Wyrosła na najniższego kota z rodzeństwa, aczkolwiek jej krótka sierść nabrała blasku i zgęstniała , stając się miękka. Odkąd sama zaczęła się uczyć polować musiała się przyzwyczaić do całodziennej pracy, przez co jej mięśnie stały się wyraźne. Sylwetka szczupła pozwalała na nie przejmowanie się za dużą porcją jedzenia. Błyszczące bursztynowe ślepia patrzą na świat z odwagą. Futro przybrało kolor kremowo niebieski. Wygląda jakby ktoś na niebieskim płótnie zaczął malować różne łaty beżową barwą w losowych miejscach. Na brzuchu zaś ma małą białą plamę
Po samotnych księżycach, podczas których miała wiele czasu na myślenie pochodziła się częściowo z utratą mistrzyni. Przestała być cały czas smutna. Zaczęła doceniać drobnostki, ale stała się poważna oraz tak jakby dojrzała. Stroni od towarzystwa, lecz nie będzie na siłę się go pozbywała. Lubi słuchać, trochę mniej mówić. Przez to stała się świetnym słuchaczem. Poza tym doskonale pamięta kodeks wojownika, rangi i nazwy klanów, czyli wszystko czego nauczyła się podczas krótkiego treningu.
Skowronkowa Łapa (S)
Odważnie? Raczej Mgła próbowała zachować spokój i nie zrobić czegoś czego mogłaby żałować. Mimo wszystko nie chciała szybko umrzeć, a chyba lepsze jest życie w którym się niczego, nie żałuje. Wychudzenie zdecydowanie nie było kaprysem, a stratą apetytu po śmierci bliskiej jej osoby, ale skąd samotnik mógłby to teraz w tej chwili wiedzieć? Potrzebna by była umiejętność czytania w myślach. Kocur zauważył spięcie u kotki, lecz nie było to dla niej ważne, poza tym najważniejsza była możliwość ucieczki w razie czego. Błędy w skrywaniu niepewności i nieufności wobec samotnika, były czym co musi być. Poza tym jak na pierwszy raz chyba nie idzie jej najgorzej. Mknący Jastrząb, tak przedstawił się buras. Zamglona przeskanowła jeszcze raz złotookiego nieufnym spojrzeniem. - Jestem Zamglona Łapa, ale i tak większość mówi mi Mgła - Mówiła cały czas delikatnie zamyślona, rozwiązała co może, a czego nie może powiedzieć. Z burasa nie spuszczała wzroku, nadal mu nie ufała, jej mistrz przestrzegał ją przed kotami spoza klanów. A Puszczykowy Ogon miał zdecydowanie więcej wiadomości na temat świata i innych kotów, gdy Mgła nie miała jej prawie wcale.
it'sxmyxlife and it'snowornever i ain'tgonnaliveforever i justwant tolive whilei'm alive it'sxmyxlife
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Bez większych emocji, które zresztą nie były mi bliskie, oczekiwałem na to aż kocica raczy mi odpowiedzieć. W końcu sam poinformowałem ją o tym, jak się nazywam, choć imię to bynajmniej nie było moim własnym. Pytanie tylko, czy ja w ogóle jakiekolwiek miałem, skoro niewielu kotom przedstawiałem się jako "Chmielograb"? Imię nadane mi przez matkę, a potem po wygnaniu przez Świetlikową Gwiazdę, nigdy nie było dla mnie ważne. Prawdę mówiąc, to jedynie zmienne miano. Imiona dla mnie nigdy zbyt wiele nie znaczyły. Wystarczyło tylko spojrzeć na sytuację, w której każdemu nowo napotkanemu kotu przedstawiałem się inaczej. Czy to coś zmieniało? Nie, to nie było dla nich istotne.
Zdawało mi się, albo na jej pysku wymalowywało się zamyślanie, aczkolwiek nie miałem co do tego pewności. Będę zmuszony dalej obserwować jej ruchy i dopiero później wysnuję odpowiednie wnioski. W końcu odezwała się, a w jej głosie rozbrzmiewało zamyślenie.
- Miło cię poznać. Powiedz mi, preferujesz jak nazywają cię pełnym imieniem, czy skróconą wersją? - zapytałem spokojnie, starając się modulować głosem tak, by brzmiał pogodnie. Nie chciałem jej wystraszyć. Moje myśli krążyły teraz dookoła kreacji postaci, którą zamierzałem jej przedstawić. Na początek niezbyt głęboka i krótka rozmowa o mianach była idealna, żebym mógł przemyśleć swoje dalsze posunięcia.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
***
Ringo wyszła się trochę przewietrzyć. Nabrała trochę świeżego powietrza w płuca, pozwalając, aby dość przyjemnie je wypełniło.
Jej brat jeszcze smacznie spał, a Ringo niezbyt chciała go budzić, co było u niej dość.. Dziwne i nietypowe, ale nawet taki kot jak Ringo potrzebuje czasami trochę odpocząć od towarzystwa innych.
Przeciągnęła się, po chwili ruszając przed siebie i cicho ziewając. Ponownie wciągnęła powietrze do nozdrzy w poszukiwanie jakiejkolwiek zwierzyny, lecz niestety jedyne co znalazła to... Żuk. Zgadza się, zwykły, najzwyklejszy żuk.
Schyliła się, nosem dotykając bezbronnego zwierzątka. Może właśnie witała się z kimś z jej rodziny? Zaczęła się dość głęboko zastanawiać. W końcu wypadło na to, że pod postacią żuka krył się jej dziadek od strony matki, którego nawet nie zdążyła poznać. Wierzyła w klan gwiazd, ale w tym momencie dała się ponieść swej własnej wyobraźni
- Cześć Dziadziu - uśmiechnęła się, pozwalając, aby żuk wspiął się na jej nos. Ostrożnie uniosła głowę do góry, przy okazji podnosząc ją razem z żuczkiem, spoczywającym na jej nosie i gdy tylko dostrzegła pierwszy, lepszy zielony listek przystawiła do niego nos, a żuk wdrapał się na liść. Kiwnęła mu głową na pożegnanie, a na jej pyszczek wstąpił uśmiech, a ona sama bacznie obserwowała, jak żuk odlatuje w siną dal.
Usiadła, wpatrując się w niebo, śledząc to, gdzie teraz wybiera się owad.
Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
Ciemna Toń zatraciła w sobie wysokie ambicje, stała się cichsza, a także wolipo przystawać przy czyjejś racji niżeli wyrazić własne zdanie. Dla niektórych, w szczególności swoich kociaków może wydawać się natrętna i nadopiekuńcza, mimo iż nigdy nie ma złych intencji. Jednak pomimo tego wciąż nie zatraciła swej pogodnej natury. Lubi pomagać innym w rozwiązaniu ich problemów, wdać się w przyjemną rozmowę z innymi Klanowiczami, pójść na spacer, polowanie, czy po porstu pożartować, choć nie zawsze jej to wychodzi.
Jak do tego doszło, nie wiem...
Czemu tak daleko zawędrowała? Czemu była tak daleko od domu, gdzie miała swoją rodzinę a co jeszcze lepsze swoje zauroczenie? Z którym ostatnio no, Dość mocno zniszczyła swoje relacje. To w sumie mógł być powód. Nigdy nie myślała, że zawędruje tak daleko, no ale cóż. Oby tylko się nikt nie martwił jej tak długą nieobecnością.
Zawędrowała do Króliczych Nor. Gdy już się można powiedzieć ze skapła gdzie się znalazła, trochę była zaniepokojona. W końcu powędrowała ZA DALEKO. Nie znała tych terenów, wiec w każdej chwili mogła natknąć się na jakiegoś samotnika, który skory mógł być do walki, czego jak najbardziej chciała uniknąć. No i miała rację. Okazało się, że niedużą odległość od niej, tak miej więcej o długość drzewa od smoliście czarnej kocicy leżała kotka. Chciała uciec, ale nie mogla pokazać ze się boi, nawet jeśli nie była na swoich terenach tylko na ziemiach niczyich. Przecież skoro się aż tak daleko zapuściła, to oznaczało, że nie bała się samotników. Ta nieznajoma kotka nie wyglądała na jakąś groźną, wręcz wyglądała dość przyjaźnie, jednak pozory mogą mylić i tylko być może wydać się mogła miła, sympatyczna na pierwszy rzut oka, a w środku może być istnym potworem. Mhm... chyba jednak lepsza opcja by było, gdyby pozory okazały się prawdziwe, w każdym razie Ciemna postanowiła podejść do być może nowej znajomej. W razie czego potrafiła walczyć, wiec potrafiłaby się w ostatecznym wypadku obronić.
- Hej. Jak ci na imię? - zapytała, podchodząc i stając za niebieską kotką. - Nie pochodzisz z żadnego z czterech klanów, prawda? - dodała, aby mieć pewność, że ma odczynienia z samotnikiem.
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Ziemie Niczyje nie były z pewnością dobrym miejscem na udany odpoczynek. Wystarczyło tylko parnaście porządnych uderzeń serca i już znalazł się idealny rozmówca. Przez chwilę siedziała cicho, robiąc wrażenie ignorantki, lecz pręguska jedynie powoli analizowała to, co mówi, jak się okazało gdy odwróciła łebek smolista kotka. Przeszedł ją lekki dreszcz, gdy usiadła obok niej, ale wymusiła na swoim pyszczku uśmiech, do którego z resztą przywykła. Nie chciała, aby czarniutka uznała samą siebie za dziwną, a z resztą zwykle ci fajni wydają się dziwnie, chociaż tak nie jest. Pozory mylą. Delikatnie oblizała pyszczek, a przynajmniej jego wargi i odwróciła łebek w stronę kotki, układając w główcę odpowiedź.
- Mam na imię Ringo, psze pani, ale niech mi pani mówi jak jest pani wygodniej. Może pani nawet dla mnie wymyśleć jakieś imię... - w końcu o jej nozdrza obił się charakterystyczny zapach bagien i wilgoci. Kotka pochodziła z klanu Cienia - ... Dla kotów z klanu trudno zapamiętać takie dziwne imiona nadane przez dwunożnych, mam rację, proszę pani?
Cóż, smolista mogła uznać to co dodała do wypowiedzi Ringo jako akt antypatii, jednak niebieska nie miała tego w zamiarze. Następne pytanie trochę ją.. Dotknęło, przywołując wspomnienia z dzieciństwa, a iskierka radości w jej oku zniknęła i zastąpił je delikatny ból, który jednak przeszywał kotkę wszerz i wzdłuż. Wbiła wzrok w ziemię, nącąc łapą w glebie. Znowu nastała niezręczna cisza, która zwykle w rozmowach z niebieską nigdy nie występuje
- Tak - powiedziała, a od jej słów wręcz biło chłodem, lecz po chwili się rozchmurzyła, z szerokim uśmiechem patrząc na kotkę, aby ją zapewnić, że wszystko jest z nią w porządku, chociaż w środeczku Ringo zaczęła na nowo martwić się wszystkim, a wszystkie te troski i zmartwienia wręcz ją mentalnie zgniatały, ale no cóż; było, minęło
- A pani jest z klanu Cienia, zgadza się? I... Jak ma pani na imię? - zdecydowała się trochę rozluźnić rozmowę, bo przez chwilę z powodu jej drobnego załamania przypominała rozmowę na pogrzebie między rodziną osoby, która obecnie miała wąchać kwiaty od spodu. Niezbyt ciekawe. Rozluźniła mięśnie, przestając się grzebać w ziemi i spojrzała na Ciemną toń, aby okazać jej należyty szacunek, na który zasługuje każdy rozmówca; i ten lepszy, i ten gorszy.
Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
Ciemna Toń zatraciła w sobie wysokie ambicje, stała się cichsza, a także wolipo przystawać przy czyjejś racji niżeli wyrazić własne zdanie. Dla niektórych, w szczególności swoich kociaków może wydawać się natrętna i nadopiekuńcza, mimo iż nigdy nie ma złych intencji. Jednak pomimo tego wciąż nie zatraciła swej pogodnej natury. Lubi pomagać innym w rozwiązaniu ich problemów, wdać się w przyjemną rozmowę z innymi Klanowiczami, pójść na spacer, polowanie, czy po porstu pożartować, choć nie zawsze jej to wychodzi.
No proszę, na kogo trafiła Ciemna Toń. Na pieszczocha, tylko że skąd ona tutaj? Czyżby chciała dołączyć do jakiegoś klanu, a ukazanie się Ciemnej Toni dało jej znak, że jest już niedaleko swojego celu?
- Miło mi cię poznać....Ringo - odparła, lekko pochylając swój łepek. - Taaa...nie na co dzień spotykam koty z imionami nadanymi przez dwunogów. Nawet można wręcz powiedzieć, że jesteś pierwszym kotem którego spotkałam z takim jednoczłonowym imieniem. Imieniem pieszczocha...jak kociak tylko, że kociaki maja nadane imiona od roślin, zwierząt a tu nie wiem, co oznacza twoje imię... A ty może wiesz, co to jest..."Ringo"? - zapytała. Może jej nowa znajoma wiedziała, skąd wzięło się jej imię, którego absolutnie znaczenia nie znała Ciemna Toń.. Ringo... co to mogło być? Może jakiś ptak nowy, o którym nigdy nie słyszała? Może nazwa jakiejś zwierzyny? A może nazwa kwiatu? Mhm.... Ciekawe. - Będę jednak mówić na Ciebie Ringo... - odparła jeszcze na koniec.
Takiej odpowiedzi po części się spodziewała. Zwykłe "tak" tylko że z przyjaznej niebieskiej kocicy, nagle biło mocnym chłodem... Czyżby miała jakieś złe wspomnienia z klanami? Szybko jednak jej mimika twarzy powróciła do dawnego przyjaznego uśmiechu. Ten temat ją bolał i było to widać. Więc postanowiła więcej się o to już nie pytać. Wystarczyło jej jedynie potwierdzenie, "tak" które jasno mówiło, że nie należy do żadnego klanu. Dodatkowo w kwestii potwierdzenia można było uznać, imie, jakie posiadała ów rozmówczyni i że pochodziła z domu dwunogów, ale...te...klany... no cóż, będzie się później nad tym głowić. Może kiedyś koteczka będzie chciała jej powiedzieć, co takiego się stało? Chyba że zniszczy tak samo tę relację, jak z Olchowym Szeptem...eh
Słysząc kolejne słowa kotki, po chwilowej ciszy, dotarło do niej, że jeszcze wcale się nie przedstawiła Ringo. - Jestem Ciemna Toń, ale jak chcesz, możesz mi mówić Ciemna i masz rację, pochodzę z Klanu Cienia. Skąd wiesz, skąd pochodzę? Znasz klany? - zapytała jakby lekko zbita z tropu. Była pieszczochem, znała klany, rozpoznała po zapachu, z jakiego pochodzi... Czyżby należała kiedyś do jakiegoś klanu? Nie...pewnie jej to ktoś kiedyś powiedział albo spotkała przed czarną długowłosa kocicą jeszcze kogoś z Klanu Cienia.
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Ringo i klan? Szczerze wątpie. Kotka od ostatniego wydarzenia omija klany szerokim łukiem.
- Co to jest Ringo... Szczerze nigdy się nie zastanawiałam. Mi się wydaje, że to jakaś osoba, albo... Jakaś rzecz dwunożnych... Uhh... Nie wiem... - wbiła wzrok w ziemie i gdyby była człowiekiem już dawno na jej twarzy zagościłby dorodny rumieniec z zażenowania. W duchu cieszyła się, że dwunóg nie dał jej na imię "Tłuścioch", albo "Kluska", bo wtedy byłaby gwiazdą na osiedlu i obiektem wielu śmiechów i chichów.
Na jej pyszczku podobnie zagościł uśmiech, mówiące krótkie " dobrze". Niech sobie nazywa Ringo jak chce, grunt, aby żadną obelgą. Cały czas wyczekiwała tylko na to, gdy kotka odpowie, jak ma na imię. Najchętniej uciekłaby teraz do swojej nory i została tam przez najbliższe parę księżycy, wystawiając z niej czubek nosa, aby tylko nabrać świeżego powietrza, albo aby coś upolować... I znowu się zaczyna, pytania o klany. Dreszcz momentalnie przeszył jej calusieńkie ciało, niemalże ją paraliżując, a ona sama lekko zadrżała. Słowa ugrzęzły jej w gardle, a ona sama wymusiła z siebie jedynie bezradne mruknięcie. Zamknęła na chwilę oczy, zostawiając po raz kolejny kotkę razem z błogą ciszą. Jedyne co nie powodowało naprawdę niezręcznej ciszy to równomierne oddechu Ringo i wiatr, który bawił się trawą, powodując milusi szum.
- Jesteś wojowniczką, medykiem, czy zastępcą? Tylko te rangi mają dwuczłonowe imiona, których drugi człon jest inny niż "łapa"... Znam klany, gdybym ich nie znała, to już dawno skończyłabym jako krwista papka na terenie któregoś z nich - spróbowała zatuszować swoje klanowe pochodzenie, wciskając kit, że zna klany, bo nie chce wpaść czasem na ich terytorium. Chociaż to kłamstwo było dość... Wiarygodne. To wręcz zabawne, jak szybko można wymyśleć dobrą wymówkę. Wystarczy tylko stres i marny nacisk drugiej osoby i wtedy powstają nawet najlepsze kłamstwa.
Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
Ciemna Toń zatraciła w sobie wysokie ambicje, stała się cichsza, a także wolipo przystawać przy czyjejś racji niżeli wyrazić własne zdanie. Dla niektórych, w szczególności swoich kociaków może wydawać się natrętna i nadopiekuńcza, mimo iż nigdy nie ma złych intencji. Jednak pomimo tego wciąż nie zatraciła swej pogodnej natury. Lubi pomagać innym w rozwiązaniu ich problemów, wdać się w przyjemną rozmowę z innymi Klanowiczami, pójść na spacer, polowanie, czy po porstu pożartować, choć nie zawsze jej to wychodzi.
- Mhm...szkoda, ale może masz rację. Może jest to jakaś ich rzecz. W każdym razie nawet nie znając znaczenia twojego imienia, mogę powiedzieć ci, że dostałaś bardzo ładne imię. - posłała leciutki uśmiech kotce.
Stwierdzając po pewnym czasie, że pozostanie tutaj na dłużej, niż myślała, postanowiła przysiąść na ziemi, owijając przednie łapki puszystym ogonkiem. Tak, właśnie. Ponowne pytanie o klany. Cóż może, gdyby wiedziała, jaką przeszłość miała ów nowa rozmówczyni, może byłoby inaczej i pytania o klany by nie padały. Jednak takowej historyjki nie znała i raczej na razie nie zapowiadało się, że ją usłyszy. To tak samo ona nie wspominała nic o tym, co dzieje się w klanie, a zwłaszcza w jej życiu, które diametralnie zmieniło sie w przeciągu kilku księżycy. Oprócz dostania swojego pierwszego terminatora doznała także i dwie straty. Najpierw matkę a później burego Królewicza.
- Jestem wojowniczką. - odparła prawie że natychmiast po zakończeniu odpowiedzi Ringo. - Mhm...nie pomyślałam nawet o tym. Być może masz rację... - albo cos ukrywasz - dodała, w myślach słysząc wymówkę, jaką wymyśliła niebieska kotka. Trzeba przyznać, kłamstwo się udało, bo niemalże od razu Ciemna uwierzyła w jej słowa. Była w końcu pieszczochem, więc na pewno ktoś poinformował ja o klanach i o tym, co zrobić mogą z kotami takimi jak ona.
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Wyrzucili ją. Starała się, BARDZO się starała. Przestała się wydzierać. Nie tłukła się praktycznie z nikim. Siedziała cicho.
NIE.
OCZYWIŚCIE musieli ją WYWALIĆ. Przyjęli głupią, durną, potulną lafiryndę, która puszczała się na prawo i lewo i zadawała z samotnikami. Przyjęli jakiegoś pokurcza z krzywym ryjem. Przyjęli zidiociałego kociaka, który trząsł się, chowając swoje nikłe kłęby plackowatego futra między łapami matki. Przyjmowali wszystkich, którzy byli słabi i głupi.
Zdegradowali jej ciotkę. Ta, zachowywała się jak niespełna rozumu, ale wojowniczką była dobrą. I silną. Zawsze dostawała terminatorów. A potem ją zdegradowali, bo wrobił ją partner, któremu sama dawała zad. Ale Bezsenna Noc została pochwalona. Dostała terminatorów za to, że zaatakowała własnych klanowiczów. I jeszcze była na tyle durna, że nawet się nie potrafiła ich wytrenować i zawaliła. I CO? ZERO konsekwencji. ZERO.
Banda idiotów.
Nie wiedziała, NIE ROZUMIAŁA, dlaczego ją wyrzucono. Starała się. Zachowywała się LEPIEJ niż kiedykolwiek. A oni ją wywalili.
Nawet nie wiedziała, w którą stronę pójść. Gdzie się podziać. Tylko raz opuściła tereny klanowe,, nie licząc treningu przechodzenia przez Grzmiącą Ścieżkę. Ostatni księżyc chodziła w pobliżu terenów klanowych, pilnując, żeby nikt jej nie zauważył. Gęsty las przy granicy cienia. Idealny, ale przy granicy. Las przy granicy gromu. Z jednej strony klan, z drugiej dziwne pnie drzew i dziwne stworzenia. Potem wzniesienia. Dużo wiatru. Więc zawróciła.
Jeziorko przy granicy z wichrem. Dużo trawy. Mało drzew. Potem pagórki. Obok Grzmiąca Ścieżka. Niebezpiecznie. Potem polana fioletowych roślin. Żadnych drzew. Wiatr. Grzmiąca Ścieżka. I woda. Z każdej strony coś. Niebezpiecznie.
Dalej. Jezioro. Z jednej strony woda, z drugiej Grzmiąca Ścieżka. W razie ataku brak możliwości ucieczki. Nie. Potem drzewa. Za blisko rybojadów. Potem dużo żółtych roślin. Mało cienia. Dużo jaskrawych kolorów. Nie.
Myślała nad skałami w oddali, ale. Daleko do Krzywuchy. Blisko do gromu. A coś wymyślić musiała. Ktoś MUSIAŁ ją leczyć. A pewnie nikt nie zrobi tego za DARMO.
Tak więc stała tu, wśród chłodnego, zimowego poranka, chroniona przed chłodem długim futrem. Dopiero co się zbudziła, była wypoczęta. I choć chciała ruszyć w drogę, choć dopiero co pożywiła się upolowanym wczoraj piszczkiem, NIE MOGŁA.
Musiała mieć pewność.
Ruszyła przed siebie, rozglądając się uważnie i z przyzwyczajenia prąc pod wiatr, z przyzwyczajenia idąc cicho. Nie wiedziała co zbierać. Nie wiedziała nawet czego szukać. Ale musiała IŚĆ. I patrzeć. Z przyzwyczajenia idąc cicho. Z ciężarem na tylnych łapach, chociaż szukała ziół.
I w ogóle nie miała pojęcia, co właściwie robi.
Huh.
Kotka ma krótką sierść w kolorze intensywnie rudym, pokrytą nieco ciemniejszymi pręgami (pręgowanie tygrysie). Charakterystycznego wyglądu dodaje jej biały pyszczek oraz ciemniejszy kolor końcówek uszu. Jest nieco większa i mocniej zbudowana niż przeciętne kotki w jej wieku. Oczy ma koloru bursztynowego. Od innych kotów łatwo można ją rozpoznać patrząc na jej puchaty ogon, który nienaturalnie przekrzywia się w lewo. Od urodzenia przeszkadzał on kotce w swobodnym poruszaniu się - został jednak naprawiony przez medyka i od tego czasu funkcjonuje prawidłowo, jednak wygląda nieco inaczej niż ogony innych kotów. W dodatku zdarza się jej być nieco niezdarną, ponieważ jej rozwój przebiegał inaczej niż u przeciętnego kociaka.
Z nieco wycofanej, nieśmiałej kotki przeistoczyła się w jedną z najodważniejszych kocic w Klanie Rzeki - o ile nie w całym lesie. Nie jest może zbyt wygadana czy charyzmatyczna, ale zdecydowanie nie boi się wyrażać swojej opinii, a jej wypowiedzi są zawsze przemyślane. Przez zdecydowaną większość swojego życia na pierwszym miejscu stawiała sprawy Klanu Rzeki i jest gotowa do poświęceń, co niejednokrotnie udowodniła ratując życia współklanowiczom. Po przejściu do Starszyzny jednak przestała być na bieżąco ze sprawami Klanu, skupiając się bardziej na swojej rodzinie.
Gradowy Podmuch (KW), Bagienna Trzcina (KC), Dymne Niebo (KC), Kamienny Potok (KG), Niski Krok (GK), Lady (P/Z), Kacza Łapa (KR)
Ryk za bardzo nie wiedziała, czego szukać. Było jej więc ciężko... no wiecie, coś znaleźć. Rozglądała się uważnie ale jej spojrzenia nie przyciągnęła żadna roślina, nic też nie pachniało jakoś specyficznie. Ot, póki co nie natrafiła na żadne zioło.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Cóż. Zapach ziół znała tylko z lecznicy, a była w niej tylko, jak przynosiła coś chorym, albo jak jej samej się jakoś porządniej oberwało, jak wtedy, kiedy lis urwał jej ucho, które potem zjadła. Albo jak wtedy, kiedy jeden z gawronów wbił jej dziób w skórę nad okiem. Dobrze, że jej go nie wydłubał, bo byłaby wtedy na wpół ślepa. A tego nie chciała. Zdecydowanie nie chciała.
Szła dalej przed siebie, pod wiatr, na ugiętych łapach, z ciężarem przeniesionym na tylne, nie wiedząc w sumie, jak szukać całych tych ziół. No, rośliny nie uciekną, raczej, ale drapieżniki nadal mogły ją usłyszeć i wyczuć, więc węszyła, szukając znajomego smrodu leczniczych chaszczy i woni drapieżców. Bo nie chciała przecież od nikogo oberwać, a tylko zerwać sobie parę roślinek i potem dawać je innym w zamian za wyleczenie jej. Bo nie była przecież głupia i nie będzie liczyła na łaskę klanów, po tym, jak robiła wszystko w porządku, a oni się jej pozbyli. Bez większego powodu. Starała się jak mogła. A oni potraktowali ją jak bezużytecznego śmiecia.
A ona będzie się mścić.
Kotka ma krótką sierść w kolorze intensywnie rudym, pokrytą nieco ciemniejszymi pręgami (pręgowanie tygrysie). Charakterystycznego wyglądu dodaje jej biały pyszczek oraz ciemniejszy kolor końcówek uszu. Jest nieco większa i mocniej zbudowana niż przeciętne kotki w jej wieku. Oczy ma koloru bursztynowego. Od innych kotów łatwo można ją rozpoznać patrząc na jej puchaty ogon, który nienaturalnie przekrzywia się w lewo. Od urodzenia przeszkadzał on kotce w swobodnym poruszaniu się - został jednak naprawiony przez medyka i od tego czasu funkcjonuje prawidłowo, jednak wygląda nieco inaczej niż ogony innych kotów. W dodatku zdarza się jej być nieco niezdarną, ponieważ jej rozwój przebiegał inaczej niż u przeciętnego kociaka.
Z nieco wycofanej, nieśmiałej kotki przeistoczyła się w jedną z najodważniejszych kocic w Klanie Rzeki - o ile nie w całym lesie. Nie jest może zbyt wygadana czy charyzmatyczna, ale zdecydowanie nie boi się wyrażać swojej opinii, a jej wypowiedzi są zawsze przemyślane. Przez zdecydowaną większość swojego życia na pierwszym miejscu stawiała sprawy Klanu Rzeki i jest gotowa do poświęceń, co niejednokrotnie udowodniła ratując życia współklanowiczom. Po przejściu do Starszyzny jednak przestała być na bieżąco ze sprawami Klanu, skupiając się bardziej na swojej rodzinie.
Gradowy Podmuch (KW), Bagienna Trzcina (KC), Dymne Niebo (KC), Kamienny Potok (KG), Niski Krok (GK), Lady (P/Z), Kacza Łapa (KR)
Medycy, tudzież ich pomocnicy, gdy wybierają się na wyprawy po zioła są już zwykle przeszkoleni i wyczuleni na zapachy znanych im roślin. Tymczasem Ryk, cóż... niewiele miała doświadczenia związanego z leczeniem innych kotów. Dlatego nie było jej łatwo. Próbowała dalej szukać ziół, ale nic nie wyczuła. Cóż, przynajmniej nie spotkała też śladu żadnego drapieżnika.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Cóż. COŚ znaleźć w końcu musiała, nie? No więc szła, prosto przed siebie, krok za krokiem, na ugiętych łapach, pod wiatr, z ciężarem przeniesionym na tylne. I w taki oto sposób szukała ziół, próbując jednocześnie uniknąć odnalezienia jakiegoś drapieżnika. Nie miała w sumie pojęcia, co robi, ale wiedziała dlaczego. Jeśli miała zacząć się mścić, jeśli las miał spłynąć krwią, musiała znaleźć coś, co pozwoli jej się wyleczyć. Musiała zebrać jakieś lecznicze krzaki. Wykopać je z korzeniami, a potem znaleźć miejsce, w którym będzie mogła żyć. I w którym będzie blisko do jakiegoś medyka, którego obowiązywały klanowe zasady. Przez to byli przewidywalni - o jakichś pozaklanowych leczących kotach powiedzieć tego nie mogła. Nie wiedziała jak funkcjonują samotnicy. Zazwyczaj po prostu zabijała każdego, który pojawił się na jej drodze.
A teraz wszystko się zmieniło, więc rozglądała się dalej i szła przed siebie, poszukując jakichś ziół.
Kotka ma krótką sierść w kolorze intensywnie rudym, pokrytą nieco ciemniejszymi pręgami (pręgowanie tygrysie). Charakterystycznego wyglądu dodaje jej biały pyszczek oraz ciemniejszy kolor końcówek uszu. Jest nieco większa i mocniej zbudowana niż przeciętne kotki w jej wieku. Oczy ma koloru bursztynowego. Od innych kotów łatwo można ją rozpoznać patrząc na jej puchaty ogon, który nienaturalnie przekrzywia się w lewo. Od urodzenia przeszkadzał on kotce w swobodnym poruszaniu się - został jednak naprawiony przez medyka i od tego czasu funkcjonuje prawidłowo, jednak wygląda nieco inaczej niż ogony innych kotów. W dodatku zdarza się jej być nieco niezdarną, ponieważ jej rozwój przebiegał inaczej niż u przeciętnego kociaka.
Z nieco wycofanej, nieśmiałej kotki przeistoczyła się w jedną z najodważniejszych kocic w Klanie Rzeki - o ile nie w całym lesie. Nie jest może zbyt wygadana czy charyzmatyczna, ale zdecydowanie nie boi się wyrażać swojej opinii, a jej wypowiedzi są zawsze przemyślane. Przez zdecydowaną większość swojego życia na pierwszym miejscu stawiała sprawy Klanu Rzeki i jest gotowa do poświęceń, co niejednokrotnie udowodniła ratując życia współklanowiczom. Po przejściu do Starszyzny jednak przestała być na bieżąco ze sprawami Klanu, skupiając się bardziej na swojej rodzinie.
Gradowy Podmuch (KW), Bagienna Trzcina (KC), Dymne Niebo (KC), Kamienny Potok (KG), Niski Krok (GK), Lady (P/Z), Kacza Łapa (KR)
W pewnym momencie Ryk zwróciła uwagę na ciekawą roślinkę. Jej łodygi były wysokie, sięgające nawet ponad kotkę. Liście miały nieregularny, jakby poszarpany kształt. Były oczywiście i kwiaty - różowe, rosnące po kilka sztuk. Zarówno łodyga jak i spodnia część liści rośliny pokryte były meszkiem.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Ha. Jakiś krzaczor. Nie wiedziała, co to jest i w ogóle kwiaty w zimę, co to miało być, na gwiezdnych. No. Ale jak już znalazła, to przecież nie będzie narzekać, nie? No właśnie nie będzie, tylko się weźmie do roboty?
A jak? No, tego to akurat w sumie nie wiedziała. Ale to nic. Skoro nie miała pojęcia, czy zabrać te kwiaty czy te liście czy łodygę czy korzenie to po prostu weźmie sobie wszystko. A, co jej tam. W końcu w króliczych norach mieszkać nie zamierzała, a mniej ziół dla klanu to większa szansa na wyleczenie dla niej.
Tak więc złapała roślinę w zęby za łodygę i spróbowała pociągnąć ją w swoim kierunku, mocno zapierając się łapami o ziemię. Oby korzenie wylazły razem ze wszystkim, na wypadek, jakby też były jakieś lecznicze, czy coś. Była Pora Nagich Liści, więc w sumie mogły wtedy zostać i w tej ziemi, ale trudno się mówi, w razie czego będzie mieć też resztę, nie? Wszystko zależy od szczęścia, jak korzenie zostaną, to ich przecież nie będzie wykopywać. Ziemia pewnie twarda, a pazurów żal.