Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Długowłosy bury ticked, z bielą stanowiącą około 60% ciała. Bura barwa pokrywa ogon i grzbiet aż po łopatki, pysk do podbródka oraz materializuje się jako łata na lewym nadgarstku. Wątła i drobnej budowy, niższa niż przeciętny kot, o zmatowiałej, opadającej w dół długiej sierści, z charakterystycznymi wywiniętymi uszami typu curl. Posiada duże brązowe oczy, często podkrążone ze zmęczenia.
Wycofana i zamknięta w sobie. Nieporadna w kontaktach z innymi kotami, posiada trudność w podtrzymaniu rozmowy ze względu na spędzenie życia w hermetycznej grupie. Smutna, targana przez sprzeczne emocje, jednak zawsze chowająca wszystko w sobie. Bywa, że może brzmieć nieco przemądrzale głosząc jedyne prawdy, które zna, ale zarazem zieje od niej melancholią i zagubieniem. Wypowiada się w dziwny sposób.
Oh. Sugerował, że to ona miałaby go zabić. Kostki układanki wskoczyły na swoje miejsca. Jej oczy zrobiły się lekko szersze. To pojęcie było równie abstrakcyjne, jakby ktoś powiedział jej nagle, że z nieba będzie padać myszami. Chwilę trawiła jego słowa. Na to też przyjdzie pora..Jakby ona była w stanie w ogóle tego dokonać swoim mizernym organizmem, pomyślała gorzko. Nawet siebie nie potrafiłaś zabić.
W to, że ten nie dałby się tak łatwo zabić była bardziej niż skłonna uwierzyć. Wyglądał na silnego i sprawnego. Lekko skręciła kręcone ucho. Padło kolejne pytanie, a pyszczek kotki lekko otworzył się, po czym zamknął. - aum... Sh-ama nhie wiem. - westchnęła. Znh-aczy. Nhie, że ty tak na mnie dzhiałasz. - miauknęła nieco skołowana i skrępowana. Huh. Kocur wywierał na burej jakieś dziwne doznania. Niezgrabnie grzebnęła pazurami w ziemi. - Wh-idziałam.. jej dużo .. - zwierzyła się w końcu po pewnej chwili matowym głosem, patrząc gdzieś w bok. Wykrztuszenie tego przywodziło na myśl skojarzenia z wymiotowaniem niestrawionymi kośćmi. Nigdy się od tego nie uwolni.
You best be ✴ bashed around the bush ✴ once or twice Before you getto tastethe finer life My mothertaught me,gotta just survive Put on asmile,just find a vice
♕Don'thatethegirl,justhatethecrime♕
Oh, forgive me♁ Lord ♁oh, I'm a good girl I'd never hurt a fly,but I've gotwalls to climb Oh, forgive me,☼ Lord ☼oh,a minor chord You ✴ put me in this house, I had to claw right ✴ out
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Jak sądził, temat w tej chwili zacznie się urywać. I byłoby to w porządku - znalazłoby się coś innego, albo po prostu... rozeszło. Wiadomo, każde z nich pewnie miało jakiś cel dzisiejszego dnia i nie było się co zatrzymywać, jeśli oboje nie mieliby już nic więcej do dodania. A tu proszę - odezwała się. Teraz i on poruszył uchem, nie kryjąc zaciekawienia. Więc jednak, kostucha lubiła się przy niej kręcić? - Och, doprawdy? - miauknął, starając się zabrzmieć subtelnie. Nie chciał zbyt nacisnąć na nią, ale zainteresowanie wybijało poza skalę. W końcu, było to... mroczne. Edgy, że tak się da to ująć. A Mustang nie lubił nic bardziej, niż bycie właśnie o takim
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Długowłosy bury ticked, z bielą stanowiącą około 60% ciała. Bura barwa pokrywa ogon i grzbiet aż po łopatki, pysk do podbródka oraz materializuje się jako łata na lewym nadgarstku. Wątła i drobnej budowy, niższa niż przeciętny kot, o zmatowiałej, opadającej w dół długiej sierści, z charakterystycznymi wywiniętymi uszami typu curl. Posiada duże brązowe oczy, często podkrążone ze zmęczenia.
Wycofana i zamknięta w sobie. Nieporadna w kontaktach z innymi kotami, posiada trudność w podtrzymaniu rozmowy ze względu na spędzenie życia w hermetycznej grupie. Smutna, targana przez sprzeczne emocje, jednak zawsze chowająca wszystko w sobie. Bywa, że może brzmieć nieco przemądrzale głosząc jedyne prawdy, które zna, ale zarazem zieje od niej melancholią i zagubieniem. Wypowiada się w dziwny sposób.
Dopytywał. Kikimora przygryzła język, milcząc. Sama zaczęłaś, sama rozpuściłaś jęzor, teraz nic dziwnego, że kocur jest ciekawy. Brzmisz dostatecznie dziwnie, by wywierać zainteresowanie. Dziwadle.
Kikimora w przeciwieństwie do młodego kocura miała dość mroku. Widziała go już zbyt wiele, siedział jej nieustannie na barku, w rdzeniu jej mózgu i w szpiku jej kości. Jej głowa wymiotowała nim. Nigdy od tego nie ucieknie.
Westchnęła lekko, jej wzrok uciekł gdzieś na bok. -Mhm….- spojrzała w końcu na niego zmęczonymi oczyma. Wspomnienia docisnęły jej wątłe ciało fantomowym ciężarem. - Tak. Ale chciał-habym zhapomnieć. - wykrztusiła, po czym podniosła głowę szybkim ruchem. Wstyd, lęk i poczucie własnej bez wartościowości było przytłaczające. Machnęła nerwowo ogonem. - Wh-ybacz. Będhe już szła..- miauknęła, po czym obróciła się i powolnym, aczkolwiek ostrożnym ruchem wycofała się w stronę kamieni na rzece. Znowu ucieka, znowu z nadzieją, że w końcu ucieknie. Obejrzała się jeszcze raz przez ramię na kocura. Otworzyła pysk, chcąc jakby coś jeszcze powiedzieć….ale w końcu zniknęła w krzewach po drugiej stronie. Może kiedyś ich drogi jeszcze się skrzyżują. Tylko co wtedy?
//Zt
You best be ✴ bashed around the bush ✴ once or twice Before you getto tastethe finer life My mothertaught me,gotta just survive Put on asmile,just find a vice
♕Don'thatethegirl,justhatethecrime♕
Oh, forgive me♁ Lord ♁oh, I'm a good girl I'd never hurt a fly,but I've gotwalls to climb Oh, forgive me,☼ Lord ☼oh,a minor chord You ✴ put me in this house, I had to claw right ✴ out
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Mogła być i taka odpowiedź. Niesatysfakcjonująca, ale była to drobna skaza na tle innych ciekawych rzeczy. Mustang mógł to przełknąć i liczyć na to, że nie zawiedzie go już niczym innym... Niestety, rozmowa dobiegła końca. Młodszy uśmiechnął się lekko, puszczając powietrze z nosa, kiedy ta się wycofała. - Tylko na siebie uważaj. Chciałbym cię jeszcze spotkać jak będziesz w jednym kawałku - miauknął zaczepnie, łapiąc to jej ostatnie spojrzenie. Absolutnie ją miał owiniętą wokół pazura, był tego pewien. Nawet jeśli to miałaby być tylko jego deluzja, Kikimora mogła przynajmniej spokojnie spać, bez obaw że jakiś (bardzo niebezpieczny) frajer chciałby się jej pozbyć.
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
Hop, hop, hop. Rudy kocurek przeskakuje z jednej Szorstkiej Skały na drugą, wydając z siebie piskliwe dźwięki, ilekroć jego udawanie kozicy górskiej płoszy jedną z wygrzewających się na słoneczku jaszczurek. Jest ich tutaj zaskakująco wiele!! Feniks wybucha niedowierzającym śmiechem, kiedy któraś z kolei okazuje się być zaskrońcem; aż mu się sierść na grzbiecie unosi z zaskoczenia! Co za sztuka!
Wreszcie jednak dociera do końca kupy głazów i po krótkiej przechadzce między drzewami odnajduje rzekę, której szum towarzyszy mu od dobrej chwili. Ach, co za wspaniałe miejsce na chwilę odpoczynku! Pieszczoch postanawia uwalić się w cieniu liści i odetchnąć po zabawie, tylko na moment, nim przyjdzie mu podjąć decyzję, czy dalsze kroki skierować za wodę, czy raczej odbić w bok.
I ledwie kładzie głowę na trawie, momentalnie go odcina. Nie mija kilka minut, a on już pochrapuje cicho.
Wysoka, bardzo, kotka o pewnym siebie, a mimo to delikatnym chodzie; ciało posiada smukłe, chude, umięśnione. Futro krótkie, bure, bez białych plam, jedynie prześwity na pysku; pręgowanie dzikie – jak ona sama – sprawiające że najwięcej widzianych pręg pojawia się na ogonie, łapach i pysku. Oczy ostre, chociaż spojrzenie wesołe, kolor zieleni jest podstawą, heterochromia centralna w obu oczach przebija jednak sporo brązowego. Pysk ma długi, smukły – jak na orientala dość typowy – pomiędzy oczami jedna z pręg wyróżnia się dziwnym kształtem, wygląda jak półksiężyc obrócony "otwartą" stroną ku górze.
Ekstrawertyczka, która uczy się jak być sama w świecie, zaznajomiona ze sztuką manipulacji i iluzji, używa tego do zabawy, psot. Kocha wszystko co tajemnicze, wszystko co może być tajemnicą – kocha być tajemnicą. Rozsądek jest jej znany, ale równie bardzo kocha przygody, więc czasami najlepiej po prostu się sparzyć i złamać, niż czegoś nie przeżyć (oczywiście jakiś plan do tego jest potrzebny!). Wesoła i przede wszystkim pełna życia, pełna chęci dowiadywać się i szukać odpowiedzi.
Z każdym księżycem zbliżała się coraz bliżej klanów. Wcześniej znalazła się przy Siedlisku Koni lubiąc tam zaglądać, jednak nie podchodziła do Gromu, ani Cienia; spotkała tam natomiast jakiegoś rzeczniaka… jeśli się nie myliła. Nie ciągnęło ją jednak jeszcze na podchodzenie pod granice. Wolała unikać klanów, dopóki nie poczuje, że jest tam cokolwiek do odkrywania, a patrząc po Sekretariacie zabawniej było w stajni czy po prostu na Osiedlu. Bardzo podobał jej się Zalew Lipowy, który tam był i często nad nim przesiadywała, goniła żaby i poznawała okoliczne samotniaczki, chociaż pieszczochy też wydawały się bardzo miłe! Czasami zastanawiała się czy nie chciała zostać na stałe nad Zalewem, ale słyszała w głowie słowa matki, że nie tam gdzie miło się osiedlasz, a tam gdzie bezpiecznie. I niestety miała rację! Wszyscy wiedzieli, że tam bywała, więc zostawaniem w tym miejscu brzmiało – nie najlepiej. Szkoda!
Szła wzdłuż rzeczki, wiedząc gdzie ta doprowadzi kiedy przejdzie tylko odrobinę dalej, a jej wzrok co jakiś czas odrywał się od nurtu i spoglądał na okoliczną przyrodę. Lubiła to miejsce. Lubiła okolice klanów, było tu piękniej, niż na Osiedlu. Było spokojnie, miło i… inaczej, jakby nie musiała martwić się o każdy krzak, nawet jeśli drapieżniki nadal tu były, wydawało się jakby dało się je łatwiej zauważyć? Oczywiście bywało różnie… ale po prostu brzmiało jak jej miejsce. Najbardziej jednak doskierwała jej tu samotność. W podróży z Myszą i Onyks nawet w takich miejscach zawsze ktoś był, więc było inaczej, a teraz? Ona i cisza… no! Prawie! Z nurtem płynącym obok! Komarem! Ważką! Czy nawet krukiem co właśnie przelatywał! Ale mimo wszystko nadal uczyła się tej samotności, którą kazała jej zaakceptować matka. Czemu Onyks przyszło to z taką łatwością? Nigdy nie umiała tego zrozumieć. A może po prostu dobrze udawała, sama sobie wmówiła że było jej tak dobrze. Smuga by się nie zdziwiła.
Skierowała swoje kroki w stronę skałek, powoli skacząc sobie z jednej skałki na drugą i obserwowała okolicę z coraz to wyższej lokacji, aż… do jej uszu dotarł dźwięk. Huh? Co to było? Przyjrzała się wszystkim kamieniom po kolei, aż coś przypominającego kształtem lwa trafiło w zasięg jej wzroku. Hm? Podeszła odrobinę bliżej z precyzją i cicho – chrapanie? Postać była jednak mała, mniejsza niż lew to na pewno! Chociaż stuprocentowej pewności nie miała, ale tak kojarzyła, że były… większe no!
— Stary niedźwiedź mocno śpi… — szepnęła sama do siebie i zaczęła skakać z kamczyka na kamień, cały czas patrząc czy przypadkiem śpioch się nie budzi.
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
Och, gdyby tylko Feniks nosił w sobie radar wykrywający koty! Obudziłby się w trybie natychmiastowym, w końcu towarzystwo ceni sobie bardziej nawet od najprzyjemniejszej drzemki. Niestety, radaru brak, a i on nigdy nie mógł narzekać na zbyt lekki sen — w konsekwencji pojawienie się cichej kotki umyka mu zupełnie. Jedynym znakiem, że być może jego podświadomość nie jest całkowitym ignorantem, okazuje się poruszenie pojedynczego uszka, mruknięcie pod nosem i przewrócenie się rudzielca na drugi bok. W reakcji na szept albo zupełnie przypadkowo, ciężko o jakąkolwiek pewność, bo podczas gdy samotniczka przechodzi do zabawy na kamieniach, on wraca do pochrapywania.
A niedługo potem pojawiają się drobne ruchy łap, drgnięcia wibrysów. Czyżby cokolwiek, co działo się we śnie, zajmowało go na tyle, by przyćmić niemal dosłowne skakanie mu nad głową?
Wysoka, bardzo, kotka o pewnym siebie, a mimo to delikatnym chodzie; ciało posiada smukłe, chude, umięśnione. Futro krótkie, bure, bez białych plam, jedynie prześwity na pysku; pręgowanie dzikie – jak ona sama – sprawiające że najwięcej widzianych pręg pojawia się na ogonie, łapach i pysku. Oczy ostre, chociaż spojrzenie wesołe, kolor zieleni jest podstawą, heterochromia centralna w obu oczach przebija jednak sporo brązowego. Pysk ma długi, smukły – jak na orientala dość typowy – pomiędzy oczami jedna z pręg wyróżnia się dziwnym kształtem, wygląda jak półksiężyc obrócony "otwartą" stroną ku górze.
Ekstrawertyczka, która uczy się jak być sama w świecie, zaznajomiona ze sztuką manipulacji i iluzji, używa tego do zabawy, psot. Kocha wszystko co tajemnicze, wszystko co może być tajemnicą – kocha być tajemnicą. Rozsądek jest jej znany, ale równie bardzo kocha przygody, więc czasami najlepiej po prostu się sparzyć i złamać, niż czegoś nie przeżyć (oczywiście jakiś plan do tego jest potrzebny!). Wesoła i przede wszystkim pełna życia, pełna chęci dowiadywać się i szukać odpowiedzi.
Poruszała się lekko, jakby to sam wiatr ją prowadził, jakby łapy nosiły ją w przestworzach, a mimo to nie sądziła, że można było tak mocno drzemać… Jasne! Starała się nie obudzić śmiesznego misia, ale chyba nie sądziła, że nie będzie mieć nawet odrobiny problemu? Przewrócenie się na drugi bok i strzepnięcie uchem naprawdę nie było wystarczające by ją odgonić, a co dopiero jakiegoś drapieżnika? No właśnie!
Smuga wstrzymała na chwilę oddech, przeczekała parę uderzeń serca i ponownie ruszyła się do przodu, była już wyżej od śpiocha, ale nadal musiała do niego podejść tak by być nad nim. Teraz potrzebowała precyzji, nie mogła zrzucić żadnego kamyczka! — Stary… — Hop. — niedźwiedź… — Hop. — mocno… — Hop. — śpi — Hop. — my się go boimy, na palcach chodzimy… — Hop. Oj… lekkie zachwianie, ale powrót do równowagi. — Jak się zbudzi to… nas… zje! — krzyknęła tym razem i pacnęła łapką czubek głowy rudzielca co sobie pochrapiwał. Może się wystraszy? A może już wiedział, że nadchodziła? Nie miała pewności! Ale śmiesznie było! Podobało jej się! Tylko chyba będzie musiała ostatecznie powiedzieć gagatkowi, że tak to się lepiej nie śpi, bo skończy jako przysmak dla prawdziwego drapieżnika. Ona sama nie gustowała w kotach, chociaż podobno… gdzieś daleko ktoś… uch! Ależ dziwne?
Zielono-brązowe oczka patrzyły jednak w tym czasie ze spokojem na mordkę nieznajomego.
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
Sen jest angażujący, na co wskazują kolejne bezwiedne ruchy kocurka, a bawiąca się samotniczka nie uruchamia w nim żadnego alarmu; ani wtedy, gdy ciągnie dalej słowa rymowanki, ani nawet wtedy, kiedy łapie ją lekkie zachwianie i na moment traci subtelność dotychczasowych ruchów. Pewnie gdyby na tym poprzestała, co najwyżej poskakała jeszcze trochę, a potem sobie poszła, Feniks nigdy nie połapałby się, że w czasie drzemki nie był sam. Jednak, okazuje się, jego ignorancja ma swoje limity, na przykład nie potrafi być całkowicie zobojętniały na nagły krzyk! Do tego połączony z niedelikatnym dotykiem? Prosty przepis na to, by... cóż, może nie poderwał się gwałtownie na wszystkie łapy, ale by drgnął silnie, włoski stanęły na jego karku, a rozwarte na maksymalną szerokość, złote oczy gwałtownie zwróciły się ku źródle pacnięcia.
— A–! — rzuca urywanie, nadal nie do końca połączony z rzeczywistością, za to z pewnością zaskoczony. Przysiągłby, że wcale nie spał, ledwie przymknął powieki! Nieznajoma pojawiła się z powietrza! — Ach, ojej! O rany...! Skąd się tu wzięłaś?? Spadłaś z nieba! Prosto na moją głowę?!
Opiera się na łapach i jedną z nich niepewnie sięga do ciemnego placka między uszami. Ha, raczej ciut boleśniej wyobraża sobie upadek całego jednego kota na swój łeb!
— Jesteś strasznie lekka... — szemrze cicho, w zastanowieniu.
Wysoka, bardzo, kotka o pewnym siebie, a mimo to delikatnym chodzie; ciało posiada smukłe, chude, umięśnione. Futro krótkie, bure, bez białych plam, jedynie prześwity na pysku; pręgowanie dzikie – jak ona sama – sprawiające że najwięcej widzianych pręg pojawia się na ogonie, łapach i pysku. Oczy ostre, chociaż spojrzenie wesołe, kolor zieleni jest podstawą, heterochromia centralna w obu oczach przebija jednak sporo brązowego. Pysk ma długi, smukły – jak na orientala dość typowy – pomiędzy oczami jedna z pręg wyróżnia się dziwnym kształtem, wygląda jak półksiężyc obrócony "otwartą" stroną ku górze.
Ekstrawertyczka, która uczy się jak być sama w świecie, zaznajomiona ze sztuką manipulacji i iluzji, używa tego do zabawy, psot. Kocha wszystko co tajemnicze, wszystko co może być tajemnicą – kocha być tajemnicą. Rozsądek jest jej znany, ale równie bardzo kocha przygody, więc czasami najlepiej po prostu się sparzyć i złamać, niż czegoś nie przeżyć (oczywiście jakiś plan do tego jest potrzebny!). Wesoła i przede wszystkim pełna życia, pełna chęci dowiadywać się i szukać odpowiedzi.
Nie spadł! To dobrze! Nie znała się na leczeniu siniaków, chociaż pewnie mogłaby patrząc na to, że to akurat jednej z najczęstszych obić jakie udawało jej się zdobywać… ale przynajmniej umiałaby mu pomóc jakby coś złamał! Więc to nie tak, że kompletnie zostawiłaby go tutaj biednego bez możliwości wrócenia do domu, a – chociażby – patrząc po obróżce (której wcześniej nie zauważyła) to nie był stąd. Chyba, że… może był z pobliskich gospodarstw? Jedno od łanu rzepaku na pewno było dość blisko, hm… spał na pewno jak kot, który słyszał w swoim życiu wszystko, ale! No jego maniera nie pasowała do kota gospodarczego, nie umiała sobie tego chyba wyobrazić!
Zaśmiała się na jego słowa, ale rdzawy – choć nie do końca – mówił chyba na poważnie, a to już… lekko niepokojące? Może spadł wcześniej ze skałek i nie spał? Ale zarazem chrapał, więc i nawet się wiercił, więc Smuga musiała skreślić ten konkretny powód. — Celowałam obok, ale skrzydła mi szybciej odpadły, niż sądziłam — wyjaśniła spokojnie, aktualnie idąc w narrację bycia kotem prosto z nieba. — O! Dziękuję. Mówisz, że dbam o linię? — zażartowała i spojrzała na swoją talię. Geny odziedziczyła po Onyks mimo wszystko, więc ją to jakoś nie dziwiło.
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
Uśmiecha się instynktownie — nie da się inaczej, kiedy twoja rozmówczyni się śmieje! — po czym dźwiga się do siadu, oficjalnie i ostatecznie rezygnując z dalszego wylegiwania się. Ba, może resztki snu dalej utrzymują mu się na powiekach, ale myśli trzeźwiejącego Feniksa są już zupełnie gdzie indziej!
— Mam nadzieję, że upadek nie bolał!! Chyba mam bardzo twardą głowę — odpowiada wesoło. Mimowolnie wyobraża sobie skrzydła na wysokiej, smukłej sylwetce nieznajomej. Nawet by do niej pasowały! Zdecydowanie mogłaby mieć puste kości, jak u ptaków. Rudzielec przypomina sobie, że właśnie taką budową szkieletu Orion tłumaczył kiedyś, że nie byłby w stanie przebić lodu własną masą. Akurat tego by jej nie życzył. To jest, nadmiernej kruchości, nie próżnego skakania po zamarzniętej tafli! — I że się nie połamałaś... — dodaje, tylko na wpół żartem.
Przygląda jej się uważniej.
— No, tak myślę! — ocenia wreszcie. — Zwłaszcza w porównaniu do mnie, haha. To znaczy, ja wcale nie jem jakichś ogromnych ilości!! Ale mało chyba też nie... O, właśnie! Feniks jestem, a ty??
Wysoka, bardzo, kotka o pewnym siebie, a mimo to delikatnym chodzie; ciało posiada smukłe, chude, umięśnione. Futro krótkie, bure, bez białych plam, jedynie prześwity na pysku; pręgowanie dzikie – jak ona sama – sprawiające że najwięcej widzianych pręg pojawia się na ogonie, łapach i pysku. Oczy ostre, chociaż spojrzenie wesołe, kolor zieleni jest podstawą, heterochromia centralna w obu oczach przebija jednak sporo brązowego. Pysk ma długi, smukły – jak na orientala dość typowy – pomiędzy oczami jedna z pręg wyróżnia się dziwnym kształtem, wygląda jak półksiężyc obrócony "otwartą" stroną ku górze.
Ekstrawertyczka, która uczy się jak być sama w świecie, zaznajomiona ze sztuką manipulacji i iluzji, używa tego do zabawy, psot. Kocha wszystko co tajemnicze, wszystko co może być tajemnicą – kocha być tajemnicą. Rozsądek jest jej znany, ale równie bardzo kocha przygody, więc czasami najlepiej po prostu się sparzyć i złamać, niż czegoś nie przeżyć (oczywiście jakiś plan do tego jest potrzebny!). Wesoła i przede wszystkim pełna życia, pełna chęci dowiadywać się i szukać odpowiedzi.
Nieznajomy podniósł się do siadu, a Smuga dopiero wtedy zwróciła uwagę na jego przednią łapę… no dobra, ciekawe. Pierwsza jej myśl, kiedy zobaczyła czarną czuprynę, była taka, że kocur po prostu się czymś ubrudził jak leżał, raczej skupiała się na całości jego osoby, nie przyglądała się. Ale! Pierwsze widziała żeby ubrudzić sobie tak łapę, także konkluzja była łatwa – ktoś wyjątkowy! Nie wiedziała czemu, ale rudo-czarny był kimś wyjątkowym!
— Przyjemnie się lądowało, bez obaw wędrowcze! — Skoro miała być już być z nieba to mogła mówić jakby z niego spadła! Chociaż zarazem głupio jej było okłamywać biedaczka, ale wydawał się tak ucieszony całą sytuacją. Nie chciała mu tego odbierać, ale prawdopodobnie lepiej jak mu potem wytłumaczy, że tylko żartowała… chyba? A może zostanie tajemnicą? Och, była niezwykle niemiła! Ale ten dreszczyk emocji…
Przechyliła delikatnie głowę w bok; potok słów od kocura ją bawił, ale powstrzymywała się od chichotania i po prostu została ze swoim uśmiechem, który jak wyćwiczony osiadał na jej mordce. Nie był jednak udawany! Po prostu… bardzo wyrazisty?
— Feniks? Czym są feniksy? — zapytała zaciekawiona i aż się wyprostowała. — Inna sprawa, że wcale nie wyglądasz jakbyś jadał dużo! — Przytaknęła sobie. — Nazywam się Smuga!
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
— Poleciłbym się na przyszłość, ale lepiej, żebyś więcej nie spadała! — Wyszczerza się szeroko, jednak szereg białych zębów wcale nie prezentuje się groźnie na jego radosnej mordce. — Chociaż ja to lubię, jak ktoś na mnie wpadnie... albo spadnie! Okazja do zawarcia nowej znajomości! A co cię tu sprowadziło?? Przypadek czy wyśmienity — jastrzębi! a może to sokoli... — wzrok z wysokości? Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem innego kota, to mogło być jeszcze na osiedlu... Strasznie pusto tu w okolicy! To nie może być przypadek, że się spotykamy!
W jego życiu mało co oddane jest przypadkowi. A przynajmniej Feniks wychodzi z założenia, że większość rzeczy dzieje się z jakiegoś powodu i po coś, co wykracza poza nudną i mało oddziałująca na wyobraźnię losowość świata; plątaninę decyzji naturalnie — acz bez większego planu — zazębiających się w pewnym punkcie.
— Ha, miło że tak uważasz! Feniks to taki pomarańczowy, ognisty ptak, jego pióra płoną! Źle by o mnie świadczyło, gdybym wyglądał ciężko, haha, to byłoby zupełnie nieptasie — zauważa, nieszczególnie przejawiając zmartwienie takim scenariuszem. — Smuga... Smuuugaaa... O! Smuga światła?? Czy jaka??
Słowo brzmi znajomo, a mimo to nie do końca!
Wysoka, bardzo, kotka o pewnym siebie, a mimo to delikatnym chodzie; ciało posiada smukłe, chude, umięśnione. Futro krótkie, bure, bez białych plam, jedynie prześwity na pysku; pręgowanie dzikie – jak ona sama – sprawiające że najwięcej widzianych pręg pojawia się na ogonie, łapach i pysku. Oczy ostre, chociaż spojrzenie wesołe, kolor zieleni jest podstawą, heterochromia centralna w obu oczach przebija jednak sporo brązowego. Pysk ma długi, smukły – jak na orientala dość typowy – pomiędzy oczami jedna z pręg wyróżnia się dziwnym kształtem, wygląda jak półksiężyc obrócony "otwartą" stroną ku górze.
Ekstrawertyczka, która uczy się jak być sama w świecie, zaznajomiona ze sztuką manipulacji i iluzji, używa tego do zabawy, psot. Kocha wszystko co tajemnicze, wszystko co może być tajemnicą – kocha być tajemnicą. Rozsądek jest jej znany, ale równie bardzo kocha przygody, więc czasami najlepiej po prostu się sparzyć i złamać, niż czegoś nie przeżyć (oczywiście jakiś plan do tego jest potrzebny!). Wesoła i przede wszystkim pełna życia, pełna chęci dowiadywać się i szukać odpowiedzi.
Pomocny, miły i kulturalny! Czego chcieć więcej od kompana w rozmowie? Długie uszy Smugi śledziły każde słowo z ciekawością, pozwalały im osadzić się odrobinę dłużej, wchłonąć się, chciała zrozumieć wszystkie! A kocur miał bardzo dużo do powiedzenia i brzmiało to bardzo chaotycznie, ale ona lubiła poruszać się w chaosie, nie przeszkadzało jej to ani trochę. — Zapamiętam — prychnęła kręcąc przy tym głową na boki, kiedy to przedstawił jej, że lubi jak się na niego wpada i spada.
— Ano na pewno nie może! — Uśmiech nie zszedł jej z pyszczka od początku tego spotkania, ale tym razem przy okazji zmarszczył jej nosek. Było to spowodowane lekkim kłamstewkiem, mimo wszystko lekko pomogła temu spotkaniu... i na pewno nie spadła rudzielca z nieba! — Dawno temu byłeś na osiedlu? — zapytała zaciekawiona. — Co do wzroku to raczej sokoli, ale mój upadek był czystym przypadkiem, akurat przelatywałam obok, zawiało i siup! Jestem na ziemi, odrobinę na tobie — powiedziała ze śmiechem. — Co do pustości to polecam Siedlisko Koni! Tam… ciągle się coś dzieje, Sekretariat lubi wyrządzać imprezy, nie biorę udziału, ale ciekawie się obserwuje to z daleka! No i gdzieś niedaleko muszą być klany, ale przed nimi raczej ostrzegam. Nie są zbyt przyjaźni jak przejdzie się przez ich jakieś tereny, mama mi o nich opowiadała — mruknęła zamyślając się na chwilę. Nie lubiła wspominać o Onyks tak na dobrą sprawę, nie lubiła w ogóle wspominać o swojej rodzinie, jakby nie patrzeć ostatecznie żadnej nie miała. A niedawno jeszcze miała Mysz i mamę, teraz… samotność i tęsknotę. Coś było w tym pięknego, ale chciałaby znowu spotkać je obie… chyba nie miała jednak szans. Nie, po prostu nie miała szans.
— O! Ptak! Płonący na dodatek! Nie wiedziałam, że… nie kłamiesz mnie, prawda? Nie zrobiłbyś mi tego, hmmm? — Spojrzała na niego podejrzliwie i przyjrzała się mu uważnie jednym – sokolim – okiem, zamykając przy tym drugie. — Hmmm… powiedzmy, że nie widzę byś kłamał! Ale to jakieś takie mityczne? Fantastyczne chyba? Zwierzęta w sensie — powiedziała z zamyśleniem wymalowanym na pyszczku i westchnęła. Teorie o jej własnym imieniu sprawiły, że aż zatrzęsła wąsikami z rozbawienia. — Szybka — odpowiedziała wesoło. — Mama mówiła, że nadała mi takie imię, bo smugi potrafią być niezauważalne, szybkie i ulotne. Chciała żebym przyzwyczaiła się do takiego życia, więc… no tak mnie nazwała — wyjaśniła odrobinę poważniej, ale nie aż tak zauważalnie. Z jakiegoś powodu Feniks prowadził na tyle dobrze konwersację, że córka czarnej orientalki jakoś musiała zahaczać o ten temat. Może nie było to najprzyjemniejsze, ale nie żałowała też. — Myślę, że mogę być każdą smugą, więc wybierz sobie którą chcesz — rzuciła przyjaźnie.
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
O, jak fajnie, że się ze sobą zgadzają! Feniks odbiera to jako możliwość odbycia dłuższej pogawędki i znak, że kotka prawdopodobnie nie spieszy się do swoich spraw, o co nie miał jeszcze okazji zapytać.
— Dawno! Albo niedawno?? Zależy jak spojrzeć, haha — przyznaje. — To by chyba było już kilka dni!! Normalnie mieszkam na osiedlu, ale lubię sobie robić wypady w ŚWIAT! No i właśnie... To nie do końca tak, że nikogo nie widziałem, bo zwykle wychodzę z Ru– moją przyjaciółką! Dopiero później zdarza nam się rozdzielić, tak jak teraz. W sumie nie wiem, gdzie aktualnie się podziewa... Sęk w tym, że nie trafiłem na żadne tutejsze koty!! A ty jesteś tutejsza? Mieszkasz gdzieś... w okolicy? — zagaja, oglądając się na boki i poszukując wzrokiem czegoś, co jego zdaniem nadawałoby się na dom. Niczego takiego nie zauważa, ot, drzewa, skały i rzeka. Jednak kto wie, co kryje się za nimi? Niewykluczone, że jakieś miłe gniazdko! — Ach, sokoli! Ja to coś mam z tymi ptakami, ciągle mi się mylą! Siedlisko Koni?? Brzmi super, na pewno je sprawdzę! Ale... nie lubisz imprez? Że obserwujesz je z daleka??
On nie wie, czy lubi; nigdy nie miał szansy wziąć udziału ani nawet lepiej się przyjrzeć! Sama idea jest zdecydowanie bardziej przyciągająca niż odpychająca, dlatego nie do końca rozumie zdystansowanie Smugi.
Za to znacznie łatwiej przyjąć mu jej niepochlebną opinię na temat klanów. Ruda mordka traci nieco na wesołości, acz nie za dużo; Feniks przywykł do myśli, że, wbrew jego nadziejom i marzeniom, klany nie są znane z bycia szczególnie gościnnymi. A to i tak jeden z lżejszych zarzutów.
— No, coś o tym wiem. Spotkałem jedną taką, dosyć opryskliwą... Gadała tylko o granicach, tyle że wtedy jeszcze niezbyt rozumiałem, o co z nimi chodzi, więc nie mam jej za złe, że nie chciała się zaprzyjaźnić! Chociaż nie musiała się na nikogo rzucać... Ale! Pewnie jest inaczej, kiedy niczego się nie narusza! Wtedy nie mają powodu być niemili — zarzuca, równie z ostrożnością, co zaciekawieniem przypatrując się reakcji kotki. Przyzna mu rację, czy przyjdzie mu zderzyć się ze sceptycyzmem?? Dotychczasowo poznani raczej upierali się, że z klanami nie ma co gadać, a przecież jemu osobiście zdarzyło się przyjemnie porozmawiać z wojownikiem! Jest żywym dowodem, że da się!!
Energicznie kręci głową.
— No co ty, z łapą na sercu!! Ja to mógłbym się pomylić, ale dostałem to imię od prawdziwej znawczyni ptaków, a ona zawsze wie, o czym mówi! — stwierdza z przekonaniem. — Mityczne?? Może... Takie z telewizora bardziej, niż z lasu albo osiedla. — Teraz, dla odmiany, kiwa łebkiem. — Niektóre rzeczy z telewizora zobaczyłem na żywo, fajnie by było, gdyby z feniksem też kiedyś się udało! To musi być widok!
Z zachwytem otwiera szerzej oczy, kiedy Smuga opowiada mu więcej o swoim imieniu.
— Mega! Imię wielu znaczeń! Nie wiem, czy wcześniej spotkałem się z podobnym — zamyśla się tylko na moment; kwestia jest intrygująca, choć nie na tyle, by grzebanie w pamięci zyskało większe zainteresowanie od postaci naprzeciwko! — A ty lubisz być taką Smugą?? Niezauważalną, szybką i ulotną?