Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Nie chciała porównywać go do Barana, ale jak dotąd Wichrzak był jedynym kocurem z którym miała kontakt w... taki sposób. Pierwszym kocurem z jakim miała jakiekolwiek pozytywne wspomnienie, więc siłą rzeczy sądziła, że Jean-Luc w trakcie aktu będzie zachowywał się podobnie, o ile nie tak samo. Tak, jak przy Baraniej Łapie, gdy teraz byli tak blisko siebie, Tsunami czuła, że serce jej wyskoczy z piersi, woń kocura i jego bliskość były dla niej jak narkotyk, było to uzależniające... ale to, co odróżniało orientala od kędzierzawego Wichrowca, to faktyczne podejście do niej, tak sądziła. Tak to odbierała.
Mówił do niej. Nawet, jeśli go nie rozumiała, szeptał tak słodko, że była przekonana, że to same pozytywy. Wahał się bardziej niż Baran, bał się, czy nie zrobi jej krzywdy... i nie nawijał czegoś o kociętach. Z Baranem ich nie miała, więc z nim też nie wyjdzie, na pewno, o to nawet ona się już nie martwiła. Traktował to jak przyjemne urozmaicenie sobie spędzanego czasu i cieszyło ją takie podejście. Teraz, gdy byli tak blisko, nie był aż tak ostrożny jak jej pierwszy kochanek i bardzo jej się to podobało. Nie przyznałaby tego na głos, ale podobało jej się, jak podgryzał jej kark i uszy. Wciąż czuła się bezpiecznie, ale takie pieszczoty, chociaż trochę agresywne, odbierała jako bardzo pozytywny sygnał - sama przecież robiła to samo.
Czując zęby Jean-Luca na karku gwałtownie wciągnęła powietrze w płuca i drgnęła ponownie, na moment wysuwając pazury z poszewek łap. Zaraz z powrotem je schowała, naprzemiennie napinając i rozluźniając mięśnie, leżąc pod nim nieruchomo i poddała się jego bliskości w pełni. To było dużo lepsze, niż łapanie świerszczy lub zwykłe, niewinne przytulanie się. Do diabła z tym, co powiedziałaby Tundra czy Pokrzywa. Było jej dobrze.
[...]
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
[...]
... I w końcu ustał ze swoimi ruchami. Przez parę kolejnych sekund był jeszcze na niej, ciesząc się ostatnimi chwilami takiej bliskości, brał głębokie oddechy, swój pysk wtulając w jej futro na karku. Nadal był wobec niej czuły. Nadal chciał, by było jej dobrze, by cały ten akt pamiętała miło, by o francuzie nie myślała jak o największym zwyrolu, co tylko chciał ją wykorzystać. Ach, daleko mu było do tego. Gdy w końcu z niej zszedł, dał jej parę sekund na to, by mogła się rozluźnić, by wzięła kilka głębszych oddechów i wróciła na ziemię z krainy rozkoszy. Dosłownie, dał jej parę sekund. Już po chwili znów był blisko niej, tym razem w ponownie delikatniejszym geście, pełnym czułości, ciepła, wsparcia. Nos przyłożył do jej czoła, a następnie w to samo miejsce ją liznął. Po tym, po prostu otulił ją, jej łeb wkładając sobie pod swoją szyję. Był z nią, dla niej, stosunek już był tylko tłem, teraz byli oni. - Est-ce que ça va? - wymruczał w pierwszej kolejności. Nie należało milczeć, czyż nie? Powinien dopytać czy wszystko z nią dobrze, czy nie boli ją nic, czy nie żałuje, czy teraz się nie obawia że zrobiła coś złego. Gdyby widział, że panikuje usiłowałby jej pomóc. Nie wiadomo jak, bo nie rozumieją swoich słów, ale broń boże nie zostawiłby jej samej z problemem. Nie można tak, za nic nie można. - Avez-vous apprécié?
Wymruczał po chwili, wolno odsuwając się od niej, przerywając uścisk. Wciąż był blisko, niemniej, chciał na nią spojrzeć. Chciał widzieć jak się zachowuje, jak reaguje na jego słowa. Oczy to zwierciadło duszy - toteż na nich się skupił. Drobny, gorący uśmiech wkradł się na jego pysk. - J'ai fait - wymruczał cicho, odpowiadając sobie samemu na poprzednio zadane przez siebie pytanie. Zdecydowanie, jemu się podobało! Choć wpierw nażarł się przesadnej ilości strachu, teraz czuł się wyśmienicie.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Wiedziała, jak to wszystko będzie wyglądało. On przyciśnie ją do trawy, przyjemność potrwa kilka, kilkanaście chwil, a potem ogarnie ją zmęczenie, sztywność mięśni, ciepło rozleje się po jej całym ciele znowu... dokładnie tak było. Na cały czas trwania aktu Tsunami zdawała się wstrzymać oddech, wypuszczając powietrze z płuc bardzo gwałtownie dopiero, gdy Jean-Luc zaprzestał swoich ruchów. Oddychała głębiej, ciężej, nieco szybciej, ale tylko przez chwilę. Bez wątpienia zapamięta to wszystko bardzo miło.
Gdy tylko kocur z niej zszedł, szylkretka przewróciła się na bok, na miękką trawę i uspokoiła w końcu swój oddech raz a dobrze. Zamruczała głęboko, mrużąc oczy, łapy opierając na klatce piersiowej, barku francuza, gdziekolwiek mogła sięgnąć. Ogonem ledwo ruszała, przysypiała nieco. To było inne, niż zbliżenie z Baranem. Tutaj jej się nie śpieszyło, mogła zostać z pieszczochem dłużej, mogli spróbować porozmawiać...
Tsunami unikała kontaktu wzrokowego z kocurem tylko chwilę, ale gdy go nawiązała, trwało to jeszcze krócej. Oblizała kilka razy pysk, unosząc powoli łeb... i znowu opuściła go na ziemię, próbując ponownie wtulić się w Jean-Luca. - Dziękuję - wymruczała nieco chrapliwie, przełykając ślinę. Wciąż nie rozumiała ani słowa, ani on jej, ale czuła, że powinna mu podziękować za to wszystko. Niby zrobiła to, aby to jemu było miło, aby jemu podziękować za tak dobrze spędzony czas... a jednak dziękowała.
Czuła, że miała za co.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
Uśmiechnął się ciut szerzej słysząc jej głos. Widział ją, ponownie - jak sobie tłumaczył - nieśmiałą, niepewną, w pewnym sensie zagubioną. Nie patrzyła na niego długo, bo ledwo parę uderzeń serca i odwróciła pysk w inną stronę. Jemu to nie przeszkadzało, doceniał starania. Doceniał najdrobniejsze gesty, najmniejsze rzeczy, które normalnie można dostać. Są przecież koty, które zaraz po fakcie odchodzą. Nie są zainteresowane, nie chcą nawet próbować nawiązać kontaktu, stosunek pojmują jako nic wartego uwagi. Dobre podejście - bo tym właśnie stosunki były - niemniej w pewnym stopniu bolesne i przykre, krzyczące z odległości, że dwa koty się wykorzystały jak zabawki. Polizał ją, pozwolił się jej wtulić, dał jej tyle ciepła ze swojej strony ile mógł. Dopiero po stosunkowo długiej chwili się położył, ale wciąż był na wyciągnięcie jej łapy.
Wzrok skierował do góry, na niebo. Choć sam miał jeszcze siłę, nie chciał czasem nadwyrężać jej. Nie wiadomo gdzie mieszka, ile musi przejść, czy przez kolejne skoki i wygłupy nie zaryzykuje jej życiem i zdrowiem. Miast takiej szybkiej zabawy, pozwolił sobie przejść do delikatniejszej, spokojniejszej. Ostrożnie ją szturchnął, by następnie wskazać do góry. - Un chien - wymruczał cicho, komentując jeden z kształtów chmury. Coś, co jego zdaniem przypominało biegnącego jamnika, dla Tsunami mogło być zupełnie czymś innym. Lub... lub niczym! Ale w to wątpił. Chyba każdy kot choć raz w życiu oglądał sobie chmury i czytał z nich kształty, prawda? Zaraz znów wskazał na inny kształt. - Un lion! Il rugit!
Rzucił podekscytowany, uznając że kolejna chmura wyglądała jak ryczący lew. Potem rzucił krótkie spojrzenie na kotkę, jakoby pytał ją czy ona coś też widzi.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Chciała potrafić tak traktować zbliżenie z innym kotem. Jako coś, co po prostu miało miejsce, trwało chwilę i było przyjemne, ale już przeminęło. No, tak potraktowała to, co zaszło między nią i Baranem kilka księżyców temu, ale tylko dlatego, że się śpieszyła. Teraz, przy Jean-Lucu... nigdzie się nie śpieszyła i nie chciała odchodzić. Bliskość fizyczna była przyjemniejsza, niż kiedykolwiek Tsunami się wydawało, że mogłaby być. Ciepło bijące od kocura było czymś, czego nie chciała zapomnieć, od czego absolutnie nie chciała uciekać. Może następnym razem z Baranem też zostanie na dłużej.
Tsunami mimo chęci pozostania przy Jean-Lucu, spędzenia z nim jeszcze trochę czasu, czuła, że powieki jej opadają. Trochę przysypiała, jakby naćpana, odrobinę zmęczona, ale zareagowała na szturchniecie francuza; natychmiast uchyliła oczy, sama zaraz przekręcając się na grzbiet, aby wbić wzrok w niebo, tak, jak jej towarzysz.
Nie rozumiała. Ale widziała, że wskazywał na chmury, podążała wzrokiem za jego łapą.
- To tylko chmury - wymruczała szylkretka, nieco zdezorientowana. Była w stanie zrozumieć ekscytację konikami polnymi i polowaniem na nie, ale... chmury? Nie, to już abstrakcja. Przekręciła się z powrotem na bok, przyciskając do francuza, wylizując jego gładką sierść z resztek źdźbeł trawy i kurzu.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
Rzecz oczywista - nie zrozumiał jej. Nie wiedział co miała na myśli, ale jak poprzednimi razy - nie przejmował się tym specjalnie. Doceniał, że mówiła cokolwiek, że nie zignorowała go i nie poszła sobie jak gdyby nigdy nic. Co więcej, przestrzeń między nimi znów się zacieśniła. Jean-Luc nie sprzeciwiał się temu. Czując jak się przyciska i zaczyna go lizać, uśmiechnął się delikatnie, wydając z siebie cichy pomruk. - Tu as l'air fatigué - odparł jedynie, niespecjalnie wiedząc co może zrobić z tym faktem. On chyba odebrał całą ich "zabawę" lepiej. Moment leżenia, wytchnienia i już odzyskiwał siły. Ona zaś? Miał wrażenie, że mu niedługo zaśnie. I oczywiście - z tym też nie będzie problemu. W najgorszym wypadku, zostałby u jej boku aż by się obudziła i... tyle. Aby to jedynie nie musiała przejść przez jakieś stresujące doświadczenie.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Czarna Wrona obudził się o świcie, dręczony koszmarami. Poranek był wyjątkowo zimny. Czekał w swojej ciepłej dziupli, aż słońce ogrzeje trochę ziemię, by nie narażać się zanadto na wyziębienie. Musiał się oszczędzać, kiedy żył samotnie. Kto miałby teraz go wyleczyć?
W końcu jednak zdecydował, że pora wyruszać. Zlazł z wysokiego drzewa, drapiąc pazurami pień. Dzisiaj miał ochotę na coś większego. Potrzebował wyzwania, potrzebował poczuć, jak rozgrzewa się krew płynąca w jego żyłach, jak jej tętno dudni w uszach.
Swoje kroki skierował do ulubionego miejsca na polowania - do Wysokich Traw. Przemykał przez chaszcze, szukając interesujących zapachów.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
Pośród łysych gałęzi niedalekiego krzewu różanego przysiadł brązowy ptaszek z kremowym, nakrapianym brzuchem. Ściskał w dziobie niewielki kamyk i rozglądał się po okolicznych trawach, jakby szukał czegoś. Pewnie szukał. Pewnie szukał ofiary, którego głowę mógł onym kamieniem zmiażdżyć.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Minęło zaledwie kilka chwil, a już udało mu się zlokalizować pierwszą ofiarę. Rozpoczęcie polowania od ptaka musiało oznaczać szczęście. Ten był mały, lecz z pewnością będzie stanowił dobrą przekąskę.
Czarna Wrona przyjął pozycję łowiecką. Powoli, cichutko zaczął zmierzać w stronę ptaka. Co jakiś czas zamierał w bezruchu, czujnie obserwując ptaszka. Wysokie Trawy dawały sporo możliwości ukrycia się. Podczas skradania starał się, by być jak najbardziej zasłoniętym przez chaszcze.
Wreszcie, gdy znalazł się dostatecznie blisko różanego krzewu, przystanął, kalkulując kolejny ruch. Musiał zrobić to idealnie. Omsknięcie łapy będzie oznaczało lądowanie na kolczastych gałązkach róży.
Wybił się wysoko w powietrze, przednimi łapami celując w ptaszka. Chciał schwytać go pomiędzy łapy, wbić pazury w jego drobne ciało i wylądować po drugiej stronie, a następnie zmiażdżyć malutką główkę w szczękach.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
Kocurowi udało się podkraść do drozda bez wzbudzania podejrzeń - mały ptak do samego końca zajęty był przeczesywaniem przykrzewnej trawy w poszukiwaniu ślimaków. Później został brutalnie ściągnięty z różanej gałązki i zmiażdżony.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Gładko i sprawnie.
Wylądował po drugiej stronie krzewu, miażdżąc drobną główkę w szczękach. Smak świeżej, ciepłej krwi pobudził apetyt. Nie jadł niczego od wczorajszego popołudnia, trzeba było to nadrobić, by zyskać siły na dalsze łowy. Oskubał połowę ptaszka z piórek i posilił się prędko. Resztki odrzucił w bok, po czym wyczyścił pysk językiem.
Nie było na co czekać. Podniósł się i wyruszył na dalsze łowy, rozglądając się czujnie dookoła.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
W trawie kryła się kolejna drobna zwierzyna - sylwetka szaroburej ryjówki mignęła Czarnej Wronie między jedną a drugą kępą dogorywających źdźbeł. Podążała gdzieś w absolutnej ciszy, węsząc intensywnie, ale patrząc tylko przed siebie.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Zauważył ją natychmiast i równie szybko ponownie przyjął pozycję łowiecką. Przeniósł ciężar ciała na tylne łapy i zaczął podążać za ryjówką. Musiał być szybki, szybszy niż ona, by jak najprędzej zmniejszyć dystans pomiędzy nimi. Sunął zwinnie niczym wąż ani na chwilę, nie spuszczając wzroku ze zwierzątka. Gdy był już pewien, że odległość nie stanowiła przeszkody, skoczył, płasko i daleko, by przybić łapami zwierzątko do ziemi i jednym ruchem głowy skręcić mu kark.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
Młody kocur bez większego trudu przygniótł malutką ryjówkę do wilgotnej ziemi i złamał jej kark. Pisnęła przeciągle, kiedy gasło jej życie.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Poczuł dreszcz zadowolenia, który przepłynął po jego grzbiecie. W nagłym przypływie fantazji złapał głowę zwierzęcia w szczęki, szarpiąc silnie oderwał ją od ciała i rzucił w bok. Spojrzał w dół, na swoje dzieło i jeszcze raz poczuł w żołądku ukłucie głodu. Mały drozd, który przed chwilą zniknął w jego brzuchu nie mógł wystarczyć. Dał sobie więc chwilę na pożarcie ryjówki. Resztki zagrzebał pod zeschłymi źdźbłach traw. Lepiej było nie pozostawiać po sobie zbyt wyraźnych śladów.
Ponownie ruszył w drogę, węsząc czujnie.