Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Zauważyła w błękitnych ślepiach wojowniczki niemałe zdziwienie tymże spotkaniem. Nie było się czumu dziwić, kotka zniknęła już dobre kilka księżyców temu i części kotów zapewne wydawała się być martwa. To tak jakby spotkać trupa zesłanego przez rzekomy Gwiezdny Klan. Z tą różnicą, że Brzoza wyglądała na definitywnie żywą i to jeszcze w całkiem dobrym stanie, nie licząc tych lekkich zadrapań na grzbiecie czy postrzępionych na końcach uszu. Zdążyła się już nieźle rozgościć na ziemiach teoretycznie niczyich albo raczej nienależących do żadnego z czterech Klanów. Tu złapała mysz, tam zdzieliła jakiegoś mniejszego drapieżnika. Można powiedzieć, że czuła się lepiej niż w Klanie Rzeki czy na osiedlu. Starała się zapomnieć o niemiłym incydencie z pewnym kocurem, który przysporzył jej trochę kłopotu i finalnie zachęcił do pozostawienia osiedla za sobą. Na szczęście owy incydent nie zaowocował ciążą i mogła mieć od przeszłości święty spokój bez przykrych konsekwencji. Tym razem się jej udało, więc musi się pilnować, żeby następnego nie było.
Nie wiedziała czy Jaskółczy Śpiew już dowiedziała się o jej przybyciu, ale po zdziwionej minie burej kotki wywnioskowała, że prawdopodobnie nie. Po co niby Pustułka miałby mówić o tym komukolwiek? Nie miała również pojęcia o więzi łączącej Jaskółkę i szylkretkę, czarno-ruda ani jej o tym nic nie mówiła, ani Brzoza o to nie pytała. Mimo to zdawała sobie sprawę z faktu, że Pustułczy Wrzask wyjątkowo od zawsze szanowała pręgowaną. Nie dziwiło to srebrnej. Wojowniczka sprawiała wrażenie na prawdę porządnego kota. Nie zaniedbywała terminatora, posiadała wiedzę i nie szkodziła Klanowi. Jedyne do czego można by się przyczepić to niespecjalna lojalność kotki wobec Klanu, ale cętkowanej ten kosmetyczny minusik niespecjalnie interesował. Ona sama nie twierdziła, że lojalność jest do bycia kimś potrzebna. W końcu nie każdy pasuje do Klanu czy czuje do niego przywiązanie.
- Śmierć jak śmierć, przychodzi zazwyczaj kompletnie niespodziewanie. - podsumowała wypowiedź Jaskółki. - Świetlikowa Gwiazda był moim zdaniem przywódcą bardzo dobrym. Stwierdzam to po mojej rozmowie z nim na temat zmiany imienia, którą przeprowadziłam z nim kawał czasu temu. Już wtedy mogłam wyczuć jego podejście do reszty Klanowiczów, wydawał się taki serdeczny i zainteresowany losami Klanu Rzeki. Z tego, co słyszałam i widziałam też zawsze dbał o sprawy Klanu, często wyruszał na misje, jeśli tego wymagała sytuacja. - ciągnęła. - Może mi się wydaje, ale nie widzę tego u Czerwonej Gwiazdy. Wydaje mi się taka obojętna i niezainteresowana. Nie oznacza to oczywiście, że ta nagła fala śmierci jest jej winą. To co się dzieje nie jest niczyja winą, na śmierci nie da się poradzić. Po prostu tak musi być. Co innego z tymi zaginięciami, one wydają się bardziej podejrzane. Wątpię, żeby wszystkie zostały spowodowane śmiercią czy porwaniem przez dwunogów. Być może niektórzy nie chcą już dłużej siedzieć w Klanie Rzeki i decydują się na ucieczkę.
Srebrzysta również uciekła przez powiększającą się stale niechęć do Klanu Rzeki. O tyle, kiedy Świetlikowa Gwiazda żył nie czuła się tak złe to już po jego śmierci o objęciu rządów przez Czerwony Mak nabrała jakiegoś obrzydzenia do tego Klanu. Tak. nie przepadała za szarą przywódczynią. Z tego, co pamiętała Bławatkowe Niebo żywiła podobną niechęć. Ciekawe czy dalej się kisi w Klanie... Rudo-białą pamiętała z pozytywnego, luźnego podejścia, więc bardzo chętnie teraz zobaczyłaby jej minę na te wszystkie śmierci i zaginięcia. Takie doświadczenie mogło by okazać się na prawdę zabawne.
- A co na to wszystko Czerwony Mak, dalej jest niewzruszona? - zapytała z ciekawością. - Słyszałam, że incydent Zachodzącej Łapy na Mroźnej Skale trochę ją ruszył. - uśmiechnęła się sztywno. - I tak nie dużo już jej zostało sadząc po posiwiałym futrze i postarzałych rysach twarzy.
Wydawało się, że Czerwony Mak traciła poparcie, a koty Klanu Rzeki pozwalały sobie na coraz więcej skoro UCZENNICA pozwoliła sobie na tak śmiały krok jak wdrapanie się na skałę przemowy przywódcy. Ha, ciemna musiała być wściekła, nigdy nie wydawała się należeć do kotów spokojnych. Do tego z tego, co jej powiedziano nikt nie zareagował. Żaden wojownik, dosłownie nic, co tylko nadawało temu wszystkiemu śmieszności. Smutne było to, że incydent odbył się na pogrzebie, pogrzebie jej własnej siostry - Ulewnej Łapy, która skonała przygnieciona drzewem w ogromnych bólach. Nie zasłużyła na takie zamieszanie podczas ostatniego pożegnania.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Śmierć była koniecznością - i niezbyt wiele da się poradzić przeciwko temu faktowi. Natomiast jeśli o odejścia chodzi...cóż, zdarzały się również za czasów Świetlika i, prawdopodobnie, wszystkich pozostałych przywódców. I o ile prawdą było, że nie można było obarczać przywódczyni odpowiedzialnością za każdą śmierć, to trudno było wykluczyć, iż to ona miała wpływ na część tajemniczych zaginięć.
- Oczywiście, że część kotów ucieka z własnej woli. Dwunożni mają z pewnością lepsze rzeczy do roboty, niż czyhanie na nas na granicach i wyłapywanie kotów, które wystawią poza nią nos - stwierdziła sarkastycznie. Z pewnością całkiem spory odsetek zniknięć spowodowany był tym, że delikwent spluwał sobie któregoś dnia na Klan i, mniej lub bardziej się z tym kryjąc, dawał zeń mogę. Porwania i śmierci wszak też się zdarzały, ale jednak całkiem sporo wojowników było dość rozgarniętych, by nie dać się zeżreć pierwszemu lepszemu drapieżnikowi lub zginąć w inny idiotyczny sposób. Choć, rzecz jasna, zdarzały się wyjątki - jak na przykład nieszczęsny Bycza Łapa, który zginął od uderzenia głową w podwodny kamień. Cóż za ironia.
- Całkiem długo milczała. Aż w końcu, po pomyśle, na jaki wpadła Zachodząca Łapa, na dobre straciła chyba cierpliwość - mruknęła, machając ogonem. Najtrafniejszym określeniem obecnego stanu Czerwonej Gwiazdy byłoby chyba: zmęczona. Oczywiście, możnaby dodać sporo innych przymiotników, takich jak: postarzała, wypalona, osłabła. Przywódczyni była w zaawansowanym wieku, kiedy wyruszyła do Księżycowego Kamienia, a teraz - po upływie kilku księżyców - jasne dla wszystkich się stało, że nie pozostało jej zbyt wiele czasu. Nawet, jeśli miała dziewięć żyć.
- A co do Ulewnej Łapy, przyjmij moje kondolencje. Byłam w pobliżu, kiedy spadła na nią gałąź. Nim zdążyłam jej pomóc, było już za późno - dodała. Nie czuła się winna śmierci czarnej kotki - wszak po usłyszeniu trzasku łamanych kości i gałęzi pobiegła w stronę, z której ów dźwięk dobiegał. Spóźniła się. Pod oderwanym konarem zastała już martwe ciało, a jedynym, co mogła zrobić, to zaciągnąć je do obozu.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Śmierć Ulewnej Łapy nie była niczyją winą. Tak po prostu musiało się stać. Nadszedł jej czas, żeby pożegnać się że światem i odejść na dobre. Czarna kotka nigdy nie wydawała jej się specjalnie rozgarnięta czy inteligentna, jednak śmierć przez powalone drzewo wydawała się Brzozie najzwyczajniej głupia i pogrążajaca. W lesie nie ma żartów, więc powinna się mieć na baczności i uważać na różne niepokojące dźwięki, które wydaje walące się drzewo na znak zaalarmowania przed zbliżającym się zagrożeniem. Nie zmienia to faktu, że zmarłemu trzeba oddać należyty szacunek, który Zachodząca Łapa wzburzyła swoim wystąpieniem... podobnie Pustułczy Wrzask. Nie powinna się tak zachować na pogrzebie. Klan Rzeki traci na sile, to fakt, ale srebrna coś czuła, że po śmierci Czerwonej Gwiazdy powinno być lepiej. Zmiana władzy nastąpi bardzo niedługo, ale czy Ognistopręga się nada? Cętkowana jej nie znała zbyt dobrze, zdążyła przeprowadzić z nią zaledwie jeden trening i to tyle. Nie czuła nigdy od niej jednak tej przywódczej siły, wydawała się przeciętnym wojownikiem. Właściwie nie kojarzyła zbyt dobrych materiałów na rządzących w tym Klanie. Pustułczy Wrzask była bardzo młoda i ten występ na pogrzebie wydawał się zbyt nieodpowiedzialny. Brać pod uwagę najlepiej będzie starszych wojowników, jednak nie za starych, bo nie chcemy, żeby po otrzymaniu dziewięciu żyć po kilku księżycach nam strzelił w kalendarz tak jak to zapewne zrobi Czerwona Gwiazda już niedługo. Zachodząca Łapa pewnie będzie chętna na wysokie stanowisko, śmieszne. Jest NADAL tylko głupim terminatorem, nie może absolutnie nic zrobić i napewno pod uwagę nikt jej nie weźmie, bo zachowuje się jak rozwydrzony kociak. Najpierw będzie jej potrzebna dyscyplina, takie zachowania nie powinny uchodzić płazem. Brzoza na miejscu Czerwonej Gwiazdy nagrodziła by ją degradacją.
- Najwyraźniej tak musiało się stać, jej śmierć nie jest niczyją winą. - wymamrotała. - Nic już nie mogę zrobić, nie miałam nawet okazji się z nią pożegnać.
Przygnębiał ją nieco fakt, że nie było jej na pogrzebie. Chciała się ostatecznie pożegnać z siostrą, nawet jeśli ta tak wyraźnie unikała jej na ceremoniach. Czy tego chciała czy nie, należała do jej rodziny i zasługiwała na oddanie szacunku, a Brzoza nie miała jak to oddać, bo już odeszła na dobre. Jedyne, co może zrobić to zostawić po niej pozytywne wspomnienia. Ciekawe czy Kolczasta Mordka przejęła się tak jej śmiercią jak ucieczką Brzozy. Zapewne nie, bo kogo obchodzi ta czarna owieczka w rodzinie.
- Zachodząca Łapa nie dostała żadnej kary? - zapytała. - Czasem na za dużo sobie pozwala i powinna ponieść tego konsekwencje. Pewnie jest wściekła, że nadal nie została wojowniczką, ale taka forma zadośćuczynienia jest moim zdaniem niewystarczająca.
Zmiana jej rangi na kocięcą powinna na razie wystarczyć, a potem pozostaje tylko wygnanie. Taki kot nie nadaje się do życia w Klanie, życie w grupie niesie za sobą pewne zobowiązania.
- Słyszałam, że udało ci się wytrenować Pustułkę. - wspomniała. - Zapewne jest bardzo szczęśliwa, długo na to czekała.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Cóż, każdy pewnego dnia kopnie w kalendarz - zarówno Jaskółcza, jak i Brzoza, oraz wszystkie żyjące na świecie koty. Chociaż trudno było zaprzeczać, że wiele wskazywało na to, iż śmierć już za niedługo przybędzie po Czerwoną Gwiazdę. Przywódczyni była już w zaawansowanym wieku, a Ognistopręga, mimo że dużo od niej młodsza, nie należała też do kotów pierwszej młodości. A patrząc po liczbie grobów, jakie musiano ostatnimi czasy kopać, nie można było wykluczyć rychłego zgonu zastępczyni. Co tam zresztą zastępczyni, skoro równie dobrze mogło paść na kogokolwiek z całego Klanu.
- Umarła tak samo jak Ciemniejące Niebo - wyrzekła gorzko. Właśnie to najbardziej nią wstrząsnęło - jej ojciec zginął również przygnieciony przez gałąź. Ale on był wojownikiem, miał stać się zastępcą. I co? I wichura, drzewo, gałąź, szare ciało przyciągnięte pod Mroźną Skałę przez popielatą przywódczynię. I gniew burej wojowniczki.
- Nie dostała. Nie została mianowana, ale poza tym nic - odparła. Szczerze? Była zaskoczona tym, że Czerwona Gwiazda poprzestała na reprymendzie i ogłoszeniu nowej ceremonii. Myślała, że popielata przyłoży krnąbrnej terminatorce w pysk, o ile w ogóle raczy się ukazać na pogrzebie, co zdarzało się jej stosunkowo rzadko.
- Tak. Dwóch terminatorów na jednej ceremonii - stwierdziła z dumą, unosząc wyżej głowę.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Kto wie czy kiedy Czerwona Gwiazda nareszcie odda swoje ostatnie tchnienie, Brzoza nie pokusi się o powrót do Klanu, choć na myśl o powrocie do treningu robiło jej się niedobrze. Właściwie to wszystkie potrzebne do życia rzeczy już potrafiła - polować, walczyć czy łowić ryby. Kodeks też cały przerobiła, podobnie władze Klanowe i inne pierdoły, ale oficjalnie treningu nie skończyła. Nabrała niemałego obrzydzenia do treningów i wszystkiego, co jest związane z byciem terminatorem, dlatego też łatwiej było jej dalej prowadzić życie samotnika i nie podporządkowywać się pod wolę przywódcy i zastępcy. Tutaj miała wolną wolę, nie musiała zajmować się starszyzną czy jeść dopiero po nakarmieniu Klanu. Życie w większej grupie i pod pewnymi zasadami nie jest dla wszystkich, w tym dla niej. Od zawsze nie przepadała za towarzystwem innych i jej egzystencja w Klanie Rzeki zapewne skończyłaby się tak jak ostatnio. Może i Pustułczy Wrzask będzie jej miała to za złe, ale ona przynajmniej na razie woli pozostać tutaj. Właściwie ich relacja widocznie się pogorszyła po ucieczce Brzozy. Srebrna nigdy nie odczuwała potrzeby przesadnej bliskości czy okazywania sobie uczyć. Już na początku tego związku odczuwała, że w pewnym sensie to nie jest dla niej. Wolała trzymać pewien dystans, którego przekroczenie groziło utratą komfortu. Prawdopodobnie wolała, żeby chociaż na jakiś czas zostały w bardziej koleżeńskich stosunkach.
- Zapewne nie oni ostatni tak skończą. - mruknęła ponuro. - Hm, tak, miałaś przecież jeszcze Burzową Łapę pod opieką.
Jaskółczy Śpiew musiała być z siebie dumna, z resztą wskazywała na to wysoko uniesiona broda. Burzowa Łapa... kojarzyła go tylko z widzenia, należał chyba do miotu Jastrzębiego Szponu i Deszczowej Łapy. Biedaczysko, stracił dwóch rodziców w praktycznie tym samym czasie, ale najwyraźniej nie ucierpiał na tym bardzo i zdołał szybko zostać wojownikiem.
- Chociaż tyle, że Klan nie stoi w miejscu i na świat przyszły nowe kocięta. - rzuciła przypominając sobie to, co powiedziała jej szylkretowa o Owocowej Łapie. - Moja siostra nawet nie została jeszcze wojownikiem i już ma kocięta... Mam nadzieję, że wyrosną na zdrowych, silnych wojowników, a ja być może spotkam je kiedyś na granicy.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Życie w Klanie nie było dla wszystkich idealną opcją - bo zwyczajnie nie każdy potrafił zaakceptować ograniczeń, które takie życie ze sobą niosło, takich jak chociażby podporządkowanie się przywódcy, Koseksowi i jakiś ogólnym, uniwersalnym zasadom życia w społeczeństwie. Według niej było to całkowicie normalne i zrozumiałe - dopóki delikwent nie miał obowiązków, które trzymałyby go w Klanie, takich jak kocięta czy niewytrenowany terminator. Jeżeli jednak, tak jak Brzoza, były terminatorami bez potomstwa i uznawały, że poza Klanem znajdą więcej szczęścia, niż w nim - droga wolna, nie broniła im. Dopóki nie wchodzono jej w drogę lub nie robiono czegoś tak skrajnie głupiego, jak zostawianie kociąt - nie miała nic przeciwko. One dwie były same przykładami kotów, którym nie podobało się rzeczne życie - i o ile Brozowej już ono nie dotyczyło, o tyle ona w dalszym ciągu chodziła na patrole i polowania, grzecznie przychodziła na ceremonie, nie mówiła zbyt głośno o swojej niechęci do Klanu - nie tyle z poczucia obowiązku, co z chęci zapewnienia sobie swoistego kamuflażu. Do czasu.
- Prawdopodobnie - mruknęła, potrząsając lekko łbem. Ciemniejący i Ulewna nie byli ani pierwsi, ani ostatni. Śmierć pod gałęzią mogła dotknąć każdego. Faktycznie, że była to śmierć w męczarni, okrutna i bolesna śmierć - ale nadal był to jeden z wariantów nieodwracalnego.
- Owszem. Przyjął imię Burzowego Nieba - zawiadomiła. - Nadal rodzą się kocięta. To prawda. Ale ostatnio główny powód zwoływania pod Mroźną Skałę to nie mianowania nowych terminatorów, a pogrzeby. - Czerwona Gwiazda ostatnimi czasy coraz rzadziej była widywana na Mroźnej Skale, coraz rzadziej obóz rozbrzmiewał skandowaniem imion nowych wojowników. Ech.
- Pytałam o Ciebie pewną Cienistą - miauknęła, przeciągając się, aż jej kostki chrupnęły.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Gdyby Brzoza miała szczęście zostać matką to na pewno nie zachowałaby się tak nieodpowiedzialnie zostawiając swoje młode kocięta. Kiedyś bardzo chciała mieć dzieci, ale teraz jakoś to ucichło. Przede wszystkim nigdy nie było męskiego kandydata, a ona nie chciałaby zrażać kociąt na niebezpieczeństwo w postaci samotniczego życia. Do tego zawsze Czerwona Gwiazda mogłaby jej nie przyjąć z powrotem do Klanu, bo to nie jest jej obowiązek. Z drugiej strony pragnęła zobaczyć dzieci swojej siostry - Owocowej Łapy, mogłaby wtedy być ich samotniczą ciocią, która, kiedy będą grzeczne opowie ciekawą historię. Tak, to był kolejny powód dla, którego warto wrócić do Klanu Rzeki, a tak to kociaki pewnie nawet nie znają jej imienia lub w ogóle nie wiedzą o jej istnieniu. Nie byłoby to dziwne, bo czasem wydawało jej się, że rodzeństwo nie pamięta o jej istnieniu, a zwłaszcza Ulewna Łapa, która już wącha kwiatki od spodu. Już nie wspominając o matce, Kolczastej Mordce, która od zawsze miała ogromną tendencję do ignorowania wtedy jeszcze Goździk i Brzozowej Łapy.
- Cienistą? - powtórzyła. - Wątpię, żeby mnie ktoś stamtąd w ogóle kojarzył, trzymam się z daleka od Klanu Cienia. Jedyne koty, które spotkałam po powrocie to Pustułka i ty, choć raczej wątpię, że gdyby nadarzyła się okazja podałabym prawdziwą tożsamość. Wolę, żeby chociaż na razie Czerwona Gwiazda i reszta Klanu Rzeki nie wiedzieli o tym, że już tu jestem.
Taka wiedza Rzecznej królowej mogłaby zamknąć jej drogę powrotu do Klanu. W końcu mogłaby się domyślić, że srebrna uciekła całkowicie z własnej woli, a jaki przywódca chciałby takiego kota wśród swoich? Na pewno nie Czerwona Glizda, wydaje się podwójnie podejrzliwa i kłopotliwa niż chociażby taki świętej pamięci Świetlik.
- Dlatego prosiłabym o dyskrecję, nie chcę, że ktokolwiek dowiedział się zbyt wcześnie. - miauknęła.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
A jeśli o Żurę chodzi, to jej rodziną były te trzy koty: Pustułka, Ostrężyna i Burza. Oczywiście, w żyłach innych kotów również płynęła jej krew, ale czy naprawdę kiedykolwiek mogła nazwać ich rodziną, skoro było jej w zasadzie obojętne, czy są żywi, czy martwi, a co więcej, skoro przynajmniej niektórzy z nich uważali ją za zakałę rodu, podczas gdy inni znikali z jej życia bez słowa wyjaśnienia? Cóż. Jaskółczy Śpiew praktycznie nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy Jastrzębi Szpon, Klonowa Łapa i Sowia Przełęcz po odejściu z Klanu czasami o niej myśleli. Klon może i tak, w końcu była jej matką, ale Sowa i Jastrząb? Nie zdawało się jej. W końcu nie znały się jakoś dobrze, nie były blisko, nie zdarzało im się pogadać "od serca".
- Tak, aczkolwiek ta kocica wybierała się na Osiedle. Poprosiłam ją, żeby - gdyby spotkała jakiegoś ze znajomych mi kotów, które odeszły z Klanu - powiadomiła je o tym, że ja i ich bliscy jeszcze jesteśmy w Klanie - wyjaśniła. - Nie podawałam imion, opisałam jedynie wygląd. A co do reszty Rzeczniaków - spokojnie, będę milczeć - obiecała. Czerwona Gwiazda potrafiła obrzydzić życie nie tylko uciekinierom, ale i innym kotom, które w ten czy inny sposób jej podpadły: przez głupotę, obrazę majestatu czy właśnie opuszczenie Klanu. Dlatego też bura rozumiała decyzję samotniczki - bo prawda była taka, że jeśli naprawdę nie miało się takiej konieczności, najlepiej było chwilowo nie pokazywać się na oczy popielatej władczyni.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Musiała polować. Miała do wykarmienia czwórkę dorosłych kociąt i wypadałoby, aby i ona coś zjadła w wolnej chwili, także roboty miała co nie miara. Nie wiedziała jeszcze, gdzie jest największe skupisko zwierzyny. W poprzednim miejscu wiedziała już mniej-więcej gdzie należy polować, by złapać jak najwięcej. Tutaj jeszcze takiej wiedzy nie miała. Było jej trochę dziwnie ze świadomością, że mają już własny dom. Taki na dłużej niż parę dni.
Udała się więc na Wrzosowisko, które znajdowało się niedaleko ich nory i na ugiętych łapach ruszyła pod wiatr, licząc na to że łowy będą owocne. Musiały być.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Kocica ruszyła na polowanie. I chodź ptaki przelatywały nad głową bengalskiej kotki, nie mogła nic znaleźć. Nie czuła żadnego zapachu, ani nawet nie zobaczyła zwierzyny. Musiała więc iść dalej, z nadzieją, że może uda jej się coś znaleźć.
Rzadko kiedy zdarzało się, że od razu się na coś natrafiało, dlatego Jaskółka nie zniechęciła się chwilowym brakiem zwierzyny. Coś w końcu musiała znaleźć, dlatego w dalszym ciągu szła pod wiatr na ugiętych łapach, wytężając wszystkie zmysły, które były jej w tej chwili potrzebne. Nie mogła pozwolić na to, by cokolwiek jej umknęło. Musiała wykarmić nie tylko siebie, ale i swoje dzieci, które był już dorosły i potrzebowały o wiele więcej pożywienia niż wtedy, gdyby były małe.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Kocica szła dalej. Wędrowała przez wrzosowisko w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Długo jednak nic się nie pojawiało w zasięgu jego wzroku i kotka mogła już tracić nadzieję lecz... W pewnym momencie, jej uwagę zwrócić mógł kolorowy ptaszek. Nie taki, jakie się spotykało w lesie. Ptaszek posiadał niebieskie piórka. Te końce skrzydeł, były jednakże białe. Upierzenie w kolorze nieba, zakończone było czernią. Papużka falista najwyraźniej musiała uciec jakiemuś Dwunożnemu. Teraz siedziała sobie spokojnie na ziemi, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z zagrożenia, jakie stanowiła dla niego kocica.
Szła i szła, powoli zastanawiając się nad zmianą miejsca poszukiwań, kiedy coś zobaczyła! I to nie byle co, bo właśnie miała przed sobą kolorowego ptaszka, podobnego do tych, które widziała u dwunogów. Nie zamierzała zaprzepaścić takiej szansy. Nieważne czy zwierzątko było domowe czy nie, zamierzała je schwytać i dam swoim pociechom do zjedzenia.
Upewniła się więc że idzie pod wiatr i przystąpiła do pozycji łowieckiej. Ugięła łapy tak, aby brzuch był nisko przy ziemi, jednak po niej nie szurał i wyrównała ogon i głowę z linią grzbietu. Tak przygotowana ruszyła do przodu, stawiając ostrożnie kroki aby na nic nie nadepnąć i starała się ukrywać za elementami otoczenia, jeśli było to możliwe, aby ptaszek jej nie zobaczył. Próbowała też podejść go od tyłu, jeśli było to możliwe i jeśli udało jej się zbliżyć na odpowiednią odległość, to skoczyła na swoją ofiarę, celując w skrzydła i spróbowała ją zagryźć.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Kocica zaczęła zakradać się do zwierzyny. Była już bardzo blisko kolorowego ptaszka dwunożnych, kiedy wiatr zawiał w inną stronę. Ptak obrócił oczy w stronę zagrożenia, po czym błyskawicznie wzbił się do lotu, leciał jednak... dość nisko. Najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z powagi zagrożenia, gdyż był na takiej wysokości, iż kocica mogła go jeszcze dogonić i złapać.
No tak. Wiedziała, że była beznadziejna, ale nie przypuszczała że tak szybko coś zepsuje. Nawet jeśli teoretycznie to nie była jej wina, że wiatr zawiał w drugą stronę, to była przekonana że to ona czegoś nie dopilnowała. Nie mogła jednak dopuścić by zwierzyna, nawet tak mała, jej uciekła, toteż rzuciła się w pogoń. Biegła z całych sił i jeśli tylko udało jej się dobiec na tyle blisko by to zrobić, skoczyła na ptaka, celując najlepiej w jego skrzydła i spróbowała zagryźć.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-