Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
- Nie no, może ktoś się na nie skusi... - mruknęła nieprzekonana, przyglądając się szczurzym zwłokom. Ktoś wyjątkowo głodny i niewybredny może by je zechciał zjeść. W każdym razie ona nie, jakoś jej przeszedł apetyt na gryzonie po tej całej zabawie. Była zmęczona, więc zgodziła się na powrót do obozu bez zbędnego narzekania.
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Antylopia Łapa zniknęła nagle w środku nocy. Jednego dnia kładła się się z pozostałymi terminatorami w jednym legowisku, a już następnego z rana jej nie było. Nikt tak właściwe nie wiedział co się stało. Jej zapach nie urywał się gdzieś nagle, a po prostu przecinał granice i ciągnął się jeszcze daleko, daleko, poza terytoria znane Czterem Klanom. Zero świadków, jedynie podejrzenia i speklujacje. Możliwe że przed czymś uciekała chociażby przed lisem bądź borsukiem. Nic jednak nie było gorsze od Nietoperzego Nieba jako mistrzyni i jej klątwa która przegoniła i potencjalnie wykończyła kolejną jej terminatorkę. Toperz jednak, niezależnie od tego co się stało czuła się winna całej sytuacji. Była wszystkiemu winna. To jej klątwa sprawiła że Antylopiej Łapy już w klanie nie było. Może żyła, może nie, liczyło się jednak to że już jej nie było i to wszystko wina Toperz.
Teraz jednak nie było co płakać nad znikającą zwierzyną. Mleko się rozlało Antylopa była już poza zasięgiem jej klątwy i jeżeli do tej pory żyła, to pewnie trochę jeszcze pożyje, a teraz najważniejsze było zdrowie i życie Jodłowej Łapy. Nietoperz bardziej niż o wszystko inne zaczęła się martwić o nią. Nie chciała by podzieliła los swoich poprzedników. Pilnowała terminatoki jak oka w głowie. Zarówno na patrolach jak i w obozie. Zaczynając od zwykłego patrzeniu z boku, na nie puszczaniu jej samej poza obóz kończąc. Z tego całego stresu i wyżutów sumienia nie spała i niewiele jadła, ale ciągle ją obserwowała. Jednak nawet to okazało się wystarczające, bo nie da się pilnować kogoś przez cały czas. Gdy tylko pierwszy raz straciła Jodełke z oka na dłuższą chwilę, podczas której kotka mogła umrzeć z jakieś dziesięć razy na dwadzieścia przeróżnych sposobów, to zupełnie nie wiedziała co robić. W końcu jednak po kilkunastu dniach od zaginięcia Antylopy, Toperz postanowiła podświeziąść drastyczne kroki. Jeżeli umrze to nie będzie już dłużej mistrzem Jodłowej Łapy, a w tedy tej nie stanie się krzywa, no przynajmniej nie z powodu jej klątwy.
Chyłkiem wymknęła się z obozu, przed wyjściem konfrontując się jedynie z Trawiastą Polaną, która zaproponowała jej wspólny spacer albo polowanie. Nietoperze Niebo jednak odmówiła zdając sobie sprawę jak wielką przeszkodą byłaby dla niej matka w tej sytuacji i na odchodne żuciła jej tylko krótkie "żegnaj". Tym razem w przeciwieństwie do swojej ostatniego razu gdy chciała to wszystko zakończyć, go tym razem nie biegła ile sił w łapach. Wzbudziła by w ten sposób więcej podejrzeń. Poszła spokojnie, powoli, zajęło jej więc trochę dotarcie do Grzmiącej Ścieżki. Grzmiącą Ścieżka o tej poże roku była pokryta lodem i śniegiem. Idealnie by ktoś uznał to są zwykły wypadek. Chciała przejść, poślizgnęła się i potwór ją zabił. Koniec. Bywa. Nie chciała by Jodłowa Łapa wiedziała co się tak naprawdę stało. Nie chciała by się o to winiła. Niech żyje spokojnie swoim życiem.
Ostatni raz głośno przełkneła ślinę, zawachała się jeszcze na moment, ale w końcu wlazła na drogę. Na razie żaden potwór nie pędził w jej stronę, ale już niedługo któryś przerobi ją na krwawą miazgę. Może w końcu znowu będzie szczęśliwa? Nie, Gwiezdny Klan nie miał takiej mocy. Liczyło się tylko to by jej terminatorka była bezpieczna. Będzie musiała przeprosić Ostry Kolec, Deszczową Pogodę, Trawiastą Polane i jeszcze parę innych kotów, chociaż większości to nawet będzie na łapę. Może nawet najbliższy patrol ją zignoruje.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Dzisiaj wybierał się na pierwszy patrol z mamą i jakąś Jodełką, ale z tego co słyszał była to przyjaciółka Kminek, więc nie przeszkadzało mu to. W sumie nie przeszkadzałoby mu to nawet jakby nie była to żadna ważna kotka, ale sam fakt, że mógł poznać przyjaciółkę kuzynki napawało Go trochę większym entuzjazmem.
Może nie zbyt wiele gadali, większość czasu jednak patrzył na to gdzie kończą się granice, a gdzie zaczynają Ziemie Niczyje, bo właśnie po tej stronie terenów dzisiaj chodzili. Po stronie zaprzyjaźnionej jedynie z pustymi ziemiami, które nie należały do nikogo oraz niczego. Ciekawiły Go, ale nie był to Jego dom. Jego dom był tutaj. Obok siostry. Obok mamy. Obok taty. Obok Orzełka. I wielu, wielu innych. Tak mu pasowało.
Zbliżając się do Grzmiącej Ścieżki nie sądził, że zareagowałby w taki sposób... pamiętał, że nie jest kotem czystej krwi klanowe i znaleziony został przy tym okropnym miejscu, jednak... Ten smród. Wrzynał się mu w zakamarki nosa, miał wrażenie, że przesiąka mu przez sierść, przez skórę. Nie pamiętał nic z dnia, w którym ich uratowano. A mimo to odór dziwnej ścieżki jakimś dziwnym sposobem sprawił, że miał ochotę piszczeć i skomleć o pomoc, tak jakby ten konkretny smród kojarzył mu się tylko z jednym. Każdemu w takim momencie zrobiłoby się niedobrze, dlatego prawie wyrzygałby swój posiłek, gdyby nie ostatnia szansa jaką wziął. Zaczął biec, zostawiając tym sposobem Iskrę i Jodłę za sobą, gdy poczuł, że wymiociny nie są już w Jego biednym przełyku, krzyknął jedynie, że nie ma zamiaru oddalać się daleko.
Pewnie przebiegłby po czarnej kotce, gdyby stała nawet przed Nim, jednak coś mu nie pasowało i gdyby nie taki dziwny zapach... Trochę bardziej klanowy idący OD Grzmiącej Ścieżki nie zerknąłby tam.
Zatrzymał się, lądując czterema literami na ziemi.
– Czemu ona stoi na tym czymś? Wie jak będzie śmierdzieć? – zapytał sam siebie i skrzywił się na samą myśl. Wyglądała jak ta taka śmieszna kotka, co ostatnio dostała dwie terminatorki, ale tylko jedna się ostała. I ojoj. Dziwnym trafem akurat była dzisiaj z Nim na patrolu. Jaki zbieg okoliczności...
Czy chciał podchodzić bliżej? Nie. Jednak już parę dobrych oddechów wziął, mrugnął parę razy, więc sądził, że trochę czasu przeleciało, a czarny badyl nadal stał tak jakby czekał na zbawianie, a On mógłby przysiądź, że w tym miejscu nie dostanie żadnego zbawienia.
– Na co Ty tak czekasz? – krzyknął w końcu, na tyle głośno, że nawet wiatr nie mógł Go zagłuszyć. Patrzył na nią spod przymrużonych powiek, a zarazem nasłuchiwał kroków kocic, które dzisiaj się z Nim wybrały na przechadzkę.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Na patrol poszła z Roziskrzoną Nocą i Korzenną Łapą. Dziwiła się trochę, że nie było z nimi Nietoperzego Nieba, bo czarno-biała koteczka zauważyła, że od jakiegoś czasu jej nowa mentorka bacznie przygląda się jej krokom i poczynaniom. Jodłowa Łapa nie miała pojęcia o co jej chodziło, było to dość dziwne... czasem nawet trochę straszne. Ten dzisiejszy patrol to był taki trochę jakby wdech świeżego powietrza, jednak również było to dla niej dziwne uczucie po tym jak już zdążyła przyzwyczaić się do ekscentrycznego zachowania czarnej wojowniczki, którą Lawendowa Gwiazda przydzieliła jej na mistrza. Takie nawet może i trochę podejrzane. Zamiast od zera do setki to od setki do zera w sekundę.
Nagle młody wyskoczył jak z procy. Czarno-biała kotka spojrzała na niego ze zdziwieniem, potem na wojowniczkę, która poszła z nimi, a potem znowu na oddalającą się kulkę futra zwaną Korzenną Łapą. Postanowiła potruchtać za nim. Zobaczyć co się tak nagle stało. Jodełka przyspieszyła lekko i potruchtała za Korzeniem, zostając w pewnej odległości od swojego "celu" przez jakiś czas.
-Co się stało? -zapytała, stając przy nim kiedy jego cztery litery wylądowały już na ziemi, a potem spojrzała w stronę Grzmiącej Ścieżki.
O zgrozo, co tam robiła jej mentorka? Czemu ona stała tak na tym potwornym gruncie i nic nie robiła? Chyba powinna stamtąd uciekać, nie? Czy to dlatego nie była z nią na patrolu? Jodłowa Łapa rozejrzała się dookoła w nadziei, że żaden Potwór nie postanowił akurat wybrać się tą ścieżką w ich stronę.
-Nietoperze Niebo! Co ty robisz?! -krzyknęła czarno-biała terminatorka kiedy czarna wojowniczka dalej stała na torze dla Potworów Dwunogów niczym głaz, jakby nagle Gwiezdny Klan zmroził ją w miejscu. Dlaczego ona tak stała i się nie ruszała? Przecież w każdej chwili mógł przybyć jakiś Potwór, a Orla Łapa opowiadał jej, że one nigdy się nie zatrzymują. Jodłowa Łapa zdecydowanie nie chciała stracić kolejnego kota w swoim jeszcze krótkim życiu- Dlaczego tak stoisz?! Zejdź!
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Deszczowa Pogoda powoli wracała do siebie po tym, co przyniosły ostatnie, niezbyt szczęśliwe księżyce.
Wróciła do dawnego trybu życia, rzadziej czuła potrzebę mówienia do zmarłego Komara, coraz rzadziej odwracała się w przerażeniu, przekonana, że jakikolwiek ruch, który widziała kątem oka, to kolejny ślad jaszczura. Oczywiście, nadal był blizny, które przypominały o przeszłości, o tym, na czym wyrastała, o tym, że przeszłość była teraz jej częścią - jednak wiatr w futrze i chłodna ziemia pod łapami pozwalały jej na chwilę zapomnieć o bólu garnącym się gdzieś w głębi serca.
Tego dnia trafił się jej poranny patrol; jeszcze gdy wychodziła, w oczy rzuciła się jej Nietoperze Niebo. Chciała zaproponować siostrze wspólny spacer, ta jednak odeszła, nim Deszcz zdołała ją zaczepić. No trudno, porozmawia z siostrą po powrocie. Nie zastanawiała się nad tą kwestią więcej podczas swej przechadzki i właściwie ta myśl przyszła jej z powrotem do głowy dopiero w chwili, gdy przez zarośla ujrzała czarne futro należące niewątpliwie do Nietoperzego Nieba.
Do Nietoperzego Nieba, która stała na środku przerażającej, straszliwej Grzmiącej Ścieżki, która pochłonęła tyle istnień.
Z piersi Deszczowej Pogody wyrwał się niestworzony, przejmujący ryk.
- Na całą wodę w morzu i całą słodycz jej zieleni, Nietoperze Niebo, siostrzyczko, zejdź stamtąd!
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Roziskrzona Noc nie była wielką fanką zabierania ze sobą jedynie terminatorów na patrol, szczególnie gdy jednym z nich był jej dzieciak, z którym walki jeszcze zdecydowanie nie ruszali. Gdy wychodziła z obozu, mając pod opieką aż dwa młode koty i żadnej pomocy, doznawała dysonansu, gdy jej wrodzony optymizm zderzał się z nabytą nieufnością do własnych umiejętności. O ile z zewnątrz utrzymywała iluzję, że wszystko jest pod kontrolą, spokojny patrol, zero zmartwień, tak w środku, w kącie umysłu był niekończący się stan kryzysowy. Ale bez zagłębiania się w krzywo zrośniętą psychikę burej, dzień był całkiem porządny.
No, do czasu, gdy Korzeń wystrzelił nagle przed siebie i niewiele myśląc, Iskra przyspieszyła kroku za nim. Bo byli blisko Grzmiącej Ścieżki, bo wypadki chodzą po kotach, bo milion kolejnych opcji. I jasne, on sobie może zarzekać się, że nie oddali się nadmiernie, ale Iskra swoje wiedziała. Głupim dzieciaczkom należał się ograniczony kredyt zaufania, a z tych dwóch co miała dzisiaj pod opieką to jeden szczególnie nie wykazywał się nadmierną inteligencją. Niedaleko jabłko od jabłoni, a szyszka od sosny. Czy coś.
Ale to nie to przesądziło o ocenie dzisiejszego dnia. Nie, to była zlewająca się z czarną nawierzchnią Grzmiącej Ścieżki kotka, która stała... na środku? Bliżej środka? Na pewno nie w bezpiecznej odległości od strefy śmierci. I to nie ktoś obcy, a ciemny kształt, który często widywała w obozie. Nietoperze Niebo. I wtedy wszyscy zebrani zaczęli się przekrzykiwać (Kropla? A ona skąd tu??). Machnęła ogonem na terminatorów, że mają się nie podchodzić bliżej (a czy przekaz rzeczywiście był zrozumiały, albo czy pochłonięci kotką na Grzmiącej Ścieżce zauważyli, to już osobna kwestia), a następnie sama ruszyła w stronę śmierdzącej nawierzchni, tylko pobieżnie omiatając spojrzeniem okolicę - chyba nic nie nadjeżdżało?? Oby nic nie nadjeżdżało. Zatrzymała się na skraju pobocza, machając nerwowo burą kitą. - Szybko, póki jest pusto. - rzuciła ponaglająco do Nietoperz, sądząc, że dodawanie po raz trzeci, że chodzi o zejście na bezpieczny obszar jest zbędne. Co tu się działo? Czemu ona tak stała? Że strach ją sparaliżował i trzeba było ją przeprowadzić, czy jakaś grubsza sprawa??
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Nijak nie zareagowała na przybycie Korzennej Łapy, jedynie zerknęła kontem oka w jego stronę czy nie zbliżał się za bardzo do Grzmiącej Ścieżki. Wolała by nie dzielić tej chwili z nikim, a już szczególnie kimś tak młodym, kto miał całe życie przed sobą. Na szczęście, kocur nie wszedł bezpośrednio na asfalt, o tyle dobrze. Dlaczego tu był ico tu tak właście zamierzał robić? Cóż póki nie zamierzał brać z niej przykładu, to była sprawa żywych, czyli nie jej. Starała się jednak nie rzucać się w oczy i udawać że wcale go nie widzi. Może jak ona będzie udawać że wcale go nie zauważyła to on nie zauważy jej. Albo przynajmniej oboje poudają. Tak się jednak nie stało i na jej nieszczęście nie zlała się z smoliście czarną jezdnią. Może to przez cały ten śnieg. Korzeń usiadł gdzieś na uboczu drogi i zaczął coś mówić, może do siebie, może do niej. Nie była pewna, ale jeżeli miała być szczera zupełnie ją już to nie obchodziło. Gdy krzyknął do niej lekko się skuliła i zaczęła trząść. Może z zimna, może ze strachu przed odpowiedzą, sama nie była pewna. Na co czekała? Na śmierć czekała. Nie powiedziała jednak nic na głos, zupełnie go ignorując.
Niedługo po Korzennej Łapie zjawiła się o zgrozo Jodłowa Łapa. Kotki nie miało tu być, nie miała patrzeć jak jej mistrzynie tratuje potwór dwunogów, robiąc z niej mokrą plamę. Nie taki był plan. O ile Korzenia tutaj nie chciała, bo nie chciała tu nikogo, a do tego dochodził jego bardzo młody wiek, o tyle Jodły nie chciała tu widzieć, ze względu na to że to Jodła. Jej terminatorka, która już nie pierwszy raz straci mistrza. Co nieco ironiczne w ten sam, a jednak trochę inny sposób. Przyglądała im się ukradkowo, ale gdy tylko spojrzenie Jodły wylądowało na niej szybko spojrzała w zupełnie innym kierunku, ponownie udając że wcale ich tu nie ma. Bo nie potrafiła jej spojrzeć w oczy, było jej wstyd że tak tchórzy, nawet jeżeli w słusznej sprawie. Gdy usłyszała że po raz kolejny, do niej mówi, znowu udawała że nic nie słyszy. Nie zamierzała zejść, nie ważne ile kotów to powtórzyć.
Kolejny głos się do niej odezwał, tym razem ten należący do jej siostry. O nie, nie, nie. Jej to chyba najbardziej nie chciała tu widzieć. Może jeszcze Trawiasta Polana wyskoczy z któregoś krzaka i okaże się że przez całą drogę tutaj ją szpiegowała. Czy los aż tak jej nienawidzi że nawet nie może zakończyć swojego marnego żywota w samotności? Bez bliskich, którzy patrzą się prosto na nią i proszących by tego nie robiła? Czemu wszyscy nagle aż tak się nią przejmują? Zupełnie niepotrzebnie. Nie warto się przejmować kim tak nudnym, leniwym i bezużytecznym kimś tak... tak... tak... bezwartościowym. Raz chciała zrobić coś porządnie, ułatwić wszystkim życie i ocalić swoja terminatorkę i wszyscy muszą jej to utrudniać. Nie wycofa się jednak, nie teraz gdy jest tak blisko
- Deszczowa Pogodo, siostrzyczko, jaaa przepraszam, a teraz proszę zostawcie mnie samą - stwierdziła nieśmiało, acz stanowczo, chociaż nie wierzyła że to cokolwiek da. Nie pójdą sobie, ot tak po prostu, bo ich o to prosi. Chyba.
Następnie spojrzała na Roziskrzoną Noc, która o zgrozo, stała zbyt blisko. Nie stała centralnie na Grzmiącej Ścieżce, ale nadal było ryzyko że potwór ją rozszarpie. Toperz, bardzo, ale to bardzo nie chciała by komukolwiek stała się krzywda, a jeszcze parę korków i potencjalny potwór mógłby zrobić wojowniczce krzywdę, o ile nie zabije jej od razi. Chciała umrzeć sama, nie ciągnąc nikogo za sobą. Wolałaby już umrzeć dwa razy, niż spowodować czyjąś śmierć. Znowu.
- Proszę, odsuń się - nieśmiało mruknęła w stronę wojowniczki, po czym wysunęła pazury lewej łapy, które szybko zbliżyła do swojej własnej szyi. Nie przejechała jednak po niej. Jeszcze. Jeżeli Roziskrzona Nocy rzeczywiście nie chciała jej śmierci, to powinna się w tej chwili cofnąć.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Czy spodziewał się kogoś? Nie. Dlatego też, gdy Deszczowa Pogoda wyskoczyła nagle jak królik z norki to był co najmniej zdziwiony, można by powiedzieć, że lekko podskoczył, ale starał się nie dać po sobie tego poznać. Zaś teraz wiedział, że Deszczowa Pogoda, mentorka Jego przyjaciela jest siostrą dziwnego badyla na drodze. Nie przypominały siebie ani trochę, co najwyżej zdradzały je podkrążone ślepia i worki pod oczami. To była chyba ich wspólna cecha.
Nie bardzo rozumiał całego poruszenia, wiedział, że Grzmiąca Ścieżka jest niebezpieczna, ale... no chyba nie będzie tam stała wieczność tylko zejdzie jak jej Potwór zacznie szarżować na pysk... prawda?
Zirytowanie sięgało już powoli zenitu, gdy kocica, mimo dobrych paru próśb nadal nie schodziła z tego czegoś. Jego nazywają dzieciakiem, a ją w takim razie kim? Nie potrafi pojąć, że to Szlak Śmierci? Że się nie stoi na środku? Nawet On to pojmował i gdyby mógł nigdy więcej by tu nie przyszedł. Nigdy. Czuł się jak ciarki przechodziły mu po plecach za każdym razem, gdy brał oddech tego okropnego smrodu. Obrzydlistwo.
Miarka się jednak przebrała, gdy przez tę głupią kulę futra i Jego mama stanęła na Grzmiącej Ścieżce. Wstał od razu zaalarmowany i najeżył się cały, zaciskając zęby tak mocno, że aż szczęka zaczynała Go powoli boleć. Nie zdążył nic jednak powiedzieć, bo czarny badyl nagle stwierdził, że przystawi sobie pazur do gardła. Ona siedziała z Orzełkiem na Ceremoniach. Poczuł jak fala zimna zalewa Go. Nie chciał, by Orzeł skończył jak ta kocica. Przerażenie zalało Jego umysł i nie wiedział co robić, ale mimo wszystko pierwsze co przyszło mu do głowy to fakt, że Deszcz i Toperz to były siostry. Co On by zrobił gdyby zobaczył swoją siostrę w takiej sytuacji? Nie wiedział.
A może i wiedział.
– Wiesz... – zaczął trochę cicho, jednak po chwili już mówił głośniej. – Gdyby moja siostra robiła właśnie to samo co Ty... Zrobiłbym wszystko, by wróciła ze mną. A jeśli by nie wróciła... – przerwał i spojrzał przymrużonymi powiekami na czarnego badyla. – To ja też bym nie wrócił. – dodał wściekłym, a zarazem martwym głosem. Co ona sobie wyobrażała? Ból w klatce piersiowej zaczął Go powoli dobijać. Sama myśl, że mógł stracić siostrę... jeszcze w taki sposób. Nie wiedział jak się czuje Deszczowa Pogoda, ale mógł sobie to wyobrazić. Oj mógł.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Nie spodziewała się, że oprócz patrolu, w którym uczestniczyła czarno-biała kotka dojdzie do nich ktoś jeszcze. Zdziwiła się na widok Deszczowej Pogody i odruchowo spojrzała w jej stronę, jednak po chwili widząc, że i nowo przybyła zwróciła się również do Grzmiącej Ścieżki Jodłowa Łapa ponownie spojrzała na Nietoperze Niebo.
Nieme polecenie Roziskrzonej Nocy nie było w tym momencie dla Jodełki jakieś specjalnie ważne. Jej priorytetem było dowiedzieć się co na najjaśniejsze gwiazdy na Srebrnej Skórce jej mentorka robi na tej okropnej drodze. Czarno-biała terminatorka zacisnęła zęby. Nie chciała stracić kolejnego kota w swoim życiu, za dużo już ich było. Tata, Liść, Zajączek, Króliczek, Baranie Runo. O nie, Jodłowa Łapa zdecydowanie nie chciała, żeby czarna wojowniczka musiała zostać dodana do tej listy, nie ważne z jakiego powodu i jak dobrze się znały czy nie znały.
-Nietoperze Niebo, dlaczego ty tam jesteś? -zapytała, nieświadomie robiąc kilka kroków w stronę Grzmiącej Ścieżki, jednak stanęła jak wryta kiedy zobaczyła jak jej mentorka... zbliża swoje pazury do szyi? CO?! To wszystko powoli zaczynało się robić grubsze niż na początku mogłoby się wydawać. Czy Nietoperze Niebo sama postanowiła zrobić sobie krzywdę? Chyba tak, bo Jodłowej Łapie nie wyglądało to na żaden zakład czy żart, a jeśli jakimś cudem był to był on bardzo nieśmieszny.
Kiedy Korzenna Łapa odezwał się Jodłowa Łapa skierowała uszy w jego stronę. No, a kto by tak nie zrobił? Jodła sama nie wyobrażała sobie jakby mogła zostawić w takiej sytuacji Wrzos... bo nie mogłaby. Prawdoodobnie wtedy to córka Zwinnego Strumyka swoją siostrę ściągnęłaby nawet i siłą jeśli byłoby trzeba. Za uszy, za łapy, za ogon, byleby tylko zlazła z tego okropnego miejsca.
-Nie wiem dlaczego tam stoisz, ale proszę cię... zejdź -zaczęła- Na pewno jest lepszy sposób na poradzenie sobie z czymkolwiek co cię do tego podkusiło.
Spojrzała na Deszczową Pogodę. Chciała zobaczyć jej reakcję na to wszystko. Ona i Nietoperze Niebo były siostrami, znały się dużo lepiej, Jodłowa Łapa miała nadzieję, że sprawi to, iż rudo-biała skutecznie przemówi czarnej wojowniczce do rozumu.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Zaroiło się od kotów. Zaroiło się, Roziskrzona Noc weszła na Grzmiącą Ścieżkę, Korzenna Łapa próbował przemówić do rozumu samobójczyni, Jodłowa Łapa perswadowała łagodnie, chociaż w jej głosie czuć było strach, cała okolica rozbrzmiewała głosami przerażonych i zaniepokojonych kotów, a Deszczowa Pogoda widziała tylko Nietoperze Niebo przykładającą sobie pazury do gardła.
- Nietoperz, proszę Cię... - zaczęła łagodnie, ale jej głos się rwał - ... zejdź stamtąd, potrzebuję Cię, nie możesz tam pozostać, to nie jest droga ucieczki, ta droga prowadzi donikąd, zrobię co zechcesz, ale zejdź, to jest jedyne, czego ja ci nie wybaczę - mówiła z przerażeniem i pasją wszystkich pokoleń kotów, których puste oczodoły teraz były domem dla wszystkich rodzai wijących się i pełzających robaków. Widziała czarną i czerwoną otchłań otwierającą się pod łapami Nietoperzego Nieba. Z rozpaczą popatrzyła na Roziskrzoną Noc i zakończyła wreszcie, ale tak słabym i tak cichym głosem, że wątpliwe, iż ktokolwiek ze zgromadzonych usłyszał chociaż jedno słowo: - ... albo zabierzecie do Klanu dwa trupy.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Roziskrzona Noc, jak reszta zgromadzonych miała rodzeństwo, w zasadzie brata, sztuk jeden. Jednak w jej przypadku, zastanawianie się co by zrobiła widząc Płomyka na środku Grzmiącej Ścieżki było bezsensowne. Dałaby sobie łapę odgryźć, że bliźniak żadnych cyrków by nie odstawiał, bo to w najmniejszym stopniu nie było logiczne. Czemu czarna nie chciała zejść do bezpiecznej strefy? Dlaczego groziła, że jak Iskra się nie cofnie to sama sobie to gardło poderżnie i mniej roboty dla Potworów zostanie? To nie miało sensu. Nie dla burej, która nie kojarzyła by w życiu Nietoperz wydarzył się ostatnio jakiś dobry argument za samobójstwem. Końcówka puchatej kity kołysała się z irytacją, ale jej właścicielka odpuściła. Nie była tu sama, mogli spróbować negocjacji nim przejdą do niezawodnego kto pierwszy, Iskra z poczuciem misji, czy pazur Nietoperz z poczuciem innej misji. No, uczestniczył w tym też trzeci gracz - niespodziewany, pędzący Potwór, więc czasowo byli ograniczeni.
Była Deszczowa Pogoda i dwóch terminatorów, w tym Korzeń. No właśnie, Korzeń. A przed nimi kotka, która chciała dzisiaj zostać krwawą plamą. Roziskrzona wciąż była nowa w temacie rodzicielstwa, ale coś jej mówiło, że narażanie dzieci na makabryczne widoki było jednak czymś czego należało unikać. Wycofała się do szarego kocurka, by mu szepnąć coś na uszko, bez przeszkadzania reszcie w negocjacji, bez zwracania na siebie uwagi.
- Leć do obozu po pomoc. Z dwóch czy trzech wojowników by się przydało, bo ona sama nie zejdzie. - nieznacznie zasłoniła czarną wojowniczkę, licząc na to, że to odcięcie zachęci Korzenia do szybszego ruszenia na misję, bez zbędnego zastanawiania czy tutaj go bardziej nie potrzebują. Jodłową Łapę najchętniej również by wysłała na poważną misję z dala od centrum akcji, bo też była tylko dzieckiem, ale całe nieszczęście polegało na tym, że gwiazdą wydarzenia była mistrzyni koteczki. Więc Jodła by mogła się sprzeciwić, że nie, ona chce tu zostać, a co za tym idzie - wzrosłyby szanse, że i Korzeń się głupio zbuntuje. Niekorzystnie, bo oczywiście, że zdrowie i życie obu terminatorów było ważne, ale jednak jednego z nich było dla burej ważniejsze. Dlatego odezwała się tylko do Korzennej Łapy. Dlatego na niego teraz patrzyła ponaglająco.
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Słowa Korzenia odbiły się echem w czaszce Toperz, a czarna kocica z każdą chwilą coraz bardziej rozumiała ich sens. Zrobiłby wszystkoWróciła ze mnąA jeśli nieTo ja też bym nie wrócił. Spojrzała na Deszczową Pogodę, zachwiała się, cofnęła o parę kroków i rozpłakała. Była żałosna. Zachowywała się jak kociak. Jak siostra sobie poradzi po stracie kolejnego bliskiego kota? Czy w ogóle sobie poradzi czy raczej pójdzie w jej ślady, wprost na Grzmiącą Ścieżkę? To będzie jej wina? To będzie jej wina. Była egoistyczna i widział to nawet kot który w ogóle jej nie znał. No właśnie, w ogóle jej nie znał, nie wiedział po co i dla kogo to robi, więc po co w ogóle się odzywał? Dlatego że miał rację. Może wcale nie robiła tego dla Jodły? Może po prostu robiła to by zaspokoić swoja samolubną potrzebę uwolnienia się od wszystkiego? Od swoich problemów. Od ojca, którego ambicji nie chciała i nie umiała zaspokoić. Od nie bycia wystarczającą, zbyt słabą, nudną, emocjonalna i zwyczajnie głupią. Od znikających przyjaciół i rodziny, których by chciała ponownie spotkać na Srebrnej Skórce. Od poczucia bezsensu i tej wewnętrznej pustki. Nie, robiła to dla niej, jej terminatorki, Jodłowej Łapy. Chciałaby żeby tak było, ale, chyba, chyba prawda była inna.
Odwróciła głowę ponownie w stronę Jodły gdy usłyszała jej uspokajający głos, który wyrwał ją spod natłoku czarnych myśli. Och, gdyby tylko był jakiś inny sposób, to na pewno nie była by tu gdzie jest teraz. Jednak pomoc z jej klątwą nadchodziła zbyt wolno, Krwawnikowy Liść i Lśniąca Sadzawka mieli najwyraźniej zbyt wiele spraw na głowie, a Toperz nie mogła tak po prostu siedzieć i czekać aż jej terminatorce stanie się coś złego. Poza tym Klanowi Wichru będzie jedynie lepiej bez kolejnego pasożyta. Jedynym co stało w tej chwili na przeszkodzie byli jej bliscy i Deszczowa Pogoda, która na pewno jej nie zostawi. Nie zamierzała być egoistyczna, jak jednak mogła ocalić je obie?
Ponownie odwróciła spojrzenie załzawionych oczu gdy usłyszała słowa Deszczyk. ja ci nie wybacze. Nie wybaczy. Nie wybaczy. Nie wybaczy. Nie wybaczy. Nie wybaczy. Nie wybaczy. Słowa niczym mantra słyszała w swojej głowie i chyba nie chciała już nic więcej słyszeć. Jeżeli zdechnie teraz na tej drodzę, to Deszczowa Pogoda nigdy jej tego nie wybaczy, ale być może nie zginie razem z nią, a Jodła będzie bezpieczna. Skoro jej nie wybaczy, to najwyraźniej nie będzie jej już dłużej zależeć na Toperz. Nietoperz jednak nie mogłaby żyć, a raczej nie żyć że świadomością że jej ukochana siostrzyczka jej nienawidzi. Jeżeli jednak przeżyje to Jodła umrze albo zaginie jak jej poprzednicy, a tego również nie chciała. Miała nie być samolubna, nie myśleć o sobie, ale w tej chwili się zawachała. Szybko przeżucała wzork z Deszcz na Jodłe i z Jodły na Deszcz.
Czemu wybór był dla niej taki trudny? Powinien być o wiele łatwiejszy. Życie Jodłowej Łapy, ponad miłość siostry. Czemu jednak nadal się wachała. Czemu jej łapy chciały ją zabrać z ścieżki. Czemu jest taką egoistką? Czemu?
Swoją łapę którą przykładała wcześniej do szyji, powoli trzęsąc się przy tym niemiłosiernie podniosła, zbliżyła do swojego pyszczka i przejechała pazurami po czarnym policzku. Zasłużyła na to. Za swój egoizm, za to że nie myślała zbyt wiele o siostrze, za to że nawet przez chwilę się wahała i za to że skazywała wszystkich tu zgromadzonym na patrzenie na tą żałosną scene.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Działo się dużo. Bardzo dużo. Wiele różnych bodźców, wiele słów, wiele krzyków, wiele prób przekonania. Kocica jednak stała jakby ją co najmniej przymroziło do tej jezdni. Jak mogła być taka bezmyślna? Nie rozumiał tego. Jeśli ktoś zginie to będzie jej wina. Miał ochotę wejść tam i samemu zaciągnąć ją na trawę za fraki, bo to chuderlawe ciało niewiele mogłoby się opierać.
Był gotowy to zrobić, rzucić się na Grzmiącą Ścieżkę, jednak Nim zdecydował się przez te wszystkie obrzydliwe groźby Nietoperzego Nieba, Jego mama... Jego mama podeszła do Niego zasłaniając mu widok. Ten obrzydliwy widok kotki, która z nikim się nie liczyła. Czuł złość. Nie wiedział czemu. Bał się o mamę. Byli w niebezpiecznym miejscu. Bał się. I czuł się bezsilny.
– Ale może będę mógł... – Schylił łeb i zamilkł w połowie zdania. Pomóc? Jak On chciałby pomóc? Bojąc się? Może to nie była Jego kolej i miejsce na pomoc. Może powinien dać sobie spokój. Może czasami nie wystarczy być silnym by komuś pomóc. Uszy położył z linią czaszki. Przyda się może w inny sposób. – Dobrze, pobiegnę... – Nim jednak się odwrócił podszedł i wtulił się szybko w szyje mamy. Chwilę później Go już nie było. Leciał jak najszybciej mógł. Do obozu. Po wojowników.
Zakurzona, ośnieżona grzmiąca ścieżka nie wyglądała wcale straszniej niż zwykle. Była pusta, cicha do takiego stopnia, że spokojnie można było dosłyszeć drżące oddechy żyjątek wokoło. Gdy ciemna, wichrowa wojowniczka dotarła na ścieżkę, klimat nie zmienił się wcale. Nadal było spokojnie, nadal wiatr delikatnie muskał gołe gałęzie, a kurz osiadły na drodze spoczywał sobie spokojnie. Nietoperzowe Niebo była nastawiona na wypadek. Niefortunny, taki, który grozi niemalże każdemu przechodniowi, który akurat pokusi się o przejście na drugą stronę. Wypadek, który miał zdarzyć się niespodziewanie, niechcący, który z żalem będą musieć przyjąć wichrzacy. W momencie przybycia Iskierki, Korzenia, Deszcz i Jodły już nie było mowy o wypadku. Świadkowie wcale nie patrzyli na kogoś, kto za wszelką cenę próbuje przejść przez ścieżkę tak, by ujść z życiem. Patrzyli na kogoś, kto wchodząc na drogę już wcale nie chce z niej zejść. Okolica zawrzała, atmosfera była napięta i w momencie odważnych kroków Roziskrzonej Nocy, i wtedy, gdy Nietoperz zrozumiała, że jej czyn nigdy nie zostanie wybaczony. Zburzona tak nagłymi emocjami czarna wojowniczka przejechała pazurami po swoim pysku, oddając się karze na którą sama siebie skazała. Wichrzaków goniła jedynie autodestrukcja Toperz, samochody bowiem cicho warczały w oddali.
Nietoperzowe Niebo: S: 6 | Zr: 9 | Sz: 11 | Zm: 7 | HP: 70 - 18 = 52/70 | W: 50
• Rana 2. stopnia: mocne, głębokie rysy na policzku (krwawi, -3hp w następnej turze, w następnych -2hp do końca walki)
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Zauważyła kątem oka Roziskrzoną Noc kiedy ta poruszyła się znowu i tym razem podeszła do Korzenia, jednak teraz Nietoperze Niebo była ważniejsza niż coś co wojowniczka mówiła młodszemu terminatorowi na ucho. Skoro zachowywała się tak cicho to pewnie nie chciała zwracać na siebie uwagi, więc Jodłowa Łapa postanowiła nie reagować na to. Odruchowo odwróciła głowę dopiero wtedy kiedy Korzenna Łapa odpowiedział na najwidoczniej prośbę swojej mamy i pobiegł gdzieś. Nie słyszała co mówiła Roziskrzona Noc, więc nie wiedziała co młodszy terminator miał w tym momencie zrobić. No cóż.
Kiedy odwróciła się znowu w stronę swojej mentorki napotkała niezbyt przyjemny widok. Czarna wojowniczka przeniosła swoją łapę z szyi na pyszczek, jednak zamiast zrobić coś mniej... krwawego... jak na przykład uderzyć się łapą ze schowanymi pazurami to Nietoperze Niebo pierwszym co zrobiła było przejechanie ostrymi pazurami po policzku. Żółte oczy rozszerzyły się ze zdziwienia i niepokoju. Jeszcze przed chwilą myślała, że jej mentorka nie jest w stanie zrobić sobie żadnej krzywdy, że tylko ich straszy i może zaraz faktycznie zejdzie skoro tak się wahała, ale jednak najwidoczniej Jodłowa Łapa się myliła i to grubo. Co ta Nietoperze Niebo sobie myślała?! Co ją podkusiło do robienia takich rzeczy?! Czemu nie chciała zejść?!
-D-dlaczego to robisz?! -aż się zająknęła. Rozejrzała się dookoła. Nic nie jechało- Zejdź, dopóki nic nie pędzi w tę stronę
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-