Czarny chacrocal z rozetowym pręgowaniem. Europejski styl pyska. Sierść krótka a oczy koloru zielonego odcieniem zbliżonym do rozjaśnionej mięty.
Koteczka jest młoda i ciekawska świata. Pomimo tego, że jest już dorosłym kotem to dalej wykazuje cechy charakteru kocięcia. Ciekawska i zdeterminowana. Zawsze stara się dokończyć swoje sprawy. Jest również ambitna chociaż tego po niej jeszcze nie widać. Prowadzi samotniczy tryb życia toteż nie przeszkadza jej bycie samym. Lubi polować i poznawać nowe rzeczy jednak.. Jeśli chodzi o inne koty, bywa zdystansowania. Nie daje się zbyt łatwo poznać i raczej stroni od nich. Naciskana, potrafi okazać agresję. Zdecydowanie nie lubi być dotykana bez pozwolenia. Tę cechę wykazywała jako kociak. Nawet względem matki. Za co zawsze się jej obrywało jednak nigdy to tej kwestii nie zmieniło. Mięta jest pewną siebie i zdecydowaną w swoich działaniach kocicą.
Nie
Miętka nigdy nie miała morderchych czy złych zamiarów. No pomijając Tchórza Stacha?! On był jednak wielli i silny. Zadziwiająco silny. Realcja Orki ją rozbawiła. Do tego stopmia, że zaśmiała się. - Żebyś widział swoją minę?!
To było takie zabawne. Już zapomniała, że obcowanie z innymi może być przyjemne..
Początkowo usiadła na zadku by wysłuchać co ten ma do powiedzenia. Przechyliła głowę. Mięta była raczej smukłą kotką o czarno-srebnych barwach, pręgowana jak bengal. Miała nawet czarny nos i oczy o specyficznym odcieniu zieleni.
Dopiero po chwili podniosla się by podejść bliżej. W głowie układała sobie odpowiedź na jego pytanie. Gdy znała się przy nom najpierw go obwąchała a dopiero wtedy odpowiedziała. - Hmm czasem. I miło mi ja jestem Mięta... - Miauknęła stając na dwóch łapach tylko poto by pchnąć go przednimi i przycisnąć do ziemi. -Leżysz..
Po pierwsze — wysoki, po ojcu, wiadomo. I to by było na tyle. Nie jest ani niesamowicie chudy, ani w drugą stronę, jest... zwyczajny.
Ale oh, jaki Orka, Łotrzykiem zwany, jest piękny! O długim, białym futrze, które przyciemnione jest na pysku, łapach oraz ogonie, poprzecinane klasycznymi pręgami (czarny pręgowany colourpoint), z delikatnie jaśniejszym, szarawym nalotem na grzbiecie, ciągnącym się od końca karku aż do ogona. Mordka, ta piękna mordka... pyszczek ubarwiony ma bielą, która łączy się ze strzałką przebiegającą między jego oczami, z mniejszą czarną plamką po prawej stronie nad nosem. Istny syn mamusi, widać! O, a żeby nie zapomnieć, paluszki przednich i tylnych łap są także białe.
A te piękne oczy, z których mu jakże mądrze patrzy!, są póki co koloru niebieskiego — w przyszłości wybarwią się na jasnoniebieski kolor. Śliczna mordka, zawsze przyozdobiona głupkowatym uśmiechem, co by nie było nudno.
Ktoś kiedyś zaśpiewał "pokazuje palcem, masz paprykarz albo sos, a gdy pochylasz łeb, to cię wtedy pstryka w nos" — piosenka była ta prawdopodobnie napisana o samym Orce Łotrzyku, bez wątpienia.
Głup, żartowniś, od razu widać, czyj syn. A do tego boleśnie szczery, całkowicie niezłośliwie! — jeśli odstaje ci jakiś kłaczek, wypomni ci to na głos, jeśli krzywo staniesz, również to skomentuje. Nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego ktoś mógłby oburzyć się o takie komentarze: w końcu mówi, jak jest, więc dlaczego druga strona miałaby się denerwować? Jak krzywo układa ci się ucho, to tak właśnie jest, po co miałby kłamać, że stoi prosto, nie? Taki już jest. W razie czego pocieszyć też nie potrafi, gdyby po jego słowach zrobiło się przykro: "No już, nie płacz, ubrudzisz sobie futro smarkami i będziesz wyglądać tylko gorzej", powiedziałby. I prawdopodobnie pogorszyłby tylko sytuację. Taki już jest.
Twórca niestworzonych historii, plotek i fanaberii — a tu czasem skłamie dla zabawy, a tutaj, żeby zobaczyć reakcję drugiego kota, ot co, dla frajdy i rozrywki. Swojej własnej, oczywiście.
Wypuścił szorstko powietrze przez nos, jak gdyby był bardzo obrażony i obrażony tym, co zrobiła wobec niego nieznajoma. No, gdyby była kimkolwiek innym, to spuściłby temu komuś niezły łomot! A Orka kobiet nie atakował, no, chyba, że zaatakowałyby pierwsze i byłyby silniejsze od niego... to wtedy by prędko uciekł, bo i w takim przypadku łapy nie podniósłby na damę, tak po prostu nie wypadało, nie? Widać było, że wychowanie ojca Bażanta, a co! I wrodzony szacunek do kotek, bo z taką mamą jak Błękitne Bajorko, Łotrzyk nie mógł wyrosnąć na nikogo innego, jak na jakże uprzejmego kociego dżentelmena.
— Mięta, hę? Zgaduję, że nie z żadnego Klanu, tylko jakiś typ wolnej duszy, co? Przyszłaś z osiedla? — Bo w sumie to on sam nie przedstawił się Klanowym imieniem, to może ona tak samo, albo też i nie? Kto tam ją wiedział, dlatego jedyny sposób by się o tym dowiedzieć było zapytanie wprost, ot co. Może Bażant by ją skądś kojarzył, jeśli była z osiedla? Chociaż Łotrzyk nie był pewien, kiedy ostatni raz mógł on tam być. — Te, uważaj! Pół dnia to futro układałem! — Zmarszczył brwi, gdy nieznajoma popchnęła go na ziemię, a on sam przewrócił oczami. Ta? Dwóch może się tak bawić.
Wystawił łapę do przodu, chcąc nią przejechać Mięcie prosto po czole i przez nos, z zamiarem zmierzwienia i zepsucia ułożonego futra. Ot co, jak on ma wyglądać jak poturbowany jak po jakiejś bójce typu "wyrywanie sobie kłaczków", to on też się odwdzięczy tym samym!
Chociaż bardzo starała się poznać jak najwięcej kotów w klanie Gromu, to niekoniecznie czuła, by mogła tak po prostu, po wydarzeniach na zebraniu, które się niedawno odbyło, po prostu do nich podchodzić i mówić "hejo, jestem Liściasta Łapa, ogólnie jestem z rzeki, jak ten, co go wykopaliście", bo nie do końca brzmiało to dobrze. I bała się, że mogłaby być z góry oceniana jako właśnie kotka z klanu Rzeki, więc trochę skupiała się też na tym, by przy okazji zwiedzać. Tu trochę obozu, tu trochę terenów, a tu trochę takich, co to jej wcześniej tu nie było, bo z rzeki było daleko, a tu w sumie były tylko kawałek dalej.
Z ciekawością podeszła do drewnianych konstrukcji, dookoła których znajdowało się całkiem sporo pszczół i innych owadów, węsząc z uwagą. Czy to stąd medycy przynosili miód? Chciało im się tak daleko chodzić? Masakra. Dla niej co prawda nie było to wyzwanie, by tu przyjść, czy żeby potem wrócić, ale z miodem? Jak oni to w ogóle transportowali? Raany, dobrze że była tylko terminatorką!
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Chaber jakiś czas temu wrócił z Osiedla, a że podróż trochę trwała, to przed powrotem do Rzeki lub Topiołek, postanowił odpocząć w okolicach Siedliska Koni. Liczył, że może znów spotka Pisklę lub jakieś inne koty żyjące w Stajni. Niestety nie był w stanie spotkać nikogo, a brak towarzystwa mu doskwierał. Wpadł na pomysł, aby odwiedzić Grom lub Cień. Prędzej czy później powinien spotkać jakiś patrol, więc miałby do kogo mordkę otworzyć. Jednak zanim miał szansę dotrzeć do którejkolwiek z granic, zauważył znajome złociste futro.
— Hej, to ty Listek? — Zawołał, podbiegając do kotki, która pachniała inaczej niż pamiętał. — Też wybrałaś się na wyprawę poza Rzekę?
Chaber był zdecydowanie ostatnim kotem jakiego Listek mogła się spodziewać w swojej okolicy, wszak zaginął wiele księżyców temu, a w jej życiu zdążyło się tyle zmienić, że w zasadzie nie wierzyła już, że kiedykolwiek znów go zobaczy - podobnie jak Jesiona, który też zapadł się jak taki wielki, olbrzymi, kamień w wodę, którego nie da się już wyłowić, bo jest za ciężki i nie wiadomo gdzie go szukać, bo od razu pochłonęło go dno.
Dlatego gdy tylko usłyszała głos, który kojarzyła, który wdarł jej się do głowy mówiąc "ej, tego kota kojarzysz", poderwała łeb, a następnie jakiś czas wpatrywała się w niebieskiego bez zrozumienia, nim nie ogarnęła, że przecież faktycznie wie kim on jest! Od razu podskoczyła, zapominając o tych dziwnych drewnianych rzeczach, które jeszcze chwilę temu oglądała z każdej strony.
- Chaber! No cześć! Aaa, nie sądziłam, że jeszcze kiedyś cię zobaczę, gdzie żeś się szlajał?! - zaczęła wesoło, ale oczywiście, że nie dała mu od razu odpowiedzieć na te pytania, bo kontynuowała, niezrażona tym, że może powinna, jeśli nie chciała, żeby za chwilę zapomniał o odpowiedzi na nie. - Rany, u mnie się tyle działo też, że chyba nie uwierzysz! Wiesz, wszyscy poszliście sobie nie wiadomo gdzie, nie mogłam nikogo znaleźć i jakoś tak mi smutno było, ale jako że mam przyjaciela w klanie Gromu, to z nim zaczęłam się więcej spotykać, potem moja matka mi nagadała takie rzeczy, rozmawiałam też z jakimś samotnikiem, co mi opowiedział takie z kategorii ciekawe, że zaczęłam myśleć o tym, żeby opuścić klan Rzeki, pozwiedzać, albo coś, no i mi ten przyjaciel zaproponował, że może to bym przeszła do klanu Gromu i.. no, chyba oficjalnie mogę powiedzieć, że rozmawiasz z pełnoprawną gromiaczką!! - wypaliła niemal na jednym tchu, dopiero na koniec wyszczerzając się radośnie, bo hej, tego się chyba nie spodziewał? Na pewno go teraz zatkała w jakimś stopniu, tak jak on ją chwilę temu!
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Nie pomylił się! To naprawdę była Listek, miło było zobaczyć jakiś inny znajomy pysk niż Lisi. W dodatku mógłby się od niej dowiedzieć co tam w Rzece słychać bez zapuszczania się na granice. Kogo oszukiwał? Nie miał odwagi tam wracać.
Chciał odpowiedzieć na pytanie, ale kotka oczywiście była pierwsza ze swoją opowieścią. Zaśmiał się lekko, widząc jej entuzjazm. Często zasypywał innych masą informacji, ale teraz sam miał problem z nadążeniem ze wszystkim. Nie miał z tym większego problemu, cieszył się samym spotkaniem. — Czekaj, powoli, czyli chciałaś iść odkrywać świat, a zamiast tego poszłaś zwiedzać Grom? — Ciekawe czy to znaczyło, że za jakiś czas będzie chciała spróbować z innym klanem lub ziemiami niczyimi. Nie miałby problemu z oprowadzeniem jej po najbliższej okolicy. Jeśli chciałaby wyruszyć gdzieś dalej to powinien ją ostrzec przed odsetkami na Osiedlu. — I jak ci się tam żyje? Jest dużo inaczej niż w Rzece? — Może klany różnią się od siebie na tyle, że w jakimś innym czułby się lepiej? Wtedy mógłby spróbować życia w Wichrze, chociaż to nie zasady czy koty mu przeszkadzały, a ograniczone tereny.
— Jeśli o mnie chodzi to byłem tu i tam — machnął łapą i uśmiechnął się, będąc blisko śmiechu. Ciężko było mówić o miejscach, którym Klanowe koty nie dały nazw. — Widziałem różne ciekawe miejsca i poznałem ciekawe koty. O! Jeśli o to chodzi — wskazał łapą na ule — to to są ule. Jeden z przyjaciół wyjaśnił mi, że ludzie hodują tam pszczoły i one dają im miód. Inny znajomy opowiadał mi o tym jak był we wnętrzu auta, potwora i dzięki niemu mógł szybciej się przemieszczać. Poznałem też kota, który był cały łysy. Podobno miał tak od urodzenia, nikt mu tego futra nie wyrwał. Hmmm widziałem też wzniesienia wyższe od Błyszczących Głazów. Lasy w których były tylko jabłonie. Właśnie! Widziałaś kiedyś Owce? Są super puchate, jakby obłoki dostały nóg. Niestety przegoniły mnie i nie miałem okazji ich dotknąć. Ugh, pewnie jeszcze o kimś zapomniałem. Ale no, tak ogólnie to chodziłem sobie po świecie i zwiedzałem. Zawsze mnie ciągnęło do przygód i wychodziłem na ziemie niczyje. Raz stwierdziłem, że pójdę trochę dalej niż Łan Rzepaku. Wtedy się zgubiłem i tak zaczęła się moja wędrówka. A jeszcze jak o przygody chodzi, jakbyś chciała iść na Osiedle to musisz uważać. Niektóre koty tam stosują coś takiego jak odsetki. Jeśli ci coś dadzą, czy to przedmiot, czy informacje będą chcieć czegoś w zamian. I najczęściej to coś w zamian to będzie coś więcej niż to co ci dały. Tylko nie jestem pewien czy dobrze wszytko tłumacze, sam nie do końca to rozumiem.
Pokiwała prędko głową, bo to była chyba najszybsza reakcja na jego słowa.
- Ano. Bo wiesz, po prostu... nie wiem, po prostu uznałam, że nic mnie w klanie Rzeki nie trzyma, kumasz? Bo zaginął Jesionowy Las, zaginąłeś ty, zaginęło jeszcze parę kotów, z którymi gadałam, chociaż parę razy, z którymi myślałam, że łączy mnie spoko kontakt, no i jakoś wyszło, że stwierdziłam, że może czas po prostu odejść? Bo co mam robić? No ale jakoś tak w międzyczasie się zaprzyjaźniłam z Nadgryzionym Maślakiem, właśnie z klanu Gromu, bardzo miło nam się rozmawiało, serio się do niego przywiązałam, no i on zaproponował, żebym przeszła do klanu Gromu, no to to zrobiłam. Nie wiem, jakoś... y, ta wizja podróżowania mi się po prostu podobała, bo nie sądziłam, że opcja zmiany klanu i zaczęcia wszystkiego od nowa wchodzi w grę, czaisz? - wyrzuciła znów z siebie na jednym wdechu praktycznie, nie dając w ogóle Chabrowi dojść do siebie po wcześniejszym wywodzie. - No, wiesz, chyba mogę powiedzieć, że kocham już ten klan. Nie ma tam Bzyczącej Muchy, ledwo znalazłam się w ich obozie, a tam już dramy! TY, w ogóle, słyszałeś, że wygnali Poetę z Rzeki?! - zagadnęła, bo hej, to była bardzo ważna informacja, a jak usłyszy, że ten znalazł się w klanie Gromu, to już chyba się w ogóle przekręci!!
Zerknęła na ule, mrugając z zaskoczeniem. W tym żyły pszczoły? Totalnie inaczej wyobrażała sobie miejsca, gdzie takie nocują. Bo przecież widziała już nie raz takie na drzewach, wiszące, a nie... stojące na ziemi.
- Jak hodują pszczoły? - spytała, wtrącając się nieco w zdanie Chabra, aczkolwiek było to zadane takim tonem, jakby nie oczekiwała odpowiedzi, a po prostu musiała je zadać w eter, bo było tak interesujące, że nie mogła zatrzymać go tylko w głowie.
- Takie rzeczy są poza terenami?! Nie, nie widziałam nigdy owcy, w zasadzie to tylko o nich słyszałam, ale z drugiej strony teraz mam bliżej do Siedliska Koni, a tu słyszałam, że jest wiele różnych, ciekawych zwierząt, jak konie właśnie, czy te... krowy? Yy, i jak kot może być łysy? O rany, jak wygląda potwór od środka?! - Oczy aż się jej zaświeciły, bo zdecydowanie to, ile słów wyrzucił z siebie Chaber i to, ile mogła jeszcze zadać pytań i w jakim tempie ich dyskusja miała miejsce rzucił jej taki zastrzyk dopaminy, że o mało nie wyszła z siebie, co musiała wyrzucić postępując z łapy na łapę. - Jak jest na Osiedlu w ogóle? Poza tymi kotami? Słyszałam, że niebezpiecznie, to tylko przez te grupy kotów? Jacy są dwunożni? Faktycznie łapią każdego kota? To jak udało ci się ich uniknąć? - zadała kolejne pytania, korzystając, że dymny póki co skończył.