Logo Artemidy
Kłujący Gąszcz
Niedługo musiała czekać, by po usłyszeniu szelestu usłyszeć także suchy głos.... kogoś. Odwróciła się, spoglądając na kocura. Był zwyczajny. Mniejszy, choć jego postawa była chłodna. Miał dziwne uszy, jakby złamane. Nic więcej. Nic intersującego.
- To ja pytam: kto? - odmruknęła niezainteresowana, marszcząc nos. Nie widziała potrzeby, by przedstawiała się pierwsza. Jej nie zależało. Nie wiedziała kim był, nigdy go nie widziała. Nie słyszała także od patroli o kręcącym się w pobliżu czarnym, płomiennookim. Więc był nowością. Świeżakiem na tych terenach, może nawet sam nie miał pojęcia gdzie jest. Może się zgubił. Ona miała przewagę, nie miała się czego bać.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Doczekał się odpowiedzi, ale za to jakiej. Wśród drzew zapanowała cisza, nim wreszcie Bawełniana Nić mogła usłyszeć donośne parsknięcie, jakie uleciało z pyska samotnika. Samica była pewna siebie, to oczywiste; bardziej zastanawiało go - czemu? Do głowy przychodził mu jeden, najważniejszy powód - była u siebie. Wciąż czuł ten charakterystyczny zapach, jaki unosił się w tych terenach. Nie tak intensywny, jak powinien być, toteż mógł mieć chociaż częściową pewność, że jeszcze stąpał po terenach neutralnych.
Ruszył się, by skierować kroki w stronę głosu. Powoli i ostrożnie, nie jak drapieżnik zakradający się do swojej ofiary. Jego ślepia zapłonęły między drzewami, kiedy czarna sylwetka wyłoniła się w całości. Smród nasilił się, a kocur nie miał już wątpliwości - to były tereny kotki. Na jego pysku zamajaczył krzywy grymas graniczący z uśmiechem. Zmierzył ją całą swoim spojrzeniem. Potężna i duża, ale całkiem przyjemna dla oka, chociaż naderwane ucho odejmowało jej uroku.
— Niegrzecznie tak odpowiadać pytaniem na pytanie — wymruczał wreszcie, mrużąc odrobinę swoje ślepia, kiedy skoncentrował swoje spojrzenie na jej pysku. Głos miał neutralny, bardziej żartobliwy, niźli zły; gdyby był na jej miejscu, zachowałby się tak samo. — Raróg — dopowiedział po chwili, wszakże sam był bardzo grzecznym kotem - prawda? Uśmiechnął się krzywo. — Skąd ta pewność, gdy poruszasz się na obcym terenie? — zagaił wreszcie, chociaż potencjalna odpowiedź jasno świeciła mu w umyśle. Ale nie lubił bazować na własnych domysłach, wolał, gdy otrzymywał jasne potwierdzenie.
LVL 3 30 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
11
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiedy cały wyłonił się zza krzewów, przeskanowała jego ciało szybko. Nic nadzwyczajnego. Tak jak wcześniej mówiła. Bawełniana Nić nie była inaczej nastawiona do spotkań z samotnikami niż z rzeczniakami; byli jej obojętni. Wszyscy. Przynajmniej pod względem relacji, nie czuła wielkiej potrzeby zaprzyjaźnienia się z kimkolwiek, lub po prostu by utrzymać z kimś stałą i dobrą relacje. Co prawda był moment, gdy została zupełnie sama na lodzie. I nie było wtedy dobrze. Wtedy wszyscy nie byli jej aż tak obojętni. Ale ten czas minął, dawno, już zapomniała. Nigdy nie doprowadzi, by być tak słabym, by zachowywać się tak jak wtedy. Nigdy.
- Może - odpowiedziała, nie spuszczając z niego wzroku. Była ciekawa jego zamiarów. Był... pierwszym samotnikiem, nie licząc jej burego brata, z którym rozmawiała. Całą resztę przeganiała groźbami, bo ślepcy nie widzą granicy i trzeba im wyraźnie je zaznaczyć. - Bo to nie jest też twój teren - odpowiedziała także. Była w lepszej pozycji. Miała tereny własnego klanu tuż za sobą, a idąc w głąb - cały szereg wojowników w razie potrzeby. On nie miał nikogo. Choć nie uważała, by w razie nieprzewidzianego ruchu Raroga była potrzebna pomoc. Nie wyglądał na kogoś, kto mieszałby się w walki. Wyglądał na słabego.
- Bawełna.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
###

Las.
Wieki go tu nie było. Oczywiście, pamiętał jak tu wrócić - wiedział gdzie jest Grom. Wcześniej to pamiętał, żeby unikać tych terenów, teraz pamięta by móc spróbować znów zostać Gromiakiem. Być może było to błędem - być może rodzina nie chciała go widzieć, być może wszystkie obawy że zostanie pozbawiony życia na moment po wejściu do obozu były słuszne, ale… czy teraz miał powód by nie próbować z nimi porozmawiać? Nie miał już nikogo, dla kogo miałby w ogóle żyć. Był sam. Znowu. I tym razem samotność go dobijała na tyle, że nie miał ochoty się z nią użerać ni chwili dłużej.
Oczywiście, gdy w ogóle zbliżył się do Gromu, odpuścił sobie czekanie na patrol od razu. Potrzebował jeszcze chwili dla siebie, aby móc się zastanowić czy aby na pewno ma odwagę już się zobaczyć z rodziną, czy może lepiej będzie przeczekać parę kolejnych dni… Stąd też wybrał się na spacer - w kierunku sąsiedniego Klanu, jakim była Rzeka.
Chudy jak szkapa, zmęczony i zamyślony przeminął dawne legowisko swoje i Voodoo, przeszedł przez Szorstkie Skały i już - był w okolicy Kłującego Gąszczu, gdzie to w końcu wpadł na żywą duszę. I to dosłownie - wpadł! Bo zamyślony nad swoim losem, nie patrzył w ogóle pod łapy, toteż w końcu całym swoim cielskiem zderzył się z tym obcym. I tu, choć parę księżyców temu przemówiłaby przez niego złość i panika, teraz po prostu pozwolił sobie pozbierać się z ziemi i odchylić uszy do tyłu - czuł bowiem jedynie niepewność do obcego.
- Jesteś cały? - rzucił pokrótce, robiąc zaraz krok w tył, by zwiększyć minimalnie przestrzeń między nimi. Nie wiedział, czy jej nie naruszył już raz, a bardziej nie potrzebował sprawiać kłopotu obcemu. - Zupełnie nie patrzyłem gdzie idę. Moja wina.
Dodał po chwili, zmuszając się do drobnego uśmiechu półpyskiem. Co innego mógł zrobić w takiej sytuacji? Lepsze to, niż syczeć i gotować się do ataku.

//Węgorz!!
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie planował jeszcze tak szybko wracać na klanowe tereny. W końcu, miał je dosłownie tuż za plecami, więc nie czuł dużego zagrożenia. Ale żałował, że wybrał Kłujący Gąszcz na taką wyprawę. Przez długie i gęste futro co jakiś czas przystawał, bo zaplątał się w gęstwinie krzaków. Było to strasznie uciążliwe. Z nerwami mamrotał pod nosem "mysie łajno" kiedy szarpał cielskiem na boki wygrzebując się z krzewów. Pozostało na nich parę czarnych kępek sierści, ale pewnie niedługo zwieje je wiatr. Właśnie w jednym momencie wyskoczył z krzaków niespodziewanie, i nie miał okazji wyczuć i dostrzec nowego samotnika na terenie. Poczuł zaraz uderzenie w bark, ale nie było ono silne, ale dostał z białego łebka samotnika, który się zamyślił. Odwrócił głowę w tamtą stronę speszony i machnął ogonem niespokojnie. Ale tym razem nie prężył się jak ostatnio. Nie miał powodu, może lepiej nie sprawiać wrażenia groźnego, by znowu kogoś nie wystraszyć. A kocur nie wydawał się groźny.
— Nic mi nie jest - odpowiedział na jego pytanie spoglądając na bark, na którym futro było tylko troszkę spłaszczone. Przeniósł ponownie spojrzenie na biało-niebieskiego kocura, który wydawał się zażenowany całą sytuacją. Węgorzowe Gardło z Rosą mieli podobnie!
— Każdemu może się zdążyć, a nic poważnego mi się nie stało. Przecież czymś takim łapy mi nie złamiesz - rzucił rozbawiony chcąc rozluźnić atmosferę między nimi, aby samotnik nie czuł się bardziej zakłopotany.
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Połączenie słów "Dettlaff" i "niegroźny", było czymś czego w życiu usłyszeć nie miał szansy. Choć obecnie daleko było mu do krwiożerczej bestii, jaką do niedawna był, nadal miał z tyłu głowy świadomość, że cały on jest powodem do strachu. Miał wszak świadomość, że był on z charakteru dość specyficzny i gdyby bardzo potrzebować - śmiertelnie niebezpieczny. Tyle, że teraz nie miał powodu takim być. Nie chciał i nie miał sił być w ogóle zagrożeniem do kogokolwiek. Bo nie miał na ten moment dla kogo być takim, przecież był zupełnie sam. A nawet gdyby kogoś miał, o kogo musiałby się troszczyć - życie już go nauczyło, że nie dla każdego trzeba było być groźnym. Niektórzy wcale nie byli źli.
Słysząc jego odpowiedź, skinął delikatnie głową. Dobrze, że nic mu nie zrobił - bo gdyby trafił na kogoś bardziej chmurnego, mogłoby dojść do jakiejś nieprzyjemnej sprzeczki. Kłótni, lub co gorsza, bójki! Wewnątrz mógł odetchnąć z ulgą, kiedy to nieznajomy kontynuował. Nie złamałby mu łapy? No... raczej nie!
- Gdybym jakimś cudem zdołał to zrobić, zaciągnąłbym cię do Medyka - odparł, i owszem, nadal nieco zakłopotany. Dettlaff czy chciał, czy nie, potrzebował zawsze chwili, by móc się w zupełności rozluźnić w czyimś towarzystwie. - Jesteś z Rzeki. Prawda? Pachniesz, jakbyś tam mieszkał. Tylko nie zrozum źle - nie przeszkadza mi ten zapach!
Zaczął zaraz, by przejść do jakiegoś luźniejszego tematu. Skoro na kocura wpadł, mogli porozmawiać, prawda? W najgorszym wypadku, powie mu że musi iść i się rozstaną.
- Masz w futrze jakieś brudy - dodał po chwili, przechylając łeb na bok. Zdecydowanie, miał dużo rzeczy poprzyczepianych do futra.
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Miał okazję lepiej przyjrzeć się samotnikowi. Nie wyglądał szczególnie groźnie, ale przypominał mu budową parę kotów z Rzeki. U niego też trafiały się koty z tak dużymi uszami, wąskimi pyskami i szczupłymi łapami. Ale samotnik, którego teraz ma przed oczami chyba przedobrzył z tymi szczupłymi łapami i sylwetką. Obecnie nie był tak dobrze wyżywiony jak Rzeczni kompani Węgorza. Ale, co się dziwić? Pora jest taka jaka jest. Surowa, zwierzyna pochowała się do swoich nor, a koty nie mają umiejętności czołgania się w malutkich tunelach. Nie ma kota wielkości myszy. Tak się mu zdaje. Kocur wiedział dużo o klanach. Mówił o medyku, znał zapach Klanu Rzeki. Czyżby teraz trafił na dawnego klanowicza?
— Brudy? - spytał strzygąc uszami i obejrzał się na swój bok, w które były wplątane gałązki, liście i inne rzeczy tego typu. — A, tak. Tak się kończy przeciskanie przez te krzewy. Z takim futrem to nic łatwego - powiedział łapiąc za jedną gałązkę wyciągając ją z futra. Po czym znowu zwrócił pysk ku samotnikowi.
— A tak mnie zaciekawiło. Rozpoznajesz zapach klanów, wiesz o medyku. Wiesz coś więcej o klanach? - spytał zaciekawiony przekręcając głową.
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Machnął delikatnie głową na pytanie o brudach - później uśmiechnął się, gdy ten skrytykował swoje futro. Tak jakby skrytykował, bo do żadnych ciężkich słów nie padło, jedynie tyle, że utrudnia ono przechodzenie przez takie miejsca. Dettlaff na szczęście o to się bać nie musiał, że nagle zawieruszą się mu jakieś gałęzie, liście czy inne "śmieci" w futrze. A to, mimo wszystko, chyba było gorsze, bo gdyby trafił na ostry patyk, ten miałby bezpośredni kontakt z jego ciałem.
- Ah... Zależy co chcesz wiedzieć. Niedużo, ale wiem - on zaś przesunął wzrok na łapy. Ile on o Klanach wiedział? Że są granice, jakieś rangi, że jest Kodeks - zasad już nie znał. Ot, najbardziej podstawowe rzeczy, jakie kociak mógł w ogóle znać. Niemniej, nie ważne o co by go pytał - kontynuowałby rozmowę. Nawet jeśli czegoś nie wiedział, może by mu się udało nauczyć czegoś przed wstąpieniem do Gromu!
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Samotnik najwyraźniej źle zrozumiał pytanie wojownika. Potrząsnął głową na jego odpowiedź.
— Nie, nie. Nie o to mi chodzi. Sam wiem wystarczająco, bo jestem codziennie w Klanie Rzeki i szkolenie ukończyłem. Ale ty trochę wiesz. Należałeś do jakiegoś klanu wcześniej? Bo spotkałem samotniczkę, która trochę o klanach wiedziała bo rozmawiała z jedną z naszych wojowniczek - nawet nie wiedział czemu wspomniał o tej innej sytuacji. Ale mogło to podtrzymać ducha rozmowy. — Oczywiście, to nic złego. Fajnie i czasem poznać kogoś spoza klanu rodzinnego.
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Minimalnie lepsze nakierowanie go na wypowiedź wiele by nie zmieniło - nadal wiedziałby niedużo, więc i niewiele mógłby powiedzieć - stąd też rozwinięcie pytania poprzez spytanie czy był kiedykolwiek członkiem Klanu, jak najbardziej mu pomogło. Drobno skinął głową, na znak, że owszem - jest pochodzenia Klanowego.
- Grom. Jak byłem mały, mój brat zniknął. Nikt się nie przejął, więc chciałem go poszukać... I jak widać, zniknąłem sam - odparł nieśmiało, wzruszając ramionami. Cóż, to tajemnicą być nie musiało - za Kociaka robi się głupie rzeczy, a ucieczki z obozów nie były niczym nadzwyczajnym. Choć Dettlaff tego nie wiedział, pozostałe jego rodzeństwo również wybywało z terenów Gromu - tyle, że ci zwykle wracali. - A teraz mnie tam nie ma, bo nie jestem pewien co się stanie, jak nagle zobaczą mnie na granicy po takim czasie. Przeszło ponad trzydzieści księżyców...! Wiem więcej o świecie wokół, niż o Klanach!
Łbem pomachał delikatnie na boki, zmuszając się do uśmiechu - w tym wypadku wielce smutnego, bezradnego. Kto wie tak naprawdę, co się stanie jak spotka innych? Co jeśli - tak jak się bał całe życie - zostanie zabity? Mógł jedynie myśleć, spekulować i pogłębiać strach.
- Mi też jest miło - tyle, że w odróżnieniu od nieznajomego, oriental cieszył się, że do kogokolwiek mógł otworzyć pysk. Samotność gryzła w zad gorzej, niż rozwścieczone osy. - Masz imię?
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Odpowiedź samotnika ucieszyła Węgorzowe Gardło, sam nawet nie wiedział czemu. Może dlatego, że lepiej mu będzie rozmawiać z Gromowiczem? Ale nie miał problemów przy rozmowie z Rosą, a ona ma tylko krew jednego z klanów. A może to dlatego, że przypadek samotnika brzmiał podobnie do przypadku Węgorzowego Gardła? Kto wie co zrodziło się w jego czarnym łebku.
— Najważniejsze, że wróciłeś w te rejony cały - zauważył z drobnym uśmiechem by dodać mu trochę otuchy. — Wiesz, byłem raz w podobnej sytuacji co ty. Też zaginąłem. Wyruszyłem na poszukiwanie swojej zaginionej terminatorki i udałem się na Ziemie Niczyje, gdzie pogoniły mnie psy z dala od terenów klanów. Też się bałem czy zechcą mnie znowu przyjąć. Bo może uznali, że postanowiłem zostać pieszczochem i wieść wygodne życie. Ale, było naprawdę dobrze. Nikt mnie nie przywitał pazurami czy też szponami - powiedział. Okres oczekiwania był dla niego najgorszy. Kiedy rozpoznał już tereny klanów był przekonany, że to koniec jego podróży, ale wtedy zaczął się faktycznie zamartwiać. Martwił się, czy Klan Rzeki przyjmie go z otwartymi ramionami czy też pogardzi nim i przegoni czarnego wojownika jak włóczęgę.
— Najlepiej będzie, jeśli pójdziesz na granicę i przekonasz się o tym sam. Wiesz, lepiej wiedzieć niż tylko zamartwiać się własnymi domysłami. Może i będzie zdecydowanie lepiej niż ci się wydaje - przejechał ogonem po głowie kocura pokrzepiająco. Na pytanie o imię, Węgorz poczuł się głupio, że na początku się nie przedstawił.
— Jasne. Węgorzowe Gardło, a jak z tobą? - spytał, oczywiście dalej w kontekście imienia.
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Najważniejsze? A to dopiero, swego rodzaju radości z tego, że udało mu się trafić tutaj bez szwanku było... cóż, dziwnym było to, że usłyszał to z pysku kota, który nie zna go dłużej niż pięć minut. Byli sobie obcy, a wybrzmienie tego porównać można było do znajomości od wielu długich księżyców. Nie przeszkadzało mu to jednak, takiego typu wsparcie zawsze jest miłe dla ucha. Uśmiechnął się więc delikatnie w wyrazie wdzięczności. Zaraz jeszcze otrzymał krótkie wyjaśnienie, co do porozumienia że byli w dość podobnej sytuacji.
- W moim wypadku najbardziej się boję chyba rodziców... Jedyne co wiem, to że zawsze im przeszkadzało jak to ich poprzednie dzieci się nie sprawdziły, że ginęły szybko, znikały z Klanu. I ja! Tak o, hyc, nie ma mnie. Z jednej strony, może im pokażę że tak łatwo się mnie nie da pozbyć... - o ile na niego spojrzą. Mogło równie dobrze być tak, że uznają go za nikogo godnego uwagi, a to - choć okrutne - byłoby lepszym, niż mierzenie się z ciętymi uwagami, co do bycia zdrajcą czy czymś z tych rzeczy. I choć "rodzic kocha najbardziej", w tych miłość zastąpiła ambicja.
- Miałem zamiar... - został dotknięty. To, co miało być pokrzepieniem, na krótki moment zmroziło mu krew w żyłach. Nie wiedział jak zareagować. Przyglądał się mu jedynie wielkimi oczami, jakby czekał na jakiś atak - jednak do tego nie doszło. I już po momencie, gdy połączył fakt, że dotyk nie musi równać się z krzywdą, odetchnął cicho i uśmiechnął się pod nosem. Łeb zaś wystawił w jego stronę, niemo pokazując mu, że w wypadku gdyby gest chciał powtórzyć - droga wolna. Raczej... bo chyba teraz nie zrobi nagle mu krzywdy, co nie?... - ...Ale chciałem jeszcze trochę o tym pomyśleć. Muszę ułożyć sobie w głowie parę scenariuszy co mówić, jak się zachowywać na wypadek gdyby coś poszło nie tak i... Po prostu. Stresuję się tym.
Mruknął cicho. Nie było w tym żadnej tajemnicy - kto by się nie stresował!
- Dettlaff - odpowiedział, kiwnął delikatnie głową jakoby na przywitanie. Choć było to niewymagane, to było jedną z dziwności dzikusa. - W Klanie Szczur.
Uzupełnił o tę informację. Jeśli by kiedyś dołączył do Klanu, przynajmniej Węgorz będzie wiedział, o jakiego kota dopytywać. O ile by chciał o niego dopytywać!
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przykro było słuchać, jak kocur obawiał się reakcji rodziców. Z reguły, rodzice powinni się cieszyć, że ich dziecko wraca do klanu bez szwanku. To zawsze o czymś świadczy. Że ich syn jest pewny swojego miejsca w klanie, a takie zniknięcie było wyrazem troski o swoje rodzeństwo. Ale, cóż, rodzice są różni. Może i Dettlaff słusznie się obawia.
— Chciałbym powiedzieć, abyś tak bardzo nie polegał na zdaniu rodziców... Ale wiem, że jest to trudne. Z reguły, dla niektórych rodzice są najważniejsi.
zwłaszcza, kiedy reszta rodzeństwa zaginęła - pomyślał ponuro kocur. Na chwilę obecną z kociąt Wydmowego Wiatru, Węgorzowe Gardło ostał się jako jedyny. Co go niezmiernie bolało. Za gardło ściskała go również nieprzyjemna myśl - wkrótce zostanie sam, gdyż matka teraz nie staje się młodsza, a przeciwnie. Wiedział, że wkrótce zostanie sam. A ta myśl go przerażała.
— Rozumiem. Granica z Klanem Gromu jest niedaleko. W razie czego, mogę cię tam odprowadzić, abyś nie czuł się samotny do czasu przyjścia patrolu, ale możemy i zostać tutaj dłużej - zaproponował z lekkim uśmiechem. Wiedział bardzo dobrze, jaki to stres. I chciał chociaż trochę wspomóc Szczura. Taka natura Węgorza, pomocny kocur. Ale i trochę naiwny.
— Zakładam, że nie zdążyłeś odbyć żadnych szkoleń, nie? Bo chyba dość młodo zniknąłeś z klanu - spytał po przedstawieniu się przez kocura. Dobrze wiedzieć na przyszłość, o kogo ma pytać.
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
A i owszem - było to trudne! Piekielnie trudne. Niemniej, jęczenie o strachu niewiele mu pomoże. Oczywiście, nie przestanie o tym tak o myśleć, nikt w ten sposób nie działał, ale... cóż. Pójdzie na granicę, dołączy do Klanu, zobaczy co powiedzą matka z ojcem. Na ten moment strach mógł mieć po prostu wielkie oczy, a kocur martwił się zupełnie o nic.
- Jeśli tylko chcesz... Możemy się tam razem przejść. Nie chciałbym przypadkiem zabierać ci zbyt wiele czasu, jakoby nie patrzeć... Masz swój Klan i własne obowiązki - odpowiedział mu uśmiechem - drobnym, delikatnym, ewidentnie nieśmiałym. Nie miał powodu z nim iść gdziekolwiek! To jest, Szczurzysko by mu nie zabroniło iść gdziekolwiek by chciał, towarzystwo zawsze dobrze, ale nie chciał by miał później kłopoty, czy żeby się później źle z tym czuł czy... coś!
- Klanowych? Nie. Bo... zakładam, że trening to coś więcej niż polowanie i walczenie. Inaczej nie byłoby koniecznym uczyć się tak długo, co nie? - bo te dwie wspomniane umiał. Musiał, inaczej nie byłby w stanie przeżyć zupełnie sam tak długo.
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ucieszył się, że Dettlaff zgodził się na późniejsze odprowadzenie pod granicę. Nie przeszkadzało mu to kompletnie. Cóż, ma swoje obowiązki, to fakt. Ale każdemu należy się taka odrobina luzu, no nie? Poza tym, nie jest jedynym wojownikiem w całym Klanie Rzeki. Nadrobi to na spokojnie!
— Spokojnie, sam ci to proponuje. A poza tym, nie zaszkodzi mi chwila odpoczynku i takiego luzu - powiedział. No niestety, trening nie polegał tylko na polowaniu i walczeniu. Ale trening medyków trwa jeszcze dłużej.
— I dobrze zakładasz. Nie wiem jak jest w Gromie, ale ja uczyłem się walki, jak podchodzić daną zdobycz i łowienia. Jeszcze do tego dochodziła nauka o granicach, rangach i kodeksie wojownika. Długo to zajęło, ale medycy uczą się jeszcze dłużej - pamiętał Barwną Wodę, który sporo czasu był łapą. Ale co się dziwić, medycy mają znacznie więcej do nauki od wojowników.
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości