budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Irytacji nie dało się opisać w żaden sposób, gdy nikt się nie pokazał. Z jednej strony - jasne - był dumny, że udało mu się przegonić możliwe niebezpieczeństwo. W końcu chyba każdy, a szczególnie on, wolałby aby wszystko co złe i straszne wiedziało, gdzie jest tego miejsce. A mimo to… jakoś nie był zbyt pocieszony tym faktem. Szczególnie, że w grę wchodziło życie jego matki. - Jak niczego tu nie znajdziemy, to się zwijam. Wolę powiedzieć innym, że coś się stało - syknął cicho, marszcząc brwi. Jeśliby się faktycznie zgodził, Iskra odszedłby na bok z zamiarem znalezienia jakichkolwiek śladów.
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Chodzenie tu bezsensownie długo, gdyby wokół nie pojawiało się nic nowego, nie miałoby sensu. Jednak czy miało to sens już teraz? Miał wrażenie, że na to mogło być jeszcze nieco za wcześnie, niech chociaż przejdą kawałek przez sam Łan Rzepaku, nim porzucą poszukiwania. - Zobaczymy, co jest chociaż kawałek dalej. Jak nic zaraz nie znajdziemy, możemy wrócić, ale podobno gdzieś tu miało być to, o czym wszyscy mówią. – stwierdził. Przynajmniej to, jeśli rzeczywiście istniało i znajdowało się wciąż w tej okolicy, warto było zobaczyć na własne oczy. Poza tym trudno było również jemu określić, czego innego konkretnie mieli tu jeszcze szukać, wszystkie możliwości były zbyt nieprzewidywalne, by nastawiał się na coś konkretnego.
Rozglądał się jednak uważnie po okolicy, starając się dostrzec cokolwiek podejrzanego, co zwróciłoby jeszcze jego uwagę. Od Iskry mógł się trochę oddalić, jednak bez przesady, całkowite rozdzielanie się w tej sytuacji zdecydowanie nie brzmiało jak dobry pomysł.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
I nagle, jak jeszcze uderzenie serca wcześniej nie dało się usłyszeć kompletnie nic, tak teraz Iskrzący Pazur i Muchomorowy Bór mogli usłyszeć wariackie krakanie i trzepot wielu sporych skrzydeł, które po tej nienaturalnej ciszy wydawały się niemiłosiernie głośne. Wrony zerwały się do lotu gdzieś ze środka pierwszego pola Łanu Rzepaku, najwidoczniej przed czymś uciekając, skoro leciały w takiej chmarze, a nie pojedynczo. Coś musiało je wystraszyć, ale pytanie pozostawało co. Czy to był zwyczajny drapieżnik, inny kot, a może tajemnicze coś z klanowych plotek? Tego wojownicy musieli sami się dowiedzieć, jeśli byli wystarczająco chętni i odważni aby to zrobić.
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Chęć i odwaga to chyba za mało powiedziane wobec tego, co odczuwał Iskra. Determinacja jaka nim kierowała od razu zmusiła go do pójścia w kierunku, gdzie działo się coś. Nie dbał nawet o to, czy Muchomor za nim pójdzie. Niby spojrzał się w jego kierunku, ale nie czekał na niego. Nadal nabuzowany, zapomniał zupełnie o tym, że rozważnym byłoby się chociaż czasem bać. Teraz jednak w ogóle o tym nie myślał, bo i po co? W końcu szanse, że coś się mu tam stanie były... minimalne. Zważając na to, z jakimi tchórzami się najpewniej spotykali - w końcu na krzyki Iskry nie wyszli!
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Z kolei główną emocją towarzyszącą Muchomorowi była chyba wciąż ciekawość, chęć rozwiązania tej dziwnej, niezrozumiałej sytuacji, w której wciąż się znajdowali. Na szczęście przynajmniej pojawiał się nowy trop, który dawał nadzieję na to, że nie będą musieli jednak stąd wracać bez jakichkolwiek odpowiedzi.
Czy się bał? Na pewno starał się być ostrożny, podobnie jak i w większości innych sytuacji, ale czy rzeczywiście istniało tu jakieś niebezpieczeństwo? Niby pojawiały się znaki, które mogły to sugerować, ale żadnego, realnego zagrożenia wciąż nie było dane im zobaczyć. Dlatego bez ociągania się on również podążył w tę samą stronę co Iskra, starając się dostrzec, co takiego mogło przestraszyć wrony.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Im bliżej wojownicy podchodzili do miejsca, z którego uciekły wrony tym dziwniejsze rzeczy działy się dookoła. Nagle, oboje mogli zauważyć w pewny sposób ścieżkę, która była wyznaczona przez takie same świecące rzeczy jakie miało to dziwne coś co spadło na ziemię jeszcze przed chwilą, było ich naprawdę wiele i stały po obu stronach wydeptanej drogi. Dodatkowego niepokojącego wydźwięku dawało to, że słychać było dookoła coś co przypominało śmiech, i nie dało się dokładnie powiedzieć czy to był śmiech prawdziwy, a może tylko wiatr płatał im figle. W dodatku, dziwne było to, że co jakiś czas dało się dookoła zobaczyć pojawiające się na ziemi ślady, mimo iż nie było w pobliżu nikogo, kto mógł je robić. W oddali z kolei, gdzieś pod koniec tej ścieżki, widać było kształt, jednak nie dało się jeszcze określić co to takiego dokładnie było, bo był on po prostu za daleko.
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Jakże irytującym było, że nadal na jego drodze nie było... nic. Nikt, kto mógłby być odpowiedzialny za coś złego, co zrobiłby jego matce. Nie wiedział już teraz, co w ogóle myśleć. Rozglądał się, usilnie próbując znaleźć jakiekolwiek poszlaki, ale wszystko co napotykali było zdecydowanie tylko dziwne. Nie straszne, Iskra się nie bał, nigdy by tego nie przyznał. Niemniej momentami musiał się zatrzymać, by dokładnie przyjrzeć się rzeczom wokół. - Idziemy dalej? Cokolwiek tu było, chyba zrozumiało że zdechnie jak na to trafimy - burknął do Muchomora, w ramach krótkiego sygnału, że gdyby ten chciał wracać, Iskra był na to gotów.
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Starał się podążać za śladami, nasłuchiwać dźwięków, jednak nic z tego nie tworzyło spójnego ze sobą obrazu. To nie powinno tak wyglądać, rzeczy zwykle nie zachowywały się w ten sposób. Cokolwiek do tego doprowadziło, musiało mieć jakieś specjalne umiejętności i najwyraźniej bardzo chciało sprawić, by jedynie zagubili się w tym wszystkim jeszcze bardziej. - Wydaje się, że naprawdę chce się przed nami ukryć. Możemy wrócić. Sprawdzić, czy Dzika Wiśnia naprawdę jest w Obozie. – Bo jeśli tak i nie będzie nic wiedziała o tym, co się tu działo, będzie to oznaczało, że rzeczywiście to, co się tu działo musiało być jakimś oszustwem. Jeśli ją tam znajdą i okaże się, że uczestniczyła w tutejszych wydarzeniach, prawdopodobnie będzie mogła im udzielić bardziej konkretnych odpowiedzi. A jeśli jej tam nie będzie? Wtedy mogło to stanowić problem, ale prawdopodobnie do rozwiązania tej zagadki i tak trzeba by wrócić na Łan Rzepaku w większej grupie, by tego dokonać.
Dlatego na razie mogli powrócić w stronę terenów Gromu.
Huba nigdy nie uważał się za kogoś, kto czerpie satysfakcję z łamania zasad. Za kogoś... kto sprawia problemy specjalnie. Za kogoś samolubnego, ale po ostatnim spotkaniu z Topik coś się w nim zmieniło. Dalej był tym samym Grzybową Łapą którą był dotychczas, ale widok jasnego lica Topikowej Łapy, jej niebieskich oczu, pojawiał się pod powiekami Huby częściej, niż chciałby przyznać. Jej zapach i bliskość zawróciły mu w głowie. Chciał spędzić z nią resztę swojego życia. Kodeks nie zabraniał kontaktów z kotami z innych Klanów, tak długo, jak lojalność pozostawała przy swoich.
Huba był przekonany, że mimo tego, jak zauroczony był w Topikowej Łapie, zdoła pozostać lojalnym Klanowi Gromu. Nie martwił się tym, przywiązanie do rodziny przychodziło mu naturalnie. A jednak o świcie, zanim obóz dobrze rozbudził się do życia, wymknął się. Sam, w kierunku Łanu Rzepaku, tam, gdzie mieli się spotkać. Nie robił nic złego, a jednak gdzieś w brzuchu na samą myśl trzepotały mu motyle, z tyłu głowy pojawiło się coś na rodzaj wyrzutów sumienia.
Te zaraz zostały odepchnięte na bok na samą myśl, że znowu zobaczy się z piękną rzeczniaczką. Brakowało mu jej dotyku, zapachu, słodkiego jak miód głosu.
Gdy wyszedł z obozu, niemal pobiegł ku Łanowi Rzepaku. Nieco ostrożniej przeszedł rzekę, aby się nie połamać, wyjątkowo kończąc przy tym bez szwanku. Rozglądał się, licząc, że pomiędzy mgłą i zaroślami zobaczy swoją Topik, swoją wspaniałą, idealną Topik i będą mogli spędzić czas sam na sam, bez obawy, że zostaną przyłapani. Hubę przeszedł dreszcz. Wymykał się z obozu, aby spotykać się z kotką z Rzeki, mało tego - z córką zastępcy. Kodeks tego nie zabraniał, ale czy było to poprawne? Sam już nie wiedział, ale starał się o tym nie myśleć.
chodzący szkielet, o bardzo wypłowiałej sierści, pozbawionej blasku i objętości, zapadnięte oczy, wystające kości biodrowe, widoczne żebra. Niebieska srebrna pręgowana pointka z dużą ilością bieli o jasnoniebieskich oczach. Porusza się powoli, oszczędnie, brak jej dawnej gracji i energii.
cicha, uparta, ponura, pozbawiona skrupułów, bezczelna, spokojna, zgorzkniała, pamiętliwa. Słowem: trudna, inna, wypłowiała, parodia dawnej siebie
Paziowa Łapa (Rzeka)
Nie widziałam cię już od miesiąca
I nic.
Jestem może bledsza.
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca.
Lecz widać można żyć bez powietrza.*
No, chyba że ma się dwanaście księżyców i jest się zakochaną po uszy kotką imieniem Topikowa Łapa.
Nie wytrzymała długo bez sprawdzenia miejsca, które wspominał Grzybowa Łapa. Sprawdzała je regularnie, od czasu do czasu wyczuwała nawet jego znajomą woń. Odżywały wtedy wspomnienia, a w Topikowej Łapie rosła tęsknota za tym, co miała tylko przez chwilę. Jednocześnie musiała starać się skupiać na treningach i na sprawianiu wrażenia normalnej. Zadanie wydawało się trudne, jednak ostatecznie w miarę się powodziło. Srebrna koteczka była dla wszystkich kotów zwykłą, zajętą swoimi obowiązkami terminatorką. Tylko myśli bezustannie uciekały raz po raz do ciemnego futra, do miodowych oczu i dotyku szorstkiego języka na jej ciele. Niezmiennie przechodził ją wtedy dreszcz, a na pysku pojawiał się błogi uśmiech. Może jednak nie maskowała się z tym wszystkim tak idealnie.
Po walce na rzecznych terenach termiantorka nie przesiedziała długo grzecznie w swoim legowisku. Nie mogła wytrzymać bez Grzybowej Łapy. Każda myśl o nim powodowała w jej wnętrzu napływ dziwnego, gorącego bólu, jakby tęsknota była tak namacalna, jak widniejące pod opatrunkiem ślady po pazurach samotnika.
Kiedy wreszcie udało jej się go zastać w tym miejscu, na sam jego widok przyjemne uczucie trzepotania w brzuchu powróciło. Zrobiło jej się gorąco, jakby na jej ciało padł bardzo ciepły promień słońca (czego jeszcze w swoim życiu nie doświadczyła, ale doskonale potrafiła sobie wyobrazić). Przyspieszyła kroku i bez zastanowienia rzuciła się ukochanemu w ramiona.
Poczuła się tak szczęśliwa, że wzruszenie ścisnęło ją za gardło. Jak ona mogła tyle bez niego wytrzymać? Jak to w ogóle możliwe?
- Tęskniłam Grzybku, Grzybeczku mój wspaniały - mówiła pomiędzy liźnięciami w imponującą kryzę kocura. Nieco niedorzeczna myśl przeszła jej w tamtej chwili przez moment: urósł. Nie widzieli się dwa księżyce, a ona naprawdę jeszcze urósł.
Wreszcie był znów jej. I teraz długo go nie wypuści.
Huba kręcił się w miejscu tak długo, że był pewien, że niemal pod łapami wyrył dziurę, wydeptał ścieżkę, będąc tu ledwie kilka, kilkanaście, no dobra, może nawet kilkaset uderzeń serca. Te uderzenia serca ciągnęły mu się w nieskończoność. A jeśli znowu nie przyjdzie, jeśli się miną? Jedna rzecz się nie zmieniła, ciężko było się umówić na spotkanie znajdując się w dwóch różnych Klanach, nie mając żadnego informatora. Musieli zdać się na swoje wyczucie czasu i mieć nadzieję, że się uda.
Tym razem się udało. Mgła była gęsta, ale sierść Topik i jej błękitne oczy były wręcz oślepiające, widoczne jak najjaśniejsza gwiazda, nawet przez mgłę. Ciemna kita Grzybka wyprostowała się, z końcówką zawiniętą i drżącą w ekscytacji i gdy ją zobaczył, ruszył do niej pędem aby ją złapać, aby pozwolić jej się przytulić. Wpadli na siebie z takim impetem, że Huba musiał się cofnąć; specjalnie, lub też niespecjalnie, położył łapy na kłębie Topikowej Łapy i przewrócił się na grzbiet, ciągnąc ją za sobą.
Mruczał, cały drżał gdy go lizała. Ten kontakt fizyczny i jej zapach uderzający jego nozdrza rozpalił w nim na nowo ten żar który czuł wtedy, na granicy. Huba też zamruczał głęboko, składając kilka długich, intensywnych liźnięć na jasnej sierści rzeczniaczki. - Topik, a co ja mam powiedzieć? Myślałem, że oszaleję z tęsknoty... bez twojego piękna więdnę jak chwasty porą nagich drzew - skwitował, odsuwając pysk aby spojrzeć Topik w oczy.
Przyjrzał się jej teraz dokładnie, gdy byli sami. Przeanalizował rysy jej pyska z taką precyzją, jak artysta analizujący czyjś twór, wzrok zsuwał niżej, aby zobaczyć ją całą... i wtedy zobaczył na brzuchu opatrunek z pajęczyny. Grzybowa Łapa niemal zachłysnął się powietrzem a na jego pysk, jak dotąd uśmiechnięty, wkradło się szczere zmartwienie. Odsunął Topik od siebie ostrożnie, chcąc przyjrzeć się ranie na jej brzuchu. - Na Gwiezdny Klan i wszystkich Gwiezdnych, cholera jasna, Topik, co się stało?! Kto ci to zrobił?!
Nie czekając na odpowiedź Topikowej Łapy, Huba, nie wiedząc, co innego zrobić, zaczął delikatnie wylizywać brzuch towarzyszki, wokół opatrunku, aby go nie zepsuć. W myślach klął już tego, kto jej to zrobił. Drapieżnik czy kot, żałował, że go tam nie było aby uratować Topik przed krzywdą.
chodzący szkielet, o bardzo wypłowiałej sierści, pozbawionej blasku i objętości, zapadnięte oczy, wystające kości biodrowe, widoczne żebra. Niebieska srebrna pręgowana pointka z dużą ilością bieli o jasnoniebieskich oczach. Porusza się powoli, oszczędnie, brak jej dawnej gracji i energii.
cicha, uparta, ponura, pozbawiona skrupułów, bezczelna, spokojna, zgorzkniała, pamiętliwa. Słowem: trudna, inna, wypłowiała, parodia dawnej siebie
Paziowa Łapa (Rzeka)
Znów czuła się pełna, kompletna, kiedy była blisko niego. Okazało się to być fantastycznym uczuciem, a w głowie Topikowej Łapy po raz pierwszy pojawiły się myśli, że naprawdę żałuje, że nie należą z Grzybową Łapą do jednego klanu. Żeby być ciągle razem, musieliby bardzo wiele zmienić. Otrząsnęła się z tych myśli, decydując że teraz będzie cieszyć się z kolejnego spotkania z przyjacielem. Skupiła się na nim, jego obecności i jego cieple. I wreszcie na tym, że teraz w końcu nie musieli czuć się obserwowani przez współklanowiczów.
Jej delektowanie się nie mogło trwać zbyt długo. Westchnęła krótko, gdy odezwał się po raz kolejny. Nie spodziewała się, że zobaczy jej opatrunek tak szybko. Żywiła nadzieję, że uda jej się odbyć to spotkanie nie podnosząc tematu tamtej walki, jednak nie z powodu troski Grzybowej Łapy, którą teraz okazywał. Raczej dlatego, że Topikowa Łapa nie była z niej szczególnie dumna. Walczyła tylko chwilę, po czym pobiegła po pomoc i tak naprawdę prawie nie brała w niej udziału, co nie napawało ją dumą. Nie chciała i nie zamierzała kłamać w tej sprawie ale wizja powieszenia prawdy wypełniała ją smutkiem.
Pod jego łagodnym naciskiem położyła się na plecach, by umożliwić mu obejrzenie opatrunku. Nic wielkiego, prawdę mówiąc. Za kilka dni będzie zdrowa, tak sądziła To
Okolica rany była lekko obolała, a jego pieszczoty dawały jej uczucie delikatnej ulgi. Dodatkowo, było to niezwykle przyjemne również z innego powodu, mniej… przeciwbólowego. Lubiła jego dotyk. Wręcz go kochała.
Musiała mimo wszystko odpowiedzieć, skoro już zapytał.
- To nie ważne, Grzybku, nie przejmuj się, już go nie ma. - zbyła go. Położyła łapy na jego barkach i lekko pociągnęła go w stronę swojej głowy, by przesunął się i znalazł nad nią.
- Dalej jesteś Grzybową Łapą? - zapytała, licząc że uda jej się odwrócić jego uwagę od rany innym tematem.
Euforię i radość jaką Huba czuł, znowu będąc obok Topik, zastąpiło zmartwienie i wyrzuty sumienia. Ktoś ją skrzywdził, ktoś ją zranił, a jego przy tym nie było i nie mógł jej uratować i teraz musiała chodzić z tym paskudnym opatrunkiem, na pewno strasznie ją to musiało boleć - w końcu brzuch był tak delikatnym miejscem na kocim ciele. Chciał wiedzieć, jak głęboka jest ta rana i jak głębokie obrażenia w odwecie musiałby zadać temu, kto jej tą ranę sprezentował, nie chciał jednak dopytywać, jeżeli Topikowa Łapa nie chciała o tym rozmawiać.
Huba westchnął głęboko i po jeszcze kilku liźnięciach przesunął się posłusznie wyżej, bliżej Topik. Oparł się o nią lekko, powracając do mruczenia. - To nie zmienia faktu, że mi źle z tym, że mnie tam nie było, że ci nie mogłem pomóc. Kotka tak piękna jak ty nie powinna nosić na swoim ciele żadnych blizn - po tych słowach Grzybek jednak się zamyślił. Zaraz przekręcił łeb aby spojrzeć Topikowej Łapie w oczy z uśmiechem. - ... choć, osobiście, uważam blizny za niezwykle atrakcyjne!
- Jeszcze tak, ale wiesz. Dwanaście księżyców mi na karku stuknęło, myślę, że lada dzień i zostanę Grzybowym... czymś. Nie myślałem nad tym, jakie bym chciał imię - zaśmiał się, wciskając nos w jasne futro Topik. - Jakaś, nie wiem, Ścieżka czy inny Las, nie mam pomysłów. Wąż coś wymyśli, wymyśla fajne imiona.
chodzący szkielet, o bardzo wypłowiałej sierści, pozbawionej blasku i objętości, zapadnięte oczy, wystające kości biodrowe, widoczne żebra. Niebieska srebrna pręgowana pointka z dużą ilością bieli o jasnoniebieskich oczach. Porusza się powoli, oszczędnie, brak jej dawnej gracji i energii.
cicha, uparta, ponura, pozbawiona skrupułów, bezczelna, spokojna, zgorzkniała, pamiętliwa. Słowem: trudna, inna, wypłowiała, parodia dawnej siebie
Paziowa Łapa (Rzeka)
- Byli tam mój brat i mój tata, Grzybku. Nie martw się. - poprosiła, po czym obdarowała go długim, czułym liźnięciem w policzek. Przez chwilę wpatrywała się w niego z dołu, myśląc o tym, jak niezwykle piękne są jego oczy i jak ciemne i gęste ma futro. Nie ma piękniejszego kota, to dosłownie niemożliwe. - Chyba musisz się pogodzić z tym, że prędzej czy później zostanę wojowniczką, będę walczyć częściej i z większymi przeciwnikami niż jakiś marny samotnik. - powiedziała, nie czując się najlepiej wrzucona do roli delikatnej i kruchej koteczki, którą przecież nie była. Była odważna i z każdym księżycem coraz silniejsza. Będzie dobrą wojowniczką, wiedziała to. Mimo całego zakochania czuła w sobie pewien bunt na myśl o takim traktowaniu. - Poza tym, tej blizny nawet nie będzie widać. - dodała, a leżący na ziemi ogon gwałtownie zmienił pozycję.
W głowie kotki z klanu Rzeki kłębiły się myśli, dość wyraźnie już ukształtowane w logiczną myśl. Jeszcze nie znalazła w sobie jednak odwagi, by wypowiedzieć je na głos. Jeszcze chwilę i jej się uda. Na pewno.
- Grzybowy Grzbiet brzmi ładnie. Co sądzisz? - zapytała, wysłuchawszy go uważnie. Wcześniej nie zastanawiała się ani nad jego imieniem, ani nad swoim. Teraz przeszło jej przez głowę, że zupełnie nie ma pojęcia, jak mogłaby się nazywać. Topikowa Sieć? Och nie, nie chciałaby być Siecią, to naprawdę źle brzmiało, dodatkowo do niej nie pasowało. Coś innego. Topikowy Jad. Już lepiej, chociaż wciąż dziwnie. Po prostu nie potrafiła się przyzwyczaić do myśli, że miałaby nosić jakiekolwiek inne imię, niż Topikowa Łapa.
- Nie chciałem, żeby to źle wybrzmiało- nie takie coś miałem na myśli, wybacz, Topik - od razu zmienił nastawienie w rozmowie, widząc, że chyba swoim podejściem nieco Topik uraził. Nie chciał jej traktować jak damulki która potrzebuje pomocy ze wszystkim, nie chciał tak wybrzmieć, ale przypominając sobie teraz własne słowa... może tak właśnie wybrzmiał. Ale niechcący. - Po prostu... przykro mi, że stała ci się krzywda. To wszystko - i na tym chyba trzeba było zakończyć temat, aby nie przegiąć, nie przedobrzyć i nie zepsuć tak pięknej chwili jak ta.
Kosmate uszy Grzybowej Łapy poruszyły się na imię, które wymyśliła Topik. Och, Grzbiet? Dużo "grz" w jednym imieniu, ale brzmiało ciekawie. Uśmiechnął się. - Grzybowy Grzbiet, jakby mi grzbiet porosły huby. Fajne! Podoba mi się! Może muszę szepnąć Wężowi na uszko tą propozycję - stwierdził, powtarzając w myślach to imię kilka razy. Grzybowy Grzbiet, wojownik Klanu Gromu. To brzmiało solidnie i całkiem ładnie. - A ty... hm, co sądzisz o Topikowej Tafli? No bo wiesz, skoro topik to taki pajączek, co zasuwa po wodzie, to tak opiera się nóżkami o taflę wody, nie? Ładne, czy nie powinienem nigdy wymyślać imion?
Zaraz Huba znowu zaczął wylizywać kryzę Topik, stopniowo przesuwając językiem nieco wyżej, do jej żuchwy, tam delikatnie ją podgryzając.