Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Dla Lawendy zapewne to, co mówił Toń, było całkowitą nowością i w sumie nie powinien się dziwić, że tak mocno ekscytowała się tym, o czym rozmawiali. W końcu dla niego ryby były rzeczą wręcz powszechną, a dla niej nieopisaną wręcz nowością, więc zapewne każda informacja na ich temat, stanowiła dla niej coś na kształt łakomego kąska. Uśmiechnął się do niej, kiedy postanowiła dalej łowić, bo było to coś, w pewien sposób, miłego, ale wiedział doskonale, że w tym połowach nie będzie mógł już uczestniczyć i to nieco go martwiło, ale miał nadzieję, że kiedy znowu się spotkają, Lawenda wszystko dokładnie mu opowie i przedstawi, wyjaśni jak jej szło i wyda werdykty na temat ryb, które zdołała w tym czasie wydobyć z wody. Chciał już nawet o tym wspomnieć, kiedy kocica zadała pytanie, a on nieznacznie rozchylił pysk ze zdziwienia, by po chwili się zaśmiać.
- Nie wiem! Mnie nigdy coś takiego się nie udało, ale być może było gdzieś miejsce, gdzie woda była spokojniejsza i udałoby się stamtąd wydobyć jakąś rybę. Ciekawe, jak one mogą smakować...? Pewnie są słone, tak jak woda! - rzucił po chwili całkiem swobodnie, bo nie czuł się skrępowany tym, że nie posiadał jakiejś wiedzy, w końcu to się zdarzało i było według niego całkiem naturalne.
Opisywanie jej cech charakterystycznych ryby nie było dla niego niczym dziwnym, wyjątkowym albo śmiesznym, właściwie to nawet bardzo się cieszył, że może to robić i sprawiało mu to nieopisaną wręcz przyjemność, jego serce biło zaś dość mocno, gdy tak po prostu dzielił się własną wiedzą. To też był jakiś sposób na podtrzymywanie dobrych relacji, czyż nie? Całkiem zwyczajne rzeczy były często o wiele lepsze od tych niesamowitych, nieopisanych wręcz i jakoś specjalnie wymyślnych. Bo czy taki dzień jak dzisiaj, nie sprawił przyjemności i jemu i Lawendzie? A przecież nie robili tak naprawdę niczego kosmicznego.
- Kolejne, które złowię, na pewno nie będą już tak smaczne - dodał jeszcze i pochylił się lekko w jej stronę, by dotknąć nosem jej nosa, w geście dość intymnym, ale i przyjaznym, okazując jej tym samym swoje przywiązanie, którego wcale nie chciał ukrywać, a nawet chyba nie miał po co.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Słuchając Tonącego Słońca w głowie Lawendy zaczęły się rodzić pewne wątpliwości. Nie za bardzo rozumiała, dlaczego nad morzem mógł być trudny połów, ale zaczęła sobie to jakoś tłumaczyć. Ogólnie zastanawiała się jak bardzo jej wyobrażenia odnośnie tego miejsca różnią się od rzeczywistości. - A może w tej słonej wodzie w ogóle nie żyją ryby? Skoro nie udało ci się żadnej złowić...- wyraziła swoje wątpliwości. Na początku automatycznie założyła, że ryby zamieszkują Wielką Słoną Wodę, jednak teraz nie jest tego pewna. W dodatku Tonące Słońce nawet nie wiedział jak takie zwierzę smakuje, co oznaczało, że jego byli Klanowicze również nie łowili ryb w morzu. - Na pewno!- powiedziała i zachichotała cicho. Pochyliła się do Tonącego Słońca i dotknęła swoim niebieskim nosem jego nos. Poczuła wtedy jak ciepło rozchodzi się po jej całym ciele i ogólnie czuła się tak, jak jeszcze nigdy w życiu. Zamruczała cicho i pod wpływem emocji jej łapki same z siebie przesunęły się do przodu, aby być bliżej Toń. W tym momencie muśnięcie się nosami było dla Lawendy nie wystarczające, toteż ocierając się delikatnie o jego pyszczek wtuliła głowę w jego miękkie futerko na szyi. W międzyczasie spojrzała jeszcze w niebo, aby zobaczyć ile czasu mogą ze sobą spędzić, zanim skupią się na długo wyczekiwanym przez Lawendowy Kwiat zachodzie słońca. Właściwie to teraz nie chciała, aby dzień się kończył, bo to oznaczałoby, że muszą się z Tonącym Słońcem rozstać, a nie wiadomo, kiedy nadarzy się kolejna okazja do długiego spotkania.