Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
- Mieszkam w okolicy wraz ze starszą siostrą. - odpowiedziałem na jedno z pytań wojowniczki. Ile mieszkaliśmy w naszej norze z Ringo? Dwa księżyce? Trzy? Nie zwróciłem w ogóle na upływ czasu uwagi. Żyło nam się dosyć sielankowo. Oczywiście jak na samotników którzy nie mają jakiegoś super doświadczenia w czymkolwiek. Rzadko kiedy głodowaliśmy, nasza nora zapewniała nam dosyć dobre schronienie, przyjemnie spędzaliśmy wspólnie czas... Żyć nie umierać.
- Wybacz, ale nie widziałem nikogo takiego. - odparłem. - A powiesz może jak ma na imię? Jeśli ją spotkam, to powiem jej, że ją szukałaś. - chciałem jakoś móc pomóc kotce w znalezieniu jej siostry. Sam bym najprawdopodobniej bym popadł w wielką panikę gdyby pewnego dnia Ringo po prostu zniknęła, nawet jeżeli nie jest ona moją prawdziwą siostrą.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
- O-oh, dobrze, że nie jesteś tu sam. Jak się nazywa? - Wydma spytała się, nie tylko z grzeczności, a także ciekawości. Może widziała ją kiedyś na granicy? Cóż, przekona się, gdy tylko Pajęczyna jej odpowie. Pewnie nie, ale jakby co, to nadal nie było niegrzeczne i mogła spokojnie "nie urazić" kocura. Który to, tak w ogóle, miał miał piękne umaszczenie, szczególnie na głowie! Futerko było krótkie, a uszy bardziej trójkątne, takie jak... Gilowe Gardło?
- M-ma na imię Klonowa Ł-łapa, ale może prze-przedstawić się jako Klon lub Jaworrka. - wyrzuciła szybko, zanim nie upadła na ziemię. Czy wcześniej się tak załamała? Chyba nie. Jej jedyna siostra, z którą miała tak dobry kontakt w dzieciństwie... A teraz jej nie ma. Wstała. - Przepraszam cię. J-ja się boję o moją siostrę. Nie lubiła być zbytnio sama. - dodała, dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, że może Klon powinna poszukać na osiedlu? Czy powinna się spytać Świetlikowej Gwiazdy, czy może iść jej szukać, czy może zostawić tę "robotę" Ciemniejącemu Niebu?
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
- Ma na imię Ringo, chociaż kiedyś gdy należała do Klanu Gromu, nazywała się Grążel. - może Wydma spotkała kiedyś Ringo? Dosyć w to wątpiłem, ale przedstawienie obydwóch imion oraz powiedzenie, że należała do jakiegoś klanu, to raczej nic złego. Klonowa Łapa, Klon, Jaworka... Powtórzyłem imiona którymi przedstawia się zaginiona siostra wojowniczki. Rozumiałem, że musi jej być teraz ciężko i nie miałem za złe jej chwilowego załamania.
- Nie musisz przepraszać. To zrozumiałe. - próbowałem zapewnić ją, że nie powinna za to nikogo przepraszać. To przecież nie jej wina, że Klonowa Łapa zniknęła i ona sama teraz się o nią strasznie boi.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
- Huh, nie znam jej niestety. Klan Gromu jest jednak zaraz obok, byłam wiele razy na partrolu z granicą z Klanem Gromu. - czy to obchodziło kocura, czy nie, to w końcu były słowa, które pozwalały na nie skończenie rozmowy. Bo właściwie nie chciała kończyć tej rozmowy, bo w końcu to jest kot, który może jej pomóc znaleść zaginioną siostrę. Wydma jednak nie plakała, jak już to gdy za mocno słońce świeci, lub jakby ktoś bardzo, bardzo ważny by zginął, co według rudej się nie zdarzyło.
- Yhm... - chlipnęłam, wycierając łapą łezkę. - Twoja siostra pochodzi więc z Klanu Gromu, a ty? - przeczuwała, że dwa koty nie są prawdziwym rodzeńśtwem, dlatego chciała dopytać, już normalnym głosem.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
Nie zdziwiłem się jakoś niesamowicie gdy ta powiedziała, że nie zna Ringo. Moja siostra nie była za bardzo znana we własnym klanie, więc czemu tak naprawdę miałby znać ją ktoś z zupełnie innego klanu? Wydma po chwili jeszcze zadała pytanie dotyczące mojego pochodzenia.
- Nie jestem pewien... Chyba byłem pieszczoszkiem. - odpowiedziałem, w środku czując lekką pustkę. Niby pamiętałem ciepło domu dwónogów, przyjemny i łagodny zapach mamy, piskliwe głosiki mojego rodzeństwa, jednak wspomnienia te wydawały mi się... Strasznie odległe i nierealne. Nie potrafiłem sobie przypomnieć jak wyglądał pysk mojej mamy, ani też jakiego koloru było jej mięciutkie futerko. Nie pamiętałem też czy aby na pewno byłem u dwunogów, czy też może po prostu w jakiejś dziupli. Nigdy nie pielęgnowałem tych wspomnień, zwłaszcza gdy mój ojciec średnio mi na to pozwalał. Przez chwilę patrzyłem się na swoje łapy, czując lekką frustrację gdy starałem sobie przypomnieć jakieś detale związane z moimi trzema pierwszymi księżycami życia.
- ...Chyba byłem. - powtórzyłem, po czym mój wzrok ponownie wylądował na wojowniczce.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Cóż, świat czasem nie jest tak duży jak się zdaje. Z większym szczęściem może by się okazało, że znała kotkę? Jednak to chyba nie w tym życiu. Na razie jej nie znała.
- W sumie to widać... masz ciekawe futerko. - dopiero uderzenie serca później, gdy już Pajęczyna pewnie wszystko usłyszał zdała sobie sprawę z tego, jak to zabrzmiało. - Przepraszam, jeśli cię obraziłam! Chodzi mi o to, że masz nietypowe futro dla kotów żyjących w Klanach oraz samotników. - wyjaśniła.
To smutne, że kocurek nawet nie znał swojego pochodzenia. Gdyby wojowniczka znała dokładniej jego historię pewnie łezka w oku by się zakręciła. Jednak brat Ringo prawdopodobnie nie chciałby jej tego opowiedzieć, nawet jakby błagała na kolanach. Chociaż nie, koty nie mogą błagać na kolanach... no to w jakiś inny sposób.
- Chyba... oh. Moja mama chyba też urodziła się jako kot domowy, ale nie jestem pewna, nigdy nie mówiła o tym dokładniej. - dodała. Ubłocona Mordka została przygarnięta do Klanu Rzeki po tym, jak jej rodzeństwo i matka zginęli. Nie wiedziała jednak kto się nią zaopiekował, ani dlaczego jej rodzina znalazła się na terenach Klanu lub w ich pobliżu.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
Lekko nastawiłem uszy gdy wojowniczka powiedziała, że mam ciekawe futro i moment później zaczęła mnie przepraszać.
- Nie uraziłaś mnie. Wiem, że moje futerko dosyć rzuca się w oczy i dużo kotów bierze mnie za pieszczoszka. - większość innych samotników których spotkałem nazywało mnie pieszczoszkiem tylko ze względu na ubarwienie mojego futerka i sylwetkę. Jej komentarz na pewno nie był dla mnie obraźliwy, albo chociaż przynajmniej nie aż tak jak komentarze włóczęg i innych samotników.
- I większość samotników mówi, że klanowe koty nie mają serca... - powiedziałem do siebie. Gdyby tak było, to Klan Rzeki nie przyjąłby matki Wydmowego Wiatru. No i sama Wydma wydawała się być dosyć miłą wojowniczką.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Bo każdy kot mógłby inaczej odebrać takie coś. W końcu nie każdy samotnik był kiedyś pieszczochem i nawet jeśli Pajęczyna nim był, to jego pochodzenie mogło go... zaboleć.
- To dobrze. Wiesz, to zawsze możesz się pochwalić oryginalnością! Nie widziałam chyba ani jednego kota, który by miał przynajmniej podobne jak ty futro! - no, nie jest łatwe nawet takie dobranie rodziców, by umaszczenie dawnego pieszczocha powstało, wiec gratuluję. Skoro słyszał to już parę razy, zapewne ustawione trochę w gorszym świetle dla kocurka to lepiej dla Wydmy, bo sobie uratowała właśnie skórę.
- Cóż, a w Klanach o samotnikach można powiedzieć tyle, że są dużo gorsi. Ty jesteś całkiem miły, wiesz? - mruknęła do kocura. Jednak ich rozmowa przerodziła się teraz w pogawędkę o różnicach między nimi.
A miała ona być rozmową stricte: widziałeś Jaworkę? Poczekanie na odpowiedź, podziękowanie lub prośba, aby jej powiedzieć, gdyby gdzieś tu była i nara. Plus powinna już wracać. Nie chciała być za długo nieobecna. - Muszę cię przeprosić, Pajęczyno, muszę jednak już wracać. Jeśli będziesz widział gdzieś Jaworkę, proszę, powiadom kogoś, kto będzie przechodził po tamtych terenach, gdzie wracam. Dziękuję, ci, do widzenia! - ostatnie zdanie krzyknęła już, odchodząc. Po chwili była już na Rzecznych terenach. Złapie coś po drodze i wróci do domu.
//zt, dzięki za sesję!
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Potrzebowała chwili wytchnienia od klanowego gwaru, by uspokoić ciężkie, przytłaczające myśli i pozbierać się do kupy przed kolejną konfrontacją z niegdysiejszą rodziną i obowiązkami. Postanowiła przejść się na ziemie niczyje, a konkretnie w stronę Łanu Rzepaku, gdzie - jak liczyła - zaszyje się w gąszczu pozostałości po wysokich roślinach. Stwierdziła, że zapoluje w drodze powrotnej, dlatego też nieszczególnie przejmowała się zapachami, które przynosił wiatr, lecz aktywnie je segregowała w małych szafeczkach w głowie, by przypadkiem nie wejść na jakiegoś spoczywającego przy norze w ziemi lisa, czy inną polną cholerkę.
Kormoran to kocur zbudowany z długich linii, wysoki i postawny, osadzony na szczupłych, atletycznych łapach. Ma ciało sportowca, pozbawione grama tłuszczu, ale za to całe obleczone w wyćwiczone mięśnie, skrywane pod krótkim, jednolicie czarnym futrem. Jedynym odstępstwem od tej barwy jest niewielka plamka bieli na piersi oraz kilka białych wąsów, a także intensywnie zielone ślepia w kształcie migdałów. Skórę kocura rysuje kilka mniejszych i większych blizn, w tym najbardziej widoczna ciągnie się po skosie przez grzbiet od wystającej łopatki po linię żeber.
Jak go zobaczysz, pomyślisz - żartowniś i bajarz. Zwodzi i czaruje, uśmiecha się miło, czasem wymknie mu się drobna złośliwość - ale to tak z sympatii. Karmiąc półprawdami, zdobędzie twoje zaufanie i pokaże idealnie odegraną, jasną stronę swojego charakteru, zamykając na klucz drzwi do ciemnego serca. Potrafi być szarmancki, gdy tego chce i okrutny, gdy wymaga tego sytuacja. Jak zajdzie taka potrzeba zostanie twoim przyjacielem - ale uważaj, bo możesz się kiedyś obudzić z pazurami na gardle. Bowiem wyznaje zasadę - trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale jeszcze bliżej trzymaj swoich wrogów - a za tego pierwszego nie uważa nikogo.
Śliski Brzeg (KC), Konik (KR)
Los Kormorana splótł się z Klanowymi kotkami, jednak nie był to żaden trwały, perspektywiczny związek, a bardziej wakacyjny romans, który kończył się wraz z latem i powrotem do codziennego, rzeczywistego życia. Kormoran poruszał się wśród wojowników jak podróżnik wśród tubylczego ludu i tak długo, jak trwała fascynacja innością i nowością, tak długo chciało mu się ich poznawać. W końcu jednak nie mieli mu do powiedzenia niczego już mu nieznanego, zresztą wzywało go jego własne, prywatne życie, którego nie dało się prowadzić będąc dwoma łapami w mieście, a drugą parą na Klanowych ziemiach. Zbyt dużo czasu mieszczuchowi schodziło na wędrówkę pomiędzy jednym, a drugim, a czas ten zaczął być cenny. Księżyce nie zmieniały nic w świecie leśnych wojowników, opartym na prehistorycznych zasadach, kiedy w mieście tydzień zmiatał ze sceny jednego gracza, by zamienić go kim innym. Kormoran zdał sobie sprawę, że jeżeli chciał przed setką znaleźć stałe miejsce na miejskiej szachownicy, z którego nie tak łatwo będzie go zastąpić zwykłym pionkiem, musiał mniej bywać, a więcej być. Więc zostawił za sobą zielone łąki i lasy, zagłębiając się na dobre w szarej dżungli.
Kiedy się z niej wyrwał, liście zdążyły zbrązowieć i opaść, ścieląc ścieżki różnokolorowym dywanem. Nie obawiał się, że nie będzie miał do czego wrócić - wiedział w czyich łapach zostawić interes, ba, uważał, że to nawet dobry moment zniknąć na chwilę z pola widzenia. Dać zatęsknić tym, dla których był użyteczny, uśpić czujność tych, którzy mieli go już dość. Nie wątpił, że po powrocie zastanie jakiś nowy bajzel, ale na tym polegała cała zabawa, a tymczasem nie zaprzątał sobie tym głowy. Natomiast, kiedy przekroczył płot odgradzające siedlisko koni od progu lasu, jego myśli momentalnie popłynęły w stronę niegdysiejszych znajomych. Kogo zeżarł drapieżnik, a kto nie wytrzymał presji Klanowego życia i czmychnął w siną dal, a w kim Kodeks i rutyna zabiły jakąkolwiek ciekawość inności? Przechodząc sprężystym krokiem po powalonym drzewie, spojrzał w swoje odbicie i zatrzymał się na chwilę by poprawić potargane futro. Ostatnie przygody nie oszczędziły mu paru nowych rys na mordce, na przedniej łapie okrężnym ruchem wił się ślad po drucie, ale zielone ślepia błyszczały czujnie i zaczepnie, sugerując jasno, że ducha miejskiego bawidamka nic nie załamało. Kormoran zmrużył oczy i tym samym odpowiedziało jego drugie, nieco rozmyte "ja" na wodzie i ruszył dalej, rozglądając się z leniwą ciekawością. Zdążył się przemieścić niemal wzdłuż całej północnej granicy Klanów, zanim zmysły go zaalarmowały o obecności innego kota. Stanął, kołysząc długim ogonem zanim na dobre nie zlokalizował źródła i nie namierzył szarobeżowej, skwaszonej kocicy. Ten obrazek nie zachęcał do zaczęcia rozmowy, a już z pewnością nie do nonszalanckiego flirtu, którym Kormoran zwykł zabawiać wszystkie napotkane kotki, zainteresowane czy nie. Jednak mieszczuch nie należał do kotów poddających się łatwo, a wyciśnięcie jakiejkolwiek formy uśmiechu z tak jadowitej mordki musiało być okupione większą ilością zabawy. So, show must go on. - Klanowe grancie zrobiły się dla Ciebie zbyt ciasne? - Rzucił, unosząc wyżej brodę. Nie zmniejszał dzielącej go od kocicy odległości, dając jej dużą przestrzeń do reakcji. Gdyby okazała się walniętą wariatką i opętana żądzą samotniczej krwi chciała rzucić się mu do gardła, zdążyłby zarządzić odwrót, chociaż taki scenariusz pozostawiał jako możliwy, ale mało spodziewany. Prędzej zakładał, że go opluje, albo potraktuje wyświechtaną gadką.
♠️ ♦️ pragnę burz które gdzieś w oddali szarpią noc w żyłach cwału marzeń lęków co się zdarzyć ma niezdeptanych ścieżek które pierwszy przebyć mam ♥️ ♣️
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Podążała starym, utartym szlakiem, który już niegdyś zdarzyło jej się przemierzyć. Wspomnienia o matce wypierała z głowy, choć te powracały z każdym spojrzeniem na rude futro siostry, bądź zmęczony ojcowski pysk. Od dawna wmawiała sobie, że jej nienawidzi i ten niewielki brak spotyka się z obojętnością, lecz w rzeczywistości nie da się wyzbyć głęboko zakorzenionej sympatii do istoty, która była jej, bądź co bądź, współtwórcą. Lekkie podmuchy mroźnego wiatru przynosiły natomiast rozmaite zapachy, które opatulały jej głowę i pozwalały nie zapędzać się w czarny kąt pesymistycznych myśli, które to pchnęły ją do wyruszenia w stronę Łanu Rzepaku. Rzekomo skrywanie się przed wścibskim okiem świata pomagało. Gówno prawda. Pogrążało jeszcze bardziej.
Zacisnęła mocniej zęby, czując nieprzyjemny ucisk w gardle, kiedy świadomość o rozpadającej się z każdej strony rodzinie wypływała na wierzch. Na szczęście, bądź też nie, dziś nie trwało to długo. Wszystkie negatywne emocje zostały przegnane silnym porywem wiatru, który uderzył w nią znienacka, przynosząc obcy zapach. Nietypowy, inny, a jednocześnie dobrze znany. Połączenie zapachu kota z odorem Grzmiącej Ścieżki, a także kilkoma innymi nutami, trudnymi do wychwycenia.
Odwróciła się w stronę czarnego jak noc kocura, zawieszając spojrzenie na jego zielonych ślepiach. Wystarczyło jedno uderzenie serca, by przesunąć spojrzeniem po całej jego sylwetce, dochodząc do dwóch wniosków: obcy jest trochę podobny do Świetlikowej Gwiazdy i z pewnością trudzi się samotniczym życiem. - Granice są umowne... Samotniku - zwłaszcza dla Ciebie. Majtnęła ogonem na bok, unosząc lekko prawą brew - Kto by się sprzeciwił, gdyby nazajutrz Łan Rzepaku należał do Klanu? - ograniczenie swojego domu do takiego, a nie innego skrawka ziemi było tylko i wyłącznie kaprysem przywódcy, któremu pazerność nieznana. Każdy klan mógłby rozrastać się na dwie strony świata bez najmniejszych problemów i przeciwwskazań. Kolejne dwie podbić należałoby siłą, lecz sąsiedzi rzeczniaków do najsilniejszego narybku się nie zaliczają.
Kormoran to kocur zbudowany z długich linii, wysoki i postawny, osadzony na szczupłych, atletycznych łapach. Ma ciało sportowca, pozbawione grama tłuszczu, ale za to całe obleczone w wyćwiczone mięśnie, skrywane pod krótkim, jednolicie czarnym futrem. Jedynym odstępstwem od tej barwy jest niewielka plamka bieli na piersi oraz kilka białych wąsów, a także intensywnie zielone ślepia w kształcie migdałów. Skórę kocura rysuje kilka mniejszych i większych blizn, w tym najbardziej widoczna ciągnie się po skosie przez grzbiet od wystającej łopatki po linię żeber.
Jak go zobaczysz, pomyślisz - żartowniś i bajarz. Zwodzi i czaruje, uśmiecha się miło, czasem wymknie mu się drobna złośliwość - ale to tak z sympatii. Karmiąc półprawdami, zdobędzie twoje zaufanie i pokaże idealnie odegraną, jasną stronę swojego charakteru, zamykając na klucz drzwi do ciemnego serca. Potrafi być szarmancki, gdy tego chce i okrutny, gdy wymaga tego sytuacja. Jak zajdzie taka potrzeba zostanie twoim przyjacielem - ale uważaj, bo możesz się kiedyś obudzić z pazurami na gardle. Bowiem wyznaje zasadę - trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale jeszcze bliżej trzymaj swoich wrogów - a za tego pierwszego nie uważa nikogo.
Śliski Brzeg (KC), Konik (KR)
Uśmiechnął się na odpowiedź, którą go uroczyła. Nie z kurtuazji i musu, a rzeczywistego zadowolenia ze słów opuszczających skwaszoną mordkę. Dawały one światełko nadziei, że napotkana Rzeczniaczka - tak, musiała być z Klanu Ryb i Bagna, bowiem te wonie atakowały wściekle nozdrza samotnika - nie zamknęła jeszcze swojego umysłu, za to dając myślom swobodnie fruwać i wychodzić poza utarte Klanowe schematy. Kormoran takich właśnie rozmówców poszukiwał, i zresztą, tylko tacy chcieli z nim rozmawiać, a nie wyskakiwali od razu ze świętą krucjatą przeciwko włóczęgom i ochroną bezcennych granic. Ponadto mieszczuch lubił towarzystwo kocic o ciętym języku i wartkiej inteligencji. Nie musiały być wtedy specjalnie ładne, bo przynajmniej smakowita aparycja nie rozpraszała w interesującej konwersacji. Na inne mógł sobie popatrzeć, spędzić trochę czasu i zabawy, ale potem zapominał ich imion i numeru telefonu. Ups, znaczy, numeru domu i znaczka przy obroży. Takie brzydkie, ale mające coś do powiedzenia, mogły się czasem załapać na drugą randkę. - To akurat prawda. - Zmrużył oczy, powoli taksując całą szaropłową sylwetkę, centymetr po centymetrze. Jednak kiedy mówił, wracał spojrzeniem na wysokość oliwkowych, skośnych ślepi, patrzących nań bez sympatii. - Na pewno nie zasiedlające ten teren badylarki czy jeże. - Bliźniaczo do niej uniósł prawą brew, a za nią w górę podążył kącik pyska po tej samej stronie. - Jakiś samotnik mógłby , jednak siła jego argumentacji byłaby raczej mizerna, czyż nie? Natomiast na pewno lament podniosłyby pozostałe Klany głosząc teorie o równowadze, równości i tak dalej. - Klany dzikich kotków dawno przestały być dzikie i stosować prawo silniejszego. Przynajmniej tak przedstawiał się ich aktualny obraz w oczach Kormorana. Mieszczuch przyzwyczajony do surowych zasad (czy też ich braku) miasta, gdzie wygrywał ten silniejszy lub sprytniejszy, słabsze jednostki eliminował głód lub ich pobratymcy, a gadki o równości zostałyby zbyte histerycznym śmiechem. Czy Klanowa hierarchia była postępem, czy krokiem w tył, czarny kocur nie potrafił stwierdzić, ale raczej uśmiech politowania mu się cisnął na pysk za każdym razem, gdy myślał o wojownikach-mróweczkach. Taki sam, jaki im, gdy patrzyli na niego.
♠️ ♦️ pragnę burz które gdzieś w oddali szarpią noc w żyłach cwału marzeń lęków co się zdarzyć ma niezdeptanych ścieżek które pierwszy przebyć mam ♥️ ♣️
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Końcówka jej ogona rytmicznie unosiła się i opadała, jakoby w lekkim zniecierpliwieniu, kiedy zielone ślepia kocura opuszczały docelowe miejsce uwagi i przenosiły ją na dwukolorowe ciało, tak jakby doszukiwał się w nim odpowiedzi na wszystkie pytania tego świata. Zacisnęła mocniej zęby, poruszając mięśnie żuchwy, lecz szorstki język przyjmował właśnie lekcje cierpliwości i wstrzymania, bowiem paplanie tego, co ślina na język przyniesie, prędzej czy później musiało odnaleźć swój kres. - Każdy z klanów posiada otwartą granicę z przynajmniej jednej strony, w którą to mogą brnąć, poszerzając swoje włości - zaczęła od oczywistego faktu, zawieszając go na chwilę w powietrzu, by mógł podkreślić złożoność kretynizmu i płytkiej myśli, jaka najczęściej przytruwała klanowe przekonania - Choć, oczywiście, dla większości łatwiej jest doszukiwać się błędów sąsiada i życzyć mu źle, niźli wziąć sprawy w swoje łapy i zająć się własnym skrawkiem trawy - przecież pielęgnacja własnego ogródka to zbyt duży wysiłek, wymaga dużego nakładu pracy i czasu. Łatwiej jest przejść przez płot i tam rozpowszechniać swoje omylne racje, tupiąc nóżką w złości, zakładając rączki na piersi, by ostatecznie teatralnie unieść kudłaty czerep ku niebu i prosić o interwencję policję, no, to znaczy powoływać się na Gwiezdny Klan i grozić jego gniewem.
Zdaniem Jastrzębiej Klan Gromu winien był zapłacić już dawno temu za swoją butność i nieroztropną brawurę, lecz Świetlikowa Gwiazda był już chyba za stary na takie ekscesy i wolał, by o wszystkim decydował los i czas, rozwiązując sprawy przynajmniej pokojowo. Teraz, po zmianie przywódcy za zachodnią granicą, mogli pomarzyć sobie o jakimkolwiek zadośćuczynieniu. - Skąd pochodzisz? - zapytała dość niewinnie, choć w rzeczywistości chciała się po prostu upewnić. Zapach czarnego kocura bardziej przypominał Grzmiącą Ścieżkę, niżeli samotnicze łąki, pola i lasy, a nie wyglądał na durnia, który tarzałby się po asfalcie dla przyjemności.
Kormoran to kocur zbudowany z długich linii, wysoki i postawny, osadzony na szczupłych, atletycznych łapach. Ma ciało sportowca, pozbawione grama tłuszczu, ale za to całe obleczone w wyćwiczone mięśnie, skrywane pod krótkim, jednolicie czarnym futrem. Jedynym odstępstwem od tej barwy jest niewielka plamka bieli na piersi oraz kilka białych wąsów, a także intensywnie zielone ślepia w kształcie migdałów. Skórę kocura rysuje kilka mniejszych i większych blizn, w tym najbardziej widoczna ciągnie się po skosie przez grzbiet od wystającej łopatki po linię żeber.
Jak go zobaczysz, pomyślisz - żartowniś i bajarz. Zwodzi i czaruje, uśmiecha się miło, czasem wymknie mu się drobna złośliwość - ale to tak z sympatii. Karmiąc półprawdami, zdobędzie twoje zaufanie i pokaże idealnie odegraną, jasną stronę swojego charakteru, zamykając na klucz drzwi do ciemnego serca. Potrafi być szarmancki, gdy tego chce i okrutny, gdy wymaga tego sytuacja. Jak zajdzie taka potrzeba zostanie twoim przyjacielem - ale uważaj, bo możesz się kiedyś obudzić z pazurami na gardle. Bowiem wyznaje zasadę - trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale jeszcze bliżej trzymaj swoich wrogów - a za tego pierwszego nie uważa nikogo.
Śliski Brzeg (KC), Konik (KR)
Studiowanie kolorowej sylwetki nie dawało żadnych istotnych odpowiedzi, ale dostarczało wrażeń estetycznych. Kormoran był jak koneser sztuki kocich ciał. Niewiele rzeczy nazywał pięknymi i nieczęsto wpadał w zachwyt na barwne widoczki, czy inne takie, natomiast słabość do płci przeciwnej nie mijała wcale, a wcale, mimo kolejnego obiegu pór. Będąc zaś szczerym, nieco zajęty przez interesy mieszczuch, już jakiś czas nie miał w zasięgu żadnej interesującej partnerki. Niestety, miejskie panienki bywały bardzo często mniej zadbane niż ich leśne pobratymczynie, natomiast jeżeli nie chciało się dorobić w trakcie miłosnych zapasów całej nowej koloni pcheł, zostawało na celownik brać pieszczoszki. A z nimi to jak z tymi Juliami wiernymi na balkonie. Najpierw trzeba było wyczekać na moment, aż wylezą na ten metaforyczny balkon, a potem jeszcze samemu się na niego dostać. Wszystko było do zrobienia, ale jeszcze miło jak nakłady sił albo skutki uboczne były warte celu. Z tym to różnie bywało. A patrzenie? Nic nie kosztowało. Zazwyczaj. - Owszem. Jednak z tego co trochę orientuje się w okolicznych terenach, nie wszystkie Klany mają równie duże pole manewru. Przynajmniej, jeżeli nie chciałyby mieć skrawka terytorium po drugiej stronie ulicy lub mniejszej lub większej rzeczki. Te natomiast, nie bez powodu są wybierane na naturalne granice. - Kontynuował bez wysiłku. Nie miał pojęcia ile kosztowało jego rozmówczynie prowadzenie kurtuazyjnej pogawędki za pomocą słów o wygładzonych krawędziach, zamiast potraktowania go ostrym i ciętym komentarzem. Tym bardziej nie zdawał sobie sprawy z powodów dla których kocica w ogóle się trudzi, zamiast dać językowi pofolgować w kontakcie z włóczęgą. Obraziłby się? Ojeju, przecież i tak się najpewniej nie spotkają nigdy więcej. - Wyprowadź mnie z błędu jeżeli się mylę, ale czy Klany mają realną potrzebę poszerzania swych granic? Dla czegoś więcej aniżeli ambicja, czy pokaz siły i przewagi? - Delikatnie przymrużył powieki. Spojrzeniem przestał snuć się po całym ciele Rzeczniaczki, a skupił się na pysku. Usiłował wychwycić jak się towarzyszka zapatruje na takie polityczne tematy, bo przecież nie każdy był nimi zainteresowany. Jeżeli dostrzegłby cień znudzenia, po prostu zmieniłby wątek. Chociaż takie informacje jak to, czy Klanom nie brakuje zwierzyny lub przestrzeni mogły być potencjalne cenne. Jak każde inne.
- Pytasz, gdzie się urodziłem, czy skąd przyszedłem teraz? - Delikatnie uniósł wargi, pokazując zęby w nieco ironicznym uśmiechu. Swoją odpowiedzią delikatnie sugerował, że przeszedł już wiele dróg w swoim życiu. Kto wie, może ją zaintryguje? - Aktualnie mieszkam w pobliskim mieście. I skoro już mówię o sobie, jestem Kormoran. - Delikatnie pochylił głowę, jednak nie spuszczając z niej wzroku błyszczących zielono ślepi. - Miło mi.
♠️ ♦️ pragnę burz które gdzieś w oddali szarpią noc w żyłach cwału marzeń lęków co się zdarzyć ma niezdeptanych ścieżek które pierwszy przebyć mam ♥️ ♣️
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Tak jakby ją interesowało pole manewru pozostałych klanów. Ciepły mocz mógł ściekać wartkim strumieniem na Grom, Cień i Wicher, dopóki Rzece się powodziło i kierowała się ona w dobrą stronę. Argument o większej, bądź mniejszej rzeczce, skwitowała tylko i wyłącznie rozbawionym, a także odrobinę zażenowanym parsknięciem. Kot klanowy, wojownik, który boi się rzeczki, strumienia, potoku? To Ci dopiero heca, zaiste powód do rozpaczy i kontemplacji nad istnieniem. Jastrzębica każdego dnia musiała przecinać rzekę, która wdarła się w środek ich terytoriów, dlatego też każda inna przeszkoda w postaci Grzmiących Ścieżek nie ziębiła jej w żaden sposób. - To już nie jest mój problem - burknęła, uderzając ogonem o trawę, która pod wpływem tego ruchu lekko zaszeleściła - Prawdziwy kot nie ugnie karku przed przeszkodą, chyba że wychowywały go stawowe kijanki - przymrużyła ślepia, ostro wbijając spojrzenie w zielone ślepia czarnego kocura. Nigdy nie lubiła tak rozwlekłego trzepania ozorem na prawo i lewo, zahaczającego niemalże o wyniosłą filozofię i dążenie do ukazania się z tej światłej strony. Najczęściej wychodziło na odwrót. - Oczywiście, że nie - parsknęła, podnosząc swoje serdeczne cztery litery, by przeciągnąć znużoną jedną pozycją sylwetkę - A czy Klany mają realną potrzebę ciągłego sąsiadowania ze sobą? - zadała własne pytanie, które zawsze błądziło jej po głowie i nikt nie potrafił na nie logicznie odpowiedzieć. Wszystko sprowadzało się do trupów pośród chmur, które jednocześnie istnieć mogły i nie mogły. Istny kot Schrodingera, lecz tego pudełeczka samodzielnie nie otworzy. Wszystko jest oczywiste, ale jednocześnie nie ma w tym ani krzty rozumu i sensu. Równie dobrze na każde pytanie odnoszące się do klanów można odpowiedzieć "bo tak" i będzie to zgodne z prawdą. - ... - przekrzywiła głowę na bok na pytanie czarnego kocura, a jej brew drgnęła w poirytowaniu, a następnie zmarszczyła nos w odrazie i zacisnęła zęby odrobinę mocniej, poruszając mięśnie żuchwy do życia - Pieszczoch? - wypluła z siebie, zbliżając się gwałtownie do kocura, dopóki nie dzieliło ich kilka milimetrów. Poniuchała go szybko, jakoby w pośpiechu, rozdziawiając lekko zębatą paszczę, by powstrzymać się od kichnięcia. Odór Grzmiącej Ścieżki, kwaśno-gorzki, duszący, wyczuwalny - Śmierdzisz jak rozklejone po czarnym kamieniu truchło - mówiąc czarny kamień miała na myśli asfalt. W ten sposób upewniła się, że z pewnością łyse kreatury, podążające na dwóch łapach, nie trzymają go w swoich gniazdach. Była przekonana, że te śmierdzą inaczej. - Ciężka Łapa - przedstawiła się zmyślonym imieniem, które... które właściwie niegdyś należało do jej ojca, gdy ten jeszcze hasał na treningi z Ognistopręgą. W tym momencie wyminęła kocura, obok którego właśnie stała, by wyruszyć z powrotem do obozu drogą, którą tu przyszła.
Zt.
Kończę, bo potrzebuję slotów, a w dodatku nie mam pasji do tej sesji i nie chcę, żeby mi postać zaraz leciała occ :u