Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Ruszyła za kocurem, w lekkim oddaleniu, gotowa zareagować, gdyby nagle zmienił zdanie. Nie wiedziała czego ma się spodziewać po rzecznym kocurze i, choć sprawiał wrażenie miłego i w ogóle, to jednak... wolała mieć pewność, że nie zdoła jej dosięgnąć, nawet jak się postara. Rozglądała się przy okazji z zaciekawieniem, chłonąc nowe zapachy i wygląd terenów, na których teoretycznie nie powinno jej być. Ale będzie miała dużo do opowiedzenia braciom, jak już wróci do domu! No... mamie czy tacie, a tym bardziej Polnej Gwieździe raczej niekoniecznie będzie o tym mówić, bo, jakby nie patrzeć, zrobiła coś bardzo głupiego, przed czym zawsze dorośli przestrzegali - by nie przekraczać granic. A, cóż, właśnie teraz to robiła, ups.
Zwróciła na chwilę złociste spojrzenie w stronę kocura, lekko nadstawiając uszu w jego stronę. Jasne, że wiedziała, że nie każdy kończy trening szybko, że czasami potrafi się to sporo przeciągnąć i to z różnych powodów - jej mama na przykład zachorowała i zaczęła trening o wiele później, niż wujek, który nawet ją nauczał! No i na przykład Astrowy Płatek, mianowana na jej ceremonii, też była długo łapą, jakby nie patrzeć, podobnie jak Zmarznięty Nos.
- No... rozumiem, ale ty wyglądasz jak typowy wojownik - odpowiedziała, niepewnie mrugając, aczkolwiek nie spuszczając spojrzenia z kocura - bała się, że w jakiś sposób go rozgniewa, szczególnie, że potem dodał, że to przez chorobę. - Ojej, chorowałeś? - miauknęła ze współczuciem. - Moja mama też chorowała, zanim została terminatorką, wiesz? Ale teraz jest już wojowniczką i w niczym nie odstaje od innych, którzy trening zaczęli wcześniej i skończyli go szybciej! - obwieściła, lekko unosząc z dumą podbródek. Jej mama była najlepsza!
Następnie wypuściła powietrze przez nos, lekko zwalniając swój szybki trucht, którym próbowała nadążyć za kocurem i z zawstydzeniem spuściła wzrok na swoje łapki.
- Dzisiaj...?
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
Nie komentował oraz nie ingerował w kwestię tego że to on prowadził. Jeśli chciała iść z tyłu za nim, bo czuła się z tym luźniej, jej wola - pozwoli na to, bo w czym miało to zaszkodzić. Jeszcze ucieknie w pierwszą lepszą stronę, w najgorszym przypadku w sam środek terenów, a tego nie chciał. Co jednak nie powstrzymo go od zerkania za siebie co jakiś czas by kontrolować czy ta nadąża.
- Cóż dziękuję za komplement - Rzucił lekko, strzygąc uszkami. Cóż miło byłoby już skończyć trening, ale niezbyt mógł cokolwiek na to poradzić. Komplement wprowadził w jego kości nawet lekkie ciepło. W sumie jakby się nad tym zastanowić, dużo kotów w Klanie Rzeki było dość rosłych lub po prostu wysokich że nawet gdy ich wiek dobijał do niecałego dwunastego księżyca - mogli bez przeszkód robić za wojownika.... Co było jednocześnie zabawne i lekko przerażające, bo przecież jak pochełpisz ego takiego młodzika... To jak proszenie się o kłopoty. Bo kto wie co takiemu do łba strzeli.
Wydał z siebie potwierdzający pomruk, kołysząc spokojnie ogonem z jednej strony na drugą. Nie lubił współczucia, było to coś bez sensu w takich sytuacjach. Chciał nawet powiedzieć że to ojca obwiniał o całą chorobę trzymającą się jego rodziny (zwłaszcza Błota, Plaży, Wodospada czy jego samego) od najmłodszych księżyców, ale wstrzymał sie przed tym czując tylko niezbyt przyjemne pełzanie pod skórą. - Oh... To dobrze. Czasem inni potrafią patrzeć... Niezbyt przychylnie na kotki, które mają kociaki znim ukończą trening.
W pierwszej chwili był nieco zaskoczony, faktem że matka Kukułki po prostu miała dzieci zanim ukończyła trening. A przynajmniej tak zrozumiał... Po czym przystanął jeszcze bardziej zaskoczony wpatrując się w czarną.
Była dzieckiem. Dosłownie pisklaki, który ledwo co nauczył się latać i pofrunął tam gdzie poniosły go oczy. Zamrugał ze zdziwieniem, gdy ogon mu znieruchomiał
- Eh.... Naprawdę nie chce ci robić tyrady o tym jak głupie i nieprzemyślane to było, bo mam nadzieję że jesteś świadoma jakie niebezpieczeństwa mogą czychać na terenach, a co dopiero poza granicami. - Westchnął ciężko, biorąc większy wdech by uciszyć lekki szum. Nie krzyczymy na dzieci, pamiętaj Ruczaj... Zamiast tego przybrał nieco twardszy ton nie spuszczając wzroku z młodej. - Pamiętaj tylko że tereny poza obozem... Nie są bezpieczne. Nigdy w całości, więc NIGDY nie trać czujności. To nie jest obóz gdzie zawsze jest ktoś, im dalej do granicy - tym mniejsza szansa że po prostu ktoś usłyszy wołanie w sytuacji gdzie na przykład zauważy cię lis. - Nie miał zamiaru dawać jej poczucia fałszywego bezpieczeństwa. Było to tak zgubne, że prędzej dałby sobie uciąć ogon. Westchnął jeszcze raz, już spokojniej po tym jak upewnił się że to do niej dotarło. - Poza tym jesteśmy już na rzecznej granicy. W tą stronę biegnie nasza granica z Gromem oraz Wichrem. A w tamtą stronę są tereny Klanu Cienia, przeprowadzę cię przez Cztery Dęby aż do Granicy, gdzie poczekamy na patrol lub kogokolwiek kto bezpiecznie odstawi cię do obozu. Jeśli to ci nie przeszkadza, wolałbym być po prostu spokojny że dotarłaś do swoich bezpieczna.
Wskazał po kolei w dany kierunek gdzie znajdywały się poszczególne rzeczy, stojąc równo z Rzeczną Granicą. Kwestia przeprowadzenie jej przez cztery dęby nawet nie podlegała dyskusji.... Chociaż można to nazwać małą manipulacją, bo po prostu chciał dać jej poczuć że to ona podejmuje decyzje. A tak to stanął po drugiej stronie, już na ziemiach niczyich, czekając
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Szczerze wolała iść za nim, szczególnie, że nadal nie była na swoich terenach, bo bała się, że przypadkiem pójdzie nie w tę stronę, stanie gdzie nie powinna, czy coś. A Ruczaj, skoro był na swoich terenach i był starszy, więc pewnie znał też te granice i w ogóle, na pewno wiedział gdzie co jest i wierzyła, że zaprowadzi ją z powrotem na swój teren.
Skinęła krótko głową, spuszczając wzrok na swoje łapy. W zasadzie, to nie próbowała go w żaden sposób skomplementować ani nic takiego, zwyczajnie chciała mu powiedzieć co o nim sądzi. Wyglądał jak wojownik, miał taką posturę i nie był porywczym terminatorem, jak na przykład ona, a powaga i dojrzałość to też były bardziej cechy wojowników, niż takich terminatorów jak ona. Bo bynajmniej nie była ani poważna, ani dojrzała, ani w żaden sposób taka, jak teraz Szumiąca Łapa. Wydawało jej się więc, iż był wojownikiem, a tu proszę, zaskoczenie - terminatorem, jak ona.
- A kończysz już... ten trening? - zagadnęła nieśmiało, mając nadzieję, że nie obrazi się za to pytanie. Wiedziała już, że jego trening jest opóźniony, tak samo, jak wiedziała, że chorował, aczkolwiek chciała wiedzieć, czy już jest na finiszu, bo szczerze - życzyła mu tego!
- Dlaczego? Co jest w tym złego, że ma się kocięta, gdy się jest terminatorką? Sam powiedziałeś, że nie każdy kończy trening szybko, prawa? Więc może komuś się przeciąga, a jednak chce mieć kocięta? Co w tym złego? - spytała, powtarzając nawet swoje pytanie, ale ciekawiło ją to. Czy ona sama, jakby przeciągał się jej trening, i była terminatorką w wieku, na przykład, 30 księżyców to byłaby za plecami obgadywana, gdyby zdecydowała się na kocięta? Chciała je kiedyś mieć, chciała przekazać swoje cudowne geny dalej, ale jeśli miałaby wiecznie być terminatorką, to czy byłaby za to wytykana i szydzona?
Zatrzymała się gwałtownie, gdy syn Świetlikowego Zagajnika to zrobił i rozszerzyła nieco oczy, wpatrując się w niego niepewnie i mrugając gwałtownie.
- Ja... - zaczęła, lekko cofając uszy i obniżając głowę z ukorzeniem. - Przepraszam, po prostu... chciałam zwiedzić tereny swojego klanu, ja wiem, że... poszłam trochę za daleko i... jest mi wstyd, naprawdę... Że doszłam aż tutaj, wiem, że to było głupie, ale chciałam trochę... rozejść tę ceremonię, wiesz? - zaczęła się tłumaczyć, lekko drążąc łapką w ziemi. - Bo tak naprawdę nie chciałam zostać terminatorem, nie... nie tak szybko - dodała, licząc, że to było jakieś usprawiedliwienie w tej kwestii.
Następnie znów zdębiała, niespokojnie poruszając ogonem.
- Musimy... musimy na kogoś poczekać? Dojdę do domu z granicy - jęknęła błagająco. Nie chciała, by ktokolwiek się dowiedział o jej samotnej wyprawie. Ani przywódca, ani mama, a tym bardziej nie tata, bo będą nią wybitnie zawiedzeni! A bracia prędzej skisną ze śmiechu, niż będą pod wrażeniem jej przygody życia!
Księżyce: 150
Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos
Płeć: kocur
Matka: Pajęcza Noga
Ojciec: Gęsiopióry
Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Wyruszał po to, żeby walczyć. Brakowało mu adrenaliny, ćwiczeń, możliwości wyładowania całej agresji, którą w sobie miał. Każda kolejna potyczka budziła w nim tylko większą chęć, by spróbować jeszcze raz, znowu. Gdyby nie to, że w walce z krukiem otrzymał dość poważną ranę, rozpocząłby poszukiwania znacznie wcześniej. Na jego szczęście zagoiła się dosyć szybko. Zawsze uważał siebie za bardzo zdrowego kota, a teraz potwierdził te przewidywania. Ufał swojemu ciału, a ono i tym razem go nie zawiodło.
Opuścił obóz rano. Przepłynął Grzmiącą Rzekę w okolicach Zatopionych Korzeni, bo tam nie musiał się nadmiernie trudzić, dystans był niewielki w porównaniu do innych jej części. Chciał zachować siły. Po drugiej stronie rzeki zapolował, i wytarzał się w martwej zwierzynie, aby zamaskować swój zapach. Później poprawił błotem, które nietrudno było znaleźć na terenach Klanu Rzeki. Był gotowy.
Pogoda nie była idealna, ostatnie dni były chłodne, niebo zachmurzone, a wiatr silny. Będzie musiał uważać, by potencjalny przeciwnik nie wyczuł go zanim to on go odnajdzie. Upewnił się, że idzie pod wiatr. Przemierzał tereny w poszukiwaniu interesujących woni. Szukał większych zwierząt. Nie miał jednak szczęścia, dlatego skierował się w stronę Czterech Dębów, mając nadzieję, że trafi na coś ciekawego. Na coś, co pozwoli mu się wyżyć.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
Czarnowron, wciąż schnący z oślizgłej wilgoci Grzmiącej Rzeki, przedzierał się właśnie przez wysokie, zżółkłe letnim skwarem trawy o źdźbłach dotkniętych paskudną, suchą szytywnotą, która niestrudzenie stawiała mu frustrujący opór. Węszył, rozglądał się, lecz nie dostrzegł niczego nowego poza osiadłym pośród łąki głazem.
Księżyce: 150
Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos
Płeć: kocur
Matka: Pajęcza Noga
Ojciec: Gęsiopióry
Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Tereny Klanu Rzeki było dzisiaj najwyraźniej wyjątkowo bezpiecznym miejscem. Cierpliwie szedł dalej, bacznie rozglądając się na boki, szukając jakichkolwiek śladów obecności intruzów wszelkiego rodzaju. Być może musiał być bardziej ostrożny. Obniżył więc ciało, by ciężej było go wypatrzeć, zwolnił też kroku. Szedł ostrożnie, uważając, by trawy nie szeleściły zanadto. Nie zamierzał się poddawać. Nie przywykł do porażek.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
W mokrej ziemi pośród traw odciśnięty był ślad o kształcie, którego Czarna Łapa nigdy dotąd nie widział. Przypominał nieco rozmazaną łapę gigantycznej jaszczurki zwinki, ale cały trop okraszony był również ostrym, gryzącym zapachem potężnego drapieżnika z obcej ziemi. Prowadził wgłąb Czterech Dębów, jakby właśnie spokój świętego miejsca starych klanów skrywał tego potwora.
Księżyce: 150
Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos
Płeć: kocur
Matka: Pajęcza Noga
Ojciec: Gęsiopióry
Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Zatrzymał się nagle w pół kroku. Prawie że przekroczył ślad, bo nie rozpoznał go, wgłębienie w ziemi nie przypominało niczego, co widział wcześniej. Przeprocesował obraz uderzenie serca później, zauważył, że ślad ma kształt łapy, ale nie jest podobny do łap żadnego stworzenia, które znał.
Przez chwilę zastanawiał się, co zrobić. Odciśnięta łapa musiała być ogromna. Czy chciał mierzyć się z przeciwnikiem z którym nie miałby żadnych szans? Właśnie takim prawdopodobnie był tajemniczy intruz. Czarna Łapa lubił wyzwania, ale nie był głupi. Nie czuł potrzeby, by narażać się na walkę, z której z dużym prawdopodobieństwem nie uszedłby z życiem. Czymkolwiek było to, co zostawiło ślad, na który trafił, opuściło terytorium Klanu Rzeki. Nie było już jego problemem. Szukał dalej, w nadziei, że odnajdzie coś, co bardziej by mu odpowiadało.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
Kocur trafił na kolejny niepokojący ślad, który sunął gdzieś na południe ku granicy z Wichrem. Tym razem nie widać w nim było ani jednej łapy, lecz odbicie ciężkiego, szerokiego... ogona? Ziemia wyglądała, jakby ktoś przeciągnął po niej kijem, jednak wzór przez niego wyrysowany był regularnie falowany. Przedmiot lub istota, które po sobie zostawiły ten trop miały zapach niewyraźny, ale zaznaczony ostrą wonią zajęczego futra.
Księżyce: 150
Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos
Płeć: kocur
Matka: Pajęcza Noga
Ojciec: Gęsiopióry
Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Nieprzyjemny dreszcz przebiegł po jego grzbiecie. Nigdy nie widział czegoś podobnego. Skupił się na woni, która ciągnęła się w stronę wichrowej granicy. Znał ją, pachniało po prostu zabitą zwierzyną. Jednak zając nie mógł zostawić takiego śladu. Jedno było pewne - to, co widział, musiało być śladem drapieżnika. Jakiego - nie wiedział. Zwierzę prawdopodobnie nie miało nóg, w przeciwnym wypadku zobaczyłby coś innego. Jedyne zwierzę, jakie znał, które nie miało nóg, to żmija - żmija jednak była malutka. Wyglądało na to, że na terenach czterech Klanów pojawiły się potwory. Musiał sprawdzić, co jest na rzeczy. Dobrym pomysłem byłoby pójście za tropem i sprawdzenie, co go pozostawiło. Na początek jednak postawił szukać dalej - jeśli zobaczył dwa, to lepiej byłoby rozejrzeć się dookoła, by ustalić, czy jest ich więcej.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
Czarna Łapa nie dostrzegł żadnego nowego śladu - wyglądało na to, że beznoga potwora polowała samotnie.
Księżyce: 150
Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos
Płeć: kocur
Matka: Pajęcza Noga
Ojciec: Gęsiopióry
Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Strona terenów Klanu Rzeki wydawała się być bezpieczna. Postanowił więc sprawdzić bliżej Czterech Dębów. Przekroczył granicę i zaczął myszkować blisko drzew.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
Terminator przemierzał zagraniczną ziemię, na której w oczy nie rzuciło mu się nic, poza kilkoma zajęczymi bobkami. Gdzieś pośród leniwego szumu wiatru zaskrzeczał kruk.
Księżyce: 150
Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos
Płeć: kocur
Matka: Pajęcza Noga
Ojciec: Gęsiopióry
Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Postanowił okrążyć Cztery Drzewa i sprawdzić ziemię przy granicach innych Klanów. Ruszył powoli, pilnując, by jego ogon nie poruszał się na boki. Szedł cicho, wciągając wolno powietrze do płuc, szukając w dalszym ciągu niepokojących zapachów.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
Nikła woń padliny narastała wraz z kolejnym krokiem Czarnej Łapy, który po dużym czasie natrafił na gnijące zwłoki trzech jeleni, które pojawiły się pod Czterema Dębami dobre trzy księżyce temu. Ich wielkie i puste, wyczyszczone przez truchłojadów z wnętrzności klatki piersiowe nosiły w sobie rój muszych larw. Ziemia wokół była wychodzona mnóstwem najróżniejszych stóp, jednak terminator nie był w stanie wypatrzeć w niej niczego wystarczająco świeżego, żeby warto było za tym podążać.