Logo Artemidy
Głęboka Nora
Ciso-... Znaczy się Calypso, bo tak właśnie zwała się od kiedy opuściła klan, ruszyła w ten jeden dzień w stronę terenów należących do klanów. Nie bała się, choć była mała i słabsza od tych wyuczonych dobrze walki kotów. Co prawda zdobywanie pożywienia nie było trudniejsze w miejscu, gdzie ona postanowiła polować i to pożywienie zdobywać, ale jakoś tak rzadziej się jadło, niż jak się było w klanie. Może przez to, że mniej się kot męczył to i mniej chciał jeść, a zarazem przez to nie był tak obity w tłuszcz jak klanowicze? Może, może... W każdym razie spodziewała się zauważyć dosłownie kogokolwiek lub wcale żadnego kota. Jedyne po co tam szła, tak blisko tego miejsca, była zwykła ciekawość i chęć zobaczenia, czy coś się zmieniło. Z powrotem i tak by jej nie przyjęli, a jej żyło się dobrze będąc samotnikiem. Tego potrzebowała! I żałowała, że wcześniej tego nie zrobiła, choć pewnie jako młodszy kot by sobie za bardzo nie poradziła.
Szła równoległe z granicą, nie przekraczając jej. Krok miała spokojny, elegancki i rytmiczny. Pysk zwróciła w stronę cienistych drzew i obserwowała, w głowie analizując.

//Kropelka


= 'Cause all of my demons
are my friends, are my friends,
[Obrazek: dcjfhoe-8895f74c-101e-4354-ab19-23a3facb...-oprltsQPk]
And I know
they'll be there


till the end, till the end.
> Best friends forever <
LVL 2 85 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jasna Kropla za to ostatnio wróciła do normalnej pozytywnej normalności. Śmierć Kukułczego Jaja nastąpiła już jakiś kawałek temu, a niebieska zdążyła się z tego zebrać. W dodatku razem z Mknącą Zawieruchą wkraczali w nowy rozdział ich życia. Uwielbiała ten spokój i radość. W szczególności gdy jeszcze niedawno była kłębkiem nerwów. Teraz mogła marzyć dalej. Mogła iść dalej przed siebie.
Aktualnie wybrała się na polowanie. Jej ulubiony obowiązek ze wszystkich. No może prawie. Lubiła prowadzić treningi, ale te szły bardzo powolnie. Jej terminatorzy nie stawiają się na treningach prosto mówiąc. Mało mówić, że jest jej przykro. W końcu to Koniczyna też się na nich nie zjawia... To trochę ją bolało jak o tym sobie przypominała. Przyjaciółka jakby nie patrzeć i miała nadzieję na to, że szybko uda jej się pomóc Czterolistnej Łapie zostać wojowniczką. Ale wracając do polowania. Kocicy udało się znaleźć wiewiórkę, ale ta jej uciekła i uparcie biegła przed siebię. Rude stworzenie było w szoku, bo nie wspięło się na drzewo. Niebieska kocica biegła za rdzawą zdobyczą, aż udało jej się ją dorwać i pozbawić życia. Stała z zwisającą wiewiórką z pyska i odsapnęła z ulgą. Zakoapała ją pod drzewem i rozejrzała się na około. Zdawało się, że jest już na granicy. Bardziej niepokojący był fakt, że gdy zapach rudego stworzenia zniknął Kropelka wyczuła inny zapach. Najwidoczniej samotnika lub pieszczocha, który się tutaj gdzieś pałętał na granicy. Woń była świeża i zdawało się, że należała do jakiejś kocicy. Wojowniczka ruszyła więc wzdłuż granicy. Nie wiele minęło gdy ujrzała rzeczywiście jakiegoś kota. Była to kotka bardzo drobna i mała. W dodatku Jasną Kroplę zakuło coś gdy przyjrzała się jej futrze. Była wręcz identyczna jak jej ukochana przyjaciółka, która odeszła z Klanu. Doznała podobnego szoku, gdy urodziła się Krzemień. Młodsza córka Modliszki. O Cis za to czasami myślała. Co u niej, czy żyje, jak się ma? Nadal trzyma sójcze pióro od niej w swoim legowisku. Blisko siebie. Niedawno Ostry Kwiat zauważyła jak je ogląda. Niebieska kocica nie chciała wierzyć w to co widzi. Nie potrafiła wybić sobie wizji kotki, którą tak kochała z głowy. A przecież może to był ktoś inny? Tylko po prostu podobny? Ale... czy można się pomylić w takiej kwestii? Dogoniła kotkę, którą ujrzała na granicy i lekko wyszła na przód chcąc zobaczyć twarz samotniczki. Wtedy zamarło serce. Nie było mowy o pomyłce. To była Cis. Ledwo powstrzywała łzy wruszenia. Tak bardzo tęskniła, tak bardzo się martwiła. Modliła się w nocach do Gwiezdnego Klanu, żeby Cisowa Łapa naprawdę miała się dobrze. A teraz ma ją przed sobą. Dłuższą chwilę nie umiała z siebie wycisnąć słowa.
- Cis... to na prawdę jesteś ty? - przybliżyła się do niej niedowierzając oraz czekając na odpowiedź z bijącym sercem w gardle.
[Obrazek: Gn2EEJS.png]
≡ ale kiedy mówisz do mnie słońce ≡
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie...
LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przed nią zaczęły ruszać się krzewy i trawa. Ktoś do niej biegł. Co prawda nie czuła zapachu, ani nie widziała osobnika, ale słyszała te kroki. Ktoś chce ją uderzyć? Ktoś chce walki? Proszę bardzo! Tylko, że ona nie przyszła tam po to. Stanęła jednak mocniej na łapach i pochyliła się, gdyby musiała nagle skoczyć do przodu i rozpocząć się z kimś bić.
Kot w końcu wyskoczył na przód roślinności i stanął przed nią, wcale nie lecąc dalej. Jasna kocica stanęła jakby zamurowana, coś tam powiedziała pod nosem, co Calypso zrozumiała tylko przez to, że usłyszała słowo "Cis". A słysząc też głos "nieznajomej", doszło do niej, że tak właściwie, to ją zna. - Kropla? - Odpowiedziała jej, ze szczerą nadzieją, że to faktycznie ona. Gdy już do niej doszło, że tak, podniosła łapę chcąc do niej dobiec i się przytulić, ale poczuła, jak ściska jej się gardło i coś pcha ją do tyłu.

Powinna...?


= 'Cause all of my demons
are my friends, are my friends,
[Obrazek: dcjfhoe-8895f74c-101e-4354-ab19-23a3facb...-oprltsQPk]
And I know
they'll be there


till the end, till the end.
> Best friends forever <
LVL 2 85 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie zwracała teraz uwagi na to, że wystraszyła możliwie kotkę. Teraz liczyło się to, że jest właśnie przed nią. Widzi ją, całą i zdrową. Czuła się tak dziwnie. Cieszyła się, tak bardzo się cieszyła, pojedyńcza łza spłynęła jej po policzku. Jednak w środku miała dziwne uczucie, że teraz są już takie oddalone od siebie. Nie widziały się tak długo. Wiele się wydarzyło. Wiele się zmieniło. Nie były już tak blisko siebie. Dzielił je mur. Wysoki mur.
-Cis! Tak tęskniłam... Czy wszystko u ciebie dobrze? Dałaś sobie radę poza Klanem? Czujesz się teraz lepiej? Nie mogę uwierzyć, że znowu cię widzę. Tęskniłam, tęskniłam, oh jak tęskniłam! Tyle się wydarzyło... - zaczęła podchodzić do ukochanej przyjaciółki.
Była w szoku, jej serce się radowało, a jednocześnie było... dziwnie. Co teraz zrobi z tym faktem, że znalazła Cis? Nie zaciągnie jej przecież na siłę z powrotem do Cienia. Jest przekonana, że szylkretka czuje się lepiej na terenach niczyich. A jednocześnie... czy ona przeżyje znowu taką rozłąkę?
[Obrazek: Gn2EEJS.png]
≡ ale kiedy mówisz do mnie słońce ≡
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie...
LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdy tamta zaczęła mówić tak wiele naraz i podchodzić do Calypso, kotka poczuła presję. Presję i miała odruch ucieczki i zagarnięcia wszystkiego, co należało do niej. Jak wiadomo w życiu samotnika musisz sam o wszystko dbać i uważać na złodziei oraz koty, którym wyraźnie nie można ufać. I chociaż szylkretka wiedziała, że Kropli ufać może to odruchowo jednak odsunęła się krok w tył i rozejrzała wokół, jakby szukała tego co należy do niej i co musi ochronić. Patrzyła na nią zdziwionym i nieco zdystansowanym wzrokiem. Przymknęła jednak na chwilę oczy i skarciła w środku. - Wybacz. Odruch samotnika. I... Tak, żyję, u mnie wszystko dobrze. Znalazłam miejsce do spania i polowania, których raczej nie zmieniam, choć czasem się zdarzy jeśli zrobię jakąś wędrówkę. - Usiadła przed nią, już starając się nie zachowywać jak zdziczałe zwierzę. - Od kiedy odeszłam, mam też inne imię. Nie jestem Cis, tylko Calypso. Tak zaczęłam siebie nazywać, żeby zapomnieć o klanie i przeszłości. - Poinformowała kotkę, a wiedziała, że to istotne w tym momencie. Choć nie ukrywajmy - widok Kropelki przed klanem Cienia jednak chcąc nie chcąc przypomina jej o przeszłości. - Radzę sobie, jem tyle ile potrzebuję, śpię też tyle. Nie mam nikogo bliskiego w nowym życiu, ale to żadna wielka zmiana względem tego co było. Chodzę sama, śpię sama, jem sama, żyję sama. I tak właśnie mi najprzyjemniej i najpewniej. Bo widzisz... o ile w klanie można EWENTUALNIE komuś zaufać, tak... No, ja nie mogę zaufać żadnemu Samotnikowi czy Pieszczochowi. - Dodała jeszcze, pokazując jej w ten sposób małą część tego jej świata. - Coś ciekawego dzieje albo działo się w Cieniu? - Ciekawiło ją to, a co! W końcu po coś tu przyszła. - Co z Chrząszczowym Brzuchem? I Płonącym Lasem?


= 'Cause all of my demons
are my friends, are my friends,
[Obrazek: dcjfhoe-8895f74c-101e-4354-ab19-23a3facb...-oprltsQPk]
And I know
they'll be there


till the end, till the end.
> Best friends forever <
LVL 2 85 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jasna Kropla działał pod impulsem. To, że spotkała Cis było dla niej bardzo emocjonujące. Czuła się jednocześnie dziwnie daleko od niej. Żyją teraz w zupełnie innym świecie. Czuła tą przepaść. Położyła po sobie uszy na chwilę, gdy ta jakby bała się jej. Oczywiście rozumiała... Ale to jeszcze bardziej pokazywało jak daleko do siebie są. Nie są już tak blisko. Zapewne nigdy nie będą.
Gdy samotniczka zaczęła mówić... Jasna Kropla zaczęła się źle czuć. Ten irytujący głos w jej myślach jak zawsze daje o sobie znać. Negatywne myśli krótko mówiąc. To było najgorsze co może być. Ma nowe imię. Calypso. Żeby zapomnieć o przeszłości... O niej też? Ona też była przeszłością? Nie chciała jej już pamiętać? Jej mina była bardzo nietęga, zmartwiona. Nie potrafiła się pogodzić z tym, że Cis jej już nie potrzebuje. Kiedyś były tak zżyte. Każda drugiej była pod łapą. A teraz... Te długie księżyce je oddaliły. Jak mają teraz przywrócić ich całą więź? Jasna Kropla nie chce zostawić wszystkiego dla niej. Ma też innych przyjaciół... Ma miłość swojego życia. Planuje rodzinę... A Ci.. Calypso nie wróci do Klanu. Czy pisane im więc było się rozstać oraz nie wrócić do siebie? W dodatku ,,Nie ma nikogo bliskiego w swoim życiu, ale to nie wielka zmiana". Jasna Kropla nie była jej bliska? W dodatku Calypso żyje sama, jest sama, i wszystko robi sama. Nie chce jej. Na pewno nie chce jej już w swoim życiu. Woli być sama jako samotniczka. Kropelka jednak nic nie mówiła na temat swoich bulwersji. Tylko myśli, okropne myśli kręciły jej w głowie. Patrzyła zaniepokojona, smutna i jakby nie obecna. Ale otrząsnęła się gdy szylkretka chciał, żeby jej trochę opowiedziała o tym co się dzieje w Klanie. Chciałby jej powiedzieć wszystko.
- Zacznę może wszystko od początku. Przywódczynią jest Krogulcza Gwiazda, zastępcą Polny Chwast, a medykiem Szczypiący Mróz. Płomykówkowa Gwiazda, Olchowy Szept, Kąsające Zimno umarli w tym samym dniu. Cierń zaginęła. Z twojego rodzeństwa została Czterolistna Łapa i Ptasia Łapa. Po śmierci Ziarnistej Łapy Koniczynka o mało nie zagłodziła się na śmierć. Ale jest już wszystko dobrze. Jest moją terminatorką, tylko brak jej pewności siebie. Twoja mama jednak niedawno znowu zaczęła spotykać się z.. twoim ojcem. Ten jednak znowu zaginął a ty masz młodsze rodzeństwo. Są terminatorami, świeżo mianowanymi. Chrząszczowy Brzuch jeszcze za czasów Płomykówki został terminatorem, a później zmarł. Płonący Las za to... Miał miot z Wydrzą Łapą. Zmarła przy porodzie. Jego jeden z synów zmarł jako kociak. Na jego pogrzebie jeden kociak, córką Popielmego Żaru, źle potraktowała ciało zmarłego, przez co Płonący Las nią rzucił. Został zdegradowany do rangi terminatora. Niedawno na ceremonii zwrócił uwagę swojemu młodszemu rodzeństwu uwagę, że źle się zachowują. Użył złych słów za co wygnano go z Klanu. Za to mogę Ci też powiedzieć co u mnie. Skoro ty też mówiłaś. Więc niedawno zmarła Kukułcze Jajo. Ale już wyszłam z żałoby. Mam za to partnera, Mknącą Zawieruchę bardzo go kocham. Planujemy w niedalekiej przyszłości założyć rodzinę.
To wszystko było bardzo zagmatwane. A ona nie wgłębiała się nawet w szczegóły. Zresztą. Nie wypadało. W końcu Calypso to teraz samotniczka. Nie może wiedzieć zbyt wiele. Chociaż już i tak powiedziała jej bardzo dużo. Za to musiała też powiedzieć coś o sobie. Szylkretce o tym, że jest w związku chciała powiedzieć jeszcze zanim odeszła... ale nie zdążyła. Ale są nadal przyjaciółkami i nie mogła i tym nie wspomnieć. W końcu.. są przyjaciółkami racja..?
[Obrazek: Gn2EEJS.png]
≡ ale kiedy mówisz do mnie słońce ≡
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie...
LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Chrząszcz nie żyje? Płomień nie jest już w klanie? To może uda mi się go znaleźć i połączyć w jakiś sposób siły. - Głównie w sumie skupiła się na tym. Jeśli miała możliwość z kimś żyć i sobie pomagać, to w tym przypadku tylko z nim. Żadnego innego Samotnika by nie przyjęła tak szybko. - Moje rodzeństwo zawsze było zbyt uczuciowe i słabe... Zagłodzić się? Bezsens. - Odprychnęła brzydząc się siostrą. Po co sobie z góry gotować taki los tylko dlatego, że z kimś innym się coś tam stało? Przecież bez przesady. Czyjaś śmierć to jeszcze nie koniec świata, są inne koty. - Cieszę się, że w końcu doczekasz się potomstwa... kiedyś. W każdym razie pamiętam, że strasznie tego chciałaś. - Na jej pysku oczywiście nie pokazał się uśmiech ani nic z tych rzeczy, ale Kropla chyba nie była tym zdziwiona. Jeszcze za czasów bycia w klanie, jako Cisowa Łapa i Cis, kotka niespecjalnie okazywała jakieś głębsze i pozytywniejsze uczucia. - Za to moja matka to lisie łajno. Po co narobiła kolejnych szczeniaków... - Powiedziała to nieco ciszej. Wiedziała, że to mogło nieco zirytować Kroplę, bo ona się tak nie odnosi pewnie o nikim nigdy, ale Calypso to nie ona. - I co? Powiesz w klanie, że mnie spotkałaś? Że żyję? Ph, i tak nikogo by to nie zainteresowało. Zaraz wrócę do siebie, nie zobaczymy się już pewnie znów długi czas, a może wcale.


= 'Cause all of my demons
are my friends, are my friends,
[Obrazek: dcjfhoe-8895f74c-101e-4354-ab19-23a3facb...-oprltsQPk]
And I know
they'll be there


till the end, till the end.
> Best friends forever <
LVL 2 85 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jasna Kropla po woli się uspokajała. Spotkanie z przyjaciółką po tak długim czasie było trudne. Zorientowała się, że szylkretka na pewno nie chciała jej urazić. Ma taki charakter i zawsze taka była. Po prostu długa rozłąka sprawiła, że po woli zapomniała jaka naprawdę była Cis. Teraz gdy słyszała kocicę jak sprzed księżyców zaczęło jej się robić przyjemnie. Była po prostu bardzo rozemocjonowana na samym początku.
- Znaliście się z Płomieniem? Jeśli tak to możesz spróbować. W dwójkę może będzie wam.. raźniej czy ja wiem.
Kropelka nie znała się jacy są samotnicy. Jak wygląda ich życie. Nie miała kontaktów do tej pory z kotami z poza Cienia. Teraz miała Cis... albo raczej Calypso. Tylko czy ich znajomość się utrzyma? Nie wie czy przyjaźnić się z samotnikiem to dobry pomysł. Jeszcze ktoś je znajdzie na granicy i zaatakuje szylkretke a ona dostanie ukarana za taką znajomość. Ale jakby się spotykały na terenach niczyich to chyba by się nic nie stało z drugiej strony? Ale znajomość na odległość musi być trudna. Rzadko będą ze sobą rozmawiały i w ogóle. A dzielić je będą długie odległości.
- Twoja siostra w szczególności jest delikatna. Nadal jednak nie rozumiem dlaczego się głodziła bo twierdziła, że nie chce umierać. Przysporzyła nam sporo stresu i nerwów.
Taka była prawda. Jak bardzo lubiła Koniczynkę to nie da się zaprzeczyć, że niektóre jej działania nie miały zbyt wielu sensu jak dla niej. Była bardzo niedojrzała. Jednak szczerze wierzy, że się to już polepszyło. Minęło sporo księżycy.
Uśmiechnęła się delikatnie w stronę kocicy. Owszem to był jej taki cel od wielu długich księżycy. A teraz gdy jest w szczęśliwym związku stało się to jeszcze silniejsze. Kochała Zawieruchę. Chciała założyć z nim rodzinę. Na razie muszą się na to przygotować. Jasnej Kropli dosyć trudno było słuchać jak Cis wyzywa Modliszkę. Co jak co to jej matka. No i przyjaciółka Jasnej Kropli swoją drogą. Ale jedno jest pewne. Kocica mocno kocha tego samotnika. Mimo tego co jej zrobił. Można uznać, że jest nawet naiwna.
- Nadal kocha waszego ojca jak się okazuje. Ma zbyt dobre serce by mu nie wybaczyć. Ale i tak znowu się zapadł pod ziemię. Szkoda mi jej... jest dosyć naiwna. Miejmy nadzieję, że to ostatni raz gdy dała się omamić temu kocurowi.
Nie znała nawet imienia wybranka Modliszki. Kocica nieszczególnie chce o nim mówić. Co nie jest niczym dziwnym. Kolejne pytanie Calypso było trudne. Niebieska wojowniczka była zmieszana co dalej. To nie takie łatwe jakby się wydawało.
- Mogłabym ewentualnie powiedzieć Modliszce czy Koniczynie. Tak to nie wiem jak inne koty by na to zareagowały. Nie chcę na ciebie sprowadzić niebezpieczeństwa. No i jeśli byś chciała to mogę cię odwiedzać. Jeśli byś mi powiedziała gdzie się zagnieździłaś. Ale nie zmuszam cię do tego. Rozumiem to, że chciałaś się odzielić od Klanu Cienia i mimo iż kocham cię jak siostrę to chcę, żebyś ty była szczęśliwa.
To bolało, ale jeśli będzie taka potrzeba to zostawi Calypso w spokoju.
[Obrazek: Gn2EEJS.png]
≡ ale kiedy mówisz do mnie słońce ≡
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie...
LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Łapska niosły go gdzie się dało. Jego poprzednie wyjścia na osiedle, które trwały krótko i nie przynosiły większych wrażeń, zmieniły się w podróże, które zajmowały mu całe dnie. Niestrudzenie przemierzał lasy, które zdawały się praktycznie nigdy nie kończyć. Zaczynać - owszem, zawsze się zaczynały, ale jak już się w jakiś weszło, to można było iść dniami i nocami, a drzewa się nie kończyły. W żaden sposób nie zniechęcało to długowłosego, masywnego kociska przed kontynuowaniem podróży. Obawy przed zgubieniem się miał we łbie, ale wierzył, że wystarczy pójść mu po własnym śladzie i wróci wreszcie do domu. A jak nie, to... to przecież nie był na dworze sam pierwszy raz. Od biedy, to nawet będzie mógł polować, chociaż dawno temu zapomniał jak się to robi. W końcu na jakieś stare, zleżałe jedzenie ze śmieci się nie poluje, a tym bardziej nie na to pożywienie, które ma w misce! To i tak było ostatecznością absolutną, bo bez jedzenia mógł się trzymać parę wschodów słońca. Nie pierwszy, ni ostatni raz.
Gdy dotarł tutaj, słońca powoli uciekało z nieba, zostawiając za sobą ślad ciepłych kolorów tworzących malowniczy krajobraz. Wypuszczając nosem kłęby pary, wzrok zawieszał na łysych drzewach i krzewach, które wyglądały na kolorowym tle jeszcze bardziej martwo, niżeli zwykle. Ta ich martwość podobała się kocurowi, było w niej coś słodkiego i takiego, do czego chętnie by wracał, gdyby nie... no, gdyby nie dom. Do tego musiał czasem wracać, bo sam jak palec po świecie włóczyć się nie chciał. Przykre by to było, a Ahab pewnie by zgłupiał do końca, gdyby nie miał do kogo otworzyć nigdy pyska. Chociaż, czy dziś Ahab? Nie wiedział, czy dziś nim się czuje. Jeszcze chyba nie stwierdził, jak dzisiaj ma na imię.
Gdy niebo ciemniało, on wreszcie się ruszył, chcąc znaleźć jakieś schronienie. Był odważny, szalony z odwagi - ale samobójcą bez powodu nie będzie. Nawet jako mieszczuch wiedział, że obce tereny są niebezpieczne, a szczególnie takie, gdzie w każdej chwili jakiś dziki zwierz mógł go zaskoczyć. Lis choćby - bo o tych słyszał od jakichś włóczęg co do miasta się zaciągnęły. Czy warto bało się bać lisa? Kto wie. Niby taki ogromny, ale według niektórych zdarzają się okazy przypominające wzrostem zielonookiego. Z takim by walczył, gdyby musiał rzecz jasna. Bez powodu nie tknąłby niczego ani nikogo. Odwagi nie mógł nadpisywać głupotą, musiał o tym pamiętać.
Ledwo parę kroków udało się mu postawić, a jak nagle zimny wiatr buchnął, to oczy musiał zmrużyć. Gdy ponownie je otworzył, dostrzegł w ciemniejącym lesie postać. Dużą, ale nie ogromną - umięśnioną, ale nie tak bardzo, by odstraszać. Określić kota mógł jako ktoś ładny, ale nie dostrzegał w tym wyglądzie niczego specjalnego, co mogłoby podnieść opinię. Ot, kot jak kot. Równie zwykły jak włochaty olbrzym. Na ziemię sprowadziła go świadomość, że jest daleko od domu, a w lesie nie ma dokąd uciec. Może obcego sprowadził psi smród, jaki unosił się od srebrzystej bestii? Mieszkał z psem, sypiał z nim czasem - pachniał jak kundel.
- Witajcie! - rzucił luźno, nie mogąc z oddali określić płci osobnika przed nim. Buchający wiatr nie ułatwiał zdania. Dopiero gdy zrobił parę odważniejszych kroków do przodu, dostrzegł w postaci kotkę. Wielką i dostojną, dba o siebie. Uśmiechnął się na myśl, że to nie panienka co skuli się przed obcym i zacznie piszczeć ze strachu, bo takie były po prostu męczące. Nie zawsze, ale w takich warunkach jak najbardziej. Żółte ślepia obdarował przyjaznym spojrzeniem, licząc że to jakoś pozwoli na łatwiejszy kontakt. - Szukałem schronienia... Jestem, że tak powiem, podróżnikiem. Noc mnie zastała niespodziewanie. Mieszkasz tu? Z rana się stąd wyniosę.
A guzik, bo wiatr zasypał ślady. Wyniesie się za dzień czy dwa, jak odnajdzie drogę. Pogodny, acz zmęczony głos nie zdradzał jednak kłamstewka. Nie uważał bowiem, że mówi coś niezgodnego z prawdą, gdyż wynieść się wyniesie... stąd. Zrobi ledwo parę kroków i już będzie w innym miejscu. Proste! Niemniej, teraz czekać na odpowiedź. Nie obawiał się sprzeczki, kto by atakował kogoś nocom? Napiął w każdym razie mięśnie, co pod warstwą futra było niemal niewidoczne. Lepiej być pewnym, że się nie oberwie z zaskoczenia...

//Osa!!! :
<img src="https://imgur.com/L8gXv6A.png" height="50px">
we can be who we are, now we are alive
we can fight, they cannot contain us
it's who we are
<span class="ahab2">we are undying, we are forever</span>

<style>.ahab2 {font-family: 'Cinzel'; font-size: 17px; line-height:15px}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cinzel&display=swap" rel="stylesheet"> }
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
45
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Owszem polowała w okolicy, wonie mieszały jej w głowie. Należały do kotów, psów, gryzoni... nie w sposób tego zliczyć. Kotka jednak nie bardzo się tym przejmowała, bo miała świadomość tego, że nie żyje w okolicach lasu i siedliska koni sama. Dziś nie towarzyszył jej kompan, zdarzało się im rozchodzić w swoje własne strony i to był właśnie jeden z tych dni. Szylkretka po udanym łowie i napełnieniu żołądka miała wracać do stajni na noc w belach ciepłej słomy.
Jej uwagę jednak zaabsorbował kotowaty kształt, na którego padał ciemny cień okolicznej leszczyny. Kotka poczuła się obserwowana i nie była z tego fakt szczególnie zadowolona. Syknęła pod nosem, po czym skierowała swoje łapy w jego kierunku. Nieznajomy był naprawdę rosłym kocurem, o długiej sierści, która zdawała się być uciśnięta w odcinku szyi. Pokręciła zdezorientowana głową, czuła od niego silną woń psa i niepokoiło ją to bardzo. Czyżby walczył z jakimś w niedawnym czasie? Wątpiła jednak w to, by przeżył takie starcie. Na osiedlu wpadnięcie w łapska psa zazwyczaj kończyła się nieciekawie dla przeciwników szczekającego kundla. Niepokój do tej rasy miała we krwi głęboko zakodowany i nie zamierzała pakować się w konfrontacje z nimi.
- Śmierdzisz. - stwierdziła po prostu, wykrzywiając mordkę z niesmakiem na niej wymalowanym.
Oczywiście nie zamierzała wdawać się z nim w dyskusję, ale zdawała się być do tego zmuszona, bo padło pytanie, a ona w naturze nie miała odmowy na nie. Zachowywała jednak dystans, by nie przejąć zapachu psa w najmniejszym choćby stopniu. Uniosła ogon ku górze i położyła po sobie uszyska.
- W okolicy. Radziłabym nie przedłużać wizyty w okolicy, często ktoś znika bez śladu. - ostrzegła może poniekąd bardziej strasząc rozmówcę niżeli mówiąc mu prawdę, ale tak zakładała, więc nie można chyba nazwać tego jawnym kłamstwem?
LVL 2 50 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wśród gwizdów wiatru nagle usłyszał jej głos, który przerywał tę ciszę. I jak łapą ujął, cała ta mistyczna i dzika scena się skończyła, sprowadzając kocura na ziemię. Nie zareagował złością, ostentacyjnie obwąchał się po bokach i wzruszył ramionami.
- Jeszcze nie, ale pewnie za dzień czy dwa zacznę śmierdzieć jak śmietnisko - odparł spokojnie, zaraz drapiąc się za uchem. Jeszcze nie było mu aż tak źle! Skoro nie czuł własnego smrodu, nie mogło być to tak przeszkadzające. Najgorszego odoru nawet wiatr nie rozwieje! Otrzepał się po sesji drapania, spoglądając z pogodnym uśmiechem na obcą, starszą kotkę. Widział, że nie jest chętna do rozmowy, ale nie myślał nawet o tym by się wycofywać. Dziś zdecydowanie nie był Ahabem. - Znika bez śladu? Jak koty są chudsze od ciebie, to pewnie wiatr je zwiewa i wpadają w jakieś rowy.
Odparł luźno, łapą wskazując na nią jednym, prostym ruchem. Nie była wychudzona, ale w porównaniu z masą jaką miał Ahab była drobniejsza. Nie był gruby, broń boże! Był po prostu zawsze o pełnym brzuchu, czego samotnik nie mógł zaznać zawsze. Różnice między kotem domowym, a dzikusem były dość dobrze dostrzegalne.
-A tak serio, co się bać? Pewnie się gubią, albo znajdują inne ciekawsze miejsca. Las jest wielki, jakby każdy siedział zawsze w jednym miejscu, umarłby z nud i nienasycenia ciekawości - odparł beznamiętnie. Na osiedlu nie było znikania, bo zawsze było wyjaśnienie na te zniknięcia. Ludzie, zmienienie miejsca zamieszkania, schronisko - zawsze coś. Na to straszne nie miał prawa zareagować poważniej, chociaż do serca wziął sobie przestrogę. - Skoro "w okolicy" można spocząć, ale "w okolicy" nie powinienem spędzać dużo czasu, to czy chcesz mnie wrzucić w jakieś kłopoty?
Przechylił lekko łeb na bok, skupiając się na moment na tej kwestii. Z jej wypowiedzi wynikało, że można tu odpoczywać, ale coś może go dopaść i tyle będzie ze spokojnego spoczynku.
- Obawiasz się mnie? - dodał po chwili, nie mogąc nie zareagować na jej opuszczone uszy. Nie zadrwiłby z niej pytając czy się "boi" - to miało za ostry wydźwięk dla kogoś, kto siedział w lesie przynajmniej parę księżyców. Takie koty pewnie nie bały się zbyt wielu rzeczy.
<img src="https://imgur.com/L8gXv6A.png" height="50px">
we can be who we are, now we are alive
we can fight, they cannot contain us
it's who we are
<span class="ahab2">we are undying, we are forever</span>

<style>.ahab2 {font-family: 'Cinzel'; font-size: 17px; line-height:15px}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cinzel&display=swap" rel="stylesheet"> }
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
45
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To był jeden z licznych dni, w których Osa po prostu jest w nie sosie i każde słowo wpływało na nią niezwykle drażniąco. Odpowiedzi jakich udzielał na jej słowa kocur nie dało się nie słyszeć, a co za tym idzie nerwy mieszkające w ciele kotki zaczynały się uzewnętrzniać chociażby w zmarszczonej skórze na czole i podnoszących się brwiach. Żarciki jakkolwiek by nie brzmiały nijak na nią działały, a co ciekawsze nie musiały nawet w rzeczywistości nimi być. Po prostu każde zdanie brała jako niejaką ironię i prześmiewczość, a nie było jej w nastroju na śmieszkowanie.
- Wiesz co głupi jesteś i tyle. - podsumowała przekręcając oczyma.
Nie rozumiał tego co mu powiedziała? Mieszkała w okolicy, ale nie uznała jej za dobre miejsce na odpoczynek i osiedlenie się, co w tym takiego trudnego do pojęcia. Syknęła i oblizała jęzorem swój nosek, a wibrysy mimowolnie zadrgały.
- Jeszcze czego. Jesteś fajtłapą i kluską jak większość kotów, które zdarza mi się spotykać. - prychnęła w stronę mięśniaka.
LVL 2 50 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Machnął głową na jej niechwalebne stwierdzenie. Nie miał co się wykłócać, nie on decydował o swoim intelekcie i choć twierdził, że jest mądry - w odczuciu innego kota mógł być głupcem.
- Głupszego nie spotkasz - rzucił do niej ze spokojem, posyłając szczery, choć nieduży uśmiech. Nie przeszkadzała mu ta opinia, wolał by go nienawidziła za to, niż jakby miała go wielbić bo udaje mądrego. Nie był aktorem, ani kociakiem, żeby tak się bawić.
- Fajtłapą... A czemu? Nie wywróciłem się, nie potknąłem. Nawet w słowach jestem biegły - wzruszył masywnymi barkami. Niesłuszne oskarżenia?... A może przypominał jej kogoś, kto takim fajtłapą właśnie był? Jakby tak było, musiałby się tłumaczyć kim jest. I tak zrobiłby to prędzej czy później. - Co z noclegiem? Nie potrzeba mi rozmówek, bo ty nie jesteś chętna, a ja nie lubię innych zmuszać. Chciałem tylko wiedzieć gdzie jest "w okolicy", gdzie można mi spać.
Dodał pewniejszym tonem głosu. To jak się zachowywała jasno wskazywało na niechęć. Nie ważne czy znała już kogoś jak ta wielka kula futra, czy nie - tak z góry kogoś skreślać?! Nie do pomyślenia! Nie będzie jej w każdym razie torturował. Powie mu gdzie może się przespać i jak rozkaże mu odejść, on to zrobi. Co mu po takim rozmówcy, co paja nienawiścią? Przy takim to i tak jest samotnie...
<img src="https://imgur.com/L8gXv6A.png" height="50px">
we can be who we are, now we are alive
we can fight, they cannot contain us
it's who we are
<span class="ahab2">we are undying, we are forever</span>

<style>.ahab2 {font-family: 'Cinzel'; font-size: 17px; line-height:15px}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cinzel&display=swap" rel="stylesheet"> }
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
45
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Spoglądała na niego miarowo, raz po raz bardziej zamykając swoje powieki. Była zmęczona, zirytowana i znudzona wszystkim dookoła. Nadąsana podeszła doń bliżej i obdarzyła go swoim spojrzeniem chcąc wyłapać jak najwięcej i całe to przyglądanie opłaciło się. Dostrzegła coś czego wcześniej nie widziała, a co ukrywalo sie pod grubym futrem.
- Jestes pieszczochem, obrzydliwym leniwym pieszczochem. - odskoczyla od kota mimowolnie, instynktownie unoszac ogon i kladac po sobie uszy.
- Wracaj do gniazda dwunogow. Proste. - chrzaknela i splutnela przed siebie.

//przymulam, a teraz klawiatura nie pomaga sie odmulic
LVL 2 50 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Sam się jej przyglądał - bez większych emocji. Ahab był jaki był - choćby dobierał piękne słowa, szukał cudownych porównań i zdawał się być najmilszym kotem pod słońcem, jego oczy zwykle były martwe. Blask straciły zapewne przy którejś naruszonej kości czy jednym ze zmienianych domów. Niemniej, nie miał zamiaru nigdy przelewać swoich frustracji czy smutków na rozmówcę. Po co? To bez sensu. Dlatego też tutaj nie oburzył się w ogóle. No, prawie...
- Hejże! Jestem obrzydliwy. Najohydniejszy pod słońcem. I jestem leniem. Największym na świecie. Ale pieszczochem? - zmarszczył lekko brwi. Dojrzała się obroży? Nawet sam nie wiedział jakim cudem to zrobiła, skoro była pod futrem - co doskonale czuł - ale może gdzieś jakiś kłak odstawał mu bardziej niż zazwyczaj? - Gdybym nim był, czy siedziałbym tutaj teraz i rozmawiał z... Oooooo... Włóczęęęęgąąą...
Te ostatnie słowa wypowiadał z grozą, jakby miał naśladować ducha. Dla niego to było głupie. Absurdalne, żeby odskakiwać od kogoś, kogo uważa się za Pieszczoszka! Czy te koty nie powinny być porównywane do słabych, niedouczonych, łatwych celów? Czyżby ona mimo wszystko się go obawiała? Dziwne.
- Nie mam gniazda. Nawet jakbym chciał wracać w okolice dwunogów, to nie wiem gdzie iść. Myślisz, że znam się tak na drogach? - uniósł lekko brew do góry. Na splunięcie zareagował tym samym, tylko bardziej nieporadnie, bo ślina zawisnęła mu z pyska i... no, musiał kilka razy machnąć językiem, by ta kapnęła wreszcie na ziemię. Po tym spojrzał na kotkę z czymś w rodzaju dumy. Nie bał się jej. Nie przeszkadzało mu jaka jest. Po prostu była inna. - Ty zawsze taka miła?
Mruknął z uśmiechem.
- Jakbyś nie widziała obroży, to też byś tak reagowała? Nic ci nigdy nawet nie zrobiłem - dodał po chwili. Jak już chciała się tak zachowywać to... niech chociaż wyjaśni powód? Cokolwiek! No, mogła mieć też po prostu obrzydliwy charakter. Nie chciał jej jednak z góry oceniać tak niemiło, nadal wierzył że sprawa tkwi albo w tym, że jest jej obcy, albo w tym że po prostu... no, jest tym Pieszczochem. Mogła ich nie lubić bo nie - ale Ahab w życiu by nie przyznał, że pochodzi z osiedla. Po prostu korzystał z usług noclegowych i jadłodajnych od swojej pani, ale poza tym, szlajał się gdzie popadło i nie wracał tygodniami. Nie był pieszczochem. Ani samotnikiem. Był takim o, nikim.
<img src="https://imgur.com/L8gXv6A.png" height="50px">
we can be who we are, now we are alive
we can fight, they cannot contain us
it's who we are
<span class="ahab2">we are undying, we are forever</span>

<style>.ahab2 {font-family: 'Cinzel'; font-size: 17px; line-height:15px}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cinzel&display=swap" rel="stylesheet"> }
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
45
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości