Logo Artemidy
Grzmiąca Ścieżka
#46
Czyli chodzi o koty, których mam poszukać. Myślałam, że kocica wymieni jednego kota, a ona... Wymieniła aż trzy! TRZY. To naprawdę dużo. Do tego wymieniała je tak szybko, że ledwo zdołałam zapamiętać. Szary o zielonych oczach, srebrna cętkowana, ruda lub beżowa pręgowana kotka. Kiwnełam głową na znak, że zrozumiałam
-Co mam im powiedzieć, gdybym ich spotkała?- spytałam. Bo to byłoby głupie, gdybym spotkała je i po prostu nic bym nie zrobiła, a po powrocie powiedziałabym jej, że znalazłam któregoś z tych kotów. Jeżeli mam się za nimi rozejrzeć, to dobrze byłoby wiedzieć co im powiedzieć.
-I jak się nazywasz?- spytałam, licząc na odpowiedź. Bo muszę znać jej imie, aby tym kotom o niej powiedzieć.

[Obrazek: 3feaafb707661e65b200b26204a3ca62-d6pmj0v.png]
I said too much it overflowed
Why do I always spill?
I feel it coming out my throat
Guess I better wash my mouth out with soap
God, I wish I never spoke
Now I gotta wash my mouth out with soap
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#47
To, kim były dla niej te koty, Jaskółcza wolała zachować w tajemnicy. Nie powinno to interesować nikogo, kto nie byłby bezpośrednio związany z rodem Ciemniejącego Nieba. Jakieś informacje jednak trzeba było przekazać.
- Że ja, Pustułka i Ostrężyna nich czekamy - powiedziała szybko i zamilkła. Co mógłby sibie pomyśleć Iskrzący Nos? Przecież on i Ostrężyna praktycznie się nie znali, a w tym przypadku chodziło przecież o tą gorszą z dwóch bliźniaczek.
- Jaskółczy Śpiew - przedstawiła się.
these tears you cry
HAVE COME TOO LATE
take back the lies
____________________the hurt
__________________________________the blame
and you will weep when you'll face the end alone
» you're lost, you can never go home «
LVL 3 160 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#48
Pustułka? Ostrężyna? Nie wiem co to za koty, zapewne jakieś z klanu Rzeki. Chociaż w sumie w moim klanie też jest Pustułka. Pustułcza Pieśń? Pustułczy Głos? Nie jestem pewna co do imienia, aczkolwiek wydaje mi się że to pierwsze jest dobre. Ciekawe jak nazywa się Pustułka z klanu Rzeki.
-Pustułka? W klanie Cienia też taką mamy, nazywa się Pustułcza Pieśń- powiedziałam i wzięłam wdech. -Ale tobie zapewne chodzi o inną Pustułkę?- zapytałam, aby się upewnić. Możliwe, że dziwnym trafem chodzi o dwukolorową, może się znają? Może są spokrewnione? Klan Cienia przecież jest spokrewniony z klanem Wichru, Popieliczka ma ojca poza klanem. Ja w sumie też nie jestem całkiem klanowa, mam korzenie poza.
-Trzepoczące Skrzydło- odpowiedziałam. Jaskółczy Śpiew, ładne imię.

[Obrazek: 3feaafb707661e65b200b26204a3ca62-d6pmj0v.png]
I said too much it overflowed
Why do I always spill?
I feel it coming out my throat
Guess I better wash my mouth out with soap
God, I wish I never spoke
Now I gotta wash my mouth out with soap
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#49
Skinęła głową, ciągle dbając o to, by jej wyraz mordki pozostał niezmieniony. Inna Pustułka egzystująca w Klanie Cienia niezbyt ją obchodziła, choćby dlatego, że jej nie znała. Rzecz jasna, że w jej poprzedniej wypowiedzi chodziło o rudo - czarną terminatorkę.
- O inną - potwierdziła zwięźle. - Moją córkę - dodała. Na przedstawienie się Cienistej odpowiedziała ponownym skinieniem głowy, nie widząc potrzeby mówienia więcej.Słowa były w jej głowie, a na zewnątrz wydostawały się tylko te, które musiały. I niech tak zostanie.
these tears you cry
HAVE COME TOO LATE
take back the lies
____________________the hurt
__________________________________the blame
and you will weep when you'll face the end alone
» you're lost, you can never go home «
LVL 3 160 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#50
Na szczęście chodziło jej o inną Pustułkę. Ulżyło mi, bo nie wiem co bym zrobiła, gdybym dowiedziała się, że Pustułcza Pieśń (tak się nazywa, no nie?) z klanu Cienia knuje jakieś spiski z klanem Rzeki za plecami reszty klanu, szczególnie bez wiedzy Wężowej Gwiazdy. Okazało się, że ta, o którą chodzi Jaskółce jest jej córką. Trochę się zdziwiłam, bo kotka wygląda na młodsza ode mnie, a już na kocięta. Gratuluję? Sama nie wiem czy kociaki w tak młodym wieku powinny zasłużyć na gratulacje. Jest już dorosła i jest wojowniczką, ale powinna się skupić na trenowaniu i obowiązkach, a nie rodzeniu. Ale chwila. Czy ja nie robie tak samo, ale w związku z wyprawą? Też zaniedbuje klan dla tej wyprawy
-Ooo głatuluje kociąt- powiedziałam, chociaż sama wie wiedziałam dlaczego. To nie było godne pochwały, przynajmniej według mnie. Nastała cisza, przez którą zaczęłam się czuć nieswojo. Patrzyłam przez chwilę na rzeczniaczkę, po czym poruszyłam się i odezwałam.
- Jeśli ich znajdę to cię powiadomię, ale jak na łazie muszę iść. Spotkajmy się na głanicy z klanem Rzeki... Kiedys- nie wiedziałam kiedy wrócę, termin był nieznany. Ciężko było mi powiedzieć kiedy wyruszę, a od tego trzeba zacząć!
-no to... Do zobaczenia- powiedziałam niepewnie, po czym uśmiechnęłam się do niej i zaczęłam iść w stronę swoich terenów. Czyli osiedle nie w tą stronę. W porządku.
/Ztz chyba że Żura zatrzyma

[Obrazek: 3feaafb707661e65b200b26204a3ca62-d6pmj0v.png]
I said too much it overflowed
Why do I always spill?
I feel it coming out my throat
Guess I better wash my mouth out with soap
God, I wish I never spoke
Now I gotta wash my mouth out with soap
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#51
Zebranie kociąt było mniej problematyczne niż się spodziewała. Przy okazji dostrzegła, że wszystkie cztery były uderzająco podobne do Jaskółki, więc zaczęła podejrzewać, że kotka zwyczajnie skłamała z tym, że tylko je znalazła. Nie była to jednak jej sprawa, dlatego postanowiła tego nie komentować. Niemal połowa dnia im zeszła na podróży i zaczynało się robić coraz ciemniej. Deszczowe chmury robiły się coraz gęstsze, jednak zaczęło padać dopiero w momencie, gdy Grzmiąca Ścieżka pojawiła się w zasięgu wzroku. Przekroczyli ją bez żadnych problemów, gdyż samochód przejeżdżający po niej w tamtym momencie był stosunkowo wolny i łatwy do dostrzeżenia. W ten sposób dotarli w okolice Wrzosowisk i Borsuczych Pagórków, gdzie Czosnek dostrzegła znajomą sylwetkę byłego Rzeczniaka. Najwyraźniej wracał właśnie z polowania, albo coś w ten deseń. Nic nie wskazywało na to, żeby deszcz miał przestać padać w najbliższym czasie, na dodatek stopniowo przybierał na sile, więc nie zdziwiłaby się, jakby tak właśnie było.
- Hej, Toń - zawołała, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. - Wiesz może czy w okolicy jest jakaś nora, w której ci tutaj mogliby zamieszkać? - zapytała, ruchem głowy wskazując na Jaskółkę i spółkę, gdy wreszcie znalazła się bliżej kocura.
Nie była szczególnie zadowolona ze zmiany pogody, ale przynajmniej zrobiło się chłodniej i słońce, które już i tak chyliło się ku linii horyzontu, zostało przysłonięte przez ołowiane chmury. Lepiej byłoby jednak znaleźć jakąś kryjówkę, w razie gdyby zanosiło się na burzę. Czosnek nie była fanem moczenia futra, jeśli to nie było konieczne.

//Jaskółka, Toń i kocięta.
<table><tr><td>[Obrazek: GrahmtT.png]</td><td><br>we've gone way too fast for way too long<br>
and we were never supposed to make it half this far<br>
and I lived so much life, lived so much life<br>
I think that God is gonna have to kill me twice

</td></tr></table>
enter,ok
x
LVL 6 130 / 500
MedLVL 0 65 / 100
18
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#52
Było... ciężko. Po rozmowie z Wróbelek, Jaskółce było ciężko spojrzeć córce w oczy, podobnie zresztą jak reszcie kociąt, domyślając się, że siostra im o wszystkim opowiedziała. Unikała więc z nimi wszelakiego kontaktu wzrokowego i jedyne co robiła, to co jakiś zerkała za siebie, by upewnić się że żadne się gdzieś nie zgubiło. Tak to cały czas szła obok Czosnek, czując jak jej serce bije coraz szybciej. Bała się, że kocica się zorientuje, że kocięta nie są znalezione, że okaże się, że faktycznie zna ich ojca i wszystko pójdzie w zupełnie innym kierunku. Uspokoiła się trochę, gdy przekroczyli Grzmiącą Ścieżkę. To zdecydowanie nie było osiedle, co oznaczało że naprawdę idą w stronę Topiołków. Problemem jednak było spotkanie z... no, kocurem. Jaskółka była bardzo sceptycznie nastawiona do kotów przeciwnej płci po tym, co ją w życiu spotkało, dlatego gdy tylko dostrzegła sylwetkę byłego rzeczniaka, przełknęła nerwowo ślinę i spróbowała jakoś się uspokoić, by nie było po niej widać, że jest przerażona. Na pewno w całej sytuacji nie pomagał fakt, że zaczęło padać, ale cóż mogła zrobić? Usiadła grzecznie i wbiła wzrok w łapy, nie chcąc przeszkadzać potężnej burej kocicy podczas rozmowy.
b i r d s .flying .high . you know how I feel
sun . in . the . s k y . you know how I feel
breeze driftin' on by . you know how I feel

it's a new dawn
it's a new d a y
it's a n e w life
- ̗̀ FOR ME ̖́-
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#53
Toń niósł faktycznie dość sporego królika, którego udało mu się dopaść po długiej pogoni i był z niego zadowolony, w końcu miał na pewno jedzenia na jakiś czas, bo nie sądził, by był w stanie spożyć go na raz. Dobra kolacja i całkiem satysfakcjonujące śniadanie? Być może. Jego uszy poruszyły się lekko, gdy doleciał do niego jakiś odgłos kroków, jakieś uderzenia na asfalcie i spojrzał w stronę ścieżki, po czym zmarszczywszy brwi, ruszył w stronę drogi Dwunożnych. W pierwszej chwili dostrzegł Czosnek, którą z miejsca rozpoznał, a zaraz za nią pojawiło się więcej kotów, co nieco go zdumiało, ale nie onieśmieliło. Nie należał do tego typu kotów i właściwie nic nie mogło go speszyć, toteż jedynie przyspieszył kroku, by już po chwili łowić w swe śmieszne uszy słowa wypowiadane przez kocicę żyjącą w mieście. Och, ona się o kogoś troszczyła? Tego nie był w stanie przewidzieć, ale właściwie lubił tego typu niespodzianki. Uśmiechnął się niedostrzegalnie, a następnie odłożył królika przy łapach.
- Dzień dobry, Czosnku - odparł uprzejmie i spojrzał na pozostałe koty zastanawiając się, o co w tym wszystkim chodzi. Skinął nieznacznie łbem. - Owszem. Zająłem jedną z króliczych nor w Borsuczych Pagórkach, a jest ich tutaj całkiem sporo. Zdaje się, że coś trafiłoby się nieco dalej, w okolicach wrzosowiska - powiedział ciepło, a następnie spojrzał nieco zaciekawiony na Jaskółkę. Uciekinierzy? Nie czuł na nich woni żadnego z Klanów, co stanowiło dla niego jakąś niepojętą w tej chwili zagadkę. - Czyżbyś przyprowadziła ich aż z miasta? - spytał zaciekawiony, nie mogąc się w tej chwili po prostu powstrzymać.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#54
Troszczyła? Gdyby potrafiła czytać w myślach, najpewniej parsknęłaby z pogardą na to stwierdzenie. Zamiast tego zwyczajnie poczekała, aż kocur odpowie na jej pytanie. Wrzosowisko nie brzmiało źle, bo znajdowali się stosunkowo blisko. Szybkie znalezienie schronienia oznaczało, że nie musieli dłużej moknąć na deszczu. Na pytanie ze strony Toni jedynie prychnęła cicho, wykrzywiając pysk w bliżej nieokreślonym nieprzyjemnym grymasie.
- Nie. Z okolic Leśnych Ostępów - odparła, mrużąc oczy. - Pogadamy jutro, jeśli będzie lepsza pogoda - dodała po chwili, jasno dając sygnał, że nie miała najmniejszego zamiaru tkwić jak kołek i pozwalać, by wilgoć wnikała jeszcze głębiej w jej futro.
Poruszyła gwałtowniej ogonem, który wydawał się zdecydowanie mniej puchaty, po czym skierowała swój nieduży korowód przez Borsucze Pagórki, w kierunku Wrzosowiska. To jest, o ile bury samotnik nie zamierzał ich zatrzymywać, ale nawet wtedy nie zamierzała ułatwiać mu ciągnięcia rozmowy. Ostatnie czego chciała to złapać przeziębienie i później długo próbować wysuszyć własne futro - nawet jeśli teoretycznie znalazła sobie kogoś do tej roboty, przynajmniej jednorazowo.

zt.
<table><tr><td>[Obrazek: GrahmtT.png]</td><td><br>we've gone way too fast for way too long<br>
and we were never supposed to make it half this far<br>
and I lived so much life, lived so much life<br>
I think that God is gonna have to kill me twice

</td></tr></table>
enter,ok
x
LVL 6 130 / 500
MedLVL 0 65 / 100
18
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#55
Czuła palący wstyd i strach, gdy Tonące Słońce jej się przyglądał. Nie miała pojęcia co siedziało w jego głowie, ani nie wiedziała do czego był zdolny, ale była pewna co do jednego - kocurom nigdy nie powinno się ufać. Nie podobało jej się więc do końca to, że jej i jej kociętom dane będzie zamieszkać w pobliżu niego, w dodatku w miejscu, które on sam niejako wskazał jako "odpowiednie", ale nie miała odwagi, by teraz wyrazić swój sprzeciw. Czosnek na pewno nie byłaby z tego tytułu zadowolona i kto wie, czy nie zrobiłaby samotniczce, albo jej pociechom krzywdy.
Nie odezwała się nawet ani słowem na pytanie burego nieznajomego, ale poczuła się bardzo nieprzyjemnie. Nie chciała być widziana tylko przez pryzmat tego, że pochodziła z osiedla. Zresztą, nie chciała mieć z tym miejscem nic wspólnego. Najchętniej w ogóle zapomniałaby o jego istnieniu.
Kiedy więc bura kocica zarządziła dalszy wymarsz, Jaskółka wraz z kociętami ruszyła za nią, kompletnie ignorując ewentualne próby zagadania ze strony byłego rzeczniaka.

zt
b i r d s .flying .high . you know how I feel
sun . in . the . s k y . you know how I feel
breeze driftin' on by . you know how I feel

it's a new dawn
it's a new d a y
it's a n e w life
- ̗̀ FOR ME ̖́-
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#56
Toń nie do końca wiedział, co się dzieje, ale ostatecznie był kotem raczej uczynnym. Nie odmawiał wsparcia, jeśli jakieś mógł oferować, aczkolwiek on również posiadał swoje granice i zdolności, z całą pewnością nie rzuciłby się za kimś w ogień tylko dlatego, że nieco się poznali. Cenił swoje życie, a skoro był samotnikiem - nauczył się już, że powinien właściwie liczyć tylko na siebie. Niemniej jednak zaoferowanie jakiejś nory w pobliżu i zaprowadzenie ich tam w czasie deszczu, nie było dla niego szczególnie wielkim problemem, czy jakąkolwiek ofiarą z jego strony, tak więc podchodził do tego na spokojnie, nawet z pewną dozą sympatii. Skinął w końcu nieznacznie łbem.
- Chodźmy, to nie tak daleko - powiedział więc prosto i nawet lekko wzruszył barkami. Wiedział doskonale, że jakiekolwiek głębsze dyskusje z Czosnek raczej nie wchodzą w grę, a i on sam nie miał jakoś szczególnej ochoty, by sterczeć tutaj jak kołek i dyskutować nie wiadomo o czym i po co, skoro chyba żadne z zebranych nie czuło takiej potrzeby. Ostatecznie zatem wysforował się nieco na przód, by pokazać nory, o których mówił, a później wrócić do siebie i odpocząć.

//zt
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#57
Czekała kilka długości lisiego ogona od Grzmiącej Ścieżki. Już od dłuższego czasu nie widziała Pustułczego Wrzasku. Cóż, kotka miała swoje obowiązki, a i tak musiała wyleczyć rany zadane przez kunę u Księżycowego Pyłu. Dla Brzozy nie stanowiło to większego problemu, należała raczej do cierpliwych kotów, ale ciągła samotność zaczęła jej w pewnym sensie przeszkadzać. Nie przepadała za przebywaniem w obecności dużej ilości kotów, ale równie mocno nie przepadała za ciągłym milczeniem i ciszą. Miała wrażenie, że za jakiś czas zaczęłaby rozmawiać z roślinami, gdyby nie nadchodzące spotkanie z lubą. Następnym razem miały połowić ryby, ale nie to było dla srebrnej najważniejsze. Jak się można domyślić po prostu chciała po raz kolejny pobyć z szylkretową za nim znowu będzie musiała spędzić kolejny czas milczenia i samotności. Rozważała nawet kolejny wypad na osiedle, tylko po to, żeby w między czasie zająć się czymś innym niż bezcelowym tułaniem po Topiołkach. Z drugiej strony nie była pewna czy chce wracać do tego miejsca. Lubiła jego wygląd, budki z jedzeniem czy nocne przechadzki po dachu, ale osiedle przynosiło również niemiłe wspomnienia. Nie jest to bez dwóch zdań bezpieczne miejsce, ale w gruncie rzeczy Topiołki również nie są bezpieczne. Przecież zawsze mogła po drodze natrafić na borsuka czy o wiele bardziej doświadczonego samotnika i już nigdy nie zobaczyć Pustułki. Przyjaciółki, pierwszej miłości i po prostu bliskiej jej osoby, najbliższej osoby, która kiedykolwiek stąpała po ziemi. Ten związek, jeśli dalej tak można nazwać ich relację był trudny. Na pewno nie tylko z perspektywy Brzozy, ale również i Pustułki. Żyły daleko od siebie, spotykały się po kryjomu i nielegalnie, gdyby ktoś je zobaczył raczej nie spodobałoby się to Czerwonej Gwieździe, a raczej Mordzie. Wyjątkowo nie przepadała za przywódczynią Klanu Rzeki, definitywnie preferowała poprzedniego przywódcę, który już tak czy siak wąchał kwiatki od spodu. Miała nadzieję, że ta ciemna sterta kości niedługo do niego dołączy, a kto wie, może nawet zdecydowałaby się wrócić do Klanu. Na razie jednak nie wchodziło to w grę i dalej musiała liczyć dni do spotkania. Nie mogła tak jak dawniej dzielić z czarno-rudą obozu czy legowiska. Ale sama sobie taki los wybrała. Gdyby nie ta nieodpowiedzialna decyzja to wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. Jest jednak spora szansa, że ucieczka tylko przesunęłaby się czasowo. Nie zniosłaby życia w Klanie dowodzonym pod władzą Czerwonej Gwiazdy. Jednak przynajmniej zdążyłaby ukończyć trening, coś za coś.

//Pustu
[Obrazek: da0o94l-eb4808cd-8819-4692-ab77-b2efef9b...tueFFVSniM]
I don't care about the storyI don't care about the myth
I don't care how you see my life
You haven't witnessed it
Use fear as a weapon and pity as a whip
Convince everyone around
That I'm a piece of shit

OBNIŻONA AKTYWNOŚĆ

LVL 2 125 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#58
-Brzoza!- rozległ się krzyk, będący mieszaniną szczęścia, radości, może nawet szaleństwa. Pstrokate futro osadzone na masywnym ciele wyłoniło się z pomiędzy traw, niosąc w pysku dużo rybę. Z jej ciała ściekała woda, co świadczyło o tym że dostała do miejsca drogą wodną, przy okazji zdobywając dorodny okaz rzecznego przysmaku. Rzuciła szarą zdobycz pod łapy srebrzystej kotki, sama otrzepując się z resztą cieczy. Na wielkim cielsku nie było widać żadnych oznak wcześniejszej bijatyki, poza kilkoma mniej owłosionymi miejscami na ciele. Psotny uśmiech lśniał na szerokiej mordzie, komponując się idealnie z uniesionymi radośnie uszami. Ślepia kocicy połyskiwały łagodnością, jaką darzyła wyłącznie byłą członkinię klanu rzeki. Podeszła do cętkowanej i nienachalnie przejechała ogonem po jej grzbiecie. Wiedziała że jej przyjaciółka nie przepada za kontaktem fizycznym, jednak taki gest przywitania raczej nie był czymś szczególnie złym i okropnym. Posłała jej lekko, krzywy uśmiech, owijając własne łapy ogonem.
-Jak ci tam życie mija? Coś się ciekawego działo w między czasie?-zapytała, pociągając obojętnie modem, mimo to w jej głosie widocznie był cień sympatii. Dużo kotka zmrurzyła oczekująco ślepia patrząc na starszą spółgatunkową.
»Dzieje się ze m n ą coś bardzo p i ę k n e g o«

≡
Śni
mi się zamieć


[Obrazek: d527gnp-02c17152-0627-48e4-984f-94d369eb...8Z-uutmKbg]
·Śni mi się mróz·
≡

Przez °zjednoczone° stany lękowe
W śmierć zaprzężony ciągnie mnie wóz
LVL 4 15 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#59
***

Jak tylko wyzdrowiał na tyle, że mógł chodzić, ulotnił się z lecznicy nie mogąc znieść spojrzenia Lśniącej Sadzawki. Krzątał się po obozie jak cień, unikał spojrzeń, chował się przed wszystkimi targany wyrzutami sumienia i poczuciem bezsensu. Bał się, był zagubiony i otępiały. Nie wiedział co ze sobą zrobić, gdzie pójść. Nigdzie nie czuł się bezpiecznie, wszędzie widział niezadowolone pyski kotów, których niegdyś mógł nazwać przyjaciółmi. Najbardziej unikał Sokolego Cienia i Malinowej Gwiazdy, bojąc się zetknięcia z nimi. Bał się, że zostanie wyrzucony z klanu za to co zrobił! Za swoje odpowiedzialne narażenie życia innych kotów, za to, że bezmyślnie wykroczył poza granice. Przecież..przecież nie tak robi dobry wojownik! Przygniatało go to wszystko, nie wiedział jak powinien się zachować bo nigdy nie był w takiej sytuacji. Ba! Nie przypuszczał, że kiedykolwiek się w podobnej znajdzie. Nie widział ani wyjścia, ani odwrotu. Wpakował się w głębokie bagno z którego nie było ucieczki. Stracił wszystko nad czym pracował, wszystko do czego dążył! Był jedynie pustym pniem o wilgotnym wnętrzu a jego deszczowa chmura jedynie się powiększała. Co robić, co robić?
On naprawdę nie wiedział...Gwiezdny Klan musiał być na niego bardzo zły, skoro pozwolił medyczce go uratować. Miał paskudne rany na karku i gardle, które już można nazwać świeżymi bliznami. Skręcona, przednia łapa mimo dobrego nastawienia dalej się odzywała. Jednak czy naprawdę go bolała, czy jedynie sobie wmawiał? Właściwie - co go nie bolało? Był strasznie chudy i jakby jakiś kot chciał, mógłby policzyć jego żebra po obu stronach. Jego ruda sierść z lśniącej i wygładzonej stała się matowa i skołtuniona, a puchaty ogon? Jak nigdy ocierał się o ziemię! Dyniowa Łapa nie miał nawet psychicznej, a co dopiero fizycznej siły aby go podnieść. Był nikim, był wrakiem! Jego żółtawe ślepia cały czas były zamglone, jakby kocurek nie do końca kontaktował. I może tak właśnie było? Może tak naprawdę Dyni już wcale nie było? Może szczęki rozwścieczonego potwora, który teraz leżał zasypany ziemią wydarły z rudego cielska duszę syna Czerwonego Pazura i pozostawiły jedynie smutną i pustą powłokę? Jak tylko wyczuł okazje uciekł z obozu. Uciekł od spojrzeń, od wrzasków roztrzęsionej jego stanem Pomarańczowej Skórki, od obrzydzonego ojca, od zawiedzionego Sokoła i złego Klanu Wichru.
Musiał stamtąd uciec, zwiódł...tak bardzo wszystkich zawiódł! Co on miał ze sobą zrobić? Co począć? Jak to wszystko naprawić?
Nie naprawisz tego - słyszał - Zawiodłeś ich - powtarzał umysł - Jesteś niczym - dodawały w tej niekończącej się ulewie niepowodzeń myśli. Gdzie podziało się słoneczko? Zostało zasłonięte przez chmury? Zgasło.
Mocny podmuch zimnego wiatru potargał puchatą sierść na karku terminatora, kiedy ten chwiejąc się parł przed siebie najszybciej jak potrafił. Było mu zimno, bardzo zimno. Do tego nie jadł od dwóch? Och, chyba dwóch dni nic poza jedna myszką! Na samo wspomnienie skręcił mu się żołądek i zebrało na wymioty. Zacisnął zęby i mimo szczypiącego mrozu buchającego wściekle w pyszczek i wystawiony na bok język - parł dalej, szybciej, sprawniej! Chciał być jak najdalej od obozu, od spojrzeń od wyrzutów sumienia! Nie widział nic lepszego niż ucieczka. Był sam, całkiem sam. Przeszedł Kolczaste Krzewy, Świszczące Trawy, Barwną Łąkę... Zatrzymał się kiedy do jego nozdrzy wpadł ten sam, ostry zapach który poczuł tamtego pamiętnego dnia w momencie tropienia psa. Granica? Akurat tu nigdy nie był. Czy powinien zawrócić? Zawahał się. Poważnie się zawahał!
Jesteś zbyt słaby by zostać wielkim wojownikiem Klanu Wichru usłyszał z tylu głowy i uniósł ją nieznacznie poruszając uszami. Głos Czerwonego Pazura...wciąż wżerał się w jego mózg dobijając młodzika jeszcze bardziej. On? Słaby? Tak...był! Jednak teraz...teraz nie. Wysunął pazury i bez większego wahania przeskoczył granice, zostawiając daleko za sobą obóz, spojrzenia i wstyd. Był tylko on, wiatr i...nic. Wylądował ponownie na Ziemiach Niczyich, dysząc i krztusząc się chłodnym powietrzem zwiastującym pełnie rozkwitu Pory Opadających Liści. Nie tylko zimno drażniło jego gardło, ale też nieznany odór malującej się całkiem niedaleko Grzmiącej Ścieżki, której kocurek nie dojrzał. Nie obchodziło go to! Był poza terenami swojego klanu, chciał ochłonąć, chciał wszystko przemyśleć, chciał...
By wszystko było dobrze...Chciał ukończyć trening pod okiem Borsuka, zostać dobrym wojownikiem, założyć rodzinę, spokojnie się zestarzeć. Dlaczego to takie nierealne?
⚠️
there's a red light up ahead
I drive my car into it
I'm a little kid, big death wish
I bite the lips, the lips that kiss

baby boy, baby brother
we're losing you, is it forever
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#60
xxxZimny wiatr uderzał raz po raz w rude ciało przemierzającego tereny terminatora. Wprawiał go w dreszcze (że niby długowłosym kotom niestraszna była Pora Opadających Liści? Głupie pomówienia!) i plątał kosmyki futra, niszcząc zawsze nienagannie ułożoną fryzurę. W tej chwili nie było to ważne. Przed oczami wciąż majaczył mu tak nienaturalny dla przysadzistej Wojowniczki poważny wyraz pyszczka i jej drżący głos. Nie zwolnił kroku, od kiedy niemal na oślep wybiegł z Obozu, pierwszy raz samotnie kierując się w stronę Szarych Topoli. Gdyby tylko pomyślał, zastanowił się, nie gnałby teraz na granicę, działał jednak pod wpływem emocji. "Biała Łapa została uprowadzona." Nie zapytał, nawet kiedy się to stało, ani czy wysłano już patrole. Oczywiście to nie tak, że wyobrażał sobie samodzielne znalezienie tych dwunogów, wysunięcie kijka spod ogona i obije ich na kwaśne jabłko, nie wiedział jednak co innego, prócz ruszenia w to miejsce, mógłby zrobić. Może Biała Łapa im uciekła? Może znajdzie ją tam? Może będzie ranna? Albo po prostu przestraszona? Przecież Pijawka była tak delikatna...
xxxPrzystanął, mając dziwne wrażenie, że pomiędzy drzewami usłyszał jakiś szelest. Pomiędzy drzewami, znaczyło poza Granicami ich terenów, nie poświęcił jednak tej myśli zbyt wiele czasu i po prostu wkroczył na Ziemie Niczyje. Starał się wyłapać jakąś woń, dosłyszeć odgłos, koniec końców jednak po prostu zobaczył... no właśnie, co? Chodzący obraz nędzy i rozpaczy przed nim miał poharatany kark, jego wypłowiałe futro nie zasłaniało kilku, pokrytych świeżymi bliznami miejsc, a do tego to coś poruszało się co najmniej dziwnie.
xxx- D-Dynia? - Wymruczał, kiedy ku własnemu zdziwieniu rozpoznał kota. Co prawda nawet jego doszły słuchy o walce z psem i o kiepskim stanie rudzielca, jednak ten widok przeszedł jego najśmielsze wyobrażenia. - Dyniowa Łapo! - Zawołał donośniej, ruszając szybkim krokiem w stronę Terminatora, zapominając w tej sytuacji o tym, jak daleko od bezpiecznego Obozu się znajdują. - Co ty tutaj robisz?
[Obrazek: tJxmtKK.png]
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
7
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości