Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Czyli tak jak myślała. To dwunożni wymyślili mu imię. Nie, żeby była tak pomysłowa jak niektóre matki w klanach, żeby wpaść na pomysł nazwania kociaka jakąś rośliną, co zna ją może z pięć innych kotów, więc nie znała większości roślin, czy zwierząt, które się gdzieś tam chowały po lasach, ale to brzmiało wyjątkowo... dwunożnie.
- Leśne koty nie są tak pomysłowe - rzuciła, wzruszając barkami i lekko się uśmiechając. - W klanach musisz mieć imię, które coś oznacza, które czymś jest. Jakby w klanie jakaś matka nazwała kocię choćby Madara właśnie, to reszta klanu chyba by umarła ze wstydu, że w ich klanie jest ktoś, kto nie ma imienia, które... nie wiem, jest rośliną, zwierzęciem, czy, choćby, czymś znanym klanom - wyjaśniła, lekko chichocząc. Byli upośledzeni pod tym względem, to prawda, ale z drugiej strony Kukułka nie wyobrażała sobie urodzić dzieciaków i nazwać je jakimiś przypadkowymi słowami, czy zlepkiem liter, które nic nie znaczył, ale jakoś tak fajnie się układał na języku.
- Oj tak, nienawidzę zimy. Śnieg, plucha, błoto, zimno, brr - rzuciła, lekko się wstrząsając na samo wspomnienie tych słów. Jakby nadal była w klanie, to pewnie zawinęłaby się w mech i udawała, że nie istnieje aż do roztopów. Oczywiście, że gorąc pory zielonych liści wcale nie był lepszy, ale przynajmniej dłużej było jasno, nie było śniegu, ani aż takich ilości błota i tych wszystkich okropieństw, gdy bywało cieplej i śnieg topniał.
Lekko zastrzygła uchem słysząc, że kocur ma jakąś przyjaciółkę. Nie, nie dziwiło ją to, bo wśród samotników też przecież zdarzały się pary, trio, czy całe grupy, acz ciekawiła się, czy już ją zna. Zawsze im więcej samotników do poznania, tym lepiej, prawda? Naprawdę, jedynego, co brakowało jej z klanu to duża ilość kotów do porozmawiania z nimi.
- Ja? Wychowałam się w tym lesie, urodziłam się tu, więc właściwie, to ty bardziej jesteś tu obcy - rzuciła żartobliwie.
Średniej wielkości, czarny kocur o długim futrze. Budowa europejska. Brak pręg oraz białych znaczeń. Ma pomarańczowe oczy.
ekstrawertyczny, dominujący, pewny siebie i obdarzony charyzmą, aktywny i asertywny, lubi analizować, przygotowywać plan działania i postępować według niego, na pierwszy rzut oka może wydawać się surowy i arogancki
- Ach - nudne. Nie było co ukrywać, takie podejście do świata, nieangażowanie się w kreatywność nieco było... no, zbyt zwykłe. Rzecz jasna, i z takimi imionami można było wymyślać nie wiadomo co - choćby jakiegoś możylinka czy inną pchłę albo kalinę - ale... jeśli w Klanie było parę tych samych imion? Lub jeśli każdy nazywał się od jakichś roślin? Owszem, niespecjalnie go to interesowało jak ma na imię rozmówca, ale Klan pełen imion, choćby, pasożytniczych? Brzmiało to dziwnie. - Jesteś z Klanu. Tak? Właściwie, twoim zdaniem, jak w nich jest? Póki co, słyszałem jedynie nieprzychylne rzeczy na temat tych grup, więc ciekawi mnie... czy to zbieg okoliczności, czy są faktycznie tak parszywe.
Pytanie chyba nie było dziwne, szczególnie że jak powiedziała - on tu był obcy. Nie wiedział o Klanach nic, jedynie słyszał parę plotek... głównie tych płynących z ust Kliszy. Może inni mieli lepsze doświadczenia?
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Yikes. Właśnie nieświadomie przyznała się, że jest pochodzenia klanowego. A wiedziała, co niektóre koty o tym myślą i jak krzywo patrzą na takowe, które z klanu pochodzą - jeśli mowa o samotnikach, oczywiście. Niektórzy byli uprzedzeni, inni kiedyś odtrąceni, czy brutalnie przegonieni z granicy i absolutnie rozumiała, że nie każdy może być do nich pozytywnie nastawiony. Ona miała stosunek neutralny, w końcu urodziła się w jednym, ale nie żyło się tam nie wiadomo jak niesamowicie. Nic więc dziwnego, że z czasem stała się samotniczką i odeszła od tego, w co wierzyli jej przodkowie.
- Ja... no, tak, jestem - powiedziała, zastanawiając się początkowo, czy może nie nakłamać, ale ostatecznie decydując się przyznać. W końcu... nie od niej zależało gdzie się urodzi, prawda? Od niej jedynie zależało gdzie zamieszka, gdy już będzie samodzielna i będzie w stanie sama sobie poradzić. - Zależy... co słyszałeś. Ale nie jest źle. Jest to po prostu duża grupa kotów, które mają swojego przywódcę, zastępcę, no i medyka, w razie gdyby coś im się stało. W klanach trzeba słuchać przywódcy, polować, patrolować granice, wypełniać jakieś nudne obowiązki, aczkolwiek jakby nie patrzeć masz miejsce do spania, towarzystwo, bezpieczeństwo, no i jedzenie pod nosem, no nie? Nie musisz polować na siebie, nie musisz spać na śniegu, gdy nie jesteś w stanie znaleźć sobie dogodnej kryjówki i nie marzniesz, bo możesz zawsze się wtulić w kogoś innego, albo mech, który przynieśli terminatorzy. Nie są złe. Ale też zależy jak na to patrzeć bo są bardzo terytorialne, więc... jeśli przekroczysz granicę, to mają pełne prawo, według kodeksu, cię zaatakować. Nie zabić, ale zaatakować, szczególnie jeśli się opierasz przed odejściem. A niektórzy to prawo wykorzystują i są zwyczajnie agresywni, ale wiadomo, zależy od kota, klany są tak liczne, że nie da się ich ocenić przez pryzmat jednego kota - wyjaśniła, na koniec lekko wzruszając barkami. Czy to mu wystarczyło, czy chciał wiedzieć coś więcej?
Średniej wielkości, czarny kocur o długim futrze. Budowa europejska. Brak pręg oraz białych znaczeń. Ma pomarańczowe oczy.
ekstrawertyczny, dominujący, pewny siebie i obdarzony charyzmą, aktywny i asertywny, lubi analizować, przygotowywać plan działania i postępować według niego, na pierwszy rzut oka może wydawać się surowy i arogancki
Szczury.
I najpewniej trzymałby się tej opinii - nie, będzie się jej trzymał - ale pojawiły się rzeczy, które były... na plus, dla tych śmiesznych grupek. Jedzenie, bezpieczeństwo... miejsce do spania. Nie potrzebował się wtulać w innego kota, ale mech który ktoś mógłby mu przynieść? Wygodne, dużo lepiej brzmiące niż cokolwiek mu przedstawiała Klisza. - Co zaś z byciem poza obozem? Rzekomo jest to problemem - uniósł brew do góry. To go interesowało, bo to nie było mówione przez pryzmat jednego kota - to nie była wina rodziców, czy postrzeganie innych za sztywniaków... to było coś, co mogło spotkać każdego. - Nie wydaje mi się, że zdrowym dla jakiegokolwiek kota jest siedzenie w jednym miejscu nieustannie, nawet jeśli ma jedzenie i towarzystwo.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Kukułka nie zabraniała mu myśleć o klanach co tylko sobie chciał. Przecież nie była już członkiem żadnego, nie zamierzała ich bronić, ale też nie zamierzała mówić o nich złych rzeczach tylko dlatego, że odeszła, że zrezygnowała z wygodnego życia w klanie, a zdecydowała się na bycie samotniczką. Zamierzała mówić jak jest, bez owijania w bawełnę, bronienia klanów, czy obrażania ich. Nie było tam źle, problemem był jej charakter i chęć odkrywania innych terenów, pragnienia życia na wolności, bez stałego miejsca powrotu, gdzie raz na jakiś czas musiałaby wrócić.
- Zależy o czym mówisz - powiedziała, nie do końca pewna, o co chodzi, acz mogła się domyślać, więc po chwili dodała po prostu: - Jeśli nie ma cię długo, dajmy na to, ponad dzień, nie wracasz na noc, to zaczynają się martwić, o ile ktokolwiek w ogóle zauważy twoją nieobecność. Problem się pojawia, gdy nie wracasz parę dni, a ktoś to zauważy, jeśli nie, to jesteś wolny od podejrzeń, mówisz, że wracałeś, że spałeś w obozie, tylko po prostu wmieszałeś się w tłum. Jeśli jednak długo cię nie ma, jesteś poza obozem, ba, nawet terenami, to mogą być problemy. Po paru księżycach jesteś dla nich nikim innym jak samotnikiem. Kotem, który musi błagać o powrót do klanu, nawet jeśli wyszedłeś, a porwał cię dwunożny, pogonił pies, zgubiłeś drogę. Musisz prosić o to, by wrócić, a i tak mogą się na ciebie wypiąć, zależy kto cię przywita na granicy, bo jak za nią wejdziesz mogą cię potraktować jak samotnika i zaatakować, mimo że przez wiele księżyców to był twój dom - wyjaśniła.
- Dlatego ja nie byłam w stanie tam zostać - przyznała, odwracając łeb. - Było tam za nudno. Wolałam zwiedzać, podróżować, poznawać nowe koty, nowe kultury, zaznać życia poza tym wszystkim. Ale są koty, którym to na łapę. Dla których to wygodne, przyjemne, nie wiem - dodała, wzruszając barkami.
Średniej wielkości, czarny kocur o długim futrze. Budowa europejska. Brak pręg oraz białych znaczeń. Ma pomarańczowe oczy.
ekstrawertyczny, dominujący, pewny siebie i obdarzony charyzmą, aktywny i asertywny, lubi analizować, przygotowywać plan działania i postępować według niego, na pierwszy rzut oka może wydawać się surowy i arogancki
- Bez sensu - odpowiedział szybko, marszcząc do tego delikatnie nos. Jak to trzeba było się prosić i błagać w takiej sytuacji? Owszem, samowolne wyjście i niewracanie było... uzasadnionym podejściem z dystansem, traktowaniem jak zdrajcę. Ale co jeśli ktoś faktycznie został porwany, zaatakowany? Absurd. Głupota, niesprawiedliwości, które nie powinny mieć miejsca. - I nikt się nie czepia tego, że trzeba błagać nawet jeśli zostało się faktycznie odsuniętym od Klanu z winy... nie własnej?
Skrzywił się jeszcze bardziej. Było to głupie. Cholernie głupie.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
- Nigdy nie powiedziałam, że klany mają sens - odparła, znów wzruszając barkami, spoglądając w stronę, gdzie powinien leżeć cień, jeśli już nie pogubiła się za bardzo w kierunkach. Orientacja w terenie nie była specjalnie jej mocną stroną, acz gdzie mniej więcej jest potrafiła stwierdzić. Gdzie jednak iść by dojść tam gdzie chce? Cóż, czasami musiała się poważnie zastanowić, huh! - Klany są po prostu wygodne. Wiesz, dostajesz żarcie pod nos, nie musisz się martwić schronieniem, czy walczyć o życie; wiadomo że nawet w klanach zdarzają się śmierci, ale jak trafisz na lisa, to większe prawdopodobieństwo, że ktoś ci pomoże. No i mają medyka, co nie - wymieniła. Jej nie przeszkadzały braki w tym wszystkim. Mogła robić co chciała, jeść co chciała, spać gdzie chciała, codziennie być gdzie indziej, poznawać nowe koty, spędzać z nimi czas, no i nie musiała wykonywać tych głupich obowiązków, brr. - Jak widać, jeszcze nikt. Ale nie mogą tacy przekroczyć granicy. Muszą porozmawiać z przywódcą, bądź jego zastępcą, wyjaśnić mu całą swoją historię gdzie się było, co się stało, dlaczego tak długo nie wracali, blablabla, i jeśli dla tego kota to brzmi prawdziwie, a nie jak historia wyssana z ogona, to można wrócić - wyjaśniła.
Średniej wielkości, czarny kocur o długim futrze. Budowa europejska. Brak pręg oraz białych znaczeń. Ma pomarańczowe oczy.
ekstrawertyczny, dominujący, pewny siebie i obdarzony charyzmą, aktywny i asertywny, lubi analizować, przygotowywać plan działania i postępować według niego, na pierwszy rzut oka może wydawać się surowy i arogancki
Moment ciszy, w którym Madara po prostu marszczył brwi. Aha, czyli brzmiało to mniej więcej tak - koty mają się wygodnie, nie muszą robić nic poza polowaniem, ale nie mają prawa zniknąć na więcej niż parę dni bo wtedy zdradzają Klan. Klan który był tak uczciwym miejscem, że o powrót się błagało. Absurd. Absurd i głupota. Pomachał głową na boki. - I co. Mógłbym podejść i powiedzieć że jestem czyimś dzieciakiem, ale mnie przegonił pies i błagam ich o wybaczenie a oni mnie przyjmą? - uniósł brew do góry. - Jeśli ująłbym to bardzo, bardzo ładnie w słowa.
Bo jeśli tak... czyżby znalazł sobie zabawę? Dosłownie, zabawę...? Bo najpewniej wykorzystałby fakt, że Klany są głupie. GŁUPIE, idiotyczne. Ale łatwe do wykorzystania. A czy coś więcej by mu było potrzeba, gdyby nie miał nic innego, ciekawszego do roboty? Może kiedyś ot, dla żartu, wszedłby do jakiegoś.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Pomysł Madary był na tyle absurdalny, że kotka nim odpowiedziała na pytanie parsknęła śmiechem, i śmiała się tak chwilę, nim się nie uspokoiła, acz jej wąsy nadal drgały z rozbawienia.
- Wybacz! Ale wyobraziłam sobie. To. Jak idziesz na granicę, a oni cię witają i prowadzą prosto do obozu - zachichotała. Bowiem właśnie to miała w głowie; takiego Polnego Gwiazdę, który myli Madarę z kimś innym, bo ten wybornie zna imiona dwójki wojowników, którzy kiedyś mieli dzieci i prowadzi go do obozu, komedyjka. Nie sądziła jednak, by bury był na tyle głupi, raczej uważała go za kogoś mądrego i inteligentnego, no i darzyła za dużą sympatią ze względu na to, że był kiedyś jej mistrzem i nie robił jej problemu jeśli chodzi o odejście z klanu, gdy mu powiedziała o swoich wątpliwościach.
- Jakby się przypadkiem zdarzyło, żebyś znał imiona dwójki partnerów z klanu, a jakiś kociak wyglądałby identycznie co ty, albo nikt by nie pamiętał, jak wyglądały wszystkie kociaki takich kotów, to tak, może nawet by cię wpuścili do obozu - przytaknęła, przecierając łapą wilgotne od łez oczy, bo tak ją rozbawiła ta wizja, że omal się nie popłakała.
Średniej wielkości, czarny kocur o długim futrze. Budowa europejska. Brak pręg oraz białych znaczeń. Ma pomarańczowe oczy.
ekstrawertyczny, dominujący, pewny siebie i obdarzony charyzmą, aktywny i asertywny, lubi analizować, przygotowywać plan działania i postępować według niego, na pierwszy rzut oka może wydawać się surowy i arogancki
Rzecz jasna, nie przeszkadzała mu ta reakcja - chociaż w pierwszej chwili dość myląca i zastanawiająca. Nie rozumiał w końcu przed wyjaśnieniem o co chodzi, a po nim, tylko machnął głową na znak, że rozumie o czym ta mówi i o co chodzi... W istocie bowiem, było to zabawne jak mało co. Jeśli Klany ufałyby tak bardzo byle komu, chyba dawno temu by wyginęły. - ...Interesujące... - mruknął w końcu. On, w odróżnieniu od niej, zdecydowanie nie śmiał się do rozpuku. A skąd, jego uśmiech zastąpił na moment nawet skupiony wyraz pyska. Czy znalazłby kogoś tak głupiego, kto pomógłby mu w takiej intrydze? Być może. Nie byłoby to jednak szybkie. - I głupie... Żeby nie było, to tak paskudnie proste i niebezpieczne...
Cmoknął cicho, pokręcił głową na boki. - Ale cóż; ich problem, jeśli tyle im wystarczy do przekonania że ktoś jest ich... Kiedyś może się na takim zaufaniu przejadą - nie jego interes. Nie w takim sensie, że się o nich martwił. - Cóż... zmieniając temat, co powiesz na jakieś polowanie? Może razem prędzej się uda coś złapać, niż jakbym sam to robił.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
- Jakbyś chciał kiedyś skorzystać z tego pomysłu i znalazł kogoś, kto mógłby ci pomóc, to daj znać, chętnie popatrzę na efekty - zażartowała. Serio ciekawiło ją, czy znalazłby się przywódca, który uwierzyłby Madarze, gdyby ten trafił kiedyś na kota, którego ktoś z rodzeństwa zaginął, i zgodziłby się wkręcić taką Gwiazdę, że tak, to jego brat, jak żywy, no przecież nie pomyliłby kotów!
Gdy tylko kocur zmienił temat Kukułka lekko zastrzygła uszami. W sumie wspólne polowanie nie brzmiało źle i większa będzie szansa, że uda im się coś złapać. Dodatkowo dawno nie polowała z kimś, więc tym bardziej mogła to być dobra zabawa. Skinęła więc głową.
- Pewnie, można zapolować. To co, kto pierwszy upoluje królika wygrywa? - rzuciła wesoło szczerząc się do Madary. Nie mówiła poważnie o jakiejś większej rywalizacji, ale w sumie, czemu nie, jak się zgodzi, to przynajmniej pokaże, że nie jest sztywny i że warto będzie zawiązać chociaż nić jakiejś relacji, jak to zaczęła się zawiązywać między nią a Onyks.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Minęło już trochę czasu, las był coraz bielszy, wicher wiał coraz zimniejszy... czas najwyższy przejść się gdzieś, gdzie podobno łatwiej o kryjówkę i pożywienie, co? Ciekawe w takim razie, czy okaże się to prawdą. Ale oprócz wizji cieplejszego posłania, jakiejś budy, czy o czym tam Onyks mówiła, kusiło ją też po prostu zobaczenie tego miejsca. Sławnych domów dwunożnych, pieszczochów, może poobserwować gangi? Na pewno nie zamierzała do żadnego dołączać, ani nic, ale chciała zobaczyć z czym to się wszystko je!
W każdym razie; umówiła się już z czarną kocicą na konkretny termin i od rana nadawała o tym Tońkowi, by czasami nie zapomniał, by się na to nastawił i, jeśli nie jest pewny swoich czynów, zdążył się określić, nim się spotkają i wyruszą.
- Zobaczysz, będzie świetnie! A jak ci się nie będzie podobać, to nikt nie zakazuje ci powrotu - o ile tu trafisz! Ale nie martw się, Onyks obiecała, że jak coś, to odprowadzi nas też z powrotem, tylko trzeba ten, się z nią skontaktować przez innych samotników, podobno taka droga komunikacji działa cuda - zapewniała brata jeszcze w drodze, a gdy dotarli na miejsce, przysiadła w śniegu, owijając się ogonem, by było nieco cieplej. - Zaraz powinna być - oznajmiła wesoło, rozglądając się.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXBycie ciągle w jednym miejscu po jakimś czasie wydawało się być nudne i taka szansa pójścia na osiedle była dla Toni jedyną szansą, aby nie umrzeć z nudów na kolejnym, rutynowym polowaniu, bo tak naprawdę nie robił nic innego. I nie miał serca mówić Kukułce, że jeśli mu się spodoba na osiedlu, to nie wróci do tych, okołoklanowych ziem. Musiał najpierw dobrze wybadać, co ona będzie myślała o takim życiu, a póki co była bardzo entuzjastycznie do niego nastawiona i trajkotała mu o tym od samego rana, aż mu mało uszy nie zwiędły. Obawiał się trochę, jaka będzie ta cała Onyks, ale w sumie, co za różnica? I tak robiła im tylko za przewodnika, a nie jakiegoś kompana w przygodzie. Oby to tylko nie była jakaś pułapka albo podpucha. Tak, czy inaczej, odrzucając wszelkie obawy na bok, czekał wraz z Kukułką na pojawienie się owej samotniczki. Rozglądał się uważnie, mrużąc ślepia, aby wypatrzeć jakiś poruszający się na białym tle kształt. XXXX– Mam nadzieję. Jak tylko przyjdzie, to ruszamy, bo zad mi zaraz do ziemi przymarznie – odpowiedział, nie podzielając jej entuzjazmu aż tak, choć w głębi serca czuł podekscytowanie, bo to jednak był zupełnie nowy etap, jaki rozpoczynał się w jego życiu. Funkcjonowanie na osiedlu było podobno zupełnie inne, niż w lesie i mogło to mieć dwojakie znaczenie. Albo przeżyją tam swoje najlepsze dni, albo będzie to koszmar. Z drugiej strony, nic nie będzie gorsze niż Klanowy obóz i idioci w nim żyjący.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxSzła na miejsce spotkania z dobrym humorem, bo to przecież był ten dzień wielkiej wycieczki! Dla niej niby nic ciekawego, a mimo to czuła się podekscytowana, bo miała świadomość jakim wydarzeniem jest to dla Kukułki. Ostatnim czasem trochę zaczynała się zastanawiać, czy w ogóle kotka będzie chciała jej pomoc lub co gorsza sama się wolała wybrać. Nie żeby było to coś złego, ale każda chwila spędzona ze znajomą mogła być początkiem do przyjaźni, której potrzebowała. I którą chciała. Może i pobudki dość samolubne, ale czy już teraz mogła stwierdzić, że samolubna też będzie? Nie. xxxxPodchodząc coraz bliżej umówionego miejsca mogła już z daleka zobaczyć dwie czarne plamy, potem dwie czarne sylwetki, a jeszcze potem w jednej rozpoznała Kukułkę, a jak była dosłownie kilka króliczych susów od nich... czy ją oczy nie myliły? Czy to był ten kocur, w którego rzucała śniegiem? On był bratem Kukułki? Czekaj... och. Stanęła zdziwiona, było to dość widoczne po jej oczach, które powiększyły się pod wpływem uczucia - zdziwienia. Oczywiście. Szybko się jednak otrząsnęła, bowiem czy nie było teraz jeszcze zabawniej, niż przypuszczała, że będzie? Owszem było! xxxx– Haha! Przyszedłeś na drugie starcie? – zapytała żartobliwie zwracając się do kocura i biorą w łapę trochę śniegu z wielkim psotnym uśmiechem. Nie rzuciła jednak, a kulka puchu wylądowała na ziemi. Nie zajmowała się jednak kocurem, a podeszła do Kukułki, by otrzeć się o jej bok swoim bokiem. – Hej – mruknęła wesoło i szturchnęła ją, a jej oczy poleciały na brata towarzyszki. Kto by przypuszczał, że jeszcze spotka czarnofutrego.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Cóż, jeśli Toń wybrałby typowo osiedlowe życie... to nic przecież nie szkodzi! Bo co to był za problem? Jasne, od kiedy zaczęli samotniczą tułaczkę, to większość czasu spędzali razem, mieli własne legowiska i takie tam, w klanie też mieszkali w jednym obozie, ale nic nie stało na przeszkodzie rozdzielenia się, chociaż na jakiś czas! Kukułka była typem podróżnika i dlatego tak ją ciągnęło na osiedle - bo było to coś niecodziennego, innego niż w lesie i takiego, co to chętnie by sobie tam pozwiedzała. A czy tam zostanie? Pewnie nie!
- Najwyżej weźmiemy cię razem z ziemią - odparła, wzruszając barkami. Już miała w głowie, jak go transportują na zmianę na plecach, zamarzniętego, z dupą na ziemi, którą odrywają i po prostu go transportują w taki sposób, ale już nie chciała się tak naśmiewać z własnego brata. Zresztą, po chwili pojawiła się Onyks. I to w jakim stylu!
Nie spodziewała się tego, że najpierw odezwie się do Tońka, więc jej oczy nieco się rozszerzyły ze zdziwienia, jeszcze większe robiąc się gdy zgarnęła śnieg w łapę, by rzucić nim w kocura. Dopiero wtedy przywitała się z nią per se, na co zachichotała, żartobliwie kąsając ją zębami w ucho, delikatnie.
- Cześć Onyks! Widzę, że się już znacie, co? - spytała, spoglądając to na jednego to na drugiego, gotowa wycofać się, jakby czarny kocur zamierzał odwdzięczyć się swojemu oprawcy.