Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Zaskoczył go gest siostry, na co spłaszczył od razu uszy przy czaszce, ale po chwili ogarnął, że to miało go pocieszyć, a nie dodatkowo wystraszyć, więc postawił je po chwili, nawet na pysk wyszedł mu chwilowy, dość słaby ale przynajmniej szczery, uśmiech.
- Ja wiem, ale... nie wiem, za dużo się nasłuchałem o tym, jakie są niebezpieczne. Boję się po prostu, że coś pójdzie nie po naszej myśli i jakiś dosłownie po nas przebiegnie - przyznał. Nie wiedział czemu dokładnie się stresuje, bo przecież nigdy nie widział ich na oczy, no i nie wiedział z czym się wiążą, ale jemu często wystarczyły historie, żeby dużo sobie dopowiedzieć, a fakt że nawet jego mistrz wydawał się przerażony wizją spotkania potwora dopełniła mu cały obraz, którego potrzebował. - A co, jeśli gałąź się nad nami ułamie? Schowanie się za drzewami brzmi mimo wszystko bezpieczniej, mam nadzieję, że są mniej zwinne niż my, po prostu - powiedział. A następnie postawił nieco uszy, by z daleka usłyszeć, czy jakieś akurat nie przebiegają Drogą Grzmotu. - A co, jeśli jednak pożerają, ale żaden kot nie był w stanie o tym opowiedzieć, bo został pożarty? - zapytał.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
– Podobno one nie schodą z drogi. – przypomniała mu, przywołując to czego dowiedziała się o potworach od kota z innego klanu, którego kiedyś spotkała podczas spaceru z dziadkiem. To znaczy... Żważywszy na to, że szybko się od dziadka odłączyła, to można było raczej powiedzieć, że ona i dziadek odbyli osobne spacery.
– No to schowamy się za drzewem. Wtedy potwory będą miały większy problem, by nas zobaczyć, a jeśli nawet uznałyby, że jednak po nas przejadą, to będą mieli utrudnienie w postaci drzewa – odpowiedziała spokojnie. – Na pewno są od nas mniej zwinne. Przecież mają w swoich brzuchach dwunogów. Oczywiście, że są mniej zwinne. Nie pamiętasz jak mało zwinna była Topik pod koniec ciąży? Z nimi pewnie jest tak samo.
Westchnęła cicho i zatrzymała się nagle przed Strumykiem, jednocześnie blokujac mu drogę. Czasami zastanawiała się, jak to było możliwe, że jej rodzeństwo było tak różne. Ona chciała zobaczyć potwory. On nie. Topik to w ogóle miała dzieci, a Kałuża... U Kałuży chyba było wszystko dobrze. A przynajmniej o niczym dziwnym nie słyszała.
– Posłuchaj mnie – zaczęła spokojnie. – Jeśli nie chcesz iść to możesz poczekać na mnie tutaj. Zrozumiem. Naprawdę. Nie chce cię do tego zmuszać. – Jednocześnie nie pozostawiała bratu żadnych złudzeń, że ona nie zamierza odpuszczać.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Niby wiedział, że nie schodzą, a mimo to i tak czuł ukłucia niepokoju na myśl o tym, że jednak któryś mógłby postanowić odłączyć się od schematu, a następnie po prostu skręcić w ich stronę i przyszpilić ich do jakiegoś drzewa, albo coś. Poczuł dreszcz na kręgosłupie na samo wyobrażenie sobie tego.
- Niby tak, ale... Kwitnący Jaśmin opowiadał mi, że jeden kiedyś zszedł z drogi grzmotu, a koty znalazły jego zwłoki. Myślisz, że mają podobnie jak pszczoły, kiedy cię użądlą? Że jak zejdą z drogi, to umierają, ale czasami tak robią, z różnych względów? - zasugerował. Nigdy nie można było niczego być pewnym, a szczególnie rzeczy, które mogły ci zrobić krzywdę, albo nawet cię zabić.
Krótko mruknął coś w stylu "mhm", kiedy siostra uznała, że zdecydowanie są mało zwinne. Fakt, kotki w ciąży też nie były najbardziej mobilne, a potwory trzymały w swoim wnętrzu dwunożnych, którzy zdecydowanie byli więksi niż nowonarodzone kocięta, więc na pewno ciążyły im zdecydowanie bardziej.
- Nie, nie, obiecałem, że pójdę i pójdę. Po prostu... moim drugim imieniem chyba jest stresowanie się, ale na pewno jak już tam dojdziemy i zobaczymy te potwory i naprawdę okaże się, że jest wszystko w porządku, to będę się cały następny księżyc śmiał z tego, że panikowałem - odpowiedział, lekko się uśmiechając, choć trochę za blado, by mógł to być prawdziwy uśmiech.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
— Możliwe. Poza tym, skoro zszedł z drogi i umarł, to chyba dobry znak, nie? W sensie, może właśnie jest tak jak mówisz. Jeśli zejdą z drogi to umrą, więc naprawdę nie mamy czym się przejmować – Nie spodziewała się, że kiedykolwiek wykorzysta informację o znalezieniu zwłok, jako coś pozytywnego, a na pewnie nie po tym, gdy zawędrowała na pogrzeb Soli, a jednak życie potrafiło zaskakiwać. – Może po prostu wiedzą, że nadszedł ich czas i same z niej schodzą, by umrzeć? – zasugerowała, chociaż brzmiało to nieco abstrakcyjnie.
Posłała mu najbardziej promienny uśmiech jaki tylko potrafiła.
– Dokładnie! Tak właśnie będzie. Zresztą nie będę cię już więcej tutaj ciągnęła, tylko po to, by na nie popatrzeć. – To znaczy... Zakładała możliwość, że ona tam wróci, sama, ale nie zamierzała zaciągać tam drugi raz brata, widząc jak się tym stresuje. – A stresowanie się jest też twoim trzecim i czwartym imieniem. – dodała jeszcze, już nieco złośliwie.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
W sumie to już chciał powiedzieć, że może nie umierają od razu i jeszcze zdołałyby ich skrzywdzić, jakby nie zdążyli uskoczyć na czas, ale zrezygnował. Uznał, że już i tak za bardzo czarnowidzi, a tu się zaraz okaże, że naprawdę nie ma się czego bać i tylko dramatyzuje. I szczerze, miał bardzo wielką nadzieję, że tak właśnie jest. Że nic im się nie stanie, że potwory będą biegać z daleka od nich i nawet nie będą musieli się przed nimi chować, a on będzie strasznie zażenowany sobą, że tak się przejmował. I choć nie lubił tego uczucia, gdy wszystko, co sobie wyobrażał nagle się obracało w piach, to tym razem miał nadzieję, że te wszystkie jego wyobrażenia, jak się dzieje coś złego po prostu się w taki piach przeistoczą i rozwieje je wiatr.
- Kto wie. Tylko potwory, podejrzewam - rzucił, lekko wzruszając barkami.
Może i Mżawkowa Łapa ostatnie słowa powiedziała złośliwie, acz Strumyk lekko się uśmiechnął, bo może i właśnie tak było. Dużo sobie myślał, dosłownie można powiedzieć, że overthinking to jego drugie imię, ale potem całkiem pozytywnie się zaskakiwał, jak wiele rzeczy, o których myślał, że mogą być okropne, okazywały się zupełnie inne.
- Mam nadzieję, że pozytywnie się zaskoczysz. Podobnie jak ja - mruknął, a następnie położył po sobie uszy, bo w oddali zaczynało już dać się usłyszeć znajomy grzmot drogi. - Niedługo dojdziemy - dodał ponuro.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
– To znaczy... – zaczęła, nie chcąc przestraszyć brata, że po głowie już zaczynają jej chodzić kolejne pomysły. – Nie byłoby fajnie, gdyby właśnie nie wiedziały tego tylko potwory? Gdyby no wiesz, był ktoś kto by tak się dobrze na nich znał, że byłby w stanie przekazać innym kotom tę wiedzę? – Oczywiście to były tylko luźne myśli. Mżawka wcale nie planowała w tej chwili zostania ekspertką w potworzej teorii. Rozważała to. Ale nie planowała. To chyba byłoby jednak zbyt ryzykowne nawet i dla niej. Chyba.
Oh... Usłyszała ten złowrogi odgłos i musiała przyznać, że nawet i ona straciła na chwilę pewność siebie. To co słyszała brzmiało... Groźnie. Nieprzychylnie. Jakby jedynym pragnieniem istot, które go wydawały była krzywda przeciwko wszystkiemu co żyje i samej naturze.
Ale przecież I tak chciała zobaczyć te potwory, nie zamierzała się wycofać, a Strumyk nie mógł wiedzieć, że na chwilę samą była niepewna, czy powinni tam iść.
– No to chyna dobrze, nie? – rzuciła radośnie, jakby nigdy nic. – Zaraz oboje się pozytywnie zaskoczymy. Lub będziemy mieć to z głowy.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
- To prawda, że fajnie by było, gdyby ktoś się na nich znał - odpowiedział ostrożnie, uważnie zerkając kątem oka na siostrę, by zobaczyć jej reakcję. Obawiał się, że zaraz wyskoczy z opcją, że może ona mogłaby być takim kotem, a wtedy chyba biednemu pointowi w końcu i ostatecznie stanęłoby serduszko. Nie zniósłby myśli, że ta mogłaby się narażać regularnie, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o potworach. Szczególnie że... - Ale fakt, że nadal nie ma nikogo, kto mógłby coś więcej powiedzieć o potworach niż tylko to, że są niebezpieczne i biegają tylko po drodze grzmotu, to chyba dość... jednoznaczna sytuacja - mruknął. Oczywiście pił do tego, że mogłoby być to niebezpieczne. Wszak koty znały się na tylu rzeczach - motylach, ptakach, kwiatach, były koty, które mogłyby o tym opowiadać całymi dniami, a jeszcze znalazłyby jakieś ciekawostki na różne tematy z nimi związane, a o potworach? Niewiele się wiedziało. Czy więc nie było to wyjątkowo niebezpieczne, tak się do nich po prostu zbliżać? Miał wrażenie, że coraz bardziej pakują się w ich paszcze.
- Noo - odpowiedział kwaśno, bez żadnego przekonania, acz postawił na chwilę uszy, choć ryk był coraz głośniejszy. Chyba trafili na jakąś wyjątkową porę, gdzie było ich całkiem sporo. Podczas przechadzania się przy granicy nierzadko w ogóle ich nie słyszał, a dziś? Brr. Oby zaraz skończyły swoje przeprawy niedaleko ich terenów. - Teraz albo nigdy - dodał cicho, jakby do siebie, a nie do siostry, a następnie nawet przyspieszył delikatnie, by faktycznie mieć to za sobą, a jego uszy gwałtownie się cofnęły, gdy między drzewami mignął jeden z potworów, a za nim natychmiast drugi, zdecydowanie szybszy.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
Mżawka nie powiedziała na głos, że mogłaby być takim kotem, tylko dlatego że była zbyt zajęta rozważaniem różnych możliwości, jakie to zajęcie by ze sobą niosło, aby powiedzieć bratu Hej, słuchaj. Chyba znalazłam dla siebie nowa drogę życia. Jak myślisz, co jedzą potwory i jak to sprawdzić?
– Ale czy to nie dziwne? Że biegają tylko tam? Jakie normalne stworzenie, jaki normalny potwór, tak robi? Co z polowaniem? Snem? Z młodymi? Czy mają gdzieś swój obóz? To wszystko jest po prostu zbyt… ciekawo-dziwne, nie sądzisz?
Opisywane przez innych potwory z drogi grzmotu różniły się znacznie od jej wyobrażeń na temat jakichkolwiek
potworów i może dlatego tak energicznie szła do przodu, byle je już w końcu zobaczyć.
Ryk stawiał się coraz bardziej nieprzyjemny. Kto normalny porozumiewał się takich językiem bez bólu łba? Gdyby musiała tak ryczeć za każdym razem, gdy z kimś rozmawiała, to chyba by oszalała. Ale ciekawe co mówiły potwory.
– Wow… – wyszeptała, gdy pomiędzy drzewami przemknęła jedna bestia w kolorze nienaturalnej czerwieni. I druga, tym razem czarna, ale równie upiornie nienaturalny w swoim kształcie co tej poprzedniczka. To nie są normalne żyjące istoty – przemknęło jej przez myśl. Żadne normalne żyjące istoty, by tak nie wyglądały. Potworom brakowało tego czegoś, co sprawiało, że Mżawka zaakceptowałaby je jako jedynie kolejna część natury.
A mimo to wpatrywała się w nie, jak zahipnotyzowana. Potwory były dziwne. Potwory były straszne. Potwory byy fascynujące.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Skinął krótko łbem zgadzając się z siostrą. Potwory były dziwne. To prawda. Nie rozumiał ich zachowań, a wszystko co o nich wiedział było po prostu tak odmienne od tego, jak żyły koty. Co było z nimi nie tak, że poruszały się tylko drogą grzmotu? Czy ona kiedyś się kończyła, a one podróżowały między jednym swoim legowiskiem, a drugim? Czy tam miały pożywienie, więc nie zwracały tak uwagi na koty, dopóki te nie przeszły przez ich teren? Czy tam wychowywały swoje młode, czy w ogóle zabierały je na takie podróże? Jak to konkretnie wyglądało? Fakt, że można powiedzieć że był tym zainteresowany, bo interesowało go to wszystko, ale nie czuł się ani trochę gotów, by dowiedzieć się o nich czegokolwiek, bo nie znał kota, który nie znał na ich temat samych ogólników, a bał się dowiedzieć tego na własną łapę. Co, miał za nimi biegać? Iść przed siebie, aż nie zobaczy końca drogi? Ale ile to mogło zająć? Wszak obejście ich terenów zajmowało już sporo czasu, a ta ścieżka zdawała się nie mieć końca! A przynajmniej nie słyszał, by ktokolwiek taki koniec znalazł.
Niepewnie się skulił, obserwując coraz więcej pojawiających się potworów, bez słowa zerkając co jakiś czas na siostrę, kuląc uszy od tego przerażającego warkotu. Czy one tak rozmawiały między sobą? Czy to miało odstraszać drapieżniki? Ale... czy wszystko, cała ich otoczka, już tego nie robiła? Fakt ich wielkości, fakt ich smrodu, wyglądu, opowieści, jak to jedną łapą mogą położyć kota, więc i pewnie takiego lisa, czy kunę? Czy musiały jeszcze tak warczeć?
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
W przeciwieństwie do jej brata Mżawka im dłużej wpatrywała się w potwory, tym bardziej czuła rosnącą wobec nich fascynację. Były takie... Potworzaste. Niebezpieczne. Głośne. Fascynujące. Niemal nie zauważyła, że zrobiła kilka kroków w ich stronę, oczywiście wciąż pozostając w bezpiecznej odległości. No ale kto by tak nie zrobił? Kto by na ich widok nie chciał podejść jeszcze bliżej, a najlepiej wskoczyć na ich szczyt i zobaczyć dokąd one zmierzają. A no tak, jej brat.
– Strumyk – wyszeptała zachwycona. – Jak sądzisz? O czym one myślą? – I czy w ogóle myślały. Wydawały się być... Nieco bezrozumne. Ale chyba nie mogły takie być, skoro jednak potrafiły pędzić na przód, i się zatrzymywać, no i przenosić w sobie Dwunogów. Dwunogi chyba musiały im bardzo ufać, a to oznaczało, że albo Dwunogi były strasznie głupie, albo potwory jednak nie były takie straszne. Albo obie z tych rzeczy.
Zerknęła na brata. Tak, on zdecydowanie nie podzielał jej entuzjazmu. Wycofała się ponownie w jego stronę.
– Hej, one nic ci nie zrobią. Są daleko. Zresztą nawet wątpię, czy nad widzą. – Gdziekolwiek potwory miały oczy (obstawiała te białe kółka na przedzie, ale pewna być nie mogła), to zdecydowanie nie były one skierowane w ich stronę. Oh jak bardzo chciałaby spotkać kogoś, kto mógłby powiedzieć jej więcej na ten temat. Tylko kogo... Nagle coś przyszło jej do głowy.
– Ej. Znasz może kogoś z Klanu kto wychował się u Dwunogów? Albo był jakiś czas u nich? – Ktoś taki pewnie mógłby odpowiedzieć ja jej pytania, skoro najwyraźniej istniała jakas relacją pomiędzy Dwunogami, a potworami.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Strumyk był raczej kotem trochę bojaźliwym, od zawsze. Najpierw bał się kotów, ale dzięki Patykowi odkrył, że poznawanie nowych kotów było naprawdę przyjemnym zajęciem i można było szybko dorobić się przyjaciół, potem bał się treningu, a teraz... z przerażeniem wpatrywał się w migające mu przed oczami potwory. Wiedział, że nie powinien się ich bać, mózg podpowiadał mu, że nic się nie stanie, że one biegają tylko przed siebie, nie skręcą nagle, by po nich przebiec, że tu, między drzewami, są bezpieczni... ale ciało nie słuchało. Całe się spinało, sierść na grzbiecie mu się uniosła, a oczy rozszerzyły. No i nie mógł złapać momentami porządnego wdechu.
- Ja wiem, ale... nie wiem, i tak nie czuję się tu pewnie, zazdroszczę, że ty tak - mruknął cicho, odważając w końcu odezwać. Zdecydował się najpierw odpowiedzieć na drugie słowa, szczególnie że dopiero po nich ochłonął z tego, że Mżawka zrobiła krok do przodu. - A o czym myślą...? Pewnie o niczym. Albo tylko o tym, by biec przed siebie. O czym miałyby myśleć, niby? - zarzucił, cofając się jeszcze odrobinę, ale w zamian powoli stawiając uszy, mimo że przeraźliwie bolały go uszy od tego warczenia.
- Wydaje mi się, że ktoś w klanie mógłby taki być. Ale nie wiem... nie orientuję się - przyznał szczerze. - Musiałabyś... popytać. Ale ja też mogę, jeśli chcesz - dodał po chwili.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
Mżawka na dobrą sprawę nie miała pojęcia skąd u niej taka odwaga wobec tych istot. Przecież nie była, raczej, głupia i zdawała sobie sprawę z tego, że powinna być ostrożna. Że potwory nie wyglądały przyjaźnie i zdecydowanie należały do bardzo oddzielnego gatunku, niż myślące i inteligentne koty, które były w stanie poruszać się wszędzie, a nie tylko przed siebie. A jednak... A jednak ta fascynacja była silniejsza od niej samej. Skąd wynikała? Może z tego, że jako mała kotka miała niesamowicie bójną wyobraźnię, która kazała jej wierzyć w różne potwory, więc teraz, gdy już była starszą, dalej potrzebowała tego potwierdzenia, że jakieś potwory istnieją? Może nie te z Chruśniaka, które kiedyś tak bardzo pragnęła zobaczyć, ale jednak jakieś...
A skoro już jakieś potwory istniały, to chyba należało je zbadać, dowiedzieć się o nich czegoś więcej, prawda?
– Hej – powiedziała, widząc że brat wcale nie nabiera z czasem więcej odwagi. – Świetnie sobie radzisz. Naprawdę. Inni pewnie już dawno by uciekli. – Inni pewnie nie zgodziliby się iść ze swoją siostrą na taką wyprawę, a on mimo wszystko poszedł. – Nie wiem o czym myślą. O czymś. No bo przecież... Chyba o czymś muszą nie? Biegną, więc chyba myślą. Sama nie wiem. Dziwne są. Może te dźwięki to ich myślenie? Albo język?
Oczywiście, że chciała się popytać. I oczywiście chętnie dowiedziałaby się jeszcze czegoś więcej. Ponownie zerknęła na potwory, a potem znowu na brata. Eh... Nie można było patrzeć się na potwory w nieskończoność, prawda?
– Naprawdę? Byłoby super i wiesz... – Jeszcze raz zerknęła na potwory. – Chyba możemy już iść. – Nie chciała przecież, by jej ulubiony brat padł że stresu. Rodzice by chyba tego nie przeżyli. – Dziękuję. Jesteś najlepszy.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Starał się jak mógł, by nie uciec. Po pierwsze dlatego, że byłoby to naprawdę tchórzliwe, a on nie chciał być tchórzem. Chciał tu być, chciał zobaczyć te potwory, skoro już zgodził się przyprowadzić tu siostrę, no i nie uciec od razu z podkulonym ogonem. Nie chciał skończyć tak, że w pewnym momencie zostawi tu siostrę samą. Co doprowadzało nas do drugiego punktu; a mianowicie zostawienie tu siostry, gdy coś mogłoby się nagle wydarzyć, to nie był dobry pomysł. Nie wybaczyłby sobie, gdyby ta, wiedziona ciekawością, podeszła bliżej, a potwór nagle zaczął się do niej zbliżać. Nie dajcie Gwiezdni zrobiłby jej coś, albo wziął ze sobą!
Tylko lekko się uśmiechnął, gdy siostra zaczęła go pocieszać, bo... no, miło mu się na serduszku zrobiło, że go chwali i w ogóle, ale z drugiej trochę głupio, że tak po prostu musiała go podtrzymywać na duchu, bo ten się aż tak w sobie zapadał cały czas. Nie podobało mu się tu, ale mógł chociaż udawać, że nie jest tak źle, prawda?
Dlatego też, gdy usłyszał, że mogą już iść od razu poderwał uszy do góry i cofnął się o parę kroków, nadal nieufnie spoglądając w stronę Drogi Grzmotu, nim nie odwrócił się do niej tyłem, by zacząć po prostu iść szybciej.
- No... była to ciekawa przygoda - miauknął, odpowiadając na jej słowa. - Ale nie wiem, czy chciałbym to powtórzyć! Weź następnym razem spytaj Kałużę albo Topik, bo ja nie dożyję chyba końca następnej takiej przygody - zażartował. Choć nie miałby nic przeciwko towarzyszenia siostrze. Może udałoby mu się za którymś razem pokonać lęk i też z ciekawością spoglądałby na te potwory? Może dostrzegłby, co urzekło w nich jego siostrę? Kto wie.
xxxxIm dalej od obozu byłem, tym szybciej szedłem. Miałem wrażenie, że od momentu ceremonii wśród rzeczniaków czułem się źle. Każdy na mnie patrzył, każdy oceniał... bez przerwy. Nie miałem wsparcia Wodnej Łapy, nadal nie rozmawialiśmy po tym, jak się pokłóciliśmy. Dziwnie mi było z Nocnym Szkwałem po tym, co powiedziałem w emocjach, w tym wszystkim dochodzi jeszcze kwestia treningi Drobnej Łapy i tego, że to MOJA odpowiedzialność, by ją przystosować do życia w klanie. Jak, skoro ja sam... nie potrafiłem? Dusiłem się przez presje, przez nieodłączne wrażenie, że jestem obserwowany a każdy mój ruch oceniany. xxxxNawet nie zauważyłem, kiedy zboczyłem z Torfowego Rojstu i znalazłem się... w części lasu, którego jeszcze nie widziałem. Nie wiedziałem też jak się to miejsce nazywa, niemniej byłem za terenami mojego klanu. Spiąłem mięśnie, a ogon wirował mi niespokojnie w powietrzu. Chyba... nic mnie tu nie zaatakuje ot tak, prawda? Nie musiałem się zanadto martwić? Czy jednak??
Nie chciał się zbyt oddalać od Klanu. Bądź co bądź, Jelon był tchórzem. I miał tego świadomość, a jakże. W razie niebezpieczeństwa własnego brata by wepchnął w paszczę lisa, co by samemu dotrzeć bezpiecznie do obozu. Dlaczego to on ma umierać? To, że jest z lekka frajerem nie znaczy, że musi zostać ofiarą albo dać się pożreć przy pierwszej lepszej okazji!
Dotarł poza granicę klanu i już czuł lekki niepokój. Brak osiłka u boku, który mógłby go obronić był średnim pocieszeniem. Szukał jednak któregoś z rodzeństwa. Miał wrażenie, że tylko zostali mianowani i wszystkim odbiło. A po co komu wychodzić poza tereny?
- Jak mnie dotkniesz to zacznę krzyczeć - ostrzegł, gdy jak zając z krzaków wyskoczył rudzielec o silnie rybim zapachu. Może i nie śmierdział gorzej od Jelonka, ale i tak zrobiło mu się niedobrze. - Te...Klan Rzeki?? Tak?? Ja jestem z Klanu Wichru! Cóż za ulga, byku krasy, już myślałem że jesteś jakimś obdartusem leśnym, tfu.