Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Oczy kojarzyły się wielkim myślicielom ze zwierciadłem duszy, ale czy ślepia Pustułki tak wiele zdradzały? Były raczej jedynym atutem kotki wielkości najnowszego bmw, bo raczej nie wpada w kanony piękna. Jednak wiadomo- te dwie tonie umieją nawet z giganta stworzyć piękność. Były niczym czysta woda w dzikiej sadzawce, czazami gdy brzebijały je błyski można było odnieść wrażenie że patrzyło się w rzeczne fale, czy nawet te z wielkiej, słonej wody. Zmrurzyła lekko oczy na wytłumaczenia kotki. Najchętniej z całych sił uderzyła by ją w tą mordę za wszystko co jej zrobiła. Ale nie zrobi tego, bo jej nienawiść równa się z miłością. Ugryzła delikatnie jej szyje, nie po to jednak by sprawić jej ból, a najwyżej nieco się podroczyć, jak dawniej. Gdy kotka skończyła mówić pstrokata oparła brodę o jej kark, i mruknęła głosem słumionym acz poważnym i łagodnym. W jej gardła wyskoczył cichy, gardłowyi pomruk, gdy biczowaty ogon cętkowanej spotkał się z jej bokiem. Serce waliło jej jak młot, ale miała to poczucie bezpieczeństwa którego tak długo nie miała.
-N-nie mogę ci p-powiedzieć że to nie prawda, bo mocno mnie zraniłaś. Ale.. wybaczam ci, raczej i tak nie miałabym wyboru, nie?-powiedziała nieco spokojniej. Ostatnie słowa uchodziły z niej coraz spokojniej, pod koniec nawet zdołała lekko zażartować. To w końcu jakiś wyczyn. Szorstki język bardzo ją uspokoił, podobnie inne czułe gesty ze strony Srebrnej Damy. Jednak Pustułka chciała wiedzieć więcej, musiała. W końcu Brzoza na pewno robiła co kolwiek na tym osiedlu. Musi jej to powiedzieć, po takiej rozłące warto z sobą to przedyskutować, zważając na to że Pustułka nawet zdradę cętce wybaczy. Z trudnościami. Ale wybaczy. W końcu nie przeżyła by bez tych oliwkowych ślepi ani chwili dłużej.
-C-co ro-biłaś na osiedlu? Ale mów p-prawdę. Wie-sz jakie t-to ważne. Zdołam wy-ybaczyć ci w-wszystko. -pisnęła zaciskając zęby. Chciała być gotowa na usłyszenie jakichś ciekawych czy okropnych rzeczy. Odsunęła się od Brzozy, bo szyja jednak z czasem drętwieje i przywarła własnym bokiem do jej boku. Ogony szybko zdołały się spleść. Była w stanie otumanienia, nie była pewna czy wróci na noc do obozu. W końcu z tęgą kotką jest.. bezpieczniejsza.
-Błagam Cię.- dodała wbijając miękki nos w szyję samotniczki. Co Ptaszyna zrobi jeśli prawda okaże się zbyt zła i potężna? No.. i tak wybaczy. Dla Brzozy zdołała być nawet miękką bułą, oczywiście jeśli nie straciła by swojego charakteru po drodze. Poczuła że sierść jej miłości jest nie miłosiernie brudna, więc odczepiła nos od jej szyji po czym zaczęła pielęgnować jej sierść, tu i ówdzie rozklejając złączone kołtuny pazurem.
-Czyżbyś zapomniała o myciu futra?-zachihotała zerkając na swoje które.. psia krew. Było w bardzo opłakanym stanie, ba, gorszym od sierści Brzozy. No to już wiadomo jak ukara ją za nie obecność. Ha! Mycie futra jest wręc idealne. Jednak najpierw musi jej wszystko dokładnie opowiedzieć, a w czasie opowiastek Pierzasta zajmie się jej futrem. Żeby nie było przy innych wstyd że się z brudaskiem związała. Chociaż.. dla szylkretki nawet taka Brzoza była atrakcyjna.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Brzoza atrakcyjna? Wolne żarty. Do kanonów piękna się niestety nie wpisywała w żadnym razie. Chyba, że ktoś akurat gustował w lotach podobnych do brytyjskich, może nieco bardziej okrągłych i niekoniecznie w obecnym czasie dbających o higienę. Czy srebrna się sobie podobała? I tak, i nie. Niby jej to nie obchodziło, ale wiadomo, że zawsze mogło być lepiej. Jako kociak jeszcze marzyło jej się być pięknym orientalem z czekoladowo-srebrnym futrem w klasyczne pręgi, ale teraz jej to zapisało bardziej niż zwykle. Po co jej niby uroda? Żeby uwodzić kocury? Pff, w takim razie tym bardziej nie jest hej potrzebna. Całego ich rodu ma już serdecznie dość po tym głupim romansie z niezwykle kuszącym orientalem swoją drogą. Może i był niezwykle piękny, ale to by było na tyle. Co prawda nie cechowała go głupota, ale był pusty i egocentryczny. Obchodziły go tylko swoje potrzeby, nie liczył się z nią, ale szczerze mówiąc częściowo jej się to należało. Sama traktowała go w pewnym sensie z góry. Było nawet przyjemnie, ale się szybko skończyło. Równie szybko, co zaczęło, a właściwie tuż po tym, kiedy dostał tego, czego chciał po prostu zniknął bez pożegnania, czego każdy mógł się spodziewać. W końcu kocięta to odpowiedzialność, na którą nie był w stanie się zdobyć. Nie on jeden. Takie typy zdarzają się bardzo często, zbyt często i tak łatwo ich spotkać dosłownie wszędzie. W taki oto sposób została sama na kolejny dzień, po którym zdecydowała na jakiś czas opuścić osiedle i wyruszyć w stronę Klanu nadal jednak nie przekraczając granicy. Ba, nawet na nią nie wchodząc. Nie miała najmniejszej chęci spotkać na nich takiej Czerwonej Gwiazdy czy innego kota, który od razu zaatakowałby ją pytaniami, a po udzielonej odpowiedzi o treści "przepraszam kochana, ale ja do Klanu się nie wybieram" wywarczał ostrzeżenie, aby do granic Klanu Rzeki już się nie zbliżała. Bardzo mało możliwe jest, że napotkałaby od razu Pustułkę, a nie innego, mniej pozytywnie nastawionego kota. Potem powtórne przyjście na granicę nie miałoby za dużo sensu chyba, że lubi się oberwać po pysku. Sama na miejscu takiego kota dałaby sobie w pysk, a jeszcze biorąc pod uwagę jej niezbyt duże doświadczenie to już może szykować walizki do podziemi, aby tam się na stałe przeprowadzić. Ha, z taką Czerwią nie ma najmniejszych szans. Nie potrafi nawet oderwać jej wąsa z tego starego, głupiego pyska.
W tym czasie Pustułka jednak domagała się bardziej szczegółowych informacji, co zapowiadało pewnego rodzaju kłopoty. Gdyby ją okłamała same nie czułaby się z tym dobrze, ale z drugiej strony, jeśli powie prawdę to chyba nieźle dostanie po uszach. Nie ma się, co dziwić. Zdrada to obrzydliwa rzecz, za którą należy zapłacić, ale w tym czasie ona sama nawet nie przypuszczała, że kiedyś jeszcze dane jej będzie zobaczyć szylkretkę lub, że czarno-ruda kiedyś jej wybaczy błąd. Teraz za to doszedł kolejny błąd, którego ma prawo się wstydzić. Czuła się przez to tak bezwartościowa i bezsilna.
- Myślałam, że sobie poradzę. Chciałam znaleźć nowy dom. - zaczęła. - Jak widzisz to nie całkiem poszło po mojej myśli. Byłam zbyt niedoswiadczona, ukończenie treningów napewno coś tak by dało. - przyznała. Była dobrym przykładem przeceniającego się terminatora, który w panice szuka swojej drogi bez potrzebnego pomocnika. Myślała, że jest z tym wszystkim sama, ale tak naprawdę wystarczyła tylko rozmowa, na którą najwyraźniej wtedy nie była gotów i wolała ją ominąć. - Właściwie moje futro nie wyglądało tak przez cały czas. Stało się tak głównie przez kolejną wędrówkę tym razem powrotną. Przez jakiś czas jednak zostaję na Łanie Rzepaku, zobaczymy, co będzie później.
Teraz kiedy ma chociaż odrobinę pewności, że wszystko może być tak jak dawniej nie chciała znów odchodzić na osiedle. Jednak mimo to w pewnym sensie chciała tam wrócić, ale nie teraz. Musi spotkać się jeszcze chociaż kilka razy z Pustułką, może nawet dla niej tutaj zostanie... ale czy dla szylkretki nie będzie to ryzykowne, jeśli chce zostać w Klanie? W pewnym sensie to zdrada Klanu Rzeki, a Czerwona Gwiazda tego łatwo nie przepuści. Jeśli oczywiście się dowie.
- Ale mów jak tam w Rzece. - miauknęła zmieniając temat. O tym incydencie oczywiście jej powie, ale najpierw musi to wszystko jakoś załagodzić. - Wszystko okej z resztą mojego, tak zwanego rodzeństwa? Wszyscy się trzymają?
Srebrna nie miała pojęcia o niedawnej śmierci Ulewnej Łapy, nie miała pojęcia tak naprawdę o niczym, co działo się w Rzece podczas jej nieobecności. W pewnym sensie to nawet lepiej, ale może nie do końca.
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
No, Pustułka ma oryginalne gusta. Z resztą ktoś kiedyś powiedział że nie warto oceniać książki po okładce, bo może okazać się zupełnie inna. I nikt co dziwne nikt nigdy nie powiedział żeby nie oceniać po prologu, a tak na prawdę oceniać księgę można dopiero od pierwszego rozdziału. Albo jeszcze dalej, żeby nie dać się zwieść złym początkiem autora, który musi się zwyczajnie rozpisać. Podopbnie było z Brzozą. Była wielkości żuka z nadwagą, a charakterem nie nadrabiała, bo była gburem. Ale gdy przewróciło się niemal wszystkie strony jej cech, można było znaleźć tam piękną powieść, spoczywającą gdzieś między wersami brutalnego horroru zwanego rzeczywistością. Rzeczywistością której nie trzeba zaakceptować, można znienawidzić, pokochać. Istne hulaj dusza. Skinęła szybko na słowa kotki. Kiedyś spyta o szczegóły, nie teraz. Brzoza jest pewnie zmęczona, nie będzie jej drażnić. Na pytanie o jej rodzeństwo przyszły jej na myśl dwie siostry jej partnerki- Owocowa Łapa oraz ta nieszczęsna Ulewna Łapa. Zdecydowała by zacząć od złej informacji by wrócić potem do żywych. Albo próbować. Chociaż wątpiła by Brzoza w ogóle się przejęła.
-Wróciłaś bo nie znalazłaś nowego domu?-zapytała jakby z nadzieją na przeczącą odpowiedź. Nie powiedziała jednak niczego innego co do tego nawiązuje. Nie będzie drążyć tematu, w końcu możliwe że srebrna dama się po prostu przejęzyczyła. No, miała chociaż taką nadzieję. Gdy bok pulchnej kotki był noprawieżeczysty to zaprzestała lizania i zaczęła rozmyślać co tam ciekawego w klanie. No sporo, sporo. Opowiadanko time.
-Nic szczególnego, skończyłam trening, a jutro moja ceremonia. Ulewna Łapa zmarła, zgniotła ją gałąź. Za to Owocowa Łapa urodziła kociaki bodajże Łopianowego korzenia. -miauknęła łagodnym głosem. Na razie zostanie tu. A potem? Muszą jakoś organizować spotkania. Nie mogą teraz znów dopóścić do rozłąki. Położyła własną łapę, na tej należącej do byłej członkini klanu.
-A poza tym raczej nic ciekawego, poza sporą liczbą pogrzebów.-zamruczała opierając się na jej boku. Brakowało jej ciepła Brzozy, dopiero teraz gdy znów przy niej jest rozumie jak bardzo pragnęła mieć przy sobie to tłuste, kropkowane cielsko. Dopiero teraz.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Fakt, że książki się po okładce nie ocenia. Kiedy jednak mówimy o samej Brzozie nie możemy powiedzieć, że tylko okładka jest zła. Te kilka pierwszych stron również nie brzmi i wygląda zachęcająco, ale kiedy poświęci się owej książce więcej czasu i uwagi można poznać jej prawdziwą wartość i pomyśleć, że wcale nie jest taka na jaką wygląda czy początkowo pozuje. Gburowata powierzchnia, oschłość i agresja robią swoje odtracając potencjalnego przyjaciela, który jest zbyt leniwy, żeby dokopać się do złota ukrytego w grudzie czarnego, brzydkiego węgla. Tak, srebrna potrafiła być naprawdę czułym i dobrym kompanem, który wysłucha każdego słowa mówcy. Do tego złota nie chciał dokopać się nikt z rodzeństwa zniechęcając się już po pierwszym spotkaniu po wyjściu z lecznicy, a matka nawet nie spróbowała, podobnie ojciec. Właściwie ojca nawet nie pamiętała. Hm, Jastrzębiopióry... mówi ci to coś? Kolejna postać, która miała głęboko w poważaniu swoje własne dziecko. Ale czy jeszcze dziecko? Nie nazywała siebie dzieckiem Jastrzębia i Kolec. Wolała nazywać się sierotą niż udwać, że w tej rodzinie wszystko było okej. Bo nie było. Ona nie ma matki. Nie ma ojca. Nie ma właściwie nikogo... ale czy jednak? Teraz znów ma szansę kogoś mieć i jeśli dobrze ją wykorzysta nie psując tak jak ostatnim razem to zyska osobę, z którą spędzi całe życie i... i może szylkretka będzie w stanie pomóc jej z tym czymś, co rozwija się w jej brzuchu, bo sama sobie nie poradzi. Jest słaba, zmęczona i niedoświadczona. Polowanie nie idzie jej tak dobrze jak powinno, z walką radzi sobie, co prawda dużo lepiej, ale nadal nie dość wystarczająco, żeby poradzić sobie ze starszym kotem czy wojownikiem. Po akcjach na osiedlu ma już definitywnie dość tego wszystkiego włączając w to przemoc. Dość widziała walk tych wszystkich gangów i innych pierdół włóczących się po mieście. Tamtym kotom zależało głównie na robieniu zamieszania i obronie swojego rewiru. Jeśli to drugie jest się w stanie zrozumieć, bo to typowo kocia rzecz to, to pierwsze nie jest zbyt przyjemne, kiedy chce się odpocząć od zamętu. Napewno wycieczka na osiedle nie była cudownymi wakacjami, prędzej koszmarem, ciągnącym się koszmarem już od jej pierwszych księżyców. Przez cały czas jej życie jest i było tak masakrycznie głupie i puste, a kiedy coś zaczynało się układać ona musiała znowu coś zepsuć. Tak było między innymi ze związkiem, rozpoczęciem treningów czy ambicjami, które zostały zasypane gruzem i trudno będzie je odkopać.
Wzdrygnęła się na słowa Pustułczej Łapy... Ulewna Łapa martwa? Była za młoda, żeby umrzeć. Nie zasługiwała na śmierć nawet, jeśli nie zachowała się w porządku wobec niej. Wschód musi być załamany. Z tego, co udało jej się dowiedzieć przecież byli ze sobą, a teraz jego partnerka spoczywała pod ziemią. Chciałaby móc się z nią pożegnać, ten ostatni raz, jednak... nie chce wracać na te tereny i widzieć tych wszystkich pysków, znajomych pysków przeszłości.
- Ulewna Łapa nie żyje... - powtórzyła tępo przełykając ciężko slinę. - Umarła, tak po prostu...
Następna wiadomość za to była dużo milsza od pierwszej. Jej druga siostra - Gałązka doczekała się własnych pociech! Z Łopianowym Korzeniem, którego cętkowana nie za bardzo kojarzyła, przynajmniej z imienia. Napewno jest szczęśliwa, jeśli srebrnej będzie dane zobaczyć kiedyś jej dzieci to bardzo chętnie z nimi porozmawia, jeśli... Bo może się to skończyć nie za dobrze, ale kiedyś, kiedy dorosną postara się je znaleźć na granicach lub w okolicach granic.
- Cieszę się, że Gałązka została matką. - miauknęła. - Jeśli będziesz widzieć, któreś z jej kociąt to wiesz, możesz je jakoś dyskretnie pozdrowić.
Przez te wszystkie informacje, szczęśliwie i mniej szczęśliwe, nie zdążyła odpowiedzieć na pierwsze pytanie czarno-rudej, ale szybko sobie o nim przypomniała i już szykowała się do odpowiedzi. Nie chciała, żeby Pustułka pomyślała, że je zignorowała.
- Nie całkiem. - zaczęła. - Po tym czasie zdążyłam się już mniej więcej przyzwyczaić do osiedla. Wróciłam po ciebie, chciałam to wszystko wyjaśnić i spotkać cię jeszcze jeden raz, oczywiście nie ostatni, bo mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy. Najlepiej w tym samym miejscu. - kontynuowała mrucząc. - Ceremonię? Już jutro? Tym bardziej się cieszę. Mam nadzieję, że Czerwona Gwiazda nada ci imię, które ci się spodoba. Jestem z ciebie dumna.
Polizała jej czarne ucho na znak czułości, po czym znów wtuliła się w rudą kryzę. Chciała siedzieć w takiej pozycji już do końca życia, ale miłe chwile również kiedyś się kończą i zapewne ta również niedługo się zakończy... ale już w Brzozy łapach, żeby doszło do kolejnego spotkania.
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Wbiła lekko spojrzenie w ziemię, i majtnęła ogonem, który przecinając powietrze wydał sykliwy świst. Jednak na szczęście szybko uporały się ze smutkami, i przejęły się tymi co żyją, zamiast dręczyć umarłych, spoczywających na Gwiezdnej Skórce. Należy im się spokój, w końcu ich byt na ziemi się skończył. Uśmiechnęła się lekko do ukochanej, i przejechała szorstkim językiem po siwej brodzie. Otuliła samotniczkę ogonem, z delikatnością i czułością, w końcu tylko taka była dla srebrnej damy. Zazwyczaj. Na jej słowa szybko skinęła łbem, z widocznym entuzjazmem. Dopilnuje by większość poznała ich świetną ciotkę. Zamruczała cicho na jej słowa.
-Ma ładne i zdrowe kociaki. Z pewnością je pozdrowie kochana. A jeśli któryś zostanie moim terminatorem to go tu sprowadze na poznanie. O ile będzie godny zaufania-miauknęła unosząc kąciki pyska gdy tamta gładziła jej bokobrody. Kochała wszelkiego rodzaju pieszczoty, szczególnie w okolicach pyska. No i jeśli to cętka była ich autorem, bo robione przez innych były dziwnie puste i bezcelowe i bez namiętne jak całe życie szylki bez tęgiej kocicy która zdołała skraść jej serce. Następne słowa ją uspokoiły. Wróciła po nią. Nie po wygodne życie w klanie, po Pustułkę.
Gdy mała względnie kotka zamruczała że jest dumna z terminatorki na pyszczku drugiej błysnął uśmieszek radości. Jednak nadal czuła się jakby za daleko. Mimowolnie naparła lekko na bark Brzozy wywracając ją na plecy i wtulacąc w jej sierść- teraz leżąc na jej brzuchu. Oczywiście nie miało to dla Pustułki żadnych erotycznych znaczeń- zwykły bardzo bliski przytulas, którego teraz Ptaszyna potrzebowała jak niczego innego.
-I jak?-zaśmiała się opierając łeb na szyji szarej kocurzycy. Z jej gardzieli wydobył się głośny pomruk.
-Wygodnie ci?-spytała, gładząc językiem jej sierść na szyji, która zapewne nastroszyła się z nagłego przejścia na niższy poziom rozmowy. Huhu.
Ta brudna sierść, ślepia jak dwie oliwki, nos jak węgielek- były jej. Należały wyłącznie do niej, a Ptaszyna należała do Brzozy. Były swoje- kochały się. Na zawsze. Nikt ani nic ich nie powstrzyma. Kodeks, gwiezdni, Czerwia- to wszystko zeszło na dolny plan. Była teraz tylko ona, Brzoza, niebo i gwiazdy. I nic innego się nie liczyło, gdy były najbliżej siebie jak to możliwe.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Teraz jednak dręczyła ją jedną myśl. Myśl o tym wszystkim, co tak bardzo niedawno zdarzyło się na osiedlu... Łubin, ona, a teraz możliwe, że płody w jej brzuchu. W końcu z tego typu kontaktu trudno wyjść bez kociąt. Teraz nie widać zaokrąglonego brzucha, ale za jakiś tydzień już będzie i wtedy się nie wymiga od odpowiedzialności. Zrobiła, co zrobiła i niedługo nadejdzie czas na poniesienie konsekwencji. Przecież prawdopodobnie już za jakieś dwa księżyce małe kulki wylezą z jej wnętrza na świat. Nie ma szans, żeby zgrabnie ukryć ten fakt. Jako samotnicy kocięta będą zagrożone, a ona nie będzie całkowicie w stanie ich obronić, jednak przez ten fakt jest szansa, że będzie musiała się poświęcić i wrócić do nieszczęsnego Klanu Rzeki, do którego wracać nie chce... ale wiadomo, że jest szansa, co prawda bardzo mało, że płody się w jej łonie nie znajdują. Mała. Bardzo mała. Kocięta będą potrzebowały troski, dużo troski, ale czy zdoła im ją dać? Była terminatorka, która nie potrafi poradzić sobie ze złapaniem królika lub tego przeklętego dzięcioła, który do dziś prześladuje ją w snach po tamtym polowaniu. Dzieci będą głodne, a nikt jej za darmo nie pomoże. Tak samo jak nikt za darmo nie pokazał jej osiedla dwunogów... Tak, Łubin traktował ten stosunek jako zwykłą zapłatę za marnowanie czasu i oprowadzanie jej po okolicy. Teraz przynajmniej znała tak każdy kąt, ale jakim kosztem. Napewno nie była jednyną jego ofiarą, co nie oznaczało, że nagle sobie poradzi jak inne naiwne kotki. Była słaba, ale nadszedł czas, żeby wziąć się w garść i zdobyć chociaż trochę doświadczenia nawet dużym kosztem. Musi się jednak dobrze odżywiać, jeśli coś tam jest i o siebie dbać, bo inaczej może się to skończyć jeszcze gorzej niż można przewidywać. Właściwie to już nie jest dobrze, ale zawsze może być gorzej. Nie zrobiła niczego, więc Klany jej nie zagrażają, ale za to inni samotnicy, a i owszem. Może nawet niedaleko znajduje się ktoś, kto chętnie dałby jej za chwilę w pysk i wygonił z Szorstkich Skał. Może powinna wrócić na osiedle, ale co z Pustułką? Co jeśli nie będzie chciała pójść z nią? Wtedy znów ucieknie i wróci za kilka księżyców? Ciągła ucieczka nic nie da, musi postawić sprawę jasno nawet, jeśli jest miło i przyjemnie, ale z jej samopoczuciem Pustułka też powinna się liczyć, a jej nie całkiem podoba się w lesie. Miała tu przyjść tylko na dzień, może dwa, wytłumaczyć wszystko i sobie najzwyczajniej w świecie pójść, ale czarno-ruda zapewne nie da jej tak łatwo odejść. Ciągle wędrówki też są męczące i w zaawansowanej ciąży po prostu nie dałaby rady tego zrobić.
- Wiesz, bo... - zaczęła nagle odsuwając się od długowłosej. - Jest pewien problem, taka jakby przeciwność losu. To nie miało tak wyjść, naprawdę, nie chciałam, nie planowałam tego. Po prostu...
Urwała. Jej pazury wbijały się w ziemię przecinając pojedyncze łodygi i źdźbła trawy oraz innych roślin rosnących na podłożu w tym miejscu. Ogon srebrnej poruszał się niespokojnie jakby zaraz miała wybuchnąć.
- Na osiedlu spotkałam pewnego kocura. - zaczęła siadając kilka ogonów lisa dalej. - Miał na imię Łubin, ale naprawdę to już przeszłość.
Pewnie nic niepodejrzewająca Pustułka właśnie w tej chwili zastanawiała się w jakim celu cętkowana przekazuje jej taką informację skoro to już przeszłość, jednak po krótkiej chwili mogła wywnioskować o co mniej więcej chodzi.
- Chodzi o to, że doszło do czegoś, czego nie chciałam, żeby doszło. - mruknęła ponuro marszcząc pysk i wlepiając oliwkowy wzrok w wysunięte pazury przednich łap. - Czy można to nazwać zdradą? Niestety tak...
Przewidywała, że Pustułka może wpaść w szał lub uciec powtórnie w kierunku Klanu Rzeki i już nigdy się do niej nieodezwać. Miał w do tego pełne prawo. Większość kotów na jej miejscu nie byłaby w stanie wybaczyć czegoś takiego, ale w tej sytuacji decyzja należała tylko do szylkretki.
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Pustułcza zdawała się nawet szczęśliwa z okazji spotkania, jednak jakieś napięcie wisiało w powietrzu od początku utrudniając oddychanie. Szylkretowa wmawiała sobie że to z powodu spotkania po księżycach. Czuła ciepło ciała Brzozy, i chciała by mogła czuć je zawsze. Było takie przyjemne i dawało poczucie bezpieczeństwa. Ale znikło, zapewne równie szybko co się pojawiło. Przysłuchiwała uważnie gdy srebrzysta opowiadała, i gdy doszło do końca opowieści ryża wsunęła szpony w ziemię, nabrała kilka wdechów. Nie wiedziała jak na zareagować, nie wiedziała co ma mówić. Więc milczała, z oczami wbitymi w ziemię. Nie pozwoliła łzom na ujście, zmrzużyła ślepia, zmarszczyła brwi. Wdech, wydech, wdech, wydech- mówiła do siebie w myślach. Jej wibrysy zadrżały, i w końcu zdołała wycisnąć z siebie jakiekolwiek słowo.
Nie spodziewała się czegoś takiego. To nie może być prawda. Nie.
-I.. spotykałaś się z nim? Skrzywdził ciebie? Czy.. a. Zdrada. No już raczej nic nie zrobimy Brzoza. Ale nie wiem czy zdołam ci zaufać w pełni./b]-powiedziała przejęta, i zerknęła w oliwkowe oczęta partnerki. Nie chciała by była tak daleko. Ponownie do niej podeszła i wtuliła się w szorstki bok. Powinna ją zostawić, wygnać. Ale nie miała serca tego robić. I.. Srebrna Dama również. Czuła ukłucie żalu w brzuchu, więc przycisnęła się mocno do tęgiej kocicy. Miała w końcu tylko ją, nikogo innego.
-[b]Może.. będziemy się tu spotykać co trzy wschody?- miauknęła lekko zdenerwowana, ale nadal łagodnie. Przejechała puszystym ogonem po jej grzbiecie. To takie.. dziwne uczucie. Ale przejdzie. Na pewno.
-Nie chciałaś tego, i to było ważne. To znaczy.. mam nadzieję że tego nie chciałaś. -zamruczała cicho, i położyła łapę na łapie cętkowanej. Była wściekła, jak nigdy w życiu. Ale nie dawała tego po sobie poznać i milczała.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Pręgowany ogon srebrnej uderzał agresywnie o ziemię. Chciała już to zakończyć, teraz. Znów zasnąć na pół dnia i nie myśleć o tym wszystkim. Na samą myśl, co zrobiła miała ochotę zwymiotować cały nędzny posiłek, który dzisiaj zdołała złapać w trakcie podróży. Pysk cętkowanej nie miał wyrazu, przypominał twarz pokerzysty. Ślepia nadal pusto spoglądały w podłoże jakby zastanawiając się nad kolejnym krokiem. Tak też było, Brzoza nie miała pojęcia, co zrobić w danej chwili. Nie była też pewna tego, co do Pustułki czuje. Może to uczucie było tylko panicznym pragnieniem bliskości. Może tak naprawdę ją wykorzystała? Nigdy nie chciała być taką osobą, zachowała się gorzej niż jej matka, siostra, ojciec. Chociaż czy w takiej chwili może myśleć w ten sposób o siostrze? Zginęła, przywalona przez pieprzone drzewo w bólu odczuwanym przed śmiercią. I co z nią teraz jest? Napewno nie poluje w Gwiezdnym Klanie, w końcu on nie istnieje. Ta banda naiwniaków wierzy w te brednie, ale po śmierci tak naprawdę nie ma nic. Po prostu pustka, umierasz i bang, nie ma cię już. Nie ma się, co łudzić, że po drugiej stronie będzie lepiej. Życie to piekło, a i owszem, ale jej samej tak czy siak się poszczęsciło. Zawsze mogło być gorzej, prawda? Ale czy myślenie w ten sposób do czegoś prowadzi? Nigdy nie starała się czegoś w sobie zmienić, zmieniała tylko otoczenie - uciekając z Klanu. Jednak coraz bardziej dochodziło do niej, że problem nie tkwił w innych, a w niej samej. Ha, kto by pomyślał? Jest, bała naiwna, głupia i egoistyczna. Może nareszcie nadszedł czas coś w sobie zmienić, co? Życie jest jedno, więc warto się postarać, żeby nadać mu jakąś wartość. W obecnej chwili była tylko jednym, zagubionym barankiem z miliona, nie, miliarda innych baranków.
- Skrzywdził? - zapytała obojętnym tonem. - Moja droga, to JA dałam się skrzywdzić swoim debilizmem i egoizmem w rzeczy samej. Dobra nauczka na przyszłość, prawda?
Jest już po fakcie. Nie ma nad czym płakać. NIC już nie może zrobić. Ani ona, ani Pustułka NIC nie mogą zrobić. Popełniła głupstwo i jeszcze wiele razy je popełni. Na tym w końcu polega egzystencja. Jasne, że Pustułcza Łapa jej już nie zaufa, nie ma się, co dziwić. Nadużyła zaufania, więc teraz ponosi za to odpowiedzialność. Nic dzienego, nienaturalnego. Czy kiedyś będzie jak dawniej? To już będzie zależało w głównej mierze od tych dwóch osobistości i przede wszystkim tego czy chcą, żeby było jak dawniej. Ale czy Brzoza napewno tego chce? Pytanie bez odpowiedzi, przynajmniej w obecnej chwili. Mętlik w głowie. Trudno tutaj mówić o konkretnej, sensownej odpowiedzi.
- Jestem za. - miauknęła w odpowiedzi. - Wiesz, muszę sobie jeszcze to wszystko przemyśleć.
Wybaczyła jej. To również można podciągnąć pod naiwność i głupotę. Brzoza na jej miejscu pewnie dałaby sobie czasu i przynajmniej na jakiś czas zostawiła partnerkę, żeby i ona sobie wszystko przemyślała.
- Początkowo nie chciałam, ale później już sama nie wiem. - wymamrotała tylko nie spoglądając w kierunku Pustułczej Łapy. - Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli teraz pójdziemy w swoje strony i spotkamy się za jakiś czas. Chyba obie potrzebujemy sobie to wszystko przemyśleć.
Wstała i skinęła głową w geście pożegnalnym. Następnie postawiła kilka kroków w kierunku przeciwnym do rewiru Klanu Rzeki i znów zatrzymała się w miejscu.
- Żegnaj, przynajmniej na tę chwilę. - mruknęła nie odwracając łba. - Będę tutaj czekać.
Szylkretka mogła już tylko oglądać gruby, czarno-srebrny ogon kotki powoli znikający w zielonych zaroślach Szorstkich Skał.
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
*trzy wschody później*
Pustułcza Łapa (a właściwie Wrzask) wyruszyła w nowe miejsce spotkania. Zrobiła to pod osłoną gwieździstej nocy, wiedząc że Czerwona Gwiazda ma na nią oko, i nie zawahała by się wyrzucić jej z klanu. Szła powolnie, każdy krok stawiała pewnie, stąpała lekko, niemal bezdźwięcznie. Gdy od obozu dzieliła ją nie mała odległość, żywym galopem pobiegła wprost w umówione miejsce. Kierowała się głównie zapachem, w końcu po wschodzie słońca widoczność jest zgala ograniczona. Zmęczona biegiem zatrzymała się w okolicach szorstkich skał, obmyła szybko futro na piersi, i usiadła w oczekiwaniu na partnerkę. O ile jeszcze może ją tak nazwać, bo to co zaszło między nimi daje wiele do życzenia. No, bynajmniej Pustułka ma nadzieję że się uda to odbudować, i Brzoza do klanu wróci, bo co jak co, ale umiała stosunkowo nie wiele. Czerwii można by powiedzieć że porwali ją dwunożni, i uciekła z pomocą jakiegoś piecucha. Wciągnęła aromat nocy w nos, i rozejrzała się oczekując Brzozy. Niestety równie dobrze mogła zostać zaatakowana przez samotnika, ale umiała walczyć więc nie bała się ewentualnej walki. Przecież kiedy jej partnerko przyjaciółka tam przyjdzie razem pokonają każdego. Gdy są dwie stanowią coś w stylu jedności, może i tej bez strategi, nie spójnej i cynicznej. Ale nadal jedności, nie do rozerwania nawet przez czas. Chyba.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Brzoza pojawiła się później. Był już wczesny, a właściwie bardzo wczesny ranek, kiedy wyczłapała z tymczasowego ukrycia, żeby pomaszerować w kierunku Szorstkich Skał, gdzie to właśnie dwie kotki były umówione. Trzy wschody słońca minęły, Pustułka zapewne została mianowana, a czarna srebrna ułożyła sobie przynajmniej część myśli w głowie. Nie była, co prawda pewna jeszcze kilku rzeczy i musiała je przemyśleć później lub zapytać szylkretkę, co ona o tym myśli. W końcu przydałaby jej się w tym jakaś pomoc z zewnątrz. Potrzebowała rozmowy z kimś inaczej zaczęłaby gadać z kamieniami. Na osiedlu przynajmniej zawsze mogła wymienić kilka zdań z jakimś pieszczochem czy milej nastawionym samotnikiem, ale tu nie było praktycznie nikogo, a już napewno nikogo nastawionego przyjaźnie. Samotnicy byli inni niż koty klanowe. Trzymali się raczej na uboczu unikając kontaktu z innymi, a kiedy ktoś wkroczył na ich rewir reagowali siłą i agresją. Takie zachowanie oczywiście było jak najbardziej zrozumiane. Większość samotników tak jak ona kiedyś nie przepadało za bliskością innych, natomiast ona można powiedzieć zrehabilitowała się właśnie na osiedlu szukając rozmówek z tymi wszystkimi pieszczochami z okolicy czy innymi bezdomnymi kotami takimi jak ona. Takie koty zbierały się pod niektórymi domami z przyjaznymi dwunogami i czekały na jakieś resztki po obiedzie czy inne podobne rzeczy. Przy takich "zebraniach" często wdawano się w różne dyskusje. Srebrna opowiadała tym kotom o Klanach, życiu w nich i zasadach. Takich opowieści najchętniej słuchali najmłodsi. Oczywiście nie wszystkie koty tam były takie skore do rozmów, większa połowa zaciekle broniła rewiru i interesowała się tylko tym, co może dzisiaj zjeść. Z konfliktów z tym typem gatunku, Brzoza wyniosła kilka płytkich blizn na grzbiecie czy łapie. Może i polowanie nie szło jej wyśmienicie, ale za to walka już dużo lepiej, więc drodzy przeciwnicy również dostawali coś w prezencie na przyszłość. Niektórzy jednak przeciwnicy stanowili większe zagrożenie, więc jednyną opcją było wycofanie się. A potem spotkała tego cynamonowego kretyna z głupim uśmiechem. Ta część historii nie jest warta wspominania.
Usiadła dwie długości ogona od długowłosej i popatrzyła na nią pustym wzrokiem. Nie miała ochoty się uśmiechać czy zachować najserdeczniej. Pustułczy już Wrzask doskonale wiedziała, że Brzoza unika życzliwości jak może i nie ma najmniejszej chęci się zmieniać. Taka jest i jej to nie przeszkadza, a jeśli ktoś ma problem to tam jest wyjście.
- Cześć. - miauknęła na przywitanie. - Już po ceremonii?
Pytanie było pytaniem retorycznym. Wiedziała, że raczej już jakiś czas temu otrzymała imię wojownicze i odbyła czuwanie. Zawsze wiadomo mogło się stać coś po drodze, ale wątpiła, że i w tym przypadku tam było. Ciekawiło ją natomiast jakie imię przydzieliła jest Czerwona Gwiazda. Może nawet otrzymała jakiegoś ucznia, kto wie.
- Stało się coś w tym czasie?. - zapytała krzywo się uśmiechając. - Znów ktoś umarł? Bo z tego, co mówiłaś ostatnio to chyba wam wzrosła umieralność i zaginienia.
Smieszył ją nieco fakt, że akurat za panowania Czerwonej Gwiazdy zaczęły dziać się takie sytuacje coraz częściej, jednak wiadomo, pewnie to tylko zwykły przypadek. Nie od przywódcy zależy to czy kogoś zarżnie samotnik na granicy, przywali drzewo czy ktoś zdecyduje dac nogę albo zostać porwanym przez dwunogów. Jednak można powiedzieć, że Klan Rzeki od zawsze kojarzył jej się automatycznie z Świetlikową Gwiazdą, czy tylko jej brakowało go tam? To był kot godny zaufania, godny tej rangi, świetny przywódca, ale on również należał już do przeszłości. Teraz to już nie było i nigdy nie będzie. Odszedł na zawsze. Tak samo Ulewna Łapa, a ona nawet się z nią nie pożegnała. Narzekała tylko na nią i na resztę wiecznie, a tak naprawdę ona też nie dawała im dostatecznie dużo uwagi, jeśli nie w ogóle. Teraz, kiedy to zrozumiała nie miała jak przeprosić jej, bo nie żyła, a jej nawet nie było na pogrzebie, bo stwierdziła, że sobie nagle ucieknie od rzeczywistości i zrobi wakacje na osiedlu. Jednak wakacje minęły, więc witamy w szarym świecie!
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Czekała sporo czasu, lecz ,gdy srebrna nadeszła ta nie czekała i skróciła odległość do jakiejś ćwiartki ogona. Posłała jej szczęśliwe spojrzenie i uśmiechnęła się pogodnie. Pustułcza akurat stroniła od takich gestów, bo brakowało jej ich w kociarni, gdzie wszystko było szare, poza oczywiście spotkaniami z cętkowaną. Przejechała puszystym ogonem po jej grzbiecie i chrząknęła cicho.
Ślepia miała ledwo otwarte, zmęczone od czuwania nocnego do którego była zmuszona czekając na Brzozę, jednak wyraźnie rysowały się w nich iskierki żywej radości.
-Pustułczy Wrzask.-miauknęła nie głośno i pomknęła nosem po licu srebrnej. Brakowało jej tej samotniczki, nawet przez te marne trzy dni, nie porównywalne z dwoma księżycami które jakoś przeżyła bez Drzewki. Zdążyła przemyśleć to i owo, dochodząc do wniosku że srebrna mogłaby powrócić do klanu, oczywiście jeśli by chciała. Wystarczy że powiedziała by Czerwii że dwunodzy ją porwali i.. uciekła od nich z pomocą jakiegoś pieszczocha. Czerwona by uwierzyła, i bum, znowu w klanie. Ale do tego trzeba zgody cętki, nikogo innego.
-Nie, obecnie jest nawet okej. Nie słyszałam by w ostatnim czasie ktoś coś sobie zrobił.-parsknęła, po czym lekko zawstydzona dodała-Ale ja dostałam ostrzeżenie. Na pogrzebie Ulewy weszłam na Mroźną skałę.. żeby poprzeć stojącą tam zachód. Byłam wtedy jeszcze głupiom terminatorką, nie wiem co mną kierowało. Przepraszam... - wycedziła wbijając wzrok w ziemię. Przerwała pogrzeb jej siostry. Skrzywdziła jej ducha, i.. jej rodzeństwo. Jest głupia. Czerwia miała rację.
Zamrugała powolnie i zwróciła łeb ku bliskiej.
-Mam do ciebie bardzo ważne pytanie. Czy nadal jesteśmy razem? W ogóle mnie kochasz? Wiesz, muszę to wiedzieć. To dość.. istotne, wiesz.- zmaruczała pozwalając kilku pojedynczym łzom się wydostać, i zmoczyć jej futro. Musiała o to spytać. To jedna z kluczowych rzeczy do uzgodnienia.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Brzoza też myślała o opcji kłamstwa, jeśli chodzi o powrót do Klanu. Przecież nikt nie lazł za nią na osiedle i nie mógł wiedzieć jak to tak naprawdę było. W końcu było już sporo przypadków, kiedy to dwunodzy porywali leśne koty i zabierali na osiedle, więc można było ten fakt zgrabnie wykorzystać, a Czerwona Gwiazda nie powinna niczego podejrzewać. Życie w Klanie miało sporo zalet, wiadomo. Zapewniał swojego rodzaju bezpieczeństwo, jedzenie i miejsce do odpoczynku. Natomiast życie samotnika było bardziej skomplikowane i niebezpieczne. Co dzień srebrna musiała podejmować próby zdobycia zwierzyny, co dzień ryzykowała i co dzień kryła się jak jakiś przeklęty przestępca w cieniu chcąc się ukryć przez resztą świata. Ziemie niczyje wbrew pozorom nie były nigdy niczyje, różne rewiry zamieszkiwali inni samotnicy. Definitywnie bardziej doświadczeni i silniejsi od Brzozy. Stanowili spore zagrożenie przed którym nikt jej nie obroni. Młody kot ma nauczkę, do póki nie zdobędzie się odpowiednio dużo doświadczenia nie warto próbować życia na własną łapę. Ona ledwo co potrafiła polować i walczyć, ale zdecydowała się i tak na tę głupią ucieczkę, którą mogła przypłacić życiem. Miała po prostu ogromne szczęście, że zdobyła tylko kilka płytkich blizn na grzbiecie i łapie, a nie pokaleczone doszczętnie ciało. Zawsze mogła stracić oko, zęby albo tak ważną ozdobę jak ogon. Myślała nad tym, żeby wrócić. Korzyści z tego były wystarczająco przekonujące. Może i nie posiadała w sobie dostatecznie dużo lojalności dla Klanu Rzeki, ale nie dbała o to. Wolała stwarzać pozory i mieć się dobrze. Być może kiedyś jeszcze wróci do życia samotnika na osiedlu, ale to raczej po mianowaniu na wojownika. To co potrzebuje to doświadczenie.
- Całkiem ładne, pasuje. - rzuciła na usłyszane nowe imię. - Nie musisz przepraszać. Co się stało to się nagle nie odstanie pod wpływem twoich przeprosin, a już napewno nie kierowanych do mnie, bo nie mam ci tego za złe, nie jestem twoim mentorem ani przywodcą.
Zachowanie Pustułczego Wrzasku było dość nieprzemyślane i nieodpowiednie, ale już nic nie można zrobić. Dostała nagonkę i teraz będzie uważała na to, co robi. Zachodząca Łapa akurat miała tendencję do takiego zachowania, więc nie zdziwiła się, że czekoladowa zrobiła coś takiego, nie ma się, co dziwić, że nadal jest tylko terminatorem podczas, gdy dużo młodsze dzieciaki zostały już wojownikami.
- To jest bardziej skomplikowane niż myślisz, Pustułczy Wrzasku. - zaczęła spinając mięśnie na pytanie długowłosej. - Pewne jest jednak to, że nadal nas coś łączy, nie wiem co to jest, ale brakowało mi ciebie na tym całym osiedlu. Chciałbym chociaż spróbować odnowić naszą relację.
Końcówka jej ogona zaczęła nerwowo drgać. Nie chciała jeszcze rozmawiać na ten temat, nie była gotowa i jeszcze przez jakiś czas nie będzie. Jest on trudny, skomplikowany i niepewny. Sama jeszcze nie wie, co się z nią dzieje i co czuje. Kolejna sprawa, którą musi sobie poukładać na spokojnie później.
- Masz może ochotę na jakieś polowanie? - zapytała zmieniając temat. - Nic dzisiaj jeszcze dzisiaj nie jadłam.
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Ptaszka kiedyś lubiła Czerwię- taka zdyscyplinowana, idealny kot na idealnym miejscu- ale cóż. Pozory mylą.
Teraz z przekonaniem byłaby w stanie wyznać całemu światu że nawet ta nieszczęsna Zamglona byłaby lepsza od siostry dawnego przywódcy. Za duży rygor. Za mały porządek. Za wiele rygoru. Ha, nie trudno było się tam poczuć jak na osiedlu. Rzeka nie była już jednością. Była cholernymi cząsteczkami.
Zaśmiała się delikatnie na słowa Brzozy na temat jej imienia. Posłała jej zadziorny uśmiech obnażonych kłów i zamruczała cicho.
-Aż tak drę pysk?-spytała ironicznie i przejechała językiem po poszarpanym uchu srebrnej. Przez moment zdołała poczuć się ciepło, beztrosko, jak kiedyś w gniazdku cętkowanej, późniejsze słowa zmiotły jednak klimat i zwróciły je do rzeczywistości. Zamknęła na chwilę oczy i zastygła w bezruchu, nie wiedząc zbyt co robić. Było kłopotliwie, obie były zagubionymi owcami, porzuconymi przez rzekomego Boga. Ha, niektóre sprawy przerastały nawet tę dwójkę, z pozoru tak potężną i nie złomną. Z pozoru, bo gdyby to było prawdą, nie byłoby ich tu teraz.
-Zostało sprawdzić czy czas faktycznie potrafi tak bardzo nas zmieniać. Ale.. jeśli przetrwamy to, staniemy się niezniszczalne. - rzuciła, jakby motywująco, wzruszając znacząco barkami. Jeśli chcą się utrzymać muszą działać. I rozplątać te wszystkie nitki emocji.
Na propozycje kotki skinęła łbem, nie odpuszczając sobie jednak czułego gestu dotknięcia nosa szarej jej własnym. Po tym posłała jej wyzywające spojrzenie i zaśmiała się sucho.
-Jak następnym razem będziesz głodna to gadaj. Przyniosę ci coś ze stosu.- Chrząknęła i oddaliła się od starszej kotki. Wpełzła na jedną z niższych skał, ustawiła się pod wiatr, ściszyła oddech. Ogon i łeb stanął na lini z grzbietem, wzrok padł pod łapy w uwadze na gałązki i inne nie fortunne duperele. Nogi oczywiście zgięte tak by po głazach nie szurać, ciężar ciała na przednie. I.. skradanie czas zacząć. Nusz się coś fajnego wytropi.
//Wołaj potem mg Brzóz :0
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Skrzywiła się na propozycję zabierania zwierzyny ze stosu. Dla niej nie byłoby to w porządku, przecież to swojego rodzaju kradzież nawet jeśli to Pustułczy Wrzask - członek Klanu Rzeki przynosi łupy. Do tego samej czarno-rudej mogłoby się za to niezłe oberwać i słusznie. Brzoza może i była samotnikiem i stwarzała pozory oschłego gbura, który ma wszystkich i wszystko pod ogonem, ale trzymała się ściśle swoich zasad. Jedna z nich właśnie dotyczyła kradzieży, to przeczyło jej moralności. Woli głodować niż stać się zwykłym złodziejem dbającym tylko o własne cztery litery. Z tego, co mówiła wcześniej sama Pustułczy Wrzask wynikało, że Klan Rzeki nie jest w dobrym stanie. Te wszystkie śmierci, zaginięcia i incydenty są na pewno dla nich wszystkich ciężkie, a każdy kęs zwierzyny ważny pomimo pory nowych liści. Jedzenie warto doceniać, zwłaszcza w tak trudnym dla wszystkich czasie. Srebrna zdążyła się przekonać o wartości nawet chudej myszy. Dużo uczy sam głód, teraz je z umiarem, bo nie może sobie pozwolić na obżarstwo, kiedy nie jeden raz nie ma nawet siły na dalsze polowanie. Ma to i swoje plusy. Jej niegdyś okazalsza sylwetka straciła dużo masy i teraz wygląda najzwyczajniej zdrowiej, co nie zmienia faktu, że tęskni za dawną rozkoszą zjadania dla przyjemności, a nie pozbycia się dyskomfortu spowodowanego głodem.
- Dziękuję, ale to nie będzie konieczne. - odparła mrużąc oliwkowe oczy. - To kradzież. Z tego, co mówisz Klan Rzeki przechodzi teraz przez trudny czas i zwierzyna będzie wam potrzebna, nie chcę wam utrudniać sprawy. Mogłabyś mieć przez to kłopoty i to całkiem duże, a Czerwona Gwiazda miałaby jak najbardziej powód do wygnania cię z Klanu. Życie samotnika nie jest takie łatwe ani wygodne jak życie w Klanie.
Wcześniejszą część wypowiedzi pominęła, a przynajmniej zostawiła bez głośnej odpowiedzi. Tak, czas definitywnie potrafi zmienić kota, a właściwie nie czas, tylko doświadczenia. Wycieczka na osiedle dużo, dużo jej dała i pokazała, że jest tylko przeciętnym, szarym kotem takim jak cała reszta, nikim wyjątkowym. Ha, było tam wiele kotów, które też tak jak ona dały nogę na osiedle dwunogów, to nie pierwsze takie zdarzenie w życiu Klanu. Ba, niektóre nawet zostawały pieszczochami dwunogów, żeby tylko było im łatwiej obronić zad i zdobyć żarcie przypominające wyglądem raczej bobki dzikich chomików czy zajęcy. W smaku nie były takie złe, kiedy było się głodnym, ale nigdy nie dorównają własnoręcznie złowionej myszy.
Skinęła głową widząc jak Pustułka idzie w kierunku niższych skał, aby następnie również skierować się w swoją stronę, jednak raczej bliżej terenów zielonych niż skalistych, pełnych rozmaitych krzaczków, traw i innej roślinności. Kierowała się oczywiście pod wiatr nie chcąc na samym wstępnie dać znać wszystkim piszczkom, że już po nie idzie i lepiej, żeby szykowały się do ucieczki. Łapy miała ugięte, ciężar przeniesiony na tylne, a ogon zrównany z linią grzbietu, natomiast oddech wyciszony. Skradając się starała iść jak najciszej, starając nie nadepnąć na gałązki czy inne śmieci pod łapami. O kamuflaż nie było trudno zważając na obfitą roślinność pory nowych liści, więc to również uwzględniła. Teraz zostało mieć szczęście i natrafić na jakąś ciekawą zwierzynę lub i tą mniej.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Atak kuny: udał się słabo[50%] > (15 + 7) - (12 + 12) * 0.5 = -1
Rzeczna wojowniczka poszukiwała jakiegoś piszczka, którego mogłaby prędko złapać i już mieć dzisiejsze polowanie odhaczone. Jednak co to by był za nudny i zwyczajny dzień, gdyby nie pojawiły się drobne przeszkody? Takie łasicowate i zwinne. Kuna dostrzegła wojowniczkę pierwsza. Wiatr wiał w końcu Pustułce prosto w pysk, a przeciwnik znalazł się tuż za nią. Nie czekając długo kuna rzuciła się ku niej. Czemu to zrobiła? Może szylkretka wkroczyła na jakiś jej teren? Albo w czyjejś obronie... Zostawmy to jednak na potem, teraz skupmy się na ataku kuny, który... nie powiódł się mimo wszystko. Drapieżnik wylądował tuż obok Pustułki, która teraz mogła bez problemu dostrzec potencjalne zagrożenie.
Szczęście, czy też pech? Pustułka dość szybko znalazła... coś. Co prawda kuna podchodzi pod drapieżnika, ale czy wojowniczka będzie miała z nią jakiś problem? Brzoza natomiast nie znalazła nic. Zero jakichkolwiek piszczków. Czyżby się wszystkie pochowały? No cóż, trzeba szukać dalej i się nie poddawać!