Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
Był to kolejny już raz jak łysy panicz i jego ludzie ruszyli w podróż. Państwo kręcili się gdzieś w okolicy, a Lucyfer szedł rzecz jasna swoimi ścieżkami. Haczyk polegał na tym, że jak ci go wołają, musi się pokazać... Albo chociaż miauknąć tak, by na pewno usłyszeli, o. Wtedy nie musieli bawić się w jakieś chodzenie na szelkach, czy coś...
Lucyfer dnia dzisiejszego miał outfit cieplutki. Czarna kamizelka z jego imieniem i... Kapelusik, a żeby to łysa głowa nie zmarzła. W takim stylu szedł, niczym po czerwonym dywanie. Raz po raz zaglądał do mijanych norek, może coś ciekawego się w której kryje...
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Choróbsko, podłe choróbsko... Samo siedzenie w lecznicy nie było złe, kocurkowi nie przeszkadzał zapach ziół, był wręcz w pewien sposób kojący. Cisza również była przyjemna, ale... Ale oh czuł się tak samotnie. W klanie nie zostało wiele kotów, które mogłyby mu dotrzymać towarzystwa w tym czasie. A ile by oddał, by Korzeń mógł leżeć u jego boku... Może nie dosłownie boku, bo siedzenie koło kogoś kto miał pchły i ciągle się drapał nie byłoby raczej, hm, przyjemne, ale kłamstwem by było, że nie myślał codziennie o niebieskim. Nawet nie codziennie. Tylko w każdej chwili, gdzie nie mógł zająć się czymś innym. Czyli prawie ciągle.
Gdy tylko wylądował w lecznicy oczywiście poprosił patrol, by poinformował Korzenia, że nie będą mogli się spotykać dzięki chorobie przez jakiś czas... I teraz gdy czuł się już lepiej poprosił patrol o przekazanie wiadomości. Przy ostatnim spotkaniu rozmawiali coś o Króliczych Norach, więc zaproponował to miejsce i... W końcu nastał ten dzień. Kocurek będąc dość wcześnie usiadł na miejscu i zaczął się rozglądać... Ponad księżyc rozłąki. I Jaśmin czuł się jak młody terminator, oczekujący aż jego wielka miłość zjawi się na pierwszej randce. Nawet przyniósł bukiecik! Parę wysuszonych stokrotek i kocanek, które zebrał na zapas, by mieć przez Porę Nagich Drzew. Nie były tak ładne... Jak świeżo zerwane okazy, ale te przynajmniej przetrwają dłużej.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Patrol dotarł do niego od razu, a raczej nie do niego, a do Kwiecistych Grzbietów, które z trudnościami, ale po paru próbach przekazały mu ostateczną wersję i informację. Korzeń zmęczył się tymi paroma interakcjami, ale podziękował. Jaśmin był chory, a szary wojownik nie bardzo miał pomysł co zrobić, by nie wyjść na idiotę siedzącego na granicy, proszącego codziennie patrol, by przekazał kocurowi życzenie zdrowia… dlatego siedział jak idiota i wypytywał jak łaciaty się czuje. Codziennie. Zakolegował się w ten sposób z Lipowym Śpiewem, chociaż kotka wydawała się często bardzo spięta i zestresowana to potrafili złapać wspólny język. Miał nadzieję, że dotrzymywała też słowa i nie zdradzała Jaśminowi, że Korzeń tak wypytuje… W końcu jednak przyszły dobry nowiny! I było nimi spotkanie przy Króliczych Norach, najpierw zastanawiał się czy wziąć coś… piszczkę? Ale czy to nie było dziwne? Kamienie, liście i patyki polecała mu Truflowy Nosek, chociaż najbardziej stawiała na kwiaty, a on nie bardzo wiedział… skąd ona to wie? Znaczy no mówił, że spotyka z bliskim przyjacielem, ale… och, to już chyba nie był przyjaciel, prawda? Niestety nie niósł też dobrych wieści, bo jak na przekór świata, wszystko szło nie po jego myśli, nie chciał nawet myśleć, że znowu przekaże Jaśminowi, że nie porozmawiał z rodzicem - bo coś. Czuł się jak kociak, a nie dorosły - który mógłby być w starszyźnie - kocur, ale to… co mógł poradzić? Ostatnio nie był zbyt szczęśliwy, szczególnie przez brak możliwości łowienia, a wcześniej… uch…
Wyruszył na tyle wcześnie, by spotkać Jaśmina na miejscu albo być nawet przed nim, jednak łapa go wraz z wiekiem coraz bardziej ograniczała i często było to przerażające. Ostatecznie ususzone kwiaty… chyba jakieś kąkole i stokrotki (?), zostały mu wepchnięte przez Marchewkowe Pole, która na pewno musiała zostać wysłana przez Truflowy Nosek, wiedział to. Nie mógł tego tylko udowodnić. Czuł się jak głupek, idąc Szarymi Brzozami, a potem Kłującym Gąszczem, nie wiedział tylko czemu. Może dlatego, że tym razem czuł… stres? Nie wydawało się to typowe spotkanie. Było inne. A przecież już pytał Jaśmina, czy ten chciałby z nim zamieszkać! Na Gwiezdnych, jego hierarchia była naprawdę marna. Widział już z daleka piękne futerko, które tak dobrze mu się kojarzyło, a serce jakoś mocniej mu zabiło, tak jakby z tęsknoty? Chyba było to odpowiednie.
– Mszczemść – rzucił na powitanie przez kwiaty trzymane w pysku, potem dopiero strzelając sobie mentalnie za to w tył głowy. Błagam…, pomyślał z zażenowaniem.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Gdyby tylko Jaśmin wiedział o tym jak bardzo Korzeń się przejął jego chorobą… Chyba by zapadł się pod ziemię. Nie tylko ze wstydu, ale też że no… Aż tak bardzo tęsknił by wypytywać codziennie. A jak nie tęsknił to po prostu się martwił, co było bardzo kochane. Jaśmin by pewnie zrobił to samo gdyby Korzeń się rozchorował. O ile by wygrał ze wstydem wypytywania nieznanych mu kotów i no, siedzeniem jak idiota codziennie na granicy.
Niby nie czekał długo, ale przez ekscytację miał wrażenie, że siedzi tu wieczność. Patrzył na swoje łapy i bukiet leżący przed nimi, wyobrażając sobie jak może przebiec ich dzisiejsze spotkanie. Jak w końcu usłyszy głos Korzenia, jak będzie mógł przytulić się do jego futra. Jak gdzieś się przejdą razem, może nawet poleżą obok siebie w przyjemnej ciszy… Może nawet się odważy i poliże wtedy Korzenia po kryzie… Oh to by było zawstydzające! Zdecydowanie, czuł się jak młody terminator pierwszy raz doświadczający miłość, ale… To chyba był pierwszy raz, nie? Do Kostka nie miał uczuć, Kwiatek zmarł szybciej niż Jaśmin go zdążył bliżej poznać, więc… Niech Gwiezdni go nie oceniają.
Z myśli wyrwały go kroki i natychmiastowo odwrócił głowę w ich kierunku… Oh jak jego mordka rozpromieniała gdy tylko zobaczył przed sobą tego o którym nie mógł przestać myśleć. - Korzeń!! - Zawołał wesoło, wstał i pozwolił sobie otrzeć się pyskiem o jego kryzę na przywitanie. Może… Z parę uderzeń serca za długo tak stał radując się ciepłem i zapachem wiatru z jego futra, ale finalnie cofnął się. Dopiero wtedy dostrzegł kwiaty w jego pysku. - O! Czy to…? Gwiezdni, ukradłeś mój pomysł - zarzucił żartując, by następnie zgarnąć swój bukiecik w pysk i postawił go przed Korzeniem. Teraz poczuł się… trochę głupio, że oboje wpadli a to samo, ale bardziej niż to jego głowę zajął fakt, że Korzeń przyniósł kwiaty. Kwiaty. Dla niego. Oh będzie dbał o ten bukiecik aż do swojej śmierci.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Odkładając bukiet zastanawiał się… myślał nawet intensywnie co powinien, a czego nie powinien i w sumie stwierdził, że tak naprawdę chyba już wystarczająco się wstrzymywał ze wszystkim w swoim życiu. Zawsze. Orion uświadomił go księżyce temu, że gejemówiąco, a on ewidentnie mówił co i tak jak próbował się oszukiwać, każde przyjaźnie przecież były inne… to ile można? Pszczoły w głowie miał zawsze, ale… ale teraz stał przed Jaśminem. Był niepewny. Chciał wypaść jak najlepiej. Musiał rozmawiać z innymi, by się przygotować. Myślał o nim codziennie. Chciał żeby Jaśmin się przeprowadził do Wichru na stado zajęcy! Przyjaciele tak nie robią! I uświadomił sobie to… teraz. Chociaż nie. Może i wiedział wcześniej, ale musiał szukać wymówek, bo taki właśnie był. Unikał tego co czuł nawet jeśli wiedział. Ciekawe po kim to miał, prawda?
– Tak… tak jakoś wyszło. Marchewkowe Pole i Truflowy Nosek mi pomogły… bo sam nie byłem pewien co powinienem wziąć. A tak naprawdę oczywisty wybór, lubisz kwiaty – stwierdził nagle po dłuższej chwili. Najwyraźniej stres naprawdę zjadł mu wszystkie rozumy, ale widok kocura od razu wszystko ułożył, sprawił że nagle każdy wybór miałby sens, każda myśl. Ominął oba bukiety i zgarnął Jaśmina w ramiona. – Tęskniłem…
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Gejemówiąco to była poważna choroba… Jaśminek na pewno by ją łatwo złapał, gdyby tylko Korzeń spróbował, więc tak. Za długo trzymali się w tej niepewności i to zebranie będzie na pewno tym w którym Jaśminek się odważy. Na pewno. Mhm. Chociaż w jego głowie dalej było to dość jednostronne. Bardzo dobrzy przyjaciele śpią razem, może i nawet przeprowadziliby się do jednego klanu… Gdyby Piórko żyła w innym klanie to dla niej pewnie też zrobiłby to samo… Bo kochał ją. Była najlepszą przyjaciółką jaką mógł mieć, ale Korzeń… Oh Korzeń to inny stopień kochania. Tylko pytanie czy no, czuł to samo. Czy widział Jaśmina w taki sposób, jak Jaśmin widział Piórko.
- Oczywisty, ale jaki trafny… Istnieje tylko jedna rzecz na świecie którą kocham bardziej niż kwiaty. Szczególnie teraz, gdy je tak trudno zdo… - zaczął, ale przerwało mu miękie futro, które otoczyło jego łaciate ciało. Byli poza terenami jego klanu, ale chyba nawet będąc w centrum obozu, swoim legowisku, nie czuł się tak bezpiecznie jak teraz. Przymknął oczy ciesząc się chwilą i odwzajemnił gest niebieskiego. - Ja też - wymruczał ciepło.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Zapach Jaśmina wypełnił jego nozdrza, a obolałe łapy przestały mieć znaczenie, wszystko było na swoim miejscu. Wyciszył umysł, dał sobie czas i trzymał kocura w ramionach tak długo jak mógł, tak długo jak rzeczniak nie zamierzał go puszczać. Czasami czuł się dziwnie podczas spotkań z Jaśminem, jakby robił coś przeciwko sobie i jemu. Widział jak kocur reagował na niego i dobrze zdawał sobie sprawę, że sam reagował podobnie, a mimo to czuł pewien wstyd. I nie potrafił nigdy dojść do prawdy dlaczego. Teraz jak tak trzymał łaciatego, w końcu pogodzony ze wszystkim co wiedział i jak długo to trwało zrozumiał, że był po prostu stary. Dogoniła go starość, a on zachowywał się jak zakochany nastolatek, kiedy tak naprawdę dawno temu pogrzebał pierwszą miłość, dawno pogrzebał myśl o znalezieniu kogoś tak bliskiego sercu, zawsze przecież wątpił (nawet teraz mózg krzyczał mu, że to nieprawda i Jaśminek wcale go nie chciał), ale ile można było się oszukiwać? Wzbraniać? Prawda, był dość głupi jeśli chodziło o uczucia i emocje, ale właśnie przytulał przyjaciela i marzył, by ten nie był tylko przyjacielem.
Chciałby porozmawiać z Orionem, posłuchać jak ten wyzywa go od głupków, czy innych idiotów, aż przechodzi do momentu, w którym każe mu zrobić pierwszy krok. Wrednego orientala jednak nie było, a on był dorosły, był… był. Zawsze wydawało mu się to strasznie niezręczne, a przez brak doświadczenia w sprawach sercowych, pomimo paru nijakich i jednego potężnego zauroczenia, nie potrafił sobie poradzić z własnym sercem. Głowa jedno, serce drugie, gęba trzecie. Był dość żałosny, ale westchnął, ciężko i jak na zmęczonego swoimi własnymi rozterkami przystało, głośno. Ciepłe powietrze mogło polecieć na uszy Jaśmina, a on nagle dał sobie po prostu… po prostu spokój z myśleniem. Delikatnie, chociaż dość odważnie polizał przyjaciela po czole, a następnie pocałował go w to samo miejsce. Rozluźnił uścisk na wszelki wypadek, gdyby kocur jednak chciał od niego odejść, ale sam nie ruszył się z miejsca.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Łaciatek w tym problem, że no, nie miał najmniejszej ochoty puszczać Korzenia… Więc postoją sobie tak aż może słońce zacznie zachodzić. Albo dłużej. Kto wie. Musieli w końcu nadrobić ten miesiąc nie widzenia się, nie słyszenia, nie czucia swojego zapachu, futra drugiego kota… A nawet gdyby nadrobili, Jaśmin chciałby złapać tej chwili więcej, na zapas, w razie wypadku, gdyby to Korzeń się rozchorował. Chociaż najlepiej by było, gdyby takie momenty mógł mieć na co dzień. Budzić się otoczony niebieskim futrem, słyszeć ten głos, wspólnie spędzać czas… Oh byłby najszczęśliwszym kocurem na świecie. No może nie naj… Bo naj by było, gdyby któryś z tych frajerów zdecydował się w końcu wykonać ten pierwszy krok. Głos rozsądku Korzenia jakiś czas temu gdzieś się podział, Jaśmin… Mógłby pewnie porozmawiać o tym z Łabędziem, ale sądząc po ich ostatniej rozmowie, to przywódca pewnie myślał, że już są parą. Więc byłby to trochę… głupi krok w tył. A samemu bez konkretnego popchnięcia w stronę celu raczej by się nie odważył.
Ciepłe powietrze połaskotało go, przez co trzepnął uchem i zdał sobie sprawę, jak blisko są… Choć to nic w porównaniu z językiem który przejechał po jego czole. I czy on… dostał buziaka??? Oh. Zawstydzony opuścił uszy i głęboko zagrzebał swój pysk w jego kryzie. Serce mu coraz mocniej waliło. W tym momencie ułamek procenta wątpliwości całkowicie znikł i łaciaty nie mógł znaleźć żadnej innej wymówki, by się dłużej wstrzymywać. Chciał wyrzucić to z siebie, uchylić pyszczek, ale… Oczywiście, sfrajerył, więc zamknął mordkę i poprawił swoją głowę, przy okazji ocierając się o szyję przyjaciela. Oboje byli żałośni.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Jaśmin nie uciekł, wręcz przeciwnie został w miejscu. Korzeń dzięki temu nadal mógł chłonąć ciepło drugiego kocura, a przy okazji bliskość, której nie mieli jak doświadczyć ostatnimi czasy. Nieśmiałość łaciatego jaka pojawiła się zaraz po buziaku w czoło była urocza, ale to chyba było to co zawsze Korzeń widział u Jaśmina jako jedną z wielu jego zalet. Lubił jego nieśmiałość, lubił jak ukrywał się w jego szyi, wtulał, czy uciekał wzrokiem, wtedy mimo wszystko syn Roziskrzonej Gwiazdy miał największe benefity. Darmowe uściski, czy widok na profil rzeczniaka, możliwość podziwiania jego pyszczka, kiedy ten nie patrzył. Czasami tylko wolałby żeby Jaśmin nie obawiał się mówić mu tego czego chce i co czuje, ale czy przyjaciel nie mógł powiedzieć tego samego?
– Co się tak ukrywasz, co? – zapytał żartobliwie i rozluźnił barki, które nieświadomie spiął po tym swoim jakże szaleńczym wybryku. – Chyba mogę pocałować cię w czoło, hm? Chyba, że odrzucasz moje nieme pytanie… – Przerwał na chwilę i wrócił wspomnieniami do początków, starość… młodsi coraz bardziej nie byli. – Wiesz, posiadając tyle księżyców na karku, a pytać kogoś pierwszy raz o chodzenie wydaje się dość niespotykanym zdarzeniem, ale… chyba można dać mi jakieś punkty za odwagę? Pytałem cię już o przejście do mojego klanu, ale chyba zapomniałem o najważniejszym. – A mimo to nie zapytał, nie. – Zimno, śnieg, Gwiezdni ile my razy już siedzieliśmy na takim mrozie nie zdając sobie sprawy, że jesteśmy w innych obozach? Pamiętasz nasze głupie pierwsze spotkanie? Jak niezręczni byliśmy na początku? Aż się dziwię, że ostatecznie poszło to gdzieś dalej – zaśmiał się. Nie był dobry w przemowy. – Tęskniłem za tobą od dawna, pewnie nawet wcześniej, niż mi się wydaję i zawsze brakowało mi twojego widoku. Uśmiechniętej mordki, twoich opowieści, wianków, leżenia z tobą i zwykłego wpatrywania się w niebo. Chyba zawsze pragnąłem posiadać kogoś z kim mógłbym dzielić codzienne dni i nie musieć być nie wiadomo kim, a w życiu miałem dużo ambicji, których nigdy nie potrafiłem dogonić… Kiedy ci o tym opowiadałem zawsze... zawsze się czułem lepiej. Może dlatego od razu dałeś mi poczucie, że nie muszę nikogo udawać, ani nic ukrywać? – Mówił i mówił, w sumie sam nie wiedział o czym, chyba po prostu to co akurat w głowie mu siedziało. – Chciałbym przestać się ciągle powstrzymywać, uciekać i… po prostu powiedzieć, że chciałabym z tobą być. Nie jako przyjaciel, klanowicz, znajomy, czy nie wiadomo kto, ale jako partner, wiesz? Chciałbym mieć pewność, że jakimś cudem nie masz tam w klanie Rzeki innego kocura, który zajmuje ci głowę i nie będzie się tak ślimaczył jak ja. Chciałbym mieć pewność, że stoimy na tej samej stronie i… i to chyba tyle. — Odsunął się kawałek, chociaż patrzył na Jaśmina to nie czuł wielkiego speszenia, może tylko zauważał własną głupotę. Ile on tak chciał czekać? – Chciałbyś ze mną być? – No i w końcu. Pytanie zawisło między nimi. Na Gwiezdnych to miało być spotkanie, a ostatecznie przyszedł z Jaśminem na Królicze Nory, by wyznać mu uczucia. Chyba nie było to najbardziej romantyczne miejsce, ale on jakoś tak ogólnie stracił większość swoich romantycznych zapędów dawno temu, więc chyba Jaśmin musiał mu to wybaczyć albo… albo nie.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Oczywiście, że Korzeń wyłapał jego zawstydzenie i oczywiście musiał dźgnąć o to Jaśmina. Co w ogóle łaciaty mógł na to odpowiedzieć, hm??? Że to wina niebieskiego? Bo przez niego czuje się jak pierwszy raz w życiu zakochany terminator? To chciał usłyszeć hmmm? Jaśminek nawet nie zdążył wyskrobać jakiejś odpowiedzi którą byłby w stanie wypuścić z pyska, bo Korzeń rozpoczął wielką przemową która… Która była tym co chciał przed sekundą powiedzieć rzeczniak. Tylko w dość pokręcony sposób, bo od razu wspominając o chodzeniu razem… Dopiero później rzucił w stronę łaciatego tyle słodkich słów. Oczywiście, że pamiętał ich pierwsze spotkanie. Choć nie wiedział czy wolał o nim zapomnieć, bo jak już teraz zachowywał się niezręcznie… To oh Gwiezdni, jak okropnie było wtedy. Aż ciężko było uwierzyć, że Korzeń zakochał się w tym frajerowatym rybojadzie… Ale wciąż, słowa niebieskiego trafiały prosto do serca Jaśminka. Poczuł się dzięki nim miło, choć nie do końca w nie wierzył, bo przecież… Rzeczniak nie był w żaden sposób specjalny. Z łatwością mógłby nazwać się nudnym. Wyglądem też nie powalał, nie miał mięśni i oh to jego durne ucho… A na dodatek był cykorem. Dalej nie oswoił się z uczuciem płynącej wody na swojej skórze. Na logikę ciężko mu było uwierzyć, że Korzeń faktycznie dzielił do niego jakieś uczucie. W końcu czemu ktoś tak silny, piękny, mądry i… Po prostu idealny wybrałby łaciatka? Gdyby nie ich częste spotkania i wyraźne sygnały, że lubil jego towarzystwo, to napewno wziąłby to za jakiś podstęp… Chciał, nie, wręcz potrzebował, usłyszeć z jego pyska kocham. Bo jego słowa mówiły o tym, były niczym jedno wielke wyznanie miłości, ale pragnął to dostać wprost.
Zimno które otuliło jego pysk, gdy Korzeń się nie odsunął mu nie przeszkadzało. Było mu tak ciepło… Serce dalej mu waliło, miał rozpalone policzki, ale oh jaki był szczęśliwy w tym momencie! - Ja… Tak. Oczywiście. Nawet nie wiesz jak długo o tym marzyłem…! Chciałem… Ja… Uhh… Gwiezdni, daj mi chwilę, bo nie mogę ułożyć myśli. - Przerwał, biorąc wdech i wydech, tak jak to go kiedyś Korzeń nauczył. Skup się łaciaty, to wielka chwila, wszyscy kibicujący wam Gwiezdni patrzą!! - Nie… Chciałbym spędzić reszty życia z nikim innym. Rozmawiałem z Łabędzią Gwiazdą i… Powiedział, że będzie mnie wspierał. Bo chciałbym… Z tobą dzielić codzienne dni. Ale też te niecodzienne, ceremonie, patrole, pogrzeby… Noce… Też… - odwrócił na chwilę wzrok speszony. Mówił coś, że przyjaciele śpią w jednym legowisku i to normalne, nie? Więc czemu dalej się tak wstydził…! - Nikt w Klanie Rzeki nie namieszał mi tak w głowie jak ty. I nikogo nie kocham tak jak ciebie - wyznał, spoglądając znów Korzeniowi w oczy i mając uśmiech na pysku. No i w końcu. Oboje mieli to za sobą… Pytanie pozostało, jak bardzo wpłynie to na nich? W sumie lepszym pytaniem było, czy w ogóle to jakoś wpłynie… Bo Jaśminek nie miał wielu pomysłów co mogą robić jako partnerzy, czego wcześniej już nie odhaczyli…
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Zanim usłyszał odpowiedź Jaśmina, poczuł lekki uścisk w żołądku, który nasilał się z każdym uderzeniem serca… a może wydawało mu się? Nadal był spokojny, rozumiał odrzucenie, dlatego tym się nie przejmował. Zamierzał uszanować każdą decyzję kocura niezależnie. Mniej spokojny był zaś co do samego faktu - jak zmieniłaby się ich relacja po tym odrzuceniu. Czy już nie spotykaliby się tak często? Czy nie przytulaliby się tak często? Czy musieliby ograniczyć wszystko co robili dotychczas? I sama… przeprowadzka?
Pytania jednak przestały mieć znaczenie, bo Jaśmin odpowiedział i to pozytywnie! Korzeń zaśmiał się na wyznanie o mętliku w głowie, O Gwiezdni jak on to rozumiał! Aż za bardzo… Wyznanie Jaśmina było jednak… bardziej wprost, lepsze jakby miał oceniać. W jego rodzinie słowa “kocham cię” raczej nie wędrowały, a on nauczył się, że najlepiej te słowa wyrażają gesty i czyny. Może dlatego samo pytanie o chodzenie było dla niego tak niezrozumiałe? Może dlatego tyle zwlekał? Bo wygodnie było jak było, bez pytań i wyznań. Wstydził się tego, ale chyba taki właśnie był. Chciał udawać, że nie był zamknięty jak Iskra, że wszystko jest dobrze i umie żyć, ale ostatecznie zawsze będzie synem Iskry i zawsze będzie miał te dobre i te złe cechy. Bo Iskra nigdy nie był złym rodzicem i nigdy tak nie uważał, ale kiedy porównywał swoje zachowanie do niego… rozumiał skąd się pewne rzeczy brały.
– Też… – wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze. – Też cię kocham – wyznał ostatecznie i uśmiechnął się. – Wybacz, że to tyle trwało. – Skrucha. Naprawdę wyrażał w tym momencie skruchę, bo były mu wstyd za siebie. Chociaż nie mógł przestać również myśleć o tym, że komuś namieszał w głowie… to było niespotykane. On? Jak? – Mam nadzieję, że w końcu uda nam się… dzielić dni i noce razem… ale powoli zastanawiam się czy nie prościej będzie zaprowadzić moją… mojego rodzica na granicę i po prostu poprosić na miejscu. Staram się z nią… nim o tym porozmawiać, ale co chwila wymiękam przez to co się dzieje. Pamiętasz o wujku co mówiłem? Że zniknął? To brat Roziskrzonej Gwiazdy, od księżyców nie mogli się pogodzić, a potem zniknął – powiedział nagle i westchnął. – Ciągle czuję jakbym naciskał na rozmowę, więc to tak naprawdę mój problem, ale jak go tak widzę często to… nie wiem brakuje mi słów – stwierdził smutno. Przy Jaśminie nigdy nie próbował udawać, chociaż miał wrażenie, że dało się go czytać jak otwartą księgę to raczej nie był szczery ze wszystkim i często udawał, mimo iż nie zdawał sobie z tego sprawy.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Jak pięknym uczuciem było mieć wszystkie wątpliwości za sobą. Wszystkie zmartwienia i myśli, że co gdyby jednak nie. [i[Kocham[/i] które wypadło z niebieskiego pyska, odbijało się echem w głowie Jaśmina, a sam kocur poczuł wyjątkowe ciepło w środku. Te słowa brzmiały tak pięknie, gdy były prawdziwe i pochodziły prosto z serca. Zupełne przeciwieństwo tego, co kiedyś usłyszał od pewnego liliowego kocura. Wtedy również się cieszył, ale tylko z faktu, że komuś się podobał i mógł uszczęśliwić drugiego kota udając, że odwzajemnia to uczucie. A teraz... To wszystko było prawdziwe. Korzeń naprawdę go kochał i Jaśminek mógł bez żadnego głupiego udawania, mógł odpowiedzieć mu tym samym. Oh i proszę, w końcu w zielonych oczach pojawiły się łzy. Kocur dzielnie walczył by nie zaczęły się lać po jego policzkach, ale był zbyt miękki, więc po prostu wytarł je łapą, zanim zrobi scenę i zamieni się w rozklejoną kupę futra.
- Rozumiem... Gdy dzieje się w rodzinie coś przykrego to... Ciężko poruszać inne, trochę... samolubne tematy. Roziskrzona Gwiazda na pewno nie miał...by ci tego za złe, ale to co proponujesz brzmi na dobry pomysł. Od razu mnie pozna i łatwiej... będzie mu podjąć decyzję. Ja też... Muszę porozmawiać o tym z resztą bliskich. Ale skoro nie idę już do przyjaciela tylko partnera to myślę, że łatwiej to zrozumieją - Wiele kotów na tej liście nie było... Ale Strumyk Piórko oraz może Piołun warto by wiedzieli. Śnieżny Płatek... Może już lepiej nie, eh. Będzie to trudne, ale musiał w końcu wykonać ten krok. Nie mógłby odejść w końcu bez słowa.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Niesamowite ile czasu stracili tylko przez strach o uczucia drugiej strony, a ostatecznie oboje ewidentnie się kochali, kiedy tak Korzeń patrzył w tył to zrozumiał jak bardzo logiczne i widoczne to było… Nie dało się być bardziej ślepym, niż oni… och, gdyby Orion tylko był w pobliżu to pewnie ostatecznie wszystko poszło szybciej i na pewno sam zaciągnąłby go na granicę żeby w końcu się odważył. Tęsknił z orientalem… ale przynajmniej miał już przyjaciela i partnera obok siebie, już nie będzie gorzej.
Łzy Jaśminka nie były niczym dziwnym, zawsze był emocjonalnym kocurem, a Korzeń właśnie to w nim kochał i dlatego też delikatny uśmiech uformował się na jego mordce, och. Brakowało mu takiego życia… brakowało mu rzeczniaka na co dzień…
– Tak… niestety. – Nie chciał od razu poruszać i mówić, że Roziskrzona Gwiazda polegał na nim tak bardzo, że czuł to w kościach, że czuł czasami jak ciężar nie chciał go opuścić. Po prostu nie chciał zmieniać nagle wszystkiego w przykrą historię o jego rodzinie, Jaśmin wiedział większość, a resztę… cóż na pewno w końcu Korzeń będzie zdolny się odezwać – Myślę, że tak… mam nadzieję! – mruknął ze śmiechem i otarł się policzkiem o policzek Jaśmina, a następnie po prostu zamknął oczy by delektować się chwilą. Zapewne zostaną na Króliczych Norach jeszcze długo, ciesząc się swoim towarzystwem, więc postarał się wyłączyć mózg i po prostu cieszyć chwilą.
Księżyce: 38 Mistrz: Spadające Niebo Płeć: kocur Matka: Tupocząca Gwiazda, Brzozowa Drzazga Partner: Ostatni już raz sprawiłem, że jej oczy płaczą
szeroki, niski, o długim, kręconym futrze barwy czekoladowej pręgowanej klasycznie. Biel na łapach, brzuchu, ogonie oraz pysku. Oczy bladoniebieskie.
nieśmiała, przyjaźnie nastawiona do świata istotka, która stara się iść przez życie pewnie i z uśmiechem na twarzy
Ślimacza Skorupka [S], Tygrys [GK] i reszta
Słyszał od jednego wojownika, że niedaleko nad granicami Klanu Gromu znajduje się miejsce szczególnie uwielbiane przez zające. Rozległy, płaski teren, pełen nor i wgłębień, w których osiedliły się całe rodziny szaraków. Kornik musiał sprawdzić czy tak rzeczywiście jest. Wyobraził sobie, jak wraca z wyjątkowo owocnego polowania, targając za sobą co najmniej kilka uszatych lokatorów. To chyba byłoby zbyt proste, co nie? No i gdyby rzeczywiście tak działało, pewnie to miejsce byłoby oblegane, nie tylko przez Gromiaków, ale również Rzeczniaków i zwykłych samotników. Coś więc musi być na rzeczy, musi być jakiś haczyk.
Pierwszym problemem, personalnym, bo ogólnie nie stanowiło to dużej przeszkody, było przekroczenie rzeki od strony tego brudnego, zabłoconego brzegu. Nie lubił ani brudu, ani wody, więc nieco czasu zmarnował na samo przełamanie się, by w ogóle tamtędy przejść. Nawet prawie się wycofał, jednak ciekawość zdominowała jego obrzydzenie do bagna i strach do nurtu rzeki, który w jego głowie wyglądał na naprawdę silny. Ale w końcu mu się udało, po dłuższym czasie i już w tamtym momencie powiedział sobie, że raczej będzie musiał szukać innej drogi powrotnej, choćby na około.
Kolejny problem, ten nieco większej wagi niż poprzedni- pole rzepaku, które rosło nieopodal. O tej porze roku łan nie był zbyt wysoki, rośliny dopiero zaczynały kwitnąć... Ale kocur i tak obawiał się, że w pewnym momencie może natknąć się na jakichś dwunożnych... Albo drapieżników, skrytych pomiędzy zielonymi pędami. Nie chciał toczyć boju na nieznanym, w dodatku pustym terenie. Będąc u siebie, zawsze istniała szansa, że ktoś zjawi się na pomoc, ale tutaj? Mógł liczyć tylko na siebie. Coraz mniej był przekonany co do tego pomysłu...
I trzeci, irytujący problem- gdy tylko postawił tutaj łapę, wszystkie zające momentalnie zniknęły. Czuł ich zapach, wyjątkowo silny i z daleka nawet udało mu się dostrzec kilka charakterystycznych głów... Ale chyba powinien zachować ostrożność od samego początku. Któryś zając musiał go zauważyć i głośnym tupaniem powiadomił współtowarzyszy. Królicze Nory nagle opustoszały, a Kornik stał w bezruchu, błądząc wzrokiem po otoczeniu. Wszystko poszło na nic. Okropnym pomysłem była ta wycieczka...
długie, rozetkowe futerko, niebieskie oczy, czarny point, duże łapki, niski
głupituki, wesolutki, przeszczęśliwy, hopecore ma na każdym kroku
Mustang, James [S]
Burrrrrk!! Tak mniej więcej brzmiał brzuch Ducha od... chyba dwóch dni! Takie są problemy, jak się nie ma pełnej miski pod nosem. Co za tym szło, wypadało iść i poszukać jedzenia. Nie był aż tak naiwny, by wiedzieć że karma nagle się pojawi gdzieś w przypadkowym miejscu, miał świadomość że lepszym będzie próbować coś... złapać. Instynkt mu podpowiadał, że wypadało tak zrobić.
Tutaj - przy króliczych norach - było chyba najlepiej próbować szczęścia. Próbować - bo przy jednym, nagłym wyskoku, cała zwierzyna zniknęła. Nie było to więc winą Kornika, a Ducha, który nie miał pojęcia jak się zabrać do roboty. Widząc jak jeden z uszaków wskoczył do dziury, kocurek starał się zrobić to samo, wciskając tam łapki. Może się uda i coś sięgnie? Może...??