Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
No i co powinna teraz zrobić? Wyznanie całej prawdy zabrzmiałoby jak zmyślona historia. Kłamstwo tym bardziej oddaliłoby ją od powrotu do domu. Pozostawało przedstawienie czegoś "pomiędzy". O ile mogła zaufać tej kocicy. W końcu widziały się pierwszy raz. Ostatecznie Ścieżka postanowiła zdradzić nieco swojej historii. Może czarno-biała ją zrozumie i jednak pomoże. W końcu wskazanie kierunku nic nie kosztowało. Poza tym, to nie pierwszy raz kiedy ktoś celowo wprowadziłby w błąd córkę Raniuszka.
-Tutejsi dwunodzy nie zawsze próbują nas złapać. Mimo wszystko przezorny zawsze ubezpieczony. Szczególnie, jeśli nie ma się siły do walki czy ucieczki...- Ścieżka zaczęła spokojnie od dokończenia poprzedniej myśli. Właściwie chciała sprostować powstałe nieporozumienie. Nigdy celowo nie umieściłaby innego kota w niebezpiecznej sytuacji. Sama wiedziała jak to jest żyć w ciągłym zamknięciu.
-Wiesz... szukam po prostu drogi do domu. Zabłądziłam na nieznanych terenach i zanim zdążyłam wrócić, to dwunogi zabrały mnie ze sobą. Trochę minęło zanim uciekłam, ale próbuję wrócić. Nie każdy kot chce pomóc, więc zrozumiem twoją odmowę.- Kocica przedstawiła wszystko bez zająknięcia. Taka była prawda! Nikt nie musiał wiedzieć o Nowym Świcie czy podwójnym zabraniu ją przez ludzi. Ścieżka obniżyła nieco głowę, żeby lepiej widzieć swoją rozmówczynię. Nawet się sobie nie przedstawiły. No cóż... Trzeba być czujnym jak pies, a przynajmniej tak mawiali.
Duża. To z pewnością pierwsze słowo, które przychodzi na myśl spoglądając na Kolczastą Łapę i nie chodzi tu wyłącznie o wzrost. Kotka jest postawna, posiada szerokie łapy, a spory puchaty ogon - niemal zawsze uniesiony ku górze - tylko potęgują to wrażenie. Czerń i biel na długim, wypielęgnowanym futrze rozchodzą się niemal po równo. Biała barwa obejmuje dolną część mordki, z wyłączeniem charakterystycznej małej plamki na brodzie, okala kark, brzuch oraz łapy. Czerń zaś obejmuje niemal całą głowę, część karku, plecy, ogon, a także pojawia się na prawej pięcie i po wewnętrznej stronie lewej łapy. Szeroki pysk często zdobi skwaszona mina, co nawet współgra z jadowicie zielonymi oczami.
Bardzo poważna i zdeterminowana. Do utraty tchu pracuje nad tym żeby nie zostać w tyle, żeby już nikogo nie zawieść. Nie stroni od towarzystwa, ale zdecydowanie nie odnajduje się w sytuacjach społecznych. Podatność na zaczepki też tego nie ułatwia. Czarno-biała jest bardzo drażliwa, przez co łatwo wyprowadzić ją z równowagi, a co gorsza jedyny argument jaki zna to siła.
Pszeniczny Kłos, Słoneczna Łapa
XXXKłamstwo było poniżej godności Kolczastej Łapy. Wywodziła się z klanów, musiała dumnie reprezentować swoją społeczność, a nie wciskać kit na prawo i lewo, jak jakiś podrzędny włóczęga samotnik. Co nie zmieniało faktu, że nie wszystkimi informacjami musiała się dzielić na zawołanie. I być może byłaby nawet skłonna wyznać ten szczątek informacji, jaki posiadała na temat położenia Czterech Klanów... Gdyby nie te kilka słów za dużo, powiedzianych przez srebrzystą. Po kimś innym tego typu komentarz mógłby spłynąć jak po kaczce, lecz Wichrzaczka była bardzo drażliwa w tym temacie. Źrenice terminatorki zwęziły się w wąskie szparki, a puchaty ogon obił się o łaciate boki. XXX — Sugerujesz, że jestem słaba?! Mogę ci udowodnić, że nie jestem! Tu i teraz! — syknęła, wysuwając pazury i wbijając je w ziemię. Nie ruszyła jednak w kierunku rozmówczyni. Jeszcze miała szanse odszczekać to, co powiedziała. Co ona sobie myślała? Że skoro Kolec doskwiera głód, to jest łatwa do pokonania? Może jej sprawność nie była teraz w szczytowej formie, ale nie da się zastraszyć byle komu.
Długofutry, czarny srebrny charcoal bengal z bielą, gdzie ta bardziej charakterystyczna znajduje sie na mordce, czole w formie gwiazdki, torsa, łap i pasma w ogonie.
Wysoki jak brzoza gigant, o kwadratowej, lecz eleganckiej mordce.
Brzoskwiniowo-złoty wzrok.
Ciekawski, dość śliski typ o uroczej mordce. Pasjonat przygód, jak i przekraczania granic.
Jest elegancki - ceni sobie czystość, wygląd, piękny kolor. Kometa potrafi docenić ludzką muzykę, taniec czy wytwór ich rąk o przeciwstawnych kciukach.
Gdyby nie te cuda świata dwunożnych, nie siedziałby w swym wypchanym legowisku - szukałby przygody.
Przygód, o których opowiadała mu matka, a które wykształciły w Komecie kolejną ceche - ciekawość.
Ciekawość do życia, śpiewu, tańca, czy otaczającego go świata...
Ciekawość, którą stara się zadowolić, nawet, jeśli ma iść po trupach.
Panicz o futrze koloru nocy kontemplował. Rozmyślał.
I tak sobie się kładł brzuchem do góry, gdy tak sobie myślał.
Pokrzywę powinien znaleźć z łatwością, gdy ino ruszył się do zbieraczki. Pochwalił by się Mgławicy, co już potrafi, a co dają mu jego przygody. Nie musi, ale może pozbierać zioła. Ba, jego właściciele zadowolonymi, jak przynosi im prezenty.
Komety nos kichnął nagle, oh, te leśne pyłeczki! Nic, ino w nos go gilgotały.
Musiał Kometa się ruszyć, choć nie chciał. Wzrokiem wyszukiwał tego, co mu znane.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Niektórych medykamentów nie sposób było znaleźć na terenach Klanu Cienia - zwłaszcza, gdy większość potrafiła zgnić przez panujące upały. Dlatego też, gdy upewniłam się, że moja nieudolna siostra zostanie w lecznicy, wybrałam się poza granice mojego klanu. Liczyłam, iż może uda mi się znaleźć brakujące w składziku zioła.
Podążałam właśnie spokojnie przez nieznane tereny, wyczulając wszystkie zmysły - nie chciałam powtórki sprzed parunastu księżyców, gdy to przez własną głupotę, zostałam porwana przez Dwunożnych. Ojciec do dziś mi tego nie wybaczył, zawiodłam go i zdawałam sobie z tego sprawę.
Do moich uszu dotarł nagle dźwięk kichania w pobliżu. Machnęłam ogonem, starając się nie wykrzywiać psyka w grymasie. Zdecydowałam się ruszyć w tamtym kierunku, starając się zachowywać szczególnie cicho, jak podczas polowania. Moim dwukolorowym oczom już po chwili ukazał się rosły, choć młody kocur. Sama byłam ogromna, więc nie problem byłoby stoczyć z nim walkę, jeśli byłaby taka potrzeba.
- Witaj. - miauknęłam wreszcie, unosząc głowę nieco wyżej.
Długofutry, czarny srebrny charcoal bengal z bielą, gdzie ta bardziej charakterystyczna znajduje sie na mordce, czole w formie gwiazdki, torsa, łap i pasma w ogonie.
Wysoki jak brzoza gigant, o kwadratowej, lecz eleganckiej mordce.
Brzoskwiniowo-złoty wzrok.
Ciekawski, dość śliski typ o uroczej mordce. Pasjonat przygód, jak i przekraczania granic.
Jest elegancki - ceni sobie czystość, wygląd, piękny kolor. Kometa potrafi docenić ludzką muzykę, taniec czy wytwór ich rąk o przeciwstawnych kciukach.
Gdyby nie te cuda świata dwunożnych, nie siedziałby w swym wypchanym legowisku - szukałby przygody.
Przygód, o których opowiadała mu matka, a które wykształciły w Komecie kolejną ceche - ciekawość.
Ciekawość do życia, śpiewu, tańca, czy otaczającego go świata...
Ciekawość, którą stara się zadowolić, nawet, jeśli ma iść po trupach.
Kometa to kot po którym od razu widać, skąd pochodzi.
Delikatne futro odziewa zadbaną sylwetkę, jak i zapach mówi o kontakcie z człekokształtnymi. Kryje się pod tym jednak znana nam nuta lasowego piżma i liści.
Kometa odwraca głowę. Nie krzyczy, nie wydaje z siebie nic, po za troche bardziej otwartymi oczyma.
Wypuszcza wcześniej trzymany wdech.
-Ależ mnie droga pani zaskoczyła! -
Nie miał co kłamać, tu komplement się należał. Nie byle kotom młodzieniec daje się tak podejść.
-Chyba się nie znamy. Witaj. -
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Przejechałam ogonem po ziemi, wpatrując się uważnie w nieznajomego. Wzrok niby skierowany miałam na jego pysk, jednakże w międzyczasie starałam się zerkać na jego posturę i mowę ciała. Wolałam wiedzieć wcześniej, jeśli chciałby mnie zaatakować.
- Najwyraźniej. - miauknęłam spokojnie, decydując się na delikatne uniesienie kącików pyska w górę. - Sama również jestem zaskoczona. Proszę wybaczyć śmiałość, jednakże z reguły koty tak... zadbane, nie są często widywane w lesie czy chociażby w jego pobliżu. - dodałam, starając się wysilić, aby w moim głosie nie było słychać było wyższości. Chciałam podejść do nieznajomego neutralnie - a przynajmniej chciałam, aby on tak myślał.
Uważałam, że koty żyjące z Dwunogami były po prostu durne, w najlepszym przypadku głupie i leniwe. Łatwo było żyć na łasce innych stworzeń, niż samemu zacząć polować.
- Co Cię tu sprowadza, nieznajomy? Mogę Ci jakoś pomóc? - obym nie musiała.
Długofutry, czarny srebrny charcoal bengal z bielą, gdzie ta bardziej charakterystyczna znajduje sie na mordce, czole w formie gwiazdki, torsa, łap i pasma w ogonie.
Wysoki jak brzoza gigant, o kwadratowej, lecz eleganckiej mordce.
Brzoskwiniowo-złoty wzrok.
Ciekawski, dość śliski typ o uroczej mordce. Pasjonat przygód, jak i przekraczania granic.
Jest elegancki - ceni sobie czystość, wygląd, piękny kolor. Kometa potrafi docenić ludzką muzykę, taniec czy wytwór ich rąk o przeciwstawnych kciukach.
Gdyby nie te cuda świata dwunożnych, nie siedziałby w swym wypchanym legowisku - szukałby przygody.
Przygód, o których opowiadała mu matka, a które wykształciły w Komecie kolejną ceche - ciekawość.
Ciekawość do życia, śpiewu, tańca, czy otaczającego go świata...
Ciekawość, którą stara się zadowolić, nawet, jeśli ma iść po trupach.
Widziała nasz droga Kometa, jak starsza kocica szura ogonem, jakby w charakterze pewnej niepewności.
To, albo lubiła mieć w ogonie paprochy i inne trawy.
Szybko przewrócił się raz na bok, lecz dalej pozostawał na swych plecach, kitą splątaną z nocnych strużek owinął tylne łapcie.
Nie ufał nieznajomym nasz bohater, lecz nie czuł potrzeby ukazywania tego, tak jak robiła to biała kocica w jego skromnym mniemaniu.
-Mhm. Czyżby moja obecność była tu niemile widziana? -
Uniósł brewkę. Wyszczerzył ino jednego i to delikatnie kła.
-Domyślam się, że koty, skąd pochodzi woń na twym futrze nijak pałają chęcią do wędrowców, jak ja? -
Trzepnęło Komety uszko niewinnie.
-Miałem w planach poszukać pajęczyny, bądź pokrzyw moja droga nieznajoma. Już trochę zgromadziłem, lecz dalej staram się zrozumieć ich wartość... -
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
- W większości tak, chociaż zazwyczaj takie koty po prostu nie wychodzą poza klanowe granicę. - odparłam spokojnie. Nie zamierzałam w tym temacie niepotrzebnie kłamać. Nie wiedziałam, czy miał już doczynienia z jakimiś klanowymi kotami. Mogłam kłamać w wielu dziedzinach, jednakże bez wcześniej wybadanego terenu, nie zamierzałam niepotrzebnie ryzykować.
Pajęczyna i pokrzywa. Najwyraźniej nieznajomy interesował się ziołami - co za głupota. Musiał się chyba bardzo nudzić u swoim Dwunożnych, skoro zdecydował się na zgłębianie medycyny. Oby się otruł.
- Właściwie to dlaczego? Czy Dwunogi nie leczą was samodzielnie? - przekrzywiłam lekko głowę na bok.
Długofutry, czarny srebrny charcoal bengal z bielą, gdzie ta bardziej charakterystyczna znajduje sie na mordce, czole w formie gwiazdki, torsa, łap i pasma w ogonie.
Wysoki jak brzoza gigant, o kwadratowej, lecz eleganckiej mordce.
Brzoskwiniowo-złoty wzrok.
Ciekawski, dość śliski typ o uroczej mordce. Pasjonat przygód, jak i przekraczania granic.
Jest elegancki - ceni sobie czystość, wygląd, piękny kolor. Kometa potrafi docenić ludzką muzykę, taniec czy wytwór ich rąk o przeciwstawnych kciukach.
Gdyby nie te cuda świata dwunożnych, nie siedziałby w swym wypchanym legowisku - szukałby przygody.
Przygód, o których opowiadała mu matka, a które wykształciły w Komecie kolejną ceche - ciekawość.
Ciekawość do życia, śpiewu, tańca, czy otaczającego go świata...
Ciekawość, którą stara się zadowolić, nawet, jeśli ma iść po trupach.
-Hm. Kiedyś musi do tego nastąpić. Chyba, że dom bliski waszym sercom? -
Odparł w zamyśleniu duży książe o nocnych barwach w swej pelerynie.
Nie było co oceniać leśnej panny - choć urodziwa, tak nie wywierała w Komecie presji, czy powodu do uginania karku. Ot, starsza pani, którą mógł szanować jak na wychowanego kota przystało.
-A jak podejrzewasz, droga pani? - Uniósł brewkę młody wilk, choć delikatnie. Ciekawe, jak duża była jej wiedza o takich jak on. Ona podzieli się z nim, on z nią, będzie to rozmowa idąca...Dokądś.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
- Z nudów - miauknęłam, mrużąc dwukolorowe ślepia. Wiedziałam, że Dwunożni ich leczyli. Sama spędziłam trochę czasu na osiedlu, siedziałam u Dwunożnych. Denerwował mnie nowy jegomość. Uważałam, iż po prostu jest durnym pieszczochem, któremu nudzi się w Gnieździe Dwunożnych i zdecydował się na zajęcie sobie czasu. Oczywiście, jak nie trzeba polować, to lepiej szukać sobie czegokolwiek.
- Wybacz, nieznajomy, ale mam coraz mniej czasu, a dalej nie znalazłam tego, czego chciałam. Życzę udanych poszukiwań. - powiedziałam, lekko kiwając kocurowi głową na pożegnanie. Niech się zatruje i nie męczy mnie swoim towarzystwem. Dobrze, że nie byliśmy w jednym klanie - inaczej byłam skłonna go otruć.
Ruszyłam więc powoli w swoją stronę, obracając oczami, gdy tylko nie byłam już w zasięgu wzroku tego idioty.
Odkąd uciekł z Osiedla wszystko było... było inaczej. Źle? Nie. Dobrze? Tym bardziej nie... Brakowało mu tych paru wygód, jedzenia, możliwości leżenia całymi dniami i wygrzewania się na słoneczku, gdzie w każdej chwili mógł nagle dostać stos smaczków i jakieś zabawki, a tu... Ach! Tu zwyczajnie było nudno. Może nie NAJGORZEJ. Miał tatę, fakt, cieszył się z tego że nadal mogli być razem, to było ekstra, miłe. Ale! Nie wiedział co miał robić ze sobą, siedzieć w miejscu, oglądać okolicę i ewentualnie pogadać z ojcem. Fajnie, przez parę dni maksymalnie.
Na szczęście, wcale nie był do niego przywiązany. Parę próśb o to, czy może gdzieś się przejść, zwiedzić okolicę i tym podobne wystarczyło, by pozwolił mu się przejść. Nie daleko, i miał wrócić o określonej porze, ale przynajmniej mógł gdzieś iść. Przeszedł się więc - faktycznie - niedaleko, rozglądając się po okolicy. Nic specjalnego. Drzewo, drzewo, drzewo, dziura... czego się właściwie spodziewał?
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Jak cudownie było być wolnym... Jego dziesięcioksiężycowa kara nareszcie minęła i w końcu miał więcej czasu wolnego w swoich łapkach. A jak z niego korzystał? Zwiedzał oczywiście. Lubił chodzić gdzie go łapy poniosą, ostatnim czasem najchętniej za granicę tego zawszonego klanu... Tu czuł się lekko, jakby nareszcie po tak długim czasie mógł zaczerpnąć świeżego powietrza.
W przeciwieństwie do Rexa nie narzekał na nudę, lubił ciszę i spokój terenów, aleee towarzystem nie pogardzi. Na horyzoncie właśnie dostrzegł jakiegoś kota, całkiem młodego i o ciekawie zabarwionym futerku. Czyżby komuś zgubił się dzieciak? A może mieszkał z dwunożnymi? Oh jeszcze nie miał okazji porozmawiać z pieszczoszkiem jak ekscytująco! Gdy kocur był zajęty rozglądaniem się, Listek spróbował po cichu i ostrożnie się do niego zbliżyć, tak by ticked go nie zauważył, a gdy znalazł się w lisiej odległości wyszedł zza drzewa, jakby puf! Znikąd się tam pojawił.
- Co tu robisz młody, hmm? Potrafisz walczyć? Albo szybko biegasz? Takie chodzenie samemu jest dość niebezpieczne - przywitał się ciepło oczywiście ze swoim standardowym uśmiechem na mordce. Zielono-żółte oczy wbił w jego pysk, ciekaw jak zareaguje.
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Fala ekscytacji i niepewności przewinęła się przez całe jego ciało, od góry do dołu. Bo z jednej strony - o rety, nie był tu sam, nie było tu tylko jego i Pełni, może faktycznie nie umrze z nudy! Z drugiej strony... to chyba pierwszy raz jak widział obcego kota, który nie był jego rodziną? Trudno było mu znaleźć w głowie jakikolwiek scenariusz, którym powinien się posługiwać w tej sytuacji. Zamrugał dwa razy, odchrząknął; - Żebym się miał czego bać! - zapodał głośno, uśmiechając się i do niego. Jego ogon podwinął się delikatnie do góry, sam zaś wyprostował. - Zresztą, tylko zwiedzam. Tam gdzie są konie jest nudno. Siedzę tam od ostatnich... paru dni.
Żeby nie policzyć źle. - A ty, co tu robisz?
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Nah, liczył na jakąś... Większą reakcję. Może trochę strachu, niepewności, a tu jakiś odważny młodzik mu się trafił. A może głupi? Tak czy siak, dobrze dla niego, lepiej czerpać z życia i podjąć trochę ryzyka, niż zamknąć się w jakiejś bezpiecznej kryjówce!
- Hmm, paru dni? Coś się stało, że akurat tam? Uciekłeś od dwunożnych? Rodziny? A może się zgubiłeś? Opowiedz mi - zalał go falą pytań, robiąc krok w jego stronę. Zaciekawił się szczerze. Skoro siedział u koni to raczej nie mieszkał z ludźmi? A śmierdział dziwnie, nie jak typowy samotnik, więc musiał być tym pieszczoszkiem, o których dotąd jedynie słyszał. No ale też Listek nie był nieomylny, dlatego najlepiej po prostu wypytać młodego wszystko!
- Też zwiedzam, korzystam z faktu, że mam więcej wolnego czasu niż zwykle - przyznał, starając się na razie ominąć wspominania o klanach... Jak wybada bardziej historię typa to może opowie trochę więcej.
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
- Wolniej - zmarszczył brwi. Jak miał odpowiedzieć na dwa, cztery.. pięć pytań na raz?! Więc pozwolił sobie wzruszył ramionami, po tym upomnieniu. - Od dwunożnych. Mój ojciec uznał, że nie ma co z nimi siedzieć, więc tak trochę.... po prostu się wynieśliśmy. Trochę szkoda, mieli tam fajne rzeczy! Takie myszy, że jak się do nich dorwało, to ciało aż jakby wychodziło z ciebie i stawało obok! Nie... czekaj, nie ciało. Um. Wiesz o co chodzi! Fajne uczucie.
Wyjaśnił, drapiąc się za uchem. Kleszcze, komary, muchy i wszystko inne było dla niego nadal obcym koszmarem, jaki męczył go ponad wsze czasy. Brr, wsze. Oby na to nie trafił, słyszał że ludzie je miewają. Nie słyszał o kocie z nimi, ale lepiej nie sprawdzać jakie las ma niespodzianki... - Totalnie się NIE zgubiłem! Wiem gdzie jestem. Trochę dalej od Siedliska Koni - uśmiechnął się dumnie, otrzepał. Dokładniejszego opisu na pewno nie da rady zarzucić, bo... nie wiedział gdzie jest dokładnie. Ale chyba nie musiał. - O? A co robisz zwykle? - ...bo co mógł? Przecież koty żyją jak panowie tego świata... I miał niby jakieś inne zajęcie, niż cieszenie się życiem? Ta, jasne...