Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Kiwnął powoli łbem, trawiąc informację. Czyli jednak rodzeństwo, ale... nie dostrzegał podobieństwa? Jasne, może układ pręg mieli podobny, ale w gruncie rzeczy jak bardzo powinni być do siebie podobni, żeby Orion mógł mieć sobie cokolwiek do zarzucenia? Za to, że się nie zorientował sam z siebie wcześniej? Nie wiedział, ale był pewien, że stopień podobieństwa między Kamieniem i Nurt był zbyt niski, by sobie cokolwiek zarzucać.
Wciąż wolałby wiedzieć wcześniej i żeby temat wyszedł dzięki jego spostrzegawczości, a nie przypadkiem.
– Ta. – mruknął z krzywym uśmiechem, humor mu całkiem szybko wracał. Powstrzymał się jednak od kolejnych komentarzy, by nie prowokować czasem pociągnięcia tematu. Wolał się nie przekonywać w jaki sposób zmieniłby się nastrój spotkania, gdyby wyszło na jaw, że ta silna i odważna Gromiaczka to siostra, a nie przypadkowy kot.
– Rozumiem. Chociaż większość raczej rzadko spaceruje poza granicami. – próbował racjonalizować. Albo pocieszyć? Kamień raczej nie wyglądał na zbyt przejętego tą kwestią, więc z tym pocieszaniem raczej cienko. W każdym razie oriental nie dostrzegał tu wielkiego zagrożenia.
– Oj zaraz tam tęsknił. – uśmiechnął się przekornie. – Po prostu taki jestem uprzejmy z natury. Ze zwykłej, wrodzonej, grzeczności proponuję, żebyś nie musiał spać w przypadkowych norach. Nic osobistego. – wyjaśnił jeszcze, chociaż doświadczenia wielu poprzednich rozmów sprawiły, że przez moment rozważał dodanie jeszcze paru ugodowych słów, by załagodzić wydźwięk. Zrezygnował ostatecznie, w naiwnej wierze, że Kamień ma więcej szarych komórek niż przeciętny leśny obywatel i nie zrozumie tego jakoś na opak.
Cień rozbawienia wciąż był obecny w błękitnym spojrzeniu, gdy Orion zastanawiał się jak najlepiej opisać, gdzie tymczasowo przebywał.
– To jest tak... w stronę Klanu Rzeki. W tych zaroślach co się ciągną i nachodzą na ich tereny. Niedaleko rośnie brzoza, a ich tam raczej nie ma zbyt dużo, więc raczej łatwo trafić. I odróżnić od ptasich gniazd. – wyjaśnił najlepiej jak potrafił bez wchodzenia w zbędne szczegóły. W sumie, jak teraz się zastanawiał, lokalizacja nie była jakaś wybitna, wybrał ją jedynie ze względu na Cisa. Jak liliowy by zareagował, gdyby przyszedł w odwiedziny i oprócz Oriona zauważył też obce, ryże futerko? – Ewentualnie poniekąd mam też coś koło Siedliska Koni tylko tam bym ci musiał już pokazać jak dość, bo jest dość... ukryte, można powiedzieć. Ciężko by było opisać. – zaoferował jeszcze. Bo sobie przypomniał, że istnieje taka opcja. Wcale nie był motywowany uniknięciem spotkania dwóch przyjaciół.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Wzruszył ramionami, kiwnął głową - owszem, mało kiedy kto wychodził poza granice. Poza sobą, nie słyszał o innym kocie, co by tak wychodził. Krzyżak, ten jeden raz, kiedy go zabrał na spacer po ceremonii. I... to tyle? Może nikt się tym nie chwalił. Może robił to każdy pod przykrywką. Może każdy miał dość Klanów, ale nikt nie miał odwagi się przyznać. Było wiele możliwości i odpowiedzi praktycznie w ogóle. Nie szkodzi. Nie było to tak znów stresujące, szczególnie po ofercie Oriona.
Uśmiech, niepewny, ciepły, wpłynął mu na twarz. Żarty żartami, nadzieja nadzieją - w tej chwili miał otrzymać pomoc. Nie od wuja, nie od klanowicza, od kogoś kto był mu obcy. Od przyjaciela, którego w teorii powinien nienawidzić, bo był samotnikiem. Przyjemne ciepło rozlało się w nim, odwrócił wzrok i skinął głową. - Skoro byś nie tęsknił to... Może wpadnę, może nie... - pociągnął, jasno sugerując że zdecydowanie, odwiedzi go. I to na pewno nie jeden raz. Być może zatrzyma się u niego nawet na księżyc, jeśli mu na to pozwoli. Czy miał więcej szarych komórek? Nie, na pewno nie. Oczywiście - twierdził inaczej, ale był durny jak but. I nie wiedział, czy nie rozumiał tego na opak. Samemu uznał to za przyjacielskie wyciągnięcie łapy, takie o, z sympatii. Raczej nie podejrzewał żadnej zasadzki. - Chcesz się tam przejść? - pierwsze znajdzie. Prędzej czy później, ale się mu uda. Znał parę kotów w Rzece, więc najwyżej kogoś będzie mógł dopytać gdzie iść. Drugie miejsce było mu nieznane, Orion nie umiał go opisać, więc... mogli się przejść. Zdaniem rudego.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Rozumiem. To może będę czekał, może nie. – rzucił, wciąż w tym samym tonie. Przejechał językiem po łapie by następnie poprawić kłaczek na głowie, ale przede wszystkim – by powstrzymać ten nieco cieplejszy uśmiech cisnący się na pysk. Bo to przecież nie przystoi.
Od pielęgnacji oderwała go propozycja spaceru, jeśli tak mógł to nazwać.
– Jasne, czemu nie. – zgodził się bez głębszego namysłu. Ukryty Tunel nie wymagał sprzątania by opcja niezapowiedzianej wizyty mogła wywołać stres u cynamona. A i tak już się całkiem nieźle zasiedzieli w miejscu, więc Orion po prostu się podniósł na cztery łapy i przeciągnął dokładnie (mimo że daleko mu było do staruszka, u którego chwila bezruchu wywoływała nieodwracalne szkody w organizmie), a następnie spojrzał na rudego. – To co? Idziemy? Nie ma co odkładać tego na inny dzień, a ja nie pogardzę spacerem teraz.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Wstał niedługi moment po nim, otrzepał się szybko i machnął głową. - Prowadź - rzucił spokojnie, stając minimalnie bliżej, ale i przy tym malutki kawałek za nim - tak, by ten mógł być w tej chwili jego przewodnikiem. Kamień, mimo że lubił sam prowadzić wszystkie wycieczki, nawet jak nie wiedział dokąd iść, tym razem nie miał zamiaru być wszechwiedzącym bucem. Oriona po prostu zbyt lubił, by tak się przy nim zachowywać w sprawach takich jak ta.
//zt!
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Jasne. – zgodził się, nie zastanawiając się ani sekundy nad tym, że został przewodnikiem. To było jedyne logiczne rozwiązanie skoro to to on wiedział jak dotrzeć do ukrytego tunelu, a nie jego towarzysz, prawda? Szczególnie, gdy nie miał okazji poznać tej gorszej strony Kamienia, która miała wywalone na logiczne rozwiązania.
Słońce o tej porze wciąż szybko znikało za horyzontem, więc narzucił nieco żwawsze tempo spacerowe. Znaczy się – nie żeby musieli biec, ale umówmy się, że Klub Emeryta by złożył skargę na takiego przewodnika.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Poluję to zbyt wiele powiedziane – prędzej przepłaszam jaszczurki, które postanowiły skraść nieco ciepła dostarczanego przez popołudniowe słońce. Znaczy nie żeby brak sukcesów był powodowany brakiem umiejętności łowieckich, bo tych to mam aż w nadmiarze przecież. Ale bądźmy szczerzy, kto niby chciałby jeść jaszczurki, co?? Przeganiam je z kamieni w ramach rozrywki. Jasne, nie tupię głośno łapami przed skokiem w ich stronę, jednak nie podchodzę też do nich z precyzją jakby zależało od tego moje życie.
Dostrzegłszy kolejną zieloną gadzinę na jednym ze śmiesznych głazów, uginam łapy, zrównując głowę i ogon z linią grzbietu, a następnie ruszam w stronę jaszczurki. Ledwo co umyka spod moich pazurów, gdy skaczę w jej stronę, więc zaraz zadzieram nieco wyżej łeb, szczerząc kiełki w uśmiechu i ze świstem postrzępionej kity odwracam się w stronę reszty skał, wypatrując kolejnej ofiary. Chociaż chyba wygląda na to, że póki co wszystkich spłoszyłem. Oblizuję dwukolorowy pysk, a to niefart.
//Trujący Liść
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Nie tylko Minóg postanowił złapać coś na ząb, bowiem były rzeczniak również wybrał się w te okolice w tym samym celu. Tyle, że on w przeciwieństwie do kolorowego osobnika nie zamierzał wracać z pustymi łapami.
Przeszukiwał właśnie pobliskie krzaczki, gdy to przed nosem przebiegła mu widocznie wystraszona jaszczurka. Stał tak chwilę niepewny, czy gonić za gadziną, czy może jednak dać jej szansę na prowadzenie dalszego żywota. Ostatecznie postanowił okazać łaskę biednemu zwierzęciu i ruszył w przeciwnym mu kierunku, a mianowicie w stronę, z której przybiegło. A tam co? A tam kot. Widocznie sprawca wywołania śmiertelnego stresu u biednej jaszczurki.
Wpatrywał się w milczeniu w nieznajomą, jakoś nie bardzo dbając o to, czy jest widoczny, czy też nie. Bardziej niż obcym, przejmował się tym, czy dalsze polowanie ma sens, jeśli tamta jaszczurka zaalarmuje w jakiś sposób pozostałą w okolicy zwierzynę.- Jaszczura ci uciekła. - Odezwał się w końcu jakby od niechcenia. W sumie to podejrzewał, że kotka (jak sądził) dobrze wiedziała, że jej ofiarą uciekła, a jego stwierdzenie będzie wydawać się conajmniej głupie. Ale co tam. Nie chciał wyjść na jakiegoś przerażającego starucha, który w milczeniu wpatruje się w inne koty.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Na wszelki wypadek wskakuję na jeden z kamieni i z niego rozglądam się dookoła w poszukiwaniu innych jaszczurek. Liczę na to, że lekka zmiana perspektywy pomoże zauważyć coś nowego, ale jedyne co widzę to obcy kot. Chwila, co? Odwracam ponownie łeb w stronę nieznajomego, tak szybko, że aż coś mi przeskakuje w kręgach szyjnych. Patrzę na niego z góry – nie żeby z wyższością, po prostu skałka na której się znajduje dodaje mi te kilkanaście centymetrów potrzebnych do przerośnięcia go. Bo, skubany, wysoki jest! Trochę przypomina szczura, ale na długich łapach, więc uśmiecham się nieznacznie na to skojarzenie.
– Aha, wiem. – odpowiadam beztrosko, zeskakując z kamienia by podejść bliżej do nieznajomego. – Na tym polega zabawa właśnie. – wyjaśniam uprzejmie i może bym pociągnął temat, ale w tym momencie moje spojrzenie zatrzymuje się na bliznach na chudej szyi. – O? A to skąd? – pytam bez najmniejszego zakłopotania, przyglądając im się jeszcze przez krótki moment by nie było wątpliwości co mnie zaciekawiło.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Wodził spojrzeniem za nieznajomą, aż w końcu zadarł łeb ku górze, żeby być w stanie dostrzec jej pysk. Chyba został namierzony, co jak sądził spotkało się z zaskoczeniem tej drugiej strony. - Straszenie jaszczurek jest zabawą? -Jego głos nie brzmiał ostro, bardziej znudzenie. Właściwie to stojąca przed nim wygląda całkiem młodo, więc uznał, że takie zabawy to coś normalnego. Typowego dla młodych, przecież sam tak robił. Aczkolwiek nie wiedział, czy w sytuacji gdy trzeba się martwić o jedzenie taka zabawa była dobrym pomysłem. No, ale co on się będzie skarżył.
Powędrował spojrzeniem na swoje blizny, w które to wpatrywały się ślepia młodzika. Musiał przyznać, że był to całkiem ciekawy początek znajomości. Wyszczerzył kły w podobnie uśmiechu.- Powiedzmy, że to pamiątka. Pamiątka po szczękach borsuka, który pewnego dnia postanowił zapolować na głupiego kota. Pech dla niego, a szczęście dla mnie, bo mu nie wyszło. -Nie umiał wtedy polować, i zamiast poprosić o krótka lekcje, którąś ze swoich sióstr, rozdzielił się z nimi bez chwili zawahania. Blizny przypominały mu o śmierci Łososiowej Łuski, dalej czuł pewnego rodzaju wyrzuty sumienia, ale jakoś nigdy nie było mu ciężko opowiadać o powstaniu swoich szram. Właściwie było to coś intrygującego.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Ano. I to całkiem fajną, polecam, mnie bawi. – rzucam bez głębszego zastanowienia. Dopiero co dotarłem w te rejony, więc żaden sympatyczny kot nie zdążył mnie jeszcze ostrzec przed pelikanami i ich wpływem na liczebność lokalnej zwierzyny. Z mojej perspektywy to tylko niewinna zabawa, która nigdy do tej pory nie ciągnęła za sobą poważnych konsekwencji. Zresztą nie wydaje mi się by nieznajomy należał do najmłodszych kotów, więc prędzej przypuszczałbym, że to jest ten wiek, gdzie narzeka się na wszystko.
Przechylam lekko w bok dwukolorowy pysk, wzorem zaciekawionych szczeniaków, gdy kocur błyska kłami w uśmiechu. Chyba uśmiechu. Kontemplacja mimiki szybko ucieka mi z głowy, bo zaraz skupiam się na słuchaniu historii, kieruję szare uszy do przodu, nie chcąc stracić ani słowa.
– Borsuka?! – nieświadomie podnoszę głos, nie spodziewając się takiego obrotu sprawy. Piskliwe tony wywołują jednak zgrzyt w mojej głowie, więc po odkaszlnięciu staram się już kontynuować wyćwiczonym głosem (chociaż ciężko mi się skupić na tym jak brzmię, gdy w grę wchodzi rozmowa o borsukach). – Ale, że jak to? To brzmi jakby ciebie złapał zębami za szyję przecież! I jak to przeżyłeś?? Borsuki chyba są ogromne i mają silne szczęki, nie? Więc jakim cudem z tego wyszedłeś? – to dla mnie jakiś kosmos, bo przecież kocur ma strasznie chudą szyję. Jak na moją logikę to pod naporem borsuczych szczęk powinna trzasnąć jak zapałka.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Fajną mówi. On to chyba nie znalazłby radości z biegania za uciekającymi gadami, ale co on tam wiedział. Może zwyczajnie był już na to za stary, ale wolał się do tego nie przyznawać.- Uważaj tylko, żeby ta zabawa nie skończyła się brakiem zwierzyny, albo atakiem drapieżnika. Albo żeby się jaszczury nie skrzyknęły i w zamian nie pogoniły ciebie. -Nie chciał wyjść na zrzędliwego starszego, ale chyba na takiego właśnie wyszedł. No nic, ważne żeby nie było trupów, a już szczególnie tak młodych. Życie różne scenariusze pisze. - Borsuka! -Również podniósł głos, aczkolwiek celowo. Widać zaciekawił nową znajomą swoją opowieścią. I bardzo dobrze, przynajmniej było to coś o czym mógł powiedzieć.- Bo złapał, i to tak solidnie. Nie ważne jak mocno bym się nie wyrywał, pchlarz nie chciał puścić. Szczęki to on miał silne, a uścisk jeszcze mocniejszy. -Czy dramatyzował? Właściwie to sam nie wiedział, z jednej strony pamiętał to wydarzenie jak przez mgle, a z drugiej czasem miał wrażenie jakby znał najmniejszy szczegół tej sytuacji.- Ano, są ogromne. Biało-czarne brutale o małych oczkach. Ale mimo takich gabarytów i tak mnie skubani dorwał. Gdybym był sam to zapewne wąchał bym kwiatki od spodu. -Do końca życia będzie zawdzięczał wiele tym wszystkim kotom, które mu wtedy ruszyły na ratunek. Może i nigdy więcej ich już nie zobaczy, ale będzie o nich pamiętać.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Przez krótki moment wyobrażam sobie jak pędzę przez Grzmiącą Ścieżkę, a tuż za mną leci fala zielonych jaszczurek całkowicie zasłaniających ciemną nawierzchnię. Uśmiecham się pod nosem na taką myśl.
– Taki pościg jaszczurek byłby całkiem śmieszny. – stwierdzam, decydując się na ignorowanie pozostałych opcji. Brzmią już zbyt pouczająco jak na mój gust i psują całkiem niewinną zabawę.
Rozdziawiam pysk słuchając o tym co się przydarzyło starszemu kocurowi, a dwukolorowe oczy mam jak spodki. Albo jak te plastikowe, kolorowe talerzyki z działu dziecięcego w IKEI. Próbuję sobie wyobrazić jak ta sytuacja z borsukiem mogła wyglądać i póki co wszystko maluje się w dramatycznych barwach. Z dużą ilością czerwieni i granatów.
– I co dalej? Co dalej? Złapał ciebie i co dalej? – dopytuję niecierpliwie, chcąc usłyszeć dalszy ciąg historii. Nie był sam, więc ktoś mu pomógł w starciu z borsukiem, prawda?? Więc to chyba ten moment opowieści, w której pojawia się bohater? Końcówka postrzępionego ogona podryguje w zniecierpliwieniu, gdy czekam na kontynuację, a w głowie już mam milion teorii na temat tego co się mogło dalej stać!
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
W sumie musiał przyznać rację. Raczej niecodziennie widzi się kota uciekającego przed chmarą jaszczurek, kiedy to powinno być na odwrót. Tym razem to kot byłby ofiarą, która musiałaby chować się przed napastnikiem. Ale gdzie? Jaszczurki wejdą wszędzie, więc kaplica.
Szczerze mówiąc relacja słuchaczki była dla niego satysfakcjonująca. To dopytywanie, te wpatrzone w niego oczy. Z początku nie sądził, że ta historia wywoła takie zainteresowanie.- Już ci mówię, cierpliwości! - Właściwie to sam musiał sobie przypomnieć sytuację w szczegółach. Ale też nie mógł przecież kazać czekać na ciąg dalszy, bo jeszcze to ich małe zgromadzenie doczeka się jajka.- Przeżyłem tylko i wyłącznie dzięki temu, że kiedyś żyłem z pewnym ugrupowaniem kotów. - Stwierdził, że lepiej nie mówić wprost o klanach.- Wtedy kiedy dyndałem w zębiskach tego pchlarza, zjawiła się ekipa ratunkowa. Trzy koty? Pięć? Mniejsza o to, ważne że rzuciły się na borsuka z pazurami. Jeden z prawej, jeden z lewej, a jeszcze inny prosto w jego pysk! To ten borsuk, nie mając wyboru, w końcu mnie wypluł. Jak jakiś przeżuty kawałek mięsa, co już mu zbrzydł. - Przypomniał sobie jak wtedy na to wszystko patrzył, był półprzytomny, nie widział wszystkiego.- Nie będę z siebie robił bohatera. Przez resztę walki leżałem jak kłoda, a oni się nawalali. Zabili go. -Tak szczerze to nie pamiętał, czy borsuk skończył martwy, czy uciekł, ale to nie było ważne. Zresztą i tak był wtedy ledwie przytomny, pamiętał jedynie osłody walki z tyłu, i pysk Zamglonego Świtu przy swojej szyi. Chyba próbowała zatamować krwawienie.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Kiwam energicznie głową na znak, że rozumiem, chociaż to zrozumienie wcale nie dodaje mi cierpliwości! Mielę pazurkami ziemię pod łapami, w oczekiwaniu na kontynuację opowieści. I wniosek z niej jest taki, że w kupie raźniej! I bezpieczniej, bo po jej nowego znajomka zjawiła się wtedy ekipa ratunkowa. Więc poniekąd miałem rację, ale zamiast bohatera zjawiła się ich cała grupa.
– Ooo, no ten borsuk był totalnie bez szans jak się zjawili! – jestem zachwycony tym zwrotem akcji, nie ma co ukrywać. Nigdy na oczy nie widziałem borsuka, ale z zasłyszanych na osiedlu opowieści wynika, że najbliżej to mu chyba do buldoga z postawy i wielkości. Więc całkiem spora bestia. Jedyne co mnie jeszcze nurtuje to kwestia rany, którą pozostawiły po sobie borsucze szczęki. – A co potem?? Jak przeżyłeś?? Bo ta rana musiała być przecież o-grom-na, coś trzeba było z nią zrobić, nie? – mam nadzieję, że dobrze myślę. Własnego doświadczenia z obrażeniami wielkiego nie posiadam, ale nie chodzę po tym świecie od dwóch wschodów słońca i coś niecoś już wiem o zagrożeniach!
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
- Ano był. - Wolał pominąć, że przy jego ratowaniu poświęcenia dokonał jeden z jego ratowników. Nie chciał psuć atmosfery, czy przypadkiem straszyc słuchacza. Aczkolwiek chyba dobrze byłoby ostrzec młodzika przed ewentualnym niebezpieczeństwem.- Chociaż w grupie, czy bez grupy, lepiej unikać takich zabaw. -No dobra, ostrzeżenie zrobione, można wrócić do opowieści. - Tak, sporą to ona była. To pamiętam. Ale jak poprzednio, tu też miałem szczęście w postaci cudzej pomocy. Jeden z kotów, z tej grupy znał się na leczeniu i jakoś mnie poskładał. A jeszcze wcześniej moja siostra zatamowała krwawienie. Dzięki nim jeszcze jakoś mogę zatruwać ten świat moją personą.-Jego umysł powoli schodził na Zamglony Świt i Księżycowy Pył. Nie chcąc rozpamiętywać w tej sytuacji dwóch kotek, postanowił rozpocząć inny temat.- Znasz się na ziołach? -Z kolorowego futerka nieznajomej unosił się zapach ziół, więc może nie był to przypadek, i rzeczywiście miała się czym pochwalić.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P