Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Pierwszy konkretny zapach jaki wychwyciła z tej mieszaniny przywołał wspomnienia z pełnego, p e ł n e g o, księżyca w zamknięciu. Mogła spodziewać się, że demony przeszłości będą ją prześladować na wyprawie po zioła, bo przecież cała lecznica była nimi wypchana, ale skąd mogła wiedzieć, że już pierwsza, wybijająca się na tle innych, woń skojarzy jej się z tamtym okresem. Gdzieś w tle słyszała głos rudego kocurka, ale sens jego słów jakoś jej umknął, gdy skupiała się na swoim cierpieniu. Zlokalizowała korzenie i ostrożnie odłożyła je koło wyjścia z norki. Wspomnienia, wspomnieniami, ale przyszli tutaj zdobyć zielska, a skoro te korzenie były w lecznicy to były przydatne i nie zamierzała ich zostawiać. Co prawda nie miała pojęcia do czego to się niby nadaje poza przywoływaniem traumatycznych przeżyć, bo Lśniąca Sadzawka broniła każdego skrawka medycznej wiedzy przed zwykłymi kotami.
Wróciła do sterty licząc, że tym razem wydobędzie z niej coś przyjemniejszego niż tamte korzenie. Kurczę, może na koniec tej wycieczki się powymieniają zdobyczami i uda jej się przehandlować je na coś przyjemniejszego.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Kiedy Iskra się ruszyła, sprawiając, że słaby promyk słońca wdarł się do opuszczonej nory, coś błysnęło, przyciągając uwagę rudzielca. Nie zastanawiając się, zeskoczył z pleców kocura i wyminąwszy go niemal pognał w kierunku swojego znaleziska, stając przed motkami. Nie potrzebował się zastanawiać, żeby odgadnąć co to. Na patyczkach nawinięta była pajęczyna, której delikatne niteczki mieniły się w słońcu za każdym razem, gdy tylko ruszył okrągłym łbem w prawo lub lewo. - Ooo… - uciekło z pyszczka, podczas gdy przyglądał się ślicznemu znalezisku, doprawdy nie mając pojęcia, do czego miałoby komukolwiek służyć. Skoro mieli tu znaleźć zioła, to najwyraźniej było to coś powiązanego z kocią medycyną i może gdyby zaglądał od czasu do czasu do lecznicy stałoby się to oczywistym, ale sława Lśniącej wyprzedzała samą kotkę i nie wściubiał tam nosa, poza jednym razem, kiedy odprowadzili tam Śnieg i Żwawika.
Na chwilę uniósł wzrok, chcąc przyjrzeć się co takiego wpadło w łapy jego towarzyszy, z tej odległości jednak i do tego w panującym w norze półmroku mógł rozpoznać jedynie jakieś niewyraźne kształty. Cóż, nic tak ładnego jak jego, to na pewno! Czy gdzieś jeszcze mogło być ukryte więcej takich rzeczy? Złapał patyczek delikatnie w zęby, uważając, żeby nie popsuć tego, co dopiero wpadło mu w łapki i przeniósł go na bok. Tak bezpiecznie, ażeby mu bliźniaki nie zajumały przez przypadek, same zajęte poszukiwaniami. Po czym zaczął się rozglądać czy czegoś jeszcze nie znajdzie.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
W całym tym napięciu i oczekiwaniu na nagły atak, ale też nagrodę za poszukiwania, Jaśniejący Płomień czuje poirytowanie. Świetnie, mocna woń roślin pomogła im odnaleźć to miejsce, chwała jej za to; teraz jednak blokuje też potencjalne inne zapachy. Kocurowi wręcz w głowie się kręci od tego natłoku. Ostre miesza się ze słodkim, z nieprzyjemnym, z niesprecyzowanym. Dużo tego. Za dużo jak na jego upodobania. Oby to oznaczało, że nie wyjdą z pustymi łapami, ba, oby ich poszukiwania okazały się wyjątkowo owocne.
Iskra nie odwraca się, idzie wciąż naprzód. Czyli przeszkód nie napotkano. Bury ogon Płomyka podryguje, gdy Traszkowa Łapa prawie że na niego włazi. Krótko kręci głową. Nie widzi nic poza siostrą. Na szczęście ten stan nie trwa długo i kilka uderzeń serca później cała ekipa znajduje się w środku. Radosny rabunek można zacząć. No, można by było, gdyby nora nie była... norą, ciemną i nieprzyjemną. Wojownik nieco mniej entuzjastycznie od reszty przechodzi w głąb, po czym bardziej nosem (aczkolwiek trzeba przyznać, z lekka otępiałym) niż oczami szuka ziół. Wzrasta w nim mimowolny niepokój spowodowany przebywaniem w tak zamkniętej przestrzeni, lecz nie mija długo, a przyciąga go do siebie korzenny, przyjemny zapach czegoś, czego Jaśniejący Płomień nie zna. Po oględzinach wie tyle więcej, że jest to jakieś wysuszone kwiatki. Czyli raczej nie losowa rzecz, którą da się znaleźć w każdej losowej dziurze. Świetnie. Ostrożnie chwyta zielsko w zęby (w duchu modląc się, by nie okazało się to kuszącą, słodką trucizną) i wynosi nieopodal wyjścia z nory, gdzie kładzie w jego zdaniem bezpiecznym zakamarku. Zgarnie kwiatki jak już nadejdzie czas na opuszczenie nory, ale póki co nie jest usatysfakcjonowany. Jest za to podjarany i dyskomfort daje się przytłumić na nowo rozpalonym entuzjazmem. Wraca do "centrum" kryjówki i szuka dalej. Nie od dziś wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Każde zabrało to, co znalazło i tak się złożyło, że każde znalazło porównywalną ilość medykamentów: Iskra trzy korzenie, Płomyk trzy kwiaty, Traszka trzy motki. Niezły łup jak na początek, nawet jeżeli nie mieli pojęcia, do czego służą konkretnie zebrane zioła.
Wróciwszy do nory, niestrudzenie kontynuowali poszukiwania i poszło im podobnie dobrze: mieli najwidoczniej jakiś szczęśliwy dzionek. Podczas gdy Płomyk natknął się ponownie na patyki owinięte srebrzystymi nićmi, to zarówno Iskra, jak i Traszka natrafili - wiedzeni zapachem - na zioło o fioletowych kwiatach, wydzielające słodką, przyjemną aż do odurzenia woń.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Przeszukiwanie nory było trudniejsze niż się spodziewała, wyruszając z obozu. Jasne, mogła domyślić się, że w norze nie uświadczą światła dziennego, ale na litość Gwiezdnych, byli kotami. Ciemność nie powinna stanowić dla nich przeszkody. Tylko tu był taki problem, że o ile była w stanie dostrzec zarysy sylwetek towarzyszy i na nich nie wpadać, tak z zielskiem było gorzej. Zapachy mieszały się ze sobą, a Iskra nie mogła określić czy te potrącane łapami roślinki to te wspaniałe medykamenty, czy jedynie część legowiska. Jasne, nie szło im źle, ale odbiegało od początkowych wyobrażeń.
Tym razem na tle innych woni, wybił się dużo przyjemniejszy zapach. I to nawet nie dlatego, że nie wiązały się z nim żadne przykre wspomnienia, a zwyczajnie sam z siebie przyciągał. Bura bez zastanowienia skierowała do kwiatków od których najintensywniej było czuć ten zapach i bez wahania, czy najmniejszego zastanowienia, czy to przypadkiem nie jest coś trującego, chwyciła za łodyżkę w pysk i zaniosła do znalezionych wcześniej korzeni. No, to przynajmniej była jakaś godna zdobycz, będzie się miło prezentować pod kamieniem, pośród innych skarbów.
I wróciła do poszukiwań, niech nikt sobie nie myśli, że stała jak kołek i podziwiała kwiatki.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Iskra dzieli swoją udrękę z bratem; Płomyk nie miał wątpliwości co do tamtych ususzonych kwiatków, kiedy tylko je ujrzał, wiedział, że chce je zabrać, ale poza tym napotyka inne rzeczy, które już nie chcą tak dosadnie wykrzyczeć mu do ucha: "jestem medykamentem!". Nie pomaga fakt, że nora została bez właściciela jakiś czas temu i daleko jej do bycia uporządkowaną. Nic to; w życiu niewiele rzeczy chce udać się bez komplikacji, a Jaśniejący Płomień nie ma zamiaru narzekać na i tak ogromne szczęście. Ostrożnie, aby niczego przypadkiem nie stratować, lecz starając się trzymać tempo w świadomości, że włażąc tak we trójkę do nory będą łatwą ofiarą dla - nie dajcie gwiezdni - jakiejś grupy wędrowniczych kotów, kontynuuje poszukiwania. I opłaca mu się to. Znów widzi coś wartego uwagi, a jest to pajęczyna starannie nawinięta na patyki. Delikatnie chwyta je w pysk, chcąc wynieść cenny skarb do czekających w zakamarku płomyków. Później rzuca krótkie spojrzenie ku źródle światła, to jest wyjściu z nory, po czym z głodem w oczach wraca do węszenia i wypatrywania.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Rudzielec dreptał po ciasnej norze, z nosem niemal przyklejonym do podłoża. Raz po raz wymijał, któreś z identycznych bliźniąt, w tym momencie jednak nie skupiając się szczególnie na ich towarzystwie. Niczym mała sroka był podniecony ostatnim błyszczącym znaleziskiem, które było tak fajne! Chciał mieć tego więcej... w sumie nie wiedział po co, ale skoro istniało prawdopodobieństwo, że w tym panując wokół nich bajzlu, czaiło się jeszcze więcej skarbów, to czemu nie?
Gdy, pośród setek zapachów, w różowym nosku zakręciła się słodka, nieznana mu woń, zaczął węszyć obok siebie, próbując zlokalizować skąd pochodzi. W końcu jego wzrok natrafił na zasuszony, fioletowy kwiatek, który… wciąż nic mu nie mówił. Czy było to lecznicze zioło? Może po prostu jednak zwykły kwiatek, przeniesiony przez wiatr? W sumie, to nie było to dla niego jakoś szczególnie istotne, najważniejsze, że wyglądał ładnie. Złapał go w zęby i zaniósł tam, gdzie zostawił już motki pajęczyny, by następnie wrócić do dalszych poszukiwań.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Na stosikach znalazły się kolejne zdobycze: podczas gdy zioła, które znaleźli Traszka i Iskra należały do tego samego gatunku
(i tak pięknie, tak obłędnie pachniały!), to Płomyczek mógł się dołożyć do pajęczyn wcześniej już napotkanych przez terminatora.
+ 90 MedEXP dla Iskry
+ 36 MedEXP dla Płomyczka
+ 81 MedEXP dla Traszki
Wróciwszy do norki, cała trójka ponownie przystąpiła do poszukiwań, mając zapewne nadzieję, że okażą się równie owocne, co poprzednio. I nie zawiedli się - uwagę Iskry przykuły różowiące się płatki kwiatków leżących gdzieś w kącie, takich samych jak te, które wcześniej znalazł był jej brat. Z kolei zarówno Płomyczek, jak i Traszka natrafili na roślinę przypominającą tą, którą na samej początku z norki wynosiła wojowniczka.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Chciała niezwykle subtelnie wypatrzeć jak tam idą łowy jej towarzystwu, ale koniec końców zrezygnowała z tego na rzecz poszerzenia swojej kolekcji. Była ciekawa przeznaczenia fioletowych kwiatków, korzenia nieco mniej. Gdyby tylko Wicher miał przyjaźniejszego medyka to po wyprawie można by go zaczepić o uzytkowość znalezisk, ale w przypadku Lśniacej Sadzawki bura potrafiła sobie wyobrazić jedynie scenariusz, w którym medyczka konfiskowała łupy, twierdząc że to nie zabawki dla kociąt i nie wyjaśniała niczego. Może przyciśnięcie Krwawnikowej Łapy by coś dało. Może.
Teraz jednak skupiała na węszeniu w stercie, aż dotarł do niej słodkawy zapach różowych kwiatków. Nie tak przyjemną jak te fioletowe, ale wystarczająco mocną by wytropiła roślinkę. Tak jak poprzednie dwa razy - odniosła ją do reszty znalezisk, schowała i zawróciła do wnętrza, licząc że jeszcze coś uda jej się trafić. Bo czemu by nie? Do tej pory świetnie im szło, po co zarządzać odwrót, gdy w stercie może kryć się wiecej fioletowych kwiatków?
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Waha się napotkawszy korzenie. Nie wyglądają tak jednoznacznie jak wyrwane i zasuszone kwiatki albo pajęczyna opleciona wokół patyków. Czyżby natrafił na strawę wron pomiędzy cennymi zdobyczami? Nie jest w stanie ocenić, co bury konstatuje ze skrzywionym wyrazem pyska. Z dwojga złego lepiej żeby się okazało, że zabrał niepotrzebny śmieć, niż gdyby miało później wyjść na to, że dobrowolnie przepuścił szansę na posiadanie dodatkowego medykamentu. Nie tracąc więcej czasu chwyta roślinę w pysk i donosi do reszty znalezisk jak sroka żądna błyskotek. Patrzy na krzątających się Iskrę i Traszkę, rzuca spojrzenie w kierunku wyjścia i raz jeszcze wchodzi w głąb. Jedna część kocura chce się stąd jak najszybciej wynosić; zarówno ze względów bezpieczeństwa, jak i z obawy, że coś wejdzie im w drogę i zdobycze szlag weźmie. Druga część jest zachłanna, domaga się, by ukryta kupka skarbów powiększyła się przynajmniej o jeszcze jeden kwiatek, o jeden korzonek, jeden motek pajęczyny. A może... może coś jeszcze, coś innego, nowego, nieznanego. Wygrywa to dzikie pragnienie i wojownik znów przeczesuje norę, a serce wali mu jak podczas pierwszego w życiu polowania.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Kwiatuszki i pajęczyna, wszystko ładne i cacuszko, więc nic dziwnego, że Traszka liczył, że kolejne znalezisko będzie przynajmniej tak samo spektakularne jak dwa poprzednie. Tymczasem to co zobaczył było nieco pomarszczoną i zdecydowanie mniej interesującą roślinką, w której, gdyby nie jej wysuszony i pomarszczony stan zapewne udałoby mu się rozpoznać rosnący czasem na łąkach chwast. Jeden z wielu, o których nie miał zielonego pojęcia, oprócz tego, że sobie rósł.
- Oh... - mruknął zdecydowanie mniej zadowolony, spoglądając na chwilę na bliźnięta. Wciąż nie mógł dojrzeć, co takiego wpadło w ich łapy, ale coś na pewno wpadło, bo wynosili jakieś zielska ciągle z nory. Kto wie, może potem się z nim zamienią, przynajmniej za część tej zdobyczy... mógłby im opowiedzieć, że no, ogólnie to wie co to i ma to jakieś super fajne działanie! Chociaż jak tak o tym pomyślał, to kto wie, może faktycznie miało i nie warto było robić zamianek? Będzie musiał się zastanowić, na razie odłożył i tą roślinkę na swoją kupkę i zaczął węszyć dalej, bo a nóż widelec, coś tam jeszcze się schowało.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Ponownie łupy były obfite. Iskra dołożyła do zbiorów brata nie jeden i nie dwa, a aż dziewięć kwiatów, natomiast Traszka i Płomyczek przyozdobili stosik ułożony przez wojowniczkę aż dwunastoma korzeniami. Świetna robota!
+ 90 MedEXP dla Iskry
+ 21 MedEXP dla Płomyczka
+ 40 MedEXP dla Traszki
Wygląda na to, że ich szczęście się wyczerpało, gdyż nie zdołali natrafić już na nic. Żadnych charakterystycznych zapachów, żadnych rozpoznawalnych ziół. Tylko jakiś nieznany głos z oddali zaczął chrypliwie wyśpiewywać niezbyt cenzuralną piosenkę, nad ich głowami przeleciał zabłąkany gawron. Pora było wracać do domu.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Wraz ze znalezieniem różowych kwiatków szczęście opuściło burą. Łaziła w kółko po norce, ale żadnych więcej przykrych korzeni, żadnych słodkich zapachów, po prostu nic wartego uwagi nie docierało do ceglastego noska. Zrezygnowana westchnęła i spojrzała po towarzystwie, które też przestało odnosić coraz to nowsze medykamenty na swoje stosiki.
- Wychodzimy? - zasugerowała. Jakby nie było, nie oni jedyni słyszeli o norce pełnej medykamentów, a Iskra wolałaby się nie natknąć na inną wycieczkę, szczególnie że ich trójka chyba wyczerpała zapasy martwej samotniczki. Chwyciła do mordki mieszaninę korzeni i kwiatów, na tyle ostrożnie, na ile mogła, ale wystarczająco pewnie by połowa nie uciekła jej po drodze. Z tak zapchanym pyskiem wróciła na światło dzienne, mrużąc dwukolorowe oczy pod wpływem ostrej jasności. A dopiero co narzekała na mrok. Spojrzała za siebie, ciekawa łupów Płomyka i Traszki. Oj nie pogadają sobie w drogę powrotną chyba. I już miała zarządzić machnięciem ogona marsz na wichrowe tereny, gdy co ciemnych uszu dotarła piosenka. Bardzo wyszukana piosenka. Wypluła zdobycze przed łapy (no dobra, położyła ostrożnie, bo nie chciała uszkodzić kwiatków). - Słyszycie to? - pytanie tylko z pozoru retoryczne, bo istniała szansa, że od wdychania tych wszystkich ziółek w środku, Iskra miała teraz omamy słuchowe. - Chcecie to sprawdzić czy wracamy? - zostawiała im wybór. Może słyszeli przewodnika kolejnej wycieczki, a spotkania z taką wojowniczka przecież chciała uniknąć. Nie chciała narażać Traszkowej Łapy, który wciąż był terminatorem, jakby nie było, jedynym na ich super wyprawie i czuła się za niego odpowiedzialna, nawet jeśli byli w zbliżonym wieku. Płomyka można było narażać, nie wątpiła, że byłby w stanie się obronić. A z jego podejrzliwą naturą, mogła się spodziewać, że bardziej będzie skłaniał się do powrotu. No jakby - wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że rozsądniej byłoby pilnować swojego nosa i grzecznie wrócić do obozu. Ale Iskra nie lubiła siedzieć w obozie. Za to bardzo lubiła poznawać podejrzanych, zagranicznych typów. I typiary.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Dobra passa musiała ich w końcu opuścić, ale Jaśniejący Płomień miał nadzieję, że nie stanie się to tak szybko. Stara się nie zrażać niepowodzeniami, węszy dalej, szuka czegoś, co zwróciłoby jego uwagę. I nic. Zupełnie nic. Tak jak z początku był wysyp skarbów - wnioskując po krzątaninie obok, nie tylko u niego - tak teraz w ich zasięgu nie ma nawet listka. Nawet poturbowanego kwiatka. Schowały się te zioła, czy jak? Płomyk wzdycha zawiedziony. Co prawda nie tak dawno temu nie wierzył, że znajdą jakąś norę z medykamentami, ale jak już do tego doszło, to mogli się obłowić. No cóż, plus jest taki, że nie pogubią połowy po drodze. I tak będzie ciężko to wszystko nieść i niczego przy okazji nie uszkodzić.
- Chodźmy - zgadza się z bliźniaczką. Wraca do swojego małego skarbczyka, ogląda się jeszcze na Traszkową Łapę i wreszcie, zabrawszy swoje łupy, wychodzi z nory. Światło słoneczne oślepia go na pierwsze uderzenia serca na powierzchni, ale świeży powiew wiatru oraz słońce na futrze dobrze na niego wpływają, a część niepokoju ulatnia się z momentem, w którym przestają przebywać w zamkniętej przestrzeni. Nadal istnieje możliwość, że coś nieprzyjaznego stanie im na drodze, tym razem jednak nie zostaną zapędzeni w kozi róg.
Ulga nie trwa długo; uszy wojownika wyłapują nieznajomy głos z oddali, a Iskra jakby na potwierdzenie, że mu się nie uroiło, pyta, czy to słyszą. Bury ma ochotę odpowiedzieć przecząco. Zna siostrę na tyle, by wiedzieć, że nie przepuści okazji do przygody, może poznania kogoś nowego. Traszka natomiast... och, doprawdy, wystarczy pojawić się na jednej ceremonii i kot od razu wie, jakim typem jest rudy terminator. W połączeniu z Iskrą oznaczają kłopoty, ni mniej, ni więcej. A tak dobrze im szło. Jasne, że za dobrze im szło. Syn Czerwonego Pazura układa zasuszone rośliny oraz motki na ziemi i wyprostowuje się.
- Wracamy - mówi z naciskiem, patrząc to jednemu, to drugiemu w oczy. Ogonem kilkukrotnie przecina powietrze. - Nie po to zbieraliśmy te medykamenty, żeby stracić je w jakiejś głupiej przepychance z wariatem. Zresztą - tu skupia spojrzenie na Roziskrzonej Nocy - wystarczająco naraziliśmy już Traszkową Łapę. A klan potrzebuje nas na miejscu. Wszystkich.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Traszka rozglądał się, niuchał i nawet przekopywał kopykiem mech, dając z siebie naprawdę wszystko, aby znaleźć jeszcze cokolwiek. I nic z tego. To nie tak, że miał jakikolwiek zamysł co z tymi ziółkami może zrobić, więc i ich większa ilość była mu w sumie zbędna do szczęścia, ale sam fakt znajdowania skarbów, które w większości stanowiły zupełnie ładną ozdóbkę, a i może kiedyś wpadnie mu do głowy, jakieś inne ich zastosowanie, bardzo mu się spodobał. Sapnął niezadowolony pod nosem, a słysząc głosy bliźniąt skinął jedynie łebkiem, zabierając wszystkie ziółka i opuszczając norę w ślad za brązową kitą, jednego z dzieci Czerwonego Pazura.
Kiedy znaleźli się na zewnątrz, światło dzienne zdawało się wręcz bolesne dla złotych ślepi, które zdążyły już przywyknąć do panującego w norze półmroku. Zamrugał kilkukrotnie, a kiedy to nie pomogło, przysiadł i przetarł powieki łapką, czując jak pod powiekami zbierają mu się łzy. A ponoć koty takie dobre były w tolerowaniu zmian oświetlenia... cóż, on nie.
- A w ogóle, to co tam znaleźliście? - Zagadnął walcząc z łzawiącymi ślepiami, spoglądając w stronę znalezisk bliźniąt. W końcu opcja handlu wymiennego za coś ładnego jak dla niego wciąż wchodziła w grę, nim jednak zdążył dobrze oszacować co dokładnie mają tam zebrane dziwne dźwięki dotarły do jego uszu, które automatycznie stanęły na sztorc.
Ktoś śpiewał! Mimo, iż nie mógł jeszcze rozróżnić słów, był pewny że jakieś towarzyszą nieznanej mu melodii. Podniósł się, zapominając nagle o problemach z nadmiarem światła, prostując się w oczekiwaniu i zwrócił całą uwagę na... kota? Cóż był jeszcze zbyt daleko, aby mógł go zobaczyć, ale nigdy nie słyszał o śpiewających borsukach, a zaś dźwięki które wydawały dwungi bardziej przypominały pierdzenia, niż składną w jakikolwiek sposób mowę. Jak oni w ogóle się porozumiewali?
Słysząc pytanie pierwszego bliźniaka kąciki jego warg uniosły się nieco, a długi ogon zatańczył, przecinając powietrze w podekscytowaniu... tak szybko zgaszonym słowami tego drugiego. Położył po sobie uszy i zmarszczył czoło, odwracając się w jego stronę. Wracać? Traszka nie bez powodu szwendał się jak smród po gaciach po terenach na których go spotkali, unikając pełnego wspomnień o Fiołkowym Świcie obozu, aby teraz do niego tak po prostu wrócić. Zwłaszcza posiadając alternatywę.
- To wy wracajcie, spotkamy się na miejscu - rzucił stanowczo, rozglądając się wokół siebie, a gdy dojrzał kawałek mchu, który zdawał się być dość łatwy do przeniesienia ruszył do niego, aby przy pomocy pazurów i zębów oderwać go od pnia. Bliźniak miał w jednym rację, szkoda by było stracić skarby, więc lepiej je ukryć, zanim pójdzie spotkać nieznajomego barta.