Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Jak to dobrze, że Orion nie wiedział nic a nic o planach Cisa, bo jeszcze obudziłaby się w nim iskierka złośliwości, która by go przekonała do poczekania do wieczora nim zawita w te rejony. Albo schowania się gdzieś by przetestować limit cierpliwości liliowego orientala i przekonać się ile byłby skłonny na niego czekać.
Tymczasem, nieświadomy tego co go czeka, po prostu zerwał się w połowie patrolu z Zajęczym Uchem, sprzedając wojownikowi tanią wymówkę, którą złożył w ciągu dwóch uderzeń serca (czy bury oriental uwierzył? Chyba nie, ale nie siedział teraz na cynamonowym ogonie, więc bez różnicy). Zerwał kilka kwiatków po drodze, by odświeżyć dekoracje w opuszczonym legowisku. Ogólnie zamierzał tam spędzić niezbędne minimum i ruszyć na dalszą wycieczkę – nie przebywał tam długo przed dołączeniem do klanu, więc teraz to również nie miało się zmienić.
To co mogło mu pokrzyżować plany to widok liliowej sylwetki w pobliżu miejsca docelowego.
– O. – ciekawe. Nie spodziewał się tej wizyty, nie miał ułożonej w myślach rozmowy, nic. I jak kochał improwizację, tak w obecnej chwili istniało zbyt wiele opcji przebiegu spotkania. Zaczął więc neutralnie, odkładając kwiatki na miejsce. – Długo tu tak siedzisz?
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
I tak sobie siedział i siedział. Czas mu się dłużył, ale zaczął sobie sortować kamyczki znalezione w okolicy, więc nie było aż tak nudno! Poza tym, wiedział, ze warto czekać. Że musiał czekać, chciał czekać. Chciał się spotkać z przyjacielem, jakkolwiek... pogadać z nim, normalnie. Zapytać, co u niego słychać. Tak, jak było kiedyś. Nie potrzebował fajerwerków. Chciał tylko odnowić relację, którą spektakularnie zaprzepaścił.
Po... no, dość długim czasie usłyszał szelest, choć nie za bardzo się nim przejął. "To wiatr" przeszło mu przez myśl, bo spodziewał się, że naprawdę przesiedzi tutaj do wieczora. Ale mógł. Mógł nawet tutaj i spać, jeżeli było trzeba. Wcześniej uprzedził Rybołów, że go nie będzie, bo musi załatwić sprawę na śmierć i życie. Tak ją właśnie traktował. Sprawa najwyższej wagi. Kiedy więc usłyszał dobrze znajomy mu głos, którego jednak nie słyszał już tak długo... wzdrygnął się. Podniósł wzrok, jednak nie wstał z miejsca, nawet nie usiadł. Dalej leżał na ziemi, choć jego wzrok z kamyczków przeniósł się na kocura. - O. - ciekawe. Odparł tym samym, przez moment nie wiedząc co powiedzieć. A on ZAWSZE wiedział co powiedzieć. - Cze. ść. Nie wiem, chwilę. Ładne kwiatki, skąd masz? - zapytał, posyłając mu ciepły uśmiech, a potem rzeczywiście przyjrzał się kwiatkom.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Pozostawianie przebiegu rozmowy losowi póki co nie zwiastowało nic spektakularnego i gdyby Orion należał do jednostek mniej cierpliwych to uciąłby temat już na wstępie i przeszedł od razu do kwestii, które wymagały omówienia od poprzedniego spotkania, czy może nawet dłużej. Ale nie śpieszyło mu się aż tak. Istniały obecnie dwie główne możliwości. Pierwsza – Cis nie miał pojęcia jak zacząć, stresował się czy cokolwiek. Cynamon nie zamierzał mu tego ułatwiać w takim razie (czy też utrudniać, to też była opcja). Druga – Cis zamierzał ignorować borsuka w norze tak długo jak ten spał.
Byłemu samotnikowi pozostawało jedynie grać dalej w tym ich przedstawieniu.
– Mm, w porządku. – nie chciał się chwalić to nie. Orion położył przyniesiony bukiet polnych kwiatów przed liliowymi łapami. Przeważały białe i żółte główki niewielkich rozmiarów. Ładne zbiory, ale nieszczególne. – Kwitną teraz w tych trawach wzdłuż ul... Grzmiącej Ścieżki. I pewnie w wielu innych miejscach, ale akurat te egzemplarze były po drodze.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Mhm - zamruczał, słysząc odpowiedź na swoje pytanie. Jego biczowaty ogon powędrował do góry. - Dużo siedzisz obok terrrrenów wichrrru? Pachniesz nim. Ostatnio też nim pachniałeś - zapytał, posyłając mu ciepły uśmiech, na znak, że to nic złego. Ciekawy był skąd u niego tak intensywna woń owego klanu. A co, jak spotyka się z jakąś kotką stamtąd? Może stąd ten zapach, może właśnie od niej wrócił, może... się przytulali... i w ogóle... na samą myśl coś ukuło go w brzuch, jednak zupełnie zignorował tę myśl. Nawet jeśli, to przecież by się cieszył. Szczęściem przyjaciela. Bo nadal nimi byli, prawda? Swoją drogą ciekawy był, czy do Oriona doszły słuchy o awansie Cisa. W końcu to było dawno, ale samotnicy nie dostawali takich informacji w przeciwieństwie do klanów.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Uniósł brwi w lekkim zdziwieniu, zastanawiając się czy po prostu wyparcie było w Cisie tak silne, czy też jego logika kierowała się zupełnie innymi zasadami niż ogółu. Ostatnio spotkali się przecież pod Czterema Dębami. W samym centrum terenów leżących między czterema klanami, w miejscu niedostępnym dla samotników. Więc chyba nietrudno było dodać dwa do dwóch?
– Obok raczej za wiele nie siedzę, częściej mi się zdarza przebywać na ich terenach. – przyznał na tyle jasno, na ile się dało bez tłumaczenia wprost, że zdarzyło mu się dołączyć do klanu. Bo o ile mógł zrezygnować z umyślnego utrudniania rozmowy, odwracania kota ogonem i innych radości życia z tej kategorii, tak nie potrafił się zmusić do odpowiadania jak na spowiedzi.
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
I znowu tutaj jest. Blisko Klanu Rzeki. Czy to nostalgia za domem? Za miejscem, które niegdyś nazywał domem? Być może. Nawet gdyby wiedział, nie przyznałby się do tego. Ale był tutaj. Blisko granicy. Być może miał nadzieję na spotkanie się z matką.
[skała]
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Zwykle nie wychodził poza granice, jednak tym razem pomyślał, by przejść chociaż kroków dalej. Upewnić się, czy w pobliżu nie chowa się żaden samotnik. Myśląc szczególnie o jednym, konkretnym, z nadzieją, że nawet mu przez myśl nie przejdzie powrót do klanu, a jeśli jednak byłby na tyle głupi, żeby się tu zbliżyć – on sam upewni się, że szybko ten pomysł zostanie szybko wybity z głowy Szczerbatej Łapy (czy jakiegokolwiek teraz imienia mógł używać).
Gdy dostrzegł jakiś ruch w Kłującym Gąszczu, błyskawicznie odwrócił się w jego stronę, podświadomie oczekując ataku. Był poza własnymi terenami, co sprawiało, że nawet jeśli nie oddalił się zbytnio, wszystko wydawało się wokół być zdecydowanie bardziej wrogie. Kot, którego ujrzał nie wyglądał jednak szczególnie niebezpiecznie.
Tak długo, jak nie wkroczył na terytorium Rzeki nie miał powodu, by przechodzić do walki. Nie miał jednak też powodów, by traktować go na równi z kotami z klanów. Być może nawet nie był to samotnik, a ktoś jeszcze gorszy – pieszczoch. - Widziałeś tu kogoś jeszcze? – zdecydował się spytać, uważnie obserwując nieznajomego kota, na wypadek, gdyby jednak okazał się zagrożeniem.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Przerwał mu głos. Drgnął delikatnie uchem, a zaraz odwrócił łeb, prosto na innego kota. O proszę. Rzeczniak. Rzeczniacy to lubili sobie tak wychodzić ze swoich terenów, co? Zmarszczył delikatnie brwi, zaraz jednak usiadł, owinął ogon wokół swoich łap.
— Widziałem dużo kotów, musisz być bardziej precyzyjny — miauknął spokojnym tonem głosu, lustrując wzrokiem kocura z Rzeki.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Jakie dużo kotów tu widział? Klanowiczów, gdy zbliżał się za bardzo do ich granic, czy może wokół kryły się całe stada samotników, gotowe wkroczyć na ich tereny? I właściwie, co on robił w takim pobliżu Rzeki? Miał konkretny powód, by tu przychodzić czy po prostu był głupi? Były to pytania, które mógłby mu zadać, gdyby nie to, że najpierw chciał dokończyć rozmowę na jeden, konkretny temat. - Niezbyt duży. Krótkie, czarne futro. Wystające kły. – To chyba powinno wystarczyć. Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętał, jaki kolor oczu miał Szczerbata Łapa, nigdy nie przyglądał mu się wystarczająco uważnie. Dobrze, że chociaż jego zęby wyglądały dość charakterystycznie, inaczej byłby jednym z najbardziej niewyróżniających się kotów w lesie.
Nawet jeśli mówił dość spokojnie, wciąż pozostawał w pozycji gotowości do podjęcia jakiejś bardziej konkretnej akcji.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— A. To nie — mruknął tylko na słowa kocura, mrużąc ślepka. No, nie kojarzył. Bywa i tak. Było dużo czarnych kotów, ale z wystającymi kłami to chyba nie widział, hm... a przynajmniej tak myślał. Spojrzał na rzeczniaka zainteresowany.
— Dlaczego go poszukujesz? — zapytał spokojnym tonem głosu.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Czyli przynajmniej nie było go w tym miejscu, w tej chwili, to już coś. O ile oczywiście ten kocur nie kłamał, bo czy były jakiekolwiek powody, żeby mu zaufać? Nie. Więc równie dobrze można było uznać, że wciąż znajdował się w dokładnie tej samej sytuacji co przed chwilą. Przynajmniej w kwestii Szczerbatej Łapy, bo ogólnie właśnie siedział przed nim nowy problem. - Żeby się upewnić, że nie wróci. Jakbyś go jednak spotkał, to to mu właśnie powiedz. Żeby nawet nie próbował wrócić do klanu. - To, że naprawdę przekażę tę informację dalej odpowiedniej osobie brzmiało mało prawdopodobnie, ale nie zaszkodziło spróbować. I tym samym, przynajmniej w odczuciu Skały, temat wygnańca z Rzeki został zakończony. Można więc było przejść do kolejnego pytania. - A ty czego tutaj szukasz? - Jemu zaraz może dać tę samą wiadomość, żeby trzymał się z daleka, ale pewnie orzed tym lepiej było się dowiedzieć, skąd w ogóle się tu wziął.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— Teraz sobie przypominam... że pewien kocur z twojego Klanu się pytał o... prawdopodobnie tego samego jegomościa! Szpon miał na imię — mruknął, mrużąc oczka. Spojrzał z błyskiem w oku na kocura i skinął łbem. No spoko, jak nie chcieli to nie.
— Jasne — mruknął tylko.
Wojownik Rzeki zadał pytanie w jego stronę, na co Sol zmrużył oczy.
— Jak masz na imię? — zapytał się w zamian.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Na dźwięk imienia brata z jego gardła wydobyło się ciche warknięcie. Oczywiście. Nie mógł go posłuchać i zapomnieć o tamtym głupim terminatorze. A może to było coś więcej? Może miał on na niego jakiś wręcz nadaturalny wpływ, był jakimś bytem wysłanym przez bezgwiezdnych, by najpierw siać chaos w klanie, a potem sprowadzić Szpona na złą drogę. Tym bardziej musiał się postarać nie pozwolić mu nigdy powrócić, no inaczej ostatecznie Gwiezdny Klan będzie musiał zabić ich wszystkich. - Nie twoja sprawa. - mruknął jedynie w odpowiedzi na jego pytanie, nie przyszedł tu przecież szukać przyjaciół. Jego imię też zresztą nie obchodziło go ani trochę, pewnie nawet nie byłoby prawdziwym słowem, a jakimś bezsensownym zlepkiem dźwięków. - Pierwszy cię o coś spytałem.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Westchnął niezadowolony na burknięcie ze strony wojownika.
— Czy wszystkie koty w Klanie Rzeki mają kija w dupie? — mruknął, wywracając oczami. Zaraz powrócił wzrokiem do kocura.
— Szlajam się. Ja jestem Chaber. Chabrowa Łapa. Byłem kiedyś w Klanie Rzeki — mruknął, patrząc się na wojownika. Jego ucho delikatnie drgnęło, to samo zrobiła końcówką ogona wojownika.
— Jak ty się zwiesz?
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
- Lepiej by było, gdyby mieli. – Wtedy przynajmniej byłby spokój. Ale nie, zawsze musiał znaleźć się ktoś, kogo zasady obchodziły jednak niewystarczająco.
To, co powiedział później, sprawiło, że wojownik na chwilę zastygł w całkowitym bezruchu. Wybranie z własnej woli wybrał odejścia z klanu i życia poza nim (skoro spotkał już Szpona, to z pewnością musiał mieć już wcześniej okazje by tam powrócić, to nie tak, że wyglądał na uwięzionego gdzieś) oznaczało w jego ocenie coś zdecydowanie gorszego, niż jedynie urodzenie się samotnikiem czy pieszczochem. Tacy przynajmniej nie mieli wyjścia, nie to co on, samemu wybierając życie, przy którym śmierć wydawała się być lepszą opcją. Wyznanie Chabrowej Łapy musiało jednak wywołać w nim jakąś reakcję, bo westchnął i zdecydował się w końcu przedstawić. - Skaliste Zbocze.
Jednak czy miał pewność, że jego słowa były prawdą? Może po prostu przychodząc w te okolice zdążył nauczyć się już nazw klanów i imion w nich używanych w tych stronach. Dało się to jednak sprawdzić kolejnym pytaniem. - Jeśli pochodzisz z klanu Rzeki, to jak się nazywają twoi rodzice?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be