Logo Artemidy
Wysokie Trawy
Ach, zdecydowanie - tego się nie spodziewał. Chociaż się jej podkładał i z aktorską gracją udawał, że nie wycofał się na czas, to nawet gdyby próbował odskoczyć, wątpił by się mu to udało. Gdy się z nim zderzyła, oboje runęli na ziemię z całej siły, przewracając się w trawie. Naturalnym odruchem, jaki zrobiłby każdy kot byłoby narzekanie, natomiast on... Cóż, zdecydowanie nie szedł nawet w tym kierunku.
- C'était un grand saut! Si j'étais un oiseau, je serais ton dîner ce soir! - parsknął cichym śmiechem, przewracając się na brzuch i otrzepując łeb z trawy. Wzrok skupił na niej, jakby z tej drobnej odległości badał, czy czasem sobie czegoś nie zrobiła. Wtedy wszak niezwłocznie należałoby sprawdzić, czy to "coś" nie jest zbyt groźne, bo wtedy... wtedy... no, nie wiedział co. Ale mógłby jej chociaż wylizać rany i dotrzymać towarzystwa, aż się jej polepszy! - Tu es plutôt bon aux jeux, tu sais? Vous n'en avez pas l'air, mais vous l'êtes!
Wymruczał ciepło, zaraz biorąc luźniejszą kępkę trawy i popychając ją w stronę Tsunami w ramach niegroźnej zaczepki. Oczywiście, że nie bawiła się źle! Używała więcej siły, niż on, może była trochę bardziej ostrożna, ale zdecydowanie, nie zachowywała się tak, że mógłby uznać ją za "sztywną". Była ostrożna przy kimś obcym i było to normalne.
- Tu es drôle - skomentował finałowo, szczerząc wesoło szereg zębów do niej. To stwierdzenie zdecydowanie miało brzmieć miło. Nie wahał się, nie śmiał, po prostu powiedział jej, że miło z nią się spędza czas. Nie byli razem długo, ale na dobrą sprawę - co najmniej dwadzieścia minut już się wygłupiali. Mógł stwierdzić, czy się mu podoba spędzanie z nią czasu, czy wręcz przeciwnie.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie planowała go przewrócić. I przez kilka chwil w jej głowie pojawiła się myśl - co jeśli jednak... mu się to nie spodobało? Co jeśli przesadziła, co jeśli się na nią zdenerwuje i nie będzie chciał się z nią dalej tak bawić... Tsunami drgnęła, próbując nawiązać z kocurem kontakt wzrokowy chociaż na moment, zobaczyć, co o tym myślał.

Dalej się uśmiechał. Zaśmiał się. Nie zrozumiała ani słowa, ale to był śmiech, na pewno. Chyba nie z niej? Nie miał pretensji, nie wyglądał, jakby miał. W dodatku jej się przyglądał... martwił się o nią, czy... patrzył z jakiegoś innego powodu? Gdyby wiedziała co mówił, może byłoby łatwiej. Na pewno byłoby łatwiej. Mimo wszystko szylkretka odetchnęła z ulgą. Futro które nagle uniosło jej się na karku z powrotem opadło.

Tsunami nie podnosiła się z ziemi; przekręciła się jednak kilka razy, aby być bliżej Jean-Luca, czołgając w jego stronę i finalnie, widząc jego uśmiech, przysunęła się jeszcze trochę bliżej, opierając bokiem o jego bok, głowę opierając na jego barku. Zamruczała, zastanawiając się, jak mogłaby mu podziękować za to, że był tak dobrym kotem, żeby to zrozumiał...

Przesunęła kilka razy językiem po jego cętkowanej łopatce.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I w tym wypadku mu nie odpowiedziała - ale to chyba nie miało najmniejszego znaczenia. On mówił, ona milczała i... jemu to odpowiadało. Póki nie narzekała na to, że pysk mu się nie zamyka i ciągle stara się coś z siebie wyrzucić, wszystko było w porządku. Wszak, czemu miałoby mu to przeszkadzać? Przerzucił prędko głowę na bok, przyglądając się jak jej futro na karku opada. A skoro odbyło się to po tym jak mówił... najwidoczniej, lubiła to, że gadał. Tak myślał, tak zgadywał. Mógł się mylić, jak najbardziej, ale wtedy jakoś by się to nie trzymało kupy. Wzroku nie spuścił z niej i w chwili, kiedy zaczęła się do niego przemieszczać bez odrywania się od ziemi.
- Jouons-nous aux serpents maintenant? - rzucił naiwnie, parskając cichym śmiechem. Nie umiał inaczej sobie wyjaśnić tego co właściwie kotka robi, a branie tego za kolejną zabawę było... najłatwiejszym, najjaśniejszym rozwiązaniem do niego. Domyślił się, że to nie zaproszenie do kolejnego tarzania się po trawie i skakania dopiero w chwili, kiedy jej łeb znalazł się na nim. Nie w żaden agresywny sposób, nie tak jakby miała go "ugryźć" i zrobić z niego swoją zdobycz. Ot, przytuliła go, zaczęła mruczeć i później nawet, ho, ho! Polizała go. Francuz parę sekund lustrował ją wzrokiem, żeby zaraz to odwzajemnić. Wpierw, z pewną dozą nieśmiałości, łeb - a właściwie nos, bo bardziej karku przekręcić nie umiał - przyłożył do niej skroni. - Je pense que tu as raison, on peut se reposer un peu.
Wymruczał cicho, moment wisząc jeszcze w tej niekomfortowej pozycji, by następnie jak najprędzej przewrócić się na grzbiet. I takie leżenie nie należało do najwygodniejszych, szczególnie że pod sobą miał twardą ziemię, nie pochłaniający go materac, ale... ale tak przynajmniej może ją objąć łapami, a nie łapać sobie kark, nie? Jakby się im nie podobało, po prostu pokręciliby się, aż w końcu znaleźliby idealną pozycję. Zaraz dwa razy uderzył w swoją klatę, dając zaproszenie Tsunami na to miejsce. Zaraz jeszcze się uśmiechnął, tak na znak, że może podejść. O ile będzie chciała się dalej miziać! Jak nie, to zwinnie zmieni to klepanie w coś innego, co nie byłoby tak bezczelnym proszeniem jej do leżenia na nim.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie zareagował jakkolwiek... źle. Ani nawet dziwnie, nie zrobił wielkich oczu i przyjął to mizanie z jej strony bardzo pozytywnie. Nawet na to odpowiedział, w pewien sposób. Poruszyła uszami czując jego wilgotny nos, mrucząc nieco głośniej, próbując docisnąć się do kocura swoim bokiem jeszcze bardziej. Nie mogła mu zaproponować wprost niczego, bo by jej nie zrozumiał, ale tutaj język ciała w pełni wystarczył, tak sądziła. Poruszyła wąsami, jakby chciała go połaskotać po pysku.

Bardzo delikatnie przygryzła futro i fragment skóry na barku Jean-Luca. Taka bliskość była jej sposobem na okazanie... przywiązania. Tego, że kogoś lubi. Nie potrafiła tego robić inaczej.

Tsunami poruszyła ogonem, wyraźnie zadowolona gdy pieszczoch przekręcił się na grzbiet i zaprosił ją do dalszego przytulania. W takiej pozycji? Bardzo chętnie. Potem jeszcze chętniej szylkretka tą pozycję zmieni, ale na razie... tak pewnie byłoby dużo wygodniej. Podniosła się powoli, zaraz kładąc tuż obok francuza, przednie łapy opierając na jego klatce piersiowej, obejmując jego łeb z obu stron; językiem zostawiała wilgotne całusy na całej jego klatce piersiowej, szyi, przygryzała pieszczotliwie gładkie futerko na jego łapach aby zaraz potem je znowu wylizać.

Kąciki jej pyska ponownie drgnęły.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wszystkie szczypnięcia, choć w pewnym stopniu bolesne, nie sprawiały mu specjalnego dyskomfortu. Wiedział - a przynajmniej liczył na to - że kotka nie zrobi mu nagle krzywdy. Być może naiwność i głupota przemawiały przez niego, ale jakoś... nie potrafił wyobrazić sobie nawet, że ktoś kto przed chwilą z nim spędzał miło czas nagle zrobiłby mu umyślnie krzywdę. Tsunami w jego oczach nie wyglądała na taką. Ni razu zachowała się agresywnie, nie krzyczała, nie syczała. Nie miał powodów do tego by jej nie ufać.
- Tu viens? - wymruczał jeszcze do niej, by zaraz dostać swoją odpowiedź. Jak na rozkaz, od razu znalazła się znów przy nim, ponownie go liżąc i gryząc.
Nadal nie wyrażał ku temu najmniejszego sprzeciwu, Cicho pomrukiwał, odwdzięczając się jej tym samym. W jego wypadku, pieszczoty były o wiele delikatniejsze. Nie podgryzał jej, tylko czule lizał po czole i policzkach, kiedy miał na to okazję. Gdyby starał się robić więcej, musiałby znowu ją z siebie zrzucać i kazać się jej odsuwać, a szczerze powiedziawszy, nie miał na to najmniejszej ochoty. Bycie o tak jak teraz odpowiadało mu w zupełności. Jej najpewniej też, bo choć widział ją jedynie kątem oka, dałby sobie łapę odgryźć, że się uśmiechnęła. Jedną ze swoich łap dość nieporadnie położył na jej plecach (lub barku, gdziekolwiek był w stanie sięgnąć), by dać jej choć trochę więcej ciepła ze swojej strony. Nie chciał, żeby czuła się... źle, czy coś. A wykonując to wszystko mogła się zapeszyć, kiedy on nie odpowiadał jej tym samym. Sądził więc, że tym jednym ruchem i ciepłym uśmiechem da jej jakoś znać, że nadal tu jest i wszystko czuje, a nie stał się zupełnie bierny, czy co grosza obojętny na jej poczynania lub obecność.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nigdy nie zrobiłaby drugiemu kotu krzywdy intencjonalnie, o ile nie miała ku temu powodów. Na razie była w stanie pomyśleć tylko o jednym takim osobniku, a w tej chwili było jej tak przyjemnie, że nawet nie zamierzała o nim myśleć. Jean-Luc pokazał, że jest nieszkodliwy, w dodatku był... przemiły. Tsunami nie miała tendencji do krzywdzenia kotów niesprowokowana, szczególnie tak przemiłych i nieszkodliwych, jak on. Przygryzanie jego skóry było jej własną, pokrętną metodą na okazanie przywiązania i czułości.

Nikt nie pokazał jej innego sposobu, a ten chyba działał, bo Jean-Luc, gdy już położyła się na nim, te pieszczoty odwzajemnił. Delikatniej, bo jedynie ją lizał, ale nic nie szkodzi. Wciąż był tak blisko i wciąż było bardzo miło, przyjemnie... a Tsunami nie chciała się już odsuwać.

Szylkretka z każdym kolejnym liźnięciem ze strony pieszczocha mruczała coraz głośniej, wyginała kręgosłup, prężyła się, przesuwała ogonem po trawie i wkładała coraz więcej energii w to mizianie. W lizanie Jean-Luca po szyi, lekkie podgryzanie. Gdyby nie ostre pazury, zaczęłaby ugniatać mu brzuch tak, jak robią to kocięta przy brzuchu matki, bo czuła się tak komfortowo.

Nowoświtezianka podniosła się nagle, stając nad kocurem, jedną łapą chcąc powoli przewrócić go na bok, aby móc wygodniej wylizać mu pysk. Już w tej pozycji próbowała, ledwie sięgając językiem do jego mordki.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trudno powiedzieć, czy nawet ostre pazury by mu przeszkadzały. Jedno wbijać je z impetem, tak by przebić skórę i doprowadzić do rozlewu krwi, drugie po prostu dawać wrażenie, że może coś się stać, ale wcale nie musi. Niemniej, nawet jakby chciał tak spróbować się bawić, w życiu by nie był w stanie przekazać swoich intencji kotce, bo nie miał ani szans poprosić, ani wyjaśnić, ani nawet ustalić jakiegoś sygnału, że ewentualnie należy przestać. No - i oczywiście - nawet przecież nie wiedział, że Tsunami o tym myślała, czy że chciałaby coś takiego robić, więc tym bardziej, nie było szans na jakiekolwiek próby porozumienia się w tej kwestii. Sam, choć odwagą przebijał nie jednego kota, nie miał głowy do tego by zaczynać takie tematy. Byłoby to po prostu... nie na miejscu, wstydliwe i nieodpowiednie.
Podniosła się nagle. Jego przyćmiony przyjemnością wzrok powędrował za nią, a z gardła wydobyło mu się ciche "hm?", sygnalizujące że nie wie czy ma teraz też wstać czy... czy co. Jasna sprawa, normalnej odpowiedzi nie dostał, ale za to załapał, że ma się przewrócić. Choć w pierwszej chwili przez myśl przeszło mu, że może sama spróbować to zrobić, ale w końcu sam się obrócił tak, jak tego chciała. Siłowanie się z zapewne o wiele cięższym kotem mogło zepsuć cały powstały wokół nich spokojny nastrój. W następstwie wyciągnął do niej pysk, już teraz wydając z siebie cichy, przyjemny dla ucha pomruk. Skoro już chwilę wcześniej chciała go polizać, to w ten sposób dał jej drogę wolną do tego. Akurat w takich sprawach czuł się jak najbardziej pewnie! W końcu, cóż to takiego, że miałaby tego nie móc robić? Zwykłe całusy. Niegroźne, nie ośmieszające, w pewnym stopniu pokazują sobie wzajemnie w ten sposób, że sobie ufają.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Był...

Kochany. To było jedyne określenie poza "miłym" jakie przychodziło Tsunami do głowy. Baran, w pewnym sensie, też był kochany, ale nie aż tak. Z nim mogła się porozumieć słownie, ale Baran był bardzo specyficzny. Jean-Luc był kotem dużo prostszym od Baraniej Łapy, jeszcze bardziej wesołym, swawolnym i beztroskim i szylkretce takie towarzystwo ogromnie pasowało. Po raz drugi w życiu czuła się tak komfortowo i dobrze z kimś zupełnie obcym. Bawili się, a teraz przytulali i całowali.

Bez dwóch zdań była to oznaka tego, że sobie ufają. Tsunami mu ufała, nie tak, jak ufała Sekwoi, ale ufała i nie bała się go. Nie irytował jej już tak, jak na początku, a bliskość z nim była czymś w czym chciała się zatracić. Z głośnym mruczeniem wydobywającym się z gardła, kotka zaczęła ocierać się mordką o pysk pieszczocha, liżąc jego mordkę w przerwach od przytulania, delikatnie przygryzała jego wielkie, nietoperze uszy, łaskotała wąsami jego mordkę...

Położyła się na ziemi tuż obok Jean-Luca, wciskając swój pysk pod jedną z jego łap, jakby chciała, żeby teraz on ją przytulił, i to w nieco innej pozycji.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ach, gdyby to słyszał i rozumiał, najpewniej zacząłby się rozpuszczać z miłego uczucia. Nie było to co prawda nic... niezwykłego. Zwykłe słowo jak każde inne, a do tego wypowiedziane z ust niemal obcej mu kotki, niemniej - wiadomo - każde miłe słowo potrafi wzbudzić najprzyjemniejsze uczucia w kocie. Jean-Luc nie potrzebował wiele do szczęścia, bo takie gadanie by mu wystarczyło do końca dni. Czasem takie szczere słówka były ważniejsze od czynów. Robić "brudne" rzeczy mógł każdy, ale zdobyć się na odwagę by wyznać komuś jak się go odbiera? Zupełnie inny poziom. A francuska klucha doceniała taką szczerość ponad wszystko. Wszak, on jej mówił miłe rzeczy cały czas. Nawet jak go nie rozumiała, nie miała pojęcia że docenia każdy jej ruch i gest, gdzieś podświadomie chciał wierzyć, że wie co jej stara się przekazać, że chce pokazać że w jego oczach jest przemiłym kompanem do zabaw. Nie musiał tego robić wcale, ale chciał. Bo zasługiwała na to, przełamała się, przestała być w pewnym stopniu nieśmiała, otwarła się na niego odrobinę. Była świetną znajomą. Na medal.
Na wszystkie jej pieszczoty odpowiadał coraz to czulszymi całusami i głośniejszym mruczeniem, raz po raz przerywanym cichym śmiechem. Gryzienie uszu... no, bawiło go! Każdy ma na ciele jakieś takie wrażliwsze miejsce, które po najmniejszym dotyku wysyłało do ciała to przyjemno-nieprzyjemne uczucie łaskotania. Łaskotki na mordzie też go bawiły, ale zdecydowanie w nie tak wielkim stopniu jak przygryzanie uszysk.
Pieszczoty w końcu dobiegły końca, gdy Tsunami wcisnęła się pod jego łapę. To był jasny i oczywisty sygnał, że wracają do punktu wyjścia, jakim było przytulanie. Oriental ostatni raz przejechał językiem po jej czole, łapą obejmując ją i przyciskając do siebie najlepiej jak umiał. Jej łeb odważył się pchnąć w swój kark, tak, by jak najbardziej zmniejszyć odległość między nimi. Swoją głowę zaś, z ogromną ostrożnością, oparł o nią.
- Je vous aime - mruknął w końcu, przerywając ciszę między nimi. Nie rozdarł mordy jak do tej pory, a po prostu wymruczał to w przestrzeń, trzymając ją blisko siebie. - Tu m'aimes aussi.
Dodał po niedługiej chwili. Mógł się mylić, ale... szczerze, był wręcz pewien, że się lubią wzajemnie. W innym wypadku nie byliby tak blisko siebie! Tsunami ciągle dawał wolną łapę, dopiero moment temu sam ją objął. Gdyby chciała, dawno temu mogła się już wycofać, a nawet uciec. A skoro tego nie robiła, musiała go lubić. Raczej!
[Obrazek: SvVY52v.png]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czasami Tsunami czuła, że nawet, gdy mówi do innych kotów, w swoim własnym języku to... one nie rozumieją. Nie dociera. Nieważne, jak się starała. Nie dociera, nikt jej nie rozumie, a Jean-Luc nie rozumiał jej mowy w żadnym stopniu, co było ironiczne patrząc na to, że ze wszystkich znanych kotów, poza Baranem i Sekwoją, dogadywała się z nim doskonale. Lepiej, niż ze swoim własnym stadem. Niesamowite. Dziwne.

Może byłaby w stanie do niego mówić, ignorując to, że nie rozumiał ani słowa. Może... powinna?

Tsunami westchnęła, nieco drżąco, poruszając w emocjach ogonem i przednimi łapami, wąsy jej drżały, mięśnie na moment spięła i po chwili, czując Jean-Luca tak blisko znowu... rozluźniła. Odetchnęła znowu, oblizując wargi kilka razy. Nie rozumiała, co mówił, ale brzmiał słodko. Jakby mówił jej coś bardzo miłego. - Podoba mi się, gdy. Jesteś. Tak blisko - wymruczała cichym, przepełnionym najróżniejszymi emocjami, mało chrapliwym jak na siebie głosem.

Nie chciała się wycofywać; wręcz przeciwnie. Poruszyła się na trawie, powoli unosząc się na tylnych łapach, unosząc zad i ogon w górę, kitą muskając udo francuza. Znowu zaczęła mruczeć.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Słysząc jej głos, serce przyskoczyło mu dwa razy szybciej. Nie ze strachu, a z czystej ekscytacji. Już załapał, że Tsunami należy do tej cichszej grupy kotów, toteż gdy już się odzywała - było to dla niego największą nagrodą, taką jakiej nie mógł dostać od byle kota. Przycisnął mocniej na parę sekund pysk do niej, w ramach niemego podziękowania. Nie rozumiał jej, ale to nie szkodzi. Mówiła tak, jakby nie atakowała go słownie, nie obrażała, nie chciała zrobić przykrości. Trochę się zacinała, nie mówiła tak płynnie i szybko jak on - ale kim on był, by to oceniać? Być może tak właśnie mówią niektóre koty. A jeśli nie, to tak mówi Tsunami. I nie ma w tym nic złego czy dziwnego.
- En avez-vous assez? - wymruczał cicho, spoglądając na nią jak dźwiga się do góry. Na muśnięcie zareagował szerokim uśmiechem. Zaraz sam się podniósł do góry, przechodząc obok niej, żeby otrzeć się o jej bok. Jean-Luc nie był najbystrzejszym z kotów i najpewniej nigdy nie będzie. Jeśli coś mu proponowała, on tego nie zajarzył, tak po prostu. Lub inaczej - zrozumiał o co chodzi, ale nie był pewien, czy rozumie dobrze. Co jeśli nie? Broń boże, nie chciał jej skrzywdzić. Nie chciał przez głupią pomyłkę zrzucić na nią stresu, bólu i jakiejś traumy. Wtedy chyba w życiu sobie tego nie wybaczył. - Qu'allons-nous faire maintenant?
Rzucił luźno do niej. Co prawda, nie rozumiała, ale... jakoś tak, czuł że wypada spytać o to co teraz. Zad posadził blisko niej, najbliżej jak mógł. Nie chciał się wcale rozdzielać, ni nic. Po prostu nie do końca rozumiał o co kotce może chodzić. Na jego, mogło to być zwykłe przeciąganie się i przygotowywanie do robienia innych rzeczy po chwili czułości. Ogon luźno położył na ziemi, wpatrując się w nią wesoło.
- J'aime ton sourire - dorzucił na koniec, pokazując jej szereg zębów w szerokim uśmiechu. Choć teraz się nie uśmiechała, komplement musiał paść. Inaczej by nie był sobą.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nawet jeśli tak nie mówiły inne koty, to tak mówiła Tsunami. To prawda. Nigdy nie miała w zwyczaju mówić dużo ani bardzo płynnie, robiła przerwy pomiędzy wyrazami, formowała krótkie zdania. Czasem miała wrażenie, że przez to, i jej chrapliwy, nieprzyzwyczajony do mówienia głos... koty dziwnie na nią patrzyły. Ale nie Jean-Luc! Po raz kolejny udowodnił, że był jednym ze swoich. Psia mać, nawet Barana odbierała nieco inaczej niż tego kocura... a Baran był pierwszym obcym jakiemu zaufała.

Jean-Luca znała krócej a okazał się być równie specjalny i równie wyjątkowy, a Tsunami zaczynało podobać się to dziwne, ale przyjemne ciepło rozchodzące się po całym jej ciele gdy mruczał, przytulał się do niej.

Aczkolwiek chyba nie zrozumiał tego, do czego zmierzała. Może... nie wszystkim kocurom się to podobało? Albo on po prostu nie zrozumiał nawet uniwersalnego sygnału? To nie tak, że Tsunami chciała go do czegokolwiek zmuszać, ale myślała, że chętnie spędziłby z nią czas w taki sposób. I nie wiedziała do końca, jak inaczej mogła mu pokazać, że jest wdzięczna za jego towarzystwo i za to, jak miły był w stosunku do niej. Odetchnęła głęboko, mimo wszystko wciąż trzymając ogon w górze.

Dalej nie rozumiała jego słów, ale się uśmiechał, a to było najważniejsze. Otarła się mordką o pierwszą lepszą część jego ciała do jakiej była w stanie dosięgnąć. Teraz... teraz sama nie wiedziała, co zrobić. Powinna się odsunąć czy czekać, aż on się odsunie lub coś zainicjuje? Wyszło niezręcznie. Nie odczuwała tego aż tak, co prawda, ale wyszło niezręcznie.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mijały kolejne sekundy, a później minuty. Siedzieli tak jak te dwa bałwany, czekające aż słońce ich roztopi. Tsuna dając znaki, on rozważając głęboko czy aby na pewno o to chodzi. Czy sobie po prostu czegoś nie dopowiada, czy nie wymyśla sobie niestworzonych historii w głowie, nie zrobi jej czegoś złego, czego sobie nie życzy... To byłoby okropne, obrzydliwe, gdyby to zrobił. Przekreśliłby tę znajomość i - kto wie - może swoje leśne przygody też? Koty tu na pewno się mniej lub bardziej znają, więc jeśli stwarzałby jakiekolwiek zagrożenie, najpewniej inni by o tym wiedzieli. To nie byłoby aż taką tragedią, bo - wiadomo - w końcu by wrócił do domu i ten las zostawiłby za sobą, ale i tak, mało przyjemne by to było dla obu stron.
Szylkretka nie zmieniała pozycji. Nie robiła nic, co sugerowałoby że się przeciąga... chyba, że napręża się, żeby zaraz naprawdę bardzo, bardzo potężnie ziewnąć? To też była opcja. Oriental z całą siłą wbijał w nią wzrok, jakby oczekiwał że właśnie to czego się spodziewał zaraz nastąpi, ale... nie, nie stało się nic takiego. Zdecydowanie po prostu się mu pokazywała w całej osobie. Z transu gapienia się na nią wyrwał go jej ruch, jakim było otarcie się o jego łapę. Tak, tak. Zaprasza go, nie ma wątpliwości.
Jean-Luc w końcu łaskawie postanowił się ruszyć w kierunku tego. Choć bardzo, bardzo się bał, że zrobi jej krzywdę, że źle ją odbiera, że tak właściwie Tsunami nic z nim robić nie chce - czy warto aż tak się obawiać? Skoro dostał zaproszenie, skoro druga strona sobie tego tak potężnie życzy... Chyba mógł skryć swój kodeks moralny w kieszeń i przestać się nim przejmować. Zresztą, co złego w ogóle może z tego wyjść? Dokładnie, nic. Skoro Tsunami świadomie chce, on nie musi się o nic bać. Wziął parę cichych oddechów, jakby mentalnie się przygotowywał do tego co zaraz zajdzie. Będzie dobrze, nie robią nic złego.
Nim przeszło co do czego, parę razy tknął ją łapą w wyciągnięty do góry grzbiet. Wpierw bardzo delikatnie, jakby sprawdzał czy czasem jej nie przeciąży swoim ciałem, potem o wiele mocniej. Możliwe, że nie trzeba było robić żadnych dalszych kroków w stronę oczywistego, ale gdzieś z tyłu głowy czuł, że po prostu wypada ją jeszcze jakoś przygotować, aby to czasem zbyt nie bolało, by mimo wszystko nie stresowało... bo jaką on wtedy miałby z tego przyjemność, jeśli jego "partnerka" wiłaby się pod nim z bólu? Ugniatając obie łapy na niej, miał zamiar dać jej swego rodzaju masaż, aby to czuła się ciut swobodniej i przyzwyczaiła do myśli, że zaraz będą jeszcze bliżej siebie. Po tym, w końcu na nią wszedł. Nie robił nic, a jedynie z wygiętym do góry grzbietem - o wiele mniej delikatnie niż wcześniej - lizał i przygryzał jej okolice karku.
- Es-tu sûr de vouloir faire ça? - wymruczał do niej cicho. Teraz miała ostatnią szansę na ewentualne wycofanie się. Co prawda, słów jego nie rozumiała, ale skoro ani jej nie podtrzymywał, ani nie robił nic gwałtownie, a jedynie nadal ją pieścił - raczej się domyśli, że po prostu pytał o ostateczną zgodę.
[Obrazek: SvVY52v.png]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przez chwilę myślała, czy nie powinna odpuścić, przeprosić i się podnieść. Może to ona przegięła? Przecież... wydawało jej się, że dla wszystkich kocurów takie zbliżenie było czymś przyjemnym. Tak mówił Fairy, tak sugerował stan, w jakim znalazł się Baran gdy skończyli. Dla niej też było to przyjemne, czuła się bezpieczna, schowana w sierści drugiego kota, odczuwała przyjemne ciepło, każdy jej mięsień drżał, nie ze strachu - z czystej ekscytacji. Na początku, z Baranią Łapą, była po prostu ciekawa, teraz wiedziała już, jak wygląda cały proces i była pewna, że chciała tego więcej. I nie tylko z Baranem.

Barana lubiła. Ale Jean-Luca polubiła równie szybko, równie mocno i równie szybko poczuła się przy nim komfortowo, co, wbrew pozorom, nie było dla Tsunami czymś łatwym. Ale on ją rozumiał i był wobec niej miły, czuły. Teraz trochę zakłopotany, że wciąż myślała, czy się nie odsunąć, ale gdy w końcu poczuła jak dotyka łapą jej grzbietu, cała zadrżała i na moment wstrzymała oddech. Wypuściła powietrze z płuc ze świstem przez nos dopiero kilka chwil później, gdy kocur przycisnął ją do trawy. Rozpłaszczyła się pod nim sama, poruszając ogonem, próbując go spleść z jego.

Tsunami zamruczała głęboko, głośniej, niż dotychczas, czując jak francuz masuje ją, liże, przygryza jej kark, a drżenie mięśni mogło mu sugerować, że ogromnie jej się to podobało i nie chciała, aby przerywał. Próbowała wyprężyć grzbiet ponownie, aby przycisnąć się do jego brzucha, ale nie walczyła z nim jakkolwiek, wręcz przeciwnie - była gotowa oddać mu się w pełni. Rozluźniona i szczęśliwa, docisnęła się pyskiem do trawy.

I faktycznie uśmiechnęła. To chyba był wystarczający sygnał dla Jean-Luca, że jest co do tego wszystkiego pewna.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jean-Luc w tej chwili nie miał już wątpliwości co do tego, czy jego zachowanie było odpowiednie. Podobało się jej. Nie uciekała, nie wyrywała się, nie starała się go odrzucić czy podrapać. Chciała tego, chciała to robić z nim. Jej drgające mięśnie, drobne ruchy ogonem (który w końcu sam złapał swoim), moment wstrzymanego oddechu były... abstrakcyjnie przyjemne. To nie było nie wiadomo czym, co mogłoby wyróżniać ich wspólną chwilę od dziesiątek tysięcy, które miały miejsce w tym lesie, ale oriental nie przejmował się tym w ogóle. Urozmaicanie jest fajne, ale jak na pierwszy wspólny raz, lepiej trzymać się podstaw, żeby zobaczyć czy w ogóle się do siebie dopasują.
Ze swojej strony stopniowo również pokazywał, że chce tego wszystkiego. Pocierał się o nią raz po raz, nie przerywał pieszczot, nie odsuwał się. W pewnej chwili nawet sięgnął jej uszu, by i te przygryzać, a w trakcie tego mruczeć jej jakieś niezrozumiałe słówka. Wszystkie, jak można się domyślić, były swego rodzaju pochwałami. Raz, że mu miło, inny raz, że Tsunami jest piękna, później jeszcze wspominał, że na pewno będzie im dobrze, a w końcu, że postara się by ją jak najmniej bolało. Nie wszystkie były klimatyczne, ale Jean-Luc nie stawiał na to... skoro i tak nie wiedziała o co chodzi. Wolał mówić jej cokolwiek, dmuchając i mrucząc jej wprost w uszy, niżeli być jak kłoda i nie robić nic, co sugerowałoby że chociaż trochę mu miło.
Jej głośne, głębokie mruczenie było w istocie dobrym znakiem, że jest jej dobrze. Wyprężający się grzbiet zaś mówił mu jasno, że chyba już może przejść do konkretów. Parę chwil jeszcze pieścił ją, ostrożnie i delikatnie obniżając się w dół, aby to "podrażnić ją" przed samym wielkim wejściem. Nie chciał tego pospieszać. On to on, ale ona? Możliwe, że nigdy tego nie robiła. Że nie miała żadnego doświadczenia, że poniósł ją instynkt, a zdrowy rozsądek poszedł gdzieś na bok. Zbyt duży pośpiech mógł być dla niej jedynie stresem, a dla niego takie coś byłoby po prostu dużym rozczarowaniem i okropnym odpychaczem. Niemniej, nie przeciągał tego aż tak. W końcu złapał ją mocniej za kark, wygiął się tak by sięgać konkretnego miejsca, a jej ciało z niewielkim naciskiem pchnął ku ziemi.

[...]
[Obrazek: SvVY52v.png]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości