Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Rozmowa dawała jej uczucie bezpieczeństwa w tej chwili - mimo iż zwykle nie była rozgadana, teraz chciała zapełnić ciszę, jaka potencjalnie między nimi mogła powstać. Sama myśl o tym, że mieliby siedzieć w niekomfortowej ciszy sprawiała, że bała się, że kocur mógłby zacząć się zastanawiać, czy pozostawić ją przy życiu. - Podróż? W jakich miejscach byłeś? - jej uczy wyprostowały się na sztorc, słysząc słowo, które ją zainteresowało. Mimo wszystko sama wyruszyła w "podróż" - poza tereny, ale wciąż. Czy za Terenami Niczyimi jest coś jeszcze? Chciała to wiedzieć - bardzo, oj bardzo, dlatego chciała pociągnąć kocura za jęzor. Nie dosłownie, oczywiście. - Podobno Dwunogi mają swoje potwory, które są strasznie głośne i mogą zabić kota w sekundę. Ale ja nie widziałam nigdy takiego Potwora. Czy to prawda, co mówią? - przysunęła się lekko bliżej, słuchając zainteresowana. Medard był niczym to zakazane jabłko, przez którego mogła stracić wszystko, ale i tak nie mogła zahamować swojej ciekawości i pragnienia wiedzy o zewnętrznym świecie. - Och. Rozumiem. - Mruknęła tylko. Nie będzie mu wiercić dziurę w brzuchu, jeśli nie chce o tym rozmawiać. Nie chciał ciągnąć tematu - szanowała to. Nawet jeśli nie wiedziała, co kryło się za tymi wspomnieniami.
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Kiedy skończył myć bark, zauważył, iż Szafran znajdowała się bliżej niż zapamiętał. Zaskoczyło go to, gdyż oznaczało, że albo zaczyna się przy nim rozluźniać, albo tylko mu się wydawało. Zanotował sobie w myślach, aby bardziej zwracać uwagę na jej reakcje.
Zwrócił pysk w stronę, gdzie znajdowało się ludzkie osiedle, jeszcze za Siedliskiem Koni.
- Jakiś dzień drogi stąd są legowiska Dwunogów. Bardzo dużo. Byłem tam przez jakiś czas i co trochę wracam. Jeszcze dalej są pola i inne lasy, a za nimi kolejne zbiorowisko leży Dwunogów. Stamtąd pochodzę. - Odparł bez zbędnych opisów. Jeśli kotka będzie chciała o nich usłyszeć, zawsze może zapytać.
- Owszem, mają. Nazywają je samochodami. Są groźne, ale tylko gdy Dwunogi są w środku. Bez nich potwory nie ruszają się i śpią. - Skierował głowę w kierunku kotki i zmrużył oczy, patrząc na nią badawczo oraz z zaciekawieniem. - Może chcesz pójść ze mną na Osiedle Dwunogów? Skoro i tak nie trzymasz się terytorium klanu. - Zaproponował, chociaż zazwyczaj wolał chadzać samotnie. Ciekawiło go, jakie wrażenie wywołałoby na młodej terminatorce tak brudne, głośne i śmierdzące miejsce.
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Podążyła za jego wzrokiem, próbując wzrokiem wyłapać owe osiedla. Niestety, po drodze było zbyt dużo drzew i krzewów, by mogła dostrzec cokolwiek. Musiałaby iść tam osobiście - Czyli... jest więcej niż jedno legowisko Dwunogów? Byłeś we wszystkich? - zapytała zaciekawiona, świdrując go wzrokiem - Czy osiedla dzielą się na niebezpieczne i bardziej niebezpieczne, czy wszystkie są te same? - chciała wiedzieć jak najwięcej - skoro teraz przed nią stał sam znawca Dwunożnych osiedli, to czemu miałaby nie skorzystać? Miała nadzieję, że Medardowi nie przeszkadza jej ciekawość - mimo wszystko nie była to żądza wiedzy jak u kociaka, a ot, dociekliwe pytania, które pomogłyby jej lepiej zrozumieć zewnętrzny świat.
Nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia, gdy wspomniał o "śpiących" Potworach. Och, jak można ocenić że Dwunóg jest w środku? Co jeśli niespodziewanie się rzuci, celowo rozjeżdżając niewinne kocię?! To... to było potworne, potworne...
Spojrzała na niego nagle, słysząc jego propozycję. Uniosła łapkę do pyszczka, realnie zastanawiając się nad wycieczką z nim. Hm, nikt nigdy jej nie mówił, żeby nie iść nigdzie z obcymi, a sama podróż na Osiedle wydawała się okrutnie kusząca. Skierowała wzrok w stronę zachodu. - Chciałabym. Ale skoro mówisz, że dzień stąd znajdują się ich legowiska, to obecna pora nie będzie nam sprzyjać... Ale w inny dzień - o samym świcie. Obiecasz mi tylko, że mnie obronisz i odprowadzisz z powrotem do Granicy? - zapytała niczym kociak ogromnego wojownika o eskortę. Medard nie był zły - z jakiegoś powodu nabrała do niego zaufania, do tego stopnia, że zgodziła się na ową wycieczkę.
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Czarny kocur zamyślił się na chwilę. Nigdy nie słyszał, aby koty miastowe dzieliły osiedla na konkretne oficjalne kategorie. Z drugiej strony dla niego oraz tych, z którymi miał okazję rozmawiać, domyślnym stała się wiedza, iż im bliżej centrum, tym więcej Dwunogów i ich potworów. Podobnie zresztą z okolicą siedlisk wyższych niż najwyższe drzewo w lesie.
- Nie, nie byłem we wszystkich. - Zaśmiał się chrapliwie szczerze rozbawiony. - Pewnie jest ich znacznie więcej. Gdzieś muszą prowadzić ich Drogi. - Dodał i lekko skrzywił pyszczek na wspomnienie smrodu nawierzchni. - Słyszałem, że duże Osiedla nazywane są przez Dwunogów miastami. Na obrzeżach jest całkiem spokojnie i bezpiecznie, o ile nie ma psów. Ale im bliżej centrum, tym gorzej. Całe stada potworów i Dwunogów oraz brak schronienia. Widziałem nawet ogromne i długie legowiska z kamienia, wyższe niż kilka drzew postawionych na sobie. - Opowiadał z fascynacją w głosie. Z łatwością można było odgadnąć, iż lubił zwiedzać i dzielić się swoimi obserwacjami z innymi, choć pewnie do tego drugiego zbytnio nie miał okazji. Kiedy mówił, usiadł na tylnych łapach, a jedną z przednich zaczął rysować w powietrzu tuż nad ziemią. Sam nawet nie zauważył, kiedy zmienił pozycję, zbyt skupiony na opisywaniu. W dodatku wyraz jego pyska stał się o wiele łagodniejszy i weselszy, a w zachrypniętym głosie możnaby usłyszeć ciepło.
Słowa kotki na powrót sprowadziły go na ziemię. Również spojrzał w stronę zachodu. Nawet gdyby mieli jeszcze pół dnia, to musieliby liczyć się z polowaniem po drodze, w efekcie czego i tak nocowaliby gdzieś w środku drogi.
- Rozsądnie będzie zaczekać. - Przytaknął jej. A gdy poprosiła o ochronę, spojrzał jej w oczy. Przypominały mu te należące do Kefir, co dodało mu więcej determinacji. Obroni, choćby za cenę własnego życia. - O to się nie martw. Musisz tylko najeść się przed drogą i dobrze by było, gdybyś nauczyła się polować, jeśli nie umiesz. Mogę też nauczyć cię po drodze, jeśli nie zdążysz. - Poradził, a następnie podrapał się za uchem. Miał nadzieję, że podczas wyprawy nie będzie musiał korzystać z wiedzy medycznej pozyskanej od Snu Ciepłych Dni.
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Również wyszczerzyła kiełki, słysząc jego śmiech. Nie był melodyjny, nie, nie miał w sobie nic przyjemnego, ale z pewnością był szczery i nieudawany. - Miasta... - zasmakowała tego słowa i zmarszczyła brwi. Kojarzyło się jej z czymś ciężkim i czarnym, sama nie wiedziała, dlaczego. A może właśnie dlatego, że tak Medard je opisywał? Plątanina legowisk Dwunogów, gdzie na każdym kroku można spotkać Potwora, ciężkie i duszące powietrze, tak, to wszystko mogło się ze sobą łączyć. Z uwagą i czujnością słuchała jego opowiadania, a gdy dotarł do miejsca z ogromnie wysokimi legowiskami, odwróciła się w stronę drzewa nieopodal, na którym jeszcze nie kwitły liście, wskazała na niego łapą i zapytała: - W wysokości - ile drzew wzwyż mają te kamienne legowiska? - zapytała z pasją, czekając na jego odpowiedź z wyciągniętą łapą.
Obserwowała czujnie jego ruchy, co jakiś czas kiwając głową, aż w końcu sama łapką na podłożu zmiotła podłoże, wyrównując i odrzucając liście i śmieci, odsłaniając cienką warstwę piasku i żwiru zmieszanego z ziemią. Pazurem zaczęła rysować, a spod jej pazura wyłonił się długi prostokąt. - Czyli... są i długie i wysokie? - zapytała, chcąc się upewnić, zmazując boki łapką i poszerzyła prostokąt. Kamienne bloki? - To tak, jakby żyli w wielkich kamiennych jaskiniach... ale jak do nich wchodzą? I jak... idą do góry? Czy w środku jest jakieś wzgórze? - teoretyzowała, wpatrując się w prostokąt, który wzbudzał u niej tyle kontrowersji. - Dobrze. - zgodziła się natychmiast. O, miała teraz większą motywację do treningu! - Jestem w trakcie nauki polowania, dlatego nie powinno mi to zejść bardzo długo. Możemy się tu umówić w dzień przed najbliższą pełnią - która wypadała idealnie, by dać jej czas na naukę i przygotowanie do wycieczki. - i będę wtedy całkiem gotowa. Czy... pasuje ci taki układ, Medardzie? - zapytała, lekko się uśmiechając do swojego wielkiego i odważnego towarzysza, którego najwyraźniej zatrudniła jako ochroniarza na wycieczkę.
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Samotnik ponownie zamyślił się na chwilę. Musiał sobie dokładniej przypomnieć wygląd bloków.
-Najmniejsze na jakieś trzy drzewa, a największe znacznie więcej, że nie sposób policzyć. Mają po kilka wejść u podnóża, ale nie wiem, jak się w nich wspinają. Są tam kwadratowe dziury w ścianach, ale jakby pokryte lodem - przezroczyste, lecz odbijają słońce. Niestety za wysoko, by wskoczyć z ziemi. Ale na pewno nie ma tam wzgórza, te kamienne legowiska są szerokości rozrośniętej korony drzew, jak na przykład kasztanowce. - Wytłumaczył, jak potrafił. Postanowił, że jeśli nadarzy się podczas wyprawy okazja, to pokaże kotce ów konstrukcje. Łatwiej byłoby jej wtedy pojąć jego słowa. Spojrzał na jej rysunek i sam pazurem dodał z boku wąski prostokąt, jako drugą ścianę, a na dłuższym boku narysował na dole trzy wejścia i niezbyt zgrabne kwadraciki na całej wysokości. Obok narysował też koślawą sylwetkę potwora, a przy nim patyczakowatego Dwunożnego.
Na kolejną propozycję przytaknął wielkim łbem. Nawet lepiej, by terminatorka zdążyła z polowaniem, a jeśli by ogarnęła walkę, to mogłaby się jakoś obronić w razie przypadkowego rozdzielenia.
- Jak najbardziej pasuje. Jakbyś chciała przed tym jeszcze porozmawiać, to z pewnością będę kręcił się po okolicy. - On, niezależny i preferujący własne towarzystwo samotnik, nie tylko zaproponował innemu kotu wycieczkę, ale także zaprosił do wspólnej konwersacji. Nie chciał przyznać tego przed samym sobą, ale już od dawna brakowało mu tak luźnej przyjemnej pogawędki z kimkolwiek i to pomimo początkowego przerażenia Szafranowej Łapy. Cieszył się, że ją poznał, jednakże zanotował sobie w duchu, aby przypadkiem nie zbliżyć się do niej za bardzo.
Ponownie spojrzał w stronę słońca, które powoli chyliło się ku zachodowi. Najwyższy czas, aby się rozstać i zapolować.
- Lepiej wracaj już do obozu. Pewnie się o ciebie martwią. - Wskazał ogonem w kierunku terenów klanu Gromu, a po chwili wstał. -Do zobaczenia. - Pożegnał się i ziewnąwszy, odszedł w poszukiwaniu ofiary.
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Notowała wszystko w pamięci jak szalona, a gdy zaczął dodawać modyfikacje do jej rysunku, nie mogła nie zachłysnąć się z zachwycenia. Intrygujące! Jak potrafili nawet zrobić coś takiego? I te dziury z lodem?! Po co one służyły? Czy roztapiały się w słońce i były równie kruche, jak lód z jeziora? Wszystko o czym mówił intrygowało ją, ciekawiło i wierciło dziurę w brzuchu, rodząc kolejne i kolejne pytania. Wiedziała jednak, że czas powoli się im kończy i mogła tylko trzymać się nadziei, że ich wycieczka faktycznie wypali - i jakkolwiek byłaby przerażona, oczywiście pójdzie z nim, inaczej nie wybaczyłaby sobie tego do końca życia. Taka okazja nie zdarzała się klanowym kotom - gdyby tylko komuś z Klanu to opowiedziała, dostałaby kompletną burę i jeszcze po łbie za zadawanie się z jakimiś samotnikami. A Parzące Ziele już w ogóle oskubałby ją z futra.
Uśmiechnęła się szeroko na jego zapewnienie. - Dobrze! Będę przychodzić od czasu do czasu, gdy zrobię większe postępy. Tylko... nie strasz mnie już tak więcej... Oczywiście, nie dałabym się nabrać drugi raz, dlatego to mówię! - nabrała powietrza, mając nadzieję, że wysłucha jej prośby - wymykanie się poza tereny było dosyć stresujące samo w sobie, a Medard nie musiał do tego dokładać trzech groszy.
Kiwnęła łebkiem i posłuchała go, wstając i zerkając jeszcze na rysunek. Tak, to wszystko ich czekało w najbliższa pełnię - i skóra swędziała ją, aby iść już teraz, nawet jeśli to nie było możliwe. - Do zobaczenia! - rzuciła do niego na odchodne i biegiem udała się w stronę Obozu - z przekonaniem, że to nie było ich ostatnie spotkanie. Jej samotniczy Mistrz ma jej jeszcze dużo do pokazania poza tymi murami Klanu Gromu.
/zt
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
W końcu nadszedł dzień przed pełnią. Czarny kocur czekał cierpliwie w umówionym miejscu. Właściwie zeszłej nocy spał na pobliskim drzewie, aby nie musieć marnować czasu na dodatkowy marsz.
Czy był podekscytowany planowaną wyprawą? Niezbyt, wiedział czego się spodziewać, toteż nie wzbudzało to w nim silnych emocji. Jedynie trochę cieszył się, iż będzie miał z kim podzielić się swoim kawałkiem świata.
Usiadł pod drzewem, pod którym ostatnio się spotkali i zaczął wpatrywać się w niebo zastanawiając, czy Szafranowa Łapa w ogóle przyjdzie. Istniało wiele powodów, przez które mogła się nie pojawić, jak choćby zatrzymanie w obozie lub zwyczajny strach przed wędrówką z obcym. Mogła też nie wyrobić się z treningiem i wstydzić się pokazać. Kocur ziewnął leniwie, a następnie podrapał się pod brodą i wyczyścił tylną łapę dla zabicia czasu.
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Oczywiście, że się zjawiła, chociaż wiedziała, co musi zrobić. Musiała przełożyć wyprawę, nawet jeśli bardzo jej się to nie podobało.
Z samego rana wybiegła z Obozu, udając jakoby że leci na trening, którego nie miała i skierowała się prosto w stronę Małego Grądu, czyli miejsca, gdzie się ostatnio spotkali. Gdy dobiegła do granicy, ostrożnie przekroczyła ją i czujnie się rozglądając (również po drzewach) szukała starego przyjaciela. Nie zajęło jej długo znalezienie drzewa, z którego zleciał Medard, by ją przestraszyć na śmierć, dlatego pospiesznie podbiegła i przywiała się z kocurem. - Cześć, Medard. Wiem, że mieliśmy dzisiaj iść na Osiedle, ale nie skończyłam treningu. - powiedziała, zagryzając jedną wargę i spoglądając w bok. Pomyśli, że pewnie jest dosyć powolna i tępa, skoro trening jej nie szedł. A wcale tak nie było. - Nie chcę robić wymówek, ale prawda jest taka, że naprawdę ciężko trenowałam. Moja mistrzyni dostała kolejnego terminatora i teraz dzieli czas miedzy mną, a drugą kotką. Umiem trochę polować, ale jestem wciąż bezużyteczna w walce. - powiedziała niechętnie, bojąc się mu spojrzeć w oczy. - Czy... możemy przełożyć naszą wycieczkę na później? A teraz... przejść się po okolicznych terenach? Nie na tyle daleko, żeby wracać późno, ale na tyle, żeby dzisiejszy dzień miał w sobie chociaż namiastkę naszej wycieczki. - zapytała go smutno, w końcu wracając do niego wzrokiem. Była pewna, że się rozczaruje, chociaż w sumie - czemu miałby? Czy dla niego taka wycieczka była w ogóle czymś nowym? Mimo to nerwowo czekała na jego odpowiedź, obawiając się jednocześnie, co jej odpowie.
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Tym razem Artem nie zapuścił się nie wiadomo jak daleko tak jak to zrobił wcześniej. Postanowił tym razem pójść trochę bliżej Siedliska Koni, po prostu w stronę, w którą jeszcze nigdy nie dane mu było pójść. Tym razem dostał się do niedużego lasu, z różnymi gatunkami drzew. Niby nie był on wielce daleko od jego legowiska, ale dalej wyglądał... w miarę ciekawo... chyba.
Kocur rozejrzał się dookoła. Faktycznie to miejsce było niezbyt wielkie. Szybkie do przejścia i niezbyt zarośnięte. Artem jednak nie narzekał i jego siniec na pewno też nie. Kocur jednak ziewnął zanim zdążył wiele zobaczyć. Wczoraj przeglądał to co miał w Ukrytym Tunelu aż za horyzontem nie zniknęły ostatnie promienie słoneczne i nie rozpoczęła się wędrówka księżyca po nocnym niebie. Potem jeszcze przez pół nocy myślał o tym komiksie, który znalazł i co tam niby mogło być i przez to nie wyspał się. Nocny kolekcjoner się w nim obudził. Z tego powodu Artem postanowił chwilę zdrzemnąć się na świeżym powietrzu, a potem ruszyć w dalszą drogę, zobaczyć co jest tam jeszcze troszeńkę dalej, a że kocur nie lubił spać na całkiem otwartych przestrzeniach to schował się pod jednym z krzaków leszczyny, zwinął się w kłębek i zaczął sobie smacznie chrapać. Spod liści widać było tylko jego brązowy ogon i kawałek tyłka samotnika.
//Antylopia Łapa
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Ponownie wyszła, szukając... wrażeń? Czegoś, co przykuje jej uwagę na dłużej, lub pozwoli jej na zdobycie większej ilości wiedzy, niż obecnie mogła na treningu ze swoją mistrzynią, która najwyraźniej preferowała swoją córkę w kwestii edukacji. Czy od początku chciała, by to pstrokata nie-córka poniosła porażkę? Mimo wszystko wydawała się być bardzo miła, zwłaszcza, gdy przyjęła ją do klanu wraz z Lawendową Gwiazdą, za co Antylopia Łapa wciąż była jej dozgonnie wdzięczna.
Wyruszyła, po chwili doznając myśli, że mogłaby odwiedzić... a przynajmniej spróbować odwiedzić, spotkać Węża. Nie widziała go od paru dobrych miesięcy, ostatni raz widząc go na granicy Klanu Wichru i od wtedy... wrócił do siebie, do Gromu. Może zapomniał już o niej? A mimo wszystko... ona wciąż próbowała dotrzymać swojej obietnicy, choć nic nie składało się na to, by mogła znaleźć Szorstki Głos w szeregach Klanu Wichru. Może nosił teraz inne imię? Albo został wygnany? To mogło pozostać dla niej tylko pytaniem.
Spacerowała, głęboko w swoich myślach i nie patrzyła zbytnio pod swoje łapy, zatrzymując się dopiero w momencie gdy liście zaszeleściły na wietrze. Musiała być już oddalona od terenów swojego klanu, a te były... niczyje. Niczyje, tak samo jak tereny na których kiedyś przyszło jej żyć. Spojrzała w oddal, widząc niedaleko... jakąś sylwetkę? Która wystawała spod krzaków, a Antylopa zamrugała skonfundowana. To mogło być niebezpieczeństwo, ale jak i również... okazja na zapoznanie się z kimś nowym, tak jak kiedyś spotkała entuzjastyczną Kłodę. Co było złego w zaryzykowaniu jeszcze ten jeden raz? Jednak nie chciała... przerywać nieznajomej, lub nieznajomemu w drzemce, tylko cicho odchrzakając, by przebudzić w razie czego swojego przyszłego rozmówcę, a jeszcze mieć czas by się stąd zwinąć.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem spał sobie w najlepsze i śnił. Śnił o różnych rzeczach. Trochę o swoich rodzicach -zwłaszcza ojcu, którego zawsze lubił najbardziej- o dzięciole, którego złapał jakiś czas temu, o miejscach które odwiedził, a nawet w jego wyobrażeniach sennych pojawiły się również te dziwaczne postacie z rupiecia, który teraz leżał w Ukrytym Tunelu. Gdyby ktoś widział jego sny to najprawdopodobniej pomyślałby, że Artem cały ten czas jest na non-stopowej kocimiętce. Zwłaszcza, że jego sny zawsze były dziwaczną mieszanką najróżniejszych wspomnień i marzeń, które nigdy niby do siebie nie pasowały, a jednak coś się z nich od czasu do czasu ułożyło. Tym razem nie udało mu się jednak skończyć swojego drzemania w zwyczajowy sposób, bo teraz został obudzony jakimś chrząknięciem.
-Huh? -liście, które okrywały wszystko oprócz jego tyłu zaszeleściły kiedy Artem podniósł głowę i rozejrzał się ospale na boki odruchowo. Potem zaszeleściły trochę mocniej kiedy kocur otrząsnął się i zaczął wycofywać się spod leszczyny. Dopiero kiedy wydostał się już z listowia, które pozostawało mu w niedużych ilościach na jego krótkim futerku, rozejrzał się jeszcze raz i ujrzał szylkretkę, która najwidoczniej była powodem jego pobudki.
-Hej? -przywitał się niepewnie. Nie wiedział czego ona tu szukała, czy coś od niego chciała?- Co tam?- postanowił postarać się być jak najbardziej rozluźnionym.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Antylopa ostatnio nie śniła. A jeśli już - były to dręczące ją koszmary, czy to wspomnienie pogrzebu Fiołka, czy też... kolejnych członków rodziny, na których odejście nie była gotowa. Czuła się jak czarna owca rodziny, mając wrażenie, że od kiedy pojawiła się w klanie, zaczęła im wszystkim przynosić pecha. Nikomu innemu w Wichrze, a wyłącznie swojej rodzinie, jakoby była trucizną, która rozlewała się po nich wszystkich. Nie mogła jednak... nic na to poradzić, nie chcąc wracać do swojego poprzedniego domu z podkulonym ogonem, gdy zdołała osiągnąć już... no, trochę rzeczy. Terminatorskie imię i jakieś bazowe, treningowe rzeczy, tak naprawdę nie umiejąc jeszcze nawet dobrze walki, nigdy nie ćwicząc tego jeszcze z mentorką.
Spojrzała na wydostającą się spod liści sylwetkę, wzrok zawieszając na - jak poczuła po chwili - kocurze, który nie przypominał jeszcze żadnego z kotów, które spotykała w lesie. Przekrzywiła trójkątną głowę, patrząc na niego dłuższą chwilę i mrugając, jakoby chcąc zarysować sobie jego wygląd w swojej głowie.
- Cześć. - przywitała się krótko, próbując z mowy ciała nieznajomego wyczytać, czy będzie miał jej za złe, jeśli zajmie mu trochę czasu. Póki co jednak zdawał się nie narzekać, a ona zastrzygła uchem, myśląc nad rozpoczęciem rozmowy. - Wybacz, jeśli przerwałam twój odpoczynek. Zastanawiałam się... co tu robisz. Samemu. Zwłaszcza gdy ostatnio grasowały tu psy. - dodała, przypominając sobie poprzednie słowa Wężowego Błysku, gdy byli w podobnym miejscu. Wtedy dotrzymywał jej towarzystwa, jako bardziej doświadczony wojownik, zapewniając jej bezpieczeństwo. A w takiej sytuacji... prawdopodobnie to Artem byłby tym bardziej doświadczonym, który musiałby chronić jej tyłek - teraz jednak było to dla niej nieznaczące.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Kocur przeciągnął się i ziewnął długo, a potem odwrócił się porządnie do nowo przybyłej. Był co prawda jeszcze trochę zmęczony przez tą niespodziewaną pobudkę, ale jakoś za bardzo mu to nie przeszkadzało. I tak mógł robić co chciał to zdrzemnie się potem. W końcu i tak nie ma jakiś większych planów na później. Nie spotyka się z nikim, nie ma dla kogo polować, nie ma do kogo tak naprawdę wracać... to trochę smutne, ale Artem jakoś się do tego przyzwyczaił. Taki los włóczykija, nie można mieć wszystkiego, trzeba wybrać. No, a Artem wybrał właśnie łażenie po świecie, może kiedyś to się zmieni, ale kto tam wie co chodzi po głowie samotnego kocura, którego łapki cały czas prowadzą przed siebie, na koniec świata i jeszcze dalej.
-Nic nie szkodzi -odpowiedział jeśli chodziło o temat wypoczynku.
Wysoki point zastrzygł uszami na wieść o psach. Nie zauważył nic takiego, czy coś go ominęło? Rozejrzał się nawet dookoła, żeby zobaczyć czy może coś pominął, ale nic mu się jak na razie za bardzo w oczy nie rzuciło. Artem miał nadzieję, że skoro kiedyś tu były psy to, że nie wrócą. Te domowe kundle na Osiedlu są łatwe do unikania czy pacnięcia łapą lub nawet i zadrapania, ale dzikie psy to już kompletnie inna bajka. Tamte osiedlowe to takie grubasy, które siedzą przy nodze gdy im się każe... ale dzikie są... no dzikie.
-Psy? -brązowo-kremowy kocur odwrócił się do kotki- Jakoś niedawno?
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Czy Antylopa miała do kogo wracać? Teoretycznie miała - był jej klan, jej znajomi, jej rodzina - a jednak czuła się samotna, odosobniona od nich, jakoby nigdy do nich tak naprawdę nie należała. Tak, jak gdyby w środku nadal była tym samotniczym kotem, żyjącym z dnia na dzień i korzystającym z wszystkiego, co dawało jej życie. Wolnym i nieograniczonym, a jednak tak młodym, naiwnym i głupim, jakim była jeszcze parę księżycy temu
Nie uważała, by zmieniła się jakoś... dużo. Choć teraz bardziej trzeźwiej patrzyła na niektóre sytuacje, a one nie wywoływały w niej już tylu emocji, a przynajmniej nie tyle, które mogłaby okazywać na swojej mordce.
Póki co nie zapowiadało się, by ich rozmowę naruszyła jakaś czworonożna bestia, jednak mimowolnie pstrokata kotka rozejrzała się wokół, zmrużonymi oczami skanując otoczenie. Cóż, gdyby coś się ukazało, z całą pewnością pierwsza wiałaby przed siebie z obawy o swój tyłek.
- Księżyce temu. Nie mogę jednak przysiąc, by już opuściły te tereny na zawsze. - miauknęła bez uczuć, odwracając wzrok z powrotem na Artema, obserwując jego sylwetkę. Wydawał się być starszy od niej o wiele księżycy, jednak póki co nie komentowała tego. Nie przeszkadzał mu fakt, że, cóż... wybudziła go, więc mogła kontynuować konwersację. - Skąd jesteś? Nie pachniesz żadnym z klanów, jesteś powiązany z Pożogą? - zapytała wprost, skanując go dwukolorowymi ślepiami, zastanawiając się czy teraz spotkała ten mistyczny piąty klan, z którym jedynie Wicher zawarł sojusz. Może przybliży jej więcej informacji na ten temat?
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage