Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Gdy poczuła krew badylarki w pysku westchnęła tylko.
Zadowolona jednak odeszła, położyła się niedaleko, aby od razu zjeść i odpocząć. Czuła zmęczenie, ale dzięki Gwiezdnym, nie musiała dzisiaj głodować.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Mijały dni, księżyce, długie miesiące. Może nawet minął już rok? Z dnia na dzień czuł się szczerze jedynie coraz gorzej. Psychicznie, mentalnie, nie wiedział który stan podupada bardziej, co go męczy - bezsenność, poczucie żałosności, czy może raczej bóle i kołotanie serca, ilekroć się budzi.
Umierał. Wiedział, że umierał. Powoli, co parę księżyców, budził się z tego cholernego, dziwnego snu, świadomy tego że śmierć gdzieś nad nim czyha i tylko czeka na ten jeden moment, żeby wciągnąć go w swoje objęcia. Na (nie!)szczęście - żył. I miał się relatywnie dobrze. Był w pełni sił, generalnie zdrowy, wiadomo, wszystko czego się chce.
Dziś miał zamiar wybrać się na spacer. Wstępnie samotny, tak by jak zawsze, móc przemyśleć milion spraw, zalegających mu w głowie coraz gęściej i częściej. Ostatecznie, zabrała się z nim Brzoza. Ciekawe czemu, szczerze. Może Salamandra wyczuła instynktownie, że staremu siada psycha i szuka jakiejkolwiek drogi ucieczki... a może, zwyczajnie, chciała poznać go bliżej. W końcu wypada znać ojca swojej, hm. Przyjaciółki? Cokolwiek je teraz łączyło - dobrze dla nich.
Szli daleko, długo. Niemal ciągle w ponurej ciszy - Wąż jedynie pomrukiwał krótkie odpowiedzi, zwężone głównie do płaskich "mhm". Nie słuchał. Nie chciał słuchać. Nie umiał, nie potrafił. Myślał, myślał zbyt intensywnie by obecnie móc skupić się choćby na połowie słowa padającego z Brzózkowej mordki. Odmrukiwał, by ta nie czuła się urażona. Nie chciał mieć i tego jako myśli, znowu gdzieś tam się kotłującej w głowie.
Gdzieś za terenami Rzeki przystanął. Czuł się źle. Na każdy możliwy sposób źle. Może powinien był posłuchać Łabędziej Gwiazdy i pójść do Nurt, może powinien porozmawiać z nim, szczerze i od serca. A nie, siedzieć tutaj teraz i patrzeć się gdzieś przed siebie, jak skończony dureń. - Brzoza - mruknął cicho, przerywając w końcu tę ciszę, jaka między nimi panowała. A przynajmniej jaka biła od niego. - Idź... Tam, tam o.
Wskazał łapą na lewo od siebie, w okolicę granicy. - Pilnuj, czy nie idzie patrol. Chciałbym, żeby Łabędzia Gwiazda... wiedział, że tu jestem - sapnął cicho. Niech wie. Powinien wiedzieć. W obecnej chwili, to chyba jedyny jego przyjaciel. Taki szczery, spoza Klanu, który w jego głowie egzystował i nie był tylko wspomnieniem które okazjonalnie miało dla niego jakieś znacznie. Miał, zawsze. Czemu go nie słuchał?
Minęła chwila, kolejna, jeszcze jedna. Brzoza posłuchała, nie wierzył żeby tego nie zrobiła. Gdyby było inaczej, mógłby się poskarżyć Salamandrze, a to ultymatywna forma dostania po łapach. Tak przynajmniej sądził, gdyby ktoś naskarżył na niego do Promyk... och, Promyk. Promyczek. O Gwiezdni. Czy gdyby tutaj była, to byłoby inaczej? Lepiej? Na pewno by było. Nie rozumiał, nadal nie rozumiał, co się stało, że między nimi było ostatecznie tak. Gdzie popełnił błąd. Dlaczego umarła, mimo że był tuż obok niej, że mieli wspaniałych medyków. Nie rozumiał. Nie rozumiał dlaczego krok za krokiem popełniał błędy.
Jeden za drugim. Zawsze. Odkąd został przywódcą, zawsze działo się coś złego. Muchomor wpadł pod samochód, cudem z tego wyszedł. Zaczęły znikać masowo koty. Inne umierały. Kolejne się wzajemnie krzywdziły. I był on, pan przywódca, który nie robił absolutnie niczego poza siedzeniem i staraniem się tego wszystkiego uspokoić. A kiedy chciał zrobić to na poważnie - było i tak źle. Zawsze było źle.
Zacisnął na moment pysk. Łypnął na Brzózkę, upewniając się tym samym, że siedziała tam gdzie ją prosił. Odetchnął jeden raz, krótki, znów spojrzał przed siebie. Nadciągający szum z daleka zabrzęczał mu w uszach. Miał dość. Miał dość wszystkiego.
Skoczył od razu jak zobaczył nadciągającą bestię. Chaotycznie, jakoby nie do końca pewien czy i ta decyzja jest dobra... były lepsze? Jakiekolwiek? Kiedykolwiek? Zawsze jest źle. Z każdym. W każdej chwili. W całym swoim życiu podjął jedynie dwie dobre decyzje, o adopcji dzieci i o staniu się partnerem Promyk. Tutaj również zawiódł. Zawodził Krzyżaka, zwodził Salamandrę. Gwiezdni, Salamandra. Co ona teraz zrobi?
Amok na moment ustał. Za późno. Trzask, pisk opon.
I koniec. Chwila bólu, a potem spokój. Nie - szok. Rozejrzał się po okolicy, jakoby oprószonej gwiazdami czy śniegiem. Widział siebie, potwora który zwyczajnie uciekł z miejsca zdarzenia, Brzozę, granicę Klanu. I nic nie był w stanie nawet jej krzyknąć. Teraz przynajmniej mógł być pewien, umarł.
Tak raz na zawsze.
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Nawałnicy... ciężko się patrzyło na cierpiącego brata. Naprawdę ciężko. Obserwowała go codziennie, cały czas, znaczy dobra nie cały czas, ale w większości. Obserwowała go, prosto z Gwiezdnego Klanu, z narastającym zamartwieniem się. Kiedy zbliżał się do granicy, później do Grzmiącej Ścieżki... nie wiedziała jak się czuć. Po prostu obserwowała jak wszystko się toczyło, jak Wąż rzuca się pod potwora i zakańcza swoje życie. Patrzyła na to, zdruzgotana. Zszokowana. Zła? Powinien jeszcze kierować Klanem, powinien jeszcze żyć. Nie powinien już umierać.
Trąciła łapą Promienną Mordkę, aby zeszła wraz z nią. Zaprzyjaźniła się z partnerką brata w Gwiezdnym Klanie, oczywiście. Gdyby zeszła sama zrujnowałaby brata chyba i po śmierci.
Wąż otworzył oczy. Okolica, spokojna i cicha. Gwiazdy, na ziemi, w trawie, wszędzie. Czy to było właśnie to? Czy to tak wyglądała śmierć? Czy śmierć przybierała postać spokojnej polany? A może śmierć była płacząca, zła, krzycząca, jak nawałnica? Sekunda. To była Nawałnica.
Kremowa kotka pojawiła się przed bratem, z łzami w oczach, ze zmarszczonymi brwiami, ogonem, który przecinał powietrze za nią. Łzy jak kryształki spadały na ziemię(?) tą pod łapami wojowniczki Gromu. Oliwkowe oczy wręcz strzelały piorunami, a smukła postura z każdym uderzeniem niebijącego już serca zbliżała się do Węża.
- TY IDIOTO - syknęła, niebezpiecznie zbliżając się do Węża. Stała przed nim, widocznie zła. Po momencie jednak jej cała mimika się zmieniła, przechodząc z tej złej i krzyczącej, w tą... pełną żalu, płaczącą. Łbem uderzyła o barki przywódcy, łzy spływały po jego już gwiezdnym futerku.
- Nie po to dawałam ci to życie, ty... ty - miaukneła ciszej, kładąc uszy po sobie. Odsunęła się od brata, aby to jego partnerka mogła teraz się z nim przywitać. Oczy Nawałnicowego Ryku nie zdradzały dużo. Tylko żal.
Nie wiedziała jak brata przywitać. Co, miała ot tak, po prostu, z nim wejść do Gwiezdnego Klanu? Nie pasowało to jej. Najlepiej by go wepchnęła z powrotem do ciała, a tak to... Spojrzała się na brata. W ciszy.
- Teraz będziemy mieli siebie, prawda?
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Brzózka nie widzi nic podejrzanego w zadaniu bojowym od Wężowej Gwiazdy. Czekanie na patrol, zaczepienie o Łabędzią Gwiazdę, bo ich przywódca ma jakąś sprawę. Ma to sens. Dopiero głośny pisk od strony Grzmiącej Ścieżki odrywa ją od Rzecznej granicy i... o nie. O Gwiezdni, o nie. Wojowniczka zrywa się na pomoc orientalowi, chociaż już teraz z tyłu głowy zaczynają się wynurzać wspomnienia, które stara się trzymać jak najgłębiej ukryte. Wspomnienia, które jasno sugerują, że za późno na jakąkolwiek pomoc. Potwór już dawno uciekł, gdy Brzózka dociera do nieruchomego ciała.
– Panie Papo Wężowa Gwiazdo, nie wygłupiaj się... – prosi, trącając go nosem. Potem łapą. Obserwuje go intensywnie, w popielatej głowie zachodzi milion myśli na uderzenie serca. Czy przywódcy nie mają kilku żyć? Na pewno się tylko zgrywa, nie? Minie chwila, obudzi się, na pewno tak będzie. Nie, już po nim. Gwiezdna magia pewnie chwilę zajmuje. Nie oddycha, pewnie sam już jest między Gwiezdnymi. To nie jest aż tak groźne spotkanie z Potworem, żadna kość nie wystaje. Jeśli miałby się obudzić, już dawno by to zrobił.
Z tego stanu wyrywa ją ogłuszający wrzask Potwora. Pisk jego łap wdziera się boleśnie w szare uszy i sięga aż po ogon. Bestia zatrzymuje się zaraz przed nimi. Czeka nieruchomo, na co? Popielata nie zastanawia na tym jednak wcale, bez zwłoki chwyta Wężową Gwiazdę za skórę na karku i ciągnie na pobocze.
Przynajmniej tym razem za ciągniętym kotem nie zostaje smuga krwi. Ale to nie nastraja pozytywnie, wręcz przeciwnie. Coraz bardziej utwierdza Brzózkę w przekonaniu, że nie ma co liczyć na niespodziewane przebudzenie. Czy to jej wina? Nie ma pewności, zaczyna ją mrowić lewa łapa. Przysiada na moment by pozbyć się z niej metalicznego zapachu szybkimi ruchami języka. Ale nie widzi czerwieni na szarym futrze, nie widzi jej również na liliowym olbrzymie.
Czeka ich jeszcze powrót do Klanu, nie ma czasu na ten problem.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Siedziała Brzoza w koszyku z tyłu roweru, w bezpiecznym azylu.
Chorągiewka widniała na górze, a sam Brzózka drzemał pomiędzy ciepłymi kocami.
Wyprawy zdrowotne swoich właścicieli miał pod ogonem - szczególnie teraz, w zimę.
Dopiero hamowanie roweru wybudziło go ze snu, a sam beżowy rozejrzał się i zobaczył wiele, wiele kolorów.
Rów, okolice drogi były zbyt barwne jak na te pore roku.
Jego ludzie zeszli z rowerów, a Brzózka chwilę poczekał, aż ci otworzą jego nośnik.
Klapka została otwarta, a Brzózka wyskoczyła, podbiegając z zaciekawieniem do rowu i znajdującego się tam zapachu kwiatów.
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Niewątpliwie zjawisko było nienaturalne nie tylko dla Brzózki, ale i dla ludzi. Rozmawiali w oddali swoim ludzkim językiem, o tym, co mogło tu się stać - o wywróconej ciężarówce, o paczkach, o porozrzucanych roślinach, jednak kot niekoniecznie zrozumiał wszystko. Widocznie dano mu wolną ręką na zwiedzanie, ponieważ nikt nie zatrzymał beżowego przed zwąchaniem pierwszego ze znalezisk. Leżało spory kawałek dalej. Gdyby kot chciał mu się przyjrzeć z bliska, musiałby odejść z czujnego widoku ludzi. Znalezisko wywróciło się, przewrócone do góry nogami w wyniku upadku. Doniczka pękła w połowie, przykrywając świeżą warstwą dekoracyjny kwiat - grudnik. Był soczyście zielony z twardymi, opadającymi w kształt kielicha liśćmi. Pojedyncze strąki znaczyły na bokach kolce, na końcu liści zaś widniały różowawe, piękne kwiaty. U pąków były białe, jednak później płynnie przechodziły w lekko brzoskwiniowy kolor. Co chciał z nim zrobić Brzózka?
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Brzoza zaczął łapskiem tykać, trącać i noskiem wąchać. Nie było to nic ciekawego, dekoracyjny kwiatek jak ich mało. Trącanie zmieniło się po chwili w prosty plan - oddzielenie doniczki od kawałka solidnej ziemi. Może coś kryło się między korzeniami?
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Niestety, ale dekoracyjny kwiatek pozostał dekoracyjnym kwiatkiem... Jeśli brzózka chciał znaleźć coś ciekawszego, musiał pójść w dalsze poszukiwania. Bo między korzeniami nie znajdywało się nic oprócz ziemi. Żadnych tajemnych skarbów, czy nawet robaczków. Nawet gdyby pieszczoch zdecydował się rozbroić cały kwiatek listek po listku, korzeń po korzeniu, dalej nic by nie znalazł.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Brzoza westchnął - marzenia o gotowaniu, a o odnalezieniu jakiejś skrytki z magicznymi proszkami ludzi legły w gruzach. A byłyby takie nagłówki... ! Ile to się wkońcu słyszy o kotach ratujących ludzkie życie...
Beżowofutry szedł dalej, szukał i niuchał w doniczkach, a może coś znajdzie.
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Pieszczoch szedł szedł... I w końcu jakiś fajny zapach dotarł do jego nosa! Taki ziołowy i ohoho, kawałeczek dalej, już całkowicie poza zasięgiem wzroku dwunożnych znajdowało się pudło. Jako że mieszkał z dwunożnymi pewnie kojarzył to coś, kwadratowe pudło, owinięte folią, skrywające w środku przeróżne skarby... Tylko no właśnie. Owinięte folią. No i taśmą. Dwie warstwy do przedarcia się, ale może przy użyciu kłów, pazurów i odrobiny siły się uda? Kto wie, jakie ziołowo pachnące fanty się kryją w środku.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Oohohohoho! Nie otwarta paczuszka! I jeszcze ładnie pachniała!
Brzoza wiedział, rozpoznawał, że furgonetka nie należała do nikogo z lokalnych dostawców - prędzej jakiegoś marketu, więc mniejszości w towarze ich tak nie zabolą.
Pazurki w ruch, Brzoza zaczął drapać i wgryzać się w folie, celując w rowki między płatami kartonu - tak, jak robili to ludzie nożami.
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Technika była niezła, szkoda, że dwónóg co pakował tę paczkę nie zrobił tego idealnie i pazur Brzózki się zatrzymał na jednym z licznych zgięć taśmy. Problem w tym, że palec nie do końca chciał wyjść, więc pieszczoch musiał użyć trochę siły, by go uratować i... auć. Paluszek zaczął przez to lekko boleć. A paczka dalej pozostała nieotwarta...
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Brzoza wydał z siebie niezbyt zadowolony syk. Psia mać!
Cofnął łapę i wpadł na inny pomysł - zaczął delikatnie i bezpiecznie obgryzać karton, w minimalnych miejscach i kątach, gdzie taśma nie wydawała się tak gruba. Łapami i pazurami złapał za pudło, by tylnymi łapami wkopać jakieś wgniecenia, które pomogły by w rozluźnieniu taśmy.
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Podejście numer dwa! Tym razem do akcji przystąpiły kły Brzuski, może nie tak ostre jak pazury ale warto spróbować każdą metodą, nie? Tylko pudło jakby było zrobione z jakiegoś twardego i ciężkiego do rozerwania plastiku, więc na nic zdała się ta próba. No i żeby nie było tak fajnie, to do kolekcji wraz z pazurkiem doszedł ból dziąsła przez przypadkowe wgryzienie się w jakąś przerwę pod folią. Ale lipa.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Brzoza fuknęła niezadowolona i liznęła pyszczek. Kolejne podejście zrobiła, a raczej spróbowała zrobić inaczej. Wzięła paczkę, zaczęła ją przesuwać w kierunku najbliższego, ostrego kamienia na polanie. Ustawiła ładnie pod kątem i bach! Podwiniętymi, grubymi nogami zaczęła kopać paczke o głaz, by jak sprytne małpki, rozłupać ją. Małpy niszczyły orzechy, a tu miała doczynienia z czymś tańszym jak orzech...
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me