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Na pewno żyją! Ale wiesz, nie sądzę, żeby podpływały do brzegu, tam rozbijały się fale, a one raczej nie miały się gdzie schować i pewnie dlatego nie dało się ich tak po prostu złapać - odparł na to, kręcąc jednocześnie głową. Nie był pewien, czy to było po prostu jego założenie, czy może ktoś mu o tym już kiedyś opowiadał i uznał to za coś tak oczywistego, iż nie było sensu z tym dyskutować. Niemniej jednak nie zamierzał przedstawiać Lawendzie jakiś innych teorii, bo wydawało mu się, że ma słuszność i aż żałował, że do Wielkiej Wody jest tak daleko, ale niespodziewanie pomyślał, że pewnie kiedy tylko stanie się członkiem Gwiezdnego Klanu, będzie mógł przekonać się, czy ma rację i co dokładnie się za tym kryje. Nie mówił o tym jednak głośno, bo doszedł do wniosku, że to mogłoby ich niepotrzebnie zasmucić, a przecież nie o to chodziło w tym ich spotkaniu, prawda?
Toń zamruczał cicho, gdy Lawenda się do niego przytuliła i przez chwilę trwał tak po prostu, bardzo zadowolony z tej bliskości, tak prostej i zwyczajnej, której po prostu nie mógł i zupełnie nie chciał odrzucać. Cieszył się, że kocica jest obok niego i nie mógł powiedzieć, by w tej chwili chciał czegoś innego. Jednak i on zerknął w niebo, po czym uśmiechnął się lekko pod nosem i powiedział wojowniczce wprost do ucha, by poszła za nim. Skierował się w miejsce, z którego zachód słońca było widać najlepiej, ułożył się tam wygodnie i po prostu czekał, prowadząc z kocicą całkowicie niezobowiązującą rozmowę na niezbyt zapewne mądre tematy, ale to właśnie mu odpowiadało, później zaś zamilkł na chwilę i nastawił uszu.
- To już zaraz - powiedział w końcu, gdy oderwał spojrzenie od wody i skinął Lawendzie łbem, po czym zamilkł uznając, że tak będzie najlepiej. W końcu chciała zobaczyć zachód słońca, a nie słuchać jego ciągłego mielenia ozorem, czyż nie? Tak więc milczał, pozwalając na to, by kocica po prostu w pełni poświęciła się własnym odczuciom.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Wyjaśnienie Tonącego Słońca było logiczne, ale nie potwierdzało w stu procentach, że ryby rzeczywiście żyją w Wielkiej Słonej Wodzie. Nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie jej dane to sprawdzić i czy potwierdzi się ta teza. Kiedyś Lawenda planowała się udać na poprzednie tereny z Wilkiem, jednak on zniknął bez śladu. Może wybrał się sam i niedługo powróci ze swojej przygody? Trzeba mieć nadzieje. - Wierzę ci na słowo!-zareagowała pogodnie. Lawendowy Kwiat posłusznie ruszyła za Tonącym Słońcem. Trochę żałowała, że ta piękna chwila tak szybko minęła. Mogłaby się delektować jego ciepłem i zapachem jeszcze przez długi czas. Po chwili dotarli na miejsce z którego był idealny widok na zachodzące słońce. Lawenda położyła się przy Toń, aby ich ciała się dotykały. Rozmawiała z nim na różne luźne tematy i śmiała się przy tym. Miała wrażenie jakby czas stanął w miejscu. Nic nie miało znaczenia i wszystko było takie odległe i nierealne. Można też rzec jak Tonące Słońce i Lawendowy Kwiat są razem to nie ma czasu. W pewnym momencie przyjaciel oznajmił, że zaraz słońce zacznie zachodzić. Córka Mknącego Ptaka nastawiła uszu i od razu skierowała swój wzrok w odpowiednim kierunku. Widok był niesamowity. Na niebie widać było głównie róż i pomarańcz, ale również resztki błękitu i odrobinę granatu. Wreszcie ognista kula znalazła się przy tafli wody. Delikatnie kołyszące się gałązki wierzby, co jakiś czas nachodziły na słońce jakby domagały się uwagi. Z uderzenia na uderzenie robiło się coraz bardziej widno. W końcu słońce utonęło w jeziorze. - To było równie pięknie jak Porą Nagich Drzew!- skomentowała zachwycona. To było coś niesamowitego, aż Lawendzie trudno określić czy bardziej podobało jej się Porą Nagich Drzew czy teraz. Niebieska kotka leżała jeszcze przez chwilę w milczeniu i rozmyślając nad tym zjawiskiem. W końcu podniosła się i spojrzała smutnym wzrokiem na Tonące Słońce. - Odprowadzisz mnie?- zapytała siląc się na entuzjazm. Nie chciała się rozstawać z kocurem, ale jutrzejsze obowiązki ją wzywały. Musi być wypoczęta i gotowa do służenia Klanowi. Do granic z zachwytem opowiadała o minionym dniu wspominając jej pierwszy moment w wodzie, zdobycie kaczego gniazda oraz udany połów. Na końcu pożegnała się z Tonącym Słońcem dziękując mu za tak wspaniały dzień i za wszystko, co dla niej zrobił. Polizała go w policzek i z wielkim bólem serca ruszyła żwawo w kierunku Obozu.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka przyszła tutaj tylko się napić. Dopiero później postanowiła posiedzieć trochę nad wodą. Jej szum był taki delikatny i uspokajający. Było dzisiaj zadziwiająco słonecznie. Leżała nad brzegiem wygrzewając się na słońcu. Czuła się już dobrze i nawet zdążyła się zregenerować po wielu księżycach głodu. Musi niedługo zapytać się siostry jak się poluje. Chce jej pomóc i mamie w łapaniu jedzenia. Będą miały wtedy wystraczjąco pożywienia dla każdego. Mama pewnie łatwo się na to nie zgodzi, ale dobrze będzie już umieć polować. A nóż może kiedyś jej pozwoli wyjść na polowanie. Nie chce się sprzeciwiać matce, bo zawsze jest posłuszna. Pewnego dnia jednak Jaskółka będzie musiała dać jej zapolować z nią.
//Tonące Słońce
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń wracał właśnie ze spaceru, na jaki wypuścił się po porannym polowaniu, które sprawiło mu całkiem wiele przyjemności. Pogoda była cudownie piękna, zrobiło się ciepło, świeciło już słońce i tylko nieobecność Lawendy w wyznaczonym miejscu, dość mocno go martwiła. Niepokoił się, czy przypadkiem kocica nie zachorowała albo nie zrobiła sobie jakiejś krzywdy, a teraz nie miała za bardzo jak przesłać mu wiadomości, uparcie więc postanowił, że po wczorajszej absencji, dzisiaj również tam zajrzy. Wiadomo, mogły wydarzyć się różne rzeczy, pojawić jakieś przeciwności, nie zamierzał więc z góry zakładać najgorszego, ale na pewno nieco się martwił, trudno zresztą byłoby, gdyby do tej sprawy podchodził jakoś inaczej.
Na razie jednak skierował się na Dziką Plażę, by napić się i nieco odpocząć, kiedy dostrzegł tam samotniczkę wygrzewającą się w słońcu. Nie kojarzył jej, chociaż, być może, była jednym z dzieci Jaskółki, które kiedyś spotkał, gdy leczył Wróbelek? Nie był pewien, nie był przekonany, więc zamierzał podchodzić do niej ostrożnie, ale na tyle głośno, żeby się nie wystraszyła.
- Dzień dobry! - przywitał się zatem, gdy było to możliwe, a później nastawił uszu.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Możliwe, że po prostu nie miała czasu... Bo w Klanie chyba się dużo robi prawda? Żyje tam dużo kotów muszą polować często prawda? Sama nie wie. W każdym bądź razie, może po prostu nie mogła. Ale ona się nie zna jak to jest mieć znajomych, a co dopiero przyjaciół czy coś. Ale z drugiej strony Tonące Słońce może mieć racje. Te tereny są pełne niebezpieczeństw.
Była córką Jaskółki. Zaginioną przez wiele miesięcy, ale nią była. Rana na jej plecach nadal będzie przypominać jej o tym zagubieniu. Chociaż tyle, że się ona zagoiła. Bogatka za to nie spotkała więc nigdy kocura. Była bardzo podobna do Mcha, ale nie jest nim. W pewnym momencie usłyszała jak Tonące Słońce się zbliża. Lekko się napięła, a sierść na jej karku nastroszyła. Niedługo potem ujrzała jego burą sylwetkę z kręconymi uszami. - Dzie...dzień dobry...- powiedziała lekko się kuląc.
Nie wstała. Nadal leżała. Patrzyła się swoimi oczami w te zielone kocura. Nie wydawał się groźny, ale kto wie.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Uśmiechnął się do niej lekko, pokazując tym samym, że naprawdę nie ma się czego bać. Nie wiedział, kim jest i jaka jest jej przeszłość, ale z wyglądu dość mocno przypominała jego sąsiadkę, a przynajmniej do takiego właśnie wniosku doszedł kocur, gdy tak się przypatrywał nieznajomej. Była przerażona, a na jej ciele znajdowała się chyba jakaś blizna, o ile Toń dobrze widział z odległości, w jakiej właśnie się znajdował. Poruszył nieznacznie nosem, a później uszami, jakby chciał ją w ten sposób rozbawić - to zawsze działało na Lawendę, więc kto wie, czy nie podziała również na nią?
- Mieszkasz tutaj? Gdzieś niedaleko? Ja jestem Tonące Słońce i mam swoją norę o tam, przy Borsuczych Pagórkach - powiedział, nie wskazując dokładnie lokalizacji swojego legowiska, ale skoro miała nos i raczej umiała się nim posługiwać, z całą pewnością sama znajdzie właściwy trop, który zaprowadzi ją na miejsce. Tak samo było z obozami Klanów, w końcu raczej każdy był w stanie je wyczuć, to nagromadzenie kotów było bowiem zbyt wielkie, by je przegapić, a tutaj Toń dbał o oznaczenie swego terenu, by obcy jednak wiedzieli, kiedy się na niego wpychają. Nie lubił walczyć, ale w razie problemów zamierzał bronić swojego domu.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Patrzyła na burego kocura. Wyglądał nie groźnie, ale kto wie, czy ten uśmiech na prawdę jest szczery? No, ale jego uszy przynajmniej nie wyglądały przerażające. Jak płatki kwiatów. Jego oczy nie były czysto żółte, bardziej zielone by powiedział. Czuła si tak głupio, że ocenia po kolorze oczu... Ale co na to poradzi. Po prostu ma do tego uraz. Pewnie jakby zobaczyła też kogoś z plamą na brodzie bardzo by się wystraszyła. Albo... po prostu czarno-białego z długą sierścią. Jej oczy po woli z wdechu, na wdech zaczęły się uspokajać, a źrenice żyletki rozszerzać. Jeszcze swoim strachem zdenerwowuje kocura. Jej oddech uspokoił się jednak prawie zupełnie gdy usłyszała jego imię. Mama go znała! Ale w takim dobrym sensie chyba. Mówiła, że pomoże z raną, ale kiedy nie mogły go znaleźć udały się do medyczki Klanu Wichru. Spojrzała z mniejszym lękiem i po woli się podniosła na swoich chudych łapach. - Mie... Mieszkam niedaleko ciebie... Mama cię chyba zna...- stwierdziła ostrożnie- Ma... Ma na i..imię Jaskółka.- powiedziała i zacisnęła pysk zębami.
Czy powinna tak dużo mówić osobie, która wydaje jej się bezpieczna? Bo słyszała jej imię w dobrym świetle? A może... może za bardzo się zastanawiała. Owinęła ogonem łapy, a wzrok skierowała na piasek przed sobą.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Nie zamierzał jej straszyć, naprawdę. Kiedy na nią patrzył, odnosił wrażenie, że musiało spotkać ją naprawdę coś strasznego, skoro tak się spinała i denerwowała, skoro to wszystko, jego zwyczajna obecność, wpływała na nią aż tak niekorzystnie. Nie miał pojęcia, kim dokładnie była, ale jakaś jego część już teraz jej współczuła, bo miał wrażenie, że kocica musiała przejść wiele, skoro spotkanie z całkowicie spokojnym i zdecydowanie niegroźnym kotem, działało na nią w taki, a nie inny sposób. Spróbował uśmiechnąć się do niej raz jeszcze, kiedy nieco się uspokoiła, a następnie poruszył uszami, gdy się odezwała. Och, zatem się nie mylił!
- Ależ tak! - powiedział entuzjastycznie. - Mam nadzieję, że wszyscy macie się dobrze? Wróbelek już podobno nie ma śladów rany, a to mnie bardzo cieszy - powiedział na to i zapytał jeszcze, czy może chciała zapolować na ryby, skoro znajduje się właśnie na Dzikiej Plaży, czy też może raczej przyszła tutaj po prostu wypoczywać, a on jej w tym przypadkiem przeszkodził. Nie chciał mieć z najbliższymi sąsiadami jakiś złych relacji, tak więc gdyby tylko tego potrzebowała, oddaliłby się do swojej nory, pozwalając, by kocica po prostu podziwiała to, co miała przed sobą.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Czy spotkało ją coś aż tak strasznego? Mogło być gorzej. Ale to, że zgubiła się w bardzo młodym wieku zrobiło swoje. Tak samo jak potem atak kocura z Osiedla. Bała się każdego potencjalnego zagrożenia. Chwilę jej zajmuje uspokojenie się i nie bycie bardzo wystraszonym. Fakt jednak, że Jaskółka znała Tonące Słońce jakoś pokrzepiał. Czuła się z tą wiedzą bezpieczniejsza w spotkaniu z kocurem. W końcu mama go zna, więc nie może być zły. Spojrzała już nieco uspokojona w oczy samotnika. - No... Dobrze u nas. Ty...tylko Mech zaginął... Nasz drugi braciszek... Wró...Wróbelek miała jakąś ranę?
Nie widziała nic o tym, że bura siostra też z kimś walczyła. Nie za bardzo poruszała temat śmieci Modrzewia z matką i siostrą. Czy chciała łowić ryby? Nie potrafiła. Nawet nie umiała złapać czegokolwiek innego. Przyszła się tutaj napić. Nie kojarzyła też czy mama i Wróbelek umiała coś złowić. - N.. Nie umiem... A... A ty przyszedłeś ło...łowić ryby?- spytała.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Starał się na nią nie naciskać, aczkolwiek teraz, kiedy wiedział, że nie tylko jest jego sąsiadką, ale również córką Jaskółki, miał nadzieję dowiedzieć się czegoś więcej, pomówić z nią, posłuchać tego, co ma do powiedzenia. Ciekaw był, jaka jest, ale też próbował się hamować, bo mimo wszystko nie powinien tak radośnie na nią naskakiwać. Słuchał uważnie tego, co miała do powiedzenia, pokiwał lekko łbem - nieco ze współczuciem, bo jednak doskonale wiedział, jak to jest stracić rodzeństwo, a podejrzewał, że dla kocicy jednak to było dość istotne. Poruszył nieznacznie uszami, gdy zapytała o ranę, odkrywając nieoczekiwanie, że młoda nie ma pojęcia, co tutaj się działo.
- Tak, już jakiś czas temu. Do Krzywuchy było daleko, więc Czosnek znalazła mnie i poprosiła o pomoc. Na całe szczęście wszystko się udało! - powiedział, kiwając przy okazji łbem, a później uśmiechnął się do niej lekko, kiedy zadała kolejne pytania. Przy okazji nieznacznie przekrzywił łeb, zastanawiając się, czy chciałaby wiedzieć, jak takie ryby się łowi.
- Teraz akurat nie, bo nie jestem szczególnie głodny, ale właściwie mógłbym się zorientować, ile ich dzisiaj tutaj jest... - powiedział, pozornie lekko i bez żadnego dalszego podtekstu, ale oczywiście, jeśli tylko chciałaby się czegoś dowiedzieć, mogła właśnie spróbować. Nie wiedział, czy z miejsca jej cokolwiek proponować.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka jakoś nie czuła się aż tak wystraszona. Kto by pomyślał. A wystarczyło tylko to, że usłyszała raz o tym, że Jaskółka go znała i prosiła Wróbelek, żeby do niego poszła... A no właśnie. Bury kocur chyba umiał opartywać rany. Dobrze widzieć na przyszłość. Ciekawiło ją skąd się na tym znał. Mama nie umiała wyleczyć jej podrapania i musiały iść do Klanu Wichru o pomoc. Nadal nie widziała po odpowiedzi Tonącego Słońca skąd Wróbelek zdobyła ranę. Ale może sam nie widział. To już się musi sama siostry spytać. Najważniejsze, że się wszystko zagoiło i nie było śladu. - Dzie...dziękuję, że jej pomogłeś.- stwierdziła.
Bury samotnik wyglądał bardzo sympatycznie, uśmiechał się i w ogóle. Był miły i chyba nie trzeba było się go bać. Nie wie czy chciałaby umieć łowić ryby. Nigdy o tym nie myślała. Jednak chyba taka wiedza by jej się przydała. W końcu tak też może wykarmić rodzinę. Kręcono uchy nie przyszedł jednak ich łowić, ale powiedział, że może sprawdzić ile jest rybek w wodzie. Wydawało się to sensowne, że raz jest ich dużo, a raz mało. -Mo...możesz sprawdzić.- stwierdziła.
Nie chciała się tak wpychać od razu do tej sprawy. W końcu może starszy kocur nie chce towarzystwa do oglądania rybek. Jeszcze je gdzieś spłoszy czy coś.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Tutaj musimy sobie pomagać, inaczej nie skończymy zbyt dobrze. Może nie jesteśmy Klanem, ale póki żyjemy w zgodzie i potrafimy się sobie odwdzięczać, wszystko jest w porządku - powiedział na to i uśmiechnął się do niej lekko na znak, że właściwie nie ma o czym mówić, bo naprawdę zrobił to z dobroci serca i wierząc, że to może również kiedyś zaprocentować. Dawane dobro powracało, a przynajmniej dokładnie tak uważał Toń, który starał się jak mógł trzymać wyznaczonych przez siebie torów i sposobów myślenia. Nie chciał stawać się roszczeniowy, nie chciał również zachowywać się, jakby nic w życiu go nie obchodziło, a postępując w taki, a nie inny sposób, mimo wszystko zyskiwał przyjaciół. Och, być może to było zbyt wielkie słowo w tym akurat przypadku, ale tak naprawdę był pewien, że prędzej czy później otrzyma pomoc za swoje czyny.
- Zobaczmy - powiedział podchodząc do brzegu i siadając spokojnie tak, by nie rzucać cienia na wodę. Miał wrażenie, że jeśli nie pokaże kocicy, o co chodzi, ta sama nie zapyta, więc postanowił użyć podstępu. Wsunął łapę do wody i zamilkł, czekając, co się stanie i już po chwili spostrzegł pierwsze ryby.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
No właśnie pomagać. Bogatka czuła się jakby tylko jadła i nic nie dawała w zamian. Czasem udało jej się coś złapać, ale nie potrafiła dobrze polować. Postanowiła, że zapyta się kiedyś siostry o to i owo w tym temacie, ale nadal się do tego nie zebrała. W końcu nie wie czy Wróbelek nauczy ją łapać zwierzynę. Co jeśli się nie zgodzi? Kremowa była pewna, że całe życie nie może żyć w bezwiedzy. Co jeśli znowu ją porwią? A ona nie będzie umiała upolować byle myszy? Jaki był z niej samotnik.
Bogatka została trochę oddalona. Nie chciała mu przeszkadzać w tym co robi. Jeszcze źle stanie i się spłoszą ryby. Ale wszystko dokładnie widziała. Tonące Słońce usiadł nad brzegiem. Jego cień nie padał na wodę, co bengalka zdążyła zauważyć. Wysunął łapę do wody w ciszy i zaczęły zbliżać się ryby! Niesamowite. Postanowiła mimo niepewności trochę podejść. Cicho stawiała kroki i usiadła nadal lekko z tyłu, ale już blisko kocura. - Tro...trochę ich jest.- powiedziała cicho w jego stronę patrząc na wodę, w której było kilka ryb płynących w stronę burego samotnika.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside