Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Jej osoba lekko zniechęciła się do tego miejsca i już niemal wysyczała Bratkowej Łapie, by stąd uciekały, to wten niebieska odezwała się, na co dymka przekręciła ślepiami i szepnęła. -Ta widać widać... Oczy mam... - I wten odezwała się szylkretowa. Dymka nie widziała jej wcześniej. Nie znała jej, nigdy jej nie widziała... Chociaż, z pyska kogoś przypominała. Kogoś bardzo dawnego, kogoś kogo czekoladowa pamiętała tylko z widzenia za terminatora, a może nawet i nie. Jakby już widziała te oczy. Ten kolor sierści i ten głos, chociaż już wyrośnięty... Coś w głowie dymnej świtało. Kasztan. Imię też jakieś kojarzyła, lecz skąd? Kiedy? Gdzie? Niezbyt to pamiętała, a może po prostu te wspomnienia wyparła?
Mgła pamięci i wspominania kasztanki została jednak przerwana. Bratkowa nie znała tej kotki, a dymka też nie. Więc co zrobiła wojowniczka? Wybiegła z ukrycia, bo i tak w tym momencie było ono nijakie i ustała przy niebieskiej krewniaczce, by ewentualnie odeprzeć atak na siebie, gdyby coś poszło nie tak.
Jako kociak szła szukać jedzenia i zaszła aż tak daleko? Dymna kocica trzepnęła uchem. Nie wierzyła w nic... Chociaż po porwaniu dziadka nie wierzyła już w nic, a zarazem nie dziwiły jej takie przypadki. Różne te gry są. Różne zabawy.
Schyliła łeb i spojrzała się tylko pytająco na córkę cioci Kos.
Ta szylkretka tak na serio?
Dymna szepnęła tak, by tylko niebieska słyszała. -Sprawdze coś. - Po czym odchrząknęła i zwróciła swój wzrok ku dwukolorowej.
Uniosła lekko łeb, by patrzeć na szylkretkę z góry i to dosłownie.
Jej głos był lekko arogancki, a może i nawet uszczypliwy, lecz jaki miałby być? Musiała być poważna. Nigdy nie wiadomo, a kotka jednak, że znajoma to... Nadal samotnik. Niestety.
-Kasztanie, mówisz, że byłaś kiedyś członkinią Klanu Rzeki. - Zaczęła poważnie i próbowała zasłonić Bratek swoją osobą. -W takim razie, kim byli twoi rodzice, jak się nazywali? - Członków można nie pamiętać, lecz rodziców... Jeśli się ich miało, to się pamięta. A jak niebieska terminatorka zasugerowała, to Brudna musiała tu wyprężyć móskół zwany mózgiem i sprawdzić, czy szylkretka mówi prawdę.
To teraz musiała się wykazać jako starszy wojownik. W pewnym sensie.
Mistrz: Taka miła pani (Wysoka Fala) Płeć: kotka Matka: Ognistopręga Ojciec: Gdzie jest? (Rudzikowy Ogień) Partner: Pożyjemy, zobaczymy
Pobyt u dwunogów zrobił jej dobrze. Jej wciąż buro-rude krótkowłose futerko stało się zadbane i lśniące. Plama na mordce nadal jest gdzie była, a z tej samej twarzy na świat patrzą dwie kuleczki w kolorach błękitu i bursztynu.
Jej ciało też się zmieniło. Łapy stały się długie, a ciało smukłe. Nie ma mocno widocznych mięśni, lecz można powiedzieć, że jest w miarę wysoka.
Na jej pyszczku prawie zawsze maluje się uśmiech, a oczy błyszczą chęcią załatwienia wszystkiego pokojowo
Kiedy została porwana przez dwunogów, miała dużo czasu na przemyślenia, czym sobie zasłużyła na taki los. Była wiecznym kociakiem, kotem zapomnianym przez klan. Ale może to lepiej.
W rezultacie zaczęła doceniać życie! Chce załatwić wszystko pokojowo i z uśmiechem na pyszczku, by potem ze spokojem wrócić tam gdzie musi.
Ceni sobie bliskich bardziej niż cokolwiek innego, a ich zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Stara się być taką ciocią dobrą radą. Uwielbia dawać innym rady, nawet jeśli są głupie.
Ulewna Łapa [ded], Falująca Łapa [Z]
Kasztan nigdy nie potrzegała świata jako gry. Bardziej jako swój własny plac zabaw. Biegała sobie gdzie tylko jej się chciało i kopała łopatką w piaskownicy nie wiedząc, że do tej dziury wpadnie i trudno będzie z niej wyjść.
Rodzina? No tak, wiedziała, że powinna podać imiona swoich rodziców! - Moją matką była Ognistopręga a ojcem Rudzikowy Ogień. Pamiętam jeszcze swoją siostrę, Wiewiórkę. Chociaż kiedy uciekłam, to już Wiewiórczą Łapę. Ciekawe, czy została już wojowniczką? To byłoby wspaniale! - Zanim się obejrzała już odeszła od tematu. Nerwowo chrząknęła i wróciła do opowiadania. - Przywódczynią w tym czasie była Czerwona Gwiazda, a jeśli mnie pamięć nie myli, to moja mama była wtedy zastępczynią. Ale głowy nie dam. O! I z rodzeństwa była chyba jeszcze Jarzębina! I Kałuża! Pewnie wszyscy są teraz wojownikami! Nie mogę się doczekać momentu, kiedy będę mogła się z nimi spotkać! Może ktoś z nich zostanie moim mistrzem? Byłoby super! - Klap klask Kasztan, znów odleciałaś.
Więcej sobie nie przypominała. I tak te wspomnienia były jak przez mgłę, za dalekie by je sięgnąć i opisać ze szczegółami. Ale to chyba zrozumiałe.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Słuchała, a wszystkie fakty zaczęły rzeczywiście łączyć się w jakąś spójną całość. Ognistopręga rzeczywiście miała miot, a w nim Wiewiórkę, która teraz była już wojowniczką. Kojarzyła też Kałużę, i, owszem, Ognistopręga była zastępczynią. Bratek popatrzyła się na Brudną Stopę, pomrugała ze dwa razy, licząc że ona też wszystkie kropki połączyła, po czym odchrząknęła i spojrzała jeszcze raz na pstrą, dziwnooką kocicę.
— Wszystko co mówisz ma sens. Brudna Stopo? — zwróciła się do dymnej, oczekując odpowiedzi, czy zabierają Kasztan do obozu. Może jakiś inny kot nadal miałby obiekcje, bo w końcu przez ten czas kotka mogła się zmienić i wykorzystać swoją wiedzę do złych zamiarów, ale jeden: Bratek nie była dobra w rozszyfrowywaniu kotów, dwa: miała wrażenie, że nie jest groźna i chciałaby tylko wrócić do swoich przyjaciół.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Dymna kocica szpiliła swym złotym wzrokiem każdy ruch szylkretki, nie miała zamiaru dać nieznajomwj kotce do myślenia, że może któreś z nicg zaatakować.
Jednak żaden atak ze strony znanej nieznanej mordki nie nastąpił, a kasztanowa w kolorze trzepnęła swych uchem na słowa szylkretki.
Ognistopręga... Była już starszą, a przynajmniej z tego co kojarzy czekoladka. Jednak dwukolorowa miała rację, była ona zastępczynią za swego czasu, lecz takie informacje wylatują z pyska do pyska, a dymka wiedziała, że no cóż, niemal każdy mógł wiedzieć o randze rudej kocicy, szczególnie, gdy większość Klanów niemal od razu wymieniają sie takimi informacjami.
Co jednak zdziwiło Brudną, było to, kogo niby wzięła za ojca...
Rudzikowy Ogień. Jej wujek. Czy to prawda? Czy szylkretowa samotniczka... Mogłabyć jednym z jej krewnych?
Jednak jego partnerstwo z Ognistopręgą było... Nieznane innym klanom, a przynajmniej z tego co sama kasztanka wiedziała. Rodzeństwo i och imiona też się zgadzały, a dymna powoli łączyła wątki.
Po chwili zwróciła się do niebieskiej jak i do szylkretki.
-... Twoje słowa są wiarygodne Kasztanie. - Zaczęła spokojnie, a po chwili kontynuowała. - Jednak wiedz, że będąc tutaj narażasz siebie jak i nas. Ja i Bratkowa Łapa... Musielibyśmy wrócić do Klanu, po Ognistopręgę, nową zastępczynie lub Czerwoną Gwiazdę. To przywódczyni podejmie decyzję... A my możemy tylko liczyć, że nie oberwiemy na drugim tle, bo jednak Bratkowa Łapo... Samotników trzyma się na dystans, a ty samotnie przyszłaś tu, na ziemie niczyje. Jej głos był poważny, łagodny, a do tego... Troskliwy. - Kasztanie, zaczekasz? Niestety, nie mogę cie zostawić z Bratkową Łapą.
Sama wiedziała jak to jest spotkać się z miłym samotnikiem, a potem oberwać... To nie było najlepsze uczucie. Jednak szylkretka, chyba, chciała wrócić, więc one najwyżej dostaną karę, a w najgorszym przypadku, ona sama wytoczy się z gry. Bratkowa Łapa nie weźmie jej strony, że tylko za nią podążyła i jakoś to wyszło.
Mistrz: Taka miła pani (Wysoka Fala) Płeć: kotka Matka: Ognistopręga Ojciec: Gdzie jest? (Rudzikowy Ogień) Partner: Pożyjemy, zobaczymy
Pobyt u dwunogów zrobił jej dobrze. Jej wciąż buro-rude krótkowłose futerko stało się zadbane i lśniące. Plama na mordce nadal jest gdzie była, a z tej samej twarzy na świat patrzą dwie kuleczki w kolorach błękitu i bursztynu.
Jej ciało też się zmieniło. Łapy stały się długie, a ciało smukłe. Nie ma mocno widocznych mięśni, lecz można powiedzieć, że jest w miarę wysoka.
Na jej pyszczku prawie zawsze maluje się uśmiech, a oczy błyszczą chęcią załatwienia wszystkiego pokojowo
Kiedy została porwana przez dwunogów, miała dużo czasu na przemyślenia, czym sobie zasłużyła na taki los. Była wiecznym kociakiem, kotem zapomnianym przez klan. Ale może to lepiej.
W rezultacie zaczęła doceniać życie! Chce załatwić wszystko pokojowo i z uśmiechem na pyszczku, by potem ze spokojem wrócić tam gdzie musi.
Ceni sobie bliskich bardziej niż cokolwiek innego, a ich zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Stara się być taką ciocią dobrą radą. Uwielbia dawać innym rady, nawet jeśli są głupie.
Ulewna Łapa [ded], Falująca Łapa [Z]
Gdyby nie te okoliczności, nie byłaby w stanie tam usiedzieć. Zwykle musiała mieć przestrzeń do biegania, nie po to Gwiezdni obdarzyli ją zwinnymi łapami, by miała nic nie robić. Ale teraz, fala cierpliwości wlała się w nią, zapewniając to, że nigdzie sobie nie pójdzie. Spotka bliskich. Spotka Wiewiórkę, która chciała jej pomóc. Spotka matkę.
Jeszcze niedawno plan powrotu wydawał się niemożliwy. Ale teraz? Teraz prawdopodobne było na nowo postawienie swojego pionka na starcie i zakopanie dziury w piaskownicy którą sama sobie wykopała. Jedyne czego potrzebowała, to trochę wytrzymałości, dobrego zachowania i szczęścia. Czy miała to wszystko? Nie wiedziała. - Jasne! Nie ruszę się z tąd ani o krok! - powiedziała, szczerząc białe ząbki w szczerym uśmiechu, po czym z powrotem usiadła przy wgłębieniu.
Rozpierała ją szczęście. Uczucie, którego w życiu wiele nie czuła. Zazwyczaj tylko narzekała, jak jej to wszystko przeszkadza i przechwalała się, że ona to jest najlepsza. Ale teraz była inna. Jak ktoś nowy kto po długim czasie znów zacznie grać w brutalną grę zwaną życiem. Grę, o której przez te wszystkie księżyce zdążyła zapomnieć.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Och, Brudna Stopa mogła się o Bratkową Łapę troszczyć, ale nie zmieniało to faktu, że jej obecność tutaj irytowała niebieską okropnie. Z jednej strony dobrze, bo z wojownik mówiący o tym Czerwonej Gwieździe na pewno byłby bardziej wiarygodny, a Bratek miała jakieś bezpieczeństwo. Z drugiej jednak czuła, jak dymna kotka próbuje tak bardzo na siłę być dorosłą i odpowiedzialną wojowniczką, zachowując się, jakby była mistrzem niebieskiej i znała ją doskonale. Bo w końcu dorosły (!) terminator nie może przyjść sobie kilkadziesiąt kroczków na Ziemie Niczyje, bo to ziemie s a m o t n i k ó w, tych złych kotków!
Bu, buu, samotników trzyma się na dystans. Czemu w ogóle mówiła jej, kogo trzymać ma na dystans, a kogo blisko siebie? Jej relacje, jej sprawa. Rozmowy z takimi kotami wydawały się o wiele ciekawsze niż te nudne, identyczne konwersacje z klanowiczami: ile masz księżyców, kto jest twoim mistrzem, co umiesz? Westchnęła w zirytowaniu, nie zamierzając robić tu jakichś scen - nie była kapryśnym dzieciaczkiem. Zwyczajnie była przyzwyczajona, że ma wolność; nikt jej nie kontroluje, nikt jej nic nie każe, ona może chodzić swoimi ścieżkami. Brudna Stopa nie była nikim wyjątkowym, nikim ważnym, a jednak przez swoją wojowniczą rangę zachowywała się, jakby wszystko wiedziała lepiej i, z troski, oczywiście, mówiła Bratkowej Łapie, co ma robić. A Bratek nie lubiła, gdy ktoś jej kazał.
Orientalka wyjaśniła Kasztan, że ma czekać; szylkretowa się zgodziła, a więc Niebieska skręciła w lewo i zaczęła iść w stronę rzecznych terenów. Kogo powinny tu przywlec: Czerwoną, Ćmią, czy Ognistą? Wszystkie raczej powinny ją znać, tym bardziej Ognistopręga, ale była już w starszyźnie i raczej nie powinny wyciągać jej z jej legowiska. Cóż, decyzję zostawiała Brudnej Stopie, w końcu ona jest tu dorosła.
Mistrz: Taka miła pani (Wysoka Fala) Płeć: kotka Matka: Ognistopręga Ojciec: Gdzie jest? (Rudzikowy Ogień) Partner: Pożyjemy, zobaczymy
Pobyt u dwunogów zrobił jej dobrze. Jej wciąż buro-rude krótkowłose futerko stało się zadbane i lśniące. Plama na mordce nadal jest gdzie była, a z tej samej twarzy na świat patrzą dwie kuleczki w kolorach błękitu i bursztynu.
Jej ciało też się zmieniło. Łapy stały się długie, a ciało smukłe. Nie ma mocno widocznych mięśni, lecz można powiedzieć, że jest w miarę wysoka.
Na jej pyszczku prawie zawsze maluje się uśmiech, a oczy błyszczą chęcią załatwienia wszystkiego pokojowo
Kiedy została porwana przez dwunogów, miała dużo czasu na przemyślenia, czym sobie zasłużyła na taki los. Była wiecznym kociakiem, kotem zapomnianym przez klan. Ale może to lepiej.
W rezultacie zaczęła doceniać życie! Chce załatwić wszystko pokojowo i z uśmiechem na pyszczku, by potem ze spokojem wrócić tam gdzie musi.
Ceni sobie bliskich bardziej niż cokolwiek innego, a ich zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Stara się być taką ciocią dobrą radą. Uwielbia dawać innym rady, nawet jeśli są głupie.
Ulewna Łapa [ded], Falująca Łapa [Z]
Nie wiedziała, czy czekała tam dwie sekundy, godziny, czy księżyce. Straciła poczucie czasu myśląc, ile możliwości się przed nią rozciągały. Wspólne rozmowy, treningi, polowania i wiele więcej! Tak, to było to, do czego zmierzała. Do bycia jeszcze szczęśliwszą i sprawiania, by inni byli szczęśliwi.
Poniekąd była na siebie zła za to, co zrobiła. Dostała szansę na pomoc od Wiewiórczej Łapy, a co zrobiła? Uciekła. Przez zaślepienie myślą, że przecież lepiej wie co ma zrobić, teraz się tutaj znalazła. A mogła uniknąć tego, gdyby nie była taka głupia.
Kotka potrząsnęła głową odganiając od siebie te myśli. Musi myśleć o teraźniejszości w pozytywnych kolorach.Musi. To jedyny sposób na znalezienie dobrego zakończenia.
Nie zauważyła, że przed nią jest kotka, dopóki ta nie przemówiła. Wysłuchała słów zastępczyni, po czym na jej mordce pojawił się przyjazny uśmiech. - Miło mi Cię poznać, Ćmi Zmierzchu. - Pochyliła głowę na znak szacunku. Musiała jakoś przekonać czarną do siebie, a jedyne co jej przychodziło do głowy, to dobre maniery. No, czas pokazać czego ją matula nauczyła. - Chcę wrócić do klanu, bo to tam jest moje miejsce. Tam mam bliskich, przyjaciół i znajome twarze. Klan to mój dom, z którego uciekłam, bo byłam zbyt głupia by zrozumieć, że bez niego życie jest pełne ciemnych barw. - powiedziała, powstrzymując się od wybuchnięcia entuzjazmem. Już otworzyła pyszczek by nawijać jak to fajnie będzie w klanie, ale w ostatniej chwili się powstrzymała myślą, że tym może zepsuć swój wizerunek kreowany na kulturalną i spokojną kotkę.
Łapy same chciały porwać się do biegu od zbyt długiego siedzenia na tyłku, ale Kasztan całą swoją siłą woli powstrzymywała je od wykonania tego czynu. Teraz jedyne co może zrobić to ładnie odpowiadać na pytania, trzymać emocje na krótkiej smyczy i nie powiedzieć niczego głupiego.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Gdy szła z niebieską kotką, odbiegła na chwilę do przodu energicznie, by ustać i szczęśliwie uśmiechnąć się do terminatorki. Co miała we własnym łbie, by się tak zachowywać? Wolność. A także lekki dreszczyk. Takie to uczucia, których nie czuła od pewnego i to dość długiego czasu. Nie wiedziała co sądzić o szylkretce, tylko czuła, że w głębi jednak jest tam małe ziarenko prawdy i kotka naprawdę chce wrócić do Klanowego życia rzecznych kotów.
Po chwili jednak westchnęła i w pewien sposób ryknęła. - ŁOO! - Ich kroki były spokojne, lecz dymka odwróciła się do krewniaczki. - I co? Jak wyszło? Myślisz, że się tamta kotka zlękła? Czy może ona naprawdę chce wrócić do klanu? No? To jak sądzisz? Myślisz, że zrobiliśmy dobre wrażenie? - Pytania i inne takie, czekoladowa miała ich trochę do Bratkowej córki cioci Kos. Nie zdawała sobie sprawy, że niebieska ,mogłaby to zachowanie wziąć na serio. Serio? Dorosłość? Brudna Stopa? Nie kłamałaby, gdyby powiedziała, że nie zna takich słów, lecz czasami musiała z pazura zachować się lepiej. Chociaż na popis przed teoretycznymi wrogami.
Zaszli po Ćmi Zmierzch do której... Dziwnie było się dymce odzywać. Tak jakoś wyszło, lecz czarna kotka zrozumiała jej przekaz, że, no hej, tam jest samotnik, trzeba iść.
Czarna kotka zrobiła wrażenie na dymce i tyle w temacie. A na słowa, że dobrze postąpili, skinęła wdzięcznie swym trójkątnym łbem.
Ich trójca święta, a raczej już sama święta dusza w formie czarnej kocicy ruszyła z obozu. Ciekawe jak im tam pójdzie. Spojrzała się na niebieską, przy czym zaprosiła ją na jakąś mysz przy stosie. Po tym wszystkim należała im się.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Szła do obozu bez słowa, oczekując takiej samej ciszy od czekoladowej kotki. Nie było jej to jednak dane, bo orientalna kocica po chwili wybiegła przed nią niczym rozemocjonowany kociak. A gdy usłyszała jej słowa, jeszcze bardziej utwierdziła się w tym przekonaniu - w żadnym stopniu nie była dorosłą i minimalnie dojrzałą wojowniczką. Ale to chyba lepsze, niż jej denerwujące zachowanie na Ziemiach Niczyich. Niebieska popatrzyła na nią nieco zaskoczona, mrugnęła kilka razy, w końcu wcześniej widziała inną twarz Brudnej Stopy. I po co tak udawać?
— Myślę, że chce po prostu wrócić do klanu. — odparła szybko, nie pamiętając już większości kwestii, o jakie pytała jej kuzynka. Póki co, nie za bardzo spodobało jej się towarzystwo Brudnej Stopy, toteż gdy ta zaprosiła ją na mysz - bez słowa podeszła do stosu, wzięła mysz, jakby rzeczywiście miała zamiar z nią porozmawiać...po czym odeszła do swojego legowiska, nie mając ochoty na dalsze pogaduszki.
Mistrz: Taka miła pani (Wysoka Fala) Płeć: kotka Matka: Ognistopręga Ojciec: Gdzie jest? (Rudzikowy Ogień) Partner: Pożyjemy, zobaczymy
Pobyt u dwunogów zrobił jej dobrze. Jej wciąż buro-rude krótkowłose futerko stało się zadbane i lśniące. Plama na mordce nadal jest gdzie była, a z tej samej twarzy na świat patrzą dwie kuleczki w kolorach błękitu i bursztynu.
Jej ciało też się zmieniło. Łapy stały się długie, a ciało smukłe. Nie ma mocno widocznych mięśni, lecz można powiedzieć, że jest w miarę wysoka.
Na jej pyszczku prawie zawsze maluje się uśmiech, a oczy błyszczą chęcią załatwienia wszystkiego pokojowo
Kiedy została porwana przez dwunogów, miała dużo czasu na przemyślenia, czym sobie zasłużyła na taki los. Była wiecznym kociakiem, kotem zapomnianym przez klan. Ale może to lepiej.
W rezultacie zaczęła doceniać życie! Chce załatwić wszystko pokojowo i z uśmiechem na pyszczku, by potem ze spokojem wrócić tam gdzie musi.
Ceni sobie bliskich bardziej niż cokolwiek innego, a ich zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Stara się być taką ciocią dobrą radą. Uwielbia dawać innym rady, nawet jeśli są głupie.
Ulewna Łapa [ded], Falująca Łapa [Z]
Udało się. Chociaż połowicznie. Teraz decyzja o losie szylkretki leżała w łapach przywódczyni, ale samo zaprowadzenie jej do obozu było połową sukcesu. Teraz mogła jedynie wierzyć, że Czerwona Gwiazda pozwoli jej zostać. Bo jeśli nie to... No właśnie, co wtedy? Będzie się szwędać jako samotnik? Spróbuje przyjść do innych klanów? Powróci do dwunogów?
Na szczęście tej decyzji nie musiała podejmować tu i teraz. Na razie miała otwartą przed sobą nową furtkę, przez którą z odrobiną szczęścia da radę przejść. A później spotka Wiewiórczą... Ciekawe, jaki jej siostra ma drugi człon. Wiewiórcze Futro? Wiewiórcze...
Z rozmyślania wyrwał ją fakt, że kotka już odchodziła. Kasztan puściła się za nią pędem, a kiedy zrównała z nią krok, zaczęła z entuzjazmem ruszać głową na boki, w celu zużycia trochę niepotrzebnej energii. Tutaj czeka ją nowy świat.
Nie potrafiła znaleźć przyjaciół. Bała się kotów, zwłaszcza obcych i potrafiła rozmawiać jedynie ze swoimi córkami, sąsiadem i od niedawna także i Fiołkowym Świtem, z którym, o dziwo, gawędziło jej się całkiem przyjemnie. Nie chciała jednak zajmować czasu ani wichrowemu wojownikowi, ani znajomemu samotnikowi, więc większość dni spędzała samotnie, spacerując po terenach, chcąc się czymś zająć. Nie chciała zajmować czasu swoją osobą córkom, więc... nie mówiła im, że potrzebuje ich towarzystwa nieco bardziej. W końcu mogły robić co chcą, prawda?
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Samotne spędzanie czasu było dla niego dość, cóż, typowe. Nie znał zbyt wielu samotników, a doskonale wiedział, że nie może zajmować całego życia Lawendzie, bo ona miała jeszcze Klan, na którego rzecz dzielnie pracowała. Tak więc on również spędzał mnóstwo czasu bez nikogo, nie mając kota, do jakiego mógłby otworzyć pysk, a nie chciał też na siłę wpychać się do innych, choć z tym akurat różnie bywało. Czasem bowiem samotność doskwierała mu tak mocno, iż był gotów przemykać przez Grzmiącą Ścieżkę bez wyraźnego powodu i zaczepiać koty, które żyły w Klanach, by móc z nimi pomówić o wszystkim i o niczym. Dzisiaj na szczęście, jak widać, nie musiał wybierać się aż tak daleko, bo dostrzegł Jaskółkę i przystanął na chwilę, by przekonać się, czy ta nie jest przypadkiem zajęta polowaniem, czy czymś podobnym, i ruszył w jej stronę, nastawiając wesoło uszy i wąsy. Gdyby posiadał jeszcze ogon, pewnie powędrowałby w górę, niczym jakaś chorągiewka oznajmiająca jego pojawienie się.
- Dzień dobry! - rzucił przyjaźnie, kiedy nieco się do niej zbliżył. - Co słychać? - dodał zaraz, ciekaw, czy wydarzyło się coś, o czym powinien wiedzieć albo, czy córka Jaskółki powiedziała jej o tym, że uczył ją, jak się łowi ryby.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Była przewrażliwiona i wiecznie przerażona. Kiedy więc usłyszała głos, nieważne czy znajome, czy nie, wzdrygnęła się i lekko przestraszona odwróciła się w stronę, z której dobiegał. Dopiero gdy zobaczyła, że jego właścicielem był Tonące Słońce, uspokoiła się i odetchnęła z ulgą.
— Dzień dobry — odpowiedziała spokojnie, zatrzymując się i czekając, aż kocur do niej podejdzie. Gdy był wystarczająco blisko, uśmiechnęła się do niego delikatnie.
— Moje ptaszki nie są tak małe, jak je widzę i powoli wylatują z gniazda. Ciężko mi się z tym pogodzić, więc spaceruję, żeby zabić czas. Siedzenie samej w norze mnie przerasta — powiedziała dość bezpośrednio na samym wstępie. Nie było jednak widać, aby narzekała, czy użalała się nad sobą. Wręcz przeciwnie - na jej srebrnym pyszczku widoczny był blady uśmiech. Cieszyła się, że jej dzieci dorastają, że mają swoje własne życie, nawet jeśli się to na niej odbijało. Od zawsze tego chciała - żeby były szczęśliwe i jeśli tylko takie są, to... ona też była. W końcu była ich matką, a nie panią, więc nie mogły robić wszystkiego czego chciała, jak jakieś niewolnice. Były wolne i dorosłe. I z tym cały czas Jaskółka starała się pogodzić.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Nie chciał jej straszyć, ani robić podobnych rzeczy, ale odnosił wrażenie, że Jaskółka chyba nigdy nie oswoi się z myślą, że otaczają ją inne koty, które mogą coś od niej chcieć. Trudno było zakładać, że wszyscy będą tylko przyjaźnie nastawieni, to oczywiste, ale miał wrażenie, że kocica mimo wszystko dostrzega problemy, niebezpieczeństwo i fałsz wszędzie, gdzie to możliwe. A może tylko mu się tak zdawało po tym, jak się wzdrygała, po tym, co mu opowiadała, gdy widzieli się ostatnim razem? Trudno powiedzieć i starał się jej nie oceniać, bo nie o to tutaj chodziło, ale myśli mimowolnie przepływały jednak przez jego głowę, kołowały tam i wyrzucały z siebie obrazy, raz lepsze, a raz gorsze.
- Cóż, tak jest chyba z życiem, prawda? Księżyce uciekają, a my nie jesteśmy tego do końca świadomi. Zdaje się, że sam nie wiem zupełnie, ile ich już za mną, ale pewnie zdecydowanie zbyt wiele - powiedział i uśmiechnął się do niej ciepło, na znak, że to nic złego i po prostu tak to już jest, nie ma co narzekać, nie ma co się nad tym za mocno zastanawiać. - Próbowałaś rozmawiać z jakimiś kotami z Klanów? - zapytał zatem ciekaw, czy być może udało jej się coś w tę stronę poczynić i może jednak trafiła na kogoś, kto chciał otworzyć od niej pysk i nie zachowywał się tak, jakby chciał ją zranić, czy cokolwiek takiego. Nie wiedział, czego się spodziewać, ale po prostu uznał, że warto spróbować dopytać.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Jaskółka żyła według pradawnej zasady: umiesz liczyć, licz na siebie. I swoje dzieci. Oczywiście, bywały momenty, gdy jej czujność zostawała usypiana, ale generalnie nie ufała nikomu, kto nie był Bogatką i Wróbelek. Potrafiła rozmawiać z innymi kotami, ale nie potrafiła się przed kimś otworzyć do końca, nie potrafiła się z nikim zaprzyjaźnić, bojąc się, że spotka ją to samo, co wiele księżyców temu. Po prostu.
— Masz rację. Po prostu... nie mogę się z tym pogodzić. Z tym, że się od siebie troszkę oddalamy. Że dorastają — westchnęła, przyznając niechętnie. — Masz kocięta? Gdzieś tam, w wielkim świecie? — zapytała po chwili, nie zdając sobie od razu sprawy z tego, że mogła zabrzmieć nieco niegrzecznie. Nie chciała jednak zabrzmieć pretensjonalnie, jakby zarzucając kocurowi, że nie powinien się odzywać w tej sprawie, bo tego nie przeżył, po prostu... była ciekawa, bo mówił mądrze. Trochę jak Fiołkowy Świt. — P-przepraszam, nie powinnam o to pytać — rzuciła tak szybko, jak tylko zdała sobie sprawę z tego, jak źle mogły zostać odebrane jej słowa.
— Mhm. Z jednym. Z klanu Wichru.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-