Logo Artemidy
Dzika Plaża
Nie rozumiał. Nie jego wina, oczywiście, Szczerbatek po prostu zamiast wyjaśnić wprost, wolał bawić się w półsłówka i zagadki. Problem w tym, że to tylko pogłębiało nieporozumienia i sprawiało, że Szpon drążył mocniej. A Bezimienny mógł się co najwyżej poddawać niestabilnym emocjom.
Spojrzał kątem oka na przyjaciela, drgając kącikiem pyszczka. Faktycznie. Zawsze ich dwóch, najsilniejszych, najfajniejszych w klanie. Nikt by im nie podskoczył, nie spróbował nawet krzywo spojrzeć. Teraz były rzeczniak sam krzywo patrzył na samego siebie, nie mógł znieść nawet swojego odbicia w wodzie, wiecznie widząc poharataną mordę.
- ALE JA NIE CHCĘ WRÓCIĆ! - kłamstwo. Pewnie, że chciał, najmocniej na świecie. Ale co by mu to dało? Setki pytań, niewyjaśnionych kwestii, skakanie nad nim, jakby wcale nie był najgorszym kotem stąpającym po ziemi. Nawet gardząc sobą, wciąż potrafił myśleć tylko i wyłącznie o sobie. Nie ma nikogo gorszego przecież. - To nie tak...Szpon, ja...tęskniłem za tobą. DALEJ tęsknię...Ale zaufaj mi, proszę. Nie mogę wrócić. Możemy...Możemy się widywać - odwrócił ponownie łeb w stronę białego - możemy się spotykać choćby tu, ale w rzepaku, albo gdziekolwiek...I dalej możemy mieć swoje spacery. I przygody i...mówiłbyś mi o wszystkim, a ja...też bym ci mówił rzeczy. Byłoby tak jak dawniej, tylko. Tylko odrobinkę inaczej...
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- KŁAMIESZ - odwrzasnął mu równo głośno, samemu nie chcąc wierzyć w to, że cokolwiek co mówił czarny miałoby być w jakimkolwiek stopniu prawdą. Czemu miał NIE CHCIEĆ wrócić?! Przecież NIC się nie stało! Wyszedł, okej, nie wrócił, jasne, ale KOGO to obchodzi?! Powiedzieliby że była to jakaś grubsza sprawa i nie mógł wrócić, i... tyle! To nie jest koniec świata, nikt by nawet nie zwrócił mu uwagi na to, że g nie było! - Co ci przeszkadza wrócić do Klanu?! Przecież NIKT nie ma nic przeciwko temu, żebyś wrócił! Mówię ci, że jak ktoś coś głupiego palnie, to go spiorę! Co masz za problem?!
Ryknął, uderzając ogonem o ziemię. Szpon był Szopnem. Wiadomo było, że kiedy usłyszał nie, odpowiadał "tak" tylko trzy razy głośniej. W tym wypadku jednak z czystego braku zrozumienia. Trzy księżyce, gdzie myślał że Szczerbatek się obraził. Jeden, lub półtora, gdzie był pewien że mógł zginąć. Teraz miał go przed sobą, a ten ani nie mówił, ani nie chciał wrócić, ani... nic. Dosłownie, nic.
- Co się z tobą do cholery stało? - sapnął, w końcu nieco spokojniej, jedynie wciąż wściekle marszcząc brwi, machając ogonem, zęby zaciskając. Był zły. Nie miał zamiaru ukrywać frustracji, czy jakichkolwiek innych emocji. To było dziwne. Jak koszmar, ale ten taki który jedynie przyprawia o smutny niepokój, a nie o dreszcze pod futrem.
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- WCALE NIE - odburknął, już nieco cichszym tonem niż przed chwilą. Kłótnia ze Szponem była ostatnią rzeczą, jakiej by teraz chciał. Właściwie kiedykolwiek. Nie licząc rodziny, on był najbliższym mu kotem. Ba, w sumie nawet bliższym niż faktyczna rodzina. Oni by nie zrozumieli, a przyjaciel na grzbiecie by go niósł, choćby się waliło i paliło. I vice versa. - A może ja naprawdę NIE CHCĘ wracać do klanu, nie pomyślałeś o tym? Może mi się tu PODOBA? HM? Mogę chodzić gdzie chcę, jeść co chcę! Może ja lubię być samotnikiem, mam tu wszystko czego mi trzeba! - bezsenność, nerwicę, lęki, jadłowstręt. Rzeczywiście, raj na ziemi. Ewentualna złamana łapa od razu może iść do odgryzienia, bo jeśli nie dotaszczy się do granicy jakiegoś klanu, to prędzej mu odpadnie albo coś innego ją zje.
- Co, stałem się frajerem to już ci nie odpowiada, co? - wcale tak nie sądził, ale czuł, że musi się bronić, jakkolwiek by głupie to nie było. - nie mogę wrócić bo...bo zrobiłem coś złego...i mnie to prześladuje i...ja nie mógłbym matce w oczy spojrzeć...tobie ledwo jestem w stanie. I nie mogę ci powiedzieć, co. A raczej nie chcę.
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nadal - nie mógł w to absolutnie uwierzyć. Każde jego słowo tylko sprawiało, że Szpon miał ochotę krzyczeć ponad Szczerbatka, żeby ten się opamiętał i w końcu ocknął z tego, że przecież nie jest żadnym wrogiem Klanu i mimo głupot jakie robił - robili! - może wrócić. Oznajmienie, że jest mu tu lepiej, było zaś po prostu samolubnie nie do przyjęcia. Bo jak to może być mu lepiej jak jest sam?! W końcu mieli być nierozłączni a teraz....?!
- To gdzie niby śpisz!!! I gdzie masz jedzenie, a co zrobisz w zimę?! A jak chory będziesz?! Albo połamiesz sobie łapę? - no! Skoro miał tu WSZYSTKO to chyba się nauczył też pierwszej pomocy i zbudował sobie swój mały prowizoryczny, jednoosobowy Klan, co nie?! Inaczej nie miał niczego więcej, niż byle burek przydrożny, co mija się ze śmiercią każdego dnia!!!! - Jesteś frajerem, bo mówisz głupoty! Zachowujesz się, jakby każdy cię nienawidził! Ile ty masz księżyców?! Pewnie, że mi nie odpowiada, że NIE WIEM co się z tobą każdego dnia dzieje i muszę się budzić z myślą, żeby Gwiezdni siedzieli ci na ogonie o każdej porze dnia i nocy, bo jeszcze umrzesz!
Syknął, zaciskając kły. Szczerbatek w ogóle myślał?!
- Ucieczka z Klanu nie jest niczym złym! Powiedzielibyśmy, że pies cię pogonił czy coś! Przecież nie raz się tak dzieje!
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie dość, że się przekrzykiwali, co było bardzo nieprzyjemną sytuacją, to Szpon zadał pytania, które wymagały ruszenia mózgu przez Bezimiennego. A to było już bardzo trudne. Wbił wzrok w ziemię, wysilając szare komórki. W sumie dobre pytanie. Co zrobi, gdy spadnie śnieg albo się połamie? Albo, gorzej, połamie się na lodzie? Wtedy nawet z niego nie zejdzie bez rozkraczenia się i pogorszenia sytuacji.
- Śpię...Śpię gdzie chcę!! Na drzewie albo w norze albo na trawie albo pod skałą. I jest bardzo fajnie!! A jedzenie mam na bieżąco, przynajmniej mam co robić za dnia, bo sobie poluję, a jak będę potrzebował to sobie zrobię swój własny stosik w jakiejś własnej norze, i tyle! Tak sobie poradzę zimą!! A...a nie połamię sobie łapy, ot. A nawet jeśli to...to znam medyczkę w gromie, ona mi pomoże - kiwnął łbem. Tak naprawdę, to nawet nie myślał o tym, jak długo będzie się tułał sam po świecie, czy faktycznie zastanie go pora nagich drzew, czy będzie musiał sobie kopać grób po prostu. Zdecydowanie wolałby mieć jakieś schronienie i towarzystwo, w końcu w kupie raźniej umierać.
- Nie jesteś moją matką!! Jestem swoją własną, indywidualną jednostką i może nie potrzebuję, żeby się o mnie martwić! Albo żeby skakać mi nad głową codziennie i kontrolować mój stan?? Nie jestem kociakiem, który jak wpadnie do dziury to już nie wyjdzie albo utopi się w kałuży! - mimo wszystko, radził sobie do tej pory. Ledwo bo ledwo i z lekką pomocą Brzózki, ale hej. Radził. Jeszcze przecież żył i tego Szpon mu nie mógł odebrać.
- Nie o tym mówię. Ucieczka...uciekłem, BO coś zrobiłem. I ja nie mówię o ceremonii...To stało się...pomiędzy tym a odejściem z klanu...
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- I BARDZO SŁUSZNIE, bo ta Gromowa to chociaż umie coś robić!!! Szara, ona mi łapę złożyła - burknął, nadal wielce oburzony zachowaniem przyjaciela. Aha, no właśnie! Przecież był ZŁY!! - A-ALE!!! To nie to samo.
O, i proszę. Żeby się za łatwo nie zgodzić, to generalnie, wszystko co powiedział nie jest tym samym. Bo nie było! Może nie było to jakoś wieeeelce dużo gorsze, bo serio brzmiało jakby sobie radził, ale gdzie w tym byli... ONI! Razem?! No właśnie, nie było ich. A to zmiana nie do przyjęcia. Niby coś tam mówił, że mogą się gdzieś spotykać, ale?! ALE?!?!!
- No i co z tego, że nią nie jestem. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, OCZYWIŚCIE że się o ciebie martwię! - bo to był głupi argument. Paskudnie głupi. Ale chociaż łatwy do zbicia! - Co niby takiego?
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Ciężko się nie zgodzić, przynajmniej cokolwiek ogarnia - i chyba jeszcze nie miała dość takich gagatków jak Szczerb czy Szpon, co Rybołów w Rzece. Grom wydawał się być całkiem przyjemnym miejscem z tego powodu. - Jak to nie?? Właśnie, że to samo jak nie lepiej! W Rzece jesteś głównie skazany na Rybołów, a tutaj? Tutaj idziesz sobie do Nurt albo do tego, no, Krwawnika! I pomogą, bo nie są durni jak Rybołów - bo w końcu lepiej jest mieć większy wybór rozrzucony po terenach niż jeden odgórny ale pod łapą.
Szpon niestety wybrnął argumentowo, co zatkało Bezimiennemu dziób na chwilę. I co miał teraz powiedzieć, jak go odtrącić, żeby za bardzo nie drążył? Byli najlepszymi przyjaciółmi, to prawda, ale czy to znaczyło, że muszą sobie skakać nad głową i opatrzeć każdą kończynę w razie upadku? Gorzej niż matki.
- No nie mogę ci powiedzieć!! - załkał, oddychając ciężko. - Powiem ci, za jakiś czas, jeśli...Jeśli pójdziesz ze mną. Hm? Szpon? Możemy przecież żyć razem, tutaj. I mieć wszystko co chcemy pod łapami. I nikt by nam nie mówił, co mamy robić i kiedy!
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- No ale ja jestem w Rzece i mnie wyleczyła!!! Tak się da. Artem mnie do niej zaprowadził! Razem z Warczącym Gardłem chyba?... Ach, nie wiem, no ale ogarniasz, da się! I nikt nie może nam nic specjalnego powiedzieć. Rybołów serio nie widuję nigdzie, Cisa wyparowało, no to idę tam, bo patrol na pewno mnie znajdzie i wiesz! Pomogą, raczej!!! - i piłeczka znów zwinnie odbita. Może to było szczęście Szpona, że umiał sobie wszystko w życiu ułożyć, żeby było tak jak chce i mu wygodnie, a jedynym problemem jaki miał był ewentualnie markotny Noc, co czasem mu musiał zajść drogę. Może Szczerbatkowi by nie było aż tak prosto... ale hej, skąd mogliby być pewni??? Poza tym, Szpon przecież by ciągle przy nim był i mu pomagał gdyby była taka potrzeba!!! Logiczne!!!!!!
- No ale... po co? Twoja siostra już prosiła mnie, żebym za tobą się rozglądał i cię szukał, bo się o ciebie martwi i nie wie czy żyjesz. Jakbym ja też przepadł, no to byłaby tragedia do niej!! I Skała... I... Łabędź przecież też by się martwił. Już się martwią! - teraz to on odsunął uszy w tył. Bo to nie miało sensu. - Zresztą! Mówiłeś, że możemy się spotykać gdzieś-tam. No to... POZA TYM!!!! Znasz mnie, nie jestem twoim nowym kumplem. Czemu nie możesz mi powiedzieć?? Przecież bym się nie obraził o nic!! Za jakiś czas a teraz nic nie zmieni!! Prawda??? Jakbym miał zareagować źle to i tak bym zareagował źle, to logiczne!!!!
I znów. Innymi słowy, dyskusje ze Szponem były trudne. Bo niemal zawsze było sto kontrargumentów na wszystko co by się mu nie powiedziało.
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ciężko powiedzieć, czy Szpon był faktycznie przekonujący, czy po prostu traciło się cierpliwość przy takiej ilości argumentów, nawet tych najdrobniejszych i bezsensownych. Bezimienny miał ochotę po prostu dać nogi za pas i zwiać przed siebie, choćby miał go gonić. Problem w tym, że mógłby w ten sposób przekreślić swoją przyjaźń z rzeczniakiem. Obraziłby się, olał go, przestał się przejmować, czy w ogóle żyje. Wtedy nie zostałby mu już nikt tak naprawdę. Łabędź może i się przejmował, ale czy faktycznie go szukał? Próbował szukać?
- ale ja nie chcę żebyś reagował źle... - powiedział cicho, odsuwając wzrok. - Szpon, ja...bo był taki...jeden...i on był z Rzeki chyba, on znał wiewiórczy skok!!! i kazał mi ją pozdrowić od niego!! i on...tak trochę...on nie żyje, stary - aż mu się słabo zrobiło, czuł że zakręciło mu się w głowie, a widok przez krótki moment rozmył się pod wpływem nagłego stresu. - I to moja wina...ja go zaatakowałem i... - przerwał, żeby się rozpłakać rzewnie, zginając kark na tyle mocno, że łeb miał prawie przy samej ziemi.
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- No to tym bardziej powiedz, bo jak będę czekać, to będę i zbyt sfrustrowany i wtedy będzie zawsze gorzej!!!! - co w sumie, nie było kłamstwem. Jeśli miał czekać na coś potencjalnie złego, stres i złość mogły powodować, że gdy w końcu usłyszy co Szczerb ma do powiedzenia, to się wkurzy i zareaguje... no, dużo gorzej, niż jak wstępnie tego chciał!
W końcu jednak, zaczął mówić. Jakiś staruch od Wiewióry. Okej, no i umarł, przecież to nie... oooch! Och. O, o rety. A to zmieniało postać rzeczy. Z jednej strony, no - gdzieś to miał. W końcu może był agresywny, a to że był dziadkiem, to tam... trzeba nie skakać do bardziej ruchliwych. Z drugiej, może nie był niebezpieczny, tylko zagadał i wyszło jak wyszło. Ta opcja dużo bardziej go poruszała, oczywiście, to było niezgodne z kodeksem! I... generalnie, zabił? Zabił kogoś?
Milczał. Czuł jak serce z chwili na chwilę bije mu coraz szybciej. Nie powinien go usprawiedliwiać. Z drugiej strony, nawet nie do końca wiedział co się stało. Reagować mógł tak, bo się bał. Kto by się nie bał morderstwa? Nie ważne czy było słuszne czy nie, to jakoś to niepokoiło iiii... ugh, za dużo.
- Nie powiem przecież innym... - sapnął w końcu, łapą uderzając o jego bark. Niezbyt mocno, żeby go na pysk nie wywrócić, bo w tej chwili byłoby to nie na miejscu. To było bardziej do wsparcia. - Nikt... nikt nawet o tym pewnie nie wie i... ugh. Nie, nie wierzę, że ty byś to zrobił. Przecież tak nie wolno. Pewnie to był wypadek, totalnie niepowiązany, nie chciałeś tego zrobić. Prawda?
Prawda? Nie chciał, żeby było inaczej. Nie umiał... nie wiedział, co gdyby było inaczej. Przecież to było takie... nierealne, dziwne i obce, czemu Szczerbatek miałby zabijać kogokolwiek? ON? Po co? W jakiejś idei?? Ale czemu??? Z drugiej strony, nie umiał postawić się na jego miejscu. Nie zabił nikogo, ani niczego, poza piszczkami i drapieżnikami. Ci się nie liczą. Nie wiedział, nie rozumiał co przyjaciel czuje. Ale... ale to było dziwne. Głupie. Wszystko było tak cholernie trudne, że nie mieściło się w głowie.
- Przecież nie miałeś w tym celu... nie chciałeś tego, prawda? Może... może on zaczął. I sam ci groził? I... wtedy nawet byś nie złamał kodeksu, jeśli to jego wina! Nie jesteś... nie możesz być mordercą, jesteś Nocną Furią, wojownikiem Klanu Rzeki. Nie chodzisz i nie mordujesz kotów bo tak ci się podoba! - no, ale czy to cokolwiek zmieniało... nie, raczej nie. Ale chociaż powiedział, że nie wierzy w to wszystko co się stało. Bo nie dało się w to uwierzyć. Szczerbatek był... no, tchórzliwym frajerem. Który przy pierwszej okazji uciekłby od zagrożenia, a nie mordował.
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W głowie mu się kotłowało, czuł jakby świat dookoła nich zupełnie zniknął. I był uwięziony w takiej własnej, osobistej klatce, tylko on, jego grzech i oceniający go przyjaciel. Choć, zważywszy na słowa wypowiadane przez Szpona, wcale nie próbował go oceniać, tylko usprawiedliwiać. Łapał się każdej luki, która pozwoliłaby mu nie uwierzyć w to, że były rzeczniak faktycznie zrobił to, bo musiał. Problem w tym, że prawda była dużo prostsza i niestety dużo straszniejsza.
- byłem sfrustrowany... - zaczął cicho - ...ja to zrobiłem, Szpon...nie-nie chciałem go...ale tak wyszło. JA go zaatakowałem, bo JA miałem problem. Rozumiesz? Tylko JA tu jestem winny. On ledwo co do mnie powiedział! - pewnie, że nie chciał go zabijać. Może i faktycznie morderstwo samo w sobie było nieszczęśliwym wypadkiem. Kwestią krótkiego niepomyślunku, chwili nieuwagi. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatecznie to Szczerbatek trzymał pieszczocha za gardło w kłach i odebrał mu życie, choć wcale nie do niego należała ta rola.
- Nie groził mi. Ani nie zaczął. To ja mu zacząłem grozić i ja zaatakowałem i...ja nie chciałem...naprawdę, naprawdę nie chciałem...nie sądziłem, że tak to się... - załkał, kładąc się już praktycznie na ziemi całym ciałem. - Nie jestem już ani nocną furią ani szczerbatą łapą ani w sumie nikim...teraz nie mam ani imienia ani rangi i tak mi się chyba należy...
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I nadal, było to tak… odrealnione, dziwne i głupie… że nie chciał w to wierzyć. Nie umiał w to wierzyć. W głowie ciągle przewijało mu się, jakie to głupie i bezsensowne. Bo było. Szczerbatek, Nocna Furia, czy nawet kot bez imienia - czemu miałby zabijać? Po co?
- Skończ gadać głupoty… - mruknął pod nosem niezadowolony. - Nijak się należy. Zresztą, co w takim razie niby teraz zamierzasz? Jak tchórz uciekać? Zabijać innych jak cię sfrustrują? Czy wziąć się w garść i spróbować jakoś… nie wiem, no, cholera! Nie chcę żebyś sobie zniknął, bo tak. Przecież to głupie. Idę za jakiś czas pogadać z Gwiezdnymi, mogę ich wypytać czy ci odpuszczą winy??? Może wtedy będzie ci lepiej, co?
Żeby już nie przegadywać się, że NIE zabił. Bo gdyby znów mu powiedział, że zrobił to umyślnie, chyba strzeliłby mu przez łeb, że aż Gwiezdnych by serio zobaczył!! Szczerbatek morderca, wolne żarty…
- Nawet nie wiem co mam robić. Ani co mówić. Ani nic. Byłem pewien, że powiesz mi jakiś głupi tekst typu że zniknąłeś bo uwodziłeś mi mamę, ja bym ci powiedział że hoho a ja rozkochałem ci ojca i byśmy sobie dali przez mordę i wrócili do obozu szczęśliwi - burknął, łapę w końcu odkładając na ziemię. Szczerbatek płakał, Szpon był skonfudowany, Rzeczna atmosfera przynajmniej nadal się ich trzymała - chaos na całego!! - Zresztą… co niby mam powiedzieć Siniak? Że znalazłem cię i co? Uznałeś że nie chcesz wracać, bo ci tu lepiej? A co jak sama cię pójdzie szukać?
Sapnął. Przede wszystkim, nadal nawet nie wiedział co on ma myśleć. Był… zły. Był zły, że Szczerbatek kłamał - bo MUSIAŁ! kłamać, nie zabiłby! - że zabił, bo może faktycznie zabił?!, że wszystko szło… źle. I smutny. Był smutny, bo co jeśli zaraz naprawdę… się rozejdą, na stałe?...
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Jestem tchórzem, Szpon - i był to chyba pierwszy raz, jak Szczerbatek faktycznie się do tego przyznał na głos. Wiedział o tym, od dawna, odkąd był dzieckiem, ale przecież trzeba było stwarzać pozory. Trzeba było grać lepszego, mądrzejszego, odważniejszego niż się jest, żeby być kimś a nie kolejnym byle kotem z byle charakterem. - Idziesz pogadać z... - to brzmiało nierealnie. I to nie dlatego, że było niemożliwe, ale czy Gwiezdni byliby w stanie odpuścić mu winy? Czy jest tam zamordowany pieszczoch? Czy wolałby mu wybaczyć czy dręczyć go do końca jego życia i w zaświatach? - Ja też chcę. Muszę w sensie. Może on tam jest i....powiedziałbym mu, że zrobię wszystko żebym nie musiał się dręczyć... - użalanie się nad sobą, cierpienie może i by miało sens, gdyby był w Klanie. Mógłby wtedy odczuć choć odrobinę współczucia ze strony innych, może faktycznie by go zaczęli lubić bo byłoby im go żal. Na ziemiach niczyich robił ofiarę tylko przed sobą samym.
- Chciałbym. Ale nawet jakbym nic tu...Co mnie czeka w Klanie? Nieprzyjemne spojrzenia, darcie mordy, użeranie się z Nocą, z Rybołów. Tu naprawdę nie jest tak źle - choć towarzystwo raczej średnie. Naprawdę, gdyby tylko Szpon z nim został, miałby w życiu wszystko czego mu trzeba. Mordę, do której można się odezwać, towarzystwo, kogoś, kto poprze głupi pomysł i złapie za kark nad przepaścią.
- To jej powiedz, że nie żyję. Albo że zabrali mnie dwunodzy i mnie już nie ma. Albo cokolwiek. Nie musi mnie wcale szukać, może się pogodzić że mnie już nie ma po prostu.
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Och, jakże przykre stwierdzenie. Nie tego się spodziewał Szpon. Nie spodziewał się że ten przyzna mu rację, tylko hardo stanie naprzeciw tym okropnym oskarżeniom. A tu… zawód. Odsunął uszy do tyłu. Może Szczerbatek faktycznie już nie był tym samym kotem? Jakkolwiek szalenie to nie brzmiało.
- Skała… idzie ze mną. Jeśli nas spotkasz na drodze, możesz do nas dołączyć. Inaczej będzie trudno się na cokolwiek umówić - szczególnie, że brak nie lubił czarnego. Przyjście i powiedzenie mu, że Szczerbatek spotkał kogoś, zabił go i teraz idzie odkupić winy… - Przy okazji, chyba wygodniej by ci było, gdybyśmy wyszli, zanim zaczniesz gadać. No i… ja wtedy poczekam na ciebie. Z nim. Powiesz, że to prywatna sprawa i nie chcesz nas przy tym.
Brzmiało dobrze, nie? Brzmiało idealnie!
- A co cię czeka tu poza jedną wielką niewiadomą, samotnością i… w sumie, niczym? Wolność się nudzi - chyba, raczej. W sumie, sam nigdy nie był tak wolny! - Rybołów nie ma. Jest, ale gdzieś siedzi cicho i się nie pokazuje. Noc… może nas kopnąć w tyłek. Mnie i ciebie. Jak wejdzie nam w drogę, to znaczy że jest bezmyślnym frajerem. I oboje wiemy, że nim jest, a takimi nie ma się co przejmować. Ja go unikam, praktycznie, jakby nie był moją rodziną.
Co nie było złe! Spokój miał przynajmniej, od paru księżyców co najmniej, same plusy. A jak Szpon umiał unikać konfrontacji, SZPON, to Szczerbatek też. Najpewniej, szczególnie jak teraz tak sflaczał jakoś dziwnie.
- A co jak cię ktoś znajdzie i wyjdę na oszusta?... Wiesz, mogę powiedzieć że… um… - co właściwie? Że zabił? Że ma lepsze życie? Oba to bzdury, jak dla Szpona. Bo NIE zabił. Nie, nie, NIE i koniec. Po prostu, nie. A życie ma okropne. Dokładnie tak było. - Ja chcę, żebyś był. Wiesz?
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie sądził, że na tej jednej z dzikich plaż, zamiast radośnie przekrzykiwać się z przyjacielem, odbędzie z nim najtrudniejszą rozmowę swojego życia. Zawsze wiedział, co powiedzieć, a nawet jeśli nie widział, ostatecznie coś wymyślał, grał pewnego siebie, odważnego. Tym razem było inaczej. Nie wiedział, co mówić, a nawet jak już mówił, czuł jakby to nie były jego słowa. Po prostu, ktoś wsadził mu do pyska wyrazy, których nigdy by nie wypowiedział. Chociażby 'tchórz' w kontekście opisywania samego siebie. Jąkał się, zatrzymywał, wstrzymywał oddechy. Czuł, że nie jest sobą albo właśnie po raz pierwszy nie udaje nikogo innego. Ciężka sprawa. Szpon nie pomagał, samym faktem, że próbował go usprawiedliwiać albo udawać, że wcale nic nie zrobił, zdawało mu się.
- To brzmi...jak dobry pomysł - pokiwał łbem, wdzięczny, że, nawet jeśli przyjaciel nie wierzył, to chciał w jakiś sposób kryć jego sekret, znaczyło to bardzo dużo. Bezimienny nie znał Skały tak naprawdę i raczej mało go obchodził. Ale wiedział, że Szpon go kocha, więc nie śmiał nawet pomyśleć o tym, żeby go zostawił. Jedną podróż przeżyje.
- Życie w klanie też się nudzi - tak naprawdę, to obie sytuacje można było wziąć na 'wyjdzie albo nie wyjdzie'. Klanowe życie może wyjść komuś na zdrowie, a może tylko cierpieć, otoczony innymi kotami. Samotnicze życie może być pełne przygód i nowych przyjaciół, a może przynieść tylko bolesną śmierć i depresję. - Poza tym, nie wiem, czy to takie proste. To nie tak, że ja nie chciałbym wrócić. Może i bym chciał, ale. Kiedyś. Nie dziś, nie przy następnym wschodzie słońca czy kolejnym. Ale kiedyś prawie na pewno.
Tego nie mógł nawet wziąć za pewnik. Nie potrafił sobie w tym momencie nawet wyobrazić pyska własnej matki, co by nie musieć patrzeć jej w oczy, a co dopiero jakby fizycznie wrócił.
- Po prostu powiedz, że mnie już nie ma. A jeśli...jeśli ją spotkam to...to powiem, że mnie pomyliłeś z kimś innym - ale miał nadzieję, że wcale jej nie spotka. Mimo wszystko, siostra powinna żyć swoim życiem, nie musiała wcale interesować się egzystencją (lub jej brakiem) Szczerbatka. - Ja też chcę, żebyś był...
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości