Księżyce: 101 Mistrz: Wiedźma. Płeć: kotka Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Czysta komedia. Trwałe urazy: Rana po pazurach na prawym barku | Blizna po ugryzieniu na prawej przedniej nodze
Księżyce: 101 Mistrz: Wiedźma. Płeć: kotka Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Czysta komedia. Trwałe urazy: Rana po pazurach na prawym barku | Blizna po ugryzieniu na prawej przedniej nodze
Pulchna, długowłosa ruda kotka o tygrysim pręgowaniu i blado-zielonych oczach.
Bardzo głośna, energiczna, lekkomyślna, złośliwa, wieczny kociak.
Królicza Łapa [KW] | Trupki.
Cóż, jeśli ktoś taki jak Kremix jest w pobliżu, to nie ma co liczyć na jakieś obfite polowanie. Serio . Ona nie potrafi być cicho. Cud, że przeżyła tak długo, nie?
Natomiast na świętą kurkę wodną, w tej okolicy nigdy nie dało się przebiec przez wysokie trawy bez bycia staranowanym przez innego kota, chciałoby się rzec!
Ruda kotka w spokoju sobie biegła pomiędzy zaroślami, usiłując przedostać się na drugą stronę, gdy nagle coś się na nią rzuciło. I to dosłownie! Cóż, przynajmniej to nie Ona coś lub kogoś staranowała. A z jej tłuszczykiem takie zderzenie mogłoby być trochę gorsze niż zwykłe ałka. Tak czy inaczej, w pewnym momencie coś ją zaatakowało centralnie w pysk. Kremix zaskoczona i kompletnie nieprzygotowana straciła równowagę, przez co runęła w tył wraz z przeciwnikiem, a następnie przeturlała się chwilę po ziemi. Kaszlnęła parokrotnie, gdy lekko wzburzony piach otoczył ją i łowcę. Cóż, mogła pomarzyć o wydostaniu się z tego miejsca z w miarę czystym futrem, nie? Ale ważniejsze było teraz to, co się odwaliło.
Zdezorientowana spojrzała się na kocura, który najwyraźniej był równie zdziwiony co Ona. No cóż, chyba przynajmniej nie zamierzał próbować jej zabić jak przed chwilą.
- Na kurkę wodną zawału bym dostała! - Zaśmiała się, po czym przeturlała się z powrotem na brzuch, aby móc wstać na cztery łapy i otrzepać się z ziemi. Co prawda sama nie wiedziała, czym ów zawał jest, ale po krzykach starszych kotów na osiedlu wykminiła, że pewnie się tak mówi, jak się kogoś zaskoczy. Ta to ma (nie ma) mózg! - Przeprosiny przyjęte, ale co Ty, na każdego kota się tak rzucasz w trawie, czy po prostu mnie pomyliłeś z kimś innym? - Spytała, wystawiając głupkowato język na wierzch i podchodząc do samotnika.
Canyousee?Thesunisshinin'onme Itmakesme feel so free,soalive Itmakesmewant tosurvive And thesky,it makes me feel sohigh Thebadtimespassmeby 'cause todayisgonna beabrighterday
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
O nie, to ten typ kota. Dotarło to do niego, gdy tylko usłyszał jej wesoły ton i dziwne wyrażenie z… kurką? Pozwolił sobie rzucić kolejne spojrzenie na kotkę i… Na osty i ciernie, zaczęła więcej paplać. Samotnik potrzebował kilku uderzeń serca na zastanowienie się, co zrobić dalej. Mógł ją totalnie zignorować i zostawić tak o, ale to on na nią wpadł pierwszy. Plus kotka wyraźnie nie wiedziała co robi. Przebieganie przez wysokie trawy jakby cię jakiś pies gonił? Wyśmienity pomysł! Miała szczęście, że na nią skoczył inny kot, a nie głodny drapieżnik. Mogła też nieumyślnie wpaść na grzmiącą ścieżkę, co… Nie skończyłoby się również dobrze. Chyyyba był winien ją odprowadzić na koniec tych chaszczy, jak i przeprowadzić przez ulicę. Mógł się założyć o własną łapą, że ruda na pewno nie wiedziała jak i to bezpiecznie zrobić. Cicho westchnął i nareszcie, po krótkiej przerwie otworzył pyszczek - Jestem głodny, zobaczyłam coś ruszającego się w trawie, więc zaatakowałem. Proste - rzucił w odpowiedzi, wzruszając przy okazji barkami. - Jeśli chciałaś przejść przez trawy... to mogę cię zaprowadzić, tak samo przez grzmiącą ścieżkę... Co ty na to? - zaproponował, już po cichu żałując, że w ogóle wpadł na te propozycje.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Księżyce: 101 Mistrz: Wiedźma. Płeć: kotka Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Czysta komedia. Trwałe urazy: Rana po pazurach na prawym barku | Blizna po ugryzieniu na prawej przedniej nodze
Księżyce: 101 Mistrz: Wiedźma. Płeć: kotka Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Czysta komedia. Trwałe urazy: Rana po pazurach na prawym barku | Blizna po ugryzieniu na prawej przedniej nodze
Pulchna, długowłosa ruda kotka o tygrysim pręgowaniu i blado-zielonych oczach.
Bardzo głośna, energiczna, lekkomyślna, złośliwa, wieczny kociak.
Królicza Łapa [KW] | Trupki.
O tak, to TEN typ kota.
Decyzja o nie zignorowaniu rudej była BAAARDZO złą decyzją ze stronu Żaru. Nawet, jeśli On na nią wpadł pierwszy, to jakby sobie poszedł, to przecież nie wzięłaby tego chyba do siebie. Chyba. Może by pofukała i uznała go za chamskiego, ale bardziej prawdopodobne było to, że i tak zapomniałaby o całym zdarzeniu dzień później. Poza tym. Jakie były szanse, że kiedykolwiek znowu się spotkają, co? No właśnie. Małe.
A, i jeśli chodzi o przechodzenie przez ulicę i to, że stwierdził, że Kremix nie umie... To miałaby na to prostą i krótką odpowiedź. Skąd wiedziałeś?
- Aha. No to tylko powiem, nie jestem zbyt smaczna. A przynajmniej nie moje futro, serio, próbowałam, nawet smaku nie ma. - Miauknęła pierwsze co jej wpadło do łba, wzruszając lekko ramionami, dokładnie tak jak niebiesko-biały rozmówca. - O, spoko! Przydałoby się, bardzo! Rzadko kiedy przechodzę przez grzmiącą ścieżkę, w sumie to na tamtym osiedlu prawie w ogóle nie było potworów. Tutaj pamiętam jakieś były, więc pomoc mi się przyda, dzięki - Z radością przyjęła propozycję nieznajomego. Nawet nie pomyślała o tym, że nowo poznany samotnik mógłby zechcieć zrobić przysługę światu i po prostu wrzucić ją pod koła randomowego potwora. Ale to chyba nie był, hehe, ten typ kota, nie?
Canyousee?Thesunisshinin'onme Itmakesme feel so free,soalive Itmakesmewant tosurvive And thesky,it makes me feel sohigh Thebadtimespassmeby 'cause todayisgonna beabrighterday
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Co, jeśli za kilka księżyców by się ponownie spotkali, a ruda okazałaby się córką jakiegoś przywódcy gangu? Wtedy jego decyzję można będzie nazwać BAAARDZO dobrą. Robienie wrogów nie było mądrym pomysłem, szczególnie z jego wątłym i marnym ciałem, które zdecydowanie nie przetrwałoby starcia z masywną długowłosą.
Próbowała… Nie jest zbyt smaczna… Początkowo chciał zignorować te słowa, jednak po krótkiej chwili coś sobie uświadomił - …nigdy nie myłaś futra? - rzucił, zaszczycając rudą swoim zniesmaczonym spojrzeniem. Na pewno po prostu źle dobrała słowa, jednak ta okazja była zbyt idealna, by nie rzucić drobnym żartem… Chyba że trafił w punkt, fuj.
Czyli jednak dobrze, że na niego wpadła. Znaczy, dobrze dla niej, niebieski straci tylko dzięki temu swój cenny czas, który mógłby spędzić na przykład… Na obijaniu się wśród traw, o. - To chodź - nie czekając dłużej ruszył, powolnym krokiem przedzierając się przez wysokie trawy. Ostrożnie stawiał kroki, upewniając się, że pod łapami nie znajdzie się nic, o co może się wywrócić. Przy okazji w ten sposób wydeptywał trochę ścieżkę puchatej, by łatwiej się jej szło. Nie minęło uderzenie serca, a nad głową niebieskiego zapaliła się kolejna lampka - Z osiedla? Którego osiedla? - Zapytał zaciekawiony. Może ta teoria o córce przywódcy gangu okaże się prawdziwa…
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Księżyce: 101 Mistrz: Wiedźma. Płeć: kotka Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Czysta komedia. Trwałe urazy: Rana po pazurach na prawym barku | Blizna po ugryzieniu na prawej przedniej nodze
Księżyce: 101 Mistrz: Wiedźma. Płeć: kotka Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Czysta komedia. Trwałe urazy: Rana po pazurach na prawym barku | Blizna po ugryzieniu na prawej przedniej nodze
Pulchna, długowłosa ruda kotka o tygrysim pręgowaniu i blado-zielonych oczach.
Bardzo głośna, energiczna, lekkomyślna, złośliwa, wieczny kociak.
Królicza Łapa [KW] | Trupki.
Hehe. Ale nie była. Była po prostu zwykłym, najzwyczajniejszym kotem z klanowymi korzeniami, który chwilę po prostu posiedział z jakimiś gałganami psocąc. Ale życie jako jakaś córa gangu też brzmiało interesująco... Tam na pewno miałaby więcej okazji do walk niż tu.
- Co. - Odpowiedziała z poważnym tonem głosu, marszcząc czoło i wbijając zdumione spojrzenie na Żara. - Myłam... Skąd ten pomysł... Po prostu uważam, że moje nie ma szczególnego smaku, rany, jak można się nie myć, fuu! - Wystawiła teatralnie język na wierzch w geście zniesmaczenia. - Czej, a wyglądam tak? Bo niby smaku nie ma, ale myję się równie często co inni! Widziałam koty, których futro dopiero musiało być niesmaczne, takie brudne! - Miauknęła zdegustowana, ale wzruszyła tylko ramionami tym razem.
- To idę! - Odparła swoim głupkowatym głosikiem, po czym zaczęła tutpać radośnie za kocurem. Nie zauważyła nawet, że tak bardzo zainteresował się tym, z jakiego osiedla przybywała. - Łe kurde, daleeeeeekiego, tak może. - Zacięła się na moment. - Księżyc drogi stąd? A w którym kierunku to no niestety Ci nie powiem, teheh, trochę się pogubiłam po drodze.
Canyousee?Thesunisshinin'onme Itmakesme feel so free,soalive Itmakesmewant tosurvive And thesky,it makes me feel sohigh Thebadtimespassmeby 'cause todayisgonna beabrighterday
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
- To dobrze. I nie wyglądasz, na szczęście. Twoje futro o dziwo jest w miarę czyste, w przeciwieństwie do niektórych kotów, które spotkałem… uh. - dodał, nie komentując tego bardziej. Rozumiał, że może się nie chce, że może mają gdzieś co myślą inni, ale to wciąż było CZUĆ. A szczególnie gdy zaczepiali niebieskiego i chcieli rozmawiać, albo spytać o drogę czy cokolwiek. Musiał się zgodzić z rudą, fuu.
Księżyc drogi… Czyli to nie było raczej żadne osiedle, które znał. Chociaż kto wie, może z jej pokręconym sposobem podróżowania wędrówka tam rzeczywiście trwała kilka wschodów słońca, a ona porządnie zbłądziła, a nie trochę pogubiła. - ...To kawał drogi stąd. Coś cię tu sprowadza, czy po prostu podróżujesz? - zapytał, spoglądając w jej stronę. Jeśli rzeczywiście pochodziła z tego osiedla to… Trochę smutno, że się pogubiła. Oznacza to, że nigdy nie będzie mogła wrócić do rodziny, przyjaciół, czy innych znanych mordek. On na szczęście nie miał już takich kotów, ale wciąż mógł się spotkać z klanowiczami nad granicą, a ruda… Niemalże straciła tę możliwość w momencie, w którym zgubiła drogę.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Księżyce: 101 Mistrz: Wiedźma. Płeć: kotka Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Czysta komedia. Trwałe urazy: Rana po pazurach na prawym barku | Blizna po ugryzieniu na prawej przedniej nodze
Księżyce: 101 Mistrz: Wiedźma. Płeć: kotka Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Czysta komedia. Trwałe urazy: Rana po pazurach na prawym barku | Blizna po ugryzieniu na prawej przedniej nodze
Pulchna, długowłosa ruda kotka o tygrysim pręgowaniu i blado-zielonych oczach.
Bardzo głośna, energiczna, lekkomyślna, złośliwa, wieczny kociak.
Królicza Łapa [KW] | Trupki.
- O dziwo? - Powtórzyła, jednak nie miała za złe tej uwagi. Wciąż miała na pysku swój typowy, złośliwo-przyjazny uśmiech. - O, też spotykałam takie koty, wyobrażasz sobie, że niektórzy to nawet księżycami się nie myją? Brrr - Na samo wspomnienie wręcz zadrżała. Ale tak, widziała takie koty. Nie za często, większość jest normalna i się myje, nawet Ona sama stara się zachowywać higienę, ale kurka wodna, że takie osoby się zdarzały.
- A sprowadza, tak. Nie coś, ale- Hm, w sumie, no, coś. Bo ja wracam właśnie do Klanu Rz... Chwila, wiesz co to Klany czy muszę tłumaczyć? Oh, cóż, wytłumaczę za chwilę, jeśli nie znasz. No to jak wspominałam, wracam do Klanu Rzeki bo się wcześniej trochę pogubiłam i no... Tera wracam. - Wyjaśniła, po czym zerknęła uważnie na Żara, oczekując jakiejś odpowiedzi. A zwłaszcza tego, czy wie o Klanach czy nie. Szczerze, nie chciało jej się tego tłumaczyć.
Canyousee?Thesunisshinin'onme Itmakesme feel so free,soalive Itmakesmewant tosurvive And thesky,it makes me feel sohigh Thebadtimespassmeby 'cause todayisgonna beabrighterday
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Zignorował do końca temat o nie myciu się, bo był dość… Nieprzyjemny. Poza osiedlem rzadko było o takie koty, ale w… Zdarzały się o wiele częściej. Głównie przez to, że żeby zdobyć coś do zjedzenia trzeba było robić okropne rzeczy lub wchodzić w dziwne miejsca, ale na szczęście kocur miał to już dawno za sobą. Niesmak jednak wciąż pozostał.
Pogubiła… Normalnie średnio uwierzyłby, że jakiś kot mógłby niechcący zgubić drogę do domu, jednak po chwili spędzonej z rudą kotką niebieski mógłby uwierzyć w sumie każdą wymówkę. Jednak co ciekawsze kotka nie była pewna czy niebieski wie o klanach. Co mu szkodzi trochę zagrać, tak by sprawdzić, co ciekawego kotka może mu opowiedzieć. - Klany? Słyszałem, że są jakieś cztery gangi uważające się za nie. Żyją na jakiś śmiesznych zasadach i wierzą w niestworzone rzeczy. Czemu chciałabyś do takiego wracać…? - zapytał z udawanym niesmakiem w głosie, a następnie skręcił lekko w prawo. Byli już coraz bliżej wyjścia z tych nieprzyjemnych traw, a ruda mogła poczuć smród grzmiącej ścieżki przyniesiony wraz z powiewem wiatru.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
***
Przejście przez Grzmiącą Ścieżkę było doświadczeniem obrzydliwym - nie dość, że unosił się nad nią smród, to jeszcze nieprzyjemnie stąpało się po szorstkiej powierzchni czarnej ziemi. Jednak świadomość czyhającego niebezpieczeństwa, ewentualności, że w każdej chwili na horyzoncie pojawi się ryczący potwór zdolny w jedne uderzenie serca roztrzaskać mu wszystkie kości i zgnieść na miazgę wnętrzności... Przyjemnie przyspieszyło to nurt krwi w jego żyłach. Po drugiej stronie teren nie był już tak ekscytujący, ale odcięty od Klanu pasmem śmiertelnie niebezpiecznej drogi, Kostek czuł się złudnie wolny od wszelkich obowiązków i powinności. Upajał się tym uczuciem jak zapachem kocimiętki i chociaż wdychane tylko zwykłe, chłodne powietrze czuł się wyjątkowo lekkomyślnie.
//Raniuszek <3
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Raniuszek nie oddalał się od obozu Nowego Świtu tak bardzo odkąd przyszły na świat jego kocięta... ale ten dzień musiał w końcu nadejść. Kocur nie mógł wiecznie siedzieć w miejscu i wychodzić tylko z okazji szkolenia z Tundrą. Odpoczął już po tych wszystkich nieprzespanych nocach, pełnych pisków malutkich kotków, odpoczął po dniach pełnych karmienia i pilnowania i w międzyczasie też zapoznawania się z nowym stadem. Czuł, że nabiera coraz więcej siły, z każdym dniem, więc może wypadałoby przynajmniej się przespacerować! Poinformował każde jedno ze swoich kociąt o tym, że wychodzi i poprosił, aby były grzeczne... a potem faktycznie wkroczył na tereny Nowego Świtu. Stamtąd wyszedł w kierunku Grzmiącej Ścieżki i sam nie wiedział, czemu i po co to zrobił. Chyba obudziła się w nim jeszcze większa tęsknota, gdy pomyślał o tym, że gdzieś za nią znajdują się tereny jego dawnego Klanu. Tam był brat, tam byli przyjaciele... tam był... Koścista Łapa. Koścista Łapa.
- Koścista Łapa!!! - wykrzyczał, ruszając biegiem w stronę znajomego, mniejszego kocura. Poczuł i usłyszał, jak przeskakują mu jakieś stawy, co nie było dziwną rzeczą jako że nie ruszał się tak od kilku miesięcy, ale w tej chwili go to nie obchodziło. Miał ochotę skakać, biegać wokół starego przyjaciela, chciał go przytulić! I prawie to zrobił, niechcący, bo zahamował tuż przed szarawym kotem tak nieudolnie, że praktycznie w niego wpadł. Odratował się dopiero w ostatniej chwili, udało mu się nawet nie przewrócić i spojrzał w te znajome, niebieskie oczy własnymi - zaszklonymi od łez. Uśmiechał się szeroko i tuptał łapami w miejscu. - Oh, Koścista Łapo, tak miło mi cię widzieć!! Ile to księżyców minęło? Za dużo! Tak wiele się wydarzyło, przyjacielu, muszę ci wszystko opowiedzieć, no nie uwierzysz mi!! Może powinienem zacząć od początku, opowiem ci, ze szczegółami, usiądźmy gdzieś- oh, tak się stęskniłem! Chciałbym cię przytulić, ale może to byłoby zbyt niezręczne! Jestem- jestem tak szczęśliwy, że cię widzę...! - wziął głęboki oddech, wreszcie przerywając swój wybuch. Oh... od bardzo dawna nie zachowywał się tak głośno! Chciał wykrzyczeć mu wszystko już teraz, ale zabrakło mu tchu!
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Z początku wydawało mu się, że się przesłyszał. Nie spodziewał się usłyszeć swojego imienia, nie po tej stronie Grzmiącej Ścieżki, nie wykrzyczanego tym konkretnym, znajomym głosem. Właściwie, to przede wszystkim tego głosu nie spodziewał się usłyszeć w najbliższym czasie, o ile jeszcze kiedykolwiek. To nie tak, że nie myślał o Raniuszku - kocur był dla niego przyjemnym wspomnieniem, ale, no właśnie, wspomnieniem, zamkniętym rozdziałem. Nie sądził, żeby jeszcze raz zadziało się między nimi to co wtedy, przed ucieczką terminatora z Klanu. Jednak nie wydawało mu się też, by mieli się potkać w ciągu kolejnych księżycy, a jednak.
Odwrócił się w stronę dobiegającego go wołania i stanął oko w oko z rozpędzonym Raniuszkiem. Grubość wąsa dzieliła ich od zderzenia, ale Kostek nie cofnął się, nawet kiedy nie miał pewności, czy kocurowi uda się wyhamować. Pewnie przed szarżującym dzikiem czy potworem dwunogów też by się nie cofnął, co kiedyś może doprowadzić do jego zguby. Jednak tym razem był to tylko długowłosy przyjaciel cały w uśmiechu i łzach, i pełen słów. Kość wywinął jeden z kącików pyszczka w górę, wysłuchując tego całego trajkotania, a kiedy Raniuszek w końcu je przerwał, położył mu łapę na pyszczku i wyszczerzył zęby w szerszym uśmiechu.
- Powinieneś zacząć od początku, tak. - Przytaknął mu trochę rozbawiony. Odstawił łapę na ziemię, ale zanim to zrobił, pacnął krótko opuszką różowy nos. - Nie wiem czy przytulanie byłoby niezręczne, ale mogło by nam się nie udać porozmawiać. - Parsknął z uniesieniem brwi. W sumie to był raczej wdzięczny kocurowi, że nie zainicjował rzeczonego przytulania, bo nie tyle uważał je za niezręczne, co nie przepadał za niepotrzebnym i platonicznym kontaktem. - Usiąść możemy chociażby i tu, ale zanim zaczniesz opowiadać co takiego się wydarzyło to nie Koścista Łapo, a Kościste Wybrzeże. - Poprawił go leniwie.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Koścista Łapa był zaskoczony i Raniuszek wcale mu się nie dziwił, ani trochę! Sam był przecież w szoku, widząc go tutaj i teraz! Jednak nie było to niczym negatywnym, całe to spotkanie. Srebrzysty tęsknił za swoim przyjacielem przez te księżyce, miał mu tak wiele do powiedzenia, że nie wiedział już od czego zacząć! Na szczęście miał chwilę na ochłonięcie i złapanie oddechu, bo mniejszy kot chwilę mu odpowiadał. Oh! I nawet się uśmiechał! Raniuszek również zareagował na to jeszcze szerszym, jeszcze szczęśliwszym uśmiechem. Zamrugał kilkakrotnie by odgonić łzy radości.
Zachichotał na słowa Kościstej Łapy i to pacnięcie w nos. Teraz dotarło do niego w pełni, jak bardzo faktycznie za nim tęsknił. Za wszystkimi! Ale teraz myślał akurat głównie o nim konkretnie. Jakie to szczęście, że w takim razie się spotkali!
- Koś- Kościs- Kościste Wybrzeże...? - zadziwił się, i dopiero po chwili dotarło do niego znaczenie faktu, że kolega ma inne imię niż ostatnio. Otworzył szeroko pyszczek. - Zostałeś wojownikiem! Ah, Kościste Wybrzeże... Bardzo ładnie! Podoba mi się! Gratulacje!! Kościste Wybrzeże... - zamruczał w zamyśleniu, jakby miał być krytykiem oceniającym to imię. Jednak zaraz uśmiechnął się w sposób który sugerował, że to imię naprawdę przypadło mu do gustu.
Wziął jeszcze kilka głębszych oddechów zanim zaczął mówić. Jego serce waliło jak oszalałe, bo wiedział, że ma do przekazania wspaniałe, wielkie wieści.
- Oh, mam ci tyle do powiedzenia, naprawdę...! Zacznę może od tego, co stało się tuż po moim odejściu. Spotkałem pewną kotkę, ma na imię Tsunami. Jest świetna...! I, oh, taka silna, nie uwierzyłbyś! To ona zaprosiła mnie do swojego stada, do którego zawędrowałem po odejściu z Klanu Rzeki... Byłem w Klanie taki niespełniony, wiesz... Ale tak tęskniłem, za tobą, za Zmierzch, za innymi! Ale wracając...! Tsunami zaprosiła mnie do swojego stada i jej siostra, która jest trochę przerażająca, pozwoliła mi do nich dołączyć. Teraz przedstawiam się jako Raniuszek... tak samo jak całe księżyce temu. W stadzie uczę się zasad i jak polować i... wszystkiego innego! To moja szansa na rozwój, nareszcie czuję się lepiej! - zachichotał z radości, po czym jego oczy rozbłysły. Pora na najważniejsze wiadomości! - I, oh, to cię dopiero zaskoczy! Pamiętasz, jak skończyło się nasze ostatnie spotkanie? Oh- uhm, pewnie pamiętasz... Otóż, Kościste Wybrzeże, widzisz... jesteś ojcem! - zamruczał wesoło, mrużąc zielonkawe oczy. - Nie wiedziałem na początku, że jestem z tobą w ciąży, ale potem Tsunami zauważyła, że mam duży brzuch, a potem też inni, i! Oh, przyjacielu, mamy aż ósemkę kociąt! Nie uwierzyłbyś, ale kilkoro wygląda tak podobnie do ciebie! I uszy, i pysk... Zapewne chcesz poznać ich imiona? - odetchnął w emocjach, i spojrzał na drugiego kocura wyczekująco. Już nie mógł się doczekać odpowiedzi! To będzie... wspaniałe!
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Uśmiechał się do Raniuszka z leniwym zadowoleniem. Kocurek był głośny, rozgadany i naiwny, więc teoretycznie powinien bezbrzeżnie irytować Kostka, a jednak z reguły dobrze spędzało mu się czas w jego towarzystwie. Może dlatego, że rozsądnie je dawkował? Nie od dziś wiadomo, że przeciwieństwa się przyciągają, więc niewykluczone, że tkwiło w tym ziarenko prawdy. W każdym razie, oriental mentalnie gratulował sobie pomysłu przekroczenia Grzmiącej Ścieżki.
- Mmm. Kto by pomyślał? Ja ze wszystkich kotów, zostałem mianowany bez żadnych obiekcji i najszybciej spośród mojego rodzeństwa. - Wymruczał, a w jego głosie brzmiało więcej rozbawienia niż dumy. Nigdy nie miał ambicji zostania wojownikiem, a decyzja o skończeniu treningu pod okiem Szafirkowego Pyłku była czystą kalkulacją nastawioną na korzyści. Co prawda został zaskoczony otrzymaniem ucznia, ale oprócz tego nie żałował rozstania się z rangą terminatora.
Tymczasem Raniuszek rozpoczął swoją historię. Pierwsza jej część uniosła Kostkową brew.
- A więc zostawiłeś mnie dla jakiejś kocicy? - Zapytał z teatralnym dramatyzmem. Tak naprawdę nie jemu było oceniać co kocurek naprawdę lubił, ale byłby chyba mniej rozczarowany jakby od Klanu Rzeki odciągnął go jakiś przystojny, umięśniony kocur. Silna kocica... Mieli Zachodzące Światło, czy Tojad, albo Czereśniową Gałązkę, czy Raniuszek naprawę musiał ganiać do innego stada - co to było w ogóle za słowo? - po kolejną? Polowania i zasad też uczyli się na treningach, więc orientala bardzo korciło, by zapytać czym różniło się życie po tej stronie śmierdzącej drogi, kiedy kolejne słowa Raniuszka sprawiły, że system Kostek.exe zawiesił się i wyłączył. Kościste Wybrzeże, widzisz... jesteś ojcem! usłyszał i przed oczami zobaczył blue screen. - Jesteś kocurem. Kocury nie bywają w ciąży. - Prychnął odruchowo, starając się zachować przynajmniej neutralny wyraz pyska, chociaż czuł jak grzbiet nosa instynktownie mu się marszczy. Nie był głupi, wiedział, że to co mówi nie ma pokrycia w rzeczywistości i Raniuszek rzeczywiście był zdolny do zajścia w ciąże. Tyle czasu śmiał się z Tojad, że wpadła jak głupia ze Zbożem, a sam nie pomyślał o tej ewentualności po baraszkach z Raniuszkiem. Szlag by to.
Jednak zamiast dalej zaciskać szczęki, zaśmiał się pusto. - Oh Raniuszku, czy to nowe stado nauczyło cię takich dowcipów? Czy ty chcesz by moje słabe serce stanęło z przejęcia? Nie żartuj sobie tak ze mnie. - Odepchnął od siebie te wieści, odmawiając przyjęcia ich za prawdę. Nawet jeżeli dobrze wiedział, ze Raniuszek nie ma skłonności do takich żarciku, zamierzał jak najdłużej utrzymać wokół siebie rzeczywistość, w której wcale nie spłodził przypadkiem ośmiu długouchych szczurków.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Wiedział, że Kościste Wybrzeże też jest zadowolony z tego spotkania. Widział to po nim, a w dodatku byli przyjaciółmi, więc to normalne, że cieszą się na swój widok! Jak bardzo on się cieszył! Tak bardzo, że nie wiedział co ze sobą zrobić! Jego rozmówca mógł widzieć, jak srebrzysty szura przednimi łapami po ziemi, jak unosi w radości ogon i mruga, chcąc opanować emocje chociaż trochę.
- Oczywiście, że tak...! Zawsze wierzyłem, że tak będzie. Nie mówię, że twoje rodzeństwo jest mało utalentowane, ale oh... jesteśmy sami, więc mogę ci powiedzieć. Czułem od zawsze, że jesteś wyjątkowy i szybko to osiągniesz! - zamruczał, pochylając się do przodu, tak że mniejszy kot zapewne mógł poczuć jego ciepły oddech na pysku. - To idealnie, że się spotkaliśmy... może powinniśmy to jakoś uczcić? Oh, niestety nie wiem jak... Zaoferowałbym wspólny posiłek, ale nie nauczyłem się jeszcze polować... - odwrócił wzrok w zakłopotaniu. Właśnie dlatego czuł się taki niespełniony! Nie mógł nawet zapolować, złapać czegoś dla przyjaciela... Musi się szybko nauczyć, to przy ich następnym spotkaniu zrobi Kościstemu Wybrzeżu taką niespodziankę!
Zaskoczyły go nieco słowa Kostka, widać to było na jego pyszczku. Oczy na moment stały się szersze, pyszczek otworzył się i przypominał kształtem literę ,,o''.
- Nie zostawiłem cię...! A w każdym razie... nie chciałem, abyś tak to widział... - posmutniał na moment, położył po sobie uszy. Prawda była taka, że owszem, zostawił za sobą cały Klan i w tym wszystkich jego członków, tych dalszych i bliższych sobie... Nadal czuł się z tym tak bardzo źle, a pomimo tego nie potrafił naprawdę pożałować tej decyzji. W końcu poznał też dzięki niej wiele wspaniałych, nowych pyszczków. Tsunami, Pęd, Alaska, i wszyscy inni - choć reszta jeszcze go trochę przerażała. - Wciąż możemy się widywać, i bardzo bym tego chciał! Obiecuję, że będę cię odwiedzał... wszystkich innych też! - powiedział, z naiwną wiarą w to, że to wszystko naprawi. Takie krótkie spotkania, raz na kilka księżyców...
Uśmiechnął się niepewnie na dalsze słowa Kostka, na jego niedowierzanie. Dlaczego uznał to za żart? On... zdecydowanie nie żartowałby o czymś takim. Ale, ah, Kościste Wybrzeże na pewno był po prostu trochę zaskoczony! To nie oznaczało niczego negatywnego i kocurek o tym wiedział. Dlatego też pozostał uśmiechnięty i podekscytowany.
- Oh, mój drogi, ja myślałem, że wiesz... Owszem, jestem kocurem, ale mam, jakby to powiedzieć...! Mam budowę ciała kotki. Mogę zajść w ciążę, tak samo jak... jak większość kotek, Kościste Wybrzeże! Rozumiem, że to musiało cię zaskoczyć. - odpowiedział, nie do końca wiedząc jak dobrać słowa. Od dawna nikomu tego nie tłumaczył, a nie spodziewał się, że Kostek nie rozumie. Myślał, że wszystko było jasne. Zwłaszcza po tym, jak byli tak blisko... - Przysięgam, że to nie żart! Cała ósemka, są tak rozkoszne i kochane i... ah, tak bym chciał, abyś ich wszystkich poznał! Jest Obieżyświat, jest Lilia, Zmierzch! Zgadnij, po kim ją nazwałem! - zamruczał. - Perełka, moja mała Ścieżka, Wieszczek, Czart i najmłodsze kocię, Miraż. Nasze dzieci... Mogę ich następnym razem przyprowadzić, chociaż kilkoro... poznacie się... Co za radość, prawda? - uśmiechnął się, choć teraz dało się zauważyć odrobinę niepewności w jego oczach. Kościste Wybrzeże się cieszył, prawda? Był po prostu nieco zaskoczony...
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Przyjemnie słuchało się komplementów i zapewnień, że było się kimś wyjątkowym... Nawet jeżeli Kostek wiedział, że zachwyty drugiego kocurka wynikają z jego naiwności, przyjmował je z leniwym uśmieszkiem. Miałby też kilka pomysłów na uczczenie swojego sukcesu, może nawet sam by się postarał i upolował coś na wspólny posiłek - chociaż zazwyczaj nie brudził sobie tym łap - jednak wszelkie chęci wywietrzały mu przez przyduże uszy, kiedy Raniuszek sprzedał mu najważniejsze wieści. Kościste Wybrzeże, widzisz... jesteś ojcem, nadal brzęczało mu w głowie.
Starał się oddychać głęboko i spokojnie, gdy jego przyjaciel niepotrzebnie tłumaczył mu jakim sposobem ich zbliżenie mogło zaowocować tym cudem stworzenia ósemki małych glizd... czy też bardziej szczurków, o ile którekolwiek odziedziczyło po nim orientalny wygląd. Raniuszek wyglądał na prawdziwie szczęśliwego, kiedy ogłaszał szczęśliwą nowinę, ale reakcja Kościstego Wybrzeża ewidentnie zasiała w nim ziarno niepewności i zdenerwowania. Bardzo dobrze, myślał sobie Kość, wpatrując się w jasny pyszczek nieruchomym spojrzeniem i mając nadzieję, że sam ten wzrok tylko podniesie poziom niepokoju.
- Co za radość. - Powtórzył płasko. Dreszcz obrzydzenia przeszedł go na pomysł, że na kolejne spotkanie Raniuszek miałby przyprowadzić kocięta... Miałby usłyszeć "tato" skierowane w swoją stronę... Na Przeklętych w Ciemnym Lesie, co za koszmar. - Zawsze wiedziałeś, że możesz zajść w ciąże... I podczas pierwszej rozmowy mówiłeś, że marzysz o kociętach... Jakie wnioski mam z tego wyciągnąć, mmm? Czyżbyś zainicjował to co się stało między nami specjalnie, by mieć swoją mała rodzinkę na wygnaniu? - Mówił leniwie, pozornie bez emocji, ale z pełną świadomością okrucieństwa każdego swojego słowa.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise