Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Kotka z kolei, cóż, spacerowała. Znalazłszy schronienie blisko klanowych granic, często kręciła się właśnie w tych okolicach, bo tutaj czuła się bezpiecznie. Mimo mijających dni, wciąż nie mogła pogodzić się ze stratą swojej matki. W jej głowie przewijały się najczerniejsze scenariusze, męczyło ją poczucie winy, bo gdyby znalazła ją szybciej, gdyby była na miejscu… może zdołałaby jej pomóc, może nie skończyłoby się to w ten sposób. Jaskółka wciąż by żyła, a Wróbelek nie musiałaby codziennie tonąć w rozpaczy, w pesymistycznych myślach i w płynących strumieniami łzach. Zawsze wyobrażała to sobie inaczej. Miała być cały czas przy rodzicielce, gotowa ją wesprzeć, uratować, nawet ofiarować swoje życie. Teraz… teraz nic jej nie pozostało, poza męczącymi ją dzień w dzień refleksjami, wyimaginowanymi wyobrażeniami.
Ponownie przechodziła obok granicy z klanem Cienia. Z jednej strony chciała kogoś spotkać, z drugiej straszliwie się tego obawiała i miała nadzieję, że nie zdoła nikogo poznać. Zauważywszy wysoką strukturę, do której wejścia strzegły dwie gałęzie, po których można było się wspiąć, postanowiła się tam zatrzymać. Wskoczyła zwinnie na drzewo, zgrabnie przeszła po korze i weszła do środka budki – nim zdążyła cokolwiek więcej zrobić, poczuła, jak sztywnieje jej ciało, jak cała jest sparaliżowana. A to wszystko dlatego, że przed sobą zobaczyła obcego kocura…
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Leżąc tak czas mu się dłużył niemiłosiernie. A myśli które krążyły mu po głowie nie pomagały. Nie wiedział co robić i jak dalej żyć jako samotnik. Nie wiedział jakie jest dokładnie życie samotnika ale już teraz mógł stwierdzić, że przez większość czasu będzę się nudził. Wszędzie było tak cicho i spokojnie, zero jazgotu i hałasu. Lubił spokój ale bez przesady. Wypuścił zrezygnowany powietrze i nagle usłyszał coś innego... Ktoś tutaj się zbliżał. Kocur natychmiastowo wstał o wysunął swoje pazury gotowy do obrony. Jednak nie spodziewał się tego co zaraz miał zobaczyć. Zobaczył młodszą od niego kotkę i zamiast go atakować stała przed nim sparaliżowana najprawdopodobniej ze strachu. Schował powoli pazury i nieco spokojniejszy przyjżał się nieznajomej. Jeszcze nigdy nie widział takiego futra... Było dość zjawiskowe i rzucało się w oczy. - Wybacz... Nie chciałem cię przestraszyć, zrobiłem to odruchowo... - po, drapiąc się łapą po głowie. - Spokojnie, nie musisz się mnie bać, nie zrobię Ci krzywdy. - powiedział szczerze się do niej uśmiechając. Czy każdy samotnik myśli tylko o tym żeby kogoś zamordować, że pierwsza kotka spotkania tutaj się go bała? Wariaci. No chyba, że się bała kotów z klanów bo kocur co jak co jeszcze pachniał klanem Cienia.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Cóż, to prawda, życie samotnika nie było zbyt porywające, znacznie różniło się od zgiełku w obozie, którego jednak kocica nie znała. Sprawa miała się inaczej, kiedy potrafiło się zagospodarować czas, kiedy poznawało się koty z klanów, kiedy zawierało się nowe znajomości… zwyczajnie wtedy, gdy miało się kogoś u swojego boku, bo czas z bliskimi płynął szybciej, a także dawał więcej radości. Wróbelek miała szczęście, by tak rzec, bo gdy była jeszcze rozmowną istotą zdołała poznać swoją przyjaciółkę, z którą teraz spędzała dużo czasu.
– Jasne... r-rozumiem – mruknęła, troszkę spokojniejsza, bo kocur wydawał się miły, ale nie zmieniało to faktu, że miała zamiar sobie stąd pójść, bo nie chciała robić mu kłopotów. Postawiła krok w tył, ale nie zwróciła uwagi na to, że za nią konstrukcja się kończy i przez to poleciała w dół, w ostatniej chwili przytrzymując się pazurami przednich łap za deskę tworzącą podłogę budki. Nie miała zbyt dużo siły, żeby się utrzymać, więc zaczęła powoli zjeżdżać, ostatkiem sił starając się nie spaść.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Jakoś nie czuł żeby jego słowa sprawiły, żeby młoda kotka przestała się go bać. Zobaczył jak się zaczęła cofać do tyłu i już chciał coś powiedzieć żeby została ale nagle wydarzyło się coś czego kocur się nie spodziewał. Nieznajoma straciła grunt pod łapami i trzymała się jedynie przednimi łapami konstrukcji. W każdej chwili kotka mogła spaść i sobie coś zrobić, kocur nie zastanawiał się długo od razu do niej szybko podszedł i chwycił ją za futro na karku i zaczął ją delikatnie lecz szybko ciągnąć do góry chcąc przy tym zapobiec katastrofie. Nie było to łatwe bo kotka nie była już kociakiem i trochę ważyła. Jednak Płomyk nie poddawał się i nie puszczał jej z uścisku. Zebrał w sobie wszystkie swoje siły i wreszcie udało się wyciągnąć kotkę z powrotem na drewnianą konstrukcje. Gdy była już bezpieczna kocur puścił ją i usiadł nieco zmęczony tą sytuacją. Mechaniczne zabrał kilka oddechów i popatrzył się na kotkę. - N-nic ci nie j-jest? - zapytał nieco zdyszany. Miał nadzieję, że nie zrobiła sobie czegoś podczas jej ratowania.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Sapnęła, gdy poczuła zaciskające się na jej szyi zęby, w trakcie marnych prób utrzymania pazurów na podeście i nierunięcia na oddaloną znacznie ziemię. Przeraziła się. Miała wrażenie, szczególnie teraz, gdy instynktownie walczyła o swoje zdrowie czy też życie, że obcy samotnik chce zrobić jej krzywdę. Zacisnęła usilnie powieki, a gdy pojawił się przed nią czarny obraz - zauważyła mroczki. Czuła się jakby została właśnie zamknięta w pułapce bez wyjścia. Już chwilę później oczami wyobraźni zauważyła odległe wspomnienie, gdy zawzięcie walczyła o życie swojego brata, ale nie starczyło jej na to siły i umiejętności. Gdy krwiożerczy samotnik wbijał w niego swoje szpony, dusił go, sprawiał, że tracił oddech. W tym momencie tego doznawała. Zdawało jej się, że wygnaniec pragnie ją okaleczyć, zranić, zwłaszcza w tak niewygodnej pozycji, przez co rozważała puszczenie się jedną łapą i przynajmniej próbę uderzenia go, żeby pozbyć się choć częściowego bólu. Wygrał rozsądek i trzymała się wciąż drewnianej podłogi dwiema łapami, a choć czas płynął, jakby były to co najmniej długie godziny… już chwilę później stała tam, gdzie wcześniej.
Ale jak to? Otworzyła oczy, najpierw jedno, później drugie, a gdy obraz się wyostrzył, a ona zauważyła przed sobą kocura, który upewniał się, czy wszystko u niej w porządku, zamrugała kilkukrotnie. On jej… pomógł? Mogła przysiąść, że czuła jego szczęki na swoim karku, i za nic w świecie nie wpadłaby na to, że to była próba ocalenia jej, bo od samego początku myślała, że chciał ją zabić. Poczuła, jak jej ogon mechanicznie znika pod jej łapami, a grzbiet wygina w łuk, gdy tak spoglądała na dorosłego osobnika. Powinna być wdzięczna, a zamiast tego, nie potrafiła się odezwać.
– Ja... ty... ja... dzie-dziękuję – wycharczała zduszonym głosem, o mało nie wypluwając wnętrzności z tego całego stresu. Czuła się koszmarnie. – Chciałabym s-się... o-o-odwdzięczyć.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Dyszał tak chwilę ale gdy tylko zabrał kilka głębokich oddechów czuł, że jego oddech wracał do normy. To była... Ekstremalna akcja ratunkowa. Jakby mu się nie udało ją wciągnąć to sam mógłby spaść. Jednak podczas tego wszystkiego nie myślał za bardzo o tym.
Widząc jak przestraszona nieznajoma była starał się ją jakoś pocieszyć delikatnym uśmiechem. Już było wszystko w porządku, nie trzeba się już niczego bać. Jednak mimo to niepokoiło zdegradowanego, że kotka nadal się go obawiała. Czy wyglądał aż tak strasznie? - Nie ma za co. - odpowiedział a następnie dodał. - Nie musisz mi się odwdzięczać. Każdy by tak zrobił gdyby był na moim miejscu. - powiedział spokojnie. Nic od niej nie chciał. Nawet nie miał pojęcia co by kotka mogła zrobić by się jakoś odwdzięczyć. - Mam na imię Płonący-... - przerwał a następnie szybko się poprawił. - Płomyk! Po prostu Płomyk. -tutaj lepiej chyba mieć imię takie które by nie mówiło, że pochodzi z klanu. Samotniki nie lubiły klasowych kotów a on wolał jeszcze trochę pożyć. - A zdradzisz mi swoje imię? - zapytał grzecznie.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Płonący? Już myślała, że przedstawi się wojowniczym imieniem, jak to w zwyczaju miały klanowe koty, ale coś jej nie pasowało, bo kocur ewidentnie pachniał samotnikiem. Chwilę później się poprawił, nazywając siebie Płomykiem, a na czole kotki pojawiła się ledwo widoczna zmarszczka. Co to miało oznaczać? Nie była pewna, ale postanowiła mu zaufać, jako że pomógł jej, ba, ocalił poniekąd… ciało, które mogła sobie mocno obić.
– Ja... W-wróbelek – odpowiedziała, już trochę spokojniejszym tonem. Kocur okazał się miły, nawet w jego głosie słyszalna była serdeczność, więc starała się aż tak nie drżeć, choć było ciężko, nie tylko przez wzgląd na jego obecność, ale również zdarzenia, które miały chwilę temu miejsce. Czuła się jednocześnie zła na siebie. Nie powinna być tak przestraszona i nerwowa. Parę księżyców temu z pewnością obróciłaby tę sytuację w żart, a teraz trzęsła się jak jakaś galaretka. Śmierć matki ją załatwiła, tak w dużym skrócie. – D-dlaczego t-to zrobiłeś... – spytała cicho, choć jej głos przybrał niepewną barwę, samego pytania nie było za bardzo słychać.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Wróbelek. Pasowało do bengalki to imię. Tak przyjemniej uważał Płomyk, gdyż wróbelki były małe i takie... Bezbronne. A jeszcze było widać, że kotka była nieco nieśmiała i bała się kocura więc... Imię chyba pasowało.
Pokiwał więc jedynie głową i miło powiedział. - Bardzo ładne imię, pasuje do ciebie. - owinął swój ogon wokół łap a następnie przechylił delikatnie głowę słysząc pytanie Wróbelek. To chyba było oczywiste dlaczego to zrobił. Bo tak postępują normalne koty? - To chyba oczywiste! Nie mógłbym nic nie robić widząc jak ktoś potrzebuje pomocy. - odpowiedział kotce a następnie dodał. - Koty powinny sobie pomagać w potrzebie. - czy samotnicy nie mieli serca? Płomyk by potem nie mógłby spać spokojnie w nocy gdyby Wróbelce nie pomógł. Źle by się czuł z tą myślą a nie chciał również i tutaj być uznawany za potwora bądź zdrajce. Chciał tutaj być sobą i nie patrzeć w przyszłość chociaż iż to było trudne i minie sporo księżycy aż Płomyk przyzwyczai się do tego wszystkiego co stało się tak nagle. - Często tutaj przechodzisz? - zapytał chcąc co nieco się dowiedzieć o Wróbelek.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Cóż, widziała tyle agresywnych i niemiłych kotów, że taka reakcja była dla niej zaskoczeniem. Owszem, zdarzały się również przyjazne osobniki, ale na własnej skórze odczuła, że nie zawsze tacy stają na drodze. Jeden kot zamordował jej brata, drugi ją zastraszał i wygonił spod granic… to oczywiste, że poniekąd się obawiała. Co zabawne, to nie spotkania z takimi kotami wpłynęły na zmianę jej charakteru, a śmierć matki, której nawet nie była świadkiem. W każdym razie jej rany były tak rozległe i głębokie, że podejrzewała, iż była to sprawka jakiegoś zwierzęcia, jak nie kota, toteż zaczęła być bardziej niepewna i bojaźliwa. Teraz, gdy nie miała już swojej najdroższej rodzicielki, nie czuła się w pełni bezpieczna.
– Dziękuję – powiedziała, o dziwo bez zająknięcia. Była już troszkę spokojniejsza, choć wciąż czuła, jak lekko drży, bynajmniej nie świadomie. Na całe szczęście kocur był miły i rozmawiał z nią spokojnie, więc odrobinę się rozluźniła. Pozwoliła sobie usiąść naprzeciwko niego i wlepić w niego łagodne, acz nadal nieco niepewne spojrzenie, w którym iskrzyło się zaniepokojenie. – Masz r-rację – zgodziła się z samotnikiem. Ona również pomogłaby każdemu w potrzebie, tutaj kocur miał całkowitą rację – należało sobie pomagać. Istniały koty, które myślały inaczej, czego ona nie rozumiała, ale nigdy nie starała się zmienić.
Na jego następne pytanie, pokiwała twierdząco głową. Można powiedzieć, że tutaj żyła. Bez przerwy kręciła się w pobliżu klanów, poznała stamtąd naprawdę sporo wartościowych kotów. Byli również tacy niezbyt przychylni… ale starała się o tym nie myśleć.
– A ty? – zagadnęła.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Ucieszył się widząc jak Wróbelek już mniej się bała jego osoby. Nie chciał żeby kotka się go bałam. Chciał mieć jakieś przyjazne pyski poza obozem i również szukał sojuszników. Nie wiedział czy jakiegokolwiek znajdzie ale jak na razie nie chciał zrobić sobie wrogów bardziej przyjaciół. Będąc kotem z klanów nie przepadał za bardzo za samotnikami ale kiedy sam nim został zrozumiała że teraz samotnicy mogą być dla niego jakimkolwiek wsparciem. Więc pogodził się z tym co teraz się działo.
Słysząc pytanie bengalki, kocurek chwilę się zastanowił nad odpowiedzią. - Niedawno tutaj przyszedłem, uznałem że tutaj będzę dobrze gdzieś znaleźć bezpieczne miejsce do spania. I też chciałem gdzieś blisko klanów bo może jakiś kot będzie chciał kiedyś porozmawiać i no wiesz... Nie będzę nudno i będzę do kogo pysk otworzyć. Niektóre koty z klanów są niekiedy chętne do rozmowy ale trzeba zawsze uważać bo czasem się trafi taki, że będzę na ciebie tylko syczał. - trochę się rozgadał odnośnie tego co tutaj robił. - No i wybrałem klan Cienia bo ostatnio klan Gromu jest nie miły dla samotników mocno i no... Tak jakoś wyszło, że tutaj jestem. - mruknął i podrapał się łapą po uchu.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Wysłuchała jego słów w milczeniu, z połowy zdawała sobie sprawę. To prawda… bywały koty przyjazne, towarzyskie i rozmowne, ale można było również wpaść na kogoś niekoniecznie przyjemnego, a najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miało się na to żadnego wpływu, to było po prostu losowe. Ona miała to szczęście, że na swojej drodze zazwyczaj spotykała koty z tej pierwszej kategorii, choć zdarzyło się parę razy, że musiała bronić się słownie przed kimś niezbyt przychylnie do niej nastawionym, a raz nawet musiała sięgnąć po ucieczkę, tak bardzo była wtedy przestraszona.
– Klan G-gromu? Ma c-coś do sa-samotników? – zapytała, od razu przypominając sobie dzieciństwo, kiedy to wraz z rodziną starali się dojść do tego właśnie klanu. To też od klanu Gromu trzymała się od zawsze z daleka… mając na uwadze nieprzyjemne wspomnienia. Z innymi klanami była raczej w pozytywnych stosunkach, a właściwie to z kotami z tych klanów. Nie znała co prawda nikogo z Wichru, ale zawsze wszyscy jej mówili, że tam są mili członkowie, więc z przyjemnością kiedyś by kogoś stamtąd poznała. – J-ja… kręcę się n-najczęściej przy k-klanie Rzeki… – wspomniała, choć nie miała do tego żadnego powodu; uznała jednak, że skoro kocur podzielił się z nią swoim miejscem zamieszkania, to jest przy klanie Cienia, ona również powinna. Bywała tam najczęściej z ważnego powodu – to tam miała przyjaciółkę, z którą się regularnie spotykała.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Słysząc pytanie kocur pokiwał głową. Płomyk wiedział sporo co się działo w wszystkich klanach przez to, że zanim wyleciał sporo rozmawiał z innymi kotami. - Tak, jest tam mało bezpiecznie dla takich jak my. Lepiej żebyś tam nie chodziła. - ostrzegł Wróbelek. Nie poradziła by sobie tam. Była mimo wszystko słaba a koty w klanie Gromu są agresywni dla samotników.
Słysząc następne słowa samotniczki kocur chwilę się zastanowił. Klan Rzeki... Dawno nie rozmawiał z kimś z Rzeki. -O! Mam koleżankę w klanie Rzeki. Dawno jej nie widziałem. Ma na imię Śliwkowa Gałązka. Może znasz ją? - zapytał kotkę. Skoro tam się najwięcej kręciła to może znała wiele kotów z klanu Rzeki. On zapewne też będzę się tam od czasu do czasu kręcić. Może nawet się kiedyś przejdzie do klanu Wichru? Miał teraz dużo czasu. Nie miał obowiązków, dbał tylko o siebie. Więc mógł sobie pozwolić na długie i beztroskie spacery. Będzę musiał jakoś dbać o swoją psychikę żeby nie zwariować.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Ooooch. Może dlatego wtedy nie chcieli ich przyjąć, a to również oznaczało, że Trzmiela Gwiazda niepotrzebnie robił im nadzieję, tworząc Jaskółce jakiś niepotrzebny test, który z góry miała niezdany. To niesprawiedliwe. Starania jej matki były w takim razie zbędne. Jak można być tak okrutnym i robić komuś nadzieję, żeby potem ją zgasić?
– R-rozumiem… nie będę – zapewniła. Była wdzięczna kocurowi, że jej o tym powiedział. Co prawda raczej się tam nie zapuszczała, ale teraz była przynajmniej świadoma zagrożenia i wiedziała, gdzie nie powinna iść. Miała naprawdę duży dług wdzięczności… nie dość, że samotnik niejako ją ocalił, to na dodatek się z nią tym podzielił, także w pewien sposób ratując ją od spotkania z agresywnymi wojownikami. Była mu naprawdę wdzięczna.
– Nie… znam stamtąd trzy k-koty. – Trzy? Dobrze liczyła? Bratkową Łąkę, Wiewiórczy Skok oraz Bursztynowy Wschód, którego imienia w rzeczywistości nie znała, bo zdążył ją wygonić, i tak wyglądało w skrócie ich spotkanie. W każdym razie wyłapała w głosie kocura entuzjazm, gdy przywoływał imię rzekomej Śliwkowej Gałązki, więc podejrzewała, że była miła.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
No i dobrze. Lepiej dla Wróbelek. Grom teraz był mało przyjazny i kocur będzę musiał sobie odpuścić spacerowanie tam. Szkoda. Miał tam wiele koleżanek, które jakoś by mu umiliły ten czas. Będzę musiał pozdonywać nowe znajomości w innych klanach i może jeszcze jakiegoś spoko samotnika spotka. Nie wiadomo. Liczył na to, że nie będzę się tak strasznie nudził bo resztę potrzebnych rzeczy jakoś sobie ogarnie. Dobre miejsce gdzieś znajdzie, wodę też i jedzenie. Może być trudno ale z jego umiejętnościami jakoś sobie poradzi. Będzę musiał sobie sam poradzić.
Słysząc odpowiedź kocur pokiwał głową. No cóż, szkoda. Chętnie by się dowiedział jak tak i niej jest. Też by chętnie spotkał Niedźwiedź. Była charakterna i mógł sobie obgadywać Sokoła. Jej również dawno nie widział mimo iż się umawiali, że znów kiedyś pogadają. Albo o nim zapomniała albo no cóż... Miała lepsze plany. - Rozumiem... Ja za to znam dość sporo klanowych kotów. Trochę z cienia, rzeki... Może jedną kotkę z Wichru znam i kilka z Gromu ale to było zanim ten klan zaczął być taki agresywny. - powiedział. Miał kontakty ale nie wiedział czy już dany kot żyje czy już nie żyje. Wiele jego adoratorek już się nie pokazywało i przypuszczał, że ich coś zjadło. Chyba miał jakąś klątwe czy coś. - Eh... Już wkrótce przyjdą mrozy, zwierzyna się schowa i trudne życie samotnika nastąpi. Jeżeli będzie mocny mróz i dużo śniegu to boję się, że moje krótkie futro nie wystarczy. - mruknął tak bez jakiegokolwiek powodu. Popatrzył się na Wróbelek. - Jak ty, sobie radzisz w tym trudnym okresie? - zapytał.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Naprawdę w pewien sposób martwiło ją to, że Grom jako jedyny wzbudzał w samotnikach grozę. W klanie Cienia spotykała naprawdę przyjemne koty, w Rzece nawet miała przyjaciółkę, może i z Wichru nie miała jeszcze okazji nikogo spotkać, ale słyszała, że jest to bardzo miły klan. W jej głowie niemal od razu pojawiła się myśl: "a co by było, gdybyśmy zawarli umowę z innym klanem?". Może wtedy by się udało, jej rodzina byłaby bezpieczna, przede wszystkim prawdopodobnie nie byłaby pod ziemią, a także wszyscy byliby szczęśliwi, mogąc otaczać się tyloma fantastycznymi istotami. No i nie przeszłaby takiej olbrzymiej zmiany charakteru… Przymknęła na moment pyszczek.
– K-kogo znasz z C-cienia i Rze-rzeki? – spytała, może akurat jakimś cudem mają wspólnych znajomych, czułaby się wtedy o wiele bezpieczniejsza. Nie zdawała sobie nawet sprawy, że jego odpowiedź jeśli o znajomości w Cieniu chodzi mogłaby brzmieć "wszystkich", ale z całą pewnością jakoś się z tego wywinie, wypowiadając tylko parę imion, mniej lub bardziej dla Wróbelek znanych.
– J-jakoś. Trzeba znaleźć sobie c-ciepłe legowisko, cz-częściej polować… A potem jakoś t-to idzie – zrelacjonowała, a choć starała się, żeby jej głos już tak nie drżał, przez podjęty aktualnie temat miała z tym trudności. Od razu na myśl przychodziła jej rodzina, z którą to niegdyś spędzała tę porę, w grupie było raźniej i prościej, sama nie wiedziała, czy poradzi sobie samotnie…