Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Tsunami i bez tego miała problemy z komunikacją. Ciężko jej było dojść do porozumienia z kotami które rozumiały ją, które ona rozumiała. Czasem... język ciała i ekspresje to było dla niej za mało. Czasem trzeba było jej powiedzieć coś bardzo wprost aby w pełni zrozumiała, a nawet wtedy nie było na to gwarancji. Cieszyła się wewnętrznie, że wpadła na wystarczająco dobry pomysł, jak zaprezentować kocurowi, że nie rozumie jego słów.
Zamyślił się i po chwili wskazał na kamień, wypowiadając dziwne słowo. Tsunami pochyliła się nad małym głazem, marszcząc brwi. - Kamień - powtórzyła w swoim języku, dotykając czegoś, co według pieszczocha było świerszczem. Cofnęła się, widząc, jak on również się odsuwa i obserwował dokładnie jego pozycję łowiecką.
Nie wiedziała, czy robił to dobrze, bo sama poruszała się podobnie gdy próbowała polować.
- Ty - miauknęła na jego "je". - ... złapałeś - dodała po chwili, mając nadzieję, że dobrze zrozumiała to, co chciał jej przekazać. Wzrok Tsunami niekontrolowanie, nieświadomie wędrował po całym smukłym ciele pieszczocha.
Kolejnego zdania z jego strony jednak nie zrozumiała. Finalnie wgapiła się w kamień przed sobą.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
Gdy powtarzała za nim, z automatu był niemal pewien że rozumie o co chodzi. Nie wiedział bowiem, że nie doszła do tego, że kamień był tylko przykrywką na konika polnego, więc nie mógł jej skorygować. Zmuszony był wierzyć, że doszła do tego co mówił i... i tyle, bo nie ucieszyła się nie zaczęła reagować na jego pomysł entuzjastycznie, a jedynie gapiła się w kamień. Nie zrozumieli się do końca? A może po prostu nie czuła się zbyt pewnie co do zabaw z obcym kotem? - Aha, aha! On peut y aller, il y en a beaucoup. Et ils sautent, contrairement à ce déchet - powiedział głośniej, sam decydując się na kolejny skok. Wskazał też pyskiem w trawę, dając jej znać dokąd chce iść. Dłuższych zdań tłumaczyć chyba nie było sensu... Chyba, że sama by znów była bardzo zdzwiona, wówczas znów by próbował to robić. Darował jej już jakieś wstawki językowe, po prostu stojąc i czekając na jakąś reakcję. Nadal się cieszył, nadal nie poddawał. W końcu dojdą do jakiegoś porozumienia! A jak im to zajmie dużo czasu to... to trudno, co nie? Póki sobie nie przeszkadzają wzajemnie, nie było o co się martwić!
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Entuzjazm i energia kocura były nieco przytłaczające. Tsunami w całym Nowym Świcie nie miała do czynienia z kotem tak pełnym energii, wiecznie uśmiechniętym i szczęśliwym, nigdy. Czuła się tak, jakby rozmawiała z kosmitą. Cętkowany kocur miał zupełnie inny światopogląd, zupełnie inne podejście do innych kotów niż ona i całe znane jej otoczenie. To było dziwne, tak dziwne, tak...
Miłe. Spędzić chwilę czasu z kimś, kto nawet, jeśli jej nie rozumiał, próbował się z nią porozumieć. Próbował. Nie narzekał, że za mało mówi, nie narzekał, że nie patrzy mu ciągle w oczy. Po prostu próbował ją zrozumieć, chciał, aby zrozumiała jego...
Tsunami dziwnie się rozemocjonowała, robiąc kilka kroków do przodu aby stanąć tuż obok wysokiego, szczupłego kocura.
- Tsunami - przedstawiła się, wypowiadając to słowo bardzo pewnie, przyciskając sobie łapę do włochatej piersi. A potem wskazała palcami na niego, przekręcając łeb, wpatrzona w niego pytająco.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
Nie ruszyła za nim? Ojej, chyba faktycznie się nie rozumieli... albo chyba faktycznie się go wstydziła. Jean-Luc szybko przechylił głowę na bok, starając się przybrać jak najprostsze słowa do tego, aby móc się z nią porozumieć. Pełne zdania chyba nie wchodziły grę, bo ilekroć decydował się sklecić coś, co w jego kraju zrozumiałby maleńki kociak, ona nie rozumiała w ogóle. - Toi, moi. Allez là-bas - wymruczał, wskazując kolejno na nią, na siebie i na trawę. To jednak nie poskutkowało - a już, już myślał, że coś z tego będzie, bo ruszyła w jego stronę. Już w duchu układał sobie scenariusz, gdzie będą wesoło brykać jak zające do późnej nocy, śmiać się i miło wspominać ten dzień, kiedy nagle znów się zatrzymała i... ach, faktycznie! Nigdy się jej nie przedstawił! - Salut, Tsunami. Moi c'est Jean-Luc.
Wymruczał spokojnie, przykładając łapkę do swojej piersi. Gdyby umiał w tej chwili, powiedziałby jej jak nazywają go jego rodzice, że Jean-Luc to imię nadane przez właścicieli, ale... nie był aż tak głupi! Im więcej by powiedział, tym mniejsze szanse na to, że go zrozumie. Może kiedyś jakimś cudem dojdą do takiego stopnia wtajemniczenia, że da radę się jej przedstawić bardziej oficjalnie? - Je pense que vous ne voulez pas vraiment jouer ensemble... - mruknął w końcu, przechylając głowę na bok. Teraz mówił raczej do samego siebie niż do niej, bo w końcu - ona nie zrozumie nic. - Mais ça va! Voulez-vous faire une promenade? Je veux dire... toi, moi. Aller se promener.
Tu, jak zawsze. Wpierw wskazał na nią, potem na siebie, a na sam koniec zrobił parę kroków do przodu, by następnie wrócić. Jeśli tu się nie domyśli, znów będzie próbował parę razy przekazać to co ma w głowie, a jak nie - wymyśli jeszcze coś innego! W łbie miał tysiąc pomysłów, a zapał do poznania jej mu nie gasł. Ciągle się śmiał, uśmiechał i po prostu cieszył chwilą.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Nawet jeśli jakkolwiek zrozumiała, o co mu chodzi, nie wiedziała, jak... zacząć cokolwiek. Chciał z nią turlać kamienie? Bo to, na co wskazywał wcześniej, było kamieniami. Pozycja łowiecka, jakby polował. Chciał z nią zapolować? Nie miała pewności a w zgadywaniu też dobra nie była. Chciała się z nim dogadać. Zawsze chciała móc się dogadywać z kotami, ale z nim, teraz? Szczególnie.
Z jego kolejnych słów jednak zrozumiała coś, co pewnie w jego stronach było inną formą powitania, poza przedziwnym bonjour jakim ją uraczył na początku... i jego imię. C'est Jean-Luc? Samo Jean-Luc? Wolała się trzymać tej drugiej wersji, brzmiało rozsądnie. Nawet imię miał dziwne... ale ładne, w pewnym sensie.
Gdyby nie należała do takiego cyrku jak Nowy Świt, to może uznałaby je za egzotyczne.
Tsunami przekrzywiła łeb w inną stronę, patrząc raz na kocura, raz na trawę na którą tak wskazywał. Zmarszczyła lekko brwi, zamyślona, próbując dojść do tego, o co faktycznie mogło mu chodzić. Polowanie? Tak sądziła, że polowanie... cholera, może po prostu powinna sama przyjąć pozycję łowiecką i zobaczyć jego reakcje...
Przeszła tuż obok pieszczocha, ocierając się bokiem o jego cętkowany bok, ogonem muskając jego biodro - i w kilku skokach znalazła się między wysokimi trawami, kucając nisko na łapach, tak, jakby przymierzała się do polowania. Rzuciła Jean-Lucowi spojrzenie przez ramię i uniosła lekko brwi. O to chodziło?
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
W końcu zdawało się, że go zrozumiała. Chociaż nie powiedziała niczego, nie czuł się z tego powodu wielce pokrzywdzony. Nie odpowiadała mu zbyt często, a on samodzielnie zajmował się wypełnianiem ciszy, mówiąc i komentując wszystko co się mu podoba. W ciągu całej tej rozmowy chyba ani razu nie wyraził się o czymś wielce wulgarnie, mówiąc nawet że nie przeszkadza mu, że nie chce się bawić i mogą się po prostu przejść. Koniec końców okazało się, że wolała zabawę od spacerów. Ucieszony na jej drobny gest i ruch do krzaków, gdyby mógł to wyskoczyłby aż do chmur i zapiał ze szczęścia.
Parę sekund i już był obok niej. Nie skradał się, tylko wskoczył w trawę, dopiero przy niej uspokoił się, przyciskając swoje ciało do ziemi. Zaraz posłał jej spojrzenie, uśmiechając się sprytnie. Skoro się bawić, to się bawić. - Les grillons sont des lâches. Nous devons être vraiment silencieux, car ils peuvent s'enfuir! - wyszeptał do niej, zaraz przykładając łapę do swojego nosa, robiąc głośno "shh". To był oczywisty znak, że muszą zachować ciszę - chyba na całym świecie się tak robiło. - Moi d'abord!
Wymruczał zaraz, podnosząc się od ziemi. W pozycji łowieckiej przeszedł ledwo parę kroków, by w końcu znaleźć konika, który podobał się mu najbardziej. Zielony, większy osobnik, spokojnie sobie cykał, gdy to nagle jakiś wielki potwór skoczył na niego, naruszając trawę. Konik, oczywiście, uciekł. Jean-Luc nie wyglądał jakby się tym przejął, bo jedynie się zaśmiał i spojrzał w stronę Tsunami. Teraz przez głowę mu przeszło, że cieszy się, że jego koleżanka ma takie imię. Inne mogłoby być... nie do wypowiedzenia dla niego. - Allez! À ton tour! - rzucił do niej wesoło, podskakując na równe łapy. Może teraz już będzie ciut pewniejsza i chętniej będzie się bawić? Wszak francuz wyraźnie... nie był nikim, kto mógłby ją jakkolwiek oceniać. Polować nie umiał, czasem się jąkał, nie rozumiał jej tak jak ona nie rozumiała jego. Chciał po prostu z nią pobyć, pobawić się. I tyle! - Vas-Y!
Miauknął raz jeszcze, by następnie - tym razem bez podchodów - skoczyć w trawę i spłoszyć kolejnych parę koników. Tak, by mogła łatwiej namierzyć swój cel!
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Entuzjazm którym emanował Jean-Luc poza byciem czymś nieco przytłaczającym... był w pewnym stopniu zaraźliwy.
Tsunami zlustrowała kocura gdy ten radośnie znalazł się tuż obok niej, uśmiechnięty, po chwili skupiając się na gąszczu trawy który miał przed sobą. Był tak podekscytowany tym, że w końcu zrobiła to, co chciał (najwyraźniej to, co chciał), aż poczuła przyjemne ciepło w sercu. Takie, jakie czuła przy Baranie. Nie takie samo, ale bardzo podobne. Jean-Luc był swój. Był w porządku. Nie rozumieli się, a jednak ją rozumiał a ona starała się rozumieć jego.
Przykucając nisko przy ziemi patrzyła, jak zakrada się do... owada. Nie kamienia, miał na myśli faktyczne polowanie. Też nie na grubszą zwierzynę, ale wciąż polowanie - na owady. Koniki polne. Tsunami poruszyła kosmatymi uszami, momentalnie zaintrygowana i podniecona tym pomysłem, wysuwając i chowając naprzemiennie pazury. Patrzyła, jak robaczek ucieka kocurowi spod łap, ale jak bardzo on tym się nie przejmuje.
Ona by się sfrustrowała, że nic nie umie dobrze zrobić. Podziwiała go, znowu.
Zrozumiała, że pieszczoch zachęcał ją do powtórzenia manewru i nie zamierzała zwlekać, szczególnie, gdy zobaczyła jak kolejnym susem w trawę wielkouchy kolega przepędza kolejne koniki z trawy. Tsunami pchnięta instynktem łowieckim i impulsem wystrzeliła w kierunku kilku owadów, jednego przygniatając do ziemi łapami i jakby twardawy, zielony pancerz był dla niej niczym... zgniotła konika przy faktycznym lądowaniu.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
Gdy ruszyła za nim do zabawy, znów fala radości przeleciała przez całe jego ciało. On płoszył koniki, ona je łapała i w końcu mogli się zająć czymś wspólnie, bez wymiany wzrokami, bez domyślania się, bez niczego takiego. W ogóle się nie rozumieli - ale to nie szkodziło ni trochę, przynajmniej zdaniem kocura. Oriental ciągle pokazywał, że dobrze się bawi i jest mu miło. Śmiał się, fikał, brykał, przewracał i toczył, a ona... cóż, robiła coś bardziej konkretnego od niego. Bowiem w odróżnieniu od Pieszczocha, Nowoświtanka coś złapała. Jean-Luc w pierwszej chwili jedynie na nią patrzył, nadal się uśmiechając szeroko. - Hé, belle prise! On pourrait attraper de vraies proies, mais je ne peux pas chasser la vraie vie... - pochwalił ją, zaraz proponując prawdziwe polowanie... z którego w moment się rozmyślił. Pluszowe zwierzątko w domu, a prawdziwy wróbel czy wiewiórka to dwie różne rzeczy. Nie bał się tego, ze nie wyszłoby mu złapanie czegoś - bardziej obawiał się, że przy próbach złapania zwierzyny mógłby zrobić krzywdę sobie lub nawet jej! - C'était amusant! Voulez-vous en attraper plus?
Rzucił w jej stronę, zaraz kierując pysk w stronę trawy i szykując się do kolejnego skoku w gąszcz. Ewidentnie było słychać, że jedynie pyta, a nie zmusza do robienia tego. Bo gdyby chciała robić cos innego to... to czemu by nie! Mogliby znaleźć jakieś patyki i je znosić i... i udawać, że zrobili sobie własny dom, czy coś! Dużo było tutaj do roboty, wystarczyło im pomyśleć i już - dałoby się robić coś super.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Tundra mówiła o plusach polowania z kimś. Polowania wspólnie. Tsunami miała blizny, bo stado srok zaatakowało razem, a teraz łapała koniki polne razem z nowym... kolegą. On je płoszył, ona je łapała, ale w przeciwieństwie do Jean-Luca, w Tsunami siedział instynkt prawdziwego łowcy i chęć udowodnienia, że jest w stanie coś złapać i zabić.
I spędzanie czasu w ten sposób było wyjątkowo przyjemne. Nie mordowanie owadów, skakanie w trawie z nowym znajomym.
Uniosła łapę znad ziemi, patrząc na zmiażdżonego konika polnego i oblizała wąsy, zostawiając go tak, jak leżał. Martwy i zgnieciony. Rzuciła się ku kolejnemu z owadów które uciekały przed fikającym w trawie pieszczochem, również miażdżąc go przy ziemi; trzeci jej uciekł a Tsunami zrobiła fikołka na jedną lisią długość. Źdźbła trawy zaplątały się w jej długiej sierści.
Oblizała się kilka razy, wpatrzona w wielkouchego kocura pytająco. Chyba nie wyłapała w pełni jego słów. A nawet jeśli, to, oczywiście, ich nie zrozumiała.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
Gdyby znał Tsunami ogólnie i widział ją, jak bryka sobie razem z nim w trawie, pewnie nie wierzyłby, że to jest ten sam kot. Gdyby ktokolwiek z Nowego Świtu zobaczyłby ją teraz, pewnie nie wiedziałby co się dzieje i czy wszystko z nią w porządku. Jean-Luc nie musiał w każdym razie o tym myśleć, bo w jego głowie wykreował się obraz nieco wstydliwej, niepewnej kulki, która po prostu nie chciała się ośmieszyć przed nieznajomym. To tak szczerze nie było niczym dziwnym - wiele kotów nie miało odwagi robić jakichś głupich akcji w chwili, kiedy chciały wypaść przed kimś... dobrze? Oriental nawet sam sobie nie umiał tego wyjaśnić. Cieszył się jednak, że teraz Tsunami już nie czuje się aż tak źle i wreszcie z nim się wygłupia, robi fikołki i... po prostu żyje. Bez zmartwień, bez problemów, bez niczego. Po prostu skupiła się na tym co dzieje się teraz.
Nie odpowiedziała mu na jego pytanie. Ach, tak. Zapomniał, że się nie rozumieją... Moment myślał, co teraz. Mogli łapać koniki dalej, ale na dobrą sprawę - i tak za jakiś czas się im to znudzi. No, i oczywiście, zaraz będą mogli do zabawy wrócić, o ile żadna inna nie przypadnie im do gustu. - Chat, c'est toi! - krzyknął, ostrożnie dotykając ją w ramię i odskakując na bok. Zad wystawił do góry, kręcąc nim na boki, oczy skupił na kotce. Berek był... był najprostszą formą zabawy i chyba najlepszą, jeśli chciał, by ktoś za nim szedł. Do tego, na boga, tu nie musiała się nic domyślać! Chyba każdy za kociaka się w to bawił choć raz, prawda?
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Każdy za kociaka bawił się w berka choć raz. Tak myślał Jean-Luc, tymczasem jednym z pierwszych i jedynych jasnych wspomnień z dzieciństwa Tsunami była fala wody która wciąga ją pod powierzchnię. Która dusi ją, Sekwoję i ich brata. Nie pamiętała wiele ze swojego dzieciństwa poza strachem, upokorzeniem, ciągłym przenoszeniem się z miejsca na miejsce, ucieczką z Ostoi Milczących... przeklętym Roche.
Nie bawiła się w berka nigdy, dlatego, mimo wszystko, na początku, to, co zainicjował kocur ją zaskoczyło. Mrugnęła kilka razy, otrzepując się z trawy i wpatrzyła w pieszczocha szczerze zaskoczona. Nie rozumiała co mówił a teraz nie rozumiała jego zabaw.
Tsunami powoli podniosła się z ziemi, jeszcze raz otrzepując i przyjrzała dokładnie jego postawie, analizując to, co zrobił. Nie miała pojęcia, o co naprawdę mu chodziło. Dotknęła go łapą w bark, tak jak on ją chwilę temu... ale nie odsunęła się, unosząc brwi, pytająco.
Co teraz?
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
Jej reakcja nie była aż tak znów dziwna. Jean-Luc nie spodziewał się niczego innego z jej strony, niż wolnych, niepewnych ruchów, które - przy odrobinie szczęścia - z czasem zaczną robić się pewniejsze, żywsze, swobodne i wesołe, takie jak te jego. Nie odsunął się gdy go tknęła, a jedynie posłał jej uśmiech, by zaraz znów podskoczyć i ją tak samo jak wcześniej tknąć w bark. - Chat, c'est toi! - powtórzył wesoło, znów odsuwając się od niej i przybierając tę samą pozycję co wcześniej. Różnica była taka, że tym razem poszerzył odległość między nimi i... i liczył na to, że teraz załapie. To, że się nie bawiła w berka nigdy nie przeszło mu przez głowę nadal. Bo skąd by miało! Nie posądziłby jej o jakieś gorsze życie, nie miał ku temu większych powodów. Zakładanie, że każdy kot poza nim ma się gorzej byłoby okropnie samolubne... i ogólnie, niemiłe. Może w gruncie rzeczy miała się weselej od niego! - C'est toi, c'est toi!
Krzyknął raz jeszcze coś, co mogłoby być odpowiednikiem "gonisz". Oczywiście, w tym wypadku to jedynie on mógł gonić siebie, bo nie ważne ile razy to powtórzy, Tsunami raczej go nie zrozumie, ale... pozytywne nastawienie, uśmiech i generalnie wesołe zachowanie wcześniej ją zachęciło do współpracy, więc teraz może też się uda ją nakierować na tego berka.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Chciała być w stanie żyć tak beztrosko i wesoło jak on.
Nie była kotem najbystrzejszym, ale gdy coś się jej powtórzyło kilka razy, wystarczająco cierpliwie, koncept docierał. Teraz dotarł, bez wątpienia, po kilku chwilach skakania w te i we wte i powtarzania tej dziwnej frazy. Czymkolwiek by to chat nie było, Tsunami chyba zrozumiała, o co chodzi. Miała go gonić i złapać, tak?
Brzmiało jak zwykłe polowanie, ale tym razem na większego od siebie kota. Chciał sparingu, czy to kolejna zabawa o której nigdy nie słyszała, na którą nie miała czasu w swoim żałośnie krótkim, smutnym dzieciństwie? Pewnie to drugie. A może jednak chciał się bić na zabawę, jak Gronostaj.
Szylkretka poruszyła ogonem, zamyślona chwilę, ale w końcu wyskoczyła w kierunku Jean-Luca, chcąc dopaść do niego w kilku długich susach i obiema łapami trafić w jego bark, złapać, i krzyknąć, że teraz jego kolej. Oczy jej zaświeciły.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
Zrozumiała, zrozumiała o co chodzi! Co prawda, w pierwszej chwili nie był tego zbyt pewien, bo mogła po prostu doń podbiegać, bo nie chciała się rozdzielać, ale wyciągające się łapy, błysk w oczach... nakierowało go to od razu na myśl, że w zupełności zrozumiała o co chodzi. Oczywiście, nie dał się tak od razu złapać! Zabawa miała polegać na odrobinie... wiadomo, emocji, adrenaliny. Widząc więc jak ta nadciąga, szybko spróbował uskoczyć w bok, posyłając jej szeroki uśmiech. - Réessayer! Tu l'as eu! - pochwalił ją i zachęcił do dalszych prób, teraz pozostając w miejscu. Nie miłym było nie dawać jej najmniejszej szansy na złapanie go. Wówczas to już nie zabawa, a drażnienie... co nie było ani trochę fajne dla poszkodowanej strony. Wolał ewentualnie "przegrać" berka, niż frustrować ją i doprowadzać do złości. Moment mogą tak poskakać, a później, jak już na pewno Tsunami będzie wiedzieć co się dzieje, wyprowadzi ją ciut dalej, żeby pozbierali te gałęzie i pobawili się w jeszcze coś innego. Jemu się nie spieszy, jej... raczej też nie. Nie wyglądała ni przez moment jakby musiała gdzieś nagle wracać. Więc nie powinno być nic złego w tym, że zrobią sobie jakieś przerywniki na takie głupie zabawy. On zrobi coś, co lubi, a ona... będzie mieć odskocznię od brutalnej rzeczywistości, chociaż jeden raz w życiu.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Radosny okrzyk kocura odebrała jako pochwałę. Może dlatego bo Chciała to tak odebrać, a może dlatego, bo faktycznie pochwałą to Było... raczej to pierwsze, w końcu go nie rozumiała. Ale nikt nigdy jej nie pochwalił, a właśnie tak to sobie wyobrażała. Radość, duma, szczęście w głosie drugiego kota.
Duma. Zadowolenie. Jean-Luc był zadowolony i ona też była zadowolona i nie wiedziała jak zareagować na to przyjemne, rozchodzące się po całym jej ciele ciepło.
Patrzyła przez chwilę zamyślona na jasnego kocura, a kąciki jej pyska drgnęły w cieniu uśmiechu.
Był piękny, i był wyjątkowy i był dla niej przemiły, równie miły, co Baran, i z wdzięczności Tsunami wiedziała, że chciała mu coś dać. Musiała tylko zastanowić się... co.
Na razie jednak ponownie zaczęła go gonić, używając może zbyt wiele siły w łapach gdy dopadła kocura. Przypadkowo przewróciła go na trawę, siebie przy okazji, ponownie koziołkując kawałek.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?