Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
W miejscu, gdzie Grzmiąca Rzeka rozszerza się i powoli staje jeziorem, po dwóch stronach wody znajduje się na tyle dużo piachu, by móc nazwać to miejsce Dziką Plażą. Nie jest to zbyt szeroki skrawek terenu, który zresztą z jednej strony rzeki szybko przekształca się w trawę, z drugiej zaś – we Wrzosowisko, jednak klanowym kotom musi wystarczyć jako namiastka prawdziwej Plaży, do której miały dostęp na starych terenach nad Wielką Słoną Wodą. Podczas Pory Zielonych Drzew to tu najczęściej pojawiają się dwunodzy, żeby powylegiwać się na piasku, jednak nie są oni zbyt liczni ze względu na dość duże oddalenie jeziora od ich siedlisk.
Mistrz: Piorunopręga! Płeć: kotka Matka: Brak [ Sójczy Śpiew ( Agrestowy Kolec [NPC] ) Ojciec: Brak ( Jaszczurczy Język [NPC] ) Partner: Ahmed, będzie jego czwartą żoną! | Nope.
Wężowa Łapa dołączyła do grona najwyższch kotów w klanie, co spowodowane jest zapewne całkiem długimi łapami i dość pokażnymi gabarytami ogólnymi. Ma budowę atletyczną; pod skórą wyraźnie rysują się wyrobione mięśnie, któymi mógłby poszczycić się doświadczony wojownik. Nie posiada wiele tkanki tłuszczowej, jest szczupła, co pozwala jej pozostawać nie tylko silną, ale i zwinną. W wykonywaniu uników i poruszaniu się z charakterystycznym dla niej płynnym, chodem, podczas którego łapy stawiane są pewnie, pomaga również długi, biczowaty ogon.
Futro kotki jest krótkie, barwy rdzawej. Jedynymi wyjątkami jest biały pyszczek kotki oraz onyksowo czarna, ciągnąca się wzdłuż linii kręgosłupa pręga. Całości dopełniają spore oczy o jadowicie zielonej barwie, zazwyczaj patrzące na otoczenie ze zdecydowaniem i determinacją... Nos kotki jest ceglastoczerwony, zaś opuszki łap przybrały tą samą barwę, co pręga kotki.
/10 ks/
Stara się jak może, by nie zostać skreśloną pomimo tego, co zdarzyło się, kiedy była kociakiem ( co zazwyczaj przekreśla którymś wynikającym z jej impulsywności glupawym błędem ). Wszędzie jej pełno: to biegnie przynieść matkom i kociętom trochę zwierzyny, to idzie, by takową upolować, to przynosi mech do kociarni, by tamtejsze legowiska zostały naprawione, to pomaga w załataniu przeciekającego ( mamy przecież porę opadających liści! ) legowiska terminatorów bądź wojowników, to opowiada kociętom jakąś historyjkę bądź zabiera Modrą na nauki. Stara się w miarę możliwości nawiązywać jakiekolwiek nie negatywne znajomości, poznawać nowe koty... I to by było na tyle. Swego rodzaju pracocholizm odbiera jej możliwość myślenia o czymkolwiek innym. Z ( póki co ) miernym skutkiem próbuje nabrać czegoś, co określane jest mianem ogłady, próbuje traktować starsze od niej koty z szacunkiem, co z pewnością nie jest rzeczą łatwą. Przy młodszych kotach, zwłaszcza kociakach, zdarza się jej zgrywać bohaterkę, choć stara się nie być dla nich w jakikolwiek sposób wrogo nastawiona Nie myślcie jednak, że straciła swój charakter! W razie potrzeby umie pokazać pazurki i nie boi się wyrazić własnego zdania. Nikt nie będzie wchodził jej w paradę!
Póki co nie zamierzała się zbytnio oddalać od Krzywuchy, zostawiając ewentualnych odwiedzających jej tereny samych sobie. Nie miała teraz siły na zabawę w walki, a zdecydowanie wolała mieć medyczkę w pobliżu siebie, toreż orbitowała gdzieś po terenach położonych w pobliżu norki starszej kotki, by w razie pogorszenia się jej stanu bądź wdania się jakiejś infekcji móc znaleźć się odpowiednio blisko medyczki. A przynajmniej miała nadzieję, że tak się właśnie stanie. Przemierzała bardzo nie
wielkie odległości, uważając, by nic nie dotknęło opatrunku na jej boku i wysoko unosząc głowę, pamiętając o tym, że przed leczeniem każde jej opuszczenie oznaczało sprawienie sobie bólu i nie chcąc ryzykować czucia go po raz kolejny. Poruszała się bardzo ostrożnie i powoli, a w tych spacerkach i tak więcej było siedzenia i leżenia, niż chodzenia. Dotarcie do skraju dzikiej plaży, tego, który znajdował się bliżej norki krzywuchy, zajęło jej bardzo dużo czasu. I w sumie nic dziwnego - po drodze dużo spała.
Teraz również postanowiła odpocząć. Usiadła sobie wygodnie, nadal nie opuszczając głowy i pilnując, by nic nie dopadło do jej boku, oraz by znajdować się na suchym piasku ( jak ona go nienawidziła! To było naprawdę DUŻE wyrzeczenie względem opatrunków ), aby te się nie zamoczyły.
// Ringo
PAIN!you made mea, youmademeabeliever,believer PAIN!youbreakmedownandbuildmeup,believer,believer PAIN!_»_ohletthebullets_f l y,oh let them_r a i n_« PAIN!youmademe a,youmademeabeliever,believer
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Ringo nie miała zbyt dużo do roboty. Na szczęście gdy dwunóg opuszczał dom, aby wrócić bardzo późno, zostawił pręgowanej otwarte okno, z przygotowaną poduszką, na której brązowooka spędzała tak nudne chwile, bez właściciela, który zawsze wynajdzie jakąś zabawę i pozwala na spanie razem z nim.
Dzisiaj niestety zawędrowała zbyt daleko i po prostu się zgubiła. Trafiła na plaże, której nigdy w życiu nie widziała, ta plaża była jak... No... To w co wsadza kwiatki jej właściciel... A no tak! Ziemia... Tylko... Jakaś jasna...
Parę razy gdy jechała gdzieś w potworze wraz z jej właścicielem, minęli jakieś konstrukcje, a w jakimś dziwnym płaskim drzewie, Ringo zauważyła właśnie tą jasną ziemię. Po chwili rozmyślania, co to jest to żółte coś, zauważyła jakieś rdzawe coś co się wylegiwało na słońcu, a do jej głowy niemal natychmiast dotarł niezły pomysł. Może ona wie gdzie jest mój dom?. Niemalże bez zastanowienia, przyspieszyła kroku, starając się nie zapaść bardziej w piasek, aby potem nie nanieść tej dziwnej ziemi do jej domku. W końcu podeszła do rdzawej kotki i z ciekawością, malującą się w jej oczach dokładnie ją obejrzała.
- Przepraszam że pani przeszkodzę... - zaczęła spokojnie, odchodząc troszkę dalej od nowej koleżanki, tak aby w razie czego, ta nowa mogła wstać, aby łatwiej jej było rozmawiać - Ale zna pani drogę do mojego domu? Zgubiłam się i boje się, że mogę tutaj zostać na pastwę losu, a nie umiem polować... - mruknęła to, co uważała za najsensowniejsze, próbując się wytłumaczyć, dlaczego przeszkadza starszej w wylegiwaniu się. Usiadła na piasku, delikatnie odgarniając go od siebie ogonem i z nadzieją na odnalezienie drogi do domu patrzyła się na dawną terminatorkę klanu gromu co chwila poruszając wąsami. W końcu odważyła się na zadanie fali pytań.
- A proszę panią, co pani się stało, że ma pani te opatrunki? Jakiś głupi kot pani coś zrobił? - zapytała cichutko, bojąc się, że owe pytanie tylko zezłości nieznajomą i nigdy nie odnajdzie drogi do domu, czekając na zgon z niedożywienia. - Mam na imię Ringo, a pani jak ma na imię? - zastrzygła uszami, starając się powstrzymać stres, który mówił jej, aby uciekała i przestawała zadawać te pytania. Ale Ringo chciała dowiedzieć się więcej o rdzawej i bliżej ją poznać. Chciała również, aby rdzawa została jej pierwszą przyjaciółką, bo młoda pręgowana Ringo nigdy nie miała okazji w klanie poznać przyjaciółki i prawdopodobnie dlatego opuściła klan, zostając pod opieką dwunożnych, aby nie umrzeć z głodu, albo nie zostać rozszarpaną przez jakieś dzikie zwierzęta. Niebieska w dodatku nie ukończyła treningu i nie wiedziała jak walczyć, polować czy też bronić się, a rdzawa wyglądała na kogoś doświadczonego, dlatego wzbudziła w Ringo, aż takie zainteresowanie i respekt. Po chwili ciszy, zdecydowała się na swoją ostatnią wypowiedź.
- Jeśli pani nie chce, to może pani nie odpowiadać na moje pytania - uśmiechnęła się delikatnie, wciągając dość głośno powietrze z powodu dużej ekscytacji, mogła poznać kogoś bardzo doświadczonego i baaardzo mądrego, albo kogoś ważnego. Nie znała rdzawej, więc wszystko mogło okazać się prawdą.
Mistrz: Piorunopręga! Płeć: kotka Matka: Brak [ Sójczy Śpiew ( Agrestowy Kolec [NPC] ) Ojciec: Brak ( Jaszczurczy Język [NPC] ) Partner: Ahmed, będzie jego czwartą żoną! | Nope.
Wężowa Łapa dołączyła do grona najwyższch kotów w klanie, co spowodowane jest zapewne całkiem długimi łapami i dość pokażnymi gabarytami ogólnymi. Ma budowę atletyczną; pod skórą wyraźnie rysują się wyrobione mięśnie, któymi mógłby poszczycić się doświadczony wojownik. Nie posiada wiele tkanki tłuszczowej, jest szczupła, co pozwala jej pozostawać nie tylko silną, ale i zwinną. W wykonywaniu uników i poruszaniu się z charakterystycznym dla niej płynnym, chodem, podczas którego łapy stawiane są pewnie, pomaga również długi, biczowaty ogon.
Futro kotki jest krótkie, barwy rdzawej. Jedynymi wyjątkami jest biały pyszczek kotki oraz onyksowo czarna, ciągnąca się wzdłuż linii kręgosłupa pręga. Całości dopełniają spore oczy o jadowicie zielonej barwie, zazwyczaj patrzące na otoczenie ze zdecydowaniem i determinacją... Nos kotki jest ceglastoczerwony, zaś opuszki łap przybrały tą samą barwę, co pręga kotki.
/10 ks/
Stara się jak może, by nie zostać skreśloną pomimo tego, co zdarzyło się, kiedy była kociakiem ( co zazwyczaj przekreśla którymś wynikającym z jej impulsywności glupawym błędem ). Wszędzie jej pełno: to biegnie przynieść matkom i kociętom trochę zwierzyny, to idzie, by takową upolować, to przynosi mech do kociarni, by tamtejsze legowiska zostały naprawione, to pomaga w załataniu przeciekającego ( mamy przecież porę opadających liści! ) legowiska terminatorów bądź wojowników, to opowiada kociętom jakąś historyjkę bądź zabiera Modrą na nauki. Stara się w miarę możliwości nawiązywać jakiekolwiek nie negatywne znajomości, poznawać nowe koty... I to by było na tyle. Swego rodzaju pracocholizm odbiera jej możliwość myślenia o czymkolwiek innym. Z ( póki co ) miernym skutkiem próbuje nabrać czegoś, co określane jest mianem ogłady, próbuje traktować starsze od niej koty z szacunkiem, co z pewnością nie jest rzeczą łatwą. Przy młodszych kotach, zwłaszcza kociakach, zdarza się jej zgrywać bohaterkę, choć stara się nie być dla nich w jakikolwiek sposób wrogo nastawiona Nie myślcie jednak, że straciła swój charakter! W razie potrzeby umie pokazać pazurki i nie boi się wyrazić własnego zdania. Nikt nie będzie wchodził jej w paradę!
Jedno trzeba było przyznać Otoczce: trochę się zamyśliła. W sumie to nawet bardziej, niż trochę, bo zanim tamta się odezwała, rdzawa nie zwróciła na nią większej uwagi. Z resztą, nawet, gdyby była czujna - niby czemu miałaby jakoś specjalnie przejmować się pieszczoszką, kociakiem dwunogów, który najwyraźniej łaził wokół zupełnie bez żadnego powodu, który z tego, co widziała, nie miał pojęcia o świecie... I nie był jakoś szczególnie groźny, bo nie widziała jakiegoś szczególnego zarysu mięśni na łapach kotki.
Właśnie dlatego, że była nieco zamyślona, odczekała chwilę, zanim odpowiedziała tamtej, przez chwilę udając, że jej nie usłyszała, ignorując ją celowo i zastanawiając się, co by tu zrobić. Gdyby tamta postanowiła ją zaatakować, byłaby praktycznie żadnym przeciwnikiem, jednakże póki co zachowywała się przyjaźnie. Otoczka miała już dość bliską znajomość z jedną pieszczoszką, czemu więc miałaby odrzucać taką możliwość w wypadku jakiejś innej? Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się jej jakiś sojusz. No i... Tamta najwyraźniej nie była głupia. Ładnie ją tytułowała i zachowywała się odpowiednio do swojej nieistniejącej pozycji. - I dobrze, że przepraszasz - mruknęła pod nosem, póki co nawet nie zamierzając zbytnio kręcić głową na prawo i lewo tylko i wyłącznie po to, żeby mieć dobre spojrzenie na jakąś tam kotkę. Jeszcze by jej opatrunek spadł i co wtedy? Musiałaby ponownie zasuwać do Krzywuchy. Phi! Zupełnie, jakby nie miała lepszych rzeczy do roboty. - Nie znam drogi do twojego domu, mała - odpowiedziała, teraz już uważniej przyglądając się tamtej. Miała wrażenie, że widziała już kiedyś kogoś podobnego do niej, z drugiej strony jednak po lesie chodziło dużo burych kotów, nie mówiąc już o ilości takowych znajdujących się na osiedlu dwunogów, gdzie większość pieszczochów powinna się znajdować. No właśnie - większość, bo ta tutaj najwyraźniej zabłądziła. - Walczyłam. I nie jeden, tylko dwa koty - rzuciła w odpowiedzi na słowa tamtej, zastanawiając się, czemu tamta właściwie dalej tu przebywa i zadaje jej pytania, skoro wyraźnie powiedziała jej już, że nie ma absolutnie żadnej możliwości, by chociażby spróbowała jej pomóc. - Ale tylko jeden z nich był głupi - i niech teraz wszyscy zastanawiają się, czy głupi był Gawron, czy Bystra, bo Otoczak nie zamierzała w tym wypadku precyzować swojej wypowiedzi. Za to bardzo chciała unieść brew w odpowiedzi na pytanie tamtej, zastanawiając się, kto nadaje kotom takie dziwaczne imiona, ostatecznie jednak postanowiła, że będzie się musiała powstrzymać przed takim zachowaniem ze względu na opatrunek. - Jestem Czarny Świt - powiedziała, unosząc nieco wyżej podbródek, zadowolona z tego, jak brzmiało jej obecne imię. Groźnie. Dokładnie tak, jak miało brzmieć. - Co to to całe ringo, co? - rzuciła tamtej spojrzenie, cały czas lustrując ją swoimi ślepiami. Czy one aby na pewno nie znały się wcześniej? Na pewno...? - Nie byłaś przypadkiem w jakimś klanie, mała? - spytała w końcu tamtej, uważnie wymawiając każde słowo i przy okazji nie spuszczając wzroku z tamtej. Zależało jej na tym, żeby dostrzec jej reakcję, która mogłaby jej powiedzieć równie wiele, co słowa kotki.
PAIN!you made mea, youmademeabeliever,believer PAIN!youbreakmedownandbuildmeup,believer,believer PAIN!_»_ohletthebullets_f l y,oh let them_r a i n_« PAIN!youmademe a,youmademeabeliever,believer
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Po chwili jednak delikatny uśmiech z twarzy kotki znikł, zamieniając się w zakłopotany grymas, a sama z delikatnym żalem patrzyła na rdzawą. Dawna terminatorka na początku ją ignorowała, ale Ringo była cierpliwa. Przeciągnęła się, w głowie układając wypowiedź, która nie byłaby zbyt obraźliwa, ale nie świadczyłaby o tym, że pręgowana się do niej przymila, tak jak małe dziecko, które coś chce. Uniosła delikatnie brew w odpowiedzi na dość chamskie mruknięcie pod nosem. To mruknięcie przemilczała, nie chcąc powodować bójki, która mogłaby skończyć się wylądowaniem Ringo cztery królicze skoki pod ziemią, o ile Otoczak chciałaby ją zakopać, bo niczego nie wiadomo. Gdy usłyszała, że Czarny świt nie zna drogi do jej domu, spróbowała jeszcze raz.
- Proszę panią, przepraszam, że jestem aż tak upierdliwa, ale czy zna pani drogę do osiedla dwunogów? Bardzo zależy mi na powrocie... - niemalże szepnęła, z powodu cichego mówienia, co było skutkiem jeszcze większego stresu zmieszanego ze strachem, który skutkował tym, że rdzawa, która była prawdopodobnie ostatnią deską ratunku dla Ringo nie wiedziała gdzie jest jej dom. W sumie gdyby obcy kot, którego pierwszy raz widziała, zapytał by się, czy wie gdzie jest jego dom, Ringo również by nie odpowiedziała - dlatego sięgnęła po prostszy sposób, po prostu powiedziała gdzie znajduje się jej dom. Samotniczka na pewno była włóczęgą, więc wiedziała gdzie się znajduje Osiedle dwunogów.
Gdy nieznajoma odpowiedziała na pytanie, które odbiegało od tego ważniejszego tematu, kotka uspokoiła się i uśmiech wrócił na jej twarz, ale w jej oczach dalej widoczny jest strach, wręcz podwójny strach - pierwszy powodem strachu jest brak odnalezienia drogi do domu, a drugim powodem jest rdzawa, której Ringo nie ufa i to bardzo.
- Skoro cię zaatakowały to i ten pierwszy, i ten drugi mają mech zamiast mózgu - użyła określenia, niegdyś użytego przez któregoś z dwójki mentorów, którzy nakryli ją i jakąś rzeczną wywłokę na spotkaniu, i to prawdopodobnie przez nią została kociakiem, bynajmniej pieszczoszka o to obwiniała niewinną kremową terminatorkę. Ziewnęła cicho, starając się to ukryć, aby nie wywołać u Czarnego świtu uczucia, że ją ignoruje i nie bierze na poważnie, tak naprawdę nie było. Gdy zauważyła, że rdzawej nie śpiesznie do wstawania, postanowiła położyć się na piasku, by rozprostować łapy po nieudanej próbie powrotu do domu.
Przeciągnęła się, by ułożyć kolejną nudną i przepełnioną komplementami wypowiedź, ale chwila... Gdy rdzawa jej się przedstawiła, coś w jej małej łepetynie zaświtało. Ah tak! Samotniczka ma wojownicze imię.
- Byłaś wojowniczką w jakimś klanie? - mruknęła mając koniec języka za przewodnika. Niemalże wymsknęło jej się, a ona sama nie pomyślała, że mogła urazić Czarny świt. Zaczęła coraz bardziej nerwowo oddychać, czując się niekomfortowo, ale na szczęście rdzawa nie patrzyła się na nią, jej jadowicie zielonymi oczami, które budziły lekki strach w Ringo, co o wiele poprawiało sytuacje w której kotka się znajduje.
Rozpoczęła mycie swoich ubrudzonych kurzem łap, krzywiąc się, z powodu posmaku ziemi w jej ustach.
- Nie mam zielonego pojęcia, co oznacza słowo ''Ringo'', ale mi w każdym bądź razie się nawet podoba - powiedziała spokojnie, patrząc na reakcje Czarnej na jej dość odważne słowa.
Gdy Czarna zadała pytanie odnośnie dawnej przynależności do klanu, serce jak na zawołanie zaczęło jej szybciej bić. Wolała nie kłamać, bo to mogłoby tylko sprowokować niby-wojowniczkę do ataku na pieszczoszkę. W końcu zdecydowała się powiedzieć dość ryzykowną prawdę.
- T-tak, byłam terminatorką w klanie gromu - Kolendrową łapą... Ale uciekłam. A ty jesteś tą.. Wężową łapą? - słyszała o rdzawej, nawet parę razy się z nią mijała. Jej matka opowiadała jej o niej, o rdzawej, pokrytej bliznami, zielonookiej terminatorce. Teraz zdała sobie sprawę, że to ''pani'' było praktycznie niepotrzebne, ale przyszłości nie da się zmienić... W sumie jakby teraz na to po patrzeć to Otoczak jest starsza od niej więc powinna nawet mówić jej na ''pani''.
Mistrz: Piorunopręga! Płeć: kotka Matka: Brak [ Sójczy Śpiew ( Agrestowy Kolec [NPC] ) Ojciec: Brak ( Jaszczurczy Język [NPC] ) Partner: Ahmed, będzie jego czwartą żoną! | Nope.
Wężowa Łapa dołączyła do grona najwyższch kotów w klanie, co spowodowane jest zapewne całkiem długimi łapami i dość pokażnymi gabarytami ogólnymi. Ma budowę atletyczną; pod skórą wyraźnie rysują się wyrobione mięśnie, któymi mógłby poszczycić się doświadczony wojownik. Nie posiada wiele tkanki tłuszczowej, jest szczupła, co pozwala jej pozostawać nie tylko silną, ale i zwinną. W wykonywaniu uników i poruszaniu się z charakterystycznym dla niej płynnym, chodem, podczas którego łapy stawiane są pewnie, pomaga również długi, biczowaty ogon.
Futro kotki jest krótkie, barwy rdzawej. Jedynymi wyjątkami jest biały pyszczek kotki oraz onyksowo czarna, ciągnąca się wzdłuż linii kręgosłupa pręga. Całości dopełniają spore oczy o jadowicie zielonej barwie, zazwyczaj patrzące na otoczenie ze zdecydowaniem i determinacją... Nos kotki jest ceglastoczerwony, zaś opuszki łap przybrały tą samą barwę, co pręga kotki.
/10 ks/
Stara się jak może, by nie zostać skreśloną pomimo tego, co zdarzyło się, kiedy była kociakiem ( co zazwyczaj przekreśla którymś wynikającym z jej impulsywności glupawym błędem ). Wszędzie jej pełno: to biegnie przynieść matkom i kociętom trochę zwierzyny, to idzie, by takową upolować, to przynosi mech do kociarni, by tamtejsze legowiska zostały naprawione, to pomaga w załataniu przeciekającego ( mamy przecież porę opadających liści! ) legowiska terminatorów bądź wojowników, to opowiada kociętom jakąś historyjkę bądź zabiera Modrą na nauki. Stara się w miarę możliwości nawiązywać jakiekolwiek nie negatywne znajomości, poznawać nowe koty... I to by było na tyle. Swego rodzaju pracocholizm odbiera jej możliwość myślenia o czymkolwiek innym. Z ( póki co ) miernym skutkiem próbuje nabrać czegoś, co określane jest mianem ogłady, próbuje traktować starsze od niej koty z szacunkiem, co z pewnością nie jest rzeczą łatwą. Przy młodszych kotach, zwłaszcza kociakach, zdarza się jej zgrywać bohaterkę, choć stara się nie być dla nich w jakikolwiek sposób wrogo nastawiona Nie myślcie jednak, że straciła swój charakter! W razie potrzeby umie pokazać pazurki i nie boi się wyrazić własnego zdania. Nikt nie będzie wchodził jej w paradę!
Czy znała drogę do osiedla dwunogów? No, znała. To był akurat fakt. Wiedziała, gdzie leży tak nazywane miejsce, wiedziała, jak do niego dotrzeć, w końcu robiła to nie raz. Ale czy podzieli się tą informacją z tamtą? Czy będzie wystarczająco łaskawa i miłosierna, by nie pozwolić tej kupie pieszczochowego futra wrócić do swoich panów i władców, czy może jednak będzie wolała sama zostać jej panią i władczynią? Co byłoby logiczniejsze, hmm? - Jest gdzieś tam - powiedziała i machnęła ręką w kierunku, w którym w przybliżeniu było osiedle dwunogów, nie siląc się na nic więcej. Tamta napotka po drodze wiele niespodzianek, ale jeśli była zdesperowana i nieszczególnie głupia, to MOŻE przeżyje, jeśli będzie mieć szczęście. - Nie tobie o tym decydować, mała - stwierdziła. TO ONA tutaj decydowała, kto MA mech zamiast mózgu, a kto go NIE ma, a byle pieszczoch nie będzie kwestionować jej opinii opartych na bujnym doświadczeniu rozpoznawania oszołomów nabytym w klanie gromu. Swoją drogą, tam nie było to w ogóle niczym skomplikowanym, bo praktycznie wszędzie, gdzie się spojrzało, był jakiś oszołom. - Nie - odpowiedziala na pytanie tamtej. W klanie gromu była prawdziwą wojowniczką, wojowniczką we wszystkim oprócz imienia, jednakże większość była zbyt ślepa, żeby to zrozumieć. I wkrótce za to zapłacą. Już niedługo. Była tego absolutnie pewna. Ciekawe, czy wtedy będą wystarczająco inteligentni, żeby zrozumieć swój błąd i pożałować swoich wcześniejszych opinii? Wątpiła w to co prawda, ale, kto wie, może akurat zaskoczą ją jakimś przebłyskiem rozumności? - Nie - odpowiedziała na kolejne pytanie tamtej. Nie była żadną Wężową Łapą. To imię byłoby piękne i groźne, gdyby... Gdyby nie zostało jej nadane za karę. Błyskotliwy mógł ją nazwać jak chcial, ale nie miało to żadnego znaczenia. Nie była żadną Wężową Łapą i tamta powinna to dobrze zapamiętać. - Jestem Czarny Świt. I mówiłam ci to dosłownie uderzenie serca temu - sierść na jej karku zjeżyła się nieco, zdradzając irytację kotki, zaś ogon rdzawej uniósł się nieco i uderzył o ziemię, by następnie jego końcówka również powtórzyła ten gest. - Uciekłaś, bo...? Nie jesteście przypadkiem winni lojalności wobec tej waszej pseudo gromadki, mała?
PAIN!you made mea, youmademeabeliever,believer PAIN!youbreakmedownandbuildmeup,believer,believer PAIN!_»_ohletthebullets_f l y,oh let them_r a i n_« PAIN!youmademe a,youmademeabeliever,believer
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Odwróciła na chwilę wzrok od rdzawej, próbując sobie wszystkie informacje które otrzymała złożyć w jedną, spójną całość. Gdy tylko Czarny świt wskazała jej miejsce gdzie mniej więcej było Osiedle dwunogów, uśmiech na jej pyszczku powrócił.
Miała ochotę wręcz całować Czarny Świt po łapach, za to, że wreszcie wskazała jej drogę powrotu do domu.
- Bardzo pani dziękuje, pani Czarny świt. Jestem pani dłużna, gdyby pani czegoś potrzebowała, to niech pani po prostu pójdzie do Osiedla dwunogów i podejdzie pod miętowy obóz, tam mieszkam i z chęcią pani się odwdzięczę - mruknęła zadowolona, otrzepując łapy z piasku, gdzieś z boku, aby czasem nie otrzepać się prosto na rdzawą.
- Dobrze, przepraszam, już nie będę. Niech się pani na mnie nie gniewa - powiedziała i położyła płasko uszy na sobie, w geście skruchy - Bardzo panią przepraszam... - westchnęła jeszcze ciszej, opuszczając łebek i otaczając się puszystym ogonkiem.
- Czyli jest pani jednym z tych samotników, którzy nadają sobie klanowe imiona? - spojrzała ukradkiem na rdzawą, patrząc czy się na nią zezłości i czy to jest już dobry moment na jej ucieczkę od rdzawej, która ilością blizn, mięśni i doświadczenia wręcz przerażała ją. Najbardziej barbarzyńskiego wyglądu właśnie nadawały jej owe blizny, ale na szczęście źle mówiący o niej wygląd łagodziły opatrunki, które świadczyły o tym, że rdzawa ma jednak jakiś przyjaciół, którzy ją opatrzyli.
- Przepraszam, zapomniałam o czasie przeszłym. Czyli pani była Wężową łapą, tak? Klanowe koty ostatnio źle o pani mówili, w sumie ostatnio w klanie Gromu byłam wiele księżycy temu, więc pani sprawa mogła ucichnąć. - po raz kolejny odwróciła się do rdzawej, pręgowaną niemalże rozpierała energia, z powodu tego, że ma doświadczoną samotniczkę tuż przed sobą i rozmawia z nią bez konsekwencji i w dodatku pani Czarny świt jej pomogła! Może samotnicy nie są tacy źli...
- Nie i nie zamierzam być winna lojalności klanie Gromu, to już nie mój klan. Teraz jestem pieszczoszkiem i żyje mi się o wiele lepiej niż w jakimś klanie, gdzie za wszystko można dostać w pysk - niemalże burknęła, przypominając sobie ostatnie chwile spędzone w klanie Gromu - Nie zamierzam nawet do nich wrócić, wolę już zostać do końca życia zamknięta w raz z dwunożnym, niż wracać do klanu - cicho wysyczała rozwinięcie swojej ponurej odpowiedzi, przymrużając oczy.
//Przepraszam za gniota, ale strasznie się spiesze >_
Mistrz: Piorunopręga! Płeć: kotka Matka: Brak [ Sójczy Śpiew ( Agrestowy Kolec [NPC] ) Ojciec: Brak ( Jaszczurczy Język [NPC] ) Partner: Ahmed, będzie jego czwartą żoną! | Nope.
Wężowa Łapa dołączyła do grona najwyższch kotów w klanie, co spowodowane jest zapewne całkiem długimi łapami i dość pokażnymi gabarytami ogólnymi. Ma budowę atletyczną; pod skórą wyraźnie rysują się wyrobione mięśnie, któymi mógłby poszczycić się doświadczony wojownik. Nie posiada wiele tkanki tłuszczowej, jest szczupła, co pozwala jej pozostawać nie tylko silną, ale i zwinną. W wykonywaniu uników i poruszaniu się z charakterystycznym dla niej płynnym, chodem, podczas którego łapy stawiane są pewnie, pomaga również długi, biczowaty ogon.
Futro kotki jest krótkie, barwy rdzawej. Jedynymi wyjątkami jest biały pyszczek kotki oraz onyksowo czarna, ciągnąca się wzdłuż linii kręgosłupa pręga. Całości dopełniają spore oczy o jadowicie zielonej barwie, zazwyczaj patrzące na otoczenie ze zdecydowaniem i determinacją... Nos kotki jest ceglastoczerwony, zaś opuszki łap przybrały tą samą barwę, co pręga kotki.
/10 ks/
Stara się jak może, by nie zostać skreśloną pomimo tego, co zdarzyło się, kiedy była kociakiem ( co zazwyczaj przekreśla którymś wynikającym z jej impulsywności glupawym błędem ). Wszędzie jej pełno: to biegnie przynieść matkom i kociętom trochę zwierzyny, to idzie, by takową upolować, to przynosi mech do kociarni, by tamtejsze legowiska zostały naprawione, to pomaga w załataniu przeciekającego ( mamy przecież porę opadających liści! ) legowiska terminatorów bądź wojowników, to opowiada kociętom jakąś historyjkę bądź zabiera Modrą na nauki. Stara się w miarę możliwości nawiązywać jakiekolwiek nie negatywne znajomości, poznawać nowe koty... I to by było na tyle. Swego rodzaju pracocholizm odbiera jej możliwość myślenia o czymkolwiek innym. Z ( póki co ) miernym skutkiem próbuje nabrać czegoś, co określane jest mianem ogłady, próbuje traktować starsze od niej koty z szacunkiem, co z pewnością nie jest rzeczą łatwą. Przy młodszych kotach, zwłaszcza kociakach, zdarza się jej zgrywać bohaterkę, choć stara się nie być dla nich w jakikolwiek sposób wrogo nastawiona Nie myślcie jednak, że straciła swój charakter! W razie potrzeby umie pokazać pazurki i nie boi się wyrazić własnego zdania. Nikt nie będzie wchodził jej w paradę!
Zmrużyła oczy, uważnie obserwując pieszczoszkę, która najwyraźniej postanwiła wypytywać ją o pół jej życia, co zdecydowanie nie podobało się Otoczce. Mimo wszystko dość poważną sprawą było powracanie do własnej przeszłości, zwłaszcza, jeśli była ona taka, jak historia rdzawej, która nieszczególnie lubiła się nią dzielić. Jednym wybrykiem przekresliła całą swoją przyszłość w klanie - może to i lepiej, że właśnie tak to się ułożyło? Mimo wszystko wolała swoje obecne życie od zakazów i nakazów narzucanych przez przygłupiego buca, jakim był Błyskająca Gwiazda. To nie był już ten grom z czasów, kiedy była kociakiem, z czasów, w których sprawiedliwie rządziła nim Rozerwana Gwiazda, która ponoć miała nawet pomysł na durną, ślepą siostrę Otoczki, która postanowiła kiedyś do niej przybiec i wykrzyczeć jej prosto w pysk, że jest zepsuta, pomimo tego, że rdzawa niejednokrotnie zajmowała się jej sprawą i wstawiała się za nią. Gdyby teraz na miejscu pieszczocha znalazła się właśnie Grążel, niczyja córka zapewne zabiłaby ją bez żadnych skrupułów. - Zapamiętam to sobie - odpowiedziała tamtej, żeby uświadomić jej, że obietnica pomocy niekoniecznie będzie w tym wypadku słowami rzuconymi na wiatr. Wojowniczka rzadko kiedy bywała na osiedlu, jednakże jeśli już tam była, zazwyczaj jej pazury szły w ruch, tak, jak stało się to w przypadku Czekoladki. I całkiem prawdopodobne, że gdyby zaatakowała kogoś nieco silniejszego od tamtej pokraki, to moglaby potrzebować informacji o osobnikach mogących ją wyleczyć. - I tak, jestem z tych kotów, które nadają sobie takie imiona, jakie chcą mieć. Mało mnie obchodzi to, że jakieś tam klany mają te swoje zwyczaje dotyczące imion. Równie dobrze mogłabym sobie uznać, że dzisiaj zakładam plemię takie, jakie były kiedyś i stwierdzić, że będę Mówcą Strzelistych Kamieni. Moje zwyczaje to nie ich sprawa, a i ja zazwyczaj zostawiam te bandy oszołomów w spokoju.
Dalsze drążenie sprawy na temat jej dawnej przynależności niezbyt się jej podobało i wolała uciąć ten wątek raz na zawsze, nie udzielając odpowiedzi na pytanie pieszczoszki. Nie powinna wsadzać nosa w nieswoje sprawy, nie aż w takim stopniu. - Zadajesz za dużo pytań - powiedziała, nieco zaciskając zęby, po chwili rozluźniła się jednak, pamiętając o opatrunkach. Powinna bardziej się pilnować. - A przypadkiem klanowe kotki nie powinny wyrzekać się bycia pieszczoszkiem, co? - spytała tamtej, owijając łapy ogonem.
PAIN!you made mea, youmademeabeliever,believer PAIN!youbreakmedownandbuildmeup,believer,believer PAIN!_»_ohletthebullets_f l y,oh let them_r a i n_« PAIN!youmademe a,youmademeabeliever,believer
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Rozluźniła się, jednakże nieufność do rdzawej ciągle ciążyła na sercu Ringo.
Dlaczego rdzawa aż tak wyrzeka się klanowej przeszłości. Pamiętała ją, pamiętała opowieści matki, aby ją unikała, o tym jak zastraszała jej rodzeństwo, mówiąc, że ''Zabijanie jest dobre''. Postanowiła nie zważając na to, że rozmawianie o Klanie drażni rdzawą, jednym słowem rzuciła to, co pierwsze przyszło jej na myśl.
- Na serio uważasz, że zabijanie jest dobre? Myślę, że jest wiele innych sposobów, aby uniknąć tak krwawego i bezmyślnego sposobu - mruknęła, delikatnie unosząc wargę do góry, nie wiadomo w jakim celu, ale owa mimika była ulubioną ze wszystkich jakie dotychczas poznała, pokazywała najlepiej niedowierzanie w troszkę chamski sposób, ale niebieska zbytnio się tym nie przejmowała. Czekała na odpowiedź od Otoczak, próbując przeanalizować to, co maluje się na jej twarzy. W razie gdyby Otoczak zdecydowała się pozbyć ze swojego otoczenia denerwującej pieszczoszko-terminatorki.
- Niektóre klany są bandą oszołomów, przyznam, ale nie wszystkie. - tutaj nie miała na pewno na myśli Klanu Gromu, który według niej taką bandą się stał - Niektóre klany mają nieźle poukładane w głowach i nie występują tam żadne kłótnie, które kończą się źle. Ale niestety takich klanów jest mało. Nawet samotnicze klany są lepsze, od klanów które dają tytuł wojownika każdemu losowemu kotu, który posługuje się zasadą kła i pazura, robiąc ze wszystkiego jedną wielką kłótnie. Jednym słowem panuje tam chaos, bez żadnego głosu rozsądku. Tak się dzieje coraz częściej
Spróbowała nie podpaść samotniczce, której mogłaby posłużyć jako całkiem niezła i modna wycieraczka.
Zdecydowała nie zadawać więcej pytań, aby nie zdenerwować nieznajomej ale niestety - jedno z jej upierdliwych pytań ją zdenerwowało... A nie, ona tylko stwierdziła, że pieszczoszka zadaje za dużo pytań.
Ringo otwarła pysk, aby coś powiedzieć, ale wydusiła z siebie jedynie zgodny, ponury pomruk, widząc jak rdzawa się rozluźnia.
Na pytanie na temat przynależności do klanu, jej źrenice niemalże od razu zaczęły być szparkami, które z nieufnością przyglądały się twarzy Otoczak
- Tak, tak, znam tą śpiewkę. Jednakże mnie ona nie dotyczy. Nie miałam wyboru, nie zostałam pieszczoszkiem, dla wygody, lecz dla przetrwania, aby nie umrzeć z głodu i nie pozwolić muchą zjadać moje ścięgna. Nie jestem klanowym kotem, nie porównuj mnie do tych oszołomów traktujących jakiś kodeks jak świętość, a same nakładają jakieś wymyślone prawa, które potem magicznie zostają unieważnione - syknęła, napinając mięśnie, ukazując złość, która teraz wręcz dominowała w jej ciele, złość dosłownie ją rozpierała - Nigdy nie wrócę do klanu, nie potrzebna mi znajomość tego idiotycznego kodeksu wojownika, nie jestem wojownikiem, jestem pieszczochem - uświadomiła Otoczak dość chamsko, po chwili ciężko oddychając, próbując ochłonąć.
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz Płeć: Kocur Matka: Bagno Ojciec: who dis Partner: sb is watchin me
Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
Ostatnio coraz częściej zdarzało mu się być coraz bardziej styranym klanowym życiem. I nie chodzi tu o obowiązki wojownika czy tego typu dyrdymały. Szron należał mimo wszystko do tych bardziej aspołecznych osobników i bywało, że znoszenie relacji międzykocich było dla niego ciężarem, który raz na jakiś czas powinno się zdjąć z pleców w ramach krótkiej przerwy. Dla kocura formę owego odpoczynku stanowiło nie co innego, jak oddalenie się od źródła tych wyczerpujących problemów i... pójście właściwie gdziekolwiek. Tym razem jednak zdecydował się powędrować nie przed siebie, a bardziej na północ, wzdłuż gromowych ziem. Nie szedł zbyt szybko, czasem tylko w ramach jakiegoś emocjonalnego kopnięcia zrywał się do sprintu, w wyniku czego podróż zajęła mu dobre kilka godzin. Ale nie przeszkadzało mu to; dopóki nie natrafiał na jakieś zagrożenie po drodze w stylu drapieżnik czy wrogi mu kot i mógł coś sobie upolować na spokojnie by nie umrzeć z głodu, to taki dłuższy spacerek sprawiał mu niejako przyjemność.
Ostatecznie znalazł się na plaży. Widok wody przywiódł mu wspomnienia z czasów terminatorskich, gdy nieco bardziej wstrząśnięty niż obecnie wybrał się na podobny spacer nad Wielką Słoną Wodę, a dokładniej nad brzeg usłany kamieniami. Spotkał wówczas po raz pierwszy kota z innego Klanu, to jest Klanu Wichru. Nie, żeby żywił jakieś specjalne uczucia do tego obrazu, ot, po prostu mu się coś takiego skojarzyło z miejscem, w którym się znalazł. Podszedł bliżej, a gdy poczuł większą wilgoć pod swoimi poduszkami, cofnął się i umieścił zad na tej suchej części piasku, spoglądając dosyć martwym wzrokiem na fale muskające raz po raz czubki jego łap.
//Ringo uvu
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Ringo pragnęła dowiedzieć się czegoś więcej o dawnej terminatorce klanu Gromu.
Gdy w końcu się najadła u jego dwunoga, ruszyła na podróż.
Po paru dniach, udało jej się dotrzeć - głodna, brudna, ale szczęśliwa, że znalazła dawną członkinie klanu gromu, jednakże pełna rozczarowania, natrafiła tylko na obcego kota, który intensywnie pachniał wilgocią.
Co prawda, Ringo kojarzył się z jakimś klanem, ale niestety nie wiedziała z jakim.
Chwiejnym krokiem podeszła do wypoczywającego kocura, niemalże zaszła go od tyłu, co było dość... Niekulturalne.
- P-przepraszam pana... - wyjąkała cichym głosem, bojąc się, że to wojownik klanu gromu, który przymusowo zabierze ją do dawnego klanu i tam będzie traktowana jak więzień - W-widział p-pan t-taką r-r-rdzawą ko-kotkę z b-bliznami?...
Mierzyła z nieskrywanym strachem posturę kocura, układając w głowie najgorsze scenariusze, które wiązały się z jego postacią. Silny wojownik z łatwością mógł zrobić z niej strawę dla wron.
Wykrzywiła uśmiech, w wyraźny grymas ze strachu, a podkrążone oczy mierzyły jego posturę z jeszcze większym strachem, a źrenice przypomniały teraz cienkie igiełki.
Gwałtownie wypuściła powietrze z nozdrzy, siadając, otulając swoją posturę napuszonym, brudnym ogonkiem, który drgał trochę mniej, niż dobrze wystraszona Ringo, bojąca się utraty wolności i świętego spokoju.
Bała się, że wojownik ma niemiłe wspomnienia związane z panią Czarny świt, i uzna ją za jej córkę czy coś podobnego.
- J-jeśli p-pan n-nie lubi t-tej p-pani to mo-może pa-pan n-nie o-odpowiadać... - wymruczała cicho, kładąc uszy na czaszce, w duchu licząc, że jeśli jedna z jej teorii się sprawdzi, to chociaż jej wypowiedź osłodzi trochę gniew kocura.
Szczerze, chciała aby nagle przyszła tutaj ta miła pani i ochroniła ją przed ''wrogim'' kocurem. W sumie to kocurowi aż tak źle z oczu nie patrzyło, ale trzeba się mieć na baczności, bo klanowe koty są wyćwiczone i mściwe, szczególnie te z gromu.
Pochyliła lekko głowę na dół i w geście szacunku, i z powodu smutku, który nią wstrząsnął, gdy przypomniała sobie o swojej rodzinie, którą często zapominała.
Nie pamiętała nawet jak wyglądało jej rodzeństwo, rodziców pamiętała lepiej, ale bez szczegółów i szczerze bała się do tego przyznać.
Jednakże widząc, że dla kocura może zachowywać się jak nadpobudliwy dzieciak, a nie wesoła pieszczoszka, podniosła głowę, kierując swoje miodowe oczy, przepełnione strachem na jego postać, próbując nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z nieznajomym, który by tylko pogorszył sytuacje i doprowadził kotkę do paniki.
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz Płeć: Kocur Matka: Bagno Ojciec: who dis Partner: sb is watchin me
Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
Przez szum wody dopiero po chwili dotarły do niego czyjeś kroki. Teoretycznie nie było to niczym niezwykłym; miękki piasek i odświeżająca bryza stanowiły dużą pokusę na odwiedzenie tego miejsca, a do tego sporo samotników kręciło się po nie klanowych ziemiach, dziwnym by więc było, jakby siedząc tutaj, nikogo nie spotkał. Z nieufnym wyrazem pyska odwrócił łeb, znajdując za sobą jakąś puszystą kulkę. Rozmiarów prawie-dojrzałego kota, ale wciąż kulkę. Zastrzygł uchem, średnio usatysfakcjonowany smrodem samotnika w swoich nozdrzach.
– Nie, nie widziałem – odparł beznamiętnie na jej drżące pytanie. W ogóle nie rozumiał jej drżącej postawy i przerażenia w jej wielkich, złotych oczach. Co w nim było takiego strasznego? A może ona się czegoś bała kogoś zupełnie innego i uciekała przed tym kimś? Cóż, na niczyich terenach panowały pewnie istne igrzyska śmierci, stąd wojownik nie byłby specjalnie zaskoczony, gdyby jego podejrzenia okazały się prawdziwe. Mimo to jej drżenie wnerwiało go; za bardzo przypominało to bełkotanie Płomienia, kiedy nie mogła oswoić się z zimnem o świcie na treningu w Porze Nagich Liści. Okropne doświadczenie.
– Nie znam jej – warknął, usiłując uciąć tym wypowiedź błękitnej kotki. – W życiu jej nie widziałem. Nie wiem, o kim mówisz.
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
W końcu do jej pustego łba dotarło, że rozmawia z wojownikiem klanu cienia.
Podczas gdy ten jej dość krótko i zwięźle odpowiadał, ona wzięła parę głębokich oddechów, uspokajając się.
- J-Jest pan wojownikiem klanu Cienia, zgadza się? - przechyliła głowę w widocznym zaciekawieniu, czy dalej pamięta trochę rzeczy, które jej wkładała garściami do głowy matka.
- Jak się miewa Wężowa Gwiazda? - zapytała dość natrętnie, gdyż zbytnio nie zastanawiała się nad pytanie, a samo pytanie mogło zdenerwować kocura.
Po chwili jednak odwróciła wzrok i przemyślała to, co powiedziała. Zdecydowała się trochę odkręcić swój błąd, bo raczej nie potrzeba wyskakiwać z takim tekstem do wojownika, który teraz jest pewny, że uciekła z klanu i stanowi dla niej takie zagrożenie, jak wojownik z Gromu
- Przepraszam Pana, nie pomyślałam nad tamtym pytaniem... - westchnęła, wbijając wzrok w piasek, a jej uszy niemalże automatycznie gładko przylegały do czaszki. W końcu delikatnie się uśmiechnęła i lekko zakłopotanym wzrokiem zmierzyła sylwetkę kocura
- Dwunodzy nadali mi imię ''Ringo'', a jak pana ma na imię? - zapytała dość ciekawskim tonem, lekko przybliżając się do kocura, chciała jeszcze poruszyć temat jego blizny, ale uznała, że to byłoby już za wiele jak na początek konwersacji.
I tak wiele straciła, zostając pieszczochem. Co prawda karma u dwunogów była ohydna, ale darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy, zgadza się?
Zastrzygła uszami i spokojnie patrzyła na wojownika, myśląc, jak mu odpowie
//Przepraszam za gniota, ale pisanie z telefonu to zło ;_;
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz Płeć: Kocur Matka: Bagno Ojciec: who dis Partner: sb is watchin me
Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
Dosyć... gadatliwa jak na samotnika. Choć co prawda w swoim życiu do tej pory poznał tylko jednego nieklanowego kota, to i tak zdążył się w nim utrwalić pewien portret psychologiczny owej grupy: małomówni, ponurzy, chodzący własnymi ścieżkami. Wydawało mu się to naturalnym porządkiem rzeczy, czymś nad czym zupełnie nie trzeba zawracać sobie głowy, stąd ta zadziwiająca ilość słów wypadających z burego pyszczka była dla niego... cóż, niespodziewana. I przez to trochę irytująca. Ale to akurat nic dziwnego, bowiem Szrona zazwyczaj wnerwiały koty cierpiące na słowotok. To, na jak długo postanowi zostać w jej towarzystwie, zależało od natężenia owej przypadłości, o jakim dowie cię w ciągu najbliższych kilku uderzeń serca.
Na jej pytanie numer jeden skinął dosyć niechętnie głową, na drugie natomiast lekko się zdumiał... może nawet bardziej niż lekko: aż jego zimne rysy się nieco wygładziły z wrażenia. Nie trwało to jednak zbyt długo; kocur prędko wrócił do swojego poprzedniego, z pozoru niespecjalnie zaangażowanego w rozmowę wyrazu pyska.
- Nie powinno cię to obchodzić - odparł, łypiąc lodowym okiem na koteczkę jeszcze zanim ta się zreflektowała. Nie podobała mu się ta ciekawość, zwłaszcza u pieszczocha, jak się potem okazało z jej kolejnej wypowiedzi. Skoro wypełzła od Dwunogów, to nie miała prawa wiedzieć nic o imionach władz w Klanach... chyba, że spotkała kogoś naprawdę gadatliwego. Ale od niego nie dowie się niczego więcej na ten temat, o nie.
- Poranny Szron - rzucił z pewną wyniosłością, strosząc lekko futro. - Co pieszczoch robi w takim miejscu? To dosyć daleko od Dwunogów - tak oto drążył dalej, nie przestając przyglądać się kotce z dystansem i pewną podejrzliwością.
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
- P-Przepraszam.. - mruknęła cicho, lekko się kuląc.
Nie chciała wchodzić w drogę cienistemu wojownikowi, nawet nie miała zamiaru, więc gdy ten tylko odparł dość niespodziewanie na jej natarczywe pytanie. Wyczuła dominacje kocura, a z silniejszym nie wolno podskakiwać.
W końcu, gdy kocur się przedstawił i zadał pytanie, postanowiła się ponownie odezwać
- Szukałam pani Czarny Świt, psze pana. Ale jej nie znalazłam, a panu nie chcę ciągle zawracać głowy - odwróciła wzrok na parę sekund. Znowu spojrzała na kocura z pogodnym wyrazem pyska, lecz w jej oczach nadal widniał strach.
Zastanawiała się nad jednym pytaniem, które wręcz ją gnębiło. Wiedziała, że może oberwać dość ostrą pogardą, ale przynajmniej zaspokoi bliżej nieokreślone uczucie, które wręcz przyprawiało ją o dreszcze.
- Bardzo bym chciała nie być pieszczochem, ale nie umiem polować, nie lubię życia pieszczocha. Miałam o to prosić panią Czarny Świt, ale się gdzieś zapodziała... Czy nauczyłby mnie pan polować? Chociaż trochę... - mruknęła, patrząc wzrokiem zbitego psa na kocura, co było dość nieodpowiednie w tej sytuacji, gdyż mogło zrobić z niej bardzo natrętną osobę w oczach Porannego Szrona.
- Jeśli pan nie chce mnie nauczyć polowania - zrozumiem to. Jest pan przecież klanowym wojownikiem i niektórzy członkowie pańskiego klanu potrzebują więcej nauki, niż przypadkowy pieszczoch - posłała mu niepewny uśmiech, próbując jakoś uratować sytuacje.
Była wręcz pewna, że wojownik za chwilę dopali jej jakimś tekstem typu ''czy ja ci wyglądam na nauczyciela?'' lub coś w ten deseń, jednakże ciągle patrzyła na wojownika z odrobiną nadziei w oczach i delikatnym uśmiechem, nadającym jej pewności siebie w dość stresującej sytuacji, jaką było zadanie dość nieodpowiednie pytanie.
Przez niepewność, która w pewnym momencie przeszyła jej całe ciało, powodując to, że prawie nie mogła się ruszyć bez lekkiego dygotania, postanowiła się trochę odprężyć, patrząc na to, jak tworzą się kłębki kurzu, za sprawą jej ogona, który spokojnie nęcił piasek dookoła niej.