Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxx– Nic mi nie mów o Rzece, raz nie wiedząc, że to ich teren weszłam tam i od razu dostałam same groźby, chociaż nic nie zrobiłam! Napiłam się tylko wody... – powiedziała oburzona trochę naginając prawdę, a następnie ściszyła głos. – Chociaż powinni być wdzięczni, przypilnowałam im dzieciaka, który wyszedł sam z obozu i znalazł się sam gdzieś pośród dziczy. – wywróciła oczami. Może nie powinna tam włazić, ani w ogóle próbować łamać tych głupich zasad, ale jakby nie patrzeć możliwe, że uratowała Strzępkowi życie, a co jakby znalazł się tam prawdziwy drapieżnik? Znaczy... możliwe, że by go tam zostawiła, ale ogólnie przypilnowała! xxxx– Nie, nie zgubiłam, samotniczka jak najbardziej! Niedawno przybyłam, dopiero poznaję tereny i wasze... klany, chociaż na początku myślałam, że to jakieś gangi jak w miastach – zaśmiała się lekko, próbując odwrócić uwagę towarzysza, że jednak właziła na tereny bez pozwolenia, ale przynajmniej nie jego, prawda? A to już plus! No, ale kto wie, może zaraz się zamieni w jakiegoś poważniaka i zacznie marudzić? Ten tutaj też jest napakowany, ale tamten wyglądał mniej przyjaźnie.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Och... tak, zasada nieprzekraczalności granic. Zwykle powinnaś się spodziewać takich reakcji. Koty nie przepadają, kiedy się je narusza, bo kiedyś, gdy tak się działo, dochodziło do niemałych wojen. Stare dzieje, ale niepewność pozostaje zawsze - jemu, chociażby, ktoś groził że Grom spłonie. Głupstwa, ale jednak dawały do myślenia. A mimo to, nie traktował każdego przybysza jak wroga. Bo i po co? Każdy kot był inny, wszyscy myśleli po swojemu, nie ma reguły w której każdy jeden samotnik chciał kogoś krzywdzić. A może to Wąż był po prostu głupi. - Gangi w miastach? Nie widziałem żadnego - skrzywił się delikatnie. Był w mieście tyle razy i... umknęła mu ta informacja? Wiedział, że jest tam inaczej, ale nie widział zorganizowanej kociej grupy. Dziwactwo, naprawdę! Gangi musiały być nieźle ukryte, że Wąż ich nie wyczaił. - No, ale... witamy w lesie! Jak się podoba póki co? Poza Rzecznym incydentem!
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxWewnętrznie wywróciła już oczami z osiem razy i powiedziała jak bardzo nieuprzejme i głupie to jest, chociaż wiedziała, że śmieszny cętkowiec ma racje. Ona też nie lubiła, gdy ktoś naruszał jej przestrzeń osobistą, a granice są bardzo podobne, tylko... czy była hipokrytką? Jak najbardziej. xxxx– Wiem już, oj wiem... ale jest to bardzo nieuprzejme, chyba najgorszy klan jaki dotychczas poznałam. Każdy jest tam tak nieuprzejmy? – zapytała czekając na jakieś ploteczki, może nawet sekreciki, czy inne takie. Miała nadzieję, że nowo poznany dżentelmen jednak trochę coś tam odchyli rąbka tajemnicy. xxxx– Och, może już się rozpadł w mieście obok? Dawno mnie tu nie było, ale kiedyś zawędrowałam w takie miejsce, że aż trudno było przejść przez ulice nie bojąc się napadnięcia! Naprawdę przepotworne było to miasto! – marudziła z krzywym uśmiechem i kpiną wymalowaną w oczach. Naprawdę nienawidziła tamtego miasta, uciekła jak najszybciej mogła, a nawet nie odpoczęła wtedy! Ledwo nie zasnęła idąc dalej. – Podoba, jak najbardziej, poznałam paru z Was... znaczy gromowych kotów i bardzo przyjazną samotniczkę – o pięknych oczach i śmiechu. – nawet wichrzaczkę udało mi się z poznać! Tylko z Cienia nikogo nie poznałam tak na dobrą sprawę – powiedziała dalej plotkując jak najęta, brakowało jej tego! Och, gdzieś Ty jest Orion! Gdzieś Ty jest!
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Mmm... nie, nie sądzę. Znam parę kotów stamtąd, większość jest raczej miła! Oczywiście, są i koty nieco bardziej osobliwe, ale... wiadomo, to jak wszędzie - wzruszył ramionami, uśmiechnął się nieco zakłopotany. Nie chciał wytykać palcami, ale o osobliwości "niektórych" mógł wspomnieć. To nie było aż tak znów krzywdzące, nie? - Kiedyś ktoś był niezadowolony z tego, chociażby, że lubię pomagać innym. Dziwactwo, no nie? I stąd właśnie to lubię robić nadal, teraz nawet bardziej! By inni nie bali się być miłymi. Co to za świat by był, gdyby gbur na gburze siedział?
Pomachał łbem na boki, uśmiechnął się ciut bardziej. Później zastanowił się moment. On w mieście był... wieki temu. Jak nawet nie myślał o tym, że będzie Zastępcą. Może po prostu nie miał okazji wpaść na Gang? A Ptasznik o nich nie wiedział?... No... innej opcji nie przewidywał. - A, no! To stoimy na tym samym. Nigdy nie gadałem z nikim z Cienia. To jest, raz się z jednym kotem przywitałem, ale.. to tyle. Zero odpowiedzi! Rozumiesz? Możliwe, że to stres. Czasem jak zaczynam gadać, to bez końca, a wiesz. Nie każdy to lubi - nie przeszkadzało mu to. Tak długo jak JEMU nikt nie kazał się zamknąć, było okej. A jak ktoś kazał to... no, to co z tego? Wąż i tak by trajkotał nadal. - Kiedyś wypadałoby mi to nadrobić. Jakbym poznał kogoś fajnego, mogę ci go polecić!
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxKiwnęła jedynie głową na znak zrozumienia, skoro nie chciał mówić większych ploteczek to nie... mogła ciągnąć za język, ale ile można? Najwyżej poszuka kogoś bardziej skłonnego to lekkiej zabawy. xxxx– Huh? Naprawdę? Chociaż ja raz spotkałam takiego co się uczepił mnie, że go wyprzedzam! A lazł jak ślimak, rozumiesz? Miejsca i tak było dużo, a on się na mnie wydarł, że jestem niewychowana i okropna. – potem dostał w papę, ale o tym nie musiała już wspominać. – Dlatego też nie jestem gburem i staram się być bardzo miła, nawet czasami bardzo miła – mruknęła z lekką nutką radości w głosie, a leniwy uśmiech wpłynął na jej pyszczek. xxxxZ jej perspektywy miasta były różne, czasem roiło się od gangów, czasami każdy na własną łapę latał, czasami zdarzało się, że istniały jakieś małe społeczności, a innym razem kogoś naprawdę ciągnęło do założenia rodziny. Spotykała przeróżności na tym świecie i to bardzo ją cieszyło, lubiła poznawać nowe osoby, o ile one też lubiły poznawać ją. Inaczej był konflikt interesów, a nikt tego nie lubił. xxxx– O, no proszę! Czyli taki nijaki dżentelmen w tym Cieniu łazi, no proszę. Mi nie przeszkadza, gadaj ile chcesz tak naprawdę! Bardzo chętnie dowiem się więcej, chociaż do klanu dołączyć i tak nie mogę, ani nie wiem czy bym chciała, tak... bardzo przyjemnie wiedzieć, że ktoś ma takie ciekawe życie! – uśmiechnęła się dodając:
– Jeśli kogoś fajnego spotkam również będę mogła polecić – mrugnęła okiem w koleżeńskim geście. Tym razem. Kto wie co będzie kiedyś.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Dobrze słyszeć! Szczególnie od Samotnika. Parę pór temu mieliśmy tutaj takie towarzystwo... rozumiesz, jeden groził, że spłoną granice mojego Klanu. Absurd, głupota - ale jakim trzeba być, by mówić coś takiego? W Klanie są rodziny, kocięta, odrobiny... no wiesz, rozumiesz, po prostu było to nieco nie na miejscu - mógł jej powiedzieć. Każdemu o tym mówił, dorosłym, młodym, Klanowym kotom, obcym - każdy powinien wiedzieć, że na niektórych trzeba uważać. Czub na szczęście zniknął, razem z drugim podejrzanym, rudo-białym, który chciał wiedzieć aż zbyt dużo od Węża. Dreszcz przebiegł mu wzdłuż kręgosłupa. Może incydent z Trzmiel miał z tym związek...? - Oh, nawet ciekawsze niż jak myślisz! Klany brzmią nudno, ale... no, szczerze, mi się w nich nie nudzi - póki ma nadmiar pracy. W innym wypadku usycha z nudy, ale to jak każdy. Nie uważał, że winą był bezpośrednio Klan. - I na spokojnie, ja rozumiem. Nie dla każdego w Klanie życie. Mój przyjaciel, Ptasznik, był choćby pieszczochem, nigdy do Klanu dołączyć nie chciał, a i tak mu mówiłem to i tamto. On mi zresztą także.
Na jej mrugnięcie odpowiedział tym samym. On nie widział w tym nic, co w przyszłości może się zmienić. Był zbyt głupi i zbyt wierny. - Mówisz, że chętnie się dowiesz coś więcej. Więc... coś konkretnego chcesz wiedzieć?
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxNastępne słowa kocura wywołały w Onyks niemały szok, sprawiając tym samym, że jej pysk lekko uchylił się w geście zdziwienia. Nie mogła uwierzyć, że komuś naprawdę chciało się tak straszyć tyle osób i to naprawdę! Rozumiała niewinne żarciki, chociaż minęło trochę czasu od kiedy zrobiła naprawdę okropne rzeczy, tak... czasami nadal brakowało jej samokontroli. xxxx– O bóstwa! To straszne! – powiedziała nadal zdziwionym głosem. – Niesamowite jak niektórym brak taktowności. – ugryzła się jednak w język z dalszym komentowaniem, tak jak można było zauważyć, nie była najlepszym przykładem... hipokrytka. xxxx– Uwielbiam podróżować, może dlatego też patrzę na osiedlenie się w jednym miejscu jak najgorszą rzecz – zaśmiała się szczerze. Nie udawała... tym razem odpuściła sobie teatralne zabawy, czasami potrzebowała odskoczni, a samotność wcale nie pomagała. Potrafiła dorobić problemy, sprawić, że nie można było poruszyć łapą... potrzebowała Oriona, miała nadzieję jednak, że on jej też. Któż jednak wiedział co siedziało w głowie cynamonowego orientala z głupim pyskiem. – Pieszczochy... nie przepadam zbytnio za nimi, rzadko kiedy są inteligentne, czy przyjemne do rozmowy. – nie było to najprawdziwszą prawdą. Inny uraz siedział jej zawsze z tyłu głowy. – Ale na pewno są jacyś przyjemni, tak jak Twój przyjaciel Ptasznik. – sztuczny, teatralny uśmiech wpłynął na jej twarz. Wyćwiczony. Domostwa to nie była sprawa, o której chciała rozmawiać. xxxxOdmrugnięcie przyjęła z lżejszym uśmiechem, lekko flirtującym, ale nie za bardzo. Nie mogła przesadzać, prawda? xxxx– Pamiętam, że są cztery klany, macie hierarchię... jakieś treningi, pożywienie raczej logiczne, ale... Wyznajecie coś? – zapytała zaciekawiona przypominając sobie o takim temacie jak same bóstwa, dusze, czy inne zwidy.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- To nie takt... Bardziej... brak... - cisza. Zastępca nie był najbardziej sprytny, a dobór słów - tych odpowiednich - przychodził mu z trudem. W tej sytuacji nie wypadało rzucać byle słów, bo... po co! Przecież nie ma sensu obrażać kogoś, kto już dawno zniknął z jego życia. - Zrozumienia. Że musiał mieć strasznie trudne życie, że jedynym co ma w głowie, jest chęć mordu i zadawania bólu.
O, to. To miało sens. Nie wiedział, czy ujął to logicznie, ale mniej-więcej było to zrozumiałe, można było się domyślić o co Wężowi w ogóle chodzi. Nie był już aż tak znów zły... na kota. Na jego głupotę, tak, ale na niego nie. Skomplikowane.
Na wspominkę o pieszczochach uniósł wyżej uszy. Rozumiał niechęć Klanowych kotów, ale żeby i samotnicy ich nie lubili? Aż szkoda! Wąż wciąż nic do nich nie miał. Jak do nikogo zresztą. - Ah, tak. Gwiezdny Klan. Mówi się, że koty po śmierci wstępują na srebrną skórkę, że każdy kot jest jakąś gwiazdą. Przynajmniej, tak się dzieje z tymi którzy za życia byli dobrzy. Ci drudzy... znikają, najprościej mówiąc. Okrutny los, stąd nie jestem pewien co do tej wiary - uśmiechnął się nieco skrępowany. Nie, aby w ogóle nie wierzył w gwiezdnych... no, ale...!
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxWsłuchała się i poczekała na całą wypowiedź kocura, widziała, że nad czymś myślał... próbował dobrać słowa? Najbardziej jej to pasowało, mógł też zobaczyć kogoś gdzieś i nie chciał zostać przyłapanym na rozmowie z nią, ale była przekonana, że raczej chwaliłby się, niżeli to ukrywał. xxxx– Niektórzy są po prostu – psycholami – okropni. Tak to już bywa, ale prawda niektórzy mają trudne życia – odpowiedziała dobrze zdając sobie sprawę z takiej rzeczy. Ona też w pewnym sensie miała trudne życie, ale psikusy robiła ze swojej mało rozwiniętej empatii oraz chęci zabawy... tak to już bywa. Nie czuła się przez to jakoś źle, chociaż nie można powiedzieć, że nie przekraczała granicy. Zdarzało się i tak. W końcu jednak nawet ona znalazła mniej więcej złoty środek. xxxx– Gwiezdny Klan... czyli jest Was jednak pięć tylko jeden jest po prostu martwy. Jeśli w nic nie wierzysz to i zamieniasz się zapewne w nic, ale czy tak super jest żyć już do końca? Nigdy nie umrzeć? Patrzeć jak inni mogą robić wszystko co chcą? Nie wiem, oj nie wiem – powiedziała z lekkim śmiechem, chociaż brzmiało kusząco to, czy było to na pewno tak bardzo dobre?
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Och, jeśliby ktoś ich "przyłapał", Wąż miałby to gdzieś! Ba, zaprosiłby Gromiaka czy innego do rozmowy i po prostu kontynuowałby pogaduszki o wszystkim i niczym. Bo tak szczerze, co z tego i czyj to interes z kim sobie spędza czas? Nikogo nie krzywdzi! Więc każdy powinien mieć w nosie to, z kim się Zastępca zadaje.
Skinął łbem. Nie było co dodać w tej kwestii - swój komentarz już rzucił. Niektórzy... tak, może są okropni. Ale jak mówił, on widzi okropność tylko w ten sposób. Nikt nie rodzi się zły. - Będąc Gwiezdnym, jedynie liczysz na to, że twoi bliscy do ciebie dołączą, gdy przyjdzie ich czas - nic więcej nie można było wtedy robić. Wiedział to. - Ale tak szczerze, kto wie co naprawdę się dzieje po śmierci? Raz widziałem ducha, mojej matki. Nie rozmawiała ze mną, ale wskazała mi drogę do ziół. To... jedyny dowód dla mnie na to, że Gwiezdni w ogóle są.
No, to nie było tajemnicą. Z wiekiem przestało go to straszyć, uznał to za coś zwykłego i... tyle. Od tamtego czasu nie widywał duchów, nigdy, nigdzie. - Ale, tak, to taki jakby piąty Klan. Ale nienamacalny, bez władzy, bez zasad.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxZnowu sprawił, że zaniemówiła! Jak on to robił? Żaden kocur nie sprawiał, że dawała z siebie tyle nie teatralnych reakcji, co ten osobnik miał w sobie, że nie pilnowała się ani trochę? A mówiąc o reakcji, na wiadomość o duchu matki kocura, aż wybałuszyła oczy i znowu uchyliła pyszczek. Co się z nią dzieje? xxxx– Och, niemożliwe, naprawdę widziałeś ducha? – odpowiedziała po chwili zdając sobie sprawę, że przecież gada z obcym! Mógł równie dobrze właśnie ją oszukiwać i kłamać, by zrobić z niej idiotkę, ale wierzyła na pewno w to, że istnieje piąty klan. Nie miała jednak zamiaru wierzyć w poprzedników schodzących na ziemie, by wskazać ziółka! Nie mogła być, aż tak naiwna, prawda? – W takim razie muszę przyznać, że macie dość ciekawe życie, a potem możecie nawet spotkać swoich bliskich... ma to jakiś sens, nie mówię, że nie – dodała lekko mniej entuzjastycznie, ale pysk nadal zachowywał ten sam spokój i blask w oczach. Nie chciała się przyznawać przed obcym, że sama chciałaby znać swoich rodziców albo chociaż kim jest, czy skąd pochodzi. Nic o sobie nie wiedziała, dlatego też wszystko sprawiło, że jakoś sama się wychowała, na nie najlepszą osobę.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Och, nie wiedział co robi że tak ją pobudzał do żywych reakcji. Mówił jak z każdym zawsze! Naturalny dar? Być może! - Aha! Raz. Przed polowaniem na lisa - które poszło gładko! Dało się zresztą domyślić, Wąż jak nikt nie miał na sobie ni jednego śladu walki. Gwiezdni, jeśli istnieli, zdecydowanie mieli go w opiece odkąd tylko wyszedł z lecznicy. Ile to razy był w niebezpieczeństwie, a jedyne co nabył to parę siniaków! - Medycy i Przywódcy, z tego co wiem, mają szansę spotykać ich częściej. Zwykle w snach. Innym też się zdarza, ale to rzadziej. Najbardziej gwiezdnym momentem jest moment zdobywania dziewięciu żyć, ale to tam...! Ja jeszcze mam na to czas.
Odparł luźno, wzruszył ramionami. Nie spieszyło mu się do bycia Przywódcą. Lubił być tym, kim jest. Mieć ostatnią matkę żywą, przy sobie. - Aha! A... Ty? Wierzysz w coś?
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxx– Polowałeś na lisa? Czemu chciałeś takiego groźnego przeciwnika zabić? – zapytała zaciekawiona. Ona raczej słyszała historie hobbystyczne, ale towarzysz nie kojarzył jej się nijak z tymi dziwnymi poranionymi kotami, które adrenalinę w żyłach mają cały czas bez przerwy. Większość też takich kotów chwaliła się tym na każdym kroku, więc dziwiła się z jakiego powodu polować na takie stworzenie. – Masz czas... na co? I jakie dziewięć żyć? – dopytała zaciekawiona takim dziwnym obrotem sprawy. Nie dość, że jakieś dziwne Srebrne Skórki to jeszcze kot Przywódca mógł mieć dziewięć żyć? xxxxCisza. Na początku była cisza. Czy wierzyła w coś? Nie wiedziała. Nie miała w co. Specjalnie nawet używała powiedzenia „na bóstwa”, by nie zwracać się do żadnego konkretnego. Może gdyby znała swoją rodzinę to wierzyłaby w coś? Może wiedziałaby w co wierzyć? Miała punkt zaczepienia? Dziwna samotność dobijała ją z każdego zakamarka jej umysłu, ale nigdy nie wygrywała. xxxx– W siebie wierzę na pewno, w nic innego nie – odpowiedziała pewnie z udawanie przyjaznym uśmiechem, oczywiście wyćwiczonym do takiego stopnia, że niewielu by zauważyło. Czy chciała udawać? W takich sytuacjach jak najbardziej.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- A czemu nie? - taka prawda. Nie było powodu tropić i ubijać drapieżnika, Wąż robił to dla zabawy, emocji, sportu. Po prostu się bawił, cieszył się życiem i - jakkolwiek głupie to nie jest - czuł się lepiej, kiedy wiedział w jakiej sytuacji jest. Polowanie go odprężało, a takie na prawdziwe bestie, dawało mu poczucie spełnienia gdzieś z tyłu głowy. - No, na zdobycie ich! Dziewięć żyć to taki... dar, dzięki któremu można... no, żyć. Zdobywają go tylko wybrane koty, te przez Gwiezdnych. Ktoś musi być Zastępcą, a później Przywódcą, by je zdobyć.
Najprostsze, najluźniejsze wyjaśnienie, jakie przyszło mu do głowy. Nie słyszał o obcym, nieklanowym kocie, który miał dodatkowe życia. Nigdy mu nie mówiono nawet, że tak wolno. Co za tym szło - było to zarezerwowane dla wybrańców. Aż się skrzywił na myśl, że w ten sposób był ponad resztą. Bo nie był, był takim samym kotem jak każdy. - Och... To też dobrze! Wiara w siebie może czynić cuda. Przynajmniej wiesz, że liczysz na siebie, a nie na nie wiadomo co, nie wiadomo skąd - on uśmiechnął się szeroko i szczerze. Każdy żył po swojemu, każdy miał własne zasady - może ona wiedziała, że wiara w coś co żyje, coś co zna jest lepsze. W co lepiej wierzyć niż w samego siebie? - Ja tam nie wiem w co wierzę. W to, że kiedyś będzie się lżej żyło, nie? Że świat będzie milszy, Klan jeszcze silniejszy i każdy będzie czuł się chociaż odrobinę dobrze. Ale to chyba bardziej nadzieja, niż wiara!
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxNie podobała jej się taka odpowiedź, ale nie była też zła, po prostu mało... ciekawa, żywa, energiczna... ekscytująca. Gdyby nie to, że jeszcze pracowała na to, by trochę pożyć to również zaczęłaby robić coraz gorsze, straszniejsze i niebezpieczniejsze akcje, które mogłyby ją kosztować życie. Miała w końcu tylko jedno życie, a nikt i tak nigdy nie wydawał się zainteresowany jej istnieniem na tyle, by jakoś przejąć jeśli zniknie... Koleżka z Gromu miał możliwe, że kogoś w swoim klanie? – Och, nie miałam pojęcia, że tak to działa – działało to na koty spoza klanu? Korciło ją by zapytać, ale nie była pewna tego gruntu. Nie dzisiaj, nie teraz. – Czyli jesteś Zastępcą? Czy szykujesz się do tego? Bo z tego co rozumiem to Tobie jeszcze daleko do ich zdobycia, ale... jak daleko? – dopytała już nie bojąc się odpowiedzi. Nawet jeśli by była ona niemiła, nieprzyjemna albo wręcz okryta nienawiścią, bowiem kto lubi gdy nieznany kot wtyka nos w nie swoje sprawy? Może kocur akurat tak, ale nigdy nie wiadomo. xxxx– Prawda, chociaż poleganie na innych jest pewnie łatwiejsze. Tych realnych innych. – dodała dość niemrawo, chociaż uśmiech nieskazitelnie pozostawał na jej pysku. Nie zamierzała tutaj płakać, czy może nawet beczeć! Nie przed obcym kotem, nawet przed bliskim nie umiała, a co dopiero kimś kto zna pewnie tylko swój klan, a nie ludzkie okrucieńśtwo. – Masz bardzo optymistyczne podejście do życia to dobrze... chociaż czasami może przyćmić zdrowy rozsądek. – przez co uganiasz się za lisami i rozmawiasz z samotnikiem w środku niczego, gdy mogłaby być to pułapka... a może to ona już powoli wpadła w paranoje? Może to jej umysł zna już tylko ucieczkę, strach, podstęp i złe traktowanie? Nie wiedziała, ale nie umiała też tego zmienić, żyła w miejscu gdzieś poza logiką, gdy wszędzie mogło czaić się niebezpieczeństwo. Nauczyło ją to domostwo. Potem ulica.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle