Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Intrygowało mnie to, co działo się w jej głowie. a do czego tak naprawdę nie miałem dostępu. Patrząc na jej zachowanie mogłem wnioskować, że moje manipulacje działały sprawnie, to jest doprowadzały do celów, które chciałem osiągnąć. W trakcie obserwacji przeróżnych kotów niekiedy dochodziłem do martwego punku, w którym nie mogłem posunąć relacji do przodu i uzyskać tego, czego właśnie pragnąłem. W takich chwilach myślałem, że przydałaby mi się umiejętność zaglądania do umysłów innych kotów i czytania ich myśli, jednak były to tylko i wyłącznie mrzonki. Liczyła się analiza zachowania i skrupulatna obserwacja gestów, ruchów, a także sygnałów werbalnych, a do tego potrzebne były częste kontakty z danym kotem, który mnie interesował. Dotyczyło to tym samym Jesionowej Kory. Chciałem pchnąć relację z cienistą wojowniczką dalej, ale nie miałem pewności co do tego, że teraz będzie przychodziła do mnie częściej, niż robiła to do tej pory. Sam nie mogłem chodzić po granicach tego klanu i jej szukać, to byłoby absurdalne i niebezpieczne.
- Mam nadzieję, że zobaczymy się szybciej niż ostatnim razem, Jesionko - powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej zawadiacko, puszczając na koniec oko. Potem odwróciłem się i zostawiłem ją za sobą.
zt
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Mały Grąd był miejscem, gdy szukała schronienia. Znalazła je tam, na skraju, gdzie drewniane budowle zaczynały rosnąć im bliżej środka. Dziś chciała się przejść dalej, za te domki pszczół. I trafiła do... lustrzanego wręcz odbicia terenów za ulami. Tylko drzew było tu trochę więcej, były gęściej rozłożone. Nic poza tym. Wcześniej się najadła gołębiem i powietrzem i teraz była gotowa zwiedzać dalej. Przemieszczała się miękko krok za krokiem aż dotarła do większego drzewa, które postanowiła zbadać dokładniej. Było tu ciemniej, jednak to jej nie przeszkadzało. Obserwowała korę drzewa, spróbowała trochę jej zdrapać, aby zobaczyć co kryje się dalej. Jednak się nie powiodło, gdyż Ostrężyna miała... zbyt tępe pazurki i nie umiała tego zrobić. Wypuściła powietrze ze świstem. Postanowiła więc, że przyjrzy się dokładniej kwiatom, zwijającym się wokół drzew.
Klapnęła pod cieniem drzewa i obserwowała kwiatki, raz co raz patrząc na inny. Nie przejmowała się otoczeniem, zresztą jak zawsze.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
przeciętny, krótkowłosy wojownik o klasycznie pręgowanym, burym futrze i złotych oczach; ogon nieco krótszy od przeciętnego | Nie zmieniła się zbytnio od późnych terminatorskich czasów. Już dawno osiągnęła swoje finalne rozmiary, prawie sięgając po tytuł wysokiej. Ogon nie urósł, ciągle pozostając krótszym od innych. Takie samo pozostało również futro wojowniczki: krótkie, bure, z klasycznym pręgowaniem oraz parą leniwie spoglądających na wszystko oczu.
Po sześciu księżycach życia wśród Klanu Cienia można już całkiem dobrze opisać charakter Łoś. Jedną z bardziej widocznych cech jest fakt, że nigdy nie wykonuje pierwszego kroku w jakiejś większej interakcji, jeśli jest młodsza. Zazwyczaj zamiast rozpoczęcia pogawędki, czy przedstawienia się, po prostu patrzy się dość nieprzyjemnym, wyczekującym wzrokiem. Więcej mówi, niż tak właściwie robi i jest dość... niekonsekwentna w nowych postanowieniach. Trudno jej przestać oceniać koty po pierwszym wrażeniu, zazwyczaj ignoruje ich poprawę, bądź pogorszenie się.
Łosia Łapa już dawno przyzwyczaiła się do samotnego chodzenia po terenach klanu Cienia. Gdy pierwszego dnia treningu sama musiała trafić do Wstężykowego Gaju trzęsła się w środku i była nieco zestresowana, ale teraz? Phi! Oby tylko zdążyć przed zmrokiem, bo wtedy robi się niebezpiecznie, a bura nie widziała najmniejszej potrzeby w narażaniu swojego życia dla przejścia się po lesie w nocy. Co innego w dzień - wtedy hulaj dusza, piekła nie ma! Córka Mrówczego Kopca wykrzywiła pysk w uśmiechu i otarła ogon o jedno z drzew rosnących blisko granicy z ziemiami niczyimi. Co za wspaniały dzień na przebieżkę, treningu dzisiaj nie ma, bo Bagienna Trzcina zajmowała się swoją nową terminatorką, a najważniejszy obowiązek Łapy zdąży wykonać... nie teraz. Wolała wykorzystać ostatnie ciepłe promienie słońca, zanim nadejdzie pora nagich drzew. Wspięła się na palce i zaciągnęła zapachem drzew, gdy nagle wyczuła w nim coś zupełnie niepasującego i nowego. Samotnicy? Tutaj? Ha!, nie może być! A jak może, to zaraz nie będzie. Przeskanowała otoczenie, jednak nie zauważając żadnego kociego futerka, zaczęła węszyć i podążać za wonią. Czyżby obcy jednak nie był na terenach klanu Cienia?
Najwidoczniej. Łosia Łapa burknęła niezadowolona pod nosem i trzasnęła ogonem z irytacją. Miała być przygoda, a co jest? Otóż nic. Chociaż, skoro przygoda nie chce przyjść do niej, to ona przyjdzie do niej, genialne. Zrobiła krok w tył, jakby dla rozpędu, po czym ostrożnym truchtem wybiegła za granicę. Tak jak podejrzewała, nic się nie różniło. No, może była nieco bardziej nabuzowana adrenaliną, ale i ona zaraz zniknie. Chyba, że długowłosa samotniczka, którą udało się jej wypatrzeć, okaże się nie być wcale taka miła i bezbronna. x– Fajne kwiatki, co nie – krzyknęła w jej stronę, zbliżając się pewnym krokiem.
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
A Ostrężyna dopiero poznawała te tereny. Nie mieszka tu długo, ale widzi już pierwsze plusy i minusy. Na przykład takie spanie, teraz może spać ile tylko chce. Minusem jest jednak na przykład taki brak doświadczenia w polowaniu i samo to, że musiała dla siebie polować. Przynajmniej nie musiała wykarmić całego Klanu, no nie?
Ostrężyna i wkradanie się na tereny Klanów? O to to nie, nie pozjadała jeszcze rozumu. Przynajmniej do końca, bo chyba jeszcze w Rzece zjadła kawałek i temu postanowiła wybrać się na podróż.
Przyglądając się kwiatkom nie zwróciła uwagi na szelest w pobliżu oraz zapach innego kota. Z jakiegoś Klanu. Nie była pewna jakiego. Chociaż pewnie Cienia, on jest najbliżej. Dlatego przestraszyła się, gdy ktoś krzyknął. Czy to lis? Czy to pies? Czy to kot?
Spięła się i wstała na proste łapy. Wyrzuciła pazury, bo się wystraszyła. Jednak zauważyła dość... potulną sylwetkę kotki. Pytała się o kwiatki.
- Ano. Przepraszam za to... przestraszyłam się ciebie. Nie widziałam jeszcze kota z Klanu Cienia. - przyznała.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
przeciętny, krótkowłosy wojownik o klasycznie pręgowanym, burym futrze i złotych oczach; ogon nieco krótszy od przeciętnego | Nie zmieniła się zbytnio od późnych terminatorskich czasów. Już dawno osiągnęła swoje finalne rozmiary, prawie sięgając po tytuł wysokiej. Ogon nie urósł, ciągle pozostając krótszym od innych. Takie samo pozostało również futro wojowniczki: krótkie, bure, z klasycznym pręgowaniem oraz parą leniwie spoglądających na wszystko oczu.
Po sześciu księżycach życia wśród Klanu Cienia można już całkiem dobrze opisać charakter Łoś. Jedną z bardziej widocznych cech jest fakt, że nigdy nie wykonuje pierwszego kroku w jakiejś większej interakcji, jeśli jest młodsza. Zazwyczaj zamiast rozpoczęcia pogawędki, czy przedstawienia się, po prostu patrzy się dość nieprzyjemnym, wyczekującym wzrokiem. Więcej mówi, niż tak właściwie robi i jest dość... niekonsekwentna w nowych postanowieniach. Trudno jej przestać oceniać koty po pierwszym wrażeniu, zazwyczaj ignoruje ich poprawę, bądź pogorszenie się.
Przybrała niezidentyfikowany wyraz pyszczka, widząc reakcję kotki i zwolniła do spokojnego kroku, żeby jeszcze bardziej jej nie przestraszyć. Wiedziała, że nie należała do największych piękności i ostatnio krzywiła się dość często, ale żeby była aż tak szkaradna? Ouh, to zabolało w pancerną dumę Łosicy. Uśmiechnęła się wesoło w stronę nowo poznanej i machnęła zachęcająco ogonem. x– I co, pewnie macie jakieś dziwne wyobrażenie co do Cieniasów, hm? Mamy łuski i skrzydła nietoperza. I ogony-żmije – powiedziała przyjaźnie, nie precyzując o jakiej grupie kotów mówi, zachowując jednak jakieś pozory bezpieczeństwa. Obca nie wyglądała na taką, która by ją zaatakowała, a przynajmniej nie na szybką. W dodatku wyczuwała na niej zapach klanu Rzeki, z którym zachowywali w miarę neutralne stosunki. Swoją drogą, ciekawe co terminatorka (bo na terminatorkę wyglądała) Rzeczniaków robi przy Dużym Grądzie. Przecież to było po drugiej stronie terenów, ta bura odeszła, czy co. Ostatecznie Łosica postanowiła nie poruszać tego problemu, uznając, że to nie był jej problem, a Świetlikowej Gwiazdy i jego wojowników i to oni powinni dbać o to, żeby ich uczniowie pozostawali w granicach ich klanu. Dopóki chyba-samotniczka nie wchodziła na tereny Cienistych, to córka Mrówczego Kopca miała jej zachowanie gdzieś. – Nie no, żartuję – dodała zaraz zapobiegawczo. Żeby jednak nie okazało się, że nieznajoma jest w gorącej wodzie kąpana i za coś takiego się obrazi. – Łosia Łapa. – Usiadła naprzeciw długofutrej, uprzednio rozsuwając kwiatki, by przypadkiem żadnego nie zgniotła.
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Oh, to przecież nie przez wygląd! Tylko samo to, że zbytnio się skupiła na kwiatkach i otoczenie jej zniknęło. Jednak słysząc głos się przestraszyła, a nie widząc burą.
- Mamy? J-ja... chodzi ci o Klany? I nie! - odpowiedziała kotce niepewnie. Mamy? Cóż, nadal pewnie czuć było zwietrzały zapach należący do Klanu Rzeki. On jednak... zniknie. Wraz z poczuciem bezpieczeństwa, jakie zapewniał jej obóz. Cóż za niedługo na polowaniu przecież natrafi na przeciwnika... jednak nie poprzedzajmy faktów, bo zaraz czasoprzestrzeń wybuchnie i wszechświat się skończy, niczym w Świecie Pięciu Nocy u Freddiego?
Co tu robi? Cóż, czuje się pasożytem i pozuje w świetle słońca. Czuje się, że się nie nadaje na życie w Klanie... w sumie nawet nie wie z jakiego powodu. Bo często chorowała i się źle czuła?
- No dobra! Ja jestem Ostrężyna. - przedstawiła się Cienistej. Łoś, fajnie. Ciekawe czy jej rodzeństwo, jak Ostrężynowe, ma podobne imiona.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
przeciętny, krótkowłosy wojownik o klasycznie pręgowanym, burym futrze i złotych oczach; ogon nieco krótszy od przeciętnego | Nie zmieniła się zbytnio od późnych terminatorskich czasów. Już dawno osiągnęła swoje finalne rozmiary, prawie sięgając po tytuł wysokiej. Ogon nie urósł, ciągle pozostając krótszym od innych. Takie samo pozostało również futro wojowniczki: krótkie, bure, z klasycznym pręgowaniem oraz parą leniwie spoglądających na wszystko oczu.
Po sześciu księżycach życia wśród Klanu Cienia można już całkiem dobrze opisać charakter Łoś. Jedną z bardziej widocznych cech jest fakt, że nigdy nie wykonuje pierwszego kroku w jakiejś większej interakcji, jeśli jest młodsza. Zazwyczaj zamiast rozpoczęcia pogawędki, czy przedstawienia się, po prostu patrzy się dość nieprzyjemnym, wyczekującym wzrokiem. Więcej mówi, niż tak właściwie robi i jest dość... niekonsekwentna w nowych postanowieniach. Trudno jej przestać oceniać koty po pierwszym wrażeniu, zazwyczaj ignoruje ich poprawę, bądź pogorszenie się.
x– Nie wiem, z kim się wychowywałaś? Może twoja matka tak cię przed nami ostrzegała – rzuciła, wzruszając barkami. Tak jak wcześniej, teraz nadal nie interesowało jej pochodzenie burej. Miała lepsze rzeczy do roboty, jak na przykład pilnowanie się, by nie palnąć jakiegoś głupstwa i w razie potrzeby oddać cios. W końcu nigdy nie wiadomo, z obcymi jak z kociakami, może w jej głowie siedzi jakiś durny pomysł. Chociaż wcale na taką nie wyglądała - być może wciąż było widać u niej czysto kocięce rysy pyszczka, jednak powoli z nich wyrastała. W gruncie rzeczy była całkiem... ładna. Być może gdy osiągnie pełny obieg pór, to jeszcze bardziej wyładnieje. x– Fajnie, Ostrężyna – skomentowała, zasępiając się na chwilę. Ostrężyna czyli... jeżyna? Chyba tak. Ciekawe dlaczego miała tak na imię. Jej nos miał podobny kolor do soku z jeżyn, a poza tym Łosicy nie udało znaleźć się żadnych podobieństw. W takim razie bura miała tak na imię z powodu estetyki imienia, a nie przez powiązania. W końcu Górska Łapa też nie wyglądała jak wzgórze. Nie była zwalista, ani nic. – Znasz się na kwiatkach? – zapytała, przechylając nieco głowę, po czym prędkim ruchem schyliła się i urwała pierwszą lepszą roślinkę z brzega w zęby.
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
- W sensie... ostrzegać? Cóż, jak już tata. Ciemniejące Niebo mi mówił, bym nie przechodziła przez granice ani nic... ale chyba chodziło mu o uważanie na koty Klanów... i samotników. Myślałam, że powiedziałaś macie, więc... chodziło ci o rodzinę? - odpowiedziała uśmiechając się lekko. Plus, mruknęła jeszcze imię jej taty. Z jednej strony, będzie wiedziała, że to on. Z drugiej może mu powiedzieć o zaginionej córce.
Łosia Łapa też była spoko. Były nawet trochę podobne kolorami, tylko jej pasy się rozpływały, zaś te Cienistej były mocne, twarde. Gdyby nie były tylko pasami na burym ubarwieniu jej futra.
- Dzięki! - podziękowała za... pochwałę? Chyba tak. A dlaczego Ostrężyna? No, trochę ten nosek, ale głównie temu, że ponąć wyglądały na słodkie malinki, różnicą był ich kolor i smak. Były kwaśne i ciemno granatowe, prawie czarne. Chyba takie wrażenie ona sprawiała, bo pod znikającym tłuszczem zaczęła ukazywać się tkanka mięśniowa. - Niezbyt. A ty? - spojrzała na urwaną przez kotkę roślinę. Rozsiadła się, aby być jeszcze bliżej ziemi i nosem dotknęła środka jednego z obserwowanych wcześniej kwiatków. Łapami zaś przygarnęła bliżej inne roślinki, tworząc kółko, w którego środku znajdował się nosek córki Klonowej Łapy.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
przeciętny, krótkowłosy wojownik o klasycznie pręgowanym, burym futrze i złotych oczach; ogon nieco krótszy od przeciętnego | Nie zmieniła się zbytnio od późnych terminatorskich czasów. Już dawno osiągnęła swoje finalne rozmiary, prawie sięgając po tytuł wysokiej. Ogon nie urósł, ciągle pozostając krótszym od innych. Takie samo pozostało również futro wojowniczki: krótkie, bure, z klasycznym pręgowaniem oraz parą leniwie spoglądających na wszystko oczu.
Po sześciu księżycach życia wśród Klanu Cienia można już całkiem dobrze opisać charakter Łoś. Jedną z bardziej widocznych cech jest fakt, że nigdy nie wykonuje pierwszego kroku w jakiejś większej interakcji, jeśli jest młodsza. Zazwyczaj zamiast rozpoczęcia pogawędki, czy przedstawienia się, po prostu patrzy się dość nieprzyjemnym, wyczekującym wzrokiem. Więcej mówi, niż tak właściwie robi i jest dość... niekonsekwentna w nowych postanowieniach. Trudno jej przestać oceniać koty po pierwszym wrażeniu, zazwyczaj ignoruje ich poprawę, bądź pogorszenie się.
x– Ta, można tak powiedzieć. – Kiwnęła głową, wzruszając ramionami i zamyśliła się na chwilę. Ostrężyna najwyraźniej faktycznie BYŁA związana z klanami, a zapach klanu Rzeki nie był zwyczajnym urojeniem. Zwłaszcza, że przez jej futro przeplatała się słabnąca woń wielu kotów, co dawało Łosicy przypuszczenia, że żyła w większej grupie kotów. – Czyli masz rodzinę w klanie? – zapytała z ciekawością. Wciąż nie miała zamiaru zajmować się sprawami Świetlikowej Gwiazdy, oczywiście, ale ciekawość wzięła górę, po raz kolejny tego dnia. x– Tesz nie. Moszemy je raszem naszfaci – wysepleniła, starając się nie zgnieść kwiatka zębami, tym samym siląc się na kontynuowanie rozmowy. Rzeczniaczka zrobiła na niej wystarczająco dobre wrażenie, by zdecydowała się na kocięcą wręcz zabawę, ujmującą dumie terminatorki, czującej zapach swojej ceremonii na wojownika. Gdy długofutra schyliła głowę, trybiki w głowie Łosicy zaczęły zgrzytać i błyskać iskrami. Wychyliła pysk i upuściła kwiatek między uszy Ostrężyny. Będzie mogła z nim zrobić co chce. Zostawić, zjeść, ususzyć, zdeptać, do wyboru do wyboru do koloru. Chociaż zniszczenie go bardzo zabolałoby w delikatne serce córki Mrówczego Kopca, w końcu pofatygowała się i urwała go osobiście. – Masz, dla ciebie. Możesz go sobie zatrzymać – powiedziała z dumą w oczach, która chwile potem zniknęła, gdy złotooka zaczęła się przyglądać pozostałym roślinkom. Jedna z nich, o biało-żółtych płatkach i ciemniejszych prążkach, wyglądała jakby szczerzyła kły odganiając potencjalnych wrogów. Jak... jak Ryk, choćby. Albo dziadek Ostry! Wskazała na kwiatek łapą i zerknęła na Ostrężynę, chcąc upewnić się, że jej słucha. – Ten wygląda jak mój dziadek. Nazwę go... ostr-ryg. Tak, ostryg. Albo ostry-d. Które bardziej ci się bardziej podoba? – zapytała, przechylając głowę.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Była tu nie raz. Znała to miejsce, jak własną norkę. Jednocześnie jednak nie mogła sobie wybaczyć, że to właśnie tutaj, zamiast od razu wrócić do klanu, wdała się w rozmowę z Wilkiem. To był jej pierwszy raz od powrotu, na ziemiach niczyich. Co prawda miała za niedługo wyruszyć na wyprawę w poszukiwaniu syna i wolała sprawdzić, czy jeżeli wyjdzie tutaj, przy Dużym Grądzie, da radę szybciej dotrzeć na osiedle. Pamiętała trasę, dwa miesiące też tam spędziła, za co siebie nienawidziła. Musiała teraz tam jednak wrócić po Algę. Westchnęła cicho, przemierzając cicho przez niego, aż wreszcie dotarła w pobliże jednego z płotów. Widziała je tam, czasem nawet wskakiwała. Kolejne bolesne wspomnienie. Zamknęła oczy. Czemu to wszystko nie mogło być po prostu zwykłym koszmarem? Snem, z którego nie potrafiła się wybudzić? Westchnęła cicho, wciągając powietrze do nozdrzy. Dlaczego jej życie nie toczyło się tak, jak chciała...
Mistrz: Tylko jam swym panem Płeć: kocur Matka: Black Pearl Simmonis Ojciec: William de Levant
Markiz, jako dumny przedstawiciel rasy kotów burmskich, posiada typowe dla nich krótkie czekoladowe futro z ciemniejszą maską, łapami i ogonem. Kocur nie należy do najwyższych, ale nie jest też szczególnie niski jak na swój wiek. Zważając na jego bierny styl życia, nie dziwnym jest, że miast masy mięśniowej, dostrzega się u niego głównie sporą warstwę tłuszczu.
Niebieskie oczy osadzone w okrągłym pysku brzmią jak obraz przyjazny dla oka, prawda? Jest tak tylko na papierze. Kto go spotkał, ten zrazu dostrzeże swoistą obojętność wobec wszystkich innych, bijącą ze ze wzroku kocura, a przynajmniej na takową wyglądającą.
[...]
Po długiej chorobie, Markiz schudł. Nie było to w znaczącym stopniu, ale z pewnością zauważalne. Od stałego przesiadywania w lecznicy widać też po nim słabszą formę, nawet jeśli jego kondycja nie była najlepsza już z początku. Ma też stale zachrypnięty głos, który na zawsze będzie mu przypominać o dawnej chorobie.
Znając jedynie dostatek domu dwunogów, Markizowi trudno dostosować się do warunków życia w lesie. Jest arogancki i uparty, twierdzi, że wszystko mu się należy, a obowiązkiem innych jest mu to zapewnić. Jest kotem dumnym, nie pozwoli sobie grać na kompetencjach. Z tego samego powodu chce też udowodnić, że jest w stanie zostać równie dobrym wojownikiem co klanowicze urodzeni w lesie.
[...]
Zważając na fakt, że kocur większość czasu spędzał samemu, z pewnymi wyjątkami, charakter Markiza nie zmienił się znacząco. Stał się jednak nieco pokorniejszy. Zrozumiał też dlatego, że nie będą w klanie spełniane wszystkie jego zachcianki. Pozostał jednak nadal dumny, i nie pozwoli innym go poniżać ze względu na pochodzenie.
Piaskowy Podmuch (KG)
Jesion mogła nie być tego świadoma, ale od dłuższej chwili spoczywało na niej czujne spojrzenie pary oczu niegdysiejszego wojownika.
Zakradł się do niej powoli i, o ile nie został dostrzeżony wcześniej, wymruczał jej do ucha: - Czy mnie aby oczy nie mylą? - Zapytał uśmiechając się z lekka chytrze. Miał nadzieję, że kotka nadal pamiętała swojego dawnego partnera i że nie znalazła sobie w tym czasie nikogo innego. W końcu wtedy musiałby się znacznie bardziej postarać, by ponownie wstąpić na jemu jedynie należne miejsce w jej sercu. Nie sądził jednak, by musiał się tym przejmować. W końcu, Jesion chyba pamiętała, przy kim było jej miejsce, prawda?
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Jesion co prawda czuła na sobie spojrzenie, ale myślała, że to po prostu złudna iluzja. Niegdyś właśnie tutaj, patrzał na nią Wilk, więc przypuszczała, że przez swoje pewne obawy, myślała, że jest obserwowana. Tak więc nie zwróciła na to większej uwagi, dalej pozostając z zamkniętymi oczami. Dokładnie jakby... Spała na siedząco, ale jednak. Żółtozielone tęczówki otworzyły się jednak szybko, gdy tylko do jej ucha dotarł dobrze znany jej głos, a do nos wyczuł równie znany zapach. Nie mogła w to uwierzyć. Obróciła głowę, kierując tęskne spojrzenie na partnera. Chwilę nie mogła w to uwierzyć. To był Markiz... Jej Markiz!
- Słodki... - wymruczała cicho, dalej niedowierzając własnym oczom. - Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę - dodała ciszej, ocierając się czule o jego policzek.
Mistrz: Tylko jam swym panem Płeć: kocur Matka: Black Pearl Simmonis Ojciec: William de Levant
Markiz, jako dumny przedstawiciel rasy kotów burmskich, posiada typowe dla nich krótkie czekoladowe futro z ciemniejszą maską, łapami i ogonem. Kocur nie należy do najwyższych, ale nie jest też szczególnie niski jak na swój wiek. Zważając na jego bierny styl życia, nie dziwnym jest, że miast masy mięśniowej, dostrzega się u niego głównie sporą warstwę tłuszczu.
Niebieskie oczy osadzone w okrągłym pysku brzmią jak obraz przyjazny dla oka, prawda? Jest tak tylko na papierze. Kto go spotkał, ten zrazu dostrzeże swoistą obojętność wobec wszystkich innych, bijącą ze ze wzroku kocura, a przynajmniej na takową wyglądającą.
[...]
Po długiej chorobie, Markiz schudł. Nie było to w znaczącym stopniu, ale z pewnością zauważalne. Od stałego przesiadywania w lecznicy widać też po nim słabszą formę, nawet jeśli jego kondycja nie była najlepsza już z początku. Ma też stale zachrypnięty głos, który na zawsze będzie mu przypominać o dawnej chorobie.
Znając jedynie dostatek domu dwunogów, Markizowi trudno dostosować się do warunków życia w lesie. Jest arogancki i uparty, twierdzi, że wszystko mu się należy, a obowiązkiem innych jest mu to zapewnić. Jest kotem dumnym, nie pozwoli sobie grać na kompetencjach. Z tego samego powodu chce też udowodnić, że jest w stanie zostać równie dobrym wojownikiem co klanowicze urodzeni w lesie.
[...]
Zważając na fakt, że kocur większość czasu spędzał samemu, z pewnymi wyjątkami, charakter Markiza nie zmienił się znacząco. Stał się jednak nieco pokorniejszy. Zrozumiał też dlatego, że nie będą w klanie spełniane wszystkie jego zachcianki. Pozostał jednak nadal dumny, i nie pozwoli innym go poniżać ze względu na pochodzenie.
Piaskowy Podmuch (KG)
Kocur uśmiechnął się szerzej, jeszcze bardziej omamiająco. - Moja miła, - Wyszeptał, napierając na jej bok. Chciał ją przewrócić, choć bezboleśnie, i przypomnieć jej jak dobrze z nim było w Klanie i jak dobrze może mieć poza nim, jeśli tylko będzie miała odwagę. Liznął ją po pysku, a ogon splótł z jej własnym. - Tęskniłem, wiesz?
Ciekawiło go zresztą, czy po tamtym jednym przypadku mieli już potomstwo? Ciekawe, czy byłoby to z jakąś korzyścią dla niego...
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Królewicz wraz ze swoją terminatorką, Bluszcz, obiecali sobie, że będą polować na kota, który chciał skrzywdzić ją i splugawił jego krew, mieszając się z siostrą Lamparciego Płomienia. Od jakiegoś czasu wychodzili poza terytorium klanu, patrolując okoliczne tereny i w końcu im się udało. Oczywiście nie przyszli tutaj, bo śledzili siostrę Króla Olch, ponieważ ten, mimo wszystko jej ufal. Sądził, że zrozumiała po ich ostatniej rozmowie, że jej, na ostry i ciernie, wybranego to kanalia. Poza tym, miała również udać się na osiedle jakiś czas po ceremonii, więc nie byłoby niczym dziwnym, gdyby opuszczała ich teren właśnie w tym kierunku.
Dwójka cienistych szła od strony Czarnego Ogona lekkim krokiem, gdy do nosa Olchowego Szeptu dotarł okropny zapach. Futro od razu zjezylo mu się na karku. Bez słowa kiwnal głową Bluszcz, dając sygnał, który być może zrozumiała i zaczął się skradac w kierunku zapachu, a wiatr zawiewal mu w pysk. Dopiero później wyczuł siostrę, lecz kiedy już to się stało... Pazury wysunely się z pochewek. Olchowy Szept nie zamierzał nikogo ostrzegac. Gdy już był wystarczająco blisko w paru szybkich susach zbliżył się do wygnanca i skoczył mu na grzbiet, chcąc zatopić kły w jego karku.
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Od czasu „spotkania” z Płonącym Frajerem i Barszcz byłam cały czas na granicy, cały czas chodziłam podirytowana, jeszcze mniej rozmowna, niż zwykle, jeszcze rzadziej przebywałam w obozie… nie byłam w stanie myśleć o siostrze bez fali negatywnych uczuć. Była tak naiwna, że dała mu się nabrać… ale skoro wybrała, to niech ma. Nie zamierzałam pierwsza wyciągać łapy, dla mnie to było skończone i choć czułam z tego powodu okropny ból, to się nie wycofam. Spędzałam więcej czasu z mistrzem, patrolując nie tylko granice, ale i pobliskie tereny… i coś się zmieniło. Ja nie poznałam zapachu kota, który dobiegł do moich nozdrzy, ale Olchowy Szept cały się najeżył… i kiwnął głową. Podobnie jak on, przystąpiłam do skradania się na ugiętych łapach i pod wiatr, tak, jakbym polowała. Oddychałam cicho, nie wiedziałam bowiem, czego się spodziewać… w końcu bury wojownik wyskoczył, więc i ja się nie wahałam.
Walcz, żeby zabić. Nie miziać pazurami. Walcz, żeby ZABIĆ.
Wyskoczyłam w stronę obrzydliwego kocura, którego z wyglądu nie dało się pomylić z kimkolwiek innym, z zamiarem zaatakowania jego tylnych łap. Nie chciałam zderzyć się z mistrzem, który skoczył bardziej w górę, ani mu przeszkadzać; chciałam po prostu ugryźć mocno jedną z jego łap.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare