Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Ach, klan Rzeki. Automatycznie skrzywił pysk, żeby skupić myśli. Kogo on stamtąd znał? Na pewno była ta dziwna niebieska kocica, którą spotkał, kiedy miał jeszcze całe życie przed sobą, nie to co teraz. Pamiętał jeszcze oczywiście Wiewiórczy Skok, nieśmiałą i małomówną wojowniczkę, o której miałby zapewne niepochlebne zdanie, gdyby nie to, że nauczyła go łowić ryby i pływać. Była więc w porządku. No ale tak, po głębszym zastanowieniu, to rzeczywiście jego rozmówczyni mogła stamtąd pochodzić. Pasowałaby. I otwierał już pysk, żeby odpowiedzieć, że rzeczywiście jest z klanu, ale kocica oczywiście zalała go potokiem słów i po chwili sama do tego doszła. Imponujące, doprawdy.
– Do Cienia – rzucił krótko.
I ponownie ruda postanowiła go zaskoczyć, idiotycznie się przedstawiając. Co to w ogóle miało znaczyć to całe „Kremix”? Nie nadążał.
– Byłaś u dwunogów, że cię tak nazwali? I po co w ogóle się przedstawiasz takim imieniem? Jestem Topniejący Lód. – Przez chwilę się zastanawiał czy nie wymyślić czegoś innego, albo przedstawić się kocięcym, przynajmniej dopóki kocica nie wyjawi mu swojego prawdziwego miana, ale po chwili stwierdził, że nie ma co tracić czasu na jakieś podchody. I tak nie spodziewał się, żeby komukolwiek mówiła o ich spotkaniu, a nawet jeśli, to nie mógł sobie nic zarzucić. Gdyby był młodszy, pewnie już dawno strzeliłby jej w pysk.
Księżyce: 101 Mistrz: Wiedźma. Płeć: kotka Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Czysta komedia. Trwałe urazy: Rana po pazurach na prawym barku | Blizna po ugryzieniu na prawej przedniej nodze
Księżyce: 101 Mistrz: Wiedźma. Płeć: kotka Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Czysta komedia. Trwałe urazy: Rana po pazurach na prawym barku | Blizna po ugryzieniu na prawej przedniej nodze
Pulchna, długowłosa ruda kotka o tygrysim pręgowaniu i blado-zielonych oczach.
Bardzo głośna, energiczna, lekkomyślna, złośliwa, wieczny kociak.
Królicza Łapa [KW] | Trupki.
Należał do Klanu Cienia... Huh, z Cienia nikogo nie kojarzyła. No, może poza Klanową Trójcą, jak im tam było... Polne Pióro, Wirujący Kwiat i Ciernista Gwiazda? Chyba coś takiego. Może się już coś u nich zmieniło, kto tam ich wie. O, chociaż może zapyta o to potem samego kocura, skoro należy do Cienistych. Chyba ogarnia swoją własną władzę, nie? Aż dziwne by było, gdyby nie ogarniał. Chociaż Kremix w tym przypadku nie powinna się o to wypowiadać, Ona sama dotąd nie wiedziała dokładnie, kto był Przywódcą w jej rodzinnym Klanie. Ale hej, Ona księżyce spędziła poza, ma prawo.
- Oo, no to czyli jesteśmy chyba blisko granic, nie? Super! - Stwierdziła.
Na jego kolejne słowa pokręciła łbem. - Nieee, tak serio to byłam Kremówką, a potem Głośną Łapą, o, ale potem jak się zgubiłam, to znalazłam daleeeeko daleko taką jedną grupkę, z którą miałam własny gang o i Oni mnie tak nazywali w skrócie. U dwunogów nigdy nie byłam. Ale za to Ty masz fajne imię, Topniejący Lodzie, miło poznać! - Skwitowała, uśmiechając się szeroko. W sumie to gdyby nie Zachód, to pewnie dawno już zostałaby Wojowniczką, ale wiadomo, jak się sprawy na jej Treningu miały. A raczej jak się wcześniej miały, jak będzie jak wróci - tego nie wie.
Canyousee?Thesunisshinin'onme Itmakesme feel so free,soalive Itmakesmewant tosurvive And thesky,it makes me feel sohigh Thebadtimespassmeby 'cause todayisgonna beabrighterday
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
– Mm, nie do końca. Co prawda do Rzeki jest na pewno stąd bliżej niż do Cienia – odpowiedział i wzruszył ramionami. To że należał do klanu Cienia nie oznaczało, że trzymał się kurczowo jego granic. Bez przesady, był doświadczonym, silnym wojownikiem, który zrobił dla klanu tyle, że mógł sobie teraz pochodzić nieco dalej bez obawy, że ktoś będzie miał z tym problem. Mieli młodszych członków, oni również mogliby się wykazać, a Topniejący Lód umożliwił im to z wielką przyjemnością.
– Głośna Łapa… Nie idzie się nie zgodzić. – Ktokolwiek ją tak nazwał, bo rotacja w klanie Rzeki była ostatnio dosyć niepokojąca, zdecydowanie miał u niego plusa. Natomiast na pochwałę jego imienia nawet nie zareagował. Była za to inna kwestia, która go zainteresowała. – Opowiedz mi coś więcej o tym gangu. Podobne to do klanów? – A co tam, skoro tak chętnie się jej mówiło, to niech przynajmniej opowie coś sensownego, coś, o czym będzie chciało się słuchać. A tak się składało, że wojownik lubił zbierać nowe informacje.
Księżyce: 101 Mistrz: Wiedźma. Płeć: kotka Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Czysta komedia. Trwałe urazy: Rana po pazurach na prawym barku | Blizna po ugryzieniu na prawej przedniej nodze
Księżyce: 101 Mistrz: Wiedźma. Płeć: kotka Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Czysta komedia. Trwałe urazy: Rana po pazurach na prawym barku | Blizna po ugryzieniu na prawej przedniej nodze
Pulchna, długowłosa ruda kotka o tygrysim pręgowaniu i blado-zielonych oczach.
Bardzo głośna, energiczna, lekkomyślna, złośliwa, wieczny kociak.
Królicza Łapa [KW] | Trupki.
- O! No to super! Idealnie się składa! Czyli zaraz będę w domu - Oblizała pysk uradowana tą wiadomością. Jeszcze trochę i na nowo wejdzie w Klanowe życie... Brakowało jej tego! Chociaż na pewno nie tęskniła za Treningiem, do tera ma o tym złe wspomnienia, brrr.
Na jego stwierdzenie o imieniu rudej, ta pokiwała energicznie łbem i się zaśmiała. Fakt, Pani Ćmia Gwiazdka nazwała ją idealnie. Chociaż szkoda, że nie została Kremową Łapą, tak jak miała na imię za kociaka, jednak chyba wolała faktycznie być Głośną Łapą. Hej, więcej imion do wyboru, nie? Bo inaczej czym by została? Kremowym Futrem? Trochę nie pasujące, nie? Ale co tam, już za kociaka została nazwana Kremówką, to było wręcz to samo.
- Hm... Ogólnie to należałam do niego ja i cztery koty, Wie, Sło, Em i Pęk. No i to był nasz taki prywatny gang, ale jaki CHAOS tam robiliśmy na osiedlu - Zaczęła, szczególnie podkreślając w głosie słowo chaos. - No i to nie był Klan. Jedyne co faktycznie było podobne, to że Wie służył trochę jako taki nasz Medyk, ale tak to nic. Ogólnie robiliśmy różne psikusy i się tłukliśmy z innymi kotami, ah, stare dobre czasy. - Mówiąc to wróciła do właśnie tych wspomnień. Zaśmiała się pod nosem cicho, jednak już nic nie powiedziała na ten temat. - Potem jednak przyszedł zielony, czarny kaszel i no. Po gangu.
Canyousee?Thesunisshinin'onme Itmakesme feel so free,soalive Itmakesmewant tosurvive And thesky,it makes me feel sohigh Thebadtimespassmeby 'cause todayisgonna beabrighterday
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Zaraz… o ile znajdzie drogę. A z jej roztrzepaniem szczerze wątpił, żeby jej powrót miał nastąpić zaraz. Ale nie komentował tego w żaden sposób. Przyjrzał się jej jedynie zmrużonymi oczami, próbując pojąć, skąd w niej tyle energii. Pierwszy raz widział coś podobnego.
I kolejne dziwaczne imiona. Jeszcze rozumiał imiona jednoczłonowe, nie widział w nich nic nadzwyczajnego. Ale to, o czym mówiła kocica… to w ogóle nie miało sensu. Żadnego znaczenia. Dodatkowo, im dłużej mówiła, tym bardziej dochodził do wniosku, że to był taki samozwańczy gang, a nie taki typowy, o którym już co nieco słyszał i który wzbudzał w nim szczere zainteresowanie. Budzące postrach gangi na osiedlu rzeczywiście działały na wyobraźnię, natomiast jego rozmówczyni nic ciekawego nie powiedziała.
– To chyba niezbyt skuteczny ten… Wie. – Z cudem to imię przeszło mu przez gardło. Idiotyczne, nic więcej. Wie, ale co wie? Chyba tylko jak to jest mieć takie puste, nic nieznaczące miano. – No, a Ty. Ty zdrowo wyglądasz. Nie uwierzę, jeśli mi powiesz, że się sama uleczyłaś. – Chociaż? Patrząc na jej zamiłowanie do kwiatków…
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXStrząsnął z siebie śnieg zalegający od dłuższego czasu na jego grzbiecie i głowie, kichając od kilku płatków, które dostały się do jego nosa. Pogoda nie rozpieszczała, śniegu napadało już całkiem sporo i Toń musiał momentami wymęczyć się, aby przebrnąć przez stojące mu na drodze zaspy. Brak zwierzyny doskwierał mu teraz o wiele bardziej, niż poprzedniej pory, teraz nie mógł tak po prostu podejść do stosu i ukraść jakiegoś piszczka, jeszcze zanim sam czegoś nie upolował dla starszyzny i kociąt. W brzuchu mu burczało od rana, więc wybrał się na polowanie, chcąc znaleźć tak naprawdę cokolwiek, co nadawało się do jedzenia, a w okolicy Łanu Rzepaku czy też Króliczych Nor zawsze coś tam dało się wyczaić, więc szukał, węszył i nasłuchiwał, ale nic to nie dawało. W końcu przysiadł i zaczął wylizywać sobie przednie łapy, wyciągając z przestrzeni pomiędzy palców zbrylony śnieg, który spowalniał go tylko i denerwował.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxŚnieg był coraz bardziej uciążliwy, a ona powoli miała jeszcze większą ochotę poszukać Kukułki i podpytać, czy ta nie chce już dotrzeć z nią na osiedle. Możliwe, że dla Onyks życie w zaspach śniegu, gdy mogła wybrać „odgrabione” uliczki było dla niej lepszym wyborem. Nie podobało jej się to co się działo ostatnio. Nic nie dawało jej rozgrzać się porządnie. I wtedy zobaczyła czarną plamę w białym śniegu. Wiedziała, że mogła zostać już usłyszana albo zauważona, a mimo to ruszyła na ugiętych łapach przyczajona jakby polowała na zdobycz. Była szybka i zwinna, więc gdy tylko była w odpowiedniej odległości wyskoczyła w stronę kocura od jego prawej strony lądując obok niego. xxxx– Nie boisz się tak myć pośrodku niczego? – zapytała nonszalancko sypiąc mu śniegiem w pysk. Czy osobnik ją zaintrygował jakoś bardzo? Może. Miał parę blizn, więc posiadał swoje niedoskonałości z bliska widziała jeszcze ułamane wibrysy, a to było miłym dodatkiem. Lubiła niedoskonałości, ale nie imponował jej jakoś bardzo. Gorzej jak jej zachowanie wywoła w nim jakąś agresywność. Wtedy będzie dopiero zabawnie.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXSłyszał, że ktoś się zbliża, oczywiście, ale nie czuł się na tyle zagrożony, aby odczuwać potrzebę natychmiastowego zlokalizowania źródła dźwięku, dopiero kiedy kroki na moment ucichły, podniósł wzrok, ale było już za późno na reakcję, bo ciemna sylwetka zmaterializowała się tuż przy nim, mało nie doprowadzając go do zawału serca. Machnął ogonem, odskakując instynktownie na bok. XXXX– Na osty i ciernie… – wyrwało mu się z pyska pomiędzy chaotycznymi oddechami. Otrzepał głowę z resztek śniegu, którymi dostał prosto w pysk, a sierść na jego karku uniosła się mimowolnie. – Następnym razem kiedy będziesz chciała z kimś porozmawiać, może po prostu podejdź jak normalny kot, nie jestem zwierzyną – odpowiedział jej, marszcząc nos. Dopiero teraz miał czas, aby przyjrzeć się kocicy, która wyglądała dość… dziwacznie. Podobnie do Bluszczowego Pnącza z mordy, choć sierść miała krótką i czarną, w o wiele lepszym stanie, niż ta jego. Zmrużył szaroniebieskie ślepia, nie spuszczając z niej wzroku nawet na uderzenie serca. Nie wyglądała, jakby miała zamiar próbować skopać mu zad, więc może wywiązać się z tego jakaś sensowna rozmowa, a nie prosta wymiana kilku słów, jak to czasami bywało z innymi samotnikami, którzy ewidentnie nie chcieli towarzystwa.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
Przechyliła głowę na bok i wyszczerzyła zęby w ostrym uśmiechu. Chyba go rozgniewała albo może wzbudziła po prostu niechęć? I tak wyglądało dość zabawnie w jej mniemaniu, nie mogła narzekać. Nie była fanką wychodzenia ze skóry damy do uratowania, gdy mogła mieć z tego korzyści, ale czasami zdarzały się sytuację, gdy jej się zwyczajnie nie chciało. Szczególnie, że z daleka poczuła już zerowe zainteresowanie kocura otoczenia, więc czemu miałby się nią zainteresować jak będzie potrzebować pomocy? xxxx– A skąd wiesz, że chcę porozmawiać? – zapytała i wstała z miejsca podchodząc do niego jak najbliżej mogła. – Może przyszłam po coś innego – wyszeptała mu do ucha jeśli pozwolił jej nachylić się tak blisko, a jeśli nie to po prostu wyszeptała będąc bliżej niego. Odsuwając się puściła mu oczko. Dawno nie rozmawiała z żadnym kocurem, a oni byli zazwyczaj łatwiejsi do zmanipulowania na ładne oczka, więc zastanawiała się czy potrzebuję takiej rozrywki... a może po prostu potrzebowała się popsocić? Dawno nikt jej nienawidził z konkretnego powodu, może pora było to zmienić. – Tak po głowie chodzi mi najbardziej... to – powiedziała rzucając mu śniegiem w pysk. Znowu. Przygotowała się na potrzebę ucieczki przez co napięła wszystkie mięśnie i oczy miała wbite w sylwetkę kocura.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXJego ogon uniósł się ostrzegawczo, kiedy nieznajoma zaczęła się do niego zbliżać, ale nie odsunął się. Nie był tchórzem. Jej słowa sprawiły, że przez moment milczał, wbity w ziemię jak kołek, dopiero po chwili jego mięśnie drgnęły i dotarło do niego znaczenie jej słów. XXXX– Weźże się odsuń, co ty jesteś, desperatka? – burknął, podnosząc łapę, którą następnie położył na jej piersi i odsunął ją od siebie na bezpieczną odległość. Nie był w nastroju na flirty, nawet przez myśl by mu to nie przeszło, zwłaszcza, że czarna kocica wyglądała... jak szczur, ale taki powyciągany, uwalony w czarnym popiole szczur. Jedyne, co mogło się mu w niej podobać to, oczy. Lubił zielone oczy u kotów. XXXX– Nosz... – syknął poirytowany pod nosem, cofając uszy, zanim wystrzelił przed siebie, zamierzając uderzyć łapami w bok kocicy i przewrócić ją na śnieg. Nie chciał jej uszkodzić, dlatego pazury miał schowane, ale nie zamierzał się za bardzo hamować, sama zaczęła, on tylko zamierzał się odpłacić i porządnie ją natrzeć tym przeklętym śniegiem.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
Pozwoliła się odsunąć, nie była natrętem jeśli o to chodzi, ale granice każdego sprawdzała w inny sposób. Niektórzy by już się na nią rzucili – i miałaby wtedy kłopot; inni by się zawstydzili – i miałaby ubaw; jeszcze inni spanikowali – i mogłaby podominować nad konwersacją; ale są też tacy jak czarny kocur – niechętni. I wtedy wiedziała, że większych zabaw w postaci własnego sługi nie uzyska, ale przynajmniej miała powód i pomysł jak go podenerwować.
Skoczył na nią i w odruchu chciała odskoczyć, miała przecież napięte mięśnie, zauważyła co robił, znała swoją zwinność. Powstrzymało ją coś. Jednak. Kocur nie wyglądał jakby atakował albo może chciała by tak było? Nie ruszyła się, patrzyła jak leciał w jej kierunku i czuła jak popychał ją bez użycia pazurów. W tym momencie zdecydowała szybko – on ląduje z nią. A przynajmniej miała nadzieję, że wyląduje. Wyrzuciła łapy do przodu chcąc złapać go za kark i pociągnąć za sobą, gdy leciała na swój własny bok. Może udałoby mu się znowu wepchnąć pysk w śnieg?
Rolling 1d10+3: 2 +3 = 5
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXUderzył, trafił, w sumie zdziwiłby się, gdyby chybił. Był dla niej za szybki i za zwinny, więc nie miała z nim żadnych szans. Widział jednak, że wyciągnęła ku niemu łapy, ale zdążył zaprzeć się stopami w śnieg i odskoczyć w tył, dzięki czemu uniknął wpadnięcia w zimny puch razem z nią. Na jego pysku przez kilka uderzeń serca zakwitł lisi uśmieszek, pełny dumy i próżności. Nie zamierzał atakować po raz drugi, dostała już za swoje, co na pewno ostudziło jej zamiary i emocje. I wybiło z głowy takie kocięce ograszki. XXXX– Chyba nie umiesz sobie dobierać kompanów do zabaw, co? – parsknął, nachylając się nad nią, odsłaniając białe zęby. Trochę go to bawiło, taka pewność siebie w stosunku do zupełnie obcych kotów, mogło to oznaczać kilka rzeczy, albo była głupia, albo szalona, albo zupełnie przekonana o swoich możliwościach, choć te w rzeczywistości były marne. Z drugiej strony, nie była jakimś tępym szczylem, który miał jeszcze mleko pod nosem, a to takie najczęściej pakują się w kłopoty i nie potrafią ocenić swojego przeciwnika.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxMiała nadzieję, że pociągnie go za sobą, ale nie udało się był jednak za silny. Nie mogła powiedzieć, że była super napakowana, ale nie przeszkadzało jej to. Tyle mięśni ile miała wystarczyło, by zarysować ładne linię i kusić, a do reszty wykorzystywała swoją własny spryt i inteligencję. Czasami potrafiła wymanipulować na tyle, by sytuacja była po jej stronie, ale częściej jednak igrała z ogniem i po prostu żyła chwilą, która zawsze mogła się skończyć. xxxx– Niby czemu nie? – zapytała leżąc na plecach i tylko w szybki sposób podnosząc łeb, by chapsnąć powietrze między nimi. Widziała jego uśmiech, ale nie ruszało ją to, nawet jeśli trochę czuła smak goryczy z nieudanego złapania za szyję. Znaczy... tak starała się sobie wmówić, miała jednak ochotę go pomęczyć w śniegu, ale wyszło na to, że to ona leżała teraz i marzła. – Skąd wiesz, że teraz nie zbierają się moi kumple, którzy mają zamiar coś Ci zrobić? – powiedziała słodko otrzepując się ze śniegu i wstając na cztery łapy. – Żartuję... a może nie? – stwierdziła wzdychając jakby rozanielona i mrugnęła mu okiem, a następnie zgarnęła łapę pod śnieg udając ruch jakby chciała go rzucić w kocura. Nie zamierzała już jednak tego zrobić, wygrał. Tym razem, ale kto wie co będzie następnym? Lekki uśmiech tkwił na jej pysku, ale to w oczach tliła się chęć na dalsze psocenie.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXNastawił uszu, słysząc o rzekomych kumplach, którzy mieli się na niego zasadzać, podczas gdy oni sobie w najlepsze prowadzili konwersację. Nie było po nim widać jednak żadnego głębszego przejęcia tym tematem. XXXX– Drżę ze strachu – wymruczał gardłowo, otrzepując się z płatków śniegu, które opadły na jego grzbiet, po czym oblizał pysk, zahaczając o częściowo połamane wibrysy. XXXX– Gdybyś rzeczywiście miała tu jakiś kumpli w okolicy, raczej byś mi o nich nie wspominała. Chyba, że aż tak mnie polubiłaś i chcesz mi dać czas na ucieczkę, to baaardzo miło z twojej strony, jestem wzruszony – dodał, odsuwając się od niej, kiedy zobaczył, że sięga łapą do śniegu, był gotowy na szybkie odskoczenie na bezpieczną odległość, ale szybko zorientował się, że czarnej kocicy chyba znudziło się bawienie w kotka i myszkę, albo zmądrzała i zrozumiała swoją porażkę. Obie opcje brzmiały równie dobrze. On nie miał czasu na gadanie z debilami i skończonymi idiotami, ta tu taka nie była, było w niej coś, co wzbudzało w nim ciekawość i chęć podtrzymania tej rozmowy. Sprawdzenia, po co do niego przyszła i czemu zainteresowała się właśnie nim.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxZadrżała z zimna, ale też i z wewnętrznego śmiechu, który chciał się z niej wydostać po usłyszeniu odpowiedzi kocura. Była to dość niespodziewana reakcja na jej słowa, gdy jeszcze przed chwilą wszystko co mówiła było jednym wielkim głaskaniem pod włos i drażnieniem. Opamiętała się jednak i rzuciła mu jedynie rozbawione spojrzenie, nie wiedziała jeszcze czy powinna dawać się ponieść emocjom. Chwilowe sympatie do kotów były... ulotne, przede wszystkim nieprzewidywalne i nietrwałe. Zbyt szybkie przyzwyczajenie się do pięknych oczu robiło pod górkę. Rosa. Powinna wiedzieć lepiej, a mimo to oczka wygrały... mogła zwalać winę na jej ulubioną pogodę, gdy pory roku walczyły ze sobą między chłodnym powietrzem, a słonecznym dniem. xxxx– Och! Oczywiście, stałeś się już moim ulubionym kocurem w okolicy i to dlatego! Jeszcze nikt jak Ty nie wepchnął mnie w śnieg – wypowiedziała przerysowanie teatralnie z zmartwieniem na twarzy. – Uciekaj, uciekaj, bo Cię jeszcze złapią – smutno, acz cicho wykrzyczała poganiając go ogonem. – Jak Cię złapią to pęknie mi serduszko – uśmiechnęła się wrednie. Oczywiście, że nie pękłoby jej nic, a na pewno nie serce. Znali się chwilę, a ona nie widziała w nim nikogo nadzwyczajnego, ale na pewno odczuwała sympatię – jeszcze. Mogłaby teraz już rzucić się do odpowiedzi i przyznać, że chce go jeszcze kiedyś spotkać, ale dzień był długi, a śnieg jeszcze się nie roztopił pod nimi. Było dużo czasu na popsucie wszystkiego. Nawet jak powoli nie chciała by tak się wydarzyło.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle