Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Krótki moment panowała cisza. Nie była przeszkadzająca, w trakcie oczekiwania na odpowiedź mógł słuchać otoczenia. Śpiewy ptaków, szumy wiatru, czy inne dźwięki, jakimi raczyła ich dziś natura były dobrym chwilowym zapychaczem czasu. W końcu jednak usłyszał ten dźwięk, na którym najbardziej mu zależało - głos swojego rozmówcy. Oczy otworzył na moment szerzej, gdy ten zaczął się dzielić tym jak spędza czas wolny. I o ile kolekcjonowanie było tak ogólne, że nie mógł zbyt wiele z tego wnioskować, tak wspomnienie że lubi kwiaty... Zakodować. Na jego mordzie zawitał krótki uśmiech, a później - po prostu - wzruszył barkami. - Bo cię lubię - jakoby to nie było oczywiste. - Więc miło byłoby znać cię ciut lepiej, aniżeli jedynie twoje imię i to skąd pochodzisz.
Łapą znów trącił jeden z kamieni, które luźno przed nim leżały. Już po chwili, dzięki sile jego łapy, kamyk znalazł się dużo dalej. Tym razem rzut nie był agresywny, bardziej miał zbić poczucie momentalnego stresu. Możliwe, że nie wypadało dopytywać o takie rzeczy, a w wypadku Oriona akurat wolał nie przesadzać. Był zbyt ciekawą osobistością, aby przez głupią ciekawość miał zniknąć z jego życia. - Było to jedynym, co przyszło mi do głowy poza tamtym tematem - o! I teraz lepiej, tak jakby miał uznać, że ciekawość jest zła. Znów trzepnął kamień, podobny powód co wcześniej. I... kolejny podsunął do przyjaciela. - Rzucasz?
Uniósł brew do góry. Głupie, dziecinne. Nieznaczące nic. Ale, tak szczerze, chyba nie szkodziło zaprosić chociaż do tej głupiej zabawy. Najwyżej usłyszy "nie".
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– O. – reakcja cynamonowego z elokwencją miała tyle samo wspólnego co lisy z fizyką kwantową. Mógłby w mig przywołać więcej powodów ( mniej i bardziej odklejonych) niż stokrotki miały płatków, ale z całą pewnością ominąłby ten najbardziej oczywisty. I jak się okazało – ten prawidłowy. Rozbity między krótkim śmiechem połączonym z butnym oczywiście, a czego tu nie lubić, tylko frajer by nie polubił oraz znacznie subtelniejszym, wątłym uśmiechem, ostatecznie przystał na drugą opcję.
Miło tak.
Dopiero przy kolejnym komentarzu rudego pręgusa zorientował się, że zasadniczo nie zareagował na jego odpowiedź, poza krótkim, przyjaznym grymasem. Na podsunięty kamyk spojrzał z lekkim zdziwieniem, prędko jednak się reflektując o co chodziło.
– Jasne. – zgodził się, bo czemu nie, a następnie powtórzył gest kocura, również posyłając, gwiazdy ducha winnemu, kamyczka w dal. Machinalnie zaczął namierzać łapą kolejną ofiarę... znaczy chętnego do pójścia w ślady kolegów.
A właśnie, dalej nie odpowiedział.
– Myślę, że ten nowy temat by zdecydowanie lepiej działał, gdybyś też powiedział o swoich zainteresowaniach. Innych niż polowanie, rzecz jasna. – uśmiechnął się krótko, asymetrycznie. – Wiesz, żebym też mógł ciebie ciut lepiej poznać. – drobna przerwa, po której prychnął w cichym rozbawieniu. – Ale serio polowanie to jakaś najbardziej spodziewana odpowiedź na to pytanie, że tak zastrzegłeś, żeby się nim nie wykręcać?
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Nie oczekiwał nie wiadomo czego. Nie oczekiwał niczego. Jeśliby nie lubił go w ogóle, najpewniej nie byłby zainteresowany rozmową nigdy. Nie - inaczej - byłby, ale nie o takich bzdurach, jak zdarzało im się rozmawiać. To wystarczało Kamieniowi do tego by rozumieć, że cynamon za nim przynajmniej przepada. I to było wszystko, czego chciał. Gesty bywają ponad słowa, które często są puste. Ilu kotom on mówi kłamstwa? To wystarcza, by rozumiał że nie tylko rozmowa jest ważna, by zrozumieć czyjeś myśli.
I potwierdzenia swojej teorii doszukiwał się też w ciosaniu kamieniami. To forma wspólnej zabawy. A bawią się razem koty, które się chociaż troszeczkę lubią. Uśmiechnął się więc w duchu, samemu zaraz też uderzając kolejne kamyki, aby te leciały dalej niż te, którymi rzucał oriental.
I ostatnie - gdy wreszcie się odezwał - utwierdziło go w jego myśli. Kamień lubił przesadzać, może i teraz wyolbrzymiał co do ich znajomości. Taki był. Niemniej i tak, miłe ciepło rozlało się w jego wnętrzu, gdy ten przyznał, że też mógłby go poznać. No, ale! Nie mógł się skupiać tylko na tym. Szybko przerzucił się na myślenie o sobie. - Koty w Klanach są nudne; nie spotkałem chyba nikogo, kto lubi robić coś poza polowaniem czy zbieraniem kamyków. Jak to drugie można uznać jako jakąś miłą formę spędzania czasu, tak to pierwsze... jak mówiłem, nie uważam tego za żadne zainteresowanie. Poza zainteresowaniem o własne życie - wzruszył ramionami. To, oczywiście, też było przesadzone. Na pewno wiele kotów miało pasje, ale on z nikim o tym nie rozmawiał. Bo po co? Niewiele kotów go na tyle interesowało. Krzyżak, jedynie, ale on wybijał się poza te schematy prostoty i nudy. Był lepszy. - Lubię oglądać chmury.
Mruknął zaraz. - Każda ma inny kształt, wszystkie płyną w swoją stronę, każda robi to we własnym tempie. Nie ma chmury, która jest idealna, ale i tak wszystkie mają w sobie coś, co sprawia że są wyjątkowe. Wystarczy by słońce zachodziło - wtedy przybierają specjalną barwę, lub by zbliżała się burza. Wówczas też robią się inne, widać że są pełniejsze, że mają w sobie więcej mroku - że przypominają jego zmarłą Matkę, jak to raz wspomniał Krzyżak. Jakoś tak to szło. Odetchnął cicho, wzruszył barkami. - No, i lubię spacerować. Nie wiem czy to jest jakieś konkretne zainteresowanie, ale wtedy mogę poznawać nowe miejsca - co ty też lubisz robić, jak mi się zdaje.
Posłał mu krótkie spojrzenie. Razem szukali miejsca idealnego, prawda? - Nie sądzę, bym poza tym miał jakieś pasje... Bo chyba nie miałem jeszcze szans się rozwinąć.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Niby rzucał kamykami tylko dla towarzystwa, niby tylko taka tam zabawa, ale gdy dostrzegł kątem oka, że te rudzielca lecą dalej, to zatliła się w nim malutka iskierka rywalizacji. Tak dobrze to nie ma, on rzuci dalej!
Ten drobny pojedynek dział się jednak pobocznie, oriental większość swojego zainteresowania kierował na rozmowę. O klanowych słuchał z rozbawionym uśmiechem, ale wstrzymał się od komentarza. Przypomniały mu się wszystkie początkowe spotkania na granicach, gdy był jeszcze ledwo wyrośniętym dzieciakiem, a także niezwykle żywe zainteresowanie śmiercią przez leśne kotki. Jakkolwiek ich argumenty były śmieszne (wciąż tu był i to w jednym kawałku, nikt go nie zeskrobywał z asfaltu, nie wydłubywał spomiędzy lisich zębów), tak przez wzgląd na poprzedni temat, od którego chcieli odejść, ugryzł się w język.
Zastrzygł uszami na wspomnienie chmur, odrywając od zabawy na rzecz stuprocentowego skupienia na dalszych wyjaśnieniach. Rozumiał malowniczość obłoków towarzyszących zachodzącemu słońcu, rozumiał napięcie towarzyszące ciężkim chmurom burzowym, dodatkowo potęgowane kompletną ciszą w całej okolicy. Ale ogólnie nie był ich fanem, nie gdy w nocy przesłaniały mu gwieździste niebo, jego najwierniejszą publikę, która obserwowała jego poczynania od momentu wyruszenia w świat.
– W sumie czemu miałoby nie być... – zastanowił się na moment. – Ale tak. Nowe miejsca, nowe koty, nowe zwyczaje. – potwierdził chętnie. W praktyce jego badania jakieś porywające nie były, w zasadzie ciężko było je nawet w ten sposób nazwać, ale z odpowiednim podejściem dobrze się bawił. Póki co. Chociaż czasami myślał nieco dłużej o wyprawach za horyzont. Och, gdyby tylko nie ten głupi sznur, który sobie tak radośnie plótł!
– Całkiem możliwe. – przytaknął, wracając do rzucania kamykami. – Okolica jest raczej mało obfitująca w atrakcje, więc zwykle nic się samo pod łapy nie pcha. – a jak już o pchaniu się pod łapy to Orion w ostatnim momencie powstrzymał ruch smukłej kończyny i przyjrzał się uważniej kanciastemu łupkowi, którego chciał posłać w przestrzeń. Rdzawy, naznaczony bledszymi przetarciami. Połączenie to mogło imitować pręgowane futerko, więc po krótkim namyśle podsunął, hehe, kamień do Kamienia. A następnie, bez słowa, wrócił do pozbywania się innych, które nie wzbudzały żadnych skojarzeń.
– A z tymi chmurami. – zaczął powoli, wciąż wahając się czy to odpowiedni temat. Wolałby nie wyjść na odklejonego od rzeczywistości, chociaż zasadniczo... właśnie taki był. – Zastanawiałeś się kiedyś skąd się biorą? Jak smakują?
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Taka konkurencja się mu podobała. Nie była wielce wymagająca, nie wiązała się z bólem (poza takim, jaka mogła odczuwać duma jednego z nich). Do tego, przynajmniej nie siedzieli jak dwa posągi i nie patrzyli się martwo w teren przed sobą. Oblizał pysk, popychając silniej kolejny kamyk przed siebie. Wtedy też zobaczył ten, który mu podsunął. Aha, może to dlatego go tak nazwano, faktycznie. Jeśli takie kamienie istniały, może... jak był mały wyglądał jak kamień. Kto tam wie co rodzice mieli we łbie. Tym nie cisnął. Podsunął go bliżej siebie, aby go zostawić sobie na pamiątkę. - Skąd się... nie, nie sadzę. Po prostu są - mruknął w pierwszej chwili. Tuż po tym, jednak, zmarszczył nos. Nawet jego ta odpowiedź nie satysfakcjonowała. Nic tak po prostu nie jest... więc chmury też raczej nie brały się znikąd. - Może to... niebo się odrywa? Wiesz, jak mocno wieje, liście czasem spadają z drzew. To może tak samo jest z chmurami, jak z liśćmi?
To chyba było milsze w obyciu dla ucha. Nie było obojętne, wymagało odrobiny pomyślunku i - po prostu - było ciekawszą teorią, niżeli to że tak po prostu sobie chmury są. - Och! Moim zdaniem są raczej słodkie. Wyglądają delikatnie, lekko, jakby nie mogły mieć w sobie nic z tego czym jest mięso, więc muszą być zdecydowanie inne od niego. Więc słodkie - powtórzył raz jeszcze, tutaj nawet się nie zastanawiał. - Myślę, że były trudne do zjedzenia, gdyby ich... nie zbić. Serio, wyglądają na zbyt liche dla naszych pysków. Mojego przynajmniej.
Wzruszył barkiem. - A ty, jak myślisz? Dobre by były?
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Przyduże uszy drgnęły w tył, gdy dotarła do nich pierwsza odpowiedź. Na uderzenie serca, w myśli wkradła się obawa, że źle uczynił, że ten temat to jednak było za dużo i... zasadniczo to nie było w jego stylu. Skąd takie lęki? Skąd rozważania, które stały w sprzeczności z fundamentami jego jestestwa? To było nielogiczne, absurdalne wręcz. Zmarszczenie nosa cynamonowy odebrał jako dalszą, nieprzychylną zresztą, reakcję na abstrakcyjne pytanie; co było frustrujące, stwierdził, gdy przyłapał swoje myśli na podążaniu takimi ścieżkami. Co to za błędy w systemie dzisiaj?
Niedługo później padła teoria, której istnienie cieszyło równie mocno ze względu na ciekawą treść, co ze względu na to, że przekreślała zasadność początkowej reakcji Oriona. To drugie nawet nieco bardziej, ale nie zamierzał teraz tego roztrząsać. Czekały istotniejsze kwestie.
– Odrywające się kawałki nieba. Jak z liśćmi z drzew... – powtórzył, podnosząc spojrzenie do ławicy białych strzępków sunących po niebie. – To ma sens. Albo może nie jak z liśćmi tylko, hm, z gubieniem sierści? Czasem są pojedyncze włoski, które kumulują się w większe skupiska lub nie, czasem to pojedyncze kłaczki, a czasem, jak przy większych zmianach pogody, spore kłębki pokrywające całe niebo. – wyszedł ze swoim, świeżo utkanym porównaniem. Nie wiedział czy rzeczywiście były aż takie podobieństwa między chmurami, a szatą, czy łatwość z jaką ta teoria mu przyszła wynikała z jego ciągłej, obsesyjnej kontroli stanu swojej szaty. Wiedział więcej o kłaczkach niż statystyczny kot, mógł sypać takimi porównaniami do woli.
– Myślę, że z pewnością miałyby... interesujący smak. Niektóre z nich rzeczywiście mogłyby być słodkie, ale nie wiem czy po zbiciu w coś gęstszego nie robiłyby się aż zbyt słodkie. Może one są liche tak specjalnie? W sensie... nie należałoby ich jeść tak normalnie, że odrywasz kęs tylko bardziej... łapać na język kawałek takiej chmury i cieszyć się smakiem. Trochę jak z płatkami śniegu? Myślę, że w taki sposób byłyby dobre. – kolejny kamyk poleciał w dal. – Ale. Myślę, że smak też zależy od tego z jakimi chmurami masz do czynienia. Sposób jedzenia w sumie też. Ale spójrz, nie ma najmniejszych szans, żeby białe obłoczki smakowały tak samo, czy miały tę samą teksturę, co te barwione słońcem w czasie zachodu. Albo ciężkie chmury burzowe. Może dalej mają słodką bazę, ale nie wydaje mi się, by efekt końcowy przypominał punkt startowy? – zerknął kątem oka na towarzysza, czekając na jego opinie w tym szalenie ważnym temacie.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Nie znał jego myśli - a szkoda. Gdyby wiedział co przeszło mu przez łeb, wyjątkowo nie robiłby mu mętliku we łbie, a wyjaśniłby swoje położenie w tej chwili. Z wszystkich kotów, cynamon był jednym z nielicznych jakim nie chciałby sprawiać żadnego rodzaju przykrości czy kłopotów. Zimnooki nie wiedział co by się musiało stać, aby faktycznie chciał go jakkolwiek w taki sposób skrzywdzić.
Słysząc jego pomysł z futrem... skinął łbem. Fakt; te bardziej się gęściło niż liście i w skrajnych przypadkach mogło wyglądać jak chmury. Te Kamienia zdecydowanie takie nie było - nie ważne jak bardzo by liniał, jego kłaki nie chciały się łączyć w chmurzyste kształty. Prędzej przypominały igły jeży, tyle że o niebo miększe. U tych z dłuższym futrem w każdym razie najpewniej było właśnie tak, jak sobie tutaj mówili. - Te burzowe, mam wrażenie, smakowałyby ostro. Wiesz, tak że gdybyś je jadł, paliłoby cię w pysku - o innych kolorowych nie mógłby mówić. Nie potrafił sobie wyobrazić innych smaków, bardziej celnych, niż ten "słodki". Gdyby znał się na owocach, och, śpiewałby o smakach do później nocy. Niestety jednak nie miał takiej wiedzy, więc żaden inny komentarz paść nie mógł. Kolejny kamyk poleciał w dal, parę razy odbił się od ziemi i teraz rudy przyuważył, że ten jego wylądował przed tym od przyjaciela. - Mmm... ładny rzut. Nie sądziłem, że będę mieć prawdziwą konkurencję w czymś takim.
Mruknął krótko, posyłając mu niepewny uśmiech. Nie żeby faktycznie mieli konkurować... Bo wtedy mogliby się kłócić, czy co gorsza, zacząć się nie lubić przez to że jeden jest lepszy od drugiego. Bywało i tak, liczył się z tym. Fakt faktem jednak, konkurencja w formie zabawy nie była chyba niczym złym. - Myślałeś kiedyś o tym jak to jest być chmurą? - rzucił krótko - teraz sam wybiegając poza schematy przyziemnego myślenia. Bo na co ono komu w tej chwili rozmowy?
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Kiwnął łbem.
– Aha. I to zdecydowanie byłby jeden z tych smaków, które zostają na języku jeszcze dłuższy czas po zjedzeniu. – dorzucił od siebie, przymykając oko na to, że w zasadzie chyba właśnie tak działały ostre smaki. Paliły w pysku, a następnie zostawały na języku na trochę, by przypominać o sobie. – Te pomarańczowo-różowo-niebieskie może by były takie... orzeźwiające? – zasugerował niepewnie, zastanawiając się jak to teraz lepiej wytłumaczyć. – Wiesz, trochę jak zimna woda ze strumyka w upalny dzień, ale... w inny sposób, bo by orzeźwiały smakiem, a nie temperaturą. Coś o tak intensywnych barwach na pewno musi mieć intensywny smak, ale w taki przyjemny sposób. – wzruszył ostatecznie barkami. Nie znajdzie idealnego porównania. No trudno.
– No cóż poradzisz na naturalny talent. – rzucił z lekkim, rozbawionym uśmiechem. Skłamałby przed samym sobą, twierdząc, że komentarz Kamienia nie wywołał chociaż cienia niezidentyfikowanego cieplejszego uczucia – radosnej iskierki, można powiedzieć. Nie wpływało to jednak na zaangażowanie Oriona w zabawę, nie przerzucił kolejnej porcji uwagi na rzuty, by zmienić charakter rozrywki w poważniejszą rywalizację. Wciąż był to jedynie miły dodatek do rozmowy.
Kolejne pytanie zmuszało do myślenia, więc pozwolił sobie nie reagować od razu. Kilka uderzeń serca przeznaczonych na zastanowienie, bo odpowiedź typu nigdy o tym nie myślałem była wręcz niedozwolona.
– Trudne pytanie. To chyba nie do końca tak, że jest dobrze, albo jest niedobrze. Z jednej strony bycie chmurą wydaje się... monotonne. Poruszają się w jedną stronę, wskazywaną przez wiatr, nieśpiesznym tempem. – niby poruszające się po bezkresnej przestrzeni, a zdawały się równie ograniczone co niektóre klanowe koty. – Ale z drugiej strony... pomyśl sobie ile miejsc te chmury zwiedzają. Ile historii miałyby do opowiedzenia. Chmury z pewnością widziały morze, wiedzą co się kryje za horyzontem nieskończonej wody.
Och, gdyby jeszcze tylko same sobie wybierały kierunek swoich podróży, a nie płynęły zawsze w zgodnym kierunku jak ławica.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Przysłuchiwał się jego domyśleniom z uwagą. Tak, mogły mieć orzeźwiający smak - na to nie wpadł! Szybko przytaknął mu głową, uznając tę teorię za jak najbardziej prawdopodobną. Później zaś się po prostu uśmiechnął zadziornie, gdy ten wspomniał o swoim talencie. Nie mógłby temu zaprzeczyć, może miał talent do czegoś takiego naprawdę.
A później westchnął. Tak, miał rację. W tym wypadku na pewno, nawet nie musiał się zastanawiać. Cicho cmoknął pod nosem, ciosając kolejnym kamieniem. - Jak byłem młodszy, chciałem być chmurą - zamruczał cicho, uśmiechając się łagodnie do siebie samego. - Jak jeszcze nie wiedziałem do końca jakie Klany są. Wizja tego, że ktoś mógłby mnie pchać tu i tam, a ja jedynie bym żył swoim życiem i niewiele myślał była ekscytująca.
Lenistwo? Można tak to nazwać. Łatwe życie chyba każdemu odpowiadało w jakimś stopniu bardziej lub mniej, a w wypadku Kamienia - łatwizna kiedyś była bardzo potrzebna. Z tego nie wyrósł, nadal uważał że jemu powinno w życiu być lżej niż reszcie. Nie chciał jednak, by ktokolwiek nawet śmiał nim dyrygować. - Ale na moje szczęście, nigdy się nią nie stałem. Zacząłem chodzić gdzie mi się podoba i żyć jak chcę. Co chyba zdążyłeś zauważyć, w innym wypadku nigdy bym nie poznał ciebie - tu znów zerknął na niego. - Kiedyś ucieknę z Klanu. Myślałem już o tym.
Rzucił nagle. Odważne wyznanie, ale chyba mógł się nim podzielić... prawda? Bo co by Orion z nim miał zrobić i tak.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Powstrzymał cisnące się na język pytanie odnośnie prawdziwej natury klanów i zamiast tego skupił się na słuchaniu reszty wypowiedzi.
Gdyby wyznanie miało bardziej materialną formę, zapewne już powoli zaczynałoby się rozpadać w łapach. Orion, zastanawiając się co z tym kurczę zrobić, by je obejrzał dokładnie z każdej strony, pozaginał na całej płaszczyźnie i ogólnie w parę chwil doprowadził do stanu zarezerwowanego dla starych, styranych przez czas rzeczy. A odpowiedź wciąż by nie nadeszła. Bo cynamon rzeczywiście nie wiedział co zrobić z tym wyznaniem. Jak to wypadało skomentować? Jakiej reakcji Kamień oczekiwał?
Nie, chwila, stop. Czemu się nad tym zastanawiał? Nie powinien tak analizować tego pod kątem ryżego, to niezdrowo tak. Powinien, po orionowemu, spytać o to co go zaciekawiło w tym momencie i tyle, a nie zastanawiać nad ewentualnymi konsekwencjami.
– Wiesz, nie będę udawał zaskoczonego, że rozważasz... że postanowiłeś uciec z Klanu. – kącikom przepraszającego uśmiechu bliżej było do rozbawienia niż szczerej skruchy. To nie było do końca kłamstwo. Ta informacja nie powinna go dziwić. Po prostu nigdy się nad tym nie zastanawiał. – Kiedyś czyli nie określiłeś jeszcze kiedy dokładnie? Ale skoro decyzja podjęta to... dlaczego? – ciekawość. Ni mniej ni więcej dało się słyszeć w głosie Oriona, a właśnie ciekawość. Chciał wiedzieć czy za decyzją stało coś innego niż sam mógłby przypuszczać.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Jakakolwiek reakcja by nie była, póki nie była czystą kpiną, nie musiał się tym przejmować czy go upominać. Ciekawość za to łechtała mu ego. Nie ważne co, wyrażało to zainteresowanie całą jego osobą, życiem i tym podobne. Gdyby tak nie było, Orion po prostu by mógł to skwitować krótkim "aha, to powodzenia" czy czymś w tym stylu. Nie dociekałby! - Klan ogranicza umysł, duszę i ciało. Nie akceptują tego, że jestem ponad to, więc po co miałbym się męczyć po kres tej pajacery? - drobna przesada; nikt go nie odrzucał ni nic. Po prostu czuł się nieco ucieśniony i... to tyle. - Klany nie przejmują się nikim, tak szczerze. Moment w którym znikasz na dłużej niż księżyc oznacza, żeś zdrajca lub martwy. Nie przejmują się tymi, którzy zniknęli. Czy to ich brat, ojciec czy syn. Obłuda bycia dobrym i kochającym po co? Do jakiej idei? Nie lubię Klanów. Nie lubię kłamstw prosto w pysk.
Syknął cicho, szczególnie krzywiąc nos podczas zaznaczania o zniknięciach. To było personalne jak nic innego, to go bolało, drażniło, łamało kodeks życiowy rudzielca. Nienawidził tego bardziej niż czegokolwiek innego. - Jeślibym uciekł, zaznałbym w końcu wolności - dorzucił zaraz. Później na niego spojrzał, jakoby pytał czy jeszcze chce coś wiedzieć.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Kiwał głową, słuchając o tym jak klany ograniczają swoje mróweczki. Gdzieś w trakcie uderzyło go swoiste déjà vu. Jakby już ktoś kiedyś mu o tym opowiadał, miał podobne poglądy do Kamienia... ach, no tak. Kąkol, o równie ryżym futerku i również z Gromu, jeśli Orion dobrze zapamiętał. Chociaż nie miał stuprocentowej pewności, nigdy nie rozmawiali otwarcie o pochodzeniu kocura, tę informację wyłuskał sobie spomiędzy wersów.
– Co? – spytał zaskoczony, za co zaraz zganił się w myślach. Przecież od początku miał rację co do charakteru klanów, nie powinno go dziwić teraz potwierdzenie jego przypuszczeń. Potrząsnął łbem, przybierając bardziej neutralną minę. – Dziwne, że tyle kotów odnajduje komfort w tym kłamstwie. Prawie wszyscy, z którymi dotychczas rozmawiałem byli oburzeni, gdy sugerowałem, że jednostka się nie liczy, chociaż nie mieli na to kontrargumentów. Ale wielu też zdawało się rzeczywiście wierzyć w to, że są istotni jako koty i ktoś się przejmie ich zniknięciem czy śmiercią.
Byli tylko mróweczkami w wielkim mrowisku. Tym bardziej bawił go początkowy argument wyższości życia w grupie nad samotnym – bo nie będziesz umierać sam w rowie po walce, bo będziesz mieć wsparcie w razie zagrożenia, bo ktoś ci urządzi pogrzeb zamiast zostawić zwłoki na pastwę robactwa. No fajnie, ale najwyraźniej życie w klanie wcale tego nie gwarantowało?
– Wiesz już dokąd? – spytał jeszcze. Obecnie wiedział gdzie mniej więcej spodziewać się Kamienia. I jakkolwiek nie trzymał się granic klanowych jak pies swojej budy, tak sytuacja wydawała się w miarę stabilna. Zrywając łańcuch wiążący go z Gromem mógł pójść, gdzie mu się żywnie podoba i to... nie podobało się Orionowi, nie oszukujmy się. Może nie zabiłby się z rozpaczy, gdyby rudy pręgus wyruszył w świat i już nigdy się nie zobaczyli, ale wciąż wolałby go mieć na miejscu. I tyle. Bo jakkolwiek gardził granicami, tak musiał przyznać, że pomagały utrzymać ważne koty w jednym miejscu. Byleby tylko jego nic nie ograniczało.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Prychnął cicho, niby to w oburzeniu, niby rozbawieniu. Aha, bo tak było i w Klanie. Każdy, dosłownie każdy ślepo szedł za Żubr. Poza Akonitem, który... nie wiedział co z nim. Nigdy nie był blisko niego, ale to może i lepiej. Jeśliby wiedział, że pajac zbił jego siostrę, najpewniej usiłowałby mu odpłacić pięknym za nadobne. - Bo są głupi. Głupi, ślepi i nie chce im się żyć dla siebie. Każdy wierzy, że posłuszeństwem może zyskać rangę Zastępcy czy Przywódcy, a wiesz co ja myślę? Że to idiotyzm. Jestem synem Przywódczyni. Powinienem mieć przypisaną tę rangę już teraz, przynajmniej doprowadziłbym tę śmieszną grupę do ładu. A tak? - oczywiście, ład w łapach Kamienia byłby najpewniej wojną domową i niekończącym się chaosem. I nawet on to wiedział, stąd nie pchał się już do bycia nikim. Ba, chciał zwiewać i mieć spokój, zasługiwał na więcej niż to. - Niech żyją sobie w Klanie, jeśli im łatwiej wierzyć, że kiedyś coś osiągną. Ja już chyba wyrosłem z wierzenia w bajki.
Trzepnął ogonem. Pytanie Oriona było moment ignorowane. Dokąd miał iść? Nie planował znikać zbyt daleko. Nurt, Żwir, Dym... nie odejdą z nim. Nie mógłby ich jednak zostawić. Musiałby się kręcić gdzieś po okolicy. - Jeszcze nie jestem pewien. Na pewno na tyle daleko, by patrol mnie nie złapał. Nie wiem co robią ze zdrajcami i wolę nie przekonywać się na własnej skórze. Być może wówczas poznałbym Klanową dobroduszność - skrzywił się do siebie. Moment ciszy. - A co? Chcesz coś polecić? Odradzić?...
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Miał wiele pytań, które chciał zadać, wiele przemyśleń, którymi chciał się podzielić, ale nim zdążył otworzyć pysk, by wspomnieć o jednych czy drugich, dopadła go nagła realizacja. Ta, która zawsze była, albo powodem przypływu ekscytacji, albo robiła za symulator zjedzenia zepsutej piszczki. A tym razem? Nie wiedział, po prostu była. Wiele kropek połączyło się w błyskawicznym tempie, ale nie zostawiło miejsca na jakiekolwiek odczucia związane z tym odkryciem.
Ach tak, bo najpierw była faza wyparcia. Albo raczej faza, w której podchodził sceptycznie do swoich wniosków i liczył na nowe dowody, które przywrócą harmonię we wszechświecie.
– Synem Przywódczyni? Jakby... tej samej Gromowej Przywódczyni, którą mi taka jedna groziła? – spytał więc dla pewności. Bo kto wie, może Grom miał w rzeczywistości dwie przywódczynie, a Orion przypadkiem poznał dzieciaki jednej i drugiej. Znaczy teraz, gdy już mózg nie łączył kropek i oriental mógł się zastanowić, to pokrewieństwo między Nurt, a Kamieniem nie było czymś doszczętnie złym; w gruncie rzeczy niczego nie zmieniało, bo poza pierwszym spotkaniem kotka okazała się całkiem zabawna, ale to wciąż była informacja, którą wolałby posiadać wcześniej. By nie czuć się tak jak teraz – dziwnie, że o tym nie wiedział.
– Patrole chyba trzymają się granic? – dopiero co tak ustalili, że klany nie przejmują się znikającymi kotami, przyklejają im tytuł zdrajcy i żyją dalej. – Więc chyba póki nie zamieszkasz pod samą granicą to powinno być w porządku. – to było oczywiste, ale Orion po prostu potrzebował tych paru sekund więcej na zastanowienie się nad kolejną częścią wypowiedzi. Na tyle daleko nie było żadnym wyznacznikiem odległości, bo równie dobrze mogło oznaczać miejsce gdzie obecnie siedzieli, jak i nieokreślony punkt poza horyzontem. Pokręcił przecząco łbem. – Nie, raczej nie. Ale jeśli byś uciekł nim wybierzesz godne miejsce to możesz się na chwilę zatrzymać u mnie. – zaoferował. Sam w sumie rzadko kiedy tam bywał, ale co tam.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Trzepnął uchem, uniósł brew do góry. Kto śmiałby grozić Przywódcą? Dym powtarzał mu parę razy, że na dobrą sprawę nikt nie powinien krzywdzić nikogo na granicy, więc po co komuś grozić? Orionowi? Z całym szacunkiem, ale on nie wyglądał na kogoś, kto powinien słuchać gróźb. - Nie ma więcej Przywódców. Jest jeden na Klan - co mogło znaczyć mniej więcej, że "tej samej". Powinien dopytywać o to kto mu groził? Nie. Nie obchodziło go to... ale z drugiej strony, istotnym byłoby znać takiego śmiałka, co by szukał tylko zaczepek z bogu winnymi kotami. - Grom tak silny i odważny, że zamiast samemu się bronić, pozywa się na Przywódcę.
Rzucił z delikatnym uśmiechem. Kogokolwiek nie krytykował, kot ten na to zasługiwał. Kamień nie lubił stosować przemocy bez powodu, ale jeśliby już miał, lepszą opcją byłoby robić to z własnej łapy. Grozić można póki się jest kociakiem. Orionowi musiał grozić co najmniej terminator. - Trzymają, ale ja w teorii patroluję podczas spaceru. Dla samego siebie, ale patroluję - bo w Klanie obowiązki porzucił już jakiś czas temu. Nie jego interes, nie jego sprawa, po prostu pilnował aby Puchacz i Krzyżak mieli się dobrze. - Powiedzmy, że zza rogu wyjdzie patrol w postaci Przywódczyni i jej Zastępcy. Zostanie mi nadzieja, że wyjdę z tego cały.
Mruknął cicho, wzruszył barkami. Nie bał się ich per se. Nie zabiliby go, bo jak? Wszak on był "nieśmiertelny". Nie chciałoby mu się jednak obrywać bezsensu, bo ból jak najbardziej czuł. I wysłuchiwać jaki to głupi i bezużyteczny też nie miał zamiaru, bo to byłyby brednie. Nie ważnym było jednak to. Propozycja, jaką wysunął mu Orion, mimowolnie sprawiała, że na rudym pysku pojawił się cień uśmiechu. - Mm, a co? Tęskniłbyś? - żart. Nie wierzył w każdym razie, że w ogóle by za nim nie tęsknił. Ustalił już w głowie, że się lubili, a to sprawiało że wbrew woli, brak lubianego kota powodował nieprzyjemną pustkę w sercu, jaką była tęsknota. A przynajmniej on sam by to odczuwał w mniejszym czy większym stopniu. Pytanie więc miało po prostu pochlebić jego i tak zawyżone ego. - Wpadnę, może i nawet zostanę na parę nocy, jeśliby nie było to problemem. Tylko gdzie miałbym cię szukać?
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW