Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Ah -Artem machnął łapką kiedy usłyszał kiedy te wspomniane psy tutaj były. Przecież to dużo czasu. Nawet jeśli nie odeszły stąd na zawsze to i tak w tej chwili nie ma się czym martwić jeśli chodzi o nie, raczej szybko tu nie wrócą- Przecież to mnóstwo czasu, nie ma co się bać.
Point zdziwił się kiedy usłyszał wspomnienie o klanach. W czasie swojego życia jako Pieszczoch, a potem w czasie swoich włóczęg coś tam słyszał, że niedaleko Osiedla mieszkają jakieś dzikie koty zorganizowane w grupy i coś tam robią, że nie lubią obcych, ale za dużo się oprócz tego nie dowiedział. Wiedział, że jeśli chciałby czegoś się więcej dowiedzieć to musiałby zrobić to na własną łapę, ale nie miał jeszcze do tego sposobnej okazji... no, aż do teraz najwidoczniej. Skoro kotka wspomniała o tych całych klanach to albo coś wiedziała, albo nawet sama była z któregoś z nich.
-Pożogą? -kocur przekręcił głowę na znak zaciekawienia tym co szylkretka do niego powiedziała- Ja jestem Artem -postanowił przy okazji się przedstawić- Włóczę się tu i tam, pomieszkuję niedaleko Siedliska Koni, a o tych całych klanach słyszałem tylko troszkę. A co? Ty jesteś z nich?
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Podniosła brew na słowa kocura, zdziwiona jego... beztroską. Choć czy ona sama teraz taka się nie wydawała? Nawet nie zdawała sobie sprawy, że podczas pobytu w klanie nabyła trochę masy, a jej mięśnie zaczynały zarysowywać się przez wieczne wędrówki i spacery, jak i również... nikłe treningi, podczas których przemierzała również wichrowe tereny. Nie cierpiała w Wichrze na niedostatek - wręcz przeciwnie wszystkiego było dla niej aż nadmiar, nawet jeśli nie zjadała wiele ze stosu zdobyczy.
- Jedyne czego możemy być pewni, to że kiedyś umrzemy. - powiedziała sucho, mimowolnie nie mogąc powstrzymać lekkiej nerwowości na wspomnienie rozmowy z Wężowym Błyskiem w tych okolicach, gdy bestie wciąż były wyczuwalne z daleka. Nie była pewna, czy w ogóle udałoby jej się uniknąć uzębionej paszczy psa. - Ale na razie ich nie ma, więc nie będę oceniać twojej nonszalancji. - dodała, by w razie czego nieznajomy... nie miał jej niczego za złe. Czasami wciąż wyskakiwały z niej paniczne myśli, które wokalizowała w swoich słowach. Jak i również nie chciała wyjść na zbyt... oceniającą i wredną, mimo wszystko pożerana przez wyrzuty sumienia, gdy jest już po wszystkim, a ona po czasie ocenia swoje słowa i to, jak się odzywała.
Kocur, a dokładniej Artem - jak po chwili dowiedziała się Antylopa - był... dosyć dobrze zbudowanym osobnikiem, masowo zdecydowanie przeważając szylkretkę, która była bardziej na chudszej, zgrabniejszej stronie. Już-nie-nieznajomy zdawał się też nie wiedzieć czym jest Pożoga, co wzbudziło w córce Goździk jeszcze większe zaintrygowanie, które zostało zaakcentowane zsstrzygnięciem dużym uchem.
- Siedlisko koni... - mruknęła słabo do siebie samej, na chwilę odwracając wzrok w tamtą stronę. Zastanawiała się, czy Perła nadal tam była i poszukiwała swojej rodziny? Mogłaby spróbować ją odwiedzić, kiedy wyjdzie pod pretekstem dłuższego treningu. A przynajmniej dopóki taki plan będzie się utrzymywał. - Opowiadał ci o nich ktoś? - zapytała, swoje imię zostawiając na koniec. Nie musi się dowiadywać go aż tak szybko, choć nie chciała wyjść na nieuprzejmą i by Artem musiał wymyślać określenia, by się do niej odnieść. - Antylopia Łapa. Z Klanu Wichru. - wyprostowała się, poważnie mówiąc swoje imię, pierwszy raz nie przedstawiając się kocięcym. Potrzebowała wyjść na... bardziej odważną i szanowaną, niż była naprawdę. Nawet, jeśli wciąż dzierżyła wyłącznie imię zwyczajnego ucznia.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem nigdy nie miał niczego narzucane z góry, nie miał żadnych obowiązków, które nie były podyktowane jego własną i nie przymuszoną wolą ani nic podobnego dlatego jego beztroska potrafiła sięgać bardzo wysoko. Jego mottem równie dobrze mogłoby być "chwytaj dzień", ponieważ robi to co mu się żywnie podoba, co akurat wpadnie mu do łebka i stara się żyć tak żeby z każdego dnia wyciągnąć jak najwięcej. To dlatego nie potrafi sobie zrobić wolnego chociaż na chwilę- nawet jeśli ktoś by go poprosił to byłoby mu ciężko. Po prostu szkoda mu dnia.
-Masz strasznie negatywne podejście do życia -stwierdził słysząc jej słowa o umieraniu i to jakim tonem je wypowiedziała. Artem nie potrafił zrozumieć dlaczego kotka tak przeżywa te psy, których już przecież dawno tutaj nie ma. Okej, mogłyby wrócić, ale bez przesady. Można by było po prostu stąd uciec, a jeśli któryś by ich zranił to- Rany można zawsze opatrzeć, a jeśli zależy ci na tym żeby uniknąć nieprzyjemności to po prostu wcześniej dowiedzieć się tego i owego albo po prostu uważać.
Artem powiódł wzrokiem za spojrzeniem kotki i od razu wiedział, w którą stronę się patrzyła, w końcu z tamtej przyszedł on sam. Na myśl przyszło mu, że musiała kiedyś w okolicy być skoro nazwę także znała i wiedziała gdzie jest owe Siedlisko Koni. [i]Ciekawe[/b] -pomyślał kocur, słyszał, że klanowe koty nie za bardzo lubią wychodzić poza swoje tereny.
-Na Osiedlu zawsze opowiadano o jakiś grupach kotów, które mieszkają w okolicy, -point odwrócił wzrok do szylkretki- które mają strasznie wrogie nastawienie do obcych. Były też różne plotki takie jak na przykład, że koty które zbliżyły się do ich terenów znikają bez śladu, ale ile z tego prawdy to jeszcze nie zdążyłem się przekonać.
Zastrzygł uszami z zainteresowaniem kiedy usłyszał, że kotka jest z jednego z tych całych klanów. Antylopia Łapa. Artem doszedł do wniosku, że w tych klanach mają dziwne zwyczaje skoro równie dziwnie nazywają swoich członków. Czy może ona sama się tak nazwała? No ale chyba sama by czegoś takiego nie wymyśliła? W końcu imię zwykle dostaje się od rodziców czy Dwunogów, a Artem podejrzewał, że tam raczej Dwunogów nie ma.
-Opowiedziałabyś o nich coś? -przekręcił głowę na bok- Jestem ciekaw jak to tam wygląda.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Jeszcze kiedyś sama żyła taką błogością mającą swoje źródło w nieświadomości. Nieświadomości trudów życia i jak bardzo potrafiło ono kopnąć w tyłek, gdy myśleć można było, że już wszystko jest na dobrej drodze. Poznała wiele kotów, ale równie dużo odeszło ich z jej życia, z życia całego klanu. Byli już historią, przeszłością, a równocześnie wciąż tak żywymi postaciami w pamięciach kotów, czego nie można było powiedzieć o ich ziemskich skorupach.
Otworzyła lekko długi pysk na słowa Artema, przez chwilę odwracając wzrok. Czy naprawdę miała... negatywne podejście do życia? Dopiero teraz zaczęła zastanawiać się nad tym, jak bardzo zmieniła się od czasu dołączenia do klanu. Pamiętała, jak strachliwa i przerażona wszystkim była, lekko wyduszając z siebie pojedyncze słowa. Teraz była odważniejsza, wychodziła z obozu na coraz to dłużej, ale... nie spodziewała się, że również zmieniło się w niej coś pod innym względem jej osobowości. Była zdziwiona tym co usłyszała, przez parę uderzeń serca milcząc i nie odzywając się, słuchając tego co dalej mówił kocur. Nie odzywała się już na temat tego, że gdyby pies złapał któregoś z nich... cóż, pewnie nie byłoby już co z nich zbierać.
- Dosyć realistyczne. Wolę nie okłamywać siebie, że coś jest inne niż naprawdę. - powiedziała ciszej, strzygąc tylko dużym uchem i kładąc je wzdłuż głowy. Nie potrafiła się nie martwić od kiedy jej rodzina po kolei odchodziła, a ona nie potrafiła nic z tym zrobić, czując się jak najgorszy omen Klanu Wichru.
Nie mogła jednak powstrzymać lekkiego chichotu, gdy point opowiedział jakże to straszną plotkę o klanowych kotach. Znikają bez śladu? O takim przypadku jeszcze nie słyszała, przez co chociaż na chwilę na jej smutnej mordce zawitał uśmiech.
- Jeszcze nie zdołałam być świadkiem takiej sytuacji. - powiedziała miękko, wdychając głęboko powietrze z przyzwyczajenia, by ukoić swoją nerwowość. Jeśli Artem nie wykazywał żadnych wrogich reakcji... mogła mu opowiedzieć co nie co. Przecież nie było w tym nic złego, prawda? To typowa wiedza, którą mógł zdobyć każdy.
- Powiem ci trochę, pod warunkiem, że ty mi opowiesz jak jest na osiedlu. - zaproponowała, patrząc uważnie na kocura i co on pomyśli na ten temat. Tak naprawdę nie wiedziała, co teraz działo się na osiedlu, nie będąc tam od wielu, wielu księżycy, jak i również nie odwiedzając w tamtych czasach tego miejsca zbyt często. - W Klanie... jest ustalona hierarchia, jednak wszyscy dla siebie jesteśmy jak rodzina. Są rangi, a każda z nich ma inne uprawnienia jak i obowiązki. I poza tym... raczej pokojowo załatwiamy sprawę samotników, którzy szwedają się blisko granic. I raczej nikt nie znika bez śladu. - zaśmiała się lekko pod koniec, wypuszczając nosem powietrze.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem nie był ani naiwny, ani głupi. Wiedział, że na tym świecie są zagrożenia, których powinno się unikać, niektórych nawet za wszelką cenę, ale ta wiedza nie powodowała, że będzie on siedzieć w jednym miejscu i unikać każdego nieznanego zakątka. To nawet nie było w jego stylu. Psy były tutaj dość dawno, więc raczej szybko tu nie wrócą. Nie było się czego bać w tej chwili. One też nie są duchami, więc nie podejdą do nich niezauważone, a je także będzie widać i słychać z daleka jeśli któreś z nich będzie się zbliżać tam gdzie one przebywają.
-Czy widzisz, żebym ja się okłamywał? -odparł na te znowu dość ponure słowa, które kotka dla niego raczej bardziej wyszeptała niż powiedziała. Nie wiedział także o czym wichrowiczka teraz myśli, więc następnie powiedział to co właśnie pomyślał- Każdy wie, że kiedyś jego życie się skończy, więc po co to rozpamiętywać? To nic nie zmieni, śmierć jest nieunikniona. Raczej powinno pamiętać się te dobre chwile i sprawiać, żeby było ich w życiu jak najwięcej.
Artem kiwnął głową kiedy usłyszał propozycję. Może już dawno nie był na Osiedlu, ale nie podejrzewał, że wiele się tam pozmieniało. Mógłby opowiedzieć Antylopiej Łapie to co tam się działo kiedy tam pomieszkiwał i jak to tam wyglądało i pewnie i tak daleko od prawdy nie strzeli jeśli faktycznie jakieś zasady się tam pozmieniały.
-Hierarchia? Rangi? W jakim sensie? -zaciekawił się, z takim czymś nie spotkał się jeszcze ani jako Pieszczoch, ani jako samotnik dlatego chętnie dowiedziałby się więcej, a nie podejrzewał że druga taka okazja może się trafić, a przynajmniej nie zbyt szybko, więc Antylopia Łapa będzie musiała wytrzymać z jego dociekania- To dobrze, że nie znika, nie chciałbym zniknąć po rozmowie z tobą -zaśmiał się.
-Na Osiedlu jest inaczej. Wy macie jedną wielką rodzinę, a my dużo małych -teraz była jego kolej na opowiadanie- koty albo mają swoich Dwunogów, albo wałęsają się bezpańsko tam gdzie chcą. Czasami przychodzą na jedzenie od Dwunogów jak nie umieją polować, ale raczej na dłużej nie zostają jeśli nie zamierzają zostać w czyimś domu. Dużo kotów raczej się zna nawzajem, ale nie słyszałem, żeby uważali się za rodzinę, jeśli faktycznie nie są spokrewnieni w żaden sposób. No i jest dużo Potworów, ale tam nie są zbyt groźne.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Mimo wszystko, panikara pozostała w niej jeszcze widoczna, nawet jeśli ledwo. Obawiała się zagrożenia, jednak jedyną, która okłamywała się w tej chwili, była ona. Nieporadna i zagubiona, jakby wciąż była tym kilku księżycowym kocięcem, które jednocześnie wie za dużo, jak i za mało o świecie.
Słowa Artema wmurowały ją w ziemię, przez co rozchyliła lekko pyszczek i spojrzała zdziwiona na niego. Miał takie... luźne podejście do życia - miał takie podejście, jakie Antylopie wydawało się, że ona ma. A jednak w tej chwili dostrzegła, jak wiele różniło ją od tego, co chciała osiągnąć. Nie chciała tego przyznawać na głos, ale nieznajomy miał rację, przez co odetchnęła głębiej, przymykając oczy na moment, by po uderzeniu serca ponownie zlustrować nimi postawę kocura.
- Masz rację. To... bezsensowne, zatrzymywać się cały czas w żałobie. - westchnęła, czując, że point w niedługiej chwili usłyszy całą jej historię życia. - Klanowe koty nie zapuszczają się tak daleko, a przynajmniej nie te z Wichru. To miejsce... sąsiaduje z Gromem, a ja cały czas wychodzę na tego typu spacery, bo nie mogę pogodzić się z utratą członków rodziny. Wychodzę, tak jakbym, nie wiem, oczekiwała, że ich tutaj zobaczę, jeszcze bardziej żałośnie się pogłębiając. Chyba nieświadomie pomogłeś mi w zrozumieniu paru rzeczy. - zaśmiała się gorzko i machnęła łapą, pokazując kocurowi by aż tak nie przejmował się jej gadaniem. Czasem coś takiego było lepsze, niż rozmowa z kimś znajomym, kogo później musiałaby cały czas widzieć w Klanie. W ten sposób... mogła rzucić swoje uczucia jak do bezdennego jeziora.
- Hmm. Słuchaj, powiem ci to na moim przykładzie. Ja jestem Antylopia Łapa, nie? Wszyscy terminatorzy mają imię z członem Łapa, stąd wiadomo, że są uczniami. Ty na przykład byłbyś, hmm, Ciemną Łapą, a później gdy przeszedłbyś trening pod okiem wojownika, otrzymałbyś nowe imię, pewnie zainspirowane twoim wyglądem, uznajmy, Ciemna Mordka. Albo Ciemny Nos. Kocięta mają krótkie imiona, tak jak ja miałam Antylopa. Później są terminatorami, później wojownikami, każdy po kolei ma więcej obowiązków. - próbowała tłumaczyć, chcąc jakoś rozjaśnić tę kwestię Artemowi, nawet, jeśli póki co mogło jej to trochę nie iść. - Są też przywódcy, zastępcy i medycy. Ich zajęcia możesz już sobie wyobrazić. Przywódca ma władzę nad wszystkimi kotami, to on mianuje terminatorów i wojowników, jak i też decyduje, kto będzie kolejnym przywódcą. - odetchnęła lekko, posyłając Artemowi delikatny uśmiech. - Nie skrzywdziłabym nawet muchy, nie musisz się bać. - Teraz była kolej, by to ona go wysłuchała.
Patrzyła na niego z zaintrygowaniem, tak naprawdę niewiele wiedząc o osiedlu. Ba, była tam tylko przejściowo, nie zbliżając się do żadnych kotów i nie wplątując się w niepotrzebne kontakty. Jednak słuchanie o nim od kogoś innego było całkowicie innym doświadczeniem.
- Jak... utrzymujecie dobre relacje z dwunogami? - zapytała w końcu, przekrzywiając głowę. W końcu w klanach krążyło wiele takich strasznych historii o porwaniach przez dwunogów. - Wśród klanowych kotów są niezłym postrachem, prędzej to oni sprawiają, że znikamy bez śladu.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem obserwował reakcję swojej rozmówczyni w ciszy. Nie wiedział co dzieje się teraz w jej głowie, nie wiedział czy powiedział coś źle czy wręcz przeciwnie. Pod tym względem nie potrafił rozszyfrować tego spojrzenia, jej zachowania po jego słowach. Tak więc czekał na to co szylkretka powie. Zdzieli go łapą? Może nie? Na szczęście jeszcze nie dostał po swoim ciemnobrązowym pysku ani łapą, ani tym bardziej pazurami, więc ledwo zauważalnie odetchnął z ulgą. Tak leciutko. Starał się, żeby wichrowiczka tego nie zauważyła, ale jak mu to wyszło to nie wiedział.
-Każdy przeżywa żałobę na swój sposób -powiedział, kładąc swoją łapę na barku Antylopiej Łapy na znak wsparcia, że chciał ją pocieszyć, pokazać zrozumienie- Jednak pamiętaj, że twoi bliscy pewnie chcieliby twojego szczęścia dlatego nie zatrzymuj się cały czas w smutku. Pamiętaj o tych dobrych chwilach, które spędziliście razem i idź dalej niosąc ich ze sobą w głowie i sercu -pociągnął swoją wypowiedź trochę dalej. Osobiście myślał, że to całkiem dobra rada. O bliskich się nie zapomina, ale nie powinno się cały czas stać w smutku. Możnaby było zwariować. No... i rozpamiętywanie przeszłości nie cofnie czasu.
Artem ściągnął łapę z barku rozmówczyni po kilku uderzeniach serca, a potem zaczął wsłuchiwać się w resztę opowieści wichrowiczki. Słuchał uważnie, bo temat był ciekawy i szczerze mówiąc to im dłużej o nim słuchał tym więcej sensu nabierały niektóre rzeczy. Nieźle sobie w tych klanach wymyślili. Oni na to wszystko wpadli sami? Aż nie chce się wierzyć, że coś tak zorganizowanego żyje na tych terenach.
-Nigdy bym nie pomyślał, że to tak wygląda -odpowiedział szczerze, on, samotnik bez żadnej rodziny blisko nie jest przyzwyczajony do funkcjonowania w grupie, więc na pewno nie wpadłby na taki sposób organizacji. Ba, przecież nawet na Osiedlu nie dzieją się takie rzeczy, a w końcu tam też znajdą się jakieś większe grupy kotów- I wydaje mi się, że dość wyjątkowy ten wasz sposób życia.
-Dużo nie trzeba, żeby być z nimi w dobrej relacji -odpowiedział na jej pytanie- Większość Dwunogów jest miła i wystarczy po prostu dać się im pogłaskać, posiedzieć z nimi czy nie drapać nic w środku domu, żeby cię lubili... -Artem przekrzywił głowę kiedy usłyszał, że to Dwunodzy powodują znikanie- Da się zniknąć przez Dwunoga?
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Wiedziała, jak musiała wyglądać teraz. Pewnie równie żałośnie, jak wtedy, gdy spotkała Węża w podobnym do tego miejscu. Jak zagubiony kociak, który nie wie na jakim podłożu stoi, łażąc gdzie tylko jej przyjdzie, nie wiedząc nic o świecie...
Nie. Musiała przestać tak myśleć.
Była terminatorką Klanu Wichru, zasłużoną czy nie - Lawendowa Gwiazda wciąż pokładała w niej nadzieję od momentu, w którym zdecydowała się dołączyć do klanu. Nie mogła ich zawieść, powinna brnąć odważnie do przodu i przynieść kolejnym pokoleniom Wichrzaków spokój ducha i ciężko pracować, by stać się godnym wojownikiem. Takim wojownikiem, którego będą podziwiać małe pisklęta Klanu Wichru i marzyć, by być takimi jak ona.
- Dziękuję ci. Przepraszam, nie byłam powinna tak od razu naskakiwać na ciebie z tym. To wciąż moje... przyzwyczajenie. - przeprosiła nieśmiało i posłała Artemowi uśmiech, gdy zobaczyła jego łapę. Mogli nie znać się długo, ale nie mogła powstrzymać uczucia, które mówiło jej, iż nie jest on złym kotem. Gdyby był... z pewnością kazałby jej się zamknąć gdzieś w połowie, albo odszedłby bez słowa.
Przysiadła spokojnie, przez chwilę podnosząc łapę do brody, jakoby zamyślając się nad czymś poważnie. Takie tłumaczenia mogły wprowadzać konfuzję w umysłach tych, którzy nie byli zaznajomieni z tym tematem, ale Artem zdawał się dosyć szybko łapać rozpoczęty temat.
- Rzeczywiście, jest wyjątkowy, dosyć oryginalny... i najwyraźniej dosyć praktyczny, bo już od wielu, wielu księżycy tak toczy się życie klanów. - powiedziała po chwili i skinęła pointowi głową, wiedząc, iż teraz była jego pora na wypowiedź.
Przekrzywiła zdziwiona głowę i zmarszczyła brwi, gdy kocur opowiedział... iż dwunogi nie były aż takie złe? Mimowolnie poczuła wielkie zaskoczenie, przez uderzenie serca otwierając nawet szerzej oczy.
- Dać się... pogłaskać? - miauknęła zdziwiona, jakoby testując smak tego słowa na języku i zastanawiając się, czy wystarczyłoby naprawdę tylko tyle, by uszczęśliwić te istoty. Może dwunodzy byli po prostu niezrozumiani przez leśne koty. - Było bardzo dużo historii, w których wojownik wychodził na polowanie i już nie wracał, a w miejscu gdzie można było zobaczyć go ostatni raz unosił się odór dwunoga. To czasami wciąż wielka zagadka dla nas. - wytłumaczyła Artemowi, przez moment myśląc, czy kotom na osiedlu nie groziło nic takiego? Mogli żyć bez kłopotu wśród dwunogów, z zaufaniem do siebie płynącym z obu stron?
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Nie martw się, nic się nie stało -odpowiedział szczerze. Artem nie brał wielu rzeczy personalnie do siebie, zwłaszcza od bardziej obcych mu kotów. Wiele rzeczy spływało po nim jak po kaczce, chyba że ktoś naprawdę przekroczyłby granicę i wszedł na ścieżkę, która prowadziłaby tylko i wyłącznie w dół. Jednak Antylopia Łapa do tej granicy nawet się nie zbliżyła, więc nie było o co się martwić. Dlatego właśnie ciemnobrązowy point mógł stwierdzić bez żadnych wyrzutów sumienia, że faktycznie nic się nie stało, że nie obraziła go w żaden sposób. Na dodatek cieszył się, że mógł jej w jakikolwiek sposób pomóc poradzić sobie w jakimkolwiek stopniu z jej problemami, nawet jeśli tylko troszkę- Mogę ci zdradzić, że mnie nie jest łatwo obrazić. Musiałabyś się naprawdę bardzo postarać, żeby to zrobić -zażartował z uśmiechem.
W takim razie skoro trzymał się tyle czasu to na pewno był również skuteczny. Ciekawe. Gdyby tylko mógł to posłuchałby jak najwięcej się da, jednak nie był pewny jak wiele Antylopia Łapa mogłaby lub chciałaby mu powiedzieć. W końcu to pewnie wiedza Klanowa, a z tego co mu było wiadomo to te Klany średnio przepadały za obcymi, nawet jeśli wichrowiczka mówiła mu, że załatwiają sprawy samotników w sposób pokojowy... zwykle.
-Z moim zainteresowaniem do nowych rzeczy to mógłbym słuchać o takich rzeczach cały dzień -powiedział zgodnie z prawdą. Nie było sensu tego ukrywać, przecież to nie była zbrodnia- Najbardziej to chyba ciekawią mnie ci Medycy, sam bym chciał poszerzyć moją wiedzę o leczeniu, ale nie wiem jak dokładnie się za to zabrać...
Artem kiwnął głową na zdziwione pytanie szylkretki. Jako były Pieszczoch wiedział, że Dwunodzy raczej nie są wielce wymagający, zwłaszcza mali. Głaskanie, jakaś tam zabawa, siedzenie przy nich i już jesteś w ich łaskach. Nie ma w tym wielkiej finezji. On sam nie widział w tym dużego problemu, ale może dla innych było to... nie wiem... upokarzające czy coś?
-Huh... Dwunodzy czasami potrafią przynosić różne znajdy do domów, ale nie jestem pewien czy ucieczka z takiego miejsca mogłaby sprawić chcącemu jakiś problem -stwierdził- Ja sam od moich uciekłem bez większych problemów. Po prostu wypuścili mnie pewnego dnia na dwór i ZIU, już mnie nie było. Tak więc nie zdawałem sobie sprawy, że można... zniknąć przez Dwunogów. Na Osiedlu też łazi wiele kotów, samotników i Pieszczochów, i raczej nikt nie znika. Faktycznie zagadka...
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Mimowolnie zareagowała rozluźnieniem mięśni na słowa Artema, choć w środku niej wciąż iskrzyło się lekkie zawstydzenie. Nieważne co się działo, czasami dalej pozwalała sobie na zbytnią wylewność w kwestii uczuć i tego, co ją dręczy. Na szczęście... już skończyła, dzięki czemu mogła pozwolić sobie na rozwinięcie innego, bardziej intrygującego tematu rozmowy. Artem z pewnością wyczekiwał na więcej informacji, a ona sama wiedziała, jak interesujący może być temat klanów. Sama za kociaka była tym podekscytowana, chcąc jak najszybciej przekonać się o tym na własnej skórze. I nawet jeśli... życie klanowe nie było tak kolorowe, jak sobie wyobrażała - wciąż było ważną częścią jej życia, jak i osobowości, która z czasem kształtowała się pod wpływem wielu czynników.
- Cieszę się w takim razie... nie obawiaj się wypomnieć mi błędu, jeśli powiedziałabym coś źle. Wciąż nie jestem... zbyt dobra w kontaktach z innymi. - powiedziała zgodnie z prawdą i skinęła głową kocurowi, posyłając mu lekki uśmiech. Better safe than sorry.
Była ucieszona, że point słuchał jej z taką uwagą i nie podważał jej zdania na temat klanów, nie żeby... jakkolwiek mógł, raczej nie mając bliższego kontaktu z dzikusami z lasu. Albo miał? Antylopa nie mogła tego wiedzieć.
Artema zaintrygowali medycy, a ona sama nie mogła mieć mu tego za złe. Wiedza medyczna była intrygująca - to, jak konkretne rośliny wpływały w konkretny sposób na koty i ich dolegliwości. Dla pstrokatej kotki wciąż niepojętym było, jak wiele rzeczy pojedynczy kot mógł zapamiętać.
- To bardzo zdolne i inteligentne koty, znają wiele medykamentów i ich działania. Najłatwiejszym sposobem byłoby zostanie uczniem owego medyka, jednak myślę, że niewiele klanowych kotów byłoby do tego skłonnych. Chociaż myślę, że wśród samotników powinni się znaleźć podobni, z niemniejszym zasobem wiedzy. Musiałbyś poszukać, tyle mogę ci poradzić. - powiedziała miękko, mając nadzieję, że choć trochę przybliży Artema do spełnienia marzenia o posiadaniu medycznych umiejętności. - Ze swojej strony mogę ci powiedzieć... ogórecznik, a dokładniej jego liście, jeśli kiedyś go napotkasz, moczopędny, lecz w połączeniu z miodem i jeszcze jakimś, hm, rodzajem jagody? Jest dobre na przeziębienie. Jednak wyłącznie, gdy wydzielina z nosa jest przezroczysta. Dokładnie nie pamiętam, więc nie polecałabym ci próbować z pierwszą lepszym owocem, przed dyskusją z kimś, kto dobrze się na tym zna. - podzieliła się swoją wiedzą, którą nabyła podczas krótkiego pobytu u Lśniącej Sadzawki, kiedy to i ją dopadło choróbsko.
Patrzyła zdziwiona na kocura, otwierając oczy szerzej. Uciekł? Tak po prostu? I nie miał z tym żadnego kłopotu? Nie zatrzymali go, nie zamknęli z powrotem? Była co najmniej zszokowana jego słowami, przez chwilę się nie odzywając.
- To naprawdę... takie łatwe? - podniosła brwi, po chwili je marszcząc. Jeśli to było tak proste, dlaczego koty już nie wracały? Czy to dlatego, że wolały takie życie? Łatwiejsze, z dala od zagrożenia jako pieszczoszek? - Huh... dziwne. To zawsze było postrachem wśród kotów z klanu. Zastanawiające, co dzieje się z nimi naprawdę.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artemowi nie przeszkadzało gdy ktoś zwierzał mu się ze swoich uczuć. Ba, zwykle pomagał kiedy tylko mógł i umiał, jednak rozumiał że nie każdy ma ochotę zwierzać się jakiemuś przypadkowemu samotnikowi, więc nigdy nikogo nie zmuszał. Jedyne co mógł to zaproponować. W końcu są koty, które skuszą się na perspektywę wygadania się komuś kogo mogą już nigdy więcej nie spotkać.
-Jak sobie życzysz -odpowiedział- ale jak na razie nie zauważyłem jakiś błędów. No i na dodatek nie wiem czy jestem odpowiednim kotem do takich rzeczy -dodał.
Artem nastawił uszy i odwrócił je w stronę wichrowej kotki kiedy ta zaczęła zagłębiać się w szczegóły o Medykach i ogóreczniku. Ogórecznik... ogórecznik. O takiej roślinie chyba nie miał wiedzy, ponieważ chyba jeszcze jej nie spotkał. W końcu ta roślina, którą zebrał kiedy wracał z Grzmiącej Ścieżki miała inne działanie, więc to na pewno nie było to. No, a kora na pewno nie była ogórecznikiem.
-A jak taki wygląda? -dopytał się. Jeśli będzie wiedział jak wygląda to na pewno nie pomyli go z czymś innym. A o jagody raczej nie trzeba było się martwić, ponieważ Artem już znał te, które na pewno nie wpłynęłyby dobrze na niego ani na innego kota- Znam owoce, które są trujące, więc raczej próbowanie pierwszej lepszej jagody nie wchodzi w grę -zaśmiał się, a potem powiedział już trochę z żalem- Szkoda, że raczej nie spotkam takiego klanowego Medyka... chętnie bym z takim pogadał i dowiedział się czegoś.
-No tak mi się wydaje. Dwunodzy potrafią wypuszczać swoje koty na zewnątrz jeśli są pewni, że wrócą, ale zawsze można uciec od nich na inne sposoby. Nie trzeba czekać na ich łaskę -stwierdził.
Nie do końca rozumiał zaskoczenie Antylopiej Łapy. Dwunodzy są dziwaczni, więc wykorzystanie ich do ucieczki nie jest trudne. Artem nie wiedział co się dzieje w ich głowach, ale dopóki zachowują się tak jak on by tego chciał czy potrzebował to co go to interesuje.
-To coś dziwnego?
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Była rozbawiona. Sobą, jak i reakcją kocura. Nie spodziewała się, że ktoś obcy będzie dla niej tak przyjazny, a jednak równie to samo mogłaby powiedzieć o Baranie, z którym przeprowadziła tak poważną rozmowę, gdy pierwszy raz się spotkali. Nie mogła zaprzeczyć temu, że ich wymiana zdań wciąż pozostała w jej umyśle, a szylkretka wracała do niej, gdy było jej ciężej. Mimo wszystko czuła, jak wiele zmieniła się od tamtej chwili - nie była już tą samą płaczliwą i bojącą się wszystkiego kotką. Zaczęła wychodzić, poznawać nowe koty i ich osobowości, ucząc się o otaczającym ją świecie coraz więcej.
Skinęła Artemowi głową z wdzięcznością, posyłając mu delikatny uśmiech. Point, mimo, że na dłuższą metę jej nieznajomy, był ciekawym kompanem do rozmów, dzięki którym córka Goździk mogła poszerzyć swoje horyzonty, nie ograniczając się wyłącznie do wiedzy klanowych kotów. Na jego pytanie podniosła łapę pod swój podbródek, pozwalając sobie na chwilę zastanowienia.
- Nie pamiętam go dokładnie przez to, że byłam chora, jednakże.. jego liście wyglądają z lekka podobnie do mięty? Tak bym przynajmniej powiedziała z mojej niezbyt znającej się na medykamentach strony. - powiedziała niepewnie, kiwając po chwili głową. Gdyby tylko spotkała go wcześniej, zaraz po tym, gdy wydostała się z lecznicy - na pewno wiedziałaby o tym więcej! Zaśmiała się lekko na jego słowa, po chwili milknąc w zastanowieniu. - Wiesz, kto szuka nie błądzi - może będzie ktoś chętny do uchylenia rąbka tajemnicy. - odpowiedziała miękko kocurowi, nie chcąc, by ten był zbytnio zawiedziony.
Marszczyła brwi, co jakiś czas uderzając biczowatym ogonem o ziemię. Wypuszczali? Od tak, po prostu? Antylopa nie mogła temu dowierzyć.
- Racja, niektórzy podobno wrócili od dwunogów... Zawsze jednak to było trochę wyzwaniem, przynajmniej tak słyszałam. - powiedziała zgodnie z prawdą, przez chwilę zastanawiając się nad kolejnymi słowami. - Może to też dlatego, że zostaliśmy wychowani inaczej. Klanowe koty nie mają wiele wspólnego z dwunogami, nie wiedząc też dobrze, jak się z nimi obchodzić. Jakby się lepiej przyjrzeć, z jednej strony różni nas oboje niewiele, ale z drugiej są niektóre... różnice kulturowe. - dokończyła po chwili.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem zawsze cieszył się kiedy mógł poprawić komuś humor i patrząc na reakcję Antylopiej Łapy też było mu przyjemnie na serduszku gdy zauważył, że tym razem też przyprawił kogoś o dobry nastrój. Może nie była to prawdopodobnie jakaś rzecz, która zmieni jej życie na zawsze, ale chociaż na chwilkę zapomni o swoich problemach i to się liczyło w tym momencie najbardziej.
-Na pewno zapamiętam -odpowiedział, a potem podziękował jej za informację skinieniem głowy. Następnie nastawił uszy z zaciekawieniem kiedy wichrowiczka stwierdziła, że jest może jakaś nadzieja dla niego. Czy to znaczy, że jest możliwość zagadania do takiego medyka? W końcu skoro ktoś kto mieszka z takim na co dzień mówi, że może ktoś byłby chętny to jednak nie jest to takie niemożliwe?- A ten, czy może wasz Medyk z Klanu Wichru byłby takim chętnym do zdradzenia czegoś? Nie musi być wiele -zapytał z nadzieją.
Ciemnobrązowy point przyłożył łapkę do brody po tym jak usłyszał kolejne stwierdzenia wichrowiczki dotyczące Dwunogów. Cały czas próbował sobie wyobrazić jak można mieć na pieńku z tymi bezwłosymi stworzeniami? Przecież oni są tacy mięccy i łatwo wybaczają jeśli w ogóle pamiętają o jakimś złym zachowaniu. Chociaż słyszał czasami o Dwunogach, którzy źle traktują swoich podopiecznych, ale nie spotkał jeszcze takiego, więc ciężko mu było to sobie dokładnie wyobrazić, zawsze miał wyobrażenie, że przecież mogą uciec. Niby takie zachowanie Dwunogów przecież jest możliwe, a jednak tak dla Artema odległe...
-Możliwe, w końcu każdy ma tam swoje poglądy i zachowania -odparł, a potem dodał kiedy usłyszał o kulturowych różnicach- nudno by było gdyby wszyscy byli tacy sami, nie?
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Miała cichą nadzieję... że spotka Artema ponownie. Było w nim coś, co sprawiało, że uśmiech cały czas wkradał się na jej mordkę, wprawiając w dobry nastrój. Liczyła, że zdoła choć trochę pomóc mu w jego marzeniach o posiadaniu wiedzy medycznej. W końcu nie było w tym nic złego, prawda? Nie mogła pozwolić na to, by inny kor - nawet, jeśli samotnik - był pozostawiony na pastwę losu w razie zagrożenia zdrowia lub życia. Poza tym, póki sama zdobyła w uczciwy sposób tę wiedzę, nie było w tym nic, czego mogłaby się powstydzić.
Spojrzała na pointa, kręcąc od razu głową na jego pytanie, zanim zdążyła otworzyć pysk, by odpowiedzieć. Postać Lśniącej Sadzawki była... wzbudzająca respekt, to na pewno. Nawet jeśli teraz Antylopa już tak bardzo się jej nie obawiała, wciąż w środku niej drzemała pewna niepewność co do osoby białej medyczki, zbytnio nie chcąc wchodzić jej niepotrzebnie w drogę.
- Nie sądzę, by była do tego chętna... przynajmniej ja obawiałabym się ją o to zapytać. - powiedziała zgodnie z prawdą, wzdychając lekko. Żałowała, że nie może powiedzieć mu więcej, ani odpowiednio nakierować kocura w stronę, w którą powinien iść szukać.
Miała wątpliwości związane z dwunogami, lecz nie wyjawiała ich w obecnej rozmowie, milcząc przez dłuższą chwilę, zatopiona w swoich własnych rozmyślaniach. Może samotnicy i pieszczochy miały w sobie coś, co sprawiało, że byli... mniej narażeni na porwania? Może było coś w klanowych kotach, przez co znikały one po kolei? Zapewne szylkretka nigdy się tego nie dowie.
- To prawda. To intrygujące obserwować, jak bardzo koty różnią się między sobą, lecz wciąż trwają przy sobie w jednej, zwartej grupie. - przyznała rację Artemowi, posyłając mu delikatny uśmiech. Nie chciała jeszcze kończyć tej rozmowy, przez co zaczęła zastanawiać się nad kolejnym wątkiem, który mogłaby poruszyć, jednocześnie dając kocurowi czas na zrobienie tego samego, jeśli było coś, co wzbudzało jeszcze jego zainteresowanie.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Gdyby Artem znał ciche nadzieje Antylopiej Łapy to powiedziałby jej, że jeśli chodzi o ponowne spotkanie to nie miał żadnych obiekcji w tym temacie. Polubił ją, jest miła i pomocna, a także potrafi być zabawna. Podobało mu się też, że jest tak ciekawa innych, nieznajomych jej rzeczy, może jest nawet i tak ciekawska jak on sam. To sprawiało, że mieli o czym rozmawiać i konwersacja nie była wymuszona i niezręczna.
-Oh… -nie mógł ukryć, że był lekko zawiedziony tą informacją. Chyba trochę za bardzo nastawił się na to, że będzie mógł się więcej dowiedzieć praktycznie od razu. No, ale jego optymistyczna raczej natura nie pozwoliła mu długo być w takim stanie- No cóż… szkoda, ale może kiedyś spotkam kogoś kto się ze mną jakąś wiedzą podzieli. Tylko czemu Klany są takie niechętne? Czy to coś złego, że ktoś chce umieć leczyć?
Tak jak Antylopia Łapa miała wątpliwości co do Dwunogów tak ciemnobrązowy point miał w głowie różne znaki zapytania dotyczące życia klanowego. Zwłaszcza, że samemu Artemowi niewiele rzeczy przeszkadzało i nie do końca potrafił zrozumieć koty, które kryły coś -według niego- bez powodu. On na przykład nie miał jakiś większych oporów przed dzieleniem się swoją wiedzą.
-Ja nie jestem zbyt dobry w przebywaniu w większej grupie, ale moja ciekawość sprawia, że aż chętnie bym taką zobaczył -odparł- Klan brzmi zupełnie inaczej niż wszystko co do tej pory widziałem.
Nastała chwila ciszy, ale Artemowi nie wydawało się, że była to niezręczna cisza. Raczej taka, która pozwalała na chwilowy oddech i zebranie myśli. Ciemnobrązowy point podsumował wszystko czego do tej pory się dowiedział od swojej rozmówczyni i wtedy do głowy wpadł mu kolejny wątek.
-Nie wiem czy wypada mi zapytać, więc jak nie chcesz odpowiadać to nie musisz, ale w ogóle to skąd u ciebie taka ciekawość do świata? -zapytał- Ja tam słyszałem, że Klany są zwykle zamknięte w swoich bańkach i trzymają się swego.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.