Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Pamiętała, jak bardzo strachliwym i pełnym kompleksów szkieletem kota niegdyś była. I mimo, że wciąż wydawała się niezbyt dobrze zbudowana, będąc raczej wysokim chudzielcem - teraz było w niej trochę więcej pewności siebie, niż księżyce temu. Czy była zadowolona z takiej wewnętrznej przemiany? Z jednej strony w pewnym sensie napełniała ją niepewność, strach, że może nie powinna była tak szybko otwierać się na znajomości, że może powinna robić to stopniowo - wszystko to było jednak wynikiem myśli jej przewrażliwionego wręcz umysłu, które było jednym z przyzwyczajeń, które od młodości wciąż jej pozostały.
Potrzasnęła głową, odcinając się od dłuższych i bardziej skomplikowanych rozmyśleń, podnosząc łeb do góry.
- Myślę... że to prędzej sprawa osobowości medyczki w moim klanie. Możliwe, iż w pozostałych koty obdarzone tymi zdolnościami będą bardziej przychylne do dzielenia się tym. - powiedziała miękko, strzygąc delikatnie dużym uchem. Jej trening nie był na... aż tak zaawansowanym poziomie, by mogła wiedzieć, kto zajmuje poszczególne stołki w innych klanach. Cały czas wyczekiwała kogoś, kto mógłby spełnić jej chęć kształcenia się i zdobywania coraz większej wiedzy i poszerzania horyzontów.
Spojrzała na kocura, przekrzywiając zaciekawiona głowę, lecz po chwili skinęła w zrozumieniu. To normalne, że niektórzy woleli prowadzić samotnicze tryby życia. Lecz mimo wszystko, mimo wszelkich obaw kocicy, że w klanie się nie odnajdzie, że samotność dla szylkretki będzie może jednak lepszą opcją... w Klanie Wichru trafiła do swojej rodziny. Do miejsca, do którego należała, a w jej krwi wciąż płynęła duma i honor jej przodków - przywódców, zastępców, medyków, którzy byli Wichrzakami.
- Na pewno wszyscy by cię polubili, nieważne w którym klanie mógłbyś się znaleźć. - posłała Artemowi słodki uśmiech, przez chwilę mrużąc dwukolorowe ślepia, po uderzeniu serca ponownie je otwierając. - Pozytywne koty zawsze są dobrym omenem, pozwalającym na utrzymanie morali reszty kotów.
Dzięki ciszy mogła ułożyć swoje myśli, dać odpocząć swojemu gardłu od rozmów i móc odetchnąć, pozwalając sobie na oddychanie świeżym podmuchem wiatru, który nadszedł.
Podniosła brwi na pytanie pointa, nastawiając do przodu nietoperze uszy i otworzyła pyszczek, zastanawiając się przez chwilę. Czy klany naprawdę były tak postrzegane? Niewątpliwe, iż przez swoje... prawie że nieklanowe pochodzenie Antylopa mogła patrzeć na pewne rzeczy inaczej, niż kocięta wychowywane od młodości wśród klanowych rówieśników.
- Wiesz... możliwe, że wynika to z tego, że często przekazuje się kociętom taki pogląd, że koty własnego klanu są najważniejsze, że trzeba bardzo pilnować się granic własnych terytoriów, jak i nie wychodzić poza nie. Również przekazywane jest to z przekonaniem, iż nie powinno się zaprzyjaźniać z samotnikami, jako iż nie żyją oni według Kodeksu. - odpowiedziała po chwili, próbując uważnie dobrać słowa, by móc wyjaśnić Artemowi, jak ona przy okazji widzi tę sprawę. - Ja sama... chciałabym wiedzieć więcej o świecie. Poznać inne koty, ich spojrzenie na świat - od kiedy parę księżycy temu otrzymałam bezinteresownie pomoc od kocura z innego klanu, zaczęłam inaczej spoglądać na klany, na koty z nich pochodzące, dla mnie nie są oni zagrożeniem, lub tym bardziej rywalami. - dodała.
Milczała chwilę, pozwalając sobie na przyglądaniu się postaci pointa przed nią, swój wzrok zatrzymując przez moment na jego oczach, po paru uderzeniach serca odzywając się ponownie.
- A samotnicy czasem mają jeszcze lepsze historie do opowiedzenia, niż klanowicze...! Każdy poznany kot to dla mnie kolejna z historii i postaci, która zapisze się w moim umyśle. Ty tak samo. - miauknęła z delikatnym uśmiechem, który przyozdabiał jej mordkę. Z pewnością nie zapomni Artema, a jeszcze bardziej możliwym będzie, iż będzie wypatrywała go gdzieś na terenach niczyich, w próbie odnalezienia go ponownie.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem uśmiechnął się kiedy usłyszał odpowiedź Antylopiej Łapy jeśli chodzi o Medyków. To znaczy, że jakaś szansa faktycznie mogła gdzieś na niego czekać. Musiał jej tylko poszukać i chcieć ją znaleźć. To zdecydowanie dało mu nadzieję na to że nawet jako samotnik będzie mógł poszerzyć jakoś swoją wiedzę.
-Dziękuję za podpowiedź -powiedział i skinął głową z wdzięcznością. Po jego mordce i słowach widać oraz słychać było, że bardzo ucieszył się na tę informację, nawet jeśli nie była w stu procentach pewna.
Zaśmiał się przyjaźnie kiedy usłyszał następne słowa kocicy. No cóż, Artem faktycznie nie był fanem życia w smutku i starał się patrzeć na świat na tyle pozytywnie na ile on pozwalał, jednak to nie znaczy, że był naiwny. Artem wiedział kiedy trzeba być poważnym, był realistą, po prostu wiele rzeczy spływało po nim jak po kaczce albo po prostu nie były na tyle ważne, żeby trafić w jego czułe punkty, które spowodowałyby jakąś gwałtowniejszą reakcję z jego strony.
-Może kiedyś odważę się spróbować -zasugerował, jednak sam nie był jeszcze pewien czy kiedykolwiek faktycznie się odważy spróbować dołączyć to tych większych grup kotów, mimo wszystko Artem raczej nie był zbyt umiejętny w obracaniu się w większym towarzystwie- Na razie to bardzo cieszy i satysfakcjonuje mnie to, że chociaż tobie mogłem poprawić humor -uśmiechnął się życzliwie do swojej nowej znajomej po tych słowach.
Kiwał głową kiedy szylkretka tłumaczyła mu swoje poglądy. Miało to sens, nie było wzięte z nieba, zwłaszcza w porównaniu do tych wszystkich bajeczek, które słyszał kiedy jeszcze żył na Osiedlu oraz od innych samotników, których udało mu się spotkać w swoim życiu. W końcu kocięta chłoną najwięcej, a jak to się mówi, starego psa -a w tym wypadku kota- nowych sztuczek nie nauczysz, później koty robią to czego się nauczyły za maleńkiego.
-Miło, że masz inne podejście, to dało nam szansę spotkać się i poznać bliżej -odparł, cały czas z uśmiechem. Niby dopiero Antylopią Łapę poznał, a bardzo dobrze czuł się w jej towarzystwie.
Zakłopotał się i gdyby koty mogły się rumienić to pewnie by tak zrobił. Skrępowany liznął kilka razy swoje krótkie futerko na piersi, a potem spojrzał na Antylopią Łapę kiedy już uznał, że się uspokoił.
-Ja też na pewno cię nie zapomnę -odparł- Gdybym mógł to mógłbym z tobą rozmawiać bez przerwy... może chociaż mógłbym cię odprowadzić? -zaproponował, a potem zaczął obawiać się, że ta propozycja mogłaby zabrzmieć trochę podejrzanie, w końcu to ich pierwsze spotkanie, więc dodał z lekkim odkaszlnięciem- No wiesz... niebezpiecznie jest na świecie. Na pewno spałbym spokojniej jakbym wiedział, że doszłaś do granicy swojego Wichru bez problemu.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Miała nadzieję, że Artem zdoła mieć szansę poszerzyć swoją wiedzę medyczną. W końcu był niegłupim kotem, zdecydowanie inteligentnym i znającym swoją wartość, a żalem by było, gdyby taka ambicja miałaby się zmarnować. Kto wie, może i jej uda się dowiedzieć co nie co od Lśniącej Sadzawki jako Wichrzak, a ona później przekaże te informacje Artemowi? Mimowolnie jej myśli zawiesiły się nad ich kolejnym spotkaniem - czy będzie miało szansę się odbyć? Teoretycznie... wcześniej napotkanych samotników nie spotkała ponownie, co jakiś czas wyłącznie myśląc o nich przez chwilę, zastanawiając się, jak im się powodzi. Chciała, by wszystko było w porządku z Kłodą - zdecydowanie polubiła poznaną wcześniej samotniczkę. W pewnym sensie przypominała ona pointa, który znajdywał się przy niej... oboje mieli to lekkie i pozytywne podejście do życia, którego im zazdrościła. Ciekawiła się, czy było coś, co mogło wywołać poruszenie w ich sercach, coś, co mogłoby sprawić, że ogarnąłby ich smutek... Jednak nie zasługiwali na to, a ona nie miała zamiaru dowiadywać się, jak to osiągnąć.
Słuchała kocura z zainteresowaniem, mimowolnie uśmiechając się na jego słowa. To prawda - gdyby nie patrzyła swoim własnym spojrzeniem na świat, mogłoby ominąć ją wiele wspaniałych przyjaźni i znajomości, o których myśli do teraz. Wiadomo, że w klanie było dużo kotów, z którymi mogła się zaprzyjaźnić... jednak wychodząc poza jego tereny nigdy nie mogła przewidzieć, kogo napotka, co dodawało adrenaliny do całego przedsięwzięcia.
Podniosła brwi, słysząc co mówi Artem, a po chwili zachichotała słodko. Kocur, mimo że starszy, był strasznie uroczy jak na swój wiek! Mógłby rozmawiać z nią bez przerwy? Chyba ostatni raz coś takiego niebezpośrednio poczuła od Barana, który przeprowadził z nią bardzo mądrą, jak i poruszającą rozmowę. Mimo wszystko jej serce zabiło szybciej, oblewając przy okazji całe jej ciało ciepłym uczuciem. To było naprawdę... miłe i przyjemne, słyszeć coś takiego - zwłaszcza od kota, którego spotkało się po raz pierwszy.
- Nie będę miała nic przeciwko. - odpowiedziała miękko, wstając i uderzając biczowatym ogonem o podłoże, patrząc przyjaźnie na kocura. - Będę czuła się o wiele pewniej, idąc z kimś bardziej doświadczonym. - przyznała, dopiero po jego słowach uświadamiając sobie, że mimo trochę starszego wieku, niż wtedy, gdy dołączyła do klanu, była wciąż łatwym kąskiem dla drapieżników, lub innych samotników - zwłaszcza, iż niewiele mogła wynieść z treningu. Odetchnęła lekko, posyłając uśmiech Artemowi.
- To było ciekawe doświadczenie... dziękuję ci za tę rozmowę. Dzięki wysłuchaniu ciebie zrozumiałam parę rzeczy, które mnie martwiły. To była przyjemność poznać ciebie. - dodała jeszcze, kiwając głową z wdzięcznością, a bystre oczy nie opuszczały sylwetki pointa.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Gdyby tylko Artem wiedział o czym w tym momencie Antylopia Łapa myśli to zapewniłby ją, że on sam bardzo chętnie ponownie by się z nią spotkał. Polubił ją, była ciekawym towarzyszem do rozmowy, miła i... point lubił kiedy na jej pyszczku pojawiał się uśmiech. Wyglądała jakby tego potrzebowała, a ciemnobrązowy point czerpał przyjemność z pomagania innym, zwłaszcza znajomym, przyjaciołom i innym bliskim mu kotom. No... i musiał przyznać, że szylkretka wyglądała o wiele lepiej kiedy na jej pyszczku widniał taki właśnie uśmiech i rozjaśniał całą jej twarz.
Odkaszlnął zakłopotany i odwrócił na chwilę wzrok kiedy usłyszał chichot Antylopy. Czy powiedział coś źle? Nie, chyba nie. Wtedy byłaby na niego zła, a nie chichotała. A może właśnie poszedł w dobrą stronę? Taką miał nadzieję.
Spojrzał na nią z ucieszoną miną kiedy szylkretka wyraziła chęć, żeby Artem odprowadził ją do granicy. Da im to czas na dalszą rozmowę i jeszcze lepsze poznanie się. No i marsz w dobrym towarzystwie sam w sobie jest przyjemny, a dodatkowo dowie się gdzie jest wichrowa granica i może będzie mógł tam podchodzić, mając nadzieję na ponowne spotkanie szylkretki z Wichru. To na pewno byłoby też łatwiejsze niż szukanie jej po Ziemiach Niczyich albo liczenie na to, że los znowu przypadkowo splecie ich drogi.
-Miło mi to słyszeć -odparł- W takim razie chodźmy -powiedział rozpromieniony, a potem razem z Antylopą ruszył w dalszą drogę.
//zt x2
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Żeby zmusić Kamienia do siedzenia w obozie, trzeba by było połamać mu wszystkie łapy, przywiązać do kamienia, zrobić wokół niego fosę, do niej wrzucić krokodyle, a wokół tej fosy ustawić strażników, którzy by pilnowali czy rudy się nie chce gdzieś wymknąć. W innym wypadku wierzenie, że ryży będzie siedział w Gromie i "bał się terenów niczyich" czy "śmierci" było śmieszne. On wiedział, że nic mu nie grozi. Że nawet gdyby groziło, to znalazłby drogę wyjścia. I nie chciał się ograniczać tylko dlatego, że Plamka go postraszyła. Nie w chwili, kiedy nie miał co robić, a Dyma nie było nawet w okolicy - być może poddał się z treningiem.
Co go przyniosło aż tutaj? Nuda, ciekawość, chęć poznania świata. Ostatnimi czasy w obozie słyszał pogłoski o wychudzonym samotniku, chodzącym po terenach niczyich, bredzącym coś do samego siebie i... jak Kamień miałby to zignorować? Zebrał się jak najwcześniej o świcie, zjadł jedynie coś przed wyjściem, a później zabrał ze sobą królika. Skoro kot o którym słyszał był wychudzony, najpewniej nie umiał polować - prezent w postaci posiłku może zadowolić więc obcego, zachęcić go do rozmowy czy... coś.
I z tego właśnie powodu był tu, sam, ciągnący królika ze sobą, szukający nie wiadomo kogo i czego. Uszy miał postawione wysoko do góry, oczy szeroko otwarte. Szukał, liczył na to że los się do niego uśmiechnie i trafi na przybęłdę.
//MG :>
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Pusto. Cicho, jedynie wiatr, wiatr szeleszczący wśród rachitycznych gałązek krzewów mącił wielkie milczenie lasu. Kamień przez długi czas nie widział nic, aż wreszcie - w ogromnej ciszy - mignęła mu przed oczyma ognista smuga. Kilka kroków dalej, i jeszcze raz sylwetka przemknęła pomiędzy gałęziami krzewów. Jeszcze kilka chwil, i struga rudego futra zmaterializowała się przed Kamieniem w postaci kocura nieco roślejszego, dużo jednak szczuplejszego i wątłego niż terminator. Wyniszczenie i zmęczenie było widoczne wszędzie wokół niego, ale nie znajdowało się w jego wychudzonej sylwetce, przygarbionych ramionach i zmierzwionym futrze, a w przerażeniu - nie niepokoju, a czystym przerażeniu - lśniącym w jego jedynym, zielonym oku.
- Wołałeś mnie, czego chciałeś - wydyszał wysokim głosem, którego melodyjność szarpała i targała chrypa właściwa tym, którzy przez sen krzyczą, a za dnia płaczą - zebrałem się, w com ta miał, jestem, jestem...
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Oczekiwanie na nieznajomego przyniosło efekty; już po momencie pojawił się. Nie bał się go, być może to głupie z jego strony, ale... czy Kamień był mądry? Niczego się nie bał, niemal nigdy nic go nie straszyło. Uśmiechnął się delikatnie, jedzenie które przyniósł zaraz rzucając przed obcego. - Cześć. Słyszałem o tobie, pomyślałem, że może - ale tylko może, bo pewien nie jestem - chcesz coś zjeść? - raczej powinien chcieć, wyglądał marnie. Okropnie paskudnie wręcz, jakoby nie jadł od jakiegoś czasu. A może taką miał urodę? Nie była w stylu Kamienia w takim razie. Siadł na zad, poszerzył uśmiech. - Kim jesteś? I co tu robisz?
Zagadał szybko. Od niego najlepiej się dowie wszystkiego co go interesuje.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Szkiełko niespokojnym gestem schwytał rzuconą mu zwierzynę. Przez chwilę patrzył z jakimś niewyraźnym strachem na Kamienia - nie, przez Kamienia - a potem ułożył królika na śniegu i jednym zgrabnym ruchem rozorął mu brzuch, a wypadłe ze środka narządy zaczął układać w dziwne kombinacje. Dymiąca krew i mięso migotały pomiędzy jego łapami; do jednego pazura przykleił się fragment króliczego serca.
- Ktoś utonie - powiedział niespodziewanie. Dopiero potem, jak się zdaje, zwrócił uwagę na pytanie Kamiennej Łapy. - Nocy ponury wędrowiec. Smutny strzęp naszych przeklętych czasów przejętych zgnilizną moralną. Nic dobrego, bracie! jestem skazany na powolną, nudną śmierć. Przynoszę tylko nieszczęście tym, których spotkam. Tym się zajmuję na co dzień.
Zamrugał zielonym okiem i spojrzał na rozmówcę. Cały czas coś w nim drżało, coś niepokoiło się i szarpało.
- Rzeka wyleje. A my spłoniemy. I wiatr nas porwie.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Nie miał pojęcia nawet jak reagować na to, co się działo przed nim. Był przekonany, że obcy zacznie jeść, podziękuje mu, porozmawiają, a ten? Skrzywił się w niesmaku, wymuszając z siebie uśmiech. Może to jakiś dziwny zwyczaj? Jakaś inna religia? Nie, nie sądził, szczególnie słysząc to co mu powiedział. - Kto utonie? - to groźba? Nie, skąd. Nie zrobiłby mu krzywdy. Kamień dla pewności napiął mięśnie, obserwując go uważnie. Nie bał się samego kocura, a raczej niezapowiedzianego ataku. Gdyby miał umrzeć, kto by go przed śmiercią uratował? No, właśnie, nikt. A gdyby do niej miało dojść, chciałby chociaż, aby ta była niestraszna - jakkolwiek to nie brzmi. - Bzdury. Nie możesz przynosić nikomu nieszczęścia, tak nie działa życie. Zresztą - czemu miałbyś umrzeć powoli i nudno? Umrzeć, czemu to byś miał? Nie polujesz. Z głodu możesz, ale, mogę ci dawać jedzenie. Wtedy nie będziesz umierał.
Wystrzelił z siebie nielogiczną zbitkę słów, nie umiejąc zebrać żadnej myśli w głowie. Rozporoszony czyjąś śmiercią, uznał, że mówił o samym sobie, ale to i tak było niepokojące, złe, dziwne. Nie chciał ignorować możliwych krzyków o ratunek. Tak po prostu, złe by to było. - Rzeka... Może wylać. Ale jak my mamy spłonąć? Będzie pożar w lesie? - dopytał zaraz. Nie, tego nie rozumiał. Mógł tu przyprowadzić Krzyżaka, to może by się dogadali jakoś. A tak? Ach, będzie musiał wszystko mu przekazać i prosić o wyjaśnienia. - Co się ma dziać?
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
- Ten, kto nie zawiśnie - udzielił dziwnej odpowiedzi Szkiełko. Z pyska wysunął się płaski, blady język; szklane oko czyniło jego spojrzenie dziwacznie zezowatym.
- Ah, bo ciebie ktoś omotał. Ależ z ciebie szaleniec, szaleniec, szaleniec! Lubię takich - stwierdził na następne słowa. - Och, umrzeć. Umrzeć, umrzeć, umrzeć, któżby nie chciał? Ja ci powiem, kto by nie chciał! Oni nie chcieli, ale wszyscy ich wymordowali i splunęli na groby. Jesteśmy hultaje takie, że nikt nam nie dorówna.
Kroił dalej zwierzę, mrużąc przy tym jedyne oko. Drugie, szeroko rozwarte, dodawało całej scence nieco upiornego, niepokojącego charakteru.
- Pożar będzie, ale w naszych duszach. Groby się otworzą i wyjdą z nich zmarli, aby zobaczyć nasze wszystkie przewiny... - przerwał nagle i uważnie przyjrzał się Kamieniowi, by dopiero po chwili odezwać się znowu. - Czy Ty masz kochanka?
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
- A kto zawiśnie? Jak może zawisnąć? Wyleje rzeka tak mocno, że do gałęzi będzie sięgać? - rzucił pytanie bardziej do siebie, niż do kocura. Na parę sekund zawiesił wzrok na pobliskim drzewie, by określić ile wody by wylało - tuż po tym wrócił spojrzeniem do rozmówcy. Lepiej mieć go na oku mimo wszystko. - Miło... że mnie lubisz w takim razie - drobny uśmiech, dość niepewny, wkradł się mu na pysk. Było to obelgą, tudzież szczerym pochlebstwem? Nie był co do tego pewien, stąd niepewność w reakcji. - Masz jakieś pojęcie, kim są "oni"? Wiele kotów może się pod nimi kryć.
Przesadnie dużo. W ciągu swojego życia w samym Gromie było już ile? Sześć pogrzebów? Coś koło tego. Być może Szkiełko nie mówił nawet o Gromowych kotach, bo "oni" mogli być dosłownie każdym. - Ja nikomu nie zrobiłem krzywdy - zaznaczył zaraz z pewnością w głosie, pierś wypinając do przodu. Czy starszy był upiorny? Tak, jak najbardziej. I Kamień, który mało czego się bał, w tym wypadku odczuwał swego rodzaju niepewność wobec niego. Nie podejrzewał, że dojdzie do czegoś złego, nie każdy dziwak musi być zły. Może po prostu jest dziwny, bo nikt nie dał mu szansy być normalnym. - Mówisz? Moim zdaniem - lepiej nawet. Niech wyjdą, niech to zobaczą. I może wtedy wszyscy przejrzą na oczy i w końcu lepiej będzie.
I tu nagle - co? Pytanie, które miało prowadzić do niby czego? Trzepnął uchem, wbijając spojrzenie w rudego. - Paru. Z czym ma to związek?
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
- Niewykluczone, nieniemożliwe, a nawet bardzo możliwe i bardzo niewykluczone. Z pewnością jednak nie prędzej, niż kwiaty znowu zakwitną, wydarzy się coś strasznego - obwieścił magik, pochłonięty bez reszty tym, co kryło się w zwłokach. Na chwilę gwałtownie przerwał, jakby czymś zaniepokojony, grzebać w ciałku. - Nie wolno mi powiedzieć imion. Zapłata jest za niska, ale jeżeli nakarmisz ducha, to może pokazać, gdzie leży kto.
Na następne słowa Szkiełko wydał z głębi swojej piersi ni to jęk, ni to śmiech. - Lepiej? Nie, to będzie koniec! Wieczność się skończy właśnie tam, a ciemność ogarnie cały świat. Koty będą kryły się w norach, wyglądając na zewnątrz lękliwie; rozpanoszą się kłamstwa, proroctwa i bujdy! Teraz wszyscy metafizycy katastrofy wypełzną i weżrą się kotom w mózgi, zapamiętaj te słowa. Wszystko przełajdaczone! Jedyne, co przetrwa, to podłość i spryt, i wrony, co wyżerają ze zwłok wnętrzności! - kiedy mówił, jego słowa raz ociekały żółcią, raz były pełne rozpaczy, raz jękliwego strachu. Niebo zasnuło się chmurami, mknący cień uwydatnił ostre rysy Szkiełka.
- To źle, to źle. Uważaj na nich. Jednego w lesie zagryzł zwierz, drugi bez śladu w gąszczu sczezł.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
To wystarczyło. Musiał wiedzieć jedynie mniej-więcej kiedy się może coś zdarzyć. Kiwnął więc głową z porozumieniem, aby to zaraz znów nadstawić uszu. - Jestem w stanie zdobyć lepszą zapłatę. Każdy ma swoją cenę, rozumiem że takie interesy są obrzydliwie drogie - jakoby nie patrzeć - Szkiełko był zmuszony patrzeć w niezbyt wesołą przeszłość, która mogła bardzo zaważyć nad losem nie tylko innych, ale i samego Kamienia, który - wiadomo - mógł się zaplątać aż zbyt w przepowiednie. - Jak nakarmić ducha? Na pewno nie myszą czy czymś innym, co je byle kot. Winienem oddać duszę?
Uszy wyżej. Jeśli tak... Byłby skłonny się nad tym zastanowić. Zaraz jednak opuścił uszy, słysząc dłuższą wypowiedź. To zdecydowanie było ponad niego, musiał sobie to ułożyć w głowie. Strach w jego głosie, mowa o podłości i sprycie i... wronach? To dobrze, jak będzie więcej ptactwa, koty się najedzą. - Żyją. Jeśli widzisz, że któreś z nich jest martwe - nie byłem z tym kotem w związku - zaczął wolno. Później przerwał. - Mówisz o Sokół?
Brak większych emocji w jego głosie. Jeśli jej się coś stało... Nie miał już na to wpływu. Ważnym było, że Krzyżak i Puchacz byli zdrowi i szczęśliwi.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
- Duch może przemówić przeze mnie. Oddaj dusze trzech zwierząt. Kocich dusz się brzydzą - odparł Szkiełko na jego słowa; westchnął głęboko, jakby brał oddech po wynurzeniu się z jakiejś nieskończonej głębiny. - Ja się za to nie brzydzę; żadnych dusz, żadnych ciał się nie boję, nie brzydzę. W ciałach nie ma nic strasznego, wiesz?
Na słowa o kotach, z którymi Kamień był w związku, Szkiełko parsknął długim, nerwowym śmiechem, odrzucając głowę do tyłu; było w jego rzężącym śmiechu cierpienie, strach, ból, niepokój, gorycz i poczucie klęski.
- Umrą! Umrą! Umrą! - wyniknęło wreszcie z jego śmiechu; ciemniejące niebiosa zmieniały jego rysy i malowały na jego pysku straszliwe cienie. Przez chwilę Kamieniowi mogło zdawać się, że w tej postaci widzi wszystkie znane sobie i ukochane koty naraz, a cienkie, roszczeniowe ramiona cieni pełznących po ich ciałach, wedrą się do ich wnętrz i rozedrą je na strzępy.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Uniósł uszy do góry. Trzy zwierzyny, nie ma problemu. W obozie było o niebo więcej pokarmu niż to, więc nikt pewnie nie zwróci nawet uwagi na brak jakichś trzech piszczków. Skinął głową, a później skrzywił się delikatnie. - No... - było w nich trochę strasznego. Widzieć kota, który moment temu znał żywego, mówiącego, pełnego życia, a który teraz leży martwo na ziemi zawsze było nieswojo. Niepokojąco, dziwnie. Nie kontynuował tego. Nie teraz. Drugi ich temat był bardziej przejmujący. - ...Skończ - mruknął krótko, jeżąc sierść na karku. Nie było opcji, aby się z tym pogodził, aby mógł zaakceptować taki los kogokolwiek z jego bliskich. Głupie gadanie. Nic więcej. - Gdzie i kiedy mogę cię spotkać. Przyniosę te zwierzyny czym prędzej.
Dodał na koniec. Niezależnie od tego, czy umówili się na konkretny termin, czy nie, Kamień w końcu pożegnał się i odszedł w swoją stronę. Los błagając, żeby nikomu z jego bliskich w fakcie nic nie było i nadal byli żywi. Dziwak.
//zt
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW