Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Wywrócenie oczami nie umknęło uwadze Pluska, jednak postanowił je zignorować. Miał świadomość jak dziecinne były ich pytania, ale dzięki temu było nawet zabawniej. Poza tym, podczas spaceru podłapał nastrój Barszcz, która z natury była takim przerośniętym, niemądrym kociakiem. To nie mogło skończyć się inaczej, albo właściwie zacząć, bo dopiero teraz natrafili na Rzeczniaka. Na dodatek nic nie wskazywało na to, by ów zamierzał ich siłą przeganiać z granicy, co tylko rozochociło Pluska.
Choć terminator podejrzewał, że bura kocica była medykiem i miała na imię Łososiowa Łuska, postanowił nie komentować pytania Barszcz, przywołując nawet na swój pysk wyczekujące spojrzenie, choć w oliwkowych oczach odbijało się lekkie rozbawienie. Całkiem dobrze się bawił będąc częścią sytuacji, która miała miejsce w tej chwili pomiędzy ich trójką. Kocur poruszył lekko uszami, gdy Rzeczniak oświadczył, że trzech medyków widziało jego łapę, w tym on sam. Najwyraźniej to była naprawdę trudna do ogarnięcia rana, zanim się zasklepiła i pozostawiła jego nadgarstek tak brzydko wykrzywiony, a to co pod nim - martwe! Interesujące.
- I żaden z was nie dał rady nic na nią poradzić? Gdy uczyłem się o innych klanach, moja mistrzyni powiedziała mi, że twoja łapa jest przetrącona. Co to tak właściwie znaczy? - dopytywał dalej, skoro miał okazję spotkać Rzecznego medyka we własnej osobie.
Plusk był ciekawskim kotem, nie potrafił więc sobie darować i siedzieć cicho w tej sytuacji. Nie na co dzień spotykał koty z innych klanów, i to takie, które pełniły jakąś ważną funkcję. Można powiedzieć, że dziś naprawdę się im poszczęściło, i nawet nie zostali przegonieni! Oznaczało to, że choć kocica wyglądała dość gburowato i nieprzystępnie(nawet gdy próbowała się uśmiechać!), nie zamierzała rzucać się do gardła z byle powodu. To był zdecydowanie dobry znak!
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Rozdziawiła pyszczek na krótką chwilę, gdy usłyszała, że kot, na którego się właśnie natknęli był medykiem! Nie spotkała jeszcze żadnego medyka spoza ich klanu, więc była ciekawa, czy kotka jest taka jak Cierniowy Kwiat, czy nie. Ot, dziecięca ciekawość, która była w niej wciąż silna.
- Aaa!! Ty jesteś Łososiowa Kózka, tak? - zapytała, bo nie była pewna, czy dobrze zapamiętała imię rzecznej medyczki, czy w ogóle czasem klanów nie pomyliła. Tata i mama coś jej na ten temat opowiadali, ale doskonale było widać, jak dobrze ich słuchała. Pamięci wszak złej nie miała, ale ze skupieniem uwagi na nudnych rzeczach było zdecydowanie gorzej, zaś słuchanie o kotach, których nigdy nie widziała i wyglądało na to, że ich nie pozna, zaliczało się właśnie do tego typu rzeczy. Spojrzała na Pluska, który zdawał się wiedzieć coś więcej na temat burej kocicy i zamieniła się w słuch, a jej okrągłe zielonożółte oczka zalśniły pełnią ciekawości. Zaczęła się też w duchu zastanawiać nad sensem słów Łososia. Odpadłaby gdyby chciała? To znaczyło, że łapki mają własną wolę? Hmm...
- A kto ci to zrobił? - zapytała w końcu.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
- Jak widać - mruknął nieprzyjemnie, łypiąc na burego kątem oka. Miał chyba oczy i widział, jaki był rezultat starań trzech medyków. Wykrzywiona, niesprawna łapa, która była niemalże kompletnie pozbawiona czucia poniżej nadgarstka. Czuł jedynie duże zmiany temperatur, czasem bardzo silny nacisk... ale poza tym była jak bez życia. - Złamana. Źle zrośnięta - odparł, już nieco spokojniejszym pomrukiem. Nie był szczególnie gadatliwym kotem przez całe swoje życie, tak więc pytania ze strony kotów były dla niego dość męczące, jednak z drugiej strony nie chciał odchodzić tak po prostu. Zwłaszcza, że w tej okolicy prawdopodobnie mógł znaleźć więcej ziół, a dziamoczące mu nad uchem młodziki nie pomagały w poszukiwaniach. Decyzja zapadła szybko, być może w końcu sami się znudzą i zostawią go w spokoju. Kocięta z reguły rezygnowały po kilku pytaniach, na które odpowiadał krótko, bez wchodzenia w szczegóły. Z drugiej strony nie było powodów, by ukrywał historię jaka kryła się za jego złamaną łapą. W pewnym sensie napawała go dumą, choć była to zgubna pycha która mogła kosztować go pozycję i miejsce w klanie, a jego przyjaciela - życie. Pomimo tego, że samo wspomnienie było bolesne, blizna i krzywa łapa były brzemieniem jakie musiał nieść i którego nie mógł się wyprzeć. Mógł jednak dzielić się swoją historią. Co robił chętnie, jeżeli ktokolwiek zadawał mu konkretne pytanie lub drążył odpowiednio długo tańcząc wokół tematu.
- Bóbr - odpowiedział, tym razem przerzucając spojrzenie na szylkretową. Krótkie pytanie, krótka odpowiedź. Patrzył na nią wyczekująco przez chwilę nim spojrzał znów na burego. Mieli jeszcze jakieś pytania czy zaspokoił ich ciekawość?
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Moje pierwsze pytanie było retoryczne, dlatego skrzywiłem się, gdy otrzymałem na nie odpowiedź oraz krzywe spojrzenie ze strony kocicy. Nieprzyjemny typ, brr! Przy okazji poprawiłem Barszcz, rzucając krótkie "Łososiowa Łuska". Nie żeby mi na tym zależało, ale hej, nigdy nie wiesz co w kim odpala agresję. Zdecydowanie nie chciałem zmagać się z Rzecznym medykiem w bardzo złym humorze, szczególnie że już teraz nie wydawał się być przyjemnym osobnikiem. Nie stałem tu po to, by się kłócić, ale żeby odrobinę się rozerwać. Metaforycznie.
Poruszyłem lekko uszami, gdy kocica odpowiedziała na pytanie Barszcz dotyczące tego, kto jej zranił łapę tak poważnie, że została złamana. Sam byłem całkiem zainteresowany, pierwszy raz widziałem taką ranę. Koty z Klanu Cienia miały co najwyżej podarte uszy albo szramy na ciele. Te pierwsze zdawały się być szczególnie popularne. Raczej nie chciałbym, by moje własne uszy znalazły się w takim stanie, ale nie byłem też żadnym delikatnym kwiatuszkiem, który bał się paru blizn. Miałem świadomość, że takie rzeczy się zdarzały, i trudno było cokolwiek na to poradzić. Wystarczyło zahaczyć o ostrzejszą gałązkę... albo znaleźć się zbyt blisko czyichś ostrych zębów lub pazurów, haha! W drugiej sytuacji przy okazji było co opowiadać innym.
- O. Myślałem, że bobry raczej nie atakują kotów - powiedziałem, nie kryjąc zainteresowania tematem. - Musiał cię bardzo mocno dziabnąć, skoro ci złamał kość. Muszę zapamiętać, by żadnemu takiemu w drogę nie wchodzić. - Skrzywiłem się, jednak ów grymas szybko został zastąpiony przez uśmiech. - A w ogóle to co tutaj robisz? Szukasz tych, no, ziółek? - zapytałem z innej beczki, poruszając lekko wąsami.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Z poprawieniem Barszcz nie zwlekał Plusk, który niemalże od razu powiedział jej, że chodzi tutaj o "Łuskę", a nie o "Kózkę", którą sobie wymyśliła nieuważnie słuchając opowieści rodziców. Chociaż z drugiej strony w jej mniemaniu jej wersja brzmiała o wiele lepiej, dlatego westchnęła cichutko pod nosem zawiedziona, jednak zaraz szybko się uśmiechnęła i po negatywnych emocjach nie zostało ani śladu.
A potem rozdziawiła pyszczek szeroko słysząc, że BÓBR zaatakował kocicę. Ale jak to? I przeżyła? Bobry miały podobno takie okropnie długie zęby! Nie zdążyła nic powiedzieć, prócz westchnięcia pełnego emocji, bo Plusk był w tym szybszy.
- Bobry to duże są? Jak drzewa? - zapytała nie za bardzo wiedząc, jak taki bóbr tak naprawdę wyglądał. Słyszała tylko o zębach i dziwnych ogonach, ale gabarytowo trudno jej było określić, czy są one bardziej wielkości myszy, kota, czy.... drzewa.
- O, a ja, jak byłam mała, weszłam do lecznicy u nas w klanie i Ćmia Łapa przyszła na mnie nakrzyczeć, a tylko się bawiłam z bratem. Też krzyczysz na kociaki? - odezwała się do Łososia z uśmiechem na pysku, wpatrzona w niego jak w obrazek. Bardzo ją zaciekawił, chociaż niewiele mówił. Przynajmniej nie prychał, syczał i groził, jak ten z Wichru, który później i tak się ogarnął.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
- Ten zaatakował - mruknął w odpowiedzi, a jego czarny ogon zafalował nieco mocniej niż zazwyczaj, gdy luźno kołysał się pomiędzy jego tylnymi łapami. - Są silne. Zaatakował mojego... przyjaciela. Oderwał ogon. A ja byłem młody - powiedział, z pewnym oporem wymawiając słowo "przyjaciel". U uszach Łososiowej Łuski brzmiało dziwnie, obco, zupełnie nienaturalnie. Strzepnął uchem słysząc kolejne niemądre pytanie ze strony szylkretowej terminatorki. Odwrócił głowę w jej stronę.
- Nie - odparł i na tym miał zakończyć swoją wypowiedź, jednak zaraz ją uzupełnił: - Są większe od kotów. Jak... łabędzie - doprecyzował, optymistycznie zakładając, że kotka była świadoma wielkości białych ptaków. Pod względem długości ciała i ciężaru bobry i łabędzie były w miarę podobne. Na kolejne pytania, tym razem nie o bobra, a samo bycie medykiem zareagował wskazując na te kilka liści, które udało mu się znaleźć. Mruknął potwierdzająco na słowa burego.
- Nie krzyczę - powiedział cicho znów zwracając się do szylkretowej. Rzadko kiedy podnosił głos i fakt, że nawet tę rozmowę przeprowadzał bardziej mrucząc i burcząc niż mówiąc normalnie był na to dowodem. Nie pamiętał kiedy ostatni raz krzyknął. - Lecznica to miejsce dla chorych i rannych. Nie bawiących się kociąt.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Zmarszczyłem lekko nos, krzywiąc się po raz kolejny. To musiało być dość nieciekawe zdarzenie. Zdecydowałem unikać bobrów, w razie gdyby jednak faktycznie niektóre z nich atakowały. Mimo wszystko nie chciałem skończyć z oderwanym ogonem czy złamaną łapą. Co prawda nigdy nie widziałem tych stworzeń na własne oczy, ale byłem pewien, że byłbym w stanie je rozpoznać, bo pytałem moje znajome wojowniczki o opisy zwierząt, o których usłyszałem, w razie gdyby ta wiedza miała mi się kiedyś przydać. Na szczęście dla mnie, jeszcze nie miałem okazji na żadnym polowaniu natrafić na drapieżnika, maksymalnie wyczuwałem ich zapachy. Poza tym, byłem szybki, więc nawet gdyby coś stanęło na mojej drodze, zawsze byłbym w stanie uciec. Po chwili namysłu moją uwagę przykuło jednak coś innego, mianowicie forma, której kocica użyła. Może pomyłka? Byłem stuprocentowo pewien, że się nie przesłyszałem, pomimo chwilowego zamyślenia.
- Byłem młody? - Uniosłem brwi w geście zdziwienia.
Pytanie Barszcz było niemądre, ale już się zdążyłem przyzwyczaić do takiego stanu rzeczy. Była siostrą Bluszcz, która była dla mnie praktycznie przyjaciółką, więc nawet mi nie przeszkadzał fakt, że była aż tak dziecinna. Poruszyłem leniwie ogonem, słuchając tłumaczenia medyka, które niekoniecznie było zbyt jasne, jeśli się nigdy nie widziało na oczy łabędzia. Cóż, nie mój problem. Zastrzygłem uchem, słysząc pytanie dotyczące lecznicy. Pokręciłem głową z niedowierzaniem—nie rozumiałem jak ktokolwiek był w stanie funkcjonować przy tym ostrym zapachu ziół.
- Ugh, przecież tam śmierdzi. Jak można się tam bawić? - burknąłem pod nosem, nie kierując tego narzekania do nikogo konkretnego.
Trochę się zdziwiłem, że kocica nie krzyczała na koty wchodzące do lecznicy, ale z drugiej strony nawet jej nie znałem. Najwyraźniej nie była taka straszna na jaką wyglądała. Skojarzyła mi się trochę z Bluszcz, która też była burkliwa i nie mówiła zbyt dużo, ale w gruncie rzeczy nie była takim złym towarzyszem. Na tę myśl uśmiechnąłem się lekko.
- Ha, masz rację. Nie rozumiem w ogóle jak można tam spędzać czas. Kiedyś próbowałem zajrzeć z ciekawości do lecznicy i myślałem, że mi nos odpadnie. - Skrzywiłem się, jakbym połknął coś gorzkiego, żeby podkreślić moje słowa.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Słuchała zafascynowana enigmatycznej historii Rzeczniaka, który opowiadał o tym w jaki sposób jego łapa została zepsuta, tak bardzo, że pyszczek rozwarł jej się niekontrolowanie. Dopiero po chwili dotarło do niej, że musi wyglądać głupkowato i w sumie to by się tym nie przejęła za bardzo, ale zimny wiatr zaczął jej mrozić wnętrze pyska i to już pod żadnym względem nie było przyjemne, dlatego mlasnęła cicho i przełknęła ślinę. Pokiwała ze zrozumieniem głową, ale zatrzymała się niepewnie i przekręciła łebek na bok. Zwróciła uwagę, że kotka określiła się jako kocur i trochę ją to zaciekawiło, toteż zwróciła na kotkę swoje zaintrygowane spojrzenie, ale na razie nie poruszała tematu. Chwilę później wyręczył ją Plusk, na którego na moment zwróciła wzrok.
- A jak duże są łabędzie? - zapytała z szerokim uśmiechem na pysku. Lepiej pytać, jak się nie wie, niż udawać, że wszystko się rozumie. Słyszała o łabędziach, ale nigdy takiego nie widziała, toteż nie za bardzo wiedziała do czego można takiego ptaszora porównać. Jedno zakodowała sobie w głowie: większe od kotów.
- Aha, no może masz rację, ale to wystarczy wytłumaczyć takiemu kociakowi, że nie powinien się tam bawić, a nie zaraz krzyczeć, co? Odniosłam wrażenie, że była trochę niemiła, a to bardzo przykre, kiedy kot nie są dla siebie miłe. W lecznicy trochę dziwnie pachnie, to fakt, ale jakoś mi ten zapach nie przeszkadza - dodała na sam koniec, a potem nabrała dużo powietrza w pierś i zamilkła. Łosoś mógł na chwilę odpocząć od jej paplaniny, co pewnie będzie jak miód na jego uszy.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Uniósł jedynie brwi na słowa burego terminatora i spojrzał na niego trochę tak, jakby ten był upośledzony i powtarzał po nim oczywiste rzeczy. Nie odezwał się jednak, ponieważ nie dostał jawnego sygnału, że powinien powiedzieć coś więcej i odpowiedzieć na pytanie - to, co zrobił Pluskający nie było, w jego odczuciu, pytaniem. Na pytanie odnośnie wielkości łabędzi natomiast zmarszczył czoło, bo nigdy tak naprawdę nie zastanawiał się, jak duży jest łabędź, a przynajmniej jak wyjaśnić jego wielkość, skoro już użył go do porównania wielkości bobra.
- Są... duże - powiedział w końcu, ostatecznie decydując się na zrezygnowanie z próby wyjaśnienia jej jak duże były oba te stworzenia. Gdy Gwiezdni pozwolą z całą pewnością uda jej się spotkać bobra lub łabędzia, a być może nawet oba te zwierzęta, o ile na terenach Klanu Cienia znajdowało się jakieś jezioro bądź rzeka; nie wiedział, jak wyglądają tereny dawnych sąsiadów z którymi obecnie byli w separacji i nie interesowało go to w żadnym wypadku.
- Muszę już iść - powiedział unosząc wzrok na niebo i kontrolując pozycję słońca. Zdecydowanie zbyt długo poszukiwał ziół, a później zmarnował czas rozmawiając z dwoma podrostkami. Dlatego też skinął im sztywno głową w nieco koślawo wyglądającym pożegnaniu, wziął zebrane już zioła i oddalił się od nich, pozostawiając ich na granicy samych; zerknął jeszcze raz przez ramię by sprawdzić, czy aby na pewno nie przekroczyli granicy, jednak jeżeli mieli głowy na karku i lubili nie otrzymywać krwawiących ran w starych czasoprzestrzeniach z całą pewnością nie będą robili niczego głupiego.
zt
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Uniosłem brwi wyżej, gdy medyk spojrzał na mnie, jakbym to ja powiedział coś strasznie dziwnego, albo wręcz głupiego. Ostatecznie postanowiłem sobie odpuścić. Skoro Łososiowa Łuska uważała się za kocura, to niech tak będzie. Nie chciałem wchodzić na wojenną ścieżkę przez coś, co w żaden sposób nie dotyczyło mnie ani mojego otoczenia. Mimo wszystko Rzeczniak nie był nikim z mojej rodziny. Może to taka przypadłość medyków, by posiadać różne dziwactwa. Z tego co widziałem Ciernisty Kwiat też nie była do końca normalna z zachowania, choć generalnie raczej rzadko pojawiała się w moim polu widzenia. Czasem się zastanawiałem czy w ogóle wychodziła z Korzennej Jamy.
Parsknąłem cicho, słysząc kolejną bardzo niewiele mówiącą odpowiedź ze strony Łososiowej Łuski. Sam nigdy nie widziałem łabędzi, dlatego nie mogłem w żaden sposób dopomóc w tej kwestii. Z resztą, zaraz medyk się pożegnał, odchodząc w siną dal.
- Miłego dnia! - rzuciłem na pożegnanie, po czym spojrzałem na Barszcz. - No, czas się zwijać zanim jakiś krwiożerczy Rzeczniak stwierdzi, że znajdujemy się za bardzo na ich terenach - zaśmiałem się, ruszając w kierunku Cienistych ziem.
Średnio chciało mi się zwiedzać tereny obcych klanów, bo ryzyko było zbyt duże. Poza tym, nie planowałem doprowadzać do żadnej międzyklanowej wojny, bo wtedy sam musiałbym w niej uczestniczyć, chyba że zdecydowałbym się zaraz po tym uciec gdzieś daleko, co aktualnie nie wchodziło w grę. Obejrzałem się czy szylkretka szła za mną, ale w gruncie rzeczy mogła robić co chciała, to nie moja sprawa.
zt.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Dowiedziała się, że są duże... ale nie jak duże, a bardzo, ale to bardzo chciała wiedzieć, dlatego zrobiła smutną podkówkę i spojrzała to na Łososia, to na Szopa, kiedy usłyszała, że medyk z Klanu Rzeki musi się już zbierać. No dobrze, skoro tak. Zawiedziony grymas szybko zamienił się w ciepły uśmiech, który posłała buro-białemu kotu na odchodne.
- Pa! Miło było poznać! Miłego dnia! - pożegnała się głośno z oddalającym się kocurem, a potem spojrzała na Pluska, szczerząc się do niego szeroko. Biczowaty ogon przeciął powietrze ze świstem, kiedy Barszczyk bryknęła sobie za rzeczną granicę, za którą się mniej-więcej znalazła. Ot, to już była kwestia interpretacji.
- Dobrz. Będziesz chciał iść ze mną teraz nad Czarny Ogon? - zapytała burego wojownika, oddalając się z nim w kierunku terytorium ich własnego klanu. Być może udali się tam razem, być może nie, ale Barszcz z pewnością bardzo dobrze się bawiła!
zt
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Księżyc. Może dwa? Mozę i trzy. Trójkolorowej wyleciało z głowy spotkanie ze Wschodem. A przecież on był dla niej taki ważny! Ale po ceremonii miała wyruszyć na spotkanie i zapomniała. No pięknie. Jako iż nie miała zbyt wiele czasu aby dotrzeć Korzennego Jaru wybrała Cztery Drzewa. Aby jakos Wschód ją znalazł. Maiło na to znikome szanse. Doprawdy znikome. Przecież już dawno się nie spotykali. Pewnie myśli, że już go nie lubi. Lecz cóż mogła począć? Usiadła w Cieniu i ze zniecierpliwieniem wyczekiwała rudo-białego kota po stronie klanu Rzeki.
Cóż, w przeciwieństwie do Fali, Wschód dość szybko zapomniał o spotkaniu z nią, tak samo jak o tym, że umawiali się na kolejne spotkanie w zupełnie innym miejscu, ale co z tego. Sam rudy się tam nie fatygował przez ostatnie księżyce, chyba że w jakimś patrolu, jednak nigdy w pojedynkę z zamiarem spotkania Cienistej. Jak to mówią, dobra pamięć, ale krótka.
Teraz szedł sobie spokojnie. Był na patrolu sprawdzającym granicę z Gromem, po czym koty rozdzieliły się nieopodal Czterech Dębów, by w pojedynkę udać się na polowanie. Sam rudy wojownik wybrał same cztery drzewa, a raczej miejsce graniczne nieopodal nich, by stamtąd metodycznie poruszać się w kierunku obozu.
Nie spodziewał się jednak, że pierwsza ofiara, na jaką wpadnie, to dość świeża wojowniczka.
Gdy wiatr zawiał akurat z miejsca spotkania granic wszystkich klanów, syn Zroszonego Listka wyczuł świeżutki zapach kota z Klanu Cienia. Zaintrygowany, na moment odpuścił polowanie i ruszył w jego stronę, chcąc poznać kota, który tak blisko podszedł, a kto wie, może miał czelność przekroczyć granicę?
Jego oczom ukazała się jednak pstrokata kotka, którą kiedyś poznał.
- O, hej. - mruknął, już się nie czając, ale podchodząc do niej swobodnym krokiem, jednak zatrzymał się trzy długości lisiego ogona od niej, po czym przyjrzał jej się spojrzeniem bursztynowych oczu.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Coś zaszeleściło i po chwili jej błękitnym oczom ukazał się rudo-biały wojownik klanu Rzeki. - Witaj Bursztynowe Wschodzie! - maiłknęła pełna radości. A jednak ją znalazł! A jednak znów się spotykają!. - Jak ci życie leci? - zagadnęła. Podeszła do granicy, nadal zachowując stosowną odległość od granicy. Nieżeby nie ufała Wschodowi, ale jeszcze jakiś patrol ich znajdzie i nie będzie zbyt fajnie. Rozpierała ją szczęście. Raczej Wschód był spokojny czyli nikt u niego nie umarł. To dobrze. Już wystraczająco mieli zmartwień aby i tym się przejmować. Może tym razem wkońcu zobaczy uśmiech na twarzy przyjaciela?
Posłał jej delikatny, niezbyt szeroki uśmiech. No proszę, on o niej zapomniał, a ona się ucieszyła! Ciekawe, dlaczego. Nawet pamiętała jego imię, choć nie można było tego powiedzieć w drugą stronę.
- Ano, jakoś mija, mam w końcu świetnych terminatorów. - pochwalił się. Choć kto wie, czy Mrozik był taki świetny. Nawet jeśli nie, bo Wschód dopilnuje, by świetny się stał! - A u ciebie jak tam? - zapytał, obserwując, jak zbliża się do granicy, pozostała jednak na terenie Czterech Dębów, ziem niczyich. Rudy wojownik więc z lekkością zrobił sus, również lądując na terenach niczyich i zbliżając się do szylkretki. Niech się już tak nie przejmuje granicami, raczej nikogo tu w najbliższym czasie nie przywieje!