Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxZłagodniała to na pewno, nie bawiły ją takie same rzeczy jakie bawiły kiedyś, czasami trochę żałowała, ale najwyraźniej normalne towarzystwo jakie udało jej się znaleźć w postaci Kukułki - zepsuło ją trochę. Chociaż może lepiej powiedzieć, że naprawiło? Ostatnio spotkanie z mordercą tylko przekonało ją, że po dłuższym czasie nie czuła żadnej satysfakcji z uprzykrzania innym życia, a przynajmniej nie takiego wpędzającego w poczucie winy, czy sprawiającego innym krzywdę. xxxxDługo chodziło jej po głowie, podpuszczanie klanowych kotów do pójścia na cmentarz, ale w ostateczności zrezygnowała z tego, bo wydawało się to… nijakie. Życie płynęło sobie spokojniej, a jej trochę brakowało bodźców. Może na następnym spotkaniu z czarnofutrą zapyta się jej, czy ta nie chce się osiedlić z nią w Leśnych Ostępach? Już nawet nie mówiła o tej samej norze, ale może chociaż blisko? xxxx– A cóż Cię nosi po takich zaspach? Wybierasz się w jakieś ciekawe miejsce? – zapytała podniesionym głosem z półeczki leśniczówki, którą sobie dziś wybrała na posiadówkę. Było lekko mroźnie w środku, ale przynajmniej nie miała mokrych łap, prawda? No, ale… czarna postać. Kimże ona była?
Kyk
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Co ona tu robiła? Chciałoby się powiedzieć, że coś niezmiernie ciekawego, godnego jej nowych obowiązków, ale niestety, byłoby to duże nagięcie prawdy. W rzeczywistości po prostu wybrała się na spacer poza dobrze znane tereny, w poszukiwaniu czegoś ciekawszego niż to co miały do zaoferowania cztery ściany obozu. No i może na coś zapoluje.
Zatrzymała się niemal natychmiastowo, gdy usłyszała obcy głos. Jej uszy zastrzygły, a łeb zadarł się ku górze. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w sylwetkę ulokowaną na nawet nie wiedziała czym. Kontemplowała nad tym, czy miała doczynienia z kotem, czy nietoperzem znającym kocią mowę. Ale to chyba było to pierwsze. - Taki był plan! Ale ciekawe stworzenia też mogą być. Masz nietoperza w rodzinie? -Zapytała nie starając się nawet o bycie taktowną. Nie zamierzała też być złośliwa, to ostatnie co jej przyszło do głowy, po prostu czarne futerko, duże uszy i długi pysk dawało jej jedno skojarzenie.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxNie żeby czuła się urażona, ale chyba trochę nie bardzo rozumiała pytanie, które wypadło z pyska czarnej plamy, która sama na jej własne pytanie nie odpowiedziała - wystarczająco. Wpatrywała się przez jakiś czas w punkt, w którym stała nowo przybyła, aż chyba dotarło do niej mniej więcej o co chodziło - była czarna i miała wielkie uszy? Mm, było to jakieś porównanie. xxxx– Jak zdradzę Ci ten sekret to będę musiała Cię zabić, nie uważasz? – zadała pytanie niezwykle poważnie z uniesioną jedną brwią, a w barkach aż się wyprostowała. Nie sądziła, że kotka i tak wiedziała czym są stworzenia nocy, ale chętnie mogłaby jej przedstawić koncept jakiegoś upiora, który straszy na Halloween.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Tym razem to ona nie do końca zrozumiała powód groźby. Znaczy się chyba groźby. Nie chciała wydać się przejęta, choć pewna zmiana w postawie nieznajomej zmusiła ją do napięcia mięśni. Tak na wszelki wypadek, dla bezpieczeństwa. - Chciałabym zobaczyć jak próbujesz. -Odpowiedziała wyzywająco, po czym jednak przechyliła głowę.- Swoją drogą dlaczego? To taka wielka tajemnica, że poznanie jej przyniosłoby zgubę nie tylko mi, ale i innym jeśli bym im powiedziała, czy po prostu nie lubisz jak ktoś o tym rozpowiada? Ja mogę nie rozpowiadać, jak coś! -No tak trochę nie mogła tego obiecać, ale wszystko dla zaspokojenia ciekawości.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxSzczery śmiech wydobył się z pyska orientalki, roznosząc się po okolicy i prawdopodobnie alarmując parę piszczek. Nie szła polować, więc sobie planów nie popsuła, a sama wyzywająca “na pojedynek” odzywka naprawdę jej się podobała. W końcu ktoś z charakterem i na dodatek nie sztywnym! xxxx– Uważaj, bo się jeszcze zastanowię – Cwany uśmiech pozostał na jej ustach, a oczy nadal z zainteresowaniem wszczepiły się w sylwetkę kotki, która chyba nie była typowym samotnikiem. Tak podejrzewała. – Chodź do mnie to Ci wszystko zdradzę. Co Ty na to? – rzuciła po chwili ciszy, zaciekawiona czy czarnofutra da się na to namówić. Nie zamierzała jej przecież mordować, ale nie chciało jej się krzyczeć, no i była ciekawa jak i czy w ogóle uda się nieznajomej wejść po szczeblach na górę. Nawet samej Onyks zajęło trochę czasu opracowanie jak najlepiej stawiać łapy, by pyskiem nie uderzać o drewno… więc brzmiało zabawnie popatrzenie na starania kogoś innego, o ile ta by się zgodziła. Chcąc nie chcąc dopiero co jej groziła śmiercią, ona wiedziała, że to żarty, ale druga chyba nie miała jeszcze pojęcia.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Poruszyła uszami, a na jej pyszczku wymalowało się dobrze widoczne zaskoczenie nagłym wybuchem. To znaczy, że jednak nie będzie musiała obawiać się o swoje życie? To chyba fajnie? - Yhy, żebyś mnie mogła łatwo zrzucić i tym samym uniknąć sprawiedliwego pojedynku? -Rzuciła w jej stronę, jakby rzeczywiście planowała pozostać tam gdzie stoi. Spojrzenie miała jednak utkwione w tym dziwnym wymyślę dwunogów. Po chwili jednak prychnęła pod nosem uderzając przy tym łapą o podłoże. - Dobra, wchodzę! Ale żadnych sztuczek, bo inaczej to ja zrzucę cię pierwsza. -Jak, skoro kocica znajdowała się prawie na samym szczycie, a ona na dole? Nie ważne, musiała przecież pokazać, że nie zlekceważyła groźby śmierci, i że nie będzie z nią tak łatwo. W rzeczywistości jednak jej ciekawość okazała się większa niż zdrowy rozsądek. Zresztą, nietoperzyca nie mówiła na poważnie. To znaczy chyba. Odbiła się od ziemi, po czym znalazła się na pierwszym szczeblu. Teraz tylko musiała ogarnąć jak znaleźć się na drugim, to reszta pójdzie tak prosto jak złapanie ptaka pozbawionego skrzydeł.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxPodniosła brew na słowa kotki, które wydostały się z jej pyska, bo były w sumie niespodziewane. Nie żeby dziwnym było, że ktoś ją podejrzewa o nieczyste lub niebezpieczne zagrania, ale ostatnim czasem spotykało o wiele więcej kotów, które sobie nie potrafiłyby z niczym poradzić w życiu, a chociaż takie lekkie podejrzenie w jej stronę… no sprawiło, że aż się uśmiechnęła! xxxx– Mmm chciałabym zobaczyć jak to zrobisz, ale niech Ci będzie, przyjmuję groźbę do serca – stwierdziła zmartwiona, chociaż ewidentnie dała się ponieść swojej teatralności. Och, co Kukułka z nią zrobiła? Jakim sposobem dawała się ponieść emocjom z jakimś kotem, którego pierwszy raz na oczy widziała, czy to już taki wielki wpływ miała na nią kotką? Niedobrze. Chociaż gdyby pewnie zajrzeć głębiej to czarnej piękności nie przeszkadzałoby to w żadnym stopniu, nie chciała się jednak przyznawać, bo co z tego, że większość widziało ją jako dorosłą kotkę. Ona… była nadal młoda i przede wszystkim piękna. Rozłożyła się wygodnie u góry szczebli i zawiesiła łapy tak, by lekko spadały jej od nadgarstków w dół, a uśmieszek nie schodził jej z pyska. xxxx– Jakież to ciekawe miejsca miałaś w swojej główce? Albo ciekawe żyjątka?
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
- To już niedaleko! Obiecuję! - miauknąłem, gdy to ile sił w łapach biegłem poza granicami Klanu Cienia. Nie potrafiłem tego określić, ale dopiero poza granicami Klanu czułem się naprawdę... Wolny. Bez zasad i ograniczeń. I chciałem, aby też Kózka tak się poczuła. Po przekroczeniu Czarnego Ogona wiedziałem, w którą stronę się kierować. Odwiedzałem Punkt Obserwacyjny od bardzo dawna - zarówno podczas życia w klanie, jak i poza nim. Uznałem, że to będzie najlepsze miejsce, aby pokazać Koziej Skarpie spadające gwiazdy. Dzięki wysokości, na jakiej znajdowała się konstrukcja, żadne drzewa nie będą zasłaniać nam widoku. Nie, żebym miał coś do drzew! Po prostu chciałem, aby kotka miała jak najlepszy widok.
Gdy wreszcie dotarliśmy na miejsce, pozwoliłem językowi swobodnie zwisać w mojego pyszczka, aby złapać trochę powietrza. - No to jesteśmy! Nie wiem, czy kiedyś tu byłaś, ale to będzie najlepsze miejsce do obserwowania spadających gwiazd. - miauknąłem zadowolony z siebie.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Kozia Skarpa nie zapuszczała się poza bezpieczne tereny klanu. Co było ironiczne, zważywszy na fakt że się nawet tu nie urodziła. Ostatnio kiedy postawiła łapy poza cieniste granice była jeszcze kociakiem, przyprowadzonym wraz z siostrami przez Macaroni na skraj Klanu Cienia. Od tamtego czasu najdalej gdzie zdarzyło się wojowniczce dotrzeć były granice. Czy to z innymi klanami czy z terenami niczyimi.
Nie wiedziała jak ma się na tą wyprawę nastawić. Nowe, obce miejsce, również jej podejście do rudo-białego kolegi wyglądało zgoła inaczej. Nie żeby przestała go lubić - ale nie potrafiła wyrzucić z myśli słów Grząskiego Bagna. Czy Kudłaty faktycznie próbował ją podrywać? A jeśli tak to - jak ona ma w ogóle na to zareagować. Jak ma na to odpowiedzieć. Lubiła go, tak. Nie nudziła się w jego towarzystwie, do tego miał kompletnie inne nastawienie do życia niż większość klanowiczów. Dobrze się czuła obok niego... Ale to było coś kompletnie innego niż lubienie go w sposób, no, romantyczny. Chyba. A- A Bagno może sobie robiła jaja... Bura wojowniczka nie wydawała się z takich, ale co jeśli? Znała się z Kudłatym dłużej niż Kózka, może po prostu chciała go upokorzyć? A nawet jeśli, to co to był niby za sposób na upokorzenie? Przecież nie Kozia Skarpa nie przestałaby się z nim zadawać za coś takiego...
Chyba odchodziła tym ciągiem myśli kompletnie od prawdy. Za dużo na ten temat myśli.
- Nie byłam - Stwierdziła na słowa Kudłatej Łapy, obserwując - to coś - sceptycznie. Nie było to naturalne... Musiało być zbudowane przez dwunogi. Podeszła do budki z ciekawością, decydując się zaufać koledze. Skoro już tu był, to zapewne musi tu być bezpiecznie. - Myślisz, że znowu dzisiaj spadną gwiazdy? - Spytała, cicho z nutką ekscytacji w głosie. Kiwnęła parokrotnie kuprem blisko ziemi, przygotowując się do skoku. Wdrapała się na drewnianą budowlę, siadając przy jej krawędzi, czekając aż ten uczyni to samo. Uniosła łeb, obserwując z niecierpliwością nocne niebo, wypatrując jakiegokolwiek znaku spadających gwiazd.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
- No to Ci wszystko pokażę! Nie ma tego dużo, ale będzie fajnie! Jak chcesz to mogę skoczyć po jakiś mech, aby nam się wygodniej leżało. Możemy tu zostać na noc i wrócić rano do obozu - nie ukrywałem, że chciałem spędzić noc poza obozem. Trochę tak, jak dawniej, gdy nie należałem do Klanu Cienia. Nie zamierzałem go opuszczać, ale chyba tęskniłem, za swoim samotnikowym życiem. Ale tylko ociupinę. Gdybym nie wrócił, to nie poznałbym Kózki! I Pająka!
- Mam taką nadzieję. Bardzo chciałbym, abyś je zobaczyła. Są naprawdę niesamowite - dodałem, uśmiechając się szeroko. Gdybym mógł, sprawiłbym, aby gwiazdy spadały cały czas, jeśli tylko sprawiłoby to jej przyjemność. Chciałem dla Kózki jak najlepiej. I chyba to był czas przyznać, że mi się podobała. Znaczy, wiedziałem to wcześniej, ale to Bagno nazwała po imieniu to flirtowanie. Miała też rację, bo chyba cały czas właściwie to robiłem... Nawet jeśli nie byłem tego do końca świadomy.
Wdrapałem się na samą górę, po czym lekko tyknąłem kotkę w bark swoim ogonem. - Możemy wejść na dach, chyba, że wolisz zostać tutaj. Będziemy widzieć wszystko z każdego miejsca ale tutaj to w sumie nie będzie wiało. Jak się czujesz?
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Przełknęła nerwowo ślinę, odchylając uszy w tył. Zostać tu na noc. No nie no, nie było żadnego problemu. Tylko dwójka przyjaciół spędzająca razem noc z daleka od reszty klanu na tle spadających gwiazd - a przynajmniej w teorii; z czego jedno - również w teorii - ma możliwie na drugim jakieś uczucia. Nie, nie, było wspaniale. W odpowiedni wzruszyła jedynie ramionami, w panice patrząc się wciąż w niebo. Gwiazdy lśniły, a Kozia Skarpa modliła się tylko w duchu aby faktycznie jakaś spadła. Nawet nie dla samego widoku, a by na chwilę skupić się na czymś innym niż to wszystko co w tej chwili działo się w jej głowie. Panikowała? Nie była pewna. Może trochę, ale nie dała po sobie tego poznać, przynajmniej z zewnątrz. Z resztą z jakiego powodu miałaby niby panikować? Nic się przecież nie działo. Musi się ogarnąć.
- Ah- Um- - Przestąpiła nerwowo z łapy na łapę. - Wszystko dobrze, czemu pytasz- - Pytanie Kudłatego zbiło ją trochę z tropu, ocknęła się nieco bardziej po pacnięciu w bark. - A, na dach. Tak, możemy wejść... Może nie będzie aż tak wiało, a z dachu będzie lepiej gwiazdy widać i w ogóle, chociaż stąd też całkiem niezły jest widok ale wiesz- Tam będzie jeszcze lepszy... A tu to się trochę wychylać trzeba i w ogóle, no wiesz. - Rzuciła koledze krótkie spojrzenie, widząc ten promienny uśmiech na jego mordce. Napięła nieco mięśnie, po czym wbiła z powrotem wzrok w gwieździste niebo. Milczała przez parę sekund, po czym od razu otwarła pysk aby znowu się odezwać.
- No, chodź na dach. - Dodała nerwowo, od razu wspinając się wyżej aby dotrzeć na sam szczyt budowli, siadając przy samym krańcu.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
- No bo… - czemu właściwie pytałem? Nie wiedziałem, czemu miałbym nie pytać. Interesowało mnie, jak Kózka się czuję, czy wszystko było w porządku. Nie tylko co do spotkania ale tak… ogólnie. Chciałem wiedzieć co u niej, jak się ze wszystkim trzyma i aby mi opowiedziała o czasie, w którym nie była ze mną. - Po prostu chce wiedzieć jak się czujesz - skomentowałem wreszcie, po paru sekundowej chwili przerwy.
Kózka zachowywała się jakoś tak… inaczej. Nie potrafiłem stwierdzić, czy tak faktycznie jest, ale miałem wrażenie, jakby powietrze zrobiło się ciężkie, a atmosfera napięta. Nie żebym wiedział, jak to ma działać, ale po prostu tak czułem. A ja nie wiedziałem czemu tak jest.
Chociaż może wiedziałem. Grząskie Bagno powiedziała na głos słowa, które z jakiegoś powodu mnie nieco speszyły. Nigdy nie czułem się speszony - było to dziwne uczucie, ale tak było. Może Kózka też się tak czuła? Gdy wszedłem na dach, usadowiłem się wygodnie - położyłem się i pozwoliłem aby przednie łapy zwisały nieco z krawędzi.
- Czy… ja zrobiłem coś nie tak? Chodzi o to, co powiedziała Grząskie Bagno?
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Co ona narobiła.
Utkwiła wzrok w koledze na dłuższą chwilę, nie wiedząc co odpowiedzieć. - Dobrze... - Odpowiedziała krótko, co było poniekąd prawdą. Oswajała się już nieco bardziej po całym przeżyciu i rozmowie z Huragan, szykowała się też mentalnie by w końcu wyrzucić z siebie swoje obawy i poczucie winy. Teraz jednak była skupiona głównie na jej aktualnym... Problemie. Jeśli można to było tak nazwać. Nie... Nie był to problem. Ale nie wiedziała kompletnie co o tym myśleć. A poza tym wciąż nie wie... Czy powinna po prostu zapytać? Tak wprost?
- Nie- Kudłaty, ty nic nie zrobiłeś, spokojnie. - Mruknęła ciszej w panice, kładąc ogon na barku Kudłatego. Wzięła głębszy oddech, kucając obok niego. - No... W sensie- Na Gwiezdnych, czekaj. - Jak ona w ogóle to ma ubrać w słowa?! Odwróciła na moment wzrok, kładąc się jednak obok, z całych sił starając się zrelaksować pomimo szalejącego w jej piersi serduszka. Ostatnie czego chciała to zrazić do siebie terminatora. - W sensie ty- Faktycznie mnie- Podrywasz?? No że- Coś do mnie czujesz? Że do mnie? - Wydusiła z siebie w końcu z poważnym wyrazem pyska, patrząc się prosto w oczy kocura. A co jeśli nie? Co jeśli Bagno jednak faktycznie sobie robiła z niego żarty? W takiej sytuacji to- no to nic. Nic to nie zmienia... Zaś w przeciwnym wypadku... No nie wiedziała. Nie miała bladego pojęcia. Nie zniszczy to jednak ich relacji czy coś... Kozia Skarpa miała przynajmniej taką nadzieję.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Miałem wrażenie, że jednak coś zrobiłem. Nawet jeśli Kózka twierdziła, że tak nie było. Delikatnie przekrzywiłem głowę w bok, kiedy kazała mi nieco poczekać. Tylko na co poczekać? Chciała gdzieś sobie pójść? Nie chciałem, aby gdzieś poszła, chciałem z nią pooglądać gwiazdy. Poza tym było już ciemniej, więc nie powinniśmy zostawać sami.
- Oh - miauknąłem, znowu się pesząc. To było naprawdę dziwne uczucie i średnio mi się podobało. Zwłaszcza, iż było to już drugi raz w ciągu tego dnia. Chociaż była już noc, więc może nocy? Albo... nie wiem. Raz w ciągu dnia i raz w ciągu nocy. Nieco się spiąłem, biorąc głębszy wdech.
- No... eee... - nie wiedziałem za bardzo, co powiedzieć. Wziąłem głębszy wdech, nie za bardzo wiedząc co powiedzieć. Chociaż może powinienem być szczery? Chociaż... w sumie i tak... podrywałem ją? Chyba tak właśnie robiłam. Poza tym szczerość była najważniejsza, a ja zawsze starałem się być ze wszystkimi sobą i mówić prawdę. Czułem, że tym razem też powinienem tak zrobić. Raczej nic między nami się nie popsuje! Lubiłem Kózkę, a ona lubiła mnie, więc powinno być dobrze.
- No... tak. - powiedziałem, delikatnie się uśmiechając - Kozia Skarpo, ty jesteś naprawdę najpiękniejszą kotką jaką w życiu widziałem. Nawet Srebrzysta Łapa nie ma tak ładnego futerka jak twoje! Jesteś wyjątkowa, unikatowa. Jak chmurki na niebie. Chciałbym sprawić, aby gwiazdy spadały dniami i nocami, abyś tylko mogła je zobaczyć. Sprowadziłbym słońce na nasze terytorium, abyś mogła je ujrzeć! Chce, abyś była szczęśliwa i nie musiała się niczym martwić. Ale nie doceniam Cię tylko za wygląd! Bardzo lubię to, że doceniasz przyrodę i potrafisz dostrzec jej piękno. Cieszy mnie gdy spędzamy ze sobą czas i rozmawiamy o... wszystkim! Niektórzy... nie chcą ze mną rozmawiać o wszystkim, a ty... mam wrażenie, że też lubisz ze mną rozmawiać. A ja lubię z tobą. Ale nie będę miał nic przeciwko, gdybym ja ci się nie podobał! Nie chcę aby coś się między nami zmieniło, ale ja... też nie potrafię zmienić swoich uczuć. Czy to... jest dla ciebie? No... Nie wiem... Sprawiedliwe?
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Koza również straciła nieco pewności siebie, widząc reakcję kolegi. A może go jakoś tym pytaniem zraziła? Może faktycznie ktoś, może nawet nie Bagno, robił sobie z niego jaja, a dla Kudłatego był to jakiś... No nie wiadomo, wrażliwy temat. Wojowniczka nie wiedziała. Kompletnie. Mogła tylko próbować się domyślać i przeskakiwać do każdej konkluzji, stresując się niepotrzebnie. I czym niby?
Gdy ten się znowu odezwał, Kozią Skarpę zatkało. Odezwał, odezwał to było za mało. Słów, które wylały się z pyska terminatora było tyle, że przez dobre uderzenie serca czy dwa kotkę aż zmroziło. Nie wiedziała, jak ma na to wszystko zareagować. Czuła się... No, przyjemnie. To na pewno. Słowa Kudłatego były takie- Samej jej brakowało słów. Miłe. Ciepłe. Przepełnione emocjami. Wpatrywała się w pysk kolegi z niedowierzaniem i wzruszeniem, nie będąc w stanie nic na tę chwilę odpowiedzieć. Jak miała na to wszystko niby odpowiedzieć?
- A... - Otworzyła na moment pysk, starając się nie odczuwać presji która zrodziła się z tyłu jej głowy. I po co? Kudłaty sam powiedział, że nie będzie mu to przeszkadzało, jeśli nie będzie odwzajemniała jego uczuć. Ale jak ona w ogóle się czuła?? - Ja- No... - Odwróciła wzrok, próbując zebrać myśli. W głowie miała pustkę. I to nie taką, z jaką przychodziło jej się już zmierzyć. Ta pustka była dziwna, niezrozumiała dla niej. A tak panicznie potrzebowała móc wymyślić cokolwiek.
- Ja... Nie wiem. - Odezwała się wreszcie, z powrotem obserwując pysk terminatora. - Lubię... Spędzać z tobą czas. Naprawdę. I ciebie też - lubię. Ale- Ale nie wiem, w jaki sposób... W sensie- Nigdy jakoś nad tym nie myślałam, dobra- W taki sposób... Nie zastanawiałam się nad takimi rzeczami... - Wydukała z siebie, kładąc ogon na grzbiecie kocura. Próbowała odwzajemnić jego uśmiech, ale zwyczajnie w świecie nie mogła. Nie lubiła żyć w niepewności. A teraz- Teraz to nie mogła nawet nic na tą niepewność zaradzić.
- Ja- Nie mówię, że nic nie czuję. Bo- No, coś czuję. Ale nie wiem, czy to w ten sam sposób co ty... Nie mam bladego pojęcia. Lubię cię, Kudłaty. Nie ukrywam, z początku wydawałeś mi się trochę- Dziwny, ale... Ale w ciekawy sposób. Jesteś inny od kotów które dotąd poznałam. Ciężko mi to nawet ubrać w słowa... Lubię być w twoim towarzystwie, lubię słuchać jak fascynujesz się wszystkim dookoła- Jakie masz marzenia, pomysły.. Umiesz mnie rozśmieszyć. Mogę się przy tobie zrelaksować, zapominam o problemach... - Ale wbrew pozorom teraz o jednym zapomnieć nie mogła. - I... Też nie chcę, by coś się zmieniało... Znaczy- Nie chcę cię... Stracić... Czy coś.