardzo przeżywa śmierć bliskich. Nie potrafi ukryć łez, bólu i cierpienia. Mimo upływu czasu i przykrego doświadczenia Lawenda nadal nie potrafi pogodzić się ze stratą i przeżywa wszystko tak samo. Nie może się na to uodpornić. - Bardzo! Czasem mam wrażenie, że martwię się o nich jak ich własna matka! Górska Łapa powoli kończy trening, myślę, że do następnej ceremonii się wyrobimy! Chyba nie chciałabym mieć więcej uczniów. Trzech w zupełności mi wystarcza! Jak już Strumień zostanie wojowniczką to wtedy na jej miejsce chętnie bym kogoś dostała. Oczywiście jeśli Malinowa Gwiazda przydzieli mi kolejnego terminatora, to z wielką chęcią i zapałem go wyszkolę! A co do nauk to prowadziłam je jak jeszcze byłam terminatorką. Miałam dwóch podopiecznych i w sumie nie zaszkodzi mi wziąć kolejnych!- odpowiedziała na wszystkie pytania. Jeśli chodzi o ceremonia to Lawenda miała na myśl mianowanie miotu Pomarańczowej Skórki i Czerwonego Pazura. Również zasugerowała, że mogłaby porwać jednego kociaka na nauki z tej właśnie rodziny.
Przyszedł ten moment, którego Lawendowy Kwiat obawiała się najbardziej. Na pocieszające słowa Tonącego Słońca, pokiwała tylko głową. Uważnie obserwowała jak przyjaciel pokonuje Grzmiącą Ścieżkę. Trwało to tylko kilka uderzeń serca i szczęśliwie czekał na nią po drugiej stronie. Teraz przyszła kolej na nią. Córka Mknącego Ptaka napięła wszystkie mięśnie i wzięła głęboki oddech. Wyskoczyła na drogę i wykonywała te same ruchy, co Toń. Czuła potworny smród w nozdrzach, od którego zrobiło jej się niedobrze. Poduszeczki łap zaczęły się buntować i wyrażały swoje niezadowolenie podłożem. W końcu szybko bijącym sercem niebieska kotka znalazła się po drugiej stronie cała i zdrowa. Z emocji nie usłyszała kolejnych słów Tonącego Słońca. Była w szoku. Po raz pierwszy nie licząc wyprawy Klanów zapuściła się tak daleko. Nagle wszystkie negatywne emocje opadły i wypełniła je czysta radość. - Udało mi się! Przeszłam przez Grzmiącą Ścieżkę! Witaj przygodo! Piękny świecie nadchodzę!- powiedziała podekscytowana i parę razy podskoczyła z emocji. Miała wrażenie, że zaraz eksploduje z radości. Uspokoiła się dopiero, kiedy Toń zaczął obierać kierunek. Ruszyła za nim rozglądała się dookoła ciesząc oczy nowymi widokami. Gdy przyjaciel zaczął opowiadać historię o szczurach Lawenda przeniosła na niego wzrok i uważnie słuchała. - Sześć szczurów! Ojej! Dobrze, że sobie z nimi poradziliście! Bardzo bolało to pogryzienie? Jakby nie patrzeć dodatkowym plusem tej przygody było to , że nauczyłeś się robić opatrunki- powiedziała współczującym głosem. Taki miły, pogodny i kochany Toń, a szczury go tak okrutnie potraktowały! Oburzające! Nie zasłużył sobie na pogryzienie!
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Tak właśnie pewnie było, prawda leżała gdzieś pośrodku. Medycy w większości przypadków byli poważni, zadawali zachowywać się tak, jakby nigdy nie wychodzili z roli i Toń nie kłamał mówiąc, że właściwie nigdy nie widział Łososia uśmiechającego się jakoś inaczej, niż w ten swój sposób przywodzący na myśl grymas bólu. Zdawało mu się, że uzdrowiciel Klanu Rzeki jest niczym skamieniały, jakby nie potrafił albo nie chciał wykrzesać z siebie żadnych emocji. Oczywiście - poza tą chwilą, gdy Łosoś znalazł go na ziemiach niczyich i z wielkim wzburzeniem wypytywał go o to co zrobił, co spowodowało, że znalazł się poza Klanem jako wygnaniec. To był chyba pierwszy raz, kiedy Toń tak naprawdę widział w nim jakieś emocje, kiedy dostrzegł, jak przyjaciel się o niego troszczy, a jednocześnie gniewa się na niego, chociaż chyba oboje zdawali sobie sprawę z tego, że Kłapouchy nie mógł postąpić inaczej.
- Ale posiadasz już część wiedzy, od czegoś trzeba zacząć - powiedział na to i niepewnie, jakby nie miał pojęcia, jak zareaguje, ale jednocześnie dość spontanicznie, trącił ją barkiem w bok. W przyjacielskim geście, którego nie obawiałby się użyć w stosunku do Bartka, z którą się wychował i którą uważał za najlepszą przyjaciółkę na świecie. Nie mógł jednak mieć pewności, jak Lawenda zareaguje na podobne spoufalanie się. Niemniej jednak nie mógł powstrzymać tego całkowicie miłego, ciepłego odruchu i miał nadzieję, że kocica to doceni.
- Myślę, że to właściwie całkiem dobrze, no wiesz, w końcu mistrz zostaje najczęściej kimś jak trzeci rodzic, chociaż dla mnie Jeżyna była bardziej jak starsza siostra. Pamiętam, jak się z nią kłóciłem, że nie wsadzę łapy do wody, nie po tym, jak wyszedł z niej kiedyś bóbr, a potem... zrobiłem to i wyłowiłem rybę - powiedział uśmiechając się promiennie do swoich wspomnień. Chociaż dla niektórych zachowanie Jeżyny z tamtego dnia byłoby pewnie karygodne, niegodne mistrza, niegodne wojownika, dla niego było czymś najlepszym na świecie. Dodało mu wiele sił, zmusiło do tego, by iść na przód, w sposób dosłowny również i dzięki temu teraz się nie wahał, nie bał i potrafił żyć sam, radzić sobie sam. Wszystko zawdzięczał tej twardej kocicy, która krzywiła się często, gdy z nim rozmawiała, ale poważnie traktowała jego słowa i uwagi. Brakowało mu Jeżyny, jej obecności, jej twardego charakteru, brakowało mu też innych kotów z Klanu, ale w jakimś sensie się z tym pogodził. - Macie teraz w Klanie kocięta? - zapytał całkiem prosto uśmiechając się znowu do Lawendy, która zdawała się cała promienieć od tego opowiadania o swoich uczniach i chociaż gdzieś głęboko Toń nieco jej zazdrościł, to w gruncie rzeczy słuchał jej z zaciekawieniem, z prawdziwym zainteresowaniem.
Obserwował ją uważnie, gdy kocica ruszała przez Grzmiącą Ścieżkę, gotów ruszyć jej na ratunek, gdyby tylko tego potrzebowała, ale metaforycznie zaciskał kciuki z całych sił mając nadzieję, że Lawenda poradzi sobie sama. Gdy do niego dobiegła i zaczęła się tak cieszyć, sam również podskoczył podekscytowany, a na jego pysku wykwitł niesamowicie szeroki, przyjazny uśmiech, zaś jego oczy zabłyszczały mocno, pełne prawdziwego zadowolenia. Cieszył się, że kocicy się udało, że pokonała w pewnym sensie własny lęk, a teraz mieli przed sobą prawdziwą, niezapomnianą wyprawę, jaka powinna jej się spodobać.
- O, nie. Po urwanym ogonie już żadna rana nie boli - powiedział nieco przekornie i znowu do niej mrugnął, jakby chciał pokazać, że tylko tak mówi. Prawdą jednak było, że takie draśnięcia nie robiły na nim aż tak wielkiego wrażenia. Bardziej zmęczył się ganianiem za szczurami, niż znoszeniem rozcięcia na skórze. - Aha, to prawda! Teraz poradzę sobie jakoś sam w kryzysowej sytuacji, a to bardzo ważne. Czasami zastanawiam się, dlaczego nie uczy się wojowników, żeby oczyszczali rany i w miarę możliwości okręcali je pajęczyną nim dotrą do medyka - mruknął nieco w zamyśleniu, przez co potknął się i zjechał prędko ze wzniesienia, by wylądować ostatecznie w śniegu, z którego nieco się otrzepał i zaczął głośno się śmiać.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Tonące Słońce ma racje. Lawenda ma pewne podstawy, a to już coś. Wie mniej więcej jak wyglądają zioła i na jakie dolegliwości pomagają. Fajnie by było gdyby mogła zobaczyć je na żywo. Niby zwiedzała lecznicę ale tam znajdowało się zbyt dużo ziół aby mogła je ogarnąć i jeszcze nie chciała nadużywać cierpliwość Lśniącej Sadzawki, która nie przepada za zwiedzającymi. Także wycieczka była krótka ale Lawenda ma nadzieje, że kiedyś wpadnie na dłużej do leczniczy aby chociaż dotrzymać towarzystwa jakiemuś choremu kotu. Ogólnie to Lśniąca wyraziła zainteresowanie aby zabrać Lawendowy Kwiat na zbieranie ziółek. Córka Czyżyka nie może się doczekać, kiedy to nastąpi. Gdy Tonące Słońce trąci ją barkiem, ona odwzajemniła się tym samy posyłając przyjacielowi promienny uśmiech. - Wow! Miałeś odwagę kłócić się ze swoim mentorem! Ja bym chyba nigdy się nie odważyła, chociaż rzeczywiście jakbym miała traumę to może... Gratulacje, że przezwyciężyłeś lęk. Jesteś naprawdę odważny!- powiedziała z podziwem. Lawenda pamięta jak Tonące Słońce opowiadał jej tę straszną historie, kiedy bóbr odgryzł mu ogon. O późniejszym lęku do wody nie wspominał ale dobrze, że go pokonał. - Nauczyłbyś mnie łowić ryby? Miękki Obłok już nauczył mnie teorii, teraz tylko muszę wykorzystać to w praktyce. Wiele kotów mi obiecało, że mnie zabierze na połów i żaden do tej pory tego nie zrobił. Proszę!- powiedziała patrząc na Toń błagalnym wzrokiem. Od kociaka chciała łowić ryby. To wszystko przez Miękkiego, który zachęcił ją swoimi umiejętnościami. Później na łowienie miała iść ze Kwitnącą Łapą, Szczypiorową Łapą, Jesionową Korą i do dziś cisza. Lawenda ma jeszcze cichą nadzieje, że Krzykliwa Mewa nauczy ją pływać ale czy w Porze Nowych Liści będzie miała siłę na takie rzeczy? Czy jeszcze będzie w Klanie Wichru? - Mamy! Jeden miot niedługo skończy cztery księżyce! Z niego poznałam trzech na sześciu kociaków, jak dla mnie do świetny wynik- pochwaliła się córka Mknącego Ptaka. Dawno nie była tak na bieżąco z miotami jak teraz, zwłaszcza, że osobiście poznała połowę jego przedstawicieli. Udało jej się porozmawiać z Dynią, Pustułką i Miodek, natomiast na ceremonii na pewno pozna resztę, chyba, że wcześniej przygarnie kogoś na nauki.
Na wieść o urywanym ogonie po ciele niebieskiej kotki przeszedł dreszcz. Nawet nie potrafiła sobie wyobrazić jaki to jest ból. Sama nie zaznała nigdy poważniejszych ran więc nie wie jakie to uczucie. - To dobry pomysł! Dlaczego nikt wcześniej na niego nie wpadł! Medyk mógłby nauczyć... - nie dokończyła zdania, ponieważ Tonące Słońce jak na sankach zjeżdżał ze wzniesienia. Po kilku uderzeniach serca znalazł się w śniegu. Lawenda widząc, że nic mu się nie stało i się śmieje krzyknęła do niego ,, uwaga'' i również zjechała. Pyszczek ze śmiechu jej się nie zamykał. Ostatecznie wylądowała w zaspie. Otrzepała się ze śniegu i uśmiechnęła się do Toń. Najchętniej to by zjechała jeszcze raz ale lepiej iść dalej, bo może przydarzy im się coś jeszcze ciekawszego? - To było niesamowite! A wracając do naszego tematu, myślisz, że Medyk mógłby nauczyć wojowników opatrywać rany, a oni przekazywali by tę wiedzę na treningach? Przeszło by coś takiego w Klanie?- zapytała o zdanie przyjaciela. Dla Lawendowego Kwiatu ten pomysł był wspaniały! Zaangażowałaby się w jego realizację o ile Przywódczyni i Medyczka zgodziłyby się.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Nie od razu Rzym zbudowali. Toń na własnym przykładzie mógł pokazać, że chociaż nie zna wszystkich ziół, że chociaż nie przysiadł na zadzie i nie wybłagał u Łososia opowiedzenia mu o wszystkim, co ten wie, to jednak coś tam umiał, był w stanie rozpoznać kilka ziół, posiadał również wiedzę na temat tego, jak je zbierać i do czego służą, jak je wykorzystywać. Nie było ich z całą pewnością zbyt wiele, ale był uparty i zamierzał tak długo szukać potrzebnej mu pomocy, aż będzie mógł uznać, że sam został dość dobrze wykwalifikowanym uzdrowicielem. Wiedział, że szukanie ziół przy obecnej aurze nie jest najlepszym pomysłem, w końcu większość z nich pomarła albo zmarniała, czekał więc z nadzieją na Porę Młodych Liści jednocześnie wypatrując możliwości spotkania z Lśniącą albo Łososiem. Mógł oczywiście szukać pomocy u medyka Cienia albo dowiedzieć się, czy ktoś z Gromu nie podzieliłby się z nim swoją wiedzą, mógł chodzić do Krzywuchy, ale z oczywistych względów lepiej było próbować polegać na tych, których już znał.
- Jeżyna jest niesamowicie twardą wojowniczką, silną i odważną, ale w pewnym sensie byłem wtedy strasznie uparty, poza tym na samą myśl o wodzie robiło mi się słabo. Jeżyna mnie zdenerwowała, chyba podburzyła i jakoś tak po prostu wsadziłem tę łapę do wody. Teraz już tak bardzo się nie boję, pływam i nie myślę o tym, że za chwilę pojawi się bóbr. Poza tym chyba byłbym gotów odgryźć mu ogon! - zakomunikował na to śmiejąc się ciepło, ale w pewnym sensie aż pokraśniał z radości na jej słowa. Tak, przezwyciężył lęk, nie samemu, bo w końcu zawdzięczał to Jeżynie, ale teraz już w ogóle o tym nie myślał, ba, śmiał się nawet z tego, co go spotkało w młodości, był w stanie mówić, że powinien nazywać się Bobrzy Ogon. To go wyzwalało, w jakiś dziwny sposób. - Możemy, ale lepiej nie teraz, kiedy woda jest taka zimna i częściowo zamarznięta! Kiedy zrobi się cieplej chętnie pokażę ci, jak należy to robić, to w sumie nic trudnego, powiedziałbym nawet, że to bywa nudne - odpowiedział entuzjastycznie, ale widać było, że mimo wszystko dla niego większą przygodą byłoby uczenie Lawendy, jak się łowi ryby, niż ich rzeczywiste łowienie. W końcu dla Toni stanowiło to codzienność, a nawet jeśli nie, to coś, co robił od dawna i było to dla niego równie proste jak polowanie na zwierzynę lądową. Dla kocicy był jednak w stanie zabrać się za nauczanie łowienia, jeśli tylko mógł sprawić jej tym przyjemność, a na dokładkę mógł również dać jej nowy oręż do łapy, dzięki któremu zapewniłaby Klanowi pożywienie w trudniejszych warunkach.
- Cieszę się, że Klan Wichru ma się w takim razie dobrze - powiedział pogodnie, ale całkiem poważnie i zdecydowanie bez cienia jakiejkolwiek zazdrości, po prostu podobało mu się to i uważał, że tak być powinno. Lawenda się cieszyła, a nie sądził, by była taka entuzjastyczna, gdyby w jej rodzinie działo się źle, gdyby traktowano ich źle albo chociaż krzywo na nich patrzono. - Pewnie chcesz znać wszystkie! Ciekawe, czy w Klanach są takie koty, które faktycznie znają wszystkich innych, jak myślisz? I co, lubisz te kociaki? - odpowiedział właściwie z miejsca ciekaw, co może mu jeszcze opowiedzieć. Był w tej chwili niczym gąbka, nastawiał uszu skłonny łowić każdą informację, bo chociaż kochał przygody i cieszył się niesamowicie na tę wycieczkę, to cieszył się również na to, że Lawenda po prostu z nim będzie rozmawiać, że będzie opowiadać o tym, co dzieje się w jej życiu. Będzie mógł kogoś słuchać i z kimś dzielić się własnymi myślami!
Zjechał z górki i w sumie czuł się z tego powodu jeszcze bardziej zadowolony. Zaśmiał się, gdy Lawenda powtórzyła jego zachowanie i chyba czerpała z tego całkiem sporo przyjemności, nastawił uszu, by wysłuchać tego, co ma do powiedzenia, ale zanim jej odpowiedział i zanim ruszyli dalej, rzucił zaczepnie w jej stronę śniegiem zastanawiając się, czy kocica odpowie mu tym samym. Czuł się teraz, jakby był jeszcze młodszy niż był naprawdę, może jakby był dopiero co mianowanym terminatorem, czy coś podobnego? Sam nie wiedział, ale cały był przepełniony pozytywną energią i szczęściem.
- Myślę, że wszystko zależałoby od medyka, tak naprawdę, ale według mnie to jest doskonała myśl, przynajmniej wtedy ranni członkowie Klanu nie przychodziliby z zabrudzonymi ranami, nie krwawiliby po drodze zostawiając śladu dla drapieżników... Mnóstwo korzyści! - zakomunikował z początku dość spokojnie, ale potem wykazywał coraz więcej entuzjazmu związanego z tym zagadnieniem, chociaż pozostawał czujny i czekał, czy Lawenda zaraz nie postanowi wytarzać go w śniegu za takie bezczelne zaczepki.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowy Kwiat uważnie słuchała wypowiedzi na temat Jeżyny. Nawet jej nie znała, a już zaczęła ją podziwiać. Twarda, silna i odważna, to po prostu kotka, która twardo stąpa po ziemi i wie czego chce. Po sobie córka Czyżyka nie może tego powiedzieć ale za to ma inne cechy, które mogą ją wyróżnić wśród wojowników. - Wow! Jeżyna to naprawdę wspaniała kotka! I nie boisz się, że znowu bóbr mógłby ci zrobić krzywdę?- zapytała przejęta. Ona przed tymi zwierzętami uciekała by gdzie pieprz rośnie. Raczej nie byłaby wstanie spotkać się z bobrem w cztery oczy. A z drugiej strony, co ma Toń do stracenia? Nie ma już ogona, więc zwierzę nie będzie miało, co mu odgryźć, chyba, że... - Czy bóbr jest wstanie odgryźć łapę?- wypaliła nagle. W głowie jej się taki scenariusz nie mieści ale może być prawdziwy. Nigdy nie miała bliższego kontaktu ze ssakiem, więc nie wie jakie jego zęby mają możliwości. - Naprawdę?! Dziękuje! Wiem, że dotrzymasz słowa! Nudne? Dla mnie pływanie i łowienie, to coś fascynującego ale pewnie masz rację, jak się pływa codziennie to brzydnie- powiedziała pogodnie. Bardzo się cieszy, że Tonące Słońce nauczy ją pływać. Wierzy mu, że dotrzyma słowa. Obiecał, że zabierze ją na wycieczkę i właśnie to robi! Dlatego jemu może w stu procentach ufa. Zdziwiła się trochę, że Toń uważa omawiane czynności za nudne, choć rozumiała go. Jak się codziennie wykonuje się to samo, to po pewnym czasie nie daje satysfakcji i męczy. Na następną wypowiedź Toń niebieska kotka pokiwała energicznie głową. W Klanie Wichru wszystko działa tak, jak powinno. Mają Przywódczynię, Zastępce oraz Medyka, kocięta regularnie się rodzą, a wojowników przybywa. Klan żyje swoim spokojnym życiem. - Bardzo bym chciała wszystkich poznać, niestety dzień jest za krótki. U nas Sokoli Cień zna wszystkich! Może nie osobiście ale z widzenia! Sam mi to powiedział! Myślę, że Przywódcy znają wszystkich mniej więcej, bo przecież jakoś muszą dobierać terminatorom odpowiednich mistrzów- zakończyła niepewnie. Zastanawiała się czy ma rację, że Przywódcy dobierają pod względem charakteru ucznia do mentora. Według niej nie powinno być to widzi mi się Gwiazdy, a może tak jest? Lawendę ogarnęły wątpliwość. Jeśli Malinowa Gwiazda wie, że Mleczna Łapa nie umie mówić, to dlaczego ona go właśnie dostała? Niedoświadczona, młoda wojowniczka? Te przemyślenia utwierdzają niebieską kotkę, że Przywódca może dobierać koty przypadkiem. - Prawda?- dodała po dłuższej chwili. Koniecznie musi wiedzieć jakie Tonące Słońce ma zdanie na ten temat.
Córka Mknącego Ptaka oczekiwała odpowiedzi ale zamiast ją otrzymać dostała śniegiem. Spojrzała na Toń z poważna miną i przymrużyła oczy. Ach, więc tak się bawimy? Odwróciła się do przyjaciela tyłem i przednimi łapami zaczęła w jego stronę ,, kopać'' śnieg tak, że przelatywał jej pomiędzy tylnymi kończynami. Gdy już zapas białego puchu się wyczerpał spojrzała na Toń uśmiechnięta od ucha do ucha. Oczywiście początkowa poważna miną była tylko udawana i miała nadzieje, że Tonące Słońce zbytnio się nią nie przejął. - Też tak uważam. Spróbuje na ten temat porozmawiać z Sokolim Cieniem. On na pewno mnie wysłucha, tylko czy zaakceptuje ten pomysł? W każdym razie zaproponuje mu takie rozwiązanie!- powiedziała z entuzjazmem. Jest pewna, że Zastępca jej wysłucha, w końcu jest jej bratem. Problem polega na tym, czy spodoba mu się ten pomysł. Sokół nie jest entuzjastycznym kotem ale może będzie zachwycony? Najchętniej to niebieska kotka porozmawiałaby z nim od razu, ale nie chce mu zawracać głowy, kiedy ma na niej ważniejsze sprawy. Także to może zająć trochę czasu zanim spotka się ze starszym bratem.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Tak, ale niektórych przerażała i podejrzewam, że uznałabyś ją za mało kulturalną i obytą jednostkę - stwierdził nieco rozbawiony myśląc o swej mistrzyni, którą uważał nawet za kogoś w rodzaju swojej przyjaciółki. Nie miał co prawda pojęcia, co dokładnie czuła do niego Jeżyna, tym bardziej po tym, jak został wygnany, ale ponieważ ta chciała z nim rozmawiać, podejrzewał, że jej żal skupił się zupełnie gdzie indziej. Tak samo złość, a kiedy kocica się gniewała, lepiej było schodzić jej z drogi. Miał jedynie nadzieję, że w razie czego jego mistrzyni nie poniosła konsekwencji swych słów, które mogłyby sprowadzić na nią gniew zadufanych w sobie przywódców Klanu Rzeki.
- Gdyby próbował, tym razem bym uciekał albo się bronił, pokazałbym mu, że ja też mam ostre zęby - powiedział nieco jakby rozbawiony, ale jednak tym razem był poważny, co dało się wyczytać z jego spojrzenia, które na jedno mgnienie oka stwardniało pokazując, że Toń nie był aż tak miękki, jak mogło się wydawać. Kiedyś, gdy walczył z łasicą, pozbawił ją łba dochodząc do wniosku, że będzie to najprostszy sposób pozbycia się przeciwnika, w walce ze szczurami rzucał nimi jak kukiełkami, byle wydusić z nich życie. Był ciepły i łagodny, ale był również drapieżcą szkolonym do tego, by bronić nie tylko swojego życia, ale również innych. - I tak, Lawendo, sądzę, że by mógł - dodał ciszej, tym razem już zdecydowanie poważnie, po czym rzucił prędkie spojrzenie w stronę, gdzie znajdowały się obecnie właściwie jedynie długie włosy świadczące o tym, że dawniej wyrastał w tym miejscu jego ogon. Nie cierpiał z powodu jego braku, rozmowy o nim traktował żartobliwie, ale raz na jakiś czas zastanawiał się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby wtedy wszystko potoczyło się inaczej, gdyby nie postanowił łowić ryb w obozie.
- Dla ciebie to będzie fascynujące, przynajmniej na początku, ale jak już będziesz siedziała z łapą w wodzie i będziesz czekała na to, co dalej, to uznasz to za równie ciekawe, co czekanie przy kopcu kreta - zakomunikował po chwili już swobodniej i cieplej, nieco zaczepnie, by dobrze zobrazować jej to, o co mu chodziło. Mrugnął jednak na znak, że się zgadza i dotrzyma oczywiście swej obietnicy, bo pod żadnym pozorem nie zamierzał jej łamać wychodząc z założenia, że jednak takie słowa są czymś na kształt swoistej świętości. Chciał zapytać ją, kim właściwie jest Sokoli Cień, ale w tym czasie zadała mu inne pytanie i uznał, że należy udzielić odpowiedzi zgodnie ze swoim przeświadczeniem, a nie doświadczeniem, którego w gruncie rzeczy właściwie nie posiadał.
- Myślę, że przywódcy znają mimo wszystko kocięta, a przynajmniej na pewno wysłuchują ich rodziców, żeby wiedzieć, komu je przydzielić, chociaż czasami pewne wybory są pewnie dość kontrowersyjne, ja też nigdy nie przypuszczałem, że będę w stanie porozumieć się z Jeżyną - powiedział w końcu, a potem musiał splunąć śniegiem, bo Lawenda przypuściła na niego całkowicie niespodziewany atak, który zakończył się dla niego byciem bałwanem. Musiał cały się otrzepać ze śniegu, który na niego narzuciła, a następnie zamrugał przymykając po chwili ślepia i widać było, że gotuje się do dalszej zabawy.
- Ach, czyli Sokoli Cień to wasz zastępca, tak? To ty go znasz, więc spróbuj teraz sama odpowiedzieć na to pytanie, co byś zrobiła, gdybyś była nim? Bawiłaś się kiedyś w coś takiego? - spytał podchodząc do niej powoli, a potem nagle klepnął ją łapą w bark, jak kiedyś robił z Bławatkiem i ruszył przed siebie biegiem przeskakując w śniegu. - Złap mnie!
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
To zmienia postać rzeczy. Skoro Jeżyna nie była kulturalna to znaczy, że nie jest wspaniałą kotką, godną naśladowania. Ciężko stwierdzić, co Tonące Słońce miał na myśl mówiąc przerażająca. Z wyglądu czy może zachowania, mimiki pyska? W Wichrze Sokoli Cień wydaje się przerażający, a tak naprawdę jest sympatyczny i konkretny. Zajęczy Sus również może przerażać swoim wyglądem, ponieważ nie ma jednego ucha. Za to Lśniąca Sadzawka zniechęca swoją mimiką, która cały czas jest taka sama. - Przerażała wyglądem czy zachowaniem?- zapytała Lawenda. Skoro już snuła domysły na ten temat i znajdowała przykłady w swoim Klanie to warto zapytać czym tak naprawdę przerażała, oczywiście jak to Toń podkreślił niektórych. - Masz rację! Nie wolno okazać słabości! Trzeba pokazać na co nas stać! - powiedziała poważnym tonem głosu i uniosła dumnie głowę. Jest wojowniczką, nie powinna się bać drapieżników, dlatego w pełni zgadza się z reakcją Tonącego Słońca. Musi brać z niego przykład! - Na Klan Gwiazdy!- zareagowała. Taki niby bóbr, a jednak mógłby łapę odgryźć. Niebieska kotka zamyśliła się. Wyobraziła sobie siebie spokojnie pływająca w rzecze, a tu nagle coś pozbawia jej kończyny. Zaczyna się topić i wokół niej powstaje czerwona plama. Córka Czyżyka szybko pokręciła głową, aby odpędzić mroczne myśli. Właśnie Tonące Słońce ostudził jej zapał do pływania ale mimo wszystko i tak zaryzykuje.
Na kolejne słowa przyjaciela Lawenda zaśmiała się. Przypomniało jej się pierwsze polowanie. Ojej! Ono było tak dawno temu, ale zawsze będzie się wydawać jakby było wczoraj. - Wiesz, mogę ci się pochwalić, że na pierwszym polowaniu natknęłam się na kopiec kreta. Usiadłam i czekałam aż zwierzę wyjdzie. Dobrze, że po jakimś czasie się poddałam, bo bym wróciła do Obozu z pustymi łapkami! - powiedziała z entuzjazmem. Szkoda, że nie udało jej się wtedy upolować tego kreta. On po prostu pojawił się i zniknął. Niebieska kotka nie miała żadnych szans na złapanie go, ale próbowała. Miała nadzieje, że jeszcze wystawi swój łepek na zewnątrz i go dorwie.
Córka Mknącego Ptaka pokiwała głową, gdy Tonące Słońce skończył mówić. Teraz jest już spokojna, że Mleczna Łapa nie trafił pod jej opiekę przypadkiem. Albo Malinowa Gwiazda dała jej tak odpowiedzialne zadanie albo rodzice Wilczomlecza stwierdzili, że ona się nada. Nie ważne , co wpłynęło na taką decyzje, liczy się fakt, że zaufano Lawendzie w tej kwestii. Kontratak udał się niebieskiej kotce. Ona dostała mało ilością śniegu, natomiast Toń przez nią stał się bałwanem. Bardzo ładnie jego oczy się prezentowały na tle bieli. Bardziej się odbijały niż na prążkowanym kolorze futra. - Tak, to nasz Zastępca. Co ja bym zro...- nie dokończyła zdania, ponieważ Tonące Słońce klepnął ja niespodziewanie w bark i ruszył przed siebie. Lawendowy Kwiat po chwili ruszyła w pościg za nim. Wiedziała, że Toń nie ma z nią szans. W końcu jest mistrzynią prędkości. Dogonienie go nie zajęło Lawendzie długo. Jeśli Toń czegoś nie wymyśli to jest na wyciągniecie łapy. Chyba, że gdzieś skręci lub wykona jakiś inny, nieprzewidywalny ruch.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Trudno było opisywać pewne rzeczy, nie ma co! Jeżyna była przerażająca, to prawda, ale była twardą wojowniczką, którą nauczono siły, posłuszeństwa i pewnie zamiłowania do walki, ale jednak nie była tak okrutna, jak Czerwia, którą Toń miał w poważaniu. Siostra przywódcy nie budziła jego sympatii i nie rozumiał dlaczego pełniła rolę zastępcy, skoro tak naprawdę nie dbała o własny Klan i chciała jedynie, by wszyscy, którzy w nim żyli, zachowywali się jak maszyny skłonne wykonywać bez namysłu jej polecenia. Kocur zastrzygł lekko uszami, gdy Lawenda zadała swe pytanie i na dłuższą chwilę pogrążył się wyraźnie w zamyśleniu, starając się najpewniej dobrać odpowiednie słowa opisujące to, co czuł względem Jeżyny i jak kocica mogła być postrzegana przez inne koty.
- Jeżyna jest twardą wojowniczką, nie lubi, kiedy jej się dmucha w nos, ale uważam, że mimo wszystko jest sprawiedliwa i nie jest aż tak okropna, jak niektóre koty. Nie lubi się uśmiechać, nie wiem, czy kiedykolwiek widziałem, żeby to robiła, jest raczej, bo ja wiem, taka skwaszona. Ale uważam, że w głębi serca jest naprawdę dobrym kotem - zakomunikował w końcu starając się jak najlepiej wyjaśnić to, co czuje i co myśli o swojej mentorce, którą traktował zawsze jako jedną z najbliższych przyjaciółek. Polegał na niej i na jej opinii, a teraz wielokrotnie mu jej brakowało, ale musiał się z tym pogodzić.
- Nie, strach nie jest zbyt dobrym doradcą - przyznał jeszcze kiwając nieznacznie łbem, a następnie uśmiechnął się do niej lekko, nieco pocieszająco i ponowie trącił ją po przyjacielsku w bark chcąc dodać jej otuchy. -Bobry są groźne, mają niesamowicie ostre zęby, ale nie spotkałem tutaj jeszcze żadnego. Teraz już jednak na pewno będziesz miała się przed nimi na baczności - dodał jeszcze spoglądając na nią kątem oka, z dość bliskiej odległości i Lawenda spokojnie mogła dostrzec w spojrzeniu samotnika coś na kształt troski. Nie chciał, by kogokolwiek spotkało to, co spotkało jego, była to wielka tragedia, a ból, jaki paraliżował jego ciało był czymś wręcz nie do opisania. Nie chciał, żeby kocica się bała, ale z drugiej strony wolał, by była świadoma tego, co może ją spotkać, jeśli nie będzie dostatecznie uważna. Nie chciał jednak za mocno zagłębiać się w ten temat, nie uważał, by było to aż tak istotne i komukolwiek potrzebne do szczęścia.
- To musiało być trochę frustrujące - stwierdził śmiejąc się ciepło. - Ciekawe, czy gdyby tak siedzieć długo i zaklinać go w myślach, żeby wyszedł, to poddałby się twojej woli? - rzucił jeszcze rozbawiony i posłał jej spojrzenie świadczące o tym, że stroi sobie żarty, ale mimo wszystko zabrzmiał dość poważnie. Szkoda tylko, że cały zasypany śniegiem nie prezentował się nazbyt dostojnie, jedynie jego oczy lśniły faktycznie niesamowicie mocno pod białym puchem, który prędko z siebie osypał, a potem ruszył przed siebie. I trzeba przyznać, że dawał Lawendzie fory. Zawsze wszystkim wydawało się, że kocur jest silny, bo zdawał się być dobrze zbudowany, ale wbrew pozorom Toń należał do zwinnych biegaczy o silnych łapach zdolnych do dalekich biegów. Kiedy więc Lawenda się do niego zbliżyła i już miała go upolować... Wykonał zryw w lewą stronę i nabrał prędkości gnając ku Dzikiej Plaży.
- Jestem teraz zającem! Nawet mam taki śmieszny ogonek jak one! Złap mnie! - rzucił wyraźnie rozbawiony, ale i szczęśliwy, że może brać udział w tej zacnej zabawie. Serce biło mu mocno, czuł się trochę jak dzieciak, a to w pełni mu odpowiadało. Nie wiedział co prawda, na ile skłonna do rozrabiania jest jego towarzyszka, ale zakładał, że w Lawendzie drzemie również wiele radości i dziecięcej przekory, które teraz próbował wydobyć na światło dzienne.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight