||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Wstrzymał momentalnie oddech, widząc jak łaciaty TAK PO PROSTU idzie w stronę wody. Coś z nim było bardzo, ale to bardzo nie tak. Kompletnie nie uważał na otoczenie, miał gdzieś, czy jakiś nieznajomy samotnik aby na pewno mówi mu prawdę i czy to wystarczy. Kocurek jednak wcale nie wlazł całkowicie do wody, żeby się utopić. Po prostu stał i pacał wodę.
- Kapuściany łeb - skomentował krótko. Miał zamiar odwrócić się i odejść, ale jakoś wewnętrznie nie mógł powstrzymać frustracji. Jeszcze wyjdzie na to, że on źle uczy. Albo faktycznie się utopi i jego matka czy ktokolwiek będzie deptać mu po piętach całe życie, by go kiedyś udusić we śnie albo również utopić. Nie wchodziło to w grę, oczywiście. Spojrzał się krótko na wierzbę i chwycił końcówkę zębami, by pociągnąć w swoją stronę. Chciał urwać gałązkę, która miała fajną cechę bycia giętką i raczej podatną na złamania. Zamiast tego jednak poślizgał się chwilę po ziemi i dostał po nosie ze strzelistego bata, kiedy tylko wierzba wyrwała się z jego szczęk. Prychnął więc, chwytając nieco większy, aczkolwiek standardowy i bardziej łamliwy patyk. - Chwyć się końcówki. I wejdźże trochę głębiej. Pływanie jest wtedy kiedy wszystkie nogi pracują, nie tylko przednie. Wtedy to po prostu bijesz wodę, gamoniu. - pokręcił jeszcze chwilę łbem i wszedł do płytkiej wody, chcąc dać młodemu szansę na popływanie w głębszej wodzie. - Wyciągnę cię w razie potrzeby. Ale to JEDEN jedyny raz jak tak robię i NIE BĘDĘ odpowiedzialny jeśli się utopisz. I nie robię tego dla ciebie! Jedne demony przeszłości mi całkowicie wystarczą jak na jedno życie.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Nie no, już ci mówiłem, że jestem Ziemniaczek, a nie Kapusta. - Zauważył z takim tonem, jakby Krzykacz był robaczkiem małym nieogarniającym życia i wszystkiego dookoła i trzeba było mu wszystko tłumaczyć po kilka razy. Jak Ziemniaczkowi.
Dalej radośnie pacał wodę, obserwując poczynania czarnego kocura, bo śmieszny był, jak się z gałązkami siłował, zupełnie nie tak przecież się z nimi bawiło, jeszcze chwila i... no i dostał po nosie, tak jak czarno-biały przewidywał. Pokręcił głową na to typowo robaczkowe zachowanie ze strony Krzykacza, no bo to przecież było do przewidzenia.
Chwycił się końcówki gałązki tak, jak mu polecił, wszedł trochę głębiej i zaczął machać łapami, WSZYSTKIMI CZTEREMA, żeby zaraz tamten nie zaczął mu gadać, że nie umie. Bo przecież umiał, dawał sobie radę, taki był pływak, o! Znaczy fakt, wychodziło mu trochę koślawo i trochę krzywo i miejscami to tak trochę nie za bardzo sobie radził, ale chyba aż takiej tragedii jeszcze nie było. - Chfiła. Mafs demony pseszłoścfi? Fajne szą? Jak fakiego sfobyć? - Gadał z badylem w pysku, bo nie wiedział co to te całe demony ale brzmiało superowo i on to też by chciał, bo dla niego to brzmiało jak tacy kumple, co to zawsze są obok, czyli korzystna sprawa, bo on lubił mieć kumpli obok.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
A może jednak pozwolić mu się utopić będzie lepsze dla świata? Zrobi każdemu przysługę, że będzie jednego, małego bęcwała mniej na świecie? Nie wróżył mu świetlanej przyszłości. Właściwie to żadnej przyszłości mu nie wróżył, bo czuł, że pewnego dnia po prostu coś go połknie, porwie, wpadnie do dziury z której nie wyjdzie, potknie się o coś albo zahaczy i coś sobie złamie, wda się zakażenie i umrze. Nie było mowy, żeby przeżył Szczerbatka. Jak by to świadczyło o byłym rzeczniaku?
- Dziób w ciup - mruknął, zaciskając mocniej zęby na badylu, uważnie obserwując marne próby pływania kociaka. - Róbżesz to rytmicznie, hm? Tak to byś nawet rzeki nie przepłynął na drugi brzeg, bo skończy ci się energia i pójdziesz na dno. Łeb do góry. Dajesz. - pokierował go, robiąc krok do przodu w płytkiej wodzie. - A demony przeszłości to nic fajnego. To bezsenność i koszmary na jawie. Nie chcesz ich mieć.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Pływanie faktycznie było zaskakująco proste i nie było czego tu się uczyć, Krzykacz wcale go nie okłamał! Cyk, pyk, hyc, łapki mu się majtały, woda była przyjemnie chłodna, tylko towarzystwo mogłoby być trochę weselsze, ale podobno mieć wszystkiego nie można. Ziemniaczek coś o tym wiedział, bo nie miał nic, ha!
- Fo pofiedz im fszeby fobie pofły. - No rozwiązanie przecież było proste, ten Krzykacz to serio robaczkiem niezbyt mądrym był, przykra sprawa. Ale pływać umiał, bo po jego radach Ziemniaczkowi szło wybitnie dobrze. Tak dobrze, że aż sobie pomyślał, że zrobi koledze psikusa. W jednej chwili rytmicznie poruszał łapkami, bawiąc się przednio, a drugiej zrobił wielkie oczy i zniknął pod wodą, bawiąc się jeszcze lepiej.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Zignorował go. Nie miał zamiaru go słuchać, bo tylko by wyszedł z siebie. A jak już pilnuje żeby się nie utopił, to niech faktycznie tak będzie. Potem trochę ochłonie, może uda mu się zapomnieć o kociaku, może go nigdy więcej nie spotka.
I może faktycznie tak będzie, jeśli dzieciak się utopi, bo właśnie poszedł pod wodę. Najwidoczniej pociągnięcie za patyk nic nie da, bo Bezieminny go po prostu wypuścił, kiedy zobaczył, że nagle łaciaty łeb znajduje się pod taflą. Skoczył więc za nim, zanurzając się, a następnie chwycił za kłaki na karku, by wyłowić na brzeg.
- Młody!!! Żyjesz??? - roztrzęsiony nie wiedział co zrobić, więc jedynie zamachnął się łapą by uderzyć młodego w policzek.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Ziemniaczek bawił się nadwyraz znakomicie, pluskając się w wodzie, a później pod jej powierzchnią, ale najwyraźniej tego samego nie można było powiedzieć o Krzykaczu, który wyciągnął go z wody i był strasznie całą sprawą przejęty, jakby stało się nie wiadomo co.
- No pewnie, że żyję! - Odparł mu z uśmiechem na pysku, kompletnie nie rozumiejąc tych obaw czarnego kocura. Potrząsnął tylko głową, bo ten jednak dość mocno zdzielił go łapą (zupełnie niepotrzebnie, w ziemniaczanym rozumowaniu), a gdy już stanął na własne cztery łapki to i całym ciałkiem wstrząsnął, otrzepując się z nadmiaru wody. - Dzięki za naukę, Krzykaczu! I do zobaczenia wkrótce, może się nie utopię! - A jak się utopi, to będzie kocurka nawiedzał, żeby wiedział, że jego wina, proste. Pacnął nowego ziomka łapką na pożegnanie i pognał w pobliskie zarośla, w których na pewno czekała na niego kolejna przygoda.
Jakoś tak ciągnęło go do wody. Dobrze czuł się w miejscach, przy których takowa się znajdowała. W siedlisku brakowało mu szumu wody i odbijającego się od tafli wody słońca. Nie był niby kotem z klanu rzeki, ale to nie oznaczało, że nie mógł być koneserem takich konkretnych rzeczy.
Pod Samotną Wierzbą rozłożył nogi, układając się wygodnie w korzeniach drzewa i z przymrużonymi oczami wpatrywał się w wodę.
//Ślimak
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Ślimaczek, cóż... Mogła mieć podobne odczucia. Obecność wody działała na nią w pewnym sensie kojąco. Lubiła obserwować spokojną taflę wody, jednak nigdy nie zdecydowała się wejść do środka. Przemoczone futro nie jest w końcu niczym przyjemnym. Poza tym, bez umiejętności pływania takie morskie eskapady mogłyby się zakończyć tragicznie. Wystarczy jeden mocniejszy podmuch wiatru, jedna silniejsza fala... I już jej nie ma! Prąd porwałby ją na sam środek jeziora, a wtedy utonęłaby, bez żadnych szans na ratunek. To znaczy tego przynajmniej się bała. W praktyce... Nurt w tak małym zbiorniku wody nie jest aż tak groźny. Chyba.
Dziś przyszła tu, zgodnie z rutyną, by poobserwować ulubione jezioro. Taki... Obchód, by zapełnić czas dominowany przez nudę. Nie spodziewała się, że na swojej drodze napotka innego kota, bo przyzwyczaiła się raczej do samotności panującej na tych terenach... Ale proszę! Tym razem szczęście jej dopisało, bo z daleka dostrzegła czyjąś sylwetkę. Ochoczo potruchtała w stronę tajemniczego jegomościa, witając go z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Nie wyglądasz jakbyś zamierzał połapać ryby, a więc co? Czego tam szukasz, w tej wodzie? - Zagaiła, zerkając w stronę, w którą patrzył kocur. Podejrzewała, że po prostu odpoczywał, ale to nie byłby zbyt dobry pretekst do rozpoczęcia rozmowy. Pewnie wtedy zakończyłaby się o wiele szybciej, a tak... Może się jakoś ciekawie rozwinie. Sprawdźmy.
W tych okolicach trafiał na równie sporo kotów, co na terenie osiedla i aż sam był tym zdziwiony. Wiedział, że przy samych granicach z klanami kotów będzie sporo, ale nie myślał, że wokół klanów na terenach niczyich (w nomenklaturze klanów) także będzie ich tak sporo. I w ten właśnie sposób, choć chciał poleżeć w ciszy i pogapić się w wodę, doszedł do niego głos kotki. Odwrócił głowę w jej stronę. Powitała go z uśmiechem... całkowicie inne nastawienie, niż nastawienie niepewnych do samotników kotów w klanach. - Patrzyłaś kiedyś w swoje odbicie w wodzie? Ja tak. Dowiedziałem się jak wyglądam, ale cisza i nicość wokół mojego odbicia sprawiły, że to wydało mi się nadzwyczaj... przykre. Od tamtej pory nie patrzę już w swoje odbicie - za to oglądam wodę z daleka. Na tyle daleka, by móc podziwiać jak wszystko inne się odbija, ale nie widzieć tej pustki. - Mruknął wyczerpująco... Choć czy to odpowiadało na jej pytanie?
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
No! Trzeba przyznać, że to było dość... Nietypowe rozpoczęcie rozmowy. Na pewno nie takie, jakiego spodziewałaby się Ślimaczek. Odpowiedź nie była prosta, klarowna. Wręcz przeciwnie! Brzmiała całkiem refleksyjnie i tajemniczo. Totalna skrajność do klimatów szylkretki. Nie kręciły ją tego typu rzeczy, może... Może nigdy nie była na nie wystarczająco mądra. Albo ładniej; poetycka. Patrzyła na świat raczej przez pryzmat... Realności i bezpośredniości. Totalne przeciwieństwo tego, co zaprezentował jej kocur. Tak sądziła.
- Co ty... Gadasz? O czym Ty mówisz, znaczy się. Bo chyba średnio czaję, nie żeby coś! Ale odbicie to chyba po prostu... Odbicie. W wodzie. A to, co widzisz wokół niego zależy od tła. Chmury są całkiem niezłe. - Czuła się, jakby sama gadała totalne głupoty. Cholera wie czy to przez poziom rozmowy nieznajomego, czy raczej przez papkę, którą zrobił z jej mózgu takim nastawieniem. Dziwnie się czuła, w każdym razie. Niekomfortowo do tego stopnia, że nie zdecydowała się usiąść, a tak zapewne zrobiłaby w normalnej sytuacji. Uśmiech zniknął z jej twarzy i został zastąpiony przez zaskoczony, lekko zaniepokojony wyraz.
Jak widać jego rozmówczyni raczej nie była jedną z tych pędzących wśród chmur i myślącą poza schematami. Przymknął na chwilę oczy. Otworzył po chwili. - No nic. - Odchrząknął. - Zabrałem twoje miejsce? Można powiedzieć, że dopiero przyszedłem w te strony. Niektórzy próbują mnie przepędzać, bo zabrałem ich ulubioną gałąź, korzeń czy wysepkę. - Pokręcił głową na boki. Znów będzie musiał szukać innego miejsca do odpoczynku? Nie było w jego głosie za grama agresji czy nieprzyjemności. Bardziej był ciekaw, czy musi wstawać, czy może zostać w tej pozycji.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Spodziewała się, że pomimo jej niezrozumienia, temat zostanie przez kocura jakoś pociągnięty... No, będąc szczerym, myślała, że nieznajomy będzie dziwaczyć i gadać bujdy dalej. Może to trochę niemiłe, ale była przekonana, że trafiła właśnie na takiego szaleńca. Oni... Tacy są. Mają w zwyczaju plecenie głupot i robienie przyziemnie myślącym kotom papki z mózgu. Tymczasem jednak pręgus całkowicie puścił tamtą kwestię w niepamięć i zmienił temat... Na coś zdecydowanie prostszego. Ale ulga! Uśmiech ponownie pojawił się na jej twarzy, tak szeroki jak poprzednio. Zupełnie tak, jakby niezręczna sytuacja sprzed chwili w ogóle nie miała miejsca!
- Nie no, co Ty. Podpisane jest, że moje? Ja nie z takich! Owszem, pomieszkuje sobie przy tym jeziorze, aczkolwiek nie wykazuje tych śmiesznych samczo-psich cech obrony terytorium. - Coś ewidentnie bolało ją w takim zachowaniu, bo bardzo podkreśliła swoje ostatnie słowa. Zrobiła to w sposób kpiący i prześmiewczy. - Ktoś tutaj próbował cię przepędzić? Gdzie konkretnie? Zaraz się tam przejdę i mu w papę strzelę! Się nauczy pajac kultury i podstawowych zasad moralności leśnego mieszkańca. No popatrz! - Widocznie się oburzyła i nakręciła, od razu myśląc, że ci niektórzy, o których wspomniał nieznajomy, na pewno grasują gdzieś przy Topiołkach. Sama jeszcze nie miała styczności z agresorami w tych okolicach... I teraz pytanie; miała szczęście czy ich tutaj po prostu nie ma? Chyba obie opcje okazałyby się równie zaskakujące.
Wow. Jej nagła zmiana nastawienia na bojowe i do tego całą tą chęć nagadania nieprzyjemnym gagatkom go zaintrygowała. Nie na tyle, by teraz wchodził w to głębiej i doszukiwał się skąd taka chęć pomocy, ale uśmiechnął się lekko. - Chyba długo już tu żyjesz, prawda? - Ruszył się nieco i usiadł, zamiast leżeć. - To było mniej więcej po tamtej stronie jeziora - wskazał w lewo - w tych wysokich trawach. Ale może po prostu miałem pecha i trafiło na kogoś, kto tylko udawał. Mieli przewagę liczebną, to wolałem odpuścić. Zwierzyny nie ma aż tak mało, żeby się o nią zabijać. - Jakby tam poszła i ich przegoniła to spoko. Jednak jeśli tego nie zrobi, to on sobie poradzi. Zresztą - może tamci przyszli tam na chwilę i zaraz znikną?
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Ochoczo pokiwała głową. W tym samym momencie wpadła na pomysł, by policzyć księżyce spędzone na terenach jeziora, ale... Ugh. Szybko się pogubiła. Może nie jest zbyt dobra w liczeniu... Albo to presja czasu ją zgubiła! Tak, to na pewno to. Pocieszająca wizja.
- Ano, długo. Ale nie aż tak długo jak... Ogólnie! Większość życia to zmarnowałam raczej na osiedlu. Nie. ZDECYDOWANIE na osiedlu. - Wahała się, bo może jednak w klanie żyła dłużej, ale... Prędko zorientowała się, że w tym przypadku to nie ma większego znaczenia. Nie zamierzała się przecież przyznawać do swojego pochodzenia. Istniała szansa, że kocur ma jakieś korzenie w Klanie Cienia i potem poleci na jego granice, by wszystko rozpowiedzieć... No! Może to całkiem paranoiczna wizja, ale lepiej być ostrożnym. Różnie to bywa.
Automatycznie zwróciła łeb ku stronie, którą wskazał nieznajomy. Nic jej to jednak nie mówiło. Zmartwiła się wyłącznie, że mowa była o kotach w ilości mnogiej. Jednego łatwo poskładać, ale całą grupę już nie. Bardzo jej się to nie podobało.
- Ah, czyli byli w kilku? No to chyba jednak sobie odpuszczę. Ale frajerzy z nich, że się trzymają całą bandą. Jestem pewna, że to dlatego, bo w pojedynkę są cienkimi bolkami. Tacy się lubią ubezpieczać. - Parsknęła, nie wiedząc jeszcze co zrobi ze zdobytą informacją. Może najlepiej będzie przez pewien czas unikać tamtej strony jeziora? Albo po prostu uważać. Ale to nie zawsze wystarczy. - Masz zamiar tu zostać na dłużej? Czy tylko przechodzisz i zachwycasz się urokiem tego miejsca? Fajne, nie? - Zagaiła, tak przy okazji. Spojrzenie na moment wlepiła w taflę jeziora, skupiając się na wodzie.
- Tez sporo czasu spędziłem na osiedlu. Większość życia w sumie. Resztę... - I tu skończył mówić, bo nie chciał sam zaczynać tematu klanowego pochodzenia. Gdyby oboje wiedzieli, że uciekali przed przeszłością, to zapewne by się tym teraz podzielili, żeby dać sobie trochę upustu i luzu, ale musiałby się zdarzyć jakiś zbieg okoliczności, by tak wyszło. Albo zwykła ciekawość, tak, ona też by wystarczyła. - No.
- Ano, tez nie mam zamiaru rzucać się na kilku. - Może z nią dałby radę? Ale nie zależało mu na walce, szczerze wolał przejść na inne tereny i tyle. Po co mu jeszcze szukać pomocy, gdyby nagle się okazało, że odniósł rany? - Ja... - Nie przyzna się przecież, że przywiodła go tu przeszłość i nie umiał drugi raz od niej uciec. Nie chciał znów poznawać nowych miejsc z dala stąd. - Zmieniałem akurat miejsce i uznałem, że to jezioro jest tak piękne, że trochę tu zostanę. - Trochę obszedł temat na około, ale ogólnie też nie skłamał. Jezioro było spoko.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed