Choć głos drugiego kota brzmiał łagodnie, a jej słowa sugerowały, że nie miała nic złego na myśli… nie potrafiłam się ruszyć, w dalszym ciągu. Stałam jak ten słup, nie wydając żadnego dźwięku, nie ruszając się, zupełnie jakbym nie istniała. Ale istniałam, istniałam i robiłam z siebie tylko pośmiewisko. Jak ja przetrwam w dziczy, jeśli nie potrafiłam nawet stawić czoła zagrożeniu, którym kocica nawet zapewne nie była? Jak mogłam oczekiwać, że poradzę sobie poza klanem, jeśli najzwyklejsze spotkania sprawiały, że serce wychodziło mi z piersi, a brzuch wręcz burczał ze stresu…?
Ruszyłam się. Ruszyłam się i wyszłam z krzewów. Stanęłam przed kocicą, kuląc się, ukazując wystające kości, drżąc z zimna, ze stresu, sama nie wiedziałam, co tu przeważało. Bałam się tak bardzo, że nie potrafiłam zrobić nic więcej. Otworzyłam pyszczek, by zamknąć go uderzenie serca później. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Bałam się cokolwiek powiedzieć; chyba nic nie byłoby odpowiednie w tym momencie.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Cierpliwie czekała, mając nadzieję, że odpowiedź nadejdzie. Gdyby tak nie było, zapewne miałaby ogromny problem. Trudno byłoby zdecydować, co zrobić w następnej kolejności. Czy próbować dalej przekonać do siebie zabłąkaną istotkę, czy raczej zostawić ją samą, skoro właśnie tego chciała. Ale to na pewno spisałoby ją na straty. To znaczy, Ślimaczek miała przeczucie, że coś więcej za tą całą sprawą stoi i w związku z tym nie powinna przejść obok obojętnie. Sumienie nie dałoby jej spokoju, gdyby nie upewniła się, że wszystko jest w porządku.
Następne chwile były pełne emocji. Odpowiedź nie nadeszła, bynajmniej nie werbalna. Zamiast tego, tajemnicza postać wyłoniła się ze swej kryjówki, stając twarzą w twarz z samotniczką. Ślimaczek gwałtownie wciągnęła powietrze do płuc i zaraz rozwarła szeroko powieki. Na jej twarzy pojawiło się przerażenie.
- Boże słodki! - Wymknęło jej się, gdy błądziła spojrzeniem po zdecydowanie zbyt chudym ciele małej, wątłej koteczki. Widziała dreszcze, widziała strach i te kości, które przebijały się przez cieniutką skórę oraz żałośnie rzadkie futro. Od razu poczuła żal i współczucie, gdzieś tam odnalazła również cząstkę zrozumienia. Nic dziwnego, że mała kreatura była przerażona. Na jej miejscu pewnie każdy czułby się podobnie. Ślimaczek zaklęła w myślach, bo spodziewała się, że jej własna aparycja może dodatkowo stresować kotkę... A przecież nie chciała tego. - Ty ZDECYDOWANIE potrzebujesz pomocy. Co tu robisz sama? Dwunożni cię wyrzucili? - Nie nosiła na sobie tego okropnego, ludzkiego smrodu, ale kto wie, może odór zdążył się już zatrzeć. Nie wiadomo ile maleństwo spędziło tutaj same... A w ostatnim czasie Ślimaczek miała okazję napotkać porzuconego pieszczocha, więc może tym razem okoliczności są podobne. Warto dopytać. Ale niezależnie co będzie dalej, nie zamierzała zostawiać duszyczki na pastwę losu. Przynajmniej nie teraz.
Nie… spodziewałam się okrzyku ze strony drugiej kocicy, więc mimowolnie podskoczyłam, nieco zbita z tropu i przestraszona. Równocześnie czułam wstyd, że zwykłe słowa wypowiedziane głośniejszym tonem oddziaływały na mnie w ten sposób, że od razu kuliłam się w sobie i próbowałam się schować. Dalej uważałam, że samotniczka nie była dla mnie zagrożeniem, ale moje ciało reagowało inaczej. Najchętniej bym się uśmiechnęła, żeby jakoś rozładować atmosferę, pokazać, że wszystko w porządku, ale nie potrafiłam. W dalszym ciągu wpatrywałam się w nią z przerażeniem w oczach, bojąc się cokolwiek powiedzieć, dać jakikolwiek znak. Ale musiałam. Inaczej nigdzie nie dojdziemy.
– N-n-n-ni-nie… N-nie zna-znam i-ich – wydukałam z trudem, piskliwym głosem, w środku wręcz paląc się ze wstydu, że odezwanie się zajęło mi tyle czasu, by ostatecznie z mojego gardła wydostało się… to. Byłam żałosna, niemożliwie żałosna. – J-je-jestem sama. P-p-po pro-pros-prostu. Na Gwiazdy, Cyranko. Dlaczego ja właśnie przyznałam, że jestem sama?!
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Była cierpliwa, bo tylko w ten sposób mogła do czegoś dojść. Nie oznacza to jednak, że czuła się z tym komfortowo. Gdyby to zależało tylko od niej, wolałaby od razu poznać odpowiedzi na wszystkie nurtujące ją pytania i rozeznać się w sytuacji. Problem jednak leżał w fakcie, iż koteczka w dalszym ciągu była przestraszona i zdaje się, że jej nastawienie w ogóle się nie zmieniało. Ślimaczek liczyła, że koteczka poczuje się pewniej, ale... Nie. Czy robiła coś nie tak? Czy w ogóle mogła zasiać w młodej istotce ziarenko bezpieczeństwa i spokoju? Coraz bardziej wątpiła.
- Sama? Że tak samiutka jak palec? Tutaj? Cały czas? - Jej poprzednie pytania nie sprawiły, że poznała konkrety, więc zadawała kolejne... Ale chyba było ich troszeczkę za dużo! - Może inaczej... Co było wcześniej? Bez urazy, kochanie, ale nie wyglądasz jak samotniczka, która żyje na własną łapę. Wiem, że coś musiało się stać, bo to widać gołym okiem. I raczej sobie sama nie poradzisz, oj nie. Zamierzam pomóc! - Bo to tak właściwie była pierwsza myśl, która powstała w głowie Ślimaczek, zaraz po słowach nieznajomej. Szylkretka nie mogła uwierzyć, że koteczka żyje w lesie sama, od zawsze. Nic na to nie wskazywało. Ani jej zachowanie, ani wygląd. Coś ukrywała i obowiązkiem starszej, odpowiedzialnej i, przede wszystkim, empatycznej istoty, było wyciągnięcie z niej tych sekretów. Dla jej własnego dobra... I dla spokoju Ślimaczek, rzecz jasna.
Czy naprawdę byłam tak mało przekonująca, że samotniczka od razu wiedziała, że musiało być coś wcześniej? Że wcale nie jestem samotniczką z krwi i kości… a właściwie jestem, ale szybko zostałam znaleziona przez Przepiórczą Pieśń, więc to tak, jakbym nie widziała świata poza Klanem Rzeki. Och, Przepiórcza Pieśni… Tak bardzo ją zawiodłam. Ją i wszystkich innych. Wszystko co złe działo się przeze mnie. Ta decyzja musiała zostać podjęta, musiałam odejść.
Tylko dlaczego to wszystko było tak trudne?
Nawet nie wiedziałam kiedy z moich oczu zaczęły cieknąć łzy. Po prostu dłużej tak nie mogłam. Nie mogłam poradzić sobie z myślą, że zostawiłam bliskich. Że zostawiłam Perkoz. Ona na pewno się teraz o mnie martwiła, a ja odeszłam bez słowa, bez pożegnania, bez wyjaśnień. Nie mogłam poradzić sobie z myślą, że to nie było dla mnie. Że prędzej czy później umrę – z głodu, z zimna, z samotności. Możliwości było wiele.
Nie myślałam wiele. Po prostu bez słowa podeszłam do obcej kocicy i wcisnęłam pysk w jej futro na klatce piersiowej i płakałam. Byłam naiwna, może. Ale nie potrafiłam tak dłużej.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Wcześniej się nie zorientowała, ale jej kikut nerwowo kołysał się na boki. Dlaczego? Z przejęcia? Niecierpliwości? Może strachu, w pewnym sensie? Bo emocji, których czuła w tamtym momencie, na pewno nie potrafiłaby opisać. Chyba wystarczyło... Że je wyraża, przynajmniej w jakimś stopniu. Bo, mimo wszystko, musiała też nad tym jakkolwiek panować. Gdyby udzielił jej się stres młodej duszyczki, do niczego by nie doszły. Sytuacja by się pogorszyła, to z pewnością.
Badawczo przyglądała się nieznajomej, a dostrzegłszy w jej oczach łzy, od razu pomyślała sobie, że odpowiedź raczej nie nadejdzie. Bynajmniej nie taka werbalna. Spodziewała się bowiem, że w takim stanie ciężko się wysłowić, bo emocje często biorą górę... A poza tym łkanie bywa tak intensywne, że totalnie ściska gardło. Rozumiała to i akceptowała, z czystej troski... Ale jednocześnie coraz bardziej obawiała się, że nie będzie w stanie pomóc kotce. Nie, bo nie zna problemu... A jednocześnie ciężko jej zadbać o samą siebie, więc co dopiero o kogoś. Z drugiej strony, serducho nie pozwoliłoby jej zostawić kogoś na pastwę losu.
Otworzyła buzię, szukając w głowie odpowiednich słów... Ale w tej samej chwili stało się coś, czego w ogóle się nie spodziewała. Chucherko zbliżyło się do niej i wtuliło zapłakaną twarz w jej brudne futro. I koniec. Ślimaczek przez dłuższą chwilę stała nieruchomo, tępo wpatrując się w czubek głowy kotki. Pewnie potrzebowała chwili, by przetworzyć swoje zaskoczenie. Ale nie protestowała. Skoro to biedne dziecko potrzebowało wsparcia i bliskości, nie zamierzała go odtrącać... Choć było jej zupełnie obce.
- Może byś coś zjadła? Potrafisz polować? - Sądząc po wystających kościach, mikroskopijnym wzroście i... Ogóle tej całej sytuacji, szylkretka spodziewała się negatywnej odpowiedzi. Dlatego to było dla niej tak istotne, by zapytać w pierwszej kolejności właśnie o to. Ale prawdę mówiąc, zrobiła to też dlatego, że nie wiedziała z której strony to wszystko ugryźć.
Płakałam tak dalej, obsmarkując zapewne całe jej czekoladowe futro na piersi, choć zbytnio o tym w tym momencie nie myślałam. Potrzebowałam po prostu dotyku drugiego kota, zapewnienia, że wszystko będzie dobrze, chociaż chwilowej iluzji, że wtulam się właśnie w najbliższą mi osobę. Tak bardzo chciałabym, żeby była tutaj Perkoz. Tak żałowałam, że ją zostawiłam. Że nic jej nie powiedziałam. Byłam okropną siostrą. Nie zasługiwałam na żaden akt łaski nade mną, pomoc, współczucie.
– Gg-gło-głodna jestem… – zaszlochałam, dając radę wydusić jedynie tyle. Nic nie jadłam. Nie potrafiłam polować. Nie chciałam polować. Nigdy nie chciałam tego robić, bałam się. Zawsze powtarzałam, że wolałabym zginąć, niż zabić niewinne zwierzę, ale rzeczywistość i głód mnie weryfikowały. Teraz na przeszkodzie stał jedynie strach.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Odpowiedź była oczywista... A mimo to, Ślimaczek postanowiła zadać tamto pytanie. Trochę tak, jakby potrzebowała nie potwierdzenia, a zgody na nakarmienie nieznajomej. Czuła, że musi ją uprzedzić, że zamierza to zrobić... Tak jakby mówiła do kocięcia, któremu trzeba wszystko dokładnie wytłumaczyć i powiedzieć, nim przejdzie się do jakichś działań. Czy to przeczucie było uzasadnione?
- Upoluję ci coś. Na teraz... I na później. Ale, no właśnie, co będzie potem. No przecież ja cię tutaj samej nie zostawię, kruszynko. - Rzekła szczerze Ślimaczek, mając malutki zalążek nadziei, że nieznajoma ma jakiś... Plan, w którym ewentualnie będzie mogła jej pomóc... I upewnić się, tym samym, że kotka jest bezpieczna. W przeciwnym razie pojawiłyby się schody, bo szylkretka ani trochę nie uważała się za dobre schronisko. Mogłaby przygarniętą duszyczkę co najwyżej karmić, ale w kwestii zapewnienia jej spokoju i bezpieczeństwa... No, do tego się zdecydowanie nie nadawała!
Upoluję ci coś. Myślałam, że śnię. Dlaczego ta kocica pochylała się nad moim losem? Dlaczego nie pozwoliłaby mi po prostu zginąć. Byłam wszak obcą dla niej osobą, w pewnym sensie… konkurencją. A przynajmniej bym nią była, gdybym nie była taką niedorajdą życiową i rzeczywiście potrafiłabym cokolwiek upolować, ją narażając na mniej zwierzyny. Ale nie, ona sama proponowała mi pomoc, sama chciała coś dla mnie złapać, odstąpić mi łup. To było dla mnie tak nielogiczne i kojące zarazem.
– C-chciałabym pójść. Z t-t-tobą.
Obca przypominała mi trochę Topolowy Bór, Topolę. Moja… mistrzyni również otoczyła mnie opieką, zawsze była wobec mnie cierpliwa i nie zrażało jej moje zachowanie. Tęskniłam za nią tak mocno. Była moją starszą siostrą. Ją także zawiodłam. Łzy popłynęły silniej.
– C-c…Cyranka.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Cierpliwie wyczekiwała odpowiedzi, zastanawiając się, jaka byłaby tą, którą chciałaby usłyszeć... A jakiej zdecydowanie by nie chciała. W obecnym przypadku chyba "nie wiem" byłoby najgorszą możliwą opcją, stawiającą je obie w problematycznej sytuacji. Ale na szczęście Ślimaczek nie musiała się nad tym rozwodzić, bo żadne takie słowa nie padły z ust koteczki. Młoda miała inny plan... Niekoniecznie taki, który spodobał się szylkretce. Ale co miała zrobić?
- Ze mną...? Tylko... Gdzie. Sama szukam swojego miejsca, w lesie, poza nim, gdziekolwiek indziej. - Przyznała z przejęciem, chociaż te słowa nie były żadną odmową. Nie ma znaczenia jak bardzo by się starała, nie potrafiłaby pozbyć się tej małej, biednej duszyczki. To... Mogła być wada albo i zaleta. Lub oba jednocześnie. Ślimaczek na pewno nie chciała tego teraz analizować. Na głowie miała ważniejsze rzeczy; jak chociażby podjęcie decyzji, co robić dalej. Bo to, że Cyrankę bierze ze sobą, już ustaliła. Ale to mogło być wyłącznie tymczasowe rozwiązanie. - Okeeej... To chyba nieklanowe. Ludzko brzmi. - Stwierdziła, gdy kotka w końcu jej się przedstawiła. Słowa były jednak nieco cichsze, jakby skierowane do niej samej, aniżeli do rozmówczyni. Podane przez nią imię kojarzyło się Ślimaczek z wróżkami, o których miała okazję słyszeć na osiedlu. Może to przez to... Księżniczkowe brzmienie? Nie potrafiła stwierdzić, ale właśnie te konkretne rzeczy przyszły jej do głowy. Przez myśl by jej nie przeszło, że cyranka to kaczka, poważnie. - Słyszałaś, że na tych terenach mieszkają klany? - Skoro wysnuła już swoje wnioski, postanowiła badać temat dalej. Prościej mówiąc, założyła, że koteczka jest pieszczoszką, wyrzuconą przez dwunożnych. To by wyjaśniało nie tylko jej dziwne imię, ale również brak jakichkolwiek umiejętności przetrwania... No i ogólnie, przestraszoną postawę.
Och, na wszystkie Gwiazdy, zbłaźniłam się i wcisnęłam się na chama, nie zwracając uwagi na to, czy kotce to w ogóle pasowało, czy chciała ciągnąć za sobą taki ciężar, jakim byłam. Ciało zaczęło mi drżeć ze stresu, a ogon od razu pomaszerował pod mój brzuch, wskazując na mój stres. Byłam beznadziejna i udowadniałam to na każdym kroku. Mój pyszczek od razu pochmurniał.
– P-prze-przepraszam… j-jeśli to pr-problem… t-to n-ni-niewa-nieważne… – mruknęłam cicho, resztkami sił opanowując targające mną emocje. Opanowując. Bynajmniej nie głosem, bo miałam wrażenie, że jąkałam się bardziej, niż zwykle. Dlaczego w ogóle wpadłam na taki pomysł? Zachowałam się tak samolubnie.
Nieklanowe. Och, wręcz przeciwnie…
– T-tak… Um, a ty-ty j-jak masz na imię? – spytałam nieśmiało.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Ah! Nie sądziła, że jej komentarz spotka się z taką reakcją. Nie miała na celu wzbudzenia u Cyranki poczucia winy lub wstydu... Ale chyba wyszło przeciwnie. Jej samej zrobiło się w tym momencie głupio!
- Nie problem! Żaden problem, spokojnie. Jakoś sobie... Poradzimy. - Prędko zaprzeczyła, dodając do swoich słów uśmiech. Nieco blady i niepewny... Ale się starała! Szybko zmyła go z twarzy, tak prowizorycznie, gdyby się miało okazać, że łaciata widzi jej... Obawy? Bo chyba będzie to dobre słowo.
Przy tym wszystkim kompletnie nie zwróciła uwagi na fakt, iż sama również zapomniała się przedstawić. Chociaż... Nie. To nie do końca tak. Bo na ogół tego nie robi, jeśli nie zostanie o to poproszona... I sama też na ogół nie pyta. Ale ten, kto zna Ślimaczek, doskonale zna jej podejście do imion, będąc podróżującym samotnikiem. Nie mają większego znaczenia, tyle.
- Możesz mi mówić... Ślimak. - Mimo to, w tym przypadku i tak postanowiła się przedstawić. Ułatwi w ten sposób komunikację, niezbędną w tej sytuacji. - Mieszkam na ogół przy tamtym wielkim jeziorze. Chodź, tam coś zjesz... A po drodze wyjaśnię ci jak polować. Po krótce, bo nie zdążymy, skoro to zaraz obok! - Zadecydowała, bo... Tak właściwie nie było po co tutaj dłużej stać, szczególnie, że Cyranka przyznała się do głodu. To nieprzyjemne uczucie trzeba szybko wyeliminować, zanim wywierci jej dziurę w żołądku! A potem... Potem wypadałoby pogadać, by dowiedzieć się czegoś więcej na temat... Nowej podopiecznej?
Nie problem, a jednak: czułam się źle. Jakbym się narzuciła, a kocica nie miała teraz innego wyjścia, jak się zgodzić. W końcu kto odmówiłby pomocy drugiej istocie, która nie potrafiła sobie poradzić? Sama nie wiedziałam, jak bym się zachowała. Na szczęście nie musiałam martwić się o taką sytuację, bo nigdy nie będę na tyle samodzielna, by w ogóle ktokolwiek chciał szukać u mnie pomocy. Ja nie poradziłabym sobie sama, a co dopiero biorąc odpowiedzialność za kogoś innego. Smutna prawda.
Ślimak. Brzmiało klanowo… ech, co ja wygaduję. Każdy mógł nazwać się od zwierzęcia, nie tylko klanowe koty. Było nawet na swój sposób urocze, biorąc pod uwagę, że samotniczka sprawiała wrażenie szybkiej, energicznej, że aż zostawia za sobą kurz. Ślimaki były powolne. Może to właśnie celowo. Ruszyłam za nią, nie skupiając się zbytnio na naukach o polowaniu. Mój umysł był przede wszystkim skupiony na jedzeniu… byłam tak głodna.
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Wycieczka z mamą i ludźmi! To nie było codzienne wydarzenie i Ruletka nie mogła opanować swojej ekscytacji, skacząc od jednego do drugiego okna po tylnym fotelu. Świat tak szybko się zmieniał za szybą! Haha, a jak spojrzała na trawę blisko to już w ogóle pędził!!
Może nawet za szybko, bo jak się jej zakręciło w głowie i żołądku to kolejne świadome wspomnienia miała dopiero z chwili, gdy zapadła się po szyję w śniegu.
Myślała, że potężny sus pomoże jej w wyjściu na powierzchnię, ale znalazła się w takim samym położeniu, tylko że kawałek dalej. Kilkukrotnie powtórzony manewr przerodził się w zabawę, w którą próbowała wciągnąć mamę. W ostateczności ludzi. W ostateczności zajęła się sobą sama. Nie tak od razu, rzecz jasna! Trochę się trzymała grupy, ale straciła zainteresowanie, gdy wyciągnęli aparat. Dodatkowym argumentem był kaczor na oblodzonym jeziorze, któremu chciała się przyjrzeć – ostrożnie zaczęła się skradać w jego stronę, powolutku, tak aby jej nie zauważył z niemal drugiego brzegu.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Ryby, ryby, ryby! Z dnia na dzień robiło się coraz cieplej, i chociaż śnieg jeszcze nie stopniał, w powietrzu wyraźnie czuć było wiosnę. Ptaki wróciły; wczoraj na przebieżce po terenach Szlak widziała lecącego bociana, a parę dni wcześniej gęgający klucz gęsi. Trochę było jej szkoda że niedługo jemiołuszki znowu uciekną i pojawią się dopiero za kilkanaście księżycy, ale pocieszała się faktem, że wraz z nadejściem wiosny będzie mogła poznać innych ptasich przyjaciół. Na przykład czaple które wrócą nad Czarny Ogon!
Poprawiająca się pogoda zachęcała do wyjść z obozu. Zabrałaby ze sobą Bójkę, ale ten akurat edukował się pod czujnym okiem Iskry, więc na ryby ruszyła sama, kierując się w stronę Dwóch Wron. Po drodze zmieniła zdanie i jednak odbiła w stronę Topiołek. Ciekawe czy trafi tutaj na Ślimaczek? Dawno jej nie widziała, a może kotka miałaby już jakieś rybne historie do opowiedzenia. Takie które mogłaby potem streścić Bójce po powrocie.
Nie dotarła nawet do piaszczystego brzegu zanim wyczuła zapach ludzi unoszący się w powietrzu. Zwolniła kroku i skierowała się w stronę krzaków rosnących przy granicy piasku. Kawałek dalej faktycznie kręcili się dwunożni, a do tego jakiś kot, zapewne mieszkający z nimi, bo nie wyglądał jakby się ich bał. Ominęła grupkę szerokim łukiem, tak na wszelki wypadek, dochodząc do zamarzniętego jeziora. O łowieniu ryb nie było tutaj mowy, nie dopóki nie znajdzie jakiejś dziury w lodzie, albo nie nadłoży drogi żeby ominąć tych ludzi i wrócić do rzeki. Westchnęła i rozejrzała się na boki. Dziur nie było widać. Za to spomiędzy łysych krzaków wystawała całkiem wysoka pokrzywa. Szylkretka uniosła kącik pyska i skierowała się w jej stronę, gotowa okraść roślinkę z nasion. O ile w ogóle jakieś tu były o tej porze roku.