Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Ostatnie dni były pasmem upałów. Żar lał się z nieba tak, że Zguba za dnia niemal nie wychodziło, kryjąc się byle gdzie, a polowało dopiero nocą – zmęczonemu i słabemu samotnikowi zwierzyna wymykała się bez trudu.
Wyczekało na dzień, gdy chłód szczęśliwie nadszedł o kilka chwil wcześniej, niż przed zmrokiem, i w ostatnich promieniach słońca wybrało się na polowanie. W pogoni za piszczkami zapędziło się aż za Grzmiącą Ścieżkę, nie żeby robiło to im jakąś różnicę.
Dopiero tutaj, w okolicach Rowu, rozłożyło się na ziemi z zaduszonym królikiem w łapach. Na niebie wykwitały gwiazdy. Leżało na brzuchu i z cichą rozkoszą wgryzało się w mięso zwierzęcia. Głód nareszcie zaczął słabnąć. Nie miało pojęcia, jak blisko się znalazło terenów Rzeki, nie miało i nie myślało nawet o tym. Miało co jeść i tylko to się liczyło.
// płotka </3
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Cóż, przez ostatnie ponad dwa księżyce rzeczywiście było trudno o zwierzynę. Znaczy, nie rzeczną zwierzynę, bo rybki brały jak szalone, ale fakt faktem, stos zwierzyny wyglądał marniej niż zwykle. Piszczki również szybciej się psuły, a fakt, że niektóre żółtodzioby przynosiły ledwie nadającą się do zjedzenia zdobycz nie pomagał... Chociaż wciąż była to lepsza sytuacja niż ta Zguby.
A wojowniczka co robiła tak późną porą? Spacerowała oczywiście! W dzień nie dało się przeżyć, a nocą robiło się całkiem przyjemnie, więc od czasu do czasu lubiła sobie takie spacerki urządzać. Jak nie mogła usnąć lub ogólnie wiedziała, że danej nocy nie zaśnie. Teraz łaziła gdzieś z dala od obozu, słuchając pięknej melodii świerszczy i pasikoników, aż... Do jej nosa dotarł zapach krwi, a w tym zamaskowany samotniczy smród. Nie myśląc zbyt wiele, natychmiastowo skręciła biegnąć w stronę jego źródła. Jasne, był to samotnik, może nawet groźny, ale co jeśli coś poważnego się stało?! Przecież gdyby się okazało, że doszło do tragedii, to ruda by sobie nie wybaczyła.
Bez zawahania się przekroczyła granicę, dotarła do rowu i... Żadnego drapieżnika, jedynie dość marnie wyglądający kocur i królik, którego łapczywie szamał. - Hej, wszystko dobrze?! Nie jesteś ranny? Poczułam krew i Gwieeezdni, nawet nie wiesz, jak się wystraszyłam! - zarzuciła przyjaźnie, podchodząc trochę bliżej, ale wciąż dla bezpieczeństwa trzymając jakieś dwie długości ogona odstępu. Czy ona... Skądś kojarzyła jego zapach? Może, ale woń królika za bardzo przeszkadzała i kolorowa nie mogła sobie przypomnieć.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Odgryzało kolejne kawałki mięsa, jak najmniejsze, tak by móc jeść jak najdłużej, przełykało z przyjemnością, przymykając oczy przy każdym kęsie. Niebo w gębie! Doprawdy, mogłoby tak siedzieć całą noc i...
Poderwało się natychmiast, krztusząc się kawałkiem mięsa, gotowe rzucić się do ucieczki. Nastroszone szukało w ciemnościach wzrokiem mówiącej kocicy, gotowe do ucieczki; nieco uspokoiło się, słysząc jej uspokajające słowa, machinalnie pokiwało głową. Nadal jednak coś kryło się na dnie świadomości; skądś znało ten głos, ten zapach, ten wygląd. Niemożliwe, czyżby?... Ale przecież minęło tyle księżyców, przecież...
Ich źrenice rozszerzyły się nagle. Zaczerpnęło powietrza w płuca, próbowało krzyknąć, ale z gardła wydobył się im tylko kaszel, w którym z trudem można było wyróżnić stłumione resztki samotnego słowa.
– ...łothka!
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Nieznajomy się zaskoczył, to... zrozumiałe. W końcu była noc, a ona tak nagle do niego podeszła i zaczęła paplać bez ostrzeżenia, ups. Chociaż nie spodziewała się, że przez nią ten zacznie się krztusić królikiem! Chwila przerwy, jakby nad czymś myślał i znowu kaszel! O Gwiezdni, oby serio mu nic nie było, zdarzały się koty, które wymagały interwencji medyka przez takie o, niby zwykłe zakrztuszenie.
A między tym kaszlem było coś, słowa, a co ważniejsze, głos. Pasujący do zapachu i częściowo wyglądu, który pamiętała. Aż pysk kotki się uchylił i ta zamrugała kilka razy w niedowierzaniu. - Księżyc?! Nie widziałam cię tak długo! Co się stało? Gdzie byłeś? Nie, czekaj, byłoś. Tak. Sorki... I hej hej, oddychaj, spokojnie nic ci nie będzie, nie mam zamiaru cię przepędzić ani nic!! - zapewniła, a w międzyczasie skoczyła bliżej kocura i pozwoliła sobie przylgnąć swoim bokiem do jego. Teraz gdy była bliżej, nie miała wątpliwości, to on! Cały, żywy i o rety. Z bliska wyglądał jeszcze marniej... Musiał pewnie wiele przejść przez te wszystkie księżyce...
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Nim otrząsnęło się z zaskoczenia na tyle, by zacząć myśleć klarownie, znalazło się już w uścisku Płotkowego Potoku. Myśli pędziły im teraz przez głowę dzikim pędem. Księżyc. Dziwnie było słyszeć własne dawne imię. Płotka ich pamiętała. Rozpoznała, choć tak wiele się zmieniło. Ciekawe, czy czuła pod ich przerzedzonym, zmierzwionym futrem wystające żebra.
Stało tak, sztywno, nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Zdołało przed chwilą co prawda wybełkotać jej imię i przestraszyło się własnego głosu – zachrypniętego, zmienionego, słabego – a teraz, gdy powinno odpowiedzieć, nie potrafiło się odezwać.
Minimalnie odsunęło głowę, tak, by padał na nią promień księżyca, i pokazało pysk łapą, po czym pokręciło głową. Pod powiekami czuło pieczenie łez.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Żadnej odpowiedzi. Jedynie pokręcenie głową i... Oh. Dopiero teraz wojowniczka zauważyła nową bliznę. Na mordce kotki wymalowało się zmartwienie, a nawet troszkę przerażenia. Ogonem pozwoliła sobie owinąć Księżyca od drugiego boku i troszkę bardziej ich przytulić. Gwiezdni, ono nie tylko wyglądało marnie, ale też ogólnie, cały było marne. W porównaniu z Księżycem przed zniknięciem samotnik obok był zupełnie innym kotem. Aż samej wojowniczce chciało się teraz płakać, ale nie mogła. Jedynie pozwoliła sobie się delikatnie otrzeć mordką o ich głowę, chcąc w ten sposób przekazać troszkę ciepła
- Nie musisz nic mówić, na pewno ci było ciężko... Gwiezdni, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jesteś całe. Skra i Jezioro się na pewno też ucieszą na twój widok. Właśnie! Nie wiem, czy wiesz, ale masz więcej młodszego rodzeństwa! Dużo się zadziało od twojego zniknięcia, ale ważne, że już jesteś - wymruczała, jeszcze raz ocierając swoją główkę o ich i... O! No tak, przypomniała coś sobie. - Przepraszam, na pewno jesteś bardzo głodne... Jedz śmiało i nie przejmuj się mną. Chyba że wolisz zjeść rybkę? Możemy pójść do obozu i znaleźć coś na stosie - zaproponowała, troszeczkę luzując uścisk na chudym ciałku samotnika, a następnie posłała im lekki, zachęcający uśmiech.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
W głowie Zguby wszystkie jej słowa krążyły bez celu, odbijały się od ścian. Skra i Jezioro na pewno się ucieszą, że żyje. To jeden powód do zmartwienia mniej. Przynajmniej w teorii, bo kto wie, co tak naprawdę uważali rodzice? Przecież nikt głośno nie powiedziałby, że cieszy go zaginięcie własnego dziecka, a zarazem każdy mógł myśleć sobie to, co mu się żywnie podobało. Młodsze rodzeństwo. Nie wiedziało, oczywiście, że nie wiedziało. Przez chwilę poczuło jakieś znajome ciepło przy sercu, gdy spróbowało wyobrazić sobie, jak mogą wyglądać kociaki. A może już nawet terminatorzy lub wojownicy? Dużo się zadziało. Co to mogło oznaczać?
Przynajmniej Płotka cieszyła się, że ich widzi. Przez chwilę pozwoliło głowie oprzeć się o jej bark. I tym większy ucisk w gardle poczuło, gdy pomyślało, że będzie musiało jej wyjaśnić, jak bardzo nie wie, dokąd iść.
Odkaszlnęło jeszcze raz. Oblizało pysk odruchowo, zlizując ślady krwi, ale nie usiadło z powrotem do zdobyczy. Jak miało zadać pytanie, od czego zacząć?
– Jak... – zdołało z trudem wycharkotać, po czym znów zabrakło im głosu i dokończyło bez słów, upewniając się, że ich pysk jest w zasięgu plamy księżycowego światła. – ... ma się Barwna Woda?
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Może nikogo nie cieszy zaginięcie własnego dziecka, jednak świadomość, że ono żyje i ma się dobrze po tak długim zniknięciu, jest wspaniała. Płotka nie miała dzieci, jednak widziała wiele kotów znikających i powracających i zawsze bliscy cieszyli się z ich powrotu. A jak nie z powrotu, to kotka znała całkiem dobrze Skrę i Jezioro, oboje na pewno nie byliby rozczarowani wieściami, że ich dziecko żyje i jest całe.
Gdy Księżyc oparł głowę o jej bark, ta odruchowo polizała go po czubku głowy. Dała im chwilę na zebranie myśli, zresztą ona sama napawała się tą krótką chwilą, czując ciepło ich ciała. Radość jednak szybko wyparowała, bo z pyska srebrnego wypadło pytanie, który uderzyło wojowniczkę gorzej, niż potwór, który kiedyś ją poturbował. Przez chwilę przeszło jej przez głowę, by skłamać albo ominąć temat, jednak prawda prędzej czy później by wyszła. Tak czy inaczej wojowniczka spochmurniała, a wzrok skupia na swoich łapkach - Barwna Woda niestety dołączył do kotów na Srebrnej Skórce, kilkanaście księżyców temu, gdy jeszcze była pora nagich drzew... - wydusiła z siebie, spoglądając delikatnie na mordkę samotnika.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Nic nie zmieniło się na ich pysku. Przez chwilę patrzyło na Płotkowy Potok pustymi oczyma, a potem spuściło wzrok i kilkukrotnie szybko zamrugało. Czyli naprawdę nie było już do czego, do kogo wracać.
– Co mu się stało? – nawet nie zauważyło, kiedy podniosło na nią wzrok i kiedy zadało pytanie. Gdyby komuś kazano teraz wskazać jakiś element w ich pysku, który uległ zmianie, nie byłoby to możliwe – a jednak było w nim coś innego, coś zmienionego, jakiś cień smutku.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Nie spodziewała się żadnej konkretnej reakcji, a jednak na jej brak się nie przygotowała. Nie miała pojęcia teraz co mogło się dziać w ich głowie, a mrok nocy nie pozwalał kotce nic odczytać, chociażby z drobnych zmian w mimice Księżyca. Początkowo planowała przytulić się do ich futerka i wesprzeć jakoś, a tak teraz nie do końca wiedziała co zrobić. Aż lekko zmarszczyła brwi z frustracji.
- Nie jestem do końca pewna, nie był chory ni nic, któregoś dnia po prostu... no. Może przemęczenie? Nie dopytywałam się, a na pogrzebie chyba nic nie wspominali o przyczynie - wyjaśniła, na tyle ile mogła. Niestety nie była Cisem czy Rybołów, by powiedzieć coś więcej. Nie była też z samym Barwinkiem na tyle blisko, by zgadnąć coś poza nieszczęsnym przemęczeniem, ehh.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Odchrząknęło niemal bezgłośnie. Przednią łapą nieobecnym gestem grzebało w ziemi.
– Rozumiem – postanowiło wreszcie stwierdzić neutralnie. Jakimś ukojeniem była przynajmniej świadomość, że Barwna Woda nie zginął w walce ani od jakiejś długiej, wyniszczającej choroby. Być może zmarł spokojnie, we śnie, bez bólu czy strachu, i teraz... nie, teraz nic. Barwinek nie zasiadł wśród przodków w Gwiezdnym Klanie i nie patrzył na siostrzeńca tą swoją parą mądrych oczu, bo nie ma żadnego Gwiezdnego Klanu, Miejsca gdzie Brak Gwiazd ani nic z tych rzeczy. Umierasz i budka zamknięta, nie ma klienta, koniec gry. I nawet to, że zmarł Barwna Woda, najlepszy kot na świecie, którego Zguba bardzo, bardzo chciałoby jeszcze zobaczyć, nie mogło tego zmienić.
– A jak Ty się masz? – spróbowało skierować rozmowę na inny tor. Zresztą, naprawdę było ciekawe, czy coś się podziało w życiu Płotki.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
To... troszkę smutne, że Zguba nie wierzyło w Gwiezdnych. Nawet nie musiało naprawdę być przekonanym, że istnieje miejsce wśród gwiazd dla zmarłych, ale myślenie w ten sposób było całkiem kojące. Ale no, nic na ten temat Zguba nie wspomniało, a nawet gdyby to szylkretka nie wpadłaby raczej na sposób, by zmieniło zdanie.
Dalsze słowa... No nie do końca wyłapała. Zrozumiała, że pewnie chodziło o nią, chyba o coś pytało? Ale nie potrafiła odgadnąć dokładnie o co, więc przez chwilę patrzyła się w zamyśleniu na ich pyszczek oświetlony blaskiem księżyca. - E, em, wybacz, nie zrozumiałam... W ogóle, jeśli mogę zapytać, co się dzieje, że nie mówisz? Jeśli to jakieś choróbsko to natychmiast idziemy do medyka - poleciła, przekrzywiając głowę, bo... to naprawdę było martwiące. Jeśli nie mogło wydusić z siebie ani jednego zdania przez ból to musieli czym prędzej się udać do lecznicy.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Tak, dla niektórych ulgę przynosi myśl o tym, że istnieje jakieś życie po śmierci, a siła wyższa opiekuje się żyjącymi – tak jak innym ulgę przynosi słuchanie wróżb albo odprawianie rytuałów. Zgubie natomiast brak wiary w to, co nadprzyrodzone, nie tyle przynosił ukojenie, co zwyczajnie wydawał się mieć sens.
– Jak u Ciebie – spróbowało jeszcze raz, tym razem prostszymi słowami. Na jej pytanie początkowo nie znalazło lepszej odpowiedzi, niż bezradne pokręcenie głową i wzruszenie ramionami; dopiero po chwili dodało: – Chorowałom i byłom ranne. Od tego czasu nie mówię – westchnęło bezgłośnie, zamrugało i dodało szybko: – ... dziękuję, że się troszczysz.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
- aaAA u mnie!! U mnie super. Znaczy po części, mój najlepszy przyjaciel gdzieś zniknął, ale no życie toczy się dalej. Wiesz, że stara jestem??? Niedługo będę mogła dołączyć do starszyzny, ale spokojnie zdążę jeszcze dokończyć twój trening - wymruczała, próbując znów przywrócić radosny nastrój, bo ze słów samotnika wywnioskowała, że już raczej wszystkie rany się zagoiły i zostały same blizny... Niefajne blizny.
- Nie wiem w takim razie czy medycy mieliby na to jakieś ziółka... Ale poza tym jest już okej, nie? - dorzuciła, chcąc się jeeednak w razie czego upewnić, że wszystko jest okej. Widziała, że zmarniało, ale raczej każdy po powrocie wyglądał gorzej.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Uśmiechnęło się delikatnie na jej odpowiedź i pokiwało głową z bolesnym zrozumieniem, gdy wspomniała o tym, że jej przyjaciel zaginął. Jakim cudem Płotka jeszcze się trzymała – po wszystkich nieszczęściach, które na nią spadły?
– Też jestem stare – zaprotestowało łagodnie, ale już wtedy na ich pysku odbił się jakiś ból. Przez chwilę po wspomnieniu o treningu stało nieruchomo, patrząc w ziemię. I dopiero po chwili w ich oczach zebrały się dwie łzy lśniące w księżycowej poświacie.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes