Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Mech zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli kiedyś Bogatka wróci, to ktor będzie musiał jej powiedzieć, że Modrzew umarł. Ale teraz sytuacja wymagała jego reakcji i to on, z niechęcią to powiedział. Czemu z niechęcią? Rasowiec był wręcz pewny, że nie da rady wytrzymać nawet sekundy po tym, jak to powie. I się nie mylił.
Mech wstał po jakimś czasie, przetarł łzy lecące mu z oczu, po czym liznął siostrę lekko po czole
- Ogatka... Ogatka... Pokase i dzie on est może? I apoujemy dziś, ookei? - zapytał się, próbując zapomnieć o sytuacji sprzed chwili. Nie chciał, by się powtórzyła, ale jeśli Bogatka tego potrzebowała, to mógł się poświęcić.
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
To wszystko działo się tak szybko. Najpierw go znalazła, teraz dowiaduje się, że Modrzew...nie żyje.
Nie tak miało być. Powinna szczęśliwie odnaleźć całą rodzinę. Szczęśliwą w komplecie. Nie zdążyła nawet się pożegnać. To był szok dla i tak już ztraumatyzowanej koteczki. Krzyczała z bólem. Och jakże potwornie wielkim. Koteczka przelękła się na sam dotyk języka Mcha. Było strasznie. A co jeśli są jeszcze bardziej narażeni na niebezpieczeństwo jak jej się wydaje? Co jak z dnia na dzień ktoś inny ich zaatakuje i zginie ktoś jeszcze.
Podniosła się w szoku i spojrzała swymi mokrymi łzami i zaciąganiem nosem i lekkim bezdechem z płaczu. Zobaczyć gdzie on jest? Niby jak? Idą się utopić? Nie ma mowy. Może i by chciała to zrobić to nie potrafi. Właśnie znalazła brata a to nie wszyscy, których chciała spotkać. - J..Ja..Jak t..to g..dzi..dzie? P..Prze...Przecie...eż o..on...- zaciągnęła powietrza głęboko. Jej łzy lały się strumieniami.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Tak... tak powinno być. Tak się jednak nie stało. Jedyny pozytyw to to... że Bogatka się w ogóle znalazła. Gdyby tak nie było... to cóż, pewnie sama siostra by ich szukała, ale przynajmniej by nie wiedziała, że Modrzewia Nie Ma.
Wtulił się mocno w siostrę. Musiał... musiał ją obronić. Nie mógł stracić też Bogatki. To zrobił by Modrzew. Mech został teraz jedynym kocurem, a to kocury są do obrony kotek. Szkoda, że musiał teraz się troszczyć o trzy kotki samemu, zamiast w parze.
Oczywiście nie chodziło o to, by też stracić życie, chociaż to byłoby najlepsze rozwiązanie, jeśli chcieliby zobaczyć jak na prawdę Modrzewia, w całej jego okazałości.
- T-taa ko-ootka dała takiie kamyczki-i i tam je-es Odszef... pod emią - wyjaśnił drżącym głosem. Bał się o bezpieczeństwo jego rodziny.
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Śmierć Modrzewia była dla niej ogromnym bólem. Ich rodzina nie była rozległa, więc wszyscy byli bardzo blisko siebie. Nikt nie był tak zżyty ze sobą jak oni. W końcu takie życie samotnika. Podążą się za grupą. A takie głupie mysio mózgie osobniki jak Bogatka odłączają się od nich. A jak widać teraz zdecydowanie może się czuć winna. Na prawdę boli ją to, że sobie po prostu poszła gdzieś i nie wróciła, że... nie pożegnała się z bratem...
Mimo tej całej traumy i tak dalej nie chce zostawiać brata jako jedynego, który będzie pilnował całej rodziny. Musi jakoś odpokutować swoje błędy. Zrozumiała, że trzeba się bronić. Oczywiście ich bezpieczeństwo nadal w grupie osób jest zagrożone. Las jest pełen zagrożeń. Nie ma nic co by ich uratowało. Do Klanu im się nie pcha. Nie po tym co zobaczyli ze strony Klanu Gromu. Przynajmniej Bogatka na razie jest bardziej nimi odpychana niż cokolwiek innego.
Co. Co? Jak to ?! - Ja...jaka ko..kotka? Jak..Jak to po..pod zie..ziemią?!
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Byli sobie blisko. Nie było przecież wyboru. Musieli się troszczyć o siebie... nie mogli się zostawić. Jeszcze nie. To było głupie, że przez Klany byli nazywani samotnikami. Oni żyją przecież w grupie. Aż trzyosobowej, teraz czteroosobowej, wliczając Bogatkę. I pięcio, wliczając tamtą... Czosnek? Bodajże tak nazywała się kotka, która ich wzięła do swojej nory.
Bogatka zniknęła i ominęła ją śmierć brata. To... to był cios. Nie tylko dla niej. To był powód dla Meszka do strachu. Paniki. Mdlenia.
Musieli nauczyć się walki. Nie mogli pozostać bezbronni. I Mech spróbuje w końcu nauczyć się bronić jego rodzinę. I wtedy nic im nie zagrozi. Racja, w Klanie było łatwiej - tam było dużo więcej kotów, tam koty pewnie szkoliły inne w walce... ale nie. Trzmiela Gwiazda był okropny. Mech nie zamierzał nawet próbować. Jeszcze nie, teraz... jego emocje za bardzo buzowały. Nie chciałby trafić do Klanu w którym jest ktoś taki jak Trzmiela Gwiazda. Odrzucił ich matkę kiedy potrzebowała pomocy i młody kocurek mu nie wybaczy. Chociaż nie ma siły i umiejętności... to musi spróbować.
- C-coosnek... ona tu nas przyypowaciła - odpowiedział po chwili. Ledwo już pamiętał po co, przez to, jak wtedy zemdlał. Miał w ogóle wrażenie... że pamięta za mało. Miał tylko przebłyski. Szczególnie z czasów, gdy żyli przy Siedlisku Koni. - Ona go... za-akopaa
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
No właśnie przecież nie są samotnikami. W końcu chodzą w grupie. Z resztą co to za określenie? Kocur, którego spotkała był zdziwiony dlaczego jest sama, więc dlaczego są nazywani samotnikami? Bez sensu. Koty z Klanów są zbyt nauczone do tłoku i jak ktoś żyje w kilka osób to już ich nazywają samotnikami.
Nie zrozumiałaby dlaczego Mech mdlał przez to, że nie była przy śmierci brata. Według niej to jej wina i jej ból.
Bogatka też nie jest pewna co do tych Klanów. W końcu Trzmiela Gwiazda był okropny i bezlitosny. Dobrze, że im nic nie zrobił. Bo Bogatka wierzy, że mógłby jakby ich znowu spotkał. Dlatego na razie odpuszcza sobie myśl o jakimkolwiek klanie. Ha tfu na nich. Nauczyć się walki na własną łapę nie będzie łatwo, ale muszą spróbować.
Cosnek. Czosnek. Nie znała tej kocicy. Ale? Ale dlaczego? - Zakopała? Czemu!- zapytała oburzona. Jak to zakopała. Mo..może tak powinno być? Nie wie...
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Nazwa Samotnicy (przynajmniej w ich wypadku) powinna zostać zdecydowanie zmieniona. Ale... na jaką? Nie byli Klanem, bo ani nie mieli nic z nimi wspólnego, ani też nie byli na tyle dużą grupą, by nazywać się jakimś gangiem czy czymś takim. A więc... chyba Rodzina była najlepszą nazwą. Byli rodziną.
Mdlał i miał ataki paniki w głowie przez śmierć Modrzewia. Pewnie za szybko się z tego nie wywinie... W końcu to nie było normalne, to, co zrobił tamten - teraz już martwy - samotnik. To nie było miłe, ani honorowe, ani w żaden sposób wytłumaczalne. Więc czemu?
Gdyby ich zauważył znowu! Trzmiela Gwiazda by ich rozniósł, już wystarczy, że Mech bał się samego siebie i konsekwencji... wszystkiego.
- N-ne wem... yba inacej by codż się mogo stać Morzewiowi... - mruknął niewyrażnie i niepewnie, obserwując siostrę. Na kolejne wspomnienie brata z oka poleciała mu łezka. Odszedł pół kroku i odwrócił się w stronę nory. - Ta-am
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Tak rodzina pasuje. Nic innego w rzeczy samej nie jest w stanie opisać ich grupki. No jeszcze jest ta cała Czosnek chyba? Bo jak pomaga to kto wie czy nie jest z nimi? Bogatki dłuuugo tu nie było i nie ma zielonego pojęcia jak to jest. Może to nowa koleżanka mamusi? Ciekawe jaka jest.
Bengalka nie dziwi się bratu. Przeżywa tak wielki ból i stratę,a co dopiero Mech. Przecież widział jak ich brat ginie na własne oczy. Nadal płakała. Nie zamierzała już wykłucać o zakopanie Modrzewia, bo po prostu nie wypadało. Miała ochotę wrzeszczeć. Nadal płakała. Marzyła o wtulenie się w sierść matki i już tak zostać. Na zawsze. Wsadziła za to nos w sierść brata. - Mech... Gdzie jest reszta? Ja chcę do mamy... i Wróbelek... Nie..nie wiem czy chcę polować...- spojrzała swoimi zimnymi oczami w jego. Niech pomoże i zaprowadzi ją do domu...
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Gdyby to tylko wkuć do głów tym klanowym kotom! Byłoby dużo łatwiej, gdyby nie nazywali ich samotnikami. Ta nazwa była bardzo nietrafiona. Co do Czosnek, cóż. Bogata musiałaby przekonać się na własną skórę, bo Mech w sumie nie był pewny o co konkretnie z nią chodziło. Pomagała im, to wiedział. Ale czemu?
Gdyby nie to, że siostra wyglądała na wymęczoną (a on w zupełności niezdolny do polowania, ze względu na ilość wody wokół oczu) z pewnoscią jednak by poprosił Bogatkę aby mu pomogła. Ale nie, on też nie byłby w stanie. Musieli wracać do nory. Jak najszybciej.
- T-tam waśnje... - wytłumaczył, poczekał chwilę, po czym otarł łzy i dał siostrze znak, aby szła za nim. W końcu ruszył w stronę ich Domu. Teraz trzeba powiedzieć o tym mamie i Wróbelek! Będą przeszczęśliwe! Albo przerażone, że Bogatkę może spotkać ten sam los co ich brata...
//zt?
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Byłoby lepiej. Bo wszyscy uważają ją za nic nie wartą i nikogo bez rodziny. Może i tak jest, ale jeszcze się nauczy jak żyć jak samotnik. Cały czas polegała na matce i rodzeństwie. Słowa Iskry wiele myśli w niej wywołało. Boi się włączyć. Wie, że zawsze przegra, ale chyba powinna się nauczyć bronić. Ale na razie najważniejsze jest to, że wróciła i... musi coś zrobić z raną na karku. Wcześniej może Mech jej nei zauważył, ale Jaskółka już pewnie ją zobaczy. Ale kto potrafiłby ją wyleczyć? Nie wie...
Tak była wykończona. Nie jadła porządnie od kąd uciekła z domostwa dwónogów. Od wielu księżycy jadła wronią karmę, lub czasem jej się udało coś złapać. Nie miała siły. A płakała nadal. Powietrze ledwo wpadało jej do pyska po fakcie iż Modrzew zmarł. Ale po woli może się uspokoi. Musi...
Ruszyła za bratem bez zastanowienia. Musi spotkać się z rodziną. Tyle ich szukała... Po co jej było wrócenie do Osiedla i nabycie tylko ran. Już nigdzie się nie rusza. Zostaje tu i będzie z rodziną do końca swoich dni.
//zt
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Mistrz: Taka miła pani (Wysoka Fala) Płeć: kotka Matka: Ognistopręga Ojciec: Gdzie jest? (Rudzikowy Ogień) Partner: Pożyjemy, zobaczymy
Pobyt u dwunogów zrobił jej dobrze. Jej wciąż buro-rude krótkowłose futerko stało się zadbane i lśniące. Plama na mordce nadal jest gdzie była, a z tej samej twarzy na świat patrzą dwie kuleczki w kolorach błękitu i bursztynu.
Jej ciało też się zmieniło. Łapy stały się długie, a ciało smukłe. Nie ma mocno widocznych mięśni, lecz można powiedzieć, że jest w miarę wysoka.
Na jej pyszczku prawie zawsze maluje się uśmiech, a oczy błyszczą chęcią załatwienia wszystkiego pokojowo
Kiedy została porwana przez dwunogów, miała dużo czasu na przemyślenia, czym sobie zasłużyła na taki los. Była wiecznym kociakiem, kotem zapomnianym przez klan. Ale może to lepiej.
W rezultacie zaczęła doceniać życie! Chce załatwić wszystko pokojowo i z uśmiechem na pyszczku, by potem ze spokojem wrócić tam gdzie musi.
Ceni sobie bliskich bardziej niż cokolwiek innego, a ich zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Stara się być taką ciocią dobrą radą. Uwielbia dawać innym rady, nawet jeśli są głupie.
Ulewna Łapa [ded], Falująca Łapa [Z]
Kasztan wciąż szła pchana przez tęsknotę.
Nigdy nie odczuwała jakiegokolwiek uczucia tak mocno, jak teraz. To wszystko wyrywało się z niej każdym możliwym otworem, bo kotka była przepełniona samotnością.
Od zawsze miała to, co chciała. Nigdy niczego jej nie brakowało. Wcześniej miała klan, później miłe mieszkanko a teraz... Teraz ma własne łapy i nadzieję na lepszy start.
Zmieniła się. Teraz była lepszą osobą. Nie była już zła Kasztan, nie była też wystraszoną Kasztan. Była dobrą Kasztan. Tą, którą chciała się stać. Kotem o dobrych intencjach który szuka szczęścia w bliskich których teraz jej tak bardzo brakowało.
Była zmęczona i zziębnięta, bo krótkie furto nie było zbyt dobrą ochroną przed zimnem. Dobrze by było jednak się zatrzymać, a jakiekolwiek najbliższe schronienie od potencjalnych drapieżników stanowił rów, który swoim wyglądem niezbyt zachęcał do odpoczynku. Kotka nie miała jednak wyboru. Zmęczenie wygrało z rozsądkiem i szylkretka przycupnęła na krawędzi wgłębienia rozglądając się na boki. Zawsze mógł pojawić się ktoś z Klanu rzeki.
//Jakby coś, to znajduje się od strony terytorium klanu Rzeki, chyba, że to ja coś pomyliłam z lokacjami i tematami
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Rozciągnęła niebieskie łapki, gdy słońce obudziło ją już na dobre. Ogarnęła się - wyczyściła, zjadła, wszystko super, może wychodzić na poranny spacerek. Rzeczne Tereny zaczynały być już nudne, wszystko takie same. I mokre, przede wszystkim. Jej łapy powędrowały więc w stronę Szarych Brzóz, gdzie spotkała ćwir-ćwir, i gdzie przede wszystkim było suszej. Znała już całkiem dobrze tą część Ziem Niczyich - po krótkim odpoczynku zdecydowała się zajść nieco dalej. Skręciła w lewo, na północ, a gdy przeszła jakiś już kawałek - jej oczom ukazał się rów. I byłby to zwykły, ot, taki rowek, gdyby nie to, że w środku siedziała jakaś szylkretowa koteczka. Nieco zwolniła, w końcu przy obcych kotach powinna być ostrożniejsza. Podeszła kilka kroczków, patrząc na Kasztan z góry.
— Cze — przywitała się, pacając kolorową koteczkę łapą. Nawet ładne umaszczenie...chociaż widziała ładniejsze, oczywiście! — Kto ty?
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
I los by chciał, że Brudna Stopa miała pobliski patrol. Smukłe ciało kocicy poruszało się spokojnie poprzez coraz to gęstsze zarośla i paprocie, a dymka sprawdzała, czy nic niezwykłego, a przynajmniej nie... niezwykłego jak na standardy zabawy nie łaziło po terenach klanu. Niezwykłe niezwykłości, a kotka nadal czuła się, jakby nie przeżyła ich wszystkich, lecz ma czas... Jeszcze. Jeszcze ma go dużo. Chyba.
Czekoladowa kotka zadrgała końcówką ogona, gdy przez bursztynowym wzrokiem przemknął jej jakiś nieznany widok. Nie było to nic wielkiego, może po prostu cień drzewa... Lecz ruszało się to zbyt szybko, by być cieniem.
Dymna trzepnęła swym trójkątnym uchem i wzruszyła barkami, by kontynuować swe sprawdzanie terenu w formie wolnego jak na swój sposób patrolu. Czy ona była taka energiczna od początku? Może. Możliwie. Czasy kocięce chociaż, że były już dawno za nią, to... Mogłoby się wydawać, że były to czasy śmieszniejsze, a przynajmniej dla niej samej. No cóż, musiała się przyzwyczaić do takiej zabawy i gry. Bo w końcu to wszystko było taką grą, a niektórzy grali w nią lepiej, a inni, no cóż by rzec, gorzej.
A do jakiej ona kategorii się zaliczała? Sama nie wiedziała, a drużyna była... Jedna. Rzeczna. Miała być wojownikiem klanu rzeki, lecz można by się było debatować, czy takim osobnikiem właśnie jest. Chociaż, czy czekoladkę to obchodziło po tym wszystkim? Niezbyt. Miała na koniec dnia powody by się dalej bawić.
Jej kroki skierowała ku topiołkom, a później ku lekkawych granicach ziem rzeki.
Nie oczekiwała, że nagły zapach ziem niczyich ją zaskoczy, lecz... Po tym wszystkim było to dziwne. Nieswoje. Za terminatora nie bała się tego zapachu, przyjmowała go z otwartymi łapami, lecz teraz... Bez nikogo za granicą, zapach wydawał się niemal trujący dla dymki.
Jednak był tu też inny zapach. Zapach terminatora rzeki, który znała z ceremonii i innych teoretycznych widywań w obozie. Skierowała swój krok ku rowowi.
Gdy znajdowała się na tyle dobrze, wyłoniła się z ukrycia i szepnęła.
-Bratkowa Łapa? - Spojrzała się dookoła. - Co ty tutaj robisz? - Niebieska koteczka mogła dostrzec na pysku Zwinnej lekkie... Przerażenie. Nie miejscem, a co tu może być. Jej trójkątne uszyska przyległy do jej kanciatej głowy, a jak nie, to latały na wszystkie strony. Było tu tyle dźwięków i zapachów, dymka nie była w stanie ich ogarnąć.
-Jesteś tu z kimś? Czy sama?
Mistrz: Taka miła pani (Wysoka Fala) Płeć: kotka Matka: Ognistopręga Ojciec: Gdzie jest? (Rudzikowy Ogień) Partner: Pożyjemy, zobaczymy
Pobyt u dwunogów zrobił jej dobrze. Jej wciąż buro-rude krótkowłose futerko stało się zadbane i lśniące. Plama na mordce nadal jest gdzie była, a z tej samej twarzy na świat patrzą dwie kuleczki w kolorach błękitu i bursztynu.
Jej ciało też się zmieniło. Łapy stały się długie, a ciało smukłe. Nie ma mocno widocznych mięśni, lecz można powiedzieć, że jest w miarę wysoka.
Na jej pyszczku prawie zawsze maluje się uśmiech, a oczy błyszczą chęcią załatwienia wszystkiego pokojowo
Kiedy została porwana przez dwunogów, miała dużo czasu na przemyślenia, czym sobie zasłużyła na taki los. Była wiecznym kociakiem, kotem zapomnianym przez klan. Ale może to lepiej.
W rezultacie zaczęła doceniać życie! Chce załatwić wszystko pokojowo i z uśmiechem na pyszczku, by potem ze spokojem wrócić tam gdzie musi.
Ceni sobie bliskich bardziej niż cokolwiek innego, a ich zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Stara się być taką ciocią dobrą radą. Uwielbia dawać innym rady, nawet jeśli są głupie.
Ulewna Łapa [ded], Falująca Łapa [Z]
Nie bała się. Nie miała się czego bać. Nie po to szła tak daleko, by teraz stchórzyć. Innym powodem tego było, że znała zapach który dochodził od kotki. To był zapach dzieciństwa i tego czegoś, czego jej ciągle brakowało. Gdzie dzieciństwo, tam klan, a gdzie klan tam bliscy. Tak, spotkała dobre koty.
Podniosła się na łapy słysząc inny głos. To była jej szansa. Miło się przedstawi, opowie swoją historię, jak się tu znalazła itd. Byleby załatwić to pokojowo i z szacunkiem do tych kotów. - Jestem Kasztan, była członkini klanu Rzeki. Kiedy byłam jeszcze głupim kociakiem uciekłam, a w poszukiwaniu jedzenia przez przypadek trafiłam na teren siedlisk dwunożnych. Tam też zostałam przez nich porwana. - powiedziała z szacunkiem pochylając głowę. Starała się wyglądać najbardziej przyjacielsko i pokojowo jak tylko się dało, więc na jej pyszczku przez cały czas miała przyjazny uśmieszek. - Szukam Klanu Rzeki, ponieważ chciałabym do niego powrócić. Jesteście w stanie mi pomóc? - kontynuowała.
Więcej nie przychodziło jej do głowy. Mogłaby powiedzieć kim są jej rodzice, ale chyba niezbyt by to nieznajomych obchodziło. Chciała jedynie trafić tam, gdzie trzeba bez walk. Poza tym, jej rodziny może tam wcale nie być... Życie pisze różne scenariusze.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Tak, wszystko było taką małą gierką. Zabawą. Tańcem. Koty różniły się tym, że niektóre umiały tańczyć, a niektóre nie. A niektóre miały buty do stepowania. Rzeczywiście, całe to życie, oglądanie poczynań innych kotów było trochę taką grą. A Bratek patrzyła na nią z boku, najwyżej w większości przypadków, bo zwyczajnie nie lubiła się mieszać.
Usłyszała kroki wojowniczki za sobą, a z każdym uderzeniem serca zapach Brudnej Stopy stawał się coraz to bardziej intensywny. Fujka, ryby. Teraz, jak pochodziła troszkę po Ziemiach Niczyich, to ten ich zapach rzeczywiście był brzydki. Odwróciła się w jej stronę i machnęła ogonem, troszkę zirytowana. Niech sobie tutaj będzie, dobra, ale niebieska naprawdę nienawidziła, gdy inni wwalali się w jej paradę. Przy Chaber się przyzwyczaiła, ale z czekoladową miała pierwszy raz do czynienia. Upierdliwe.
— Zwiedzam, nie widać? — mruknęła sarkastycznie, po czym dodała — Tu jest jakaś kocica — mówiąc do, zwróciła się z powrotem do Kasztan. Gdy teraz szylkretka zaczęła mówić, Bratek przyjrzała się jej niebiesko-ognistym oczom. Uu, ciekawe połączenie. Skinęła głową na jej wyjaśnienie, po czym znów zwróciła się do swojej kuzynki.
— Brudna Stopo? Kojarzysz ją? Mówi, że była kiedyś w Klanie Rzeki, ale ja chyba wtedy jeszcze się nie urodziłam. Ty żyjesz więcej księżyców ode mnie. — nie mogła w końcu wierzyć pierwszemu-lepszemu kotu, że był kiedyś w jej klanie. Nie znała jej, nigdy nawet nie widziała. Tym bardziej, że zaginęła za kociaka. W końcu każdy samotnik może wiedzieć coś o czterech kocich klanach i udawać porwanego. Z drugiej strony nawet cieszyła się, że orientalna wojowniczka tu przylazła, bo może przynajmniej ona ją zna.