Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowy Kwiat cierpliwie czekała na odpowiedź Tonącego Słońca, który zamyślił się. Sama próbowała odpowiedzieć sobie na pytanie, jednak wymyśliła tyle opcji, że ostatecznie nie wiedziała, która jest słuszna. Na szczęście z wyjaśnieniem pospieszył jej Toń. Już po pierwszym zdaniu w głowie Lawendy zrodziło się kolejne pytanie, jednak grzecznie czekała, aż przyjaciel zakończy swoją wypowiedź. Zastanawiała się, co miał na myśli mówiąc, że nie jest bezpiecznie. Czy chodziło mu o temperaturę wody i ogólnie powietrza czy jakieś inne zagrożenia, które pojawiają się Porą Nagich Liści? - I tak ciężko i tak...- podsumowała robiąc posępną minę. Cały urok tej pory roku. Trudno jest podczas niej zdobyć pożywienie zarówno na lądzie jak i w wodzie. Ogólnie Lawenda po cichu liczyła, że będzie mogła łowić ryby, kiedy będzie niedobór zwierzyny, ale jednak stwierdziła, że nie będzie ryzykować ani chorobą ani innymi niebezpieczeństwami o które ostatecznie zapomniała zapytać. - Dobry pomysł! Wzięłabym trochę dla siebie i może... Hm... Sama nie wiem- zareagowała z entuzjazmem. Na pewno każdy by się ucieszył, gdyby przybyła z takimi okazami do Obozu, zwłaszcza młodsze pokolenie, które nie widziało jeszcze takich kwiatów. Lawenda przez moment rozmyślała komu mogłaby podarować skromny bukiet. Może Dyni w ramach podziękowania za jego roślinki albo jakiejś siostrzenicy? Niebieska kotka szykowała się na reakcję Tonącego Słońca. Obserwowała każdy jego ruch, aby być przygotowana do odpowiedniego działania. Niespodziewanie Toń zaproponował zupełnie co innego. - Ekstra! Już nie mogę się doczekać!- zareagowała podekscytowana i ruszyła za Tonącym Słońcem. Była bardzo szczęśliwa, że nareszcie nauczy się łowić ryby, toteż od czasy do czasu podskoczyła sobie wielce zadowolona czy zamruczała pod nosem. W końcu dotarli do Dzikiej Plaży i Lawenda usiadła w miejscu, które polecił jej Toń. Spojrzała w górę na słońce, żeby ogarnąć czy jej cień nie będzie rzucał się na taflę wody. Gdy upewniła się, że wszystko jest dobrze skupiła się na Tonącym Słońcu. - Mój brat wspominał, że trzeba zwrócić uwagę na cień- wyjaśniła szeptem, po czym czekała na instrukcję od pręgowanego kocurka, gdyż dalej nie wiedziała, co robić, oprócz tego, że na pewno trzeba włożyć łapę do wody i w odpowiednim momencie schwytać rybę, co wydawało jej się chwilowo trudne.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Gdyby to było takie proste, Toń nawet nie zastanawiałby się jednej chwili nad odpowiedzią, jakiej miał udzielić. Wszystko jednak, co go otaczało, było dość skomplikowane i zbudowane z tak licznych elementów, że strach było się w nie jakoś szczególnie zagłębiać, bo nawet nie było wiadomo, co z tego może wyjść. Zdawało się, że nawet na moment zagryzł wargę, bo mimo wszystko zdawał sobie sprawę z tego, że w pewien metaforyczny sposób stoi obecnie na rozdrożu. Ostatecznie jednak udzielił Lawendzie odpowiedzi, a później skinął łbem na znak, że dokładnie tak.
- To ciągle działanie prowadzące do tego, by wybrać, no cóż, powiedzmy, że mniejsze zło, prawda? Z jednej strony mogę gonić za myszami, ale czy się tym najem i na pewno na coś trafię? Z drugiej mogę siedzie i czuć, jak marznie mi łapa, by przekonać się już za chwilę, że znalazłem całkiem sporą, głodną rybę. To pewnie dokładnie takie same wybory, jak w Klanie, tylko muszę pamiętać, że teraz sam muszę się ogrzać, wyleczyć i wykarmić - dodał jeszcze, by jakoś dopełnić jej zaprezentowany przez siebie obraz, a później uśmiechnął się do Lawendy i obiecał jej, że zbiorą tyle kwiatów, ile będzie się dało, potem pomoże zanieść je jej na granicę, gdzie na pewno spotkają kogoś, kto wraz z nią wróci do obozu, a co za tym idzie — pomoże jej i dotrzyma towarzystwa na tym ostatnim etapie drogi.
Ruszyli zatem na Dziką Plażę, gdzie faktycznie Toń wybrał dogodne miejsce, a później usiadł w jej pobliżu, aczkolwiek nieco dalej, by nie przeszkadzać jej później w polowaniu, do jakiego właśnie się szykowała i poruszył nieznacznie uszami, gdy zaczęła do niego szeptać. Uśmiechnął się pod nosem, nieznacznie zamrugał i skinął łbem na znak, że dokładnie tak jest.
- Musisz być niewidoczna, nie możesz rzucać cienia, nie możesz się zbytnio poruszać, tak jakbyś stała się skałą! - powiedział cicho, również do niej szepcząc, co z jakiegoś powodu bardzo mu się podobało i prowadziło do tego, ze śmieszne uczucia łaskotały go gdzieś w żołądku, a może nieco wyżej? Tak czy inaczej, przystał na to, jak Lawenda się wyrażała. - Musisz wsunąć łapę do wody i pozostać nieruchomą, kiedy jakaś ryba do ciebie podpłynie, poczujesz jej dotyka na ciele. Wtedy musisz wysunąć pazury, spróbować chwycić ją za łuski, podbić w górę tak, jakbyś chciała wyrzucić ją na brzeg - zakomunikował jeszcze, pokazując jej na sucho, jak powinien przebiegać ten proces, a później szturchnął ją nosem w policzek w ramach zachęty do działania.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Córka Mknącego Ptaka uważnie słuchała Tonącego Słońca i jego trudnych wyborów odnośnie polowania. Lawenda zdała sobie sprawę z tego, że nie ma takich problemów, gdyż nie ma wyboru. Idzie i poluje na zwierzynę lądową. Albo wróci z jakąś zdobyczą albo z pustymi łapami i mimo to zawsze będzie mogła poczęstować się czymś skromnym ze Stosu Zwierzyny. To jest ogromna korzyść życia w Klanie, że nie trzeba się, aż tak mocno martwić o to, czy się zapoluje czy nie. - Ale jak się ogrzać bez innych kotów?- wypaliła bez namysłu. Na tym etapie nie mieściło jej się w głowie jak można ugrzać się bez dodatkowego źródła ciepła jakim jest ciało innego osobnika. Wraca się całym zmarzniętym i co? Jedyna opcja to zwinięcie się w kulkę i liczenie, że po jakimś czasie organizm sam się ogrzeje, co w chwili obecnej jest dla niebieskiej kotki abstrakcyjne.
Lawendowy Kwiat patrzyła na taflę wody jednocześnie słuchając instrukcji od Tonącego Słońca. Skierowała jedno ucho w jego stronę, aby nic jej nie umknęło. Ostatnie słowa przyjaciela najbardziej przypadły jej do gustu, toteż uśmiechnęła się delikatnie. - O! To odpowiedni kolor futra już mam! Mogę być skałą!- zażartowała. Następnie ponownie skupiła się na słowach Toń, od czasu do czasu kiwając głową. Niby trenowała to na sucho dużo razy, a mimo to wydawało jej się to trudne. Podbić rybę? Ale jak? Lawenda z wielką uwagą obserwowała każdy ruch przyjaciela i starała się wszystko zapamiętać. Gdy tylko otrzymała sygnał, że może zacząć działać wzięła głęboki oddech. Włożyła powoli łapkę do wody i poczuła zimny dreszcz, który przeszedł po jej ciele. Otworzyła pyszczek, ale powstrzymała się od wydania jakiegokolwiek dźwięku, aby nie wystraszyć ryb. Wreszcie jej łapka była cała zanurzona i niebieska kotka oczekiwała jakiegoś zainteresowanie ze strony stworzeń wodnych.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Nie miała takich problemów i nie stała przed takimi wyborami. Jakaś część kocura na pewno zazdrościła jej tego, że nie musi się martwić o jedzenie, że nie musi się kłopotach, jeśli nic nie odnajdzie. Wiedział, że w Klanie zawsze znajdzie się ktoś, kto akurat przyniesie królika, a jeśli nie, to na stosie możne trafić się chociażby mały wróbel, ten jednak zaspokoi głód na jakiś czas. Co prawda nie narzekał na ilość jedzenia, jakie miał w ten okolicy, ale to nie oznaczało jeszcze, że nie mógł tęsknić za możliwościami, jakie dawała większą grupa. A kiedy Lawenda zadała pytanie, uśmiechnął się do niej jedynie nieco smutno, bo przez chwilę czuł ciężar na barkach. Kolejny problem, którego ona nie znała, w końcu w legowisko wojowników zawsze musiało być ciepło i bezpiecznie, mieli się gdzie schronić, mieli swoje ciepłe ciała i tym ciepłem się dzielili. On miał tylko siebie.
- Puch, miękkie pióra, mech, dużo mchu, legowisko tam usytuowane, by wiatr się do niego nie wdzierał i można sobie poradzić, aczkolwiek na pewno zajmuje to więcej czasu - odparł w końcu, starając się jednocześnie nie zabrzmieć zbyt gorzko, bo to było ostatnie, czego potrzebował. Nie chciał, by Lawendzie było przykro, nie chciał również, żeby niepotrzebnie się nad nim litowała, bo w końcu takie było ich życie i nie mogło go zmieniać ot tak, za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Choć chciałby moc spędzać z nią więcej czasy, budzić się u jej boku i polować oglądając razem wschód słońca. Tylko nie mógł.
Skupił się w pełni na tym, by dobrze opisać jej, jak łowi się ryby, żeby nie czuła później niedosytu. Miał nadzieję, że wyjaśnił jej dobrze wszystkie zawiłości, a kiedy zauważyła, że może udawać, że jest skala, zaśmiał się nawet cicho, a jego zielone oczy nieznacznie błysnęły, gdy przypatrywał się szczęśliwej kocicy.
- Ja tam udaje kawałek drewna porośnięty jakąś paskudną roślinnością - rzucił jeszcze, spoglądając na swoją łapę pokryta długim, dość gęstym futrem, ale później już zamilkł i jedynie patrzył, jak Lawenda zaczyna swoje pierwsze polowanie na ryby, co na pewno było dla niej wielkim wyzwaniem, jednak nie miał żadnych wątpliwości, że jest to dla niej co najmniej ciekawe zajęcie. Była taka podekscytowany, że się tego nauczy!
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawenda z każdym słowem Tonącego Słońca robiła wielkie oczy. Owszem, zgadzała się, że te rzeczy dawały po jakimś czasie ciepło, ale to nie to samo, co ciało innego kota! Od niego można się szybko ogrzać, a tak jest się skazanym na długie marznięcie. Córce Czyżyka zrobiło się żal Tonącego Słońca, jednak starała się tego nie okazywać, gdyż to i tak nic nie zmieni. Niebieska kotka coraz bardziej zaczęła dostrzegać jakie ma luksusy żyjąc w Klanie, z czego na co dzień nie zdaje się sprawy. - Toń, jakbyś czegoś potrzebował, to wiedz, że ja ci zawsze pomogę- powiedziała delikatnie się uśmiechając i wtuliła swój nos w ramię Tonącego Słońca. Tylko tyle mogła zaoferować. Jeśli przyjaciel będzie potrzebował jedzenia, to podzieli się z nim, jeśli będzie mu zimno, zaszyją się gdzieś w jakieś norze czy tam dziupli i Lawenda ogrzeje go swoim ciałem. Dla niego zrobi wszystko byleby żył, miał się zdrów i mogła patrzeć na jego cudowny uśmiech oraz wesołe oczy. Oglądać z nim zachody słońca i przeżywać najróżniejsze przygody, bo tylko na tyle mogą sobie pozwolić. Chociaż? Czemu nie mają spędzić kiedyś nocy pod gwiazdami na granatowym niebie i później obudzić się o wschodzie słońca obok siebie? Poczuć po prostu bliskość i zobaczyć jak pięknie jest żyć razem.
Niebieska kotka zaśmiała się słysząc komentarz Tonącego Słońca. On to ma poczucie humoru! Zawsze wymyśli jakiś tekst, który ją rozbawi, albo ogólnie wyobrazi coś niezwykłego jak słynny Klan Karpia. - Dlaczego od razu paskudną?- zamruczała rozbawiona. - Nie można wyobrazić sobie, że jesteś owinięty przez bluszcz albo rosną na tobie inne zielone liście dodające uroku, hm?- ciągnęła dalej swoją wypowiedź. Lawendowy Kwiat trzymała łapkę w wodzie i cierpliwie czekała na jakiś okaz. Powoli zaczęła się przyzwyczajać do wody i przestało jej być aż tak zimno. Po dłuższym czasie poczuła, że coś ją jakby skubnęło w palec. To chyba ryba! Lawenda dłużej się nie zastanawiając wyciągnęła pazury. Zahaczyła o śliskie ciało i próbowała podbić rybę. Wykonała ruch łapą taki jaki uczył ją Miękki Obłok księżyce temu. Szmaragdowe oczy niebieskiej kotki już widziały rybkę wielkości myszy. Przynajmniej tak jej się wydawało. Lawenda całą sobą skupiła się na zwierzęciu, które już było nad wodą. Nagle coś poszło nie tak jak powinno. Ryba zaczęła jej się ześlizgiwać i córka Mknącego Ptaka zapomniała o wszystkich zasadach. Zaczęła za wszelką cenę machać łapkami, aby zdobycz jej nie wpadła z powrotem do wody.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Powiedzmy sobie szczerze, że dopóki żyło się w Klanie, pewnych rzeczy po prostu się nie widziało, nie miały one znaczenia albo były tak naturalne, że nie było nawet sensu się nad nimi zastanawiać. Wszystko zmieniało się wtedy, gdy nagle zostawało się samemu i trzeba było stawiać temu czoła, nie marudzić, nie zachowywać się w sposób karygodny ani nie płakać, bo to do niczego nie prowadziło, a już na pewno, nic nie zmieniało. Pewnie właśnie dlatego Toń przystosował się do tego, co go otaczało, do tego życia, którego nie mógł zmienić w żaden sposób, po prostu uznał, że doskonale wie, którędy przebiega jego droga i starał się jej trzymać, jednocześnie mając nadzieje, że nie spotka go mimo wszystko nic złego. Wierzył w to, że musi sobie poradzić, bo, z drugiej strony, co mu pozostawało?
- Wiem - powiedział na to i uśmiechnął się do niej lekko, aczkolwiek w jego zielonych oczach krył się cień smutku, bo cokolwiek by nie mówić, Lawenda nie mogla dać mu jednego — swojej ciągłej obecności. To był powód, dla którego żałował, że nie żyje w Klanie, że nie może po prostu pójść do Gwiazdy Wichr i poprosić o to, by go przyjęła, co zresztą byłoby całkowicie absurdalnym posunięciem i nic nie zmieniłoby w jego życiu, a być może ostatecznie doprowadziłoby do tego, że zostałby przegnany na cztery wiatry. Zastanawiał się, czy nie powinien poszukać sobie miejsca po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki, by być bliżej kocicy, ale miał na to jeszcze czas, w końcu nie był na tyle stary, by nie umieć przejść przez ulicę. Teraz. Choć wiedział, że czas biegnie nieubłaganie.
- Sama zobacz, jak wygląda moja sierść w wodzie. To takie łapiące wszystko pnącza, które na pewno wyglądają dla ryb jak zasadzka! Jestem pewien, że tylko te najodważniejsze okazy są w stanie zbliżyć się do tego strasznego potwora - powiedział na to zaczepnie, uśmiechając się ponownie, bo przecież nie mógł zwiesić nosa i tkwić w marazmie z tego powodu, że coś nie do końca było takie, jak być powinno, że nie wszystko się udawało, że nie mógł mieć gwiazdki z nieba. Przynajmniej poza tym był szczęśliwy, jeśli to jakaś pociecha.
Kiedy Lawenda wybiła rybę z wody, Toń nastawił uszu, czekając już właściwie tylko na sukces, ale później musiał przymknąć powieki i nieznacznie się cofnąć, kiedy próbowała złapać tę nową i niecodzienną zwierzynę, a ta uparcie próbowała wpaść do wody. Toń starał się nie roześmiać, ale obserwowanie z boku tego nierównego pojedynku, było co najmniej zabawne i jednocześnie fascynujące, czego nie dało się ukryć.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowy Kwiat nie do końca była przekonana zapewnieniem Tonącego Słońca, ale odwzajemniła uśmiech. Nie mogła zrobić dla niego nic więcej, choć bardzo by chciała. Najchętniej pobiegłaby do Malinowej Gwiazdy błagając ją o przyjęcie przyjaciela do Klanu Wichru. Na pewno byłby bardzo pomocnym i wartościowym wojownikiem, a ona byłaby najszczęśliwszą kotką na świecie. Niestety, prawda jest taka, że Przywódczyni nie ma żadnych podstaw, aby przyjąć Toń do Klanu i nigdy by się na coś takiego nie zgodziła. Pozostaje jej tylko mieć nadzieje, że Tonące Słońce zgłosi się do niej po pomoc jak będzie tego potrzebował, a nie udawał, że wszystko jest w porządku, żeby jej nie martwić. Jedno jest pewne w Gwiezdnym Klanie będę mogli być wiecznie razem i ta wizja jest najpiękniejsza ze wszystkich.
Niebieska kotka przyjrzała się z udawaną uwagą i skupieniem futerku Tonącego Słońca. Przejechała łapką wzdłuż kręgosłupa i zmarszczyła brwi robiąc poważną minę. - Rzeczywiście! Tylko najodważniejsze i zapewne największe osobniki będą miały śmiałość, aby podpłynąć do ciebie! - wydała werdykt i zaśmiała się. Ciekawy sposób na łowienie najlepszych ryb! Zrobić dobry kamuflaż i zaczekać na te najodważniejsze! Lawenda musi wymyślić dla siebie podobną strategię, tylko najpierw musi nauczyć się podstaw łowienia, co szło jej dosyć sprawnie do pewnego momentu. Córka Czyżyka machała nieudolnie łapkami, tylko, żeby ryba nie wpadła z powrotem do wody. Liczyła na wsparcie ze strony Tonącego Słońca, jednak ten zrobił jej więcej miejsca. Przez głowę Lawendy przeszła myśl, że odsuwa się, żeby nie zostać ochlapany, gdy ona wpadnie z rybą do wody. Niebieska kotka zmotywowała się i całą sobą się skupiła. Ze spokojem zahaczyła pazurami o bok ryby i ta przestała już jej się wyślizgiwać. Natychmiast druga łapka przystąpiła do asekuracji zwierzęcia. Córka Mknącego Ptaka wykonała zamach i zdobycz znalazła się na brzegu. Wszystko by było piękne, gdyby nie to, że przez swoje manewry straciła równowagę. Po krótkiej walce ze sobą wpadła do jeziora. Szybko wynurzyła głowę i wypluła wodę z pyszczka, która tam się dostała. Zlokalizowała swoją rybę i widząc ją na brzegu była cała uradowana. - Udało mi się! - zareagowała podekscytowana i zaczęła gramolić się na brzeg jeziora.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń nie był już kociakiem, nie był dzieckiem, które można było nauczyć wszystkiego o życiu w Klanie, był w końcu dorosłym kocurem o dość wyrobionych poglądach, czego nie dało się już ukryć, a fakt, że został wygnany z Klanu, kładł się cieniem na jego życiorysie. Nigdy nie ukrywał, jaki dokładnie był powód niechęci Świetlika względem jego osoby, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie wszyscy musieli w to wierzyć, a każdy przywódca mógł dopatrywać się w nim wichrzyciela, czy kogoś podobnego, nic zatem dziwnego, że Toń nawet nie myślał o podobnych prośbach. Jedyna, jaka przychodziła mu do głowy to ta, by go nie przeganiano, gdy będzie znajdował się blisko terenów Klanu Wichru, w końcu nie chciał, by Lawenda dowiedziała się o jego odejściu, dopiero gdy nawiedzi ją we śnie. Bo to, że pójdzie do Gwiezdnego Klanu nie było dla niego aż tak odległą myślą, starał się mimo wszystko nadal żyć zgodnie z Kodeksem Wojownika, choć przecież był spod niego wyjęty. To była jednak kwestia jego serca, a nie przymusu, nic zatem dziwnego, że nie chciał porzucać tych zasad, jakie zostały mu już wpojone.
Przekrzywił nieznacznie głowę, gdy tak mu się przypatrywała, a później zaśmiał się głośno, gdy Lawenda podłapała jego niezbyt górnolotny żarcik i zrobił niby to przerażającą minę, jakby chciał pokazać całemu światu, że jest najgroźniejszym na świecie przeciwnikiem.
- Drżyjcie przed moją potęgą! - rzucił jeszcze, z taką powagą, na jaką było go stać, co wyglądało naprawdę zabawnie, a później mrugnął do kocicy i faktycznie cofnął się nieznacznie, by miała tyle miejsca, ile tylko potrzebowała. W końcu nie mogła polować z Tonią na grzbiecie, nie mógł również zaglądać jej przez ramię, bo nic by z tego nie wyszło. Trzymał jednak metaforycznie kciuki i z zadowoleniem patrzył na rybę, która wylądowała na brzegu, jego wąsy poruszały się jednak zabawnie, bo przecież Lawenda zamieniła się miejscami ze swoją zdobyczą. Pewnie gdyby Toń był inny, zacząłby teraz na nią parskać, zastanawiając się jednocześnie, czemu jest taka nieudolna, był jednak sobą, nic zatem dziwnego, że po prostu uśmiechał się ciepło.
- Oceniam to jako fantastyczne i niespodziewane polowanie - powiedział jeszcze, by szturchnąć kocicę nosem, gdy ta wydostała się na brzeg. - Ale proponuję ją łapać, zanim w podskokach wróci do wody - dodał jeszcze, wskazując jednocześnie na rybę, która szamotała się na brzegu.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawenda śmiała się całą sobą, gdy Tonące Słońce zrobił jakąś dziwną minę. Słysząc jak wypowiada kolejne słowa, niebieska kotka skuliła się i położyła uszy po sobie. Spojrzała udawanym błagalnym wzrokiem na Toń i zaczęła się lekko trząść. - Jak sobie życzysz, panie! Tylko nie rób krzywdy nam poddanym! Miej dla nas drżących litość!-wygłupiała się odgrywając scenkę. Nie wiedziała za bardzo czy to, co mówi ma sens, po prostu wczuła się w rolę poddanego, bojącego się swojego surowego pana czy władcy. Zresztą mniejsza o to, ważne, że świetnie się bawi i takie nie poważne głupotki sprawiają jej radość.
Córka Mknącego Ptaka powoli gramoliła się na brzeg jeziora. Była bardzo szczęśliwa, że złowiła swoją pierwszą w życiu rybę, a gdy usłyszała komentarz Toń, zaśmiała się rozbawiona. No tak, to można było nazwać niespodziewanym polowaniem. Zabawnie wyszło, że zamiast ryby to ona znalazła się w wodzie, a zdobycz na brzegu. Po paru uderzeniach serca niebieska kotka dostała się na ląd. Była tak podekscytowana tym wszystkim, że nawet nie pomyślała, aby dobić rybę i definitywnie zakończyć połów. Dobrze, że Tonące Słońce zwrócił na to uwagę, bo jeszcze wszystko mogłoby się zakończyć porażką. Swoją drogą mógł sam coś z tym fantem zrobić, jednak wiadomo, chciał, aby Lawendowy Kwiat wykonała wszystko od początku do końca. Trzeba przyznać, że jest wspaniałym nauczycielem. Daje swojemu uczniowi pełne pole do popisu oraz możliwość nauki na własnych błędach. Córka Czyżyka podeszła do ryby i szybki uderzeniem zakończyła jej żywot. Przez chwilę wpatrywała się w nią cała kipiąc ze szczęścia. - To co? Jemy?- powiedziała z wielką dumą w głosie. Wyprostowała się i cała rozpromieniona spojrzała na Tonące Słońce.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń czuł się doskonale, kiedy się tak wygłupiali. Nie musiał zachowywać się poważnie, nie musiał trzymać fasonu, nie musiał w ogóle zastanawiać się nad tym, co powinien robić, a czego robić mu na pewno nie wypadało. To, że Lawenda tak doskonale go rozumiała, powodowało, że uśmiechał się za każdym razem, kiedy ją widział. Zawsze zastanawiał się, na co tym razem wpadną, co przyjdzie im do głowy i co ich akurat przy danym spotkaniu rozbawi, a teraz, w tej właśnie chwili, czuł się całkiem swobodnie i z przyjemnością błaznował, udając nie wiadomo jak groźnego przywódcę.
- Zastanowię się nad tym - powiedział, starając się przyjąć jak najbardziej znudzony ton, ale nie musieli długo czekać, a po prostu wybuchnął śmiechem, bo nie szło mu najlepiej to bycie surowym władcą, który po prostu na każdego krzywo patrzy. Prawda była taka, że Toń jako przywódca pewnie troszczyłby się o każdego i jeszcze chodził na krucjaty, by przypominać wszystkim, by każdego traktować tak samo i każdego mieć w pamięci, bo według niego to było w życiu najważniejsze.
Toń chciał, żeby Lawenda zrobiła dokładnie wszystko sama, żeby zrobiła to, co powinna, żeby mogła cieszyć się w pełni wszystkimi swoimi osiągnięciami. Dlatego też czekał, aż sama pozbawi życia ryby, by wiedziała na przyszłość, jak do tego podejść, co zrobić i jak się odpowiednio zachować, bo w końcu to też było ważne, prawda? Nie spodziewał się jednak jej propozycji i aż delikatnie rozchylił pysk, gdy kocica znowu się odezwała, a jego oczy aż mocno zabłyszczały, po czym z przyjemnością skinął głową.
- To będzie najsmaczniejszy posiłek w moim życiu - powiedział jeszcze, nim ostatecznie usiadł przed nią wygodnie, przesuwając rybę w jej stronę, tym samym pokazując jej, że pierwszy kęs należy do niej, w końcu to ona ją złowiła i powinna być z tego w pełni dumna. Nie mógł i nie chciał odbierać jej przyjemności z tego zwycięstwa.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowy Kwiat pokornie pokiwała głową i spojrzała w ziemię udając zastraszone niewiniątko. Przełknęła głośno ślinę i nie wytrzymała dłużej i razem z Tonącym Słońcem wybuchnęła śmiechem. Śmiała się tak, że łzy napłynęły jej do oczu i mało, co się nie popłakała. Potarła łapką oczy zbierając łzy i próbowała złapać oddech, co nie było łatwe. Wystarczyło jej spojrzeć na Tonące Słońce, by znowu walczyć ze śmiechem. Przez dłuższą chwilę nie mogła nad sobą zapanować. Już dawno tak się nie uśmiała jak dzisiaj.
Niebieska kotka słysząc takie stwierdzenie od Tonącego Słońca cała się zarumieniła. Nawet lekko odwróciła głowę, aby ukrycie swoje lekkie zakłopotanie. Chciała zapytać czy to dlatego, że zjedzą go razem czy, że to ona złowiła rybę, ale się powstrzymała przed zadaniem tego pytania. Uważała, że może być ono zbyt niezręczne i ogólnie może wpędzić Toń w nieciekawą sytuację, a tego bardzo nie chciała. Oczywiście, pragnie być kimś więcej dla kocura niż tylko przyjaciółką, jednak chwilowo woli być ostrożna ze swoimi uczucia, aby przypadkiem nie została zraniona oraz, żeby nie zniszczyć ich wspólnej, pięknej przyjaźni. Lawenda uśmiechnęła się ciepło do Tonącego Słońca, po czym spojrzała na rybę, którą przesunął w jej stronę. Oblizała się, aby zakomunikować, że szykuje się do konsumowania. Ugryzła bok ryby i oderwała kawałek. Jakie to w pierwszej chwili wydawało się obrzydliwe! Ten śluz, zapach! Na pyszczku córki Cyżyka pojawił się lekki grymas. Następnie zaczęła rzuć kęsa, co wywołało odruch wymiotny z którym dzielnie zaczęła walczyć. Ostatecznie przełknęła wszystko i stwierdziła, że nie jest to takie złe. Wystarczy się przełamać. - Nawet dobre. Tylko muszę przywyknąć do tego zapachu i śluzu. Ten pierwszy kęs był dla mnie lekkim szokiem, ale myślę, że z następnym pójdzie mi lepiej- powiedziała pogodnie i mrugnęła okiem do przyjaciela.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Radość, jaka go ogarniała, kiedy tylko spotykał się z Lawendą, była niesamowita. Nie do końca rozumiał, jak to w ogóle było możliwe, jak coś takiego było w stanie funkcjonować, ale nie chciał z tym właściwie dyskutować, nie chciał tego poddawać w wątpliwość, czy robić czegoś podobnego, bo ostatecznie - co by to zmieniło? Pewnie tylko zbyt mocno skupiłby się na tym, co dokładnie czuje, a analiza tego chyba była ostatnią rzeczą, jaką powinien robić. Mimo wszystko pewne rzeczy powinny po prostu się dziać, powinny po prostu płynąć i nie było sensu zastanawiać się nad nimi, drążyć i robić całą masę innych rzeczy, które ostatecznie nie przynosiły żadnych wymiernych korzyści.
Zrobiło mu się nieco głupio, gdy Lawenda w żaden sposób nie skomentowała jego słów i pomyślał, że mógł je zatrzymać dla siebie, a nie wyskakiwać z nimi jak jakiś wariat z łanu rzepaku, ale cóż, stało się, słowa nie cofniesz, Kobyłka u płotu. Nie był do końca pewien, jak powinien podchodzić do jej zachowania, toteż po prostu starał się skupić na rybie, na nadziei, że ta jednak jakoś kocicy zasmakuje, bo ostatecznie niemało się natrudziła, żeby faktycznie tę zwierzynę wydobyć z wody. Stulił dość mocno uszy, gdy tylko dostrzegł jej grymas i nie wiedzieć czemu właściwie zrobiło mu się nieco przykro, jakby cała ta nauka miała ostatecznie pójść na marne, skoro Lawenda i tak nie była przekonana do smaku ryb. Nie wiedział, czemu właściwie chciał, żeby było inaczej.
- Mam nadzieję, że każda kolejna będzie ci smakowała coraz bardziej - wypalił w końcu po jej słowach i o mało nie jęknął na głos, bo mimo wszystko zabrzmiało to niesamowicie desperacko. O co mu chodziło? Gwiezdny Klan chyba raczył jedynie wiedzieć, bo on sam nie miał nawet bladego pojęcia, nawet cienia zamysłu, czy czegokolwiek, co pozwoliłoby mu wyjaśnić samemu sobie własne zachowanie.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawenda uśmiechnęła się promiennie do Tonącego Słońca. Dostrzegła lekką zmianę w jego zachowaniu i zaczęła się domyślać, że pewnie jest zawiedziony jej postawą. Pewnie liczył, że będzie bardziej zachwycona swoją zdobyczą, a nie robiła grymasy, ale niestety, nic nie mogła na to poradzić. Był to po prostu odruch nad którym nie panowała. - Ja też, a tak ogólnie czy każdy gatunek ryby smakuje inaczej? - zapytała zaciekawiona, aż oczy jej zabłyszczały. Nie była specjalistką w rybach, ale wiedziała, że jest ich mnóstwo, choćby sławne karpie posiadające Klan czy szczupaki. Lawenda zamierzała wziąć następnego kęsa, już się nachylała, kiedy zorientowała się, że nie wie, co je. Wyprostowała się szybko i spojrzała na Tonące Słońce. - Co ja właściwie jem?- zapytała rozbawiona i poruszyła wąsami. Ryba nie była jakoś specjalnie duża i Lawenda w ogóle jej nie kojarzyła. Normalnie to wstydziłaby się swojej niewiedzy, ale Tonącemu Słońcu może się przyznać. On na pewno jej wszystko wytłumaczy i nie będzie jej oceniał.
Córka Mknącego Ptaka przystąpiła do dalszej degustacji ryby. Ugryzła, oderwała kęsa i zaczęła rzuć wydając dźwięki sugerując, że tym razem zdobycz jej smakuje, bo tak było. Już organizm nie doznał w szoku, gdyż był przygotowany na ten smak i towarzyszące mu dodatki w postaci zapachu i śluzu. -Mmmm, naprawdę dobre!- pochwaliła smak posiłku i oblizała pyszczek. Następnie podsunęła rybę Tonącemu Słońcu, aby się posilił i sam wypowiedział się w kwestii smaku. Wiadomo, że w swoim życiu zjadł mnóstwo ryb, ale ta może być jedyna w swoim rodzaju, bo w pewnym sensie jest wyjątkowa.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Zawiedziony? Nie do końca, ale po prostu miał wrażenie, że jej ekscytacja nieco spadła, a on poczuł się z tego powodu nieco źle, jakby to była jego wina, czy coś podobnego, aczkolwiek jeśli myślał o tym w sposób nieco bardziej logiczny, był w stanie wyjaśnić sam sobie, że to są po prostu duby smalone, a nie coś innego. Gdy Lawenda zadała mu pytanie, a jej oczy zabłyszczały niby miliardy gwiazd na niebie, Toń na moment zaniemówił, patrząc na kocicę jakby z oszołomieniem, a następnie uśmiechnął się do niej równie ciepło, czując jednak, że serce jakoś tak dziwnie mu bije, chociaż sam zupełnie nie wiedział, jaki dokładnie jest tego powód. Skupił się zatem na tym, by udzielić jej stosownych wyjaśnień, na jakie czekała.
- Ależ tak! Chociaż czasami to takie różnice jak pomiędzy małymi gryzoniami, niewielkie. Na pewno jednak dostrzeżesz różnicę między rybą, która żyje w rzece, a taką, którą spotkasz w jeziorze. Właściwie każda jest nieco inna, a ja chyba lubię wszystkie. Musiałabyś złowić ich więcej, by zobaczyć, jaka smakuje ci najbardziej! - odparł na to, a na koniec starał się być chyba bardziej entuzjastyczny, niż był, jednocześnie jakby starał się mieć nadzieję, że Lawenda jednak nie zarzuci swoich łowieckich pomysłów i będzie próbowała nadal wyciągać ryby z wody, co byłoby dla niego właściwie bardzo, ale to bardzo miłe.
- Karasia - powiedział prosto, bo dla niego rozpoznawanie ryb nie było aż tak trudne, jak dla niej i nieco się na nich znał, w końcu często je łowił i obserwował, nic zatem dziwnego, że był w stanie jej to wyjaśnić. Uśmiechnął się lekko, a następnie wskazał jej na cechy charakterystyczne ryby, które było jeszcze widać, bo nie zdążyli ich skonsumować, dzięki czemu kocica miała możliwość zapoznać się dokładnie z budową własnej zdobyczy. Jeśli tylko kiedyś znowu postanowi coś wyłowić, będzie przynajmniej wiedziała, czy ma do czynienia z tym delikwentem, czy może chodzi jednak o zupełnie inny gatunek ryby.
Przyglądał się jej, gdy brała kolejny kęs, gdy próbowała i przez chwilę zastanawiał się, czy nie opowiada tego wszystkiego, żeby było mu miło, ostatecznie jednak uznał, że Lawenda na pewno by tak nie postąpiła i uśmiechnął się do niej zachęcająco, mając przy okazji nadzieję, że ta faktycznie nie poprzestanie na tym karasiu i będzie dalej łowić, bo jakaś jego część uważała, że dzięki temu będzie pamiętała o nim samym, na czym bardzo mocno mu zależało i nie dało się tego w żaden sposób ukryć. Kiedy podsunęła mu rybę, nachylił się, żeby również jej spróbować, a później uśmiechnął się łagodnie.
- Najlepsza, jaką jadłem - stwierdził po chwili.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowy Kwiat słuchała słów Tonącego Słońca urzeczona. Sama za bardzo nie wiedziała czy skupia się bardziej na jego cudownym głosie czy treścią jaką jej przekazuje. Przez moment patrzyła na Toń z rozmarzoną miną, by następnie zamrugać szybciej i skoncentrować się na wypowiedzi. - W takim razie następny połów ryb będzie miał miejsce nad rzeką!- zadecydowała. Chętnie podejmie to wyzwanie i wyłowi jakąś sztukę z rzeki. Lawenda zaczęła się przez chwilę zastanawiać, co powoduje różnicę w smaku między rybą z jeziora, a rzeki. Jedyne czym te wody się różnią to jedna płynie, a druga stoi. Najwyraźniej są jeszcze inne czynniki, które powoduje, że ryby są inne. Niebieska kotka już miała na końcu języka, aby o to zapytać, ale w ostatniej chwili zdecydowała, że spróbuje sama rozwikłać tę zagadkę. Najpierw zje odpowiednią ilość tych zwierząt, zbierze doświadczenie, a potem wyciągnie odpowiednie wnioski. Najwyżej jak nie dojdzie do niczego konkretnego to się zapyta. - A czy na poprzednich terenach była możliwość łowienia w Wielkiej Słonej Wodzie?- zapytała wyraźnie zaciekawiona. To też był zbiornik wodny tylko nie widać było jego końca. Lawenda nie miała okazji zobaczyć tego miejsca, ale zna je dobrze z opowieści innych. Może tam pływały równie apetyczne ryby jak tu? - Karasia?- powtórzyła i zaczęła się uważnie przyglądać swojej zdobyczy. Każdą charakterystyczną cechę starała się zapamiętać, aby w przyszłości móc rozróżniać poszczególne gatunki. Przed nią dużo nauki oraz zapewne mnóstwo ciekawych przygód, a co za tym idzie kolejne historię do opowiadania kociakom! Oj, na starość będzie miała o czym gadać! Tylko, żeby umysł był sprawny i nie mieszała wątków! Córka Mknącego Ptaka z uśmiechem na pyszczku przyglądała się jak Tonące Słońce konsumuje jej z trudem złapaną zdobycz. - To cieszę się bardzo...- powiedziała cała się rumieniąc